Czas wolny - Nasz Swiat
15
Pt, grudzień

Chirurg ze szpitala w Birmingham (Wielka Brytania) został zwolniony po tym, jak...

Jeden z lekarzy podczas rutynowego badania pacjenta stwierdził, że na jego nerce znajdują się... dwie literki. Wyniki krótkiego śledztwa okazały się zaskakujące. Dwie literki, to inicjały 48-letniego obecnie chirurga, które zostawił "pamiątkę" pacjentowi podczas operacji przeszczepu nerki w szpitalu w Birmingham. Wypalił je laserem, który służy do zasklepiania ran. Wprawdzie tak oryginalny "podpis autorski" nie ma wpływu na działanie narządu, jednak uznano, że chirurg postąpił niezgodnie z etyką lekarską i zawieszono go w czynnościach zawodowych.

Na zdjęciu: Victoria Square w Birmingham

Szczepan Sadurski

 

Policja aresztowała całujących się nastolatków. Grozi im 5 lat wiezienia. Za coś, co jest normalne w wielu krajach świata, w krajach muzułmańskich grozi więzienie. O co chodzi?

Zakochana para nastolatków (15-letni chłopak i 14-letnia dziewczyna) dała się sfotografować koleżance w chwili gdy 3 października całowali się przed szkołą w mieście Nador. Potem umieścili to zdjęcie na swojej tablicy, na portalu społecznościowym Facebook. Zakochani oraz koleżanka która zrobiła zdjęcie, zostali szybko aresztowani i obecnie oczekują na rozprawę w sądzie. Powód: obraza uczuć religijnych i "negatywny wpływ na lokalną społeczność". Za okazywanie uczuć w miejscach publicznych grozi im surowa kara: do 5 lat więzienia. I to w kraju, który uchodzi za jeden z najbardziej liberalnych krajów muzułmańskich. Sądowy wyrok usłyszeli 6 grudnia.

Sprawa zbulwersowała ludzi w wielu krajach świata, zyskując wymiar międzynarodowy. Wysoki urzędnik ministerstwa sprawiedliwości zapowiada surowe konsekwencje dla "sprawców", tymczasem trwają różnego rodzaju akcje protestacyjne. 12 października kilkanaście zakochanych par, nie bacząc na konsekwencje, przytulało się przed parlamentem Maroko, publikując potem zdjęcia z tego happeningu w Internecie. Akcję w obronie aresztowanych przeprowadzają obecnie aktywiści grupy Anonymus. Wielu internautów spontanicznie włącza się do protestów, mających wesprzeć nastolatków z Maroka. Organizacje Human Rights Watch i Amnesty International wezwały prezydenta Baracka Obamę, aby poruszył ten temat podczas planowanego lada dzień spotkania z królem Maroka.

Opisany wyżej dramat nastolatków jest jednak niczym w porównaniu z dramatem marokańskiej dziewczyny z miasta Tetouan. Dziewczyna popełniła samobójstwo po tym, jak rodzina zmusiła ją do ślubu z mężczyzną, który ją zgwałcił.

Na ilustracji: zdjęcie, które wywołało międzynarodowe protesty

Szczepan Sadurski

 

 

Autentyczna historia o tym, jak mylą się fotoradary. Na pewno we Włoszech, ale czy tylko tam?

Zestaw amerykańskich samochodowych tablic rejestracyjnych; niektórzy je zbierają... / foto: WikipediaO tym, że nie tylko człowiek jest omylny, przekonał się pewien młody mieszkaniec Genui (Włochy). Dwudziestolatek otrzymał od straży miejskiej mandat za poruszanie się pojazdem w strefie zakazanej dla ruchu samochodowego. Na dowód dołączono zdjęcie z tablicą rejestracyjną, wykonane przez fotoradar.

Tymczasem mężczyzna nie jechał, lecz tak jak wszyscy obok niego, szedł na piechotę. Dla ozdoby, do plecaka miał przymocowaną starą tablicę rejestracyjną skutera, nieważną od kilku lat. I to właśnie tę tablicę sfotografował bezduszny fotoradar, uruchamiający się w przypadku "zobaczenia" tablicy rejestracyjnej pojazdu.

Straży miejskiej nie wystarczyło wyjaśnienie oczywistej pomyłki fotoradaru, aby anulować niesłusznie wystawiony mandat. Właściciel plecaka z tablicą rejestracyjną musiał na piśmie wyjaśnić, że jego plecak nie jest pojazdem.

Jesteśmy ciekawi co by było, gdyby tego nie zrobił. W świetle włoskiego prawa plecak nadał byłby samochodem, bo poruszał się z tablicą rejestracyjną?
 

