Czas wolny - Nasz Swiat
21
So, październik

Z logo słynnego Realu Madryt, z dnia na dzień zniknął jeden z fragmentów: katolicki krzyż z korony.

Odkąd w 1920 roku hiszpański król Alfonso VIII zgodził się, aby logo Realu Madryt zwieńczyła korona wraz z katolickim krzyżem, symbol graficzny jednego z najsłynniejszych obecnie klubów piłkarskich świata, wyglądał tak samo. I zapewne za 6 lat fani "królewskich" święciliby setną rocznicę, gdyby nie podpisany niedawno kontrakt.

Co przekonało obecnych właścicieli klubu, aby zrzekli się krzyża? Oczywiście pieniądze, i to niemałe. We wrześniu 2014 r. podpisano kontrakt National Bank of Abu Dhabi, jednym z banków arabskich. Od teraz bank został strategicznym partnerem klubu, a to oznacza, że ogromna kwoty pieniędzy (konkretna kwota jest tajemnicą) trafi z banku do kasy hiszpańskiego klubu.

Ponieważ nie od dziś światem rządzi pieniądz, za który kupić można wszystko (pod warunkiem wystarczającej liczby zer), klub zrezygnował z krzyża. Różnicę w wyglądzie logo dostrzeżono teraz - gdy publicznie zaprezentowano nową kartę kibica oraz nową kartę kredytową wydaną przez bank.  

Pierwszy pomysł wykastrowania krzyża z logo Realu pojawił się w 2012 roku, kiedy to klub miał zainwestować w centrum rozrywki w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Krzyż z logo na chwilę zniknął, aby (jak wówczas poinformowano) nie drażnić uczuć religijnych fanów z krajów arabskich.  

Czy wkrótce w brakujące miejsce logo Realu zostanie wstawiony półksiężyc? A może symbol innej religii? Wszystko, jak już wiemy, będzie zależne od liczby zer oraz od tego, skąd będzie pochodził kolejny "partner strategiczny" hiszpańskiego klubu.

Na zdjęciu: fragment głównego wejście na stadion Santiago Bernabeu czyli stadion Realu Madryt, jeszcze z logo mającym koronę z krzyżem
foto: Marzenna Myszkowska

 

Pierwszy od ponad 20 lat książkowy zbiór rysunków satyrycznych Szczepana Sadurskiego, z którym redakcja naszego dwutygodnika współpracuje od kilku lat.

Aż trudno uwierzyć, że poprzednia książka Sadurskiego, znanego polskiego karykaturzysty, ukazała się aż 21 lat temu. Tym bardziej, że satyryk tworzy średnio po kilka rysunków, a w minionych latach szefował Wydawnictwu Superpress, specjalizującemu się w publikacjach humorystycznych i satyrycznych. Można by przypomnieć przysłowie "Szewc bez butów chodzi", bo od 1991 roku Sadurski przygotował do druku ponad 750 publikacji, a wśród nich była tylko jedna, zawierająca wyłącznie jego rysunki.

W grudniu ukaże się najnowsza książka Szczepana Sadurskiego, zatytułowana "Wyjątkowa książka Szczepana". W środku będzie sto kilkadziesiąt rysunków wybranych z tysięcy, które stworzył w minionych 35. latach czyli od chwili prasowego debiutu w 1979 roku. A wyjątkowa także z tego powodu, bo sfinansowana dzięki crowfoundingowi. Do niedawna najpierw książka trafiała do drukarni, a potem do sprzedaży. Crowfounding oznacza, że najpierw chętni zapłacą za książkę (sfinansują ją), potem trafi ona do drukarni, na w końcu książka trafi do tych, którzy ją sfinansowali. Plus taki, że żaden egzemplarz nie pójdzie na makulaturę, bo zostanie wydrukowanych nie więcej egzemplarzy niż to potrzebne.

Książka będzie miała wyjątkowo niski nakład i można powiedzieć, będzie elitarna. Nie trafi do żadnej księgarni, nawet internetowej. Kto jej sobie nie "załatwi" dzięki PolakPotrafi.pl - nie będzie jej miał. W filmiku zapraszającym zainteresowanych do sfinansowania książki, obok Sadurskiego można zobaczyć m.in. Waldemara Ochnię, polskich sobowtórów Chucka Norrisa i Sylwestra Stallone oraz dowiedzieć się, że na książkę czekają też kabaret OT.TO i kabaret Elita.

Ci, którzy wejdą na stronę https://polakpotrafi.pl/projekt/rysunki-satyryczne - mogą "załatwić sobie nie tylko premierową książkę Sadurskiego, ale też wiele innych publikacji (książki z dowcipami, pocztówki, archiwalne numery czasopism z humorem) albo otrzymać swoją karykaturę stworzoną przez Sadurskiego. Co ciekawe, jest możliwość wysyłki poza Polskę (np. do Włoch) jeśli do kwoty dodasz kilka euro na wysyłkę poza Polskę. 

Dwutygodnik dla Polaków we Włoszech objął patronatem medialnym najnowszy projekt Szczepana Sadurskiego.

Po wydrukowaniu podręcznika do matematyki dla uczniów w szkołach Tajlandii, wydawca MuangThaiBook zapewne przeżył szok. Okazało się, że na okładce opublikowano zdjęcie... japońskiej gwiazdki porno Many Aoki. Zdjęcie to wcześniej promowało jeden z filmów dla dorosłych, z jej udziałem.



