Czas wolny - Nasz Swiat
23
So, czerwiec

"Senza se e senza ma", czyli bez żadnego ale, bez wątpliwości i bezwarunkowo, to stosunkowo nowe wyrażenie w języku włoskim (zaledwie kilkuletnie), a już bardzo popularne i niezwykle medialne, nagminnie przewijające się prasie i w polityce, ale nie tylko. 
 
 
 
 

Nie tylko Polacy, ale i Włosi mają swoje ciut-ciut, ciutkę, tyciu-tyciu, troszeczkę, odrobinę...


Wydawałoby się, że wystarczy powiedzieć poco poco, un pochino, appena appena i po sprawie. A tu okazuje się, że także włoscy rozmówcy mają słabość do zdrobnień i spieszczeń. 




Już w latach 90-tych stało się nad wyraz modne UN ATTIMINO. I to nie tylko w sensie miary czasu, jak na to wskazuje jego pochodzenie, czyli jako synonimu un momentino (momencik). Dziś UN ATTIMINO rozszerzyło swoje pole semantyczne także na inne walory, np.:
 

Od wieków obserwowano niespodziewane, a zarazem cykliczne ochłodzenia i skoki temperatur w różnych porach roku i tłumaczono je na swój sposób w ludowych podaniach i wierzeniach. Statystyki meteorologiczne w większości je potwierdzają, i takie zjawiska atmosferyczne faktycznie mają już dziś swoje naukowe uzasadnienia, może więc warto zaznaczyć sobie niektóre z ludowych mądrości w naszym kalendarzu.

„Giorni della merla”, czyli kiedy włożyć gruby sweter i skarpety
Wedlug tradycji ostatnie dni stycznia, tj. od 29 do 31, to najzimniejsze dni roku. A nazwa ich pochodzi od legendarnej samiczki kosa („merla”) o pięknych, białych piórkach, która schowała się przed styczniowym zimnem w kominie wraz ze swoimi pisklętami. Ptaszki wyszły stamtąd dopiero 1 lutego, zupełnie czarne od sadzy i dymu. Dlatego właśnie, od tamtej pory, wszystkie kosy są czarne. Legenda ma oczywiście wiele różnych wersji, mniej lub bardziej bogatych w bajkowe wątki.

Gatunków kosa jest wiele, we Włoszech przeważa kos o czarnym upierzeniu, ale przyrodnicy piszą też o rzadkiej odmianie białego kosa, bez pigmentu na całym ciele. Coś w rodzaju albinosa wśród ptaków. Być może to właśnie taki kos był bohaterem legendy.

Wracając do pogody warto pamiętać, że według ludowych podań, im zimniejsze są te ostatnie dni stycznia, tym wcześniej przyjdzie ciepła wiosna.
Aby ogrzać ciało i dusze w mroźne „dni samiczki kosa” od kilku lat na północy Włoch organizuje się piwne festiwale na świeżym powietrzu, tzw. Birre della Merla w Garbagna, Sarezzano (Alessandria), gdzie serwuje się zimne i grzane piwo, polentę i inne zakąski przy muzyce na żywo. Oficjalna monetą na zeszłorocznym festiwalu było „merlo”, cena piwa (33cl) – 1 merlo, a ciepły posiłek - 2merli.

Jak Marzec oszukał staruchę
Według tradycji „dni staruchy”, „giorni della vecchia” to ostatnie dni marca, tj. od 29 do 31, które przynoszą zazwyczaj powrót zimna, i są uważane za najzimniejsze dni wiosny. Według legendy, gdy Marzec miał zaledwie 28 dni, pewna staruszka ciesząc się, że nadeszła wreszcie ciepła pora roku, miała powiedzieć: „wyjdę na pastwisko, Marcu, już mi nic nie zrobisz, bo dzisiaj jest już Kwiecień”. Wtedy to Marzec ujął się honorem i „pożyczył” trzy dni od Kwietnia zsyłając na ziemię chłód i śnieg. Dlatego właśnie „dni staruchy” nazywane są też „giorni imprestati”, czyli „dni pożyczone”. Takie nawroty niskich temperatur i zimna faktycznie zdarzają się w ostatniej dekadzie marca.

Święta to doskonała okazja do długich rozmów i ciepłych pogaduszek, które jednak czasami mogą przerodzić się w niekończące się, męczące dyskusje i kłótnie. 
 
Na jakie tematy najczęściej rozmawia się przy stole we Włoszech zrobiono już wiele sodaży i tak na przykład d.repubblica.it podaje takie oto preferencje Włochów:
 
1. cibo – jedzenie
 
2. lavoro – praca
 
3. figli e loro educazione – dzieci i ich wychowanie

4. vacanze – wakacje

Natomiast wygląda na to, że dzisiaj Włosi  (i trudno się dziwić w latach kryzysu) nie lubią dyskutować o polityce, ekonomii i pieniądzach. Tematem tabu jest także seks i rubaszne dowcipy.
 

Agnieszka Gorzkowska

Signora czy signorina, niby banalnie proste, jak „pani” czy „panna”, i chociaż w języku polskim kobiety dawno wyparły ten przestarzały zwyczaj zmuszający niejako do ujawnienia stanu cywilnego, to we Włoszech takie rozróżnienie nadal wydaje się dość powszechne, nawet jeśli coraz trudniej dziś być politically correct.

Kiedyś reguły były bardzo proste: signorina to dziewczyna/kobieta niezamężna, a często zwrot ten oznaczał w domyśle również „dziewica”,  natomiast signora to mężatka, wdowa lub rozwódka.

Czytaj więcej »

Agnieszka B. Gorzkowska

 

Pierwsze nazwiska pojawiły się we Włoszech w IX w. i były nadawane tylko w wyższych sferach. Dopiero w epoce Renesansu nazwiska stały się bardziej powszechne, chociaż jeszcze nie dziedziczono ich po rodzicach. Nazwisko miało raczej funkcję przydomka. Natomiast rodziny szlacheckie zaczynały  stopniowo pozostawiać „nazwisko” pierworodnemu  potomkowi, któremu przekazywano wraz z majątkiem.
 
Obowiązek spisywania nazwisk mieszkańców w rejestrach publicznych, a raczej kościelnych (np. w aktach chrztu) nastał dopiero w XVIII w. W związku z czym używano często wyrażeń łacińskich, np. Carlo syn niejakiego Luciano zapisywano jako Carlo filius Luciani (forma w dopełniaczu). Tak powstały także inne nazwiska włoskie zakończone na „–i”.
 
fot. fdcsanvincenzo.it
 
Według statystyk 35% nazwisk we Włoszech pochodzi od imienia ojca (głowy rodziny); 35% od nazwy miejscowości/regionu – miejsca urodzenia; 15% od fizycznych cech głowy rodziny; 10% od uprawianego zawodu; 3% jest pochodzenia obcego; i wreszcie 2% to typowe nazwiska, które zwykle nadawano osieroconym i porzuconym dzieciom, czyli tzw. trovatelli ...
 
 

Agnieszka Gorzkowska

Więcej artykułów…