Nowe sympatyczne piosenki grupy Elio e Le Storie Tese zawsze robią dużo zamieszania w świecie włoskiej rozrywki, a szczególnie dużą popularnością cieszą się piosenki świąteczne. 
 

Także w tym roku autorzy nie zawiedli swoich fanów. Oto najnowsza zabawna piosenka pt. Comunque Auguri - W każdym razie Wesołych Świąt, zaśpiewana przy udziale wszystkich spikerów radia DeeJay, oraz J.Ax, Luciany Litizzetto i Linusa.

Agnieszka Gorzkowska

 

 

Stanął przed słynnymi zabytkami: katedrą Santa Maria del Fiore i kościołem Santa Maria Novella.

Prawie 400-tysieczna Florencja (Firenze) leży we włoskiej Toskanii, nad rzeką Arno. Jest stolicą Toskanii i prowincji Florencja. Miasto zostało założone przez Etrusków, potem zburzone i odbudowane przez Juliusza Cezara w roku 59 przed naszą erą, a później przechodziło wiele burzliwych dziejów. Kibice piłkarscy świetnie znają klub ACF Fiorentina, z siedzibą we Florencji. Polaków zainteresuje fakt, że w kościele San Marco jest pochowany Stanisław Poniatowski (1755-1833), bratanek króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.


26 października 2013 r. do Florencji zawitał wesoły wieżowiec Partii Dobrego Humoru (Good Humor Party). Stanął przed słynnymi zabytkami: gotycko-renesansową katedrą Santa Maria del Fiore (ma charakterystyczną, czerwoną kopułę) i stojącą obok smukłą, 75-metrową dzwonnicę (kampanilę) Giotta oraz przed dominikański kościół Santa Maria Novella, wybudowany w XIV wieku, którego wnętrze zdobione jest freskami, m.in. Domenico Ghirlandaio.

Wesoły wieżowiec odwiedził Florencję, dzięki Massimo Presciutti, mieszkającemu tu karykaturzyście i muzykowi - zobacz: www.massimopresciutti.com. Na wieżowcowej mapie świata wieżowiec PDH we Florencji odnotowujemy na pozycji 174, a do Massimo wysyłamy legitymację Partii Dobrego Humoru!

Na zdjęciach: wesoły wieżowiec oraz Massimo Presciutti przed katedrą Santa Maria del Fiore i kościołem Santa Maria Novella

Burzę w Belgii wywołały informacje, że rodzina królewska używa fałszywych paszportów wyprodukowanych przez MSZ.

Były minister spraw zagranicznych Belgii występując niedawno w programie telewizyjnym powiedział, że członkowie rodziny królewskiej wyruszając w nieoficjalne podróże zagraniczne, używają paszportów i innych dokumentów z fałszywymi danymi osobowymi. Nieprawdziwa tożsamość ma im zapewnić większe bezpieczeństwo, a fałszywki produkuje belgijskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Także król Filip we flamandzkiej telewizji przyznał się, że co jakiś czas używa fałszywego paszportu z nazwiskiem Philippe Dermulle.

Na te informacje zareagował obecny szef belgijskiego MSZ. Oświadczył, że nic mu nie wiadomo o tym, że ministerstwo produkuje fałszywe dokumenty i w tej sprawie zostanie przeprowadzone wewnętrzne śledztwo.

Sprawę szybko "wyjaśniono": wyrabianie dokumentów dla członków rodziny królewskiej, na których są inne imiona i nazwiska nie jest w Belgii niczym niezwykłym. To wręcz rodzaj tradycji, która sięga czasów króla Leopolda II (1835-1909). Podkreślono, że wydawanie dokumentów z fikcyjnymi danymi przez władze Belgii wcale nie jest oszustwem. Bo paszport to dokument podróży, a nie dokument tożsamości.

Sadurski komentuje:
• Nie wiem czy w innych krajach jest podobnie, lecz podejrzewam, że dokumentów z fikcyjnymi danymi używa wiele wysoko postawionych osób, w wielu krajach. Dzięki Belgom już wiemy, że wyrabianie paszportów z fikcyjnymi danymi nie jest oszustwem, a ich świadome używanie też nim nie jest. A to znaczy, że jeśli ktoś z nas na granicy zostanie złapany z fałszywym dokumentem, może łatwo (?) się wytłumaczyć, że to tylko taka zabawa i nic nagannego, bo inni też to robią.

Na zdjęciu: Filip, aktualny król Belgii. Zapamiętaj, bo może spotkasz tę twarz gdzieś na wakacjach.