Po tym, jak 3 tysiące uczniów zakupiło podręcznik, wydawca wycofał książkę ze sprzedaży. Obecnie na okładce tego samego podręcznika znajduje się coś innego, na pewno nikomu nie kojarzącego się z japońskimi filmami dla dorosłych.

Na ilustracji: zdjęcie promujące japoński film oraz
fragment okładki podręcznika

 

Czy słowa znanej polskiej pieśni Marii Konopnickiej obrażają naród niemiecki? Sensacyjny materiał niemieckiej rozgłośni radiowej.

Słynna pieśń "Rota" niespodziewanie znalazła się obiektem zainteresowania mediów. Usłyszał ją odwiedzający Gdańsk reporter niemieckiej rozgłośni Deutschlandradio i oburzyły go słowa "Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, ni dzieci nam germanił". Turyści niemieccy odwiedzający Gdańsk zgodzili się z reporterem, że tekst pieśni jest obraźliwy.

- Mamy nie przypominać o traumatycznych historycznych wydarzeniach w imię poprawności politycznej? - dziwi się Monika Kryger z Muzeum Historycznego Miasta Gdańska.

Rozgorzała dyskusja, dlatego portal Sadurski.com przypomina dzieje tej znanej pieśni.

"Rota" zaczynająca się od słów "Nie rzucim ziemi skąd nasz ród", to napisany przez Marię Konopnicką w 1908 roku czterozwrotkowy wiersz, do której muzykę napisał Feliks Nowowiejski. Od lat jedna z najpopularniejszych polskich pieśni patriotycznych, mówi o prześladowaniu Polaków pod zaborem pruskim. Po odzyskaniu w 1918 r. niepodległości, do miana oficjalnego hymnu Rzeczpospolitej Polskiej, kandydowały dwie pieśni: "Mazurek Dąbrowskiego" i właśnie "Rota". Później pieśń nie była zapomniana - była często śpiewana w stanie wojennym, za swój hymn ma ją Polskie Stronnictwo Ludowe, jej takty przez wiele lat były sygnałem TV Poznań i TV Gdańsk.

 

Argentyńscy artyści ubrali Barbie w stroje inspirowane religiami świata. Niecodzienny projekt wzbudził oburzenie włoskich biskupów.

„Religia nie jest z plastiku” uważają duchowni zgorszeni pomysłem Pool Paolini i Marianela Perelli - dwójki argentyńskich artystów, którzy stworzyli oryginalną kolekcję lalek Barbie inspirowaną religiami świata.

„Ubrane w stroje religijne manekiny są oficjalną prowokacją dwóch argentyńskich artystów” – podkreślili biskupi, cytowani przez portal repubblica.it.

Propozycje przedstawione przez Argentyńczyków będą częścią wystawy „Barbie, plastikowa religia”, w której Barbie i Ken przedstawią postaci związane z religią chrześcijańską czy buddyjską. Wystawa zostanie zaprezentowana w Buenos Aires 11 października.

Wenecja leży w północnych Włoszech nad Adriatykiem. Mieszka w niej ponad 260 tys. osób, z czego ok. 60 tys. w historycznym centrum. Miasto częściowo położone jest na bagnistych wyspach, dlatego transport odbywa się tu drogą wodną, m.in. poprzez vaporetto (tramwaj wodny), choć turyści najbardziej znają gondole, kierowane przez stojących na nich wioślarzy - gondolierów.


Miasto jest ważnym ośrodkiem turystycznym i kulturalnym (m.in. festiwal filmowy), a ze względu na architekturę, znajduje się na liście UNESCO. Wśród najbardziej znanych zabytków Wenecji są: Bazylika św. Marka, Pałac Dożów i most Rialto. W latach 726-1979 Wenecja była stolicą Republiki Weneckiej; była wówczas potęgą morską i handlową.
 

Postaw wesoły wieżowiec we Włoszech

Niedawno Wenecję odwiedził Wesoły Wieżowiec wraz z Doru Axinte (karykaturzysta, członek Partii Dobrego Humoru z Rumunii). Wenecję zapisujemy na wieżowcową mapę świata pod numerem 308.

 

Jeśli ktoś sądził, że sport w XXI wieku wyczerpał granice swych możliwości, wyprowadzamy go z błędu.



Każdego, kto choć raz widział biegnących po stadionowej bieżni sportowców, ten widok zaskoczy, rozśmieszy, a może nawet zszokuje. W Tonghe County (Chiny) na stadionie o powierzchni 10 tys. metrów kwadratowych (czyli nie jakimś przyszkolnym stadioniku), postanowiono zmienić dotychczasowe zwyczaje i oddano do użytku bieżnię inną niż wszystkie dotychczasowe bieżnie na naszej planecie. Bo nie ma zaokrąglonych kształtów, lecz każdy z czterech wiraży ma kąt prosty. Aby biegacz nie wypadł ze swojego toru, po przebiegnięciu każdej prostej, musi maksymalnie przyhamować. Jest oczywiste, że na takiej bieżni nie sposób przebiec dystansu z sensownie dobrym wynikiem czasowym.

Rozwiązanie zagadki tej niezwykłej bieżni okazała się banalne. Właściciele bieżni na wiadomość, że złożą tu wizytę przedstawiciele partii komunistycznej, chwycili na pędzle i szybko odmalowali bieżnię. A że łatwiej i szybciej jest pomalować linie pod kątem prostym...

Na ilustracji: oryginalna bieżnia / YouTube

Zobacz film