Czas wolny - Nasz Swiat
13
Śr, grudzień

Sąd: Takie są przepisy, nawet jeśli ta pani ma teraz 200 lat. O co chodzi?

Ile lat żyją ludzie? Nieważne. Ważne, że polskiemu sądowi trzeba udowodnić, że urodzona w 1899 roku (114 lat temu) kobieta już nie żyje. Skoro nie ma aktu zgonu - jedyną szansą aby się przekonać o tym, że osoba nie żyje, jest umieszczenie ogłoszenia w ogólnopolskiej gazecie.

- To absurd, nikt w Polsce tyle nie żyje! - mówi rencista, któremu sąd nakazał wykupienie ogłoszenia, kosztującego kilkaset złotych. - To niewyobrażalna kwota dla rencisty. Nie będę robił z siebie idioty i ogłaszał, że szukam swojej 114-letniej babci - denerwuje się pan Adam. Ale nie ma wyjścia. Jeśli chce załatwić w sądzie sprawę spadkową, a nie ma aktu zgonu babci, musi wydać pieniądze na ogłoszenie. Polskie prawo jest nieubłagane, nawet jeśli babci pana Adama nikt nie widział od czasów II wojny światowej.

Prezes Sądu Rejonowego w Zawierciu musi jednak stać na straży prawa: - Takie są przepisy postępowania i ogłoszenie trzeba byłoby dać nawet, gdyby kobieta miała mieć lat dwieście - mówi dziennikarzowi.
(na podstawie: Gazeta. pl)

Na ilustracji: wymiar sprawiedliwości wg Lucasa Cranacha Starszego (1472–1553)

 

 

Do niecodziennej sytuacji doszło podczas zawodów Pucharu Świata w Biathlonie.

Emil Hegle Svendsen podczas zawodów w Ostersund, 2008 rok foto: Njaelkies lea / WikipediaMiędzynarodowe zawody biathlonistek w rosyjskim Chanty-Mansyjsku (Rosja) nieoczekiwanie wzbogacono o dodatkową atrakcję. Pewnie świat by się o niej nie dowiedział, gdyby nie kamery telewizyjne rejestrujące przebieg zawodów.

Gdy zawodniczki biegnące na nartach zbliżyły się do krzaków, czwórka znajdujących się tu biathlonistów (w tym jedenastokrotny mistrz świata, Norweg Emil Hegle Svendsen) zsunęła dolną część kombinezonów, ukazując zawodniczkom to, co między nogami mają tylko mężczyźni. Wprawdzie kamera uchwyciła jedynie striptiz mistrza świata (trójka jego kolegów stanęła w mniej medialnym miejscu), ale o sprawie zrobiło się na tyle głośno, że Emil Hegle Svendsen musiał się tłumaczyć ze swojego ekshibicjonizmu.

Okazało się, że chodziło o żart. W 2010 roku w trakcie zawodów norweskie biathlonistki zrobiły coś podobnego. W nieoczekiwanym momencie podciągnęły swe kombinezony w górę, ukazując panom swe biusty. Wtedy norwescy biathloniści obiecali, że odwdzięczą się im podobnym wyczynem.

Komik Rowan Atkinson występujący w programie BBC na żywo, wywołał oburzenie.

W ostatnich dniach przez polskie media przeszła lawina informacji związanych z żartem komika Abelarda Gizy z kabaretu Limo na temat papieża, który padł w rozrywkowym programie TVP nadawanym na żywo. Posłowie PiS domagają się ukarania TVP, kabaret stracił wiele kontraktów...
 

Rowan Atkinson jako biskup Canterbury / foto: (YouTube)

Okazuje się, że w ostatnich dniach do podobnej sytuacji doszło w Wielkiej Brytanii. W publicznej stacji BBC, w emitowanym na żywo programie "Comic Relief", Rowan Atkinson (którego znamy jako komika wcielającego się w postać Jasia Fasoli) wystąpił w 3-minutowym skeczu. Przebrany za biskupa Canterbury, żartował ze spraw związanych z religią, m.in. zaapelował do widzów, aby zgodnie ze słowami Jezusa "kochali swoich sąsiadów", a nie "kochali się ze swoimi sąsiadami".

Po emisji skeczu, BBC otrzymała 2200 skarg od widzów, których oburzył skecz. BBC zdecydowało o usunięciu nagrania skeczu ze swojego serwisu internetowego iPlayer.


 

 

" width="500">

embed video plugin powered by Union Development

Niesamowity zbieg okoliczności w kalendarzu z rysunkami satyrycznymi.

11 lutego papież Benedykt XVI nieoczekiwanie ogłosił odejście ze stanowiska, co stało się światową sensacją. O ile od jakiegoś czasu niektórzy mówili o takiej ewentualności, to nikt nie był w stanie podać konkretnej daty kiedy miałoby to nastąpić.

Tymczasem w kalendarzu "Caricartoon 2013"wydanym przez wydawnictwo Espresso w 2012 roku w nakładzie 15 tysięcy egzemplarzy, ukazał się rysunek satyryczny autorstwa niemieckiej karykaturzystki Katariny Greve (ur. 1972). Na karcie tego kalendarza z datą 10 lutego 2013 znajduje się papież czytający wyniki Lotto, który mówi: Święte nieba! Jutro odchodzę!

Autorka rysunku twierdzi, że fakt, iż żart rysunkowy ukazał się akurat na karcie z datą 10 lutego czyli na dzień przed abdykacją papieża, to zbieg okoliczności.

