Cichociemni – legenda prawdziwa - Nasz Swiat
04
So, grudzień

Historia

Nazywano ich „ptaszkami”, „zrzutkami”, „desantami”, natomiast oni sami nazywali siebie „cichociemnymi” i trudno o bardziej odpowiadającą prawdzie nazwę – działali bowiem „po cichu” i „po ciemku”. 70 lat temu we wrześniu pierwsza grupa CC rozpoczęła mordercze szkolenia w Szkocji.

Ta legendarna formacja rodziła się w bólach, nikt bowiem w przedwojennej Polsce nie przewidywał na serio, że potrzebna będzie mobilna, wszechstronnie wyspecjalizowana grupa komandosów, której zadaniem będą działania dywersyjne na terenie okupowanej Polski oraz szkolenie członków ruchu oporu, czyli żołnierzy podziemnego frontu.

Rodzili się w bólach
Najpierw jednak konieczne było wyszkolenie tych, którzy sami będą szkolić. Organizatorzy napotkali poważne problemy kadrowe, bo jednostek powietrzno-desantowych prawie u nas nie było. Dość powiedzieć, że pierwszy wojskowy kurs spadochronowy odbył się dopiero w 1937 roku, ale miał on bardziej charakter szkolenia sportowego niż wojskowego. Pod koniec 1938 roku wykluła się pierwsza, niespełna 20-osobowa grupa dywersyjna, która wzięła udział w manewrach na Wołyniu. Dopiero na cztery miesiące przez rozpoczęciem hitlerowskiej agresji utworzono w Bydgoszczy Wojskowy Ośrodek Spadochronowy. Natomiast niemal w przeddzień kampanii wrześniowej, bo w sierpniu 1939 roku, na specjalnym pokazie grupa dywersyjna zaprezentowała swoje umiejętności. Była to jednak formacja na tyle nieliczna, że podczas pamiętnego września nie mogła odegrać istotnej roli.

„Diabeł” tkwił w kadrach
Tymczasem rosnący w siłę ruch oporu potrzebował coraz większej liczby oficerów różnych specjalności. Toteż jeszcze w grudniu 1939 roku, a następnie w styczniu 1940 roku kpt. inż. Jan Górski i kpt. Maciej Kalenkiewicz zgłosili w sztabie w Londynie pomysł w sprawie nawiązania łączności z krajem drogą lotniczą i kierowania tą drogą oficerów-instruktorów do dyspozycji Armii Krajowej. W lipcu 1940 roku powstała w Wielkiej Brytanii SOE (Special Operations Executive). Była to tajna organizacja, której zadaniem było przeniesienie wojny na tereny okupowane przez Niemców i nawiązanie współpracy z ruchem oporu w całej Europie. W ramach SOE powstały sekcje, które były odpowiednikami okupowanych przez Niemców krajów. W sierpniu 1940 roku powstał Polski Oddział Specjalny w ramach Oddziału VI Sztabu Naczelnego Wodza. Ze wszystkich narodowości był on najbardziej niezależny, posiadał własną łączność z krajem, własne szyfry oraz możność rekrutacji kandydatów do tej niezwykłej odpowiedzialnej służby, wymagającej znakomitej kondycji fizycznej i olbrzymiej inteligencji.

Byli wszędzie
Do „cichociemnych” (skoczków spadochronowych do zadań specjalnych) wybrano 2413 kandydatów, 605 z nich ukończyło szkolenie specjalne, 316 przerzucono drogą powietrzną do kraju. „Cichociemni” przechodzili bardzo trudne i skomplikowane szkolenia, których zasięg obejmował m.in.: dywersję, partyzantkę, wywiad, łączność, zadania operacyjno-sztabowe, pancerne i przeciwpancerne, służby lotnicze, podrabianie dokumentów itp. Stanowili kadrę wszechstronnie wyszkoloną, która stanowić miała elitę instruktorską i przekazać swą wiedzę i doświadczenie szerokim rzeszom żołnierzy Podziemnego Frontu w kraju. Byli wszędzie. Uczestniczyli niemal we wszystkich poważniejszych akcjach. Byli zaciekle tropieni przez Gestapo i Abwehrę. Jeden z nich kierował Oddziałem II Komendy Głównej AK. W Powstaniu Warszawskim brało udział 91 „Cichociemnych”, w sztabach, w linii, na różnych stanowiskach dowodzenia, w służbie łączności, w produkcji środków walki.
W ramach SOE skakało ponadto 17 Polaków do Albanii, Grecji, Francji, Jugosławii i północnych Włoch oraz w ramach polskiego zespołu francuskiej sekcji SOE kilkunastu Polaków do ośrodków polonijnych w północnej Francji.

Pierwszy desant
Pierwszego zrzutu „Cichocie-mnych” do Polski dokonano w nocy z 15/16 lutego 1941 roku z samolotu „Whitley” z załogą angielską. Skakali: mjr Stanisław Krzymowski, rtm. Józef Zabielski oraz kurier polityczny Czesław Raczkowski. Była to pierwsza operacja zrzutowa w drugiej wojnie światowej.

Program szkolenia obejmował cztery grupy kursów: zasadnicze, specjalnościowe, uzupełniające oraz praktyki, wyczerpujące ćwiczenia fizyczne, wielokilometrowe marsze, posługiwanie się wszelkiego typu bronią: polską, angielską, i zdobyczną niemiecką. Dużo czasu poświęcano na dynamiczne strzelanie do pojawiających się tarcz na specjalnych torach przeszkód i wewnątrz obiektów. Równolegle prowadzono zajęcia z minerki, topografii, techniki szyfrowania i podstaw dywersji. Poznawano też, w oparciu o materiały nadesłane z kraju, sytuację w okupowanej Generalnej Gubernii; struktury administracji cywilnej, Wehrmachtu, SS i policji niemieckiej, rodzaje używanych dokumentów, a nawet okupacyjną modę... Cichociemny po wylądowaniu w kraju musiał umieć błyskawicznie „wtopić się w tłum”, nie mógł niczym się wyróżniać i nic nie powinno go zaskoczyć. Na ostatnim kursie cichociemni przyswajali swoje nowe życiorysy. Było pięć kursów zasadniczych, które kolejno przechodzili skoczkowie przygotowywani na dywersantów: zaprawowy, badań psychotechnicznych, spadochronowy, walki konspiracyjnej i odprawowy.

Szkolenie cichociemnych odbywało się w polskich i brytyjskich ośrodkach szkoleniowych. Oddział specjalny, który jesienią 1940 roku nawiązał bliską współpracę z SOE, prowadził szkolenie dywersyjne w ośrodkach brytyjskich - Specjalnych Szkołach Treningowych (Special Training School) - STS. Zarządzali nimi Brytyjczycy, jednak instruktorami na kursach dla cichociemnych przeważnie byli polscy oficerowie. W STS No. 43 w Audley End, gdzie od połowy 1942 roku prowadzono kursy walki konspiracyjnej, kadra instruktorów składała się wyłącznie z Polaków.
Do najbardziej znanych cichociemnych należał Jan Nowak-Jeziorański. W oddziałach owego „cichego frontu” walczyła również jedyna kobieta gen. Elżbieta Zawacka. Za patronów przyjęła cichociemnych polska jednostka specjalna „GROM”.

Janusz Młynarski

fot. Wikipedia