 

Towar psuje się, bo ma się zepsuć. Musisz kupić nowy produkt, a nie zreperować zepsuty. Przykłady.
 

Czy najwyższą górą na naszej planecie będzie wkrótce góra śmieci?

Niemiecka partia Zielonych postanowiła zbadać jak to się dzieje, że powstają góry śmieci z produktów, które mogłyby służyć nam znacznie dłużej. Mogłyby, jednak w nieoczekiwanym momencie psują się tak skutecznie, że nie warto reperować towaru, tylko lepiej kupić nowy. Ocenia się, że w samych Niemczech konsumenci wydają rocznie 130 miliardów euro na produkty nowe, bo dotychczasowy produkt szybko się zepsuł. Jaka to kwota w skali światowej - trudno oszacować, ale gigantyczna.
 

Oczywiście każdy towar zużywa się i psuje po jakimś czasie i jest to nieuniknione. Jednak każdy z nas nie raz przekonał się, że towar w sumie dobry i nowy psuje się, choć nie powinien. I akurat zaraz po tym, jak zakończyła się jego gwarancja. Przypadek?

Powiedzmy sobie szczerze: jeśli jakiś towar będzie służył nam długo, nie kupimy nowego. Wiedzą o tym producenci wszelkich towarów, począwszy od samochodów, przez sprzęt gospodarstwa domowego i elektronikę, po odzież. I robią wszystko, abyśmy kupili nowy produkt. Oni muszą produkować i zarabiać, my niestety musimy co chwilę coś kupować, a niepotrzebny sprzęt wyrzucać na śmietnik.
 

Oto przykłady:
• Drukarka komputerowa psuje się po wydrukowaniu konkretnej liczby stron. Nie wiadomo dlaczego się zepsuła, nie ma jak ją naprawić, a gwarancja niedawno się skończyła. Wystarczy wyzerować licznik i następuje cud: znów jest sprawna!
• Zatkał się kurzem wentylatorek w laptopie? Wystarczyłoby go oczyścić. Gdyby nie to, że jest tak wbudowany, że nie jest to możliwe.
• Elektryczna szczoteczka do zębów z wbudowanym akumulatorem mogłaby jeszcze długo posłużyć, niestety nie można już doładować akumulatora. Trzeba kupić nową.
• W pralce i termie podgrzewającej wodę akurat po zakończeniu gwarancji psuje się grzałka. Masz do wyboru: kupić nową grzałkę albo dołożyć drugie tyle i kupić całkiem nową pralkę czy termę.
• W mikserze zepsuło się mieszadło czyli coś, co powoduje że urządzenie działa. Niestety nigdzie nie można kupić samego mieszadła. Trzeba kupić nowy mikser.
• W prawie nowej kurtce zepsuł się suwak. Niestety jest tak sprytnie wszyty, że próba wymiany suwaka na nowy, kończy się uszkodzeniem kurtki.
• Zepsuła się żarówka w samochodzie? Warto ją wymienić na nową, jednak nic z tego. Trzeba kupić cały nowy reflektor.

Urzędnicy z prowincji Quebec walczą z włoską restauracją, ponieważ...
 

Prawo w dwujęzycznej Kanadzie jest jasne: wszystko ma być nazwane po francusku i angielsku. Strzeże tego od 50 lat urząd do spraw języka francuskiego (OQLF).

W połowie lutego przekonał się o tym właściciel małej restauracji włoskiej Buonanotte w Montrealu. Urzędnicy nakazali, aby obok nazwy serwowanych tu nazw potraw tradycyjnej kuchni włoskiej, pojawiły się nazwy w tłumaczeniu francuskim. Na przykład obok nazw: pizza i pasta, będą musiały pojawić się nazwy francuskie. Dodatkowo, jeśli jakieś dotychczasowe danie miało w menu jedynie nazwę francuską, musi obok niej znaleźć się też nazwa w języku angielskim.

Ten przypadek wywołał w kanadyjskich mediach burzę, bo kanadyjscy urzędnicy przez lata aż tak skrupulatnie nie przestrzegali prawa.

Mimo, że podobna ustawa o ochronie języka polskiego obowiązuje w Polsce, urzędnicy nie protestują, że w polskich restauracjach wciąż można zamówić pizzę, pastę, hamburgera, sushi, kebab, spaghetti, risotto, tartę, tortillę, tiramisu i lasagnię. Albo kupić w sklepie leczo, gorgonzolę, mozarellę, lody stracciatella i tequillę.

Fragment opakowania klockówZestaw klocków z serii Star Wars podobno przypomina muzułmański meczet.

Pałac Jabby - jeden z zestawów klocków LEGO z serii Star Wars (Gwiezdne Wojny) nie spodobał się tureckiej społeczności w Austrii. Turcy twierdzą, że budowla z klocków na opakowaniu przypomina meczet Hagia Sophia w Stambule (Turcja) oraz meczet Jami al-Kabir w Bejrucie. Duński producent klocków właśnie otrzymał oficjalne pismo w tej sprawie. Zażądano wstrzymania produkcji klocków, przeprosin i zagrożono podjęciem działań prawnych. Zarzucono szerzenie nienawiści rasowej i religijnej.

Producent klocków tłumaczy, że budowla na opakowaniu była wzorowana na budowli, którą wszyscy oglądali w filmie "Star Wars". Czy Muzułmanie podadzą też do sądu producenta "Star Wars" i George’a Lucasa?