Czarnobyl: Niechlubna karta historii świata - Nasz Swiat
04
So, grudzień

Historia

26 kwietnia 1986 roku, godzina 1.23 w nocy, w reaktorze jądrowym bloku nr 4 elektrowni atomowej w Czarnobylu dochodzi do wybuchu.

Nieudany eksperyment
Dzień przed tragedią, personel obsługujący czwarty reaktor prowadził przygotowania do testu, który miał zostać przeprowadzony następnego dnia. Dzienna zmiana pracowników została uprzedzona o planowanym doświadczeniu i zapoznała się z odpowiednimi procedurami. Nad przebiegiem eksperymentu i działaniem nowego systemu regulacji napięcia czuwać miała specjalnie powołana grupa specjalistów w dziedzinie elektryczności pod nadzorem Anatolija Diatłowa (zastępcy naczelnego inżyniera elektrowni i jedynego atomisty w jej kierownictwie).

Elektrownia jądrowa w Czarnobylu / © Wikimedia CommonsZgodnie z planem eksperymentu od rana moc reaktora była stopniowo obniżana aż do poziomu 50%. Wtedy jedna z okolicznych elektrowni nieoczekiwanie przerwała produkcję energii. Aby zapobiec niedoborom elektryczności, dyspozytornia mocy w Kijowie zażądała opóźnienia wyłączenia reaktora do wieczora, kompensując popołudniowy wzrost zapotrzebowania na elektryczność.

O godzinie 23:04 z dyspozytorni nadeszła zgoda na wyłączenie reaktora. To opóźnienie było katastrofalne w skutkach. Dzienna zmiana, zaznajomiona z procedurami, dawno już zakończyła pracę. Zmiana popołudniowa szykowała się do odejścia, a nocna, która rozpoczynała pracę o godzinie 0:00, miała przejąć kontrolę reaktora już w trakcie eksperymentu. Zespół ekspertów również odczuwał zmęczenie bezczynnym oczekiwaniem od rana.

Według pierwotnego planu, eksperyment miał być przeprowadzony za dnia, a zadaniem nocnej zmiany byłoby jedynie czuwanie nad systemem chłodzenia wyłączonego już reaktora. Dlatego też pracownicy, którzy rozpoczęli pracę o północy, nie byli przygotowani na napotkane warunki, a przekazane im opisy procedur pełne były ręcznych poprawek i skreśleń. Szefem zmiany nocnej był Aleksander Akimow, a operatorem odpowiedzialnym za obsługę reaktora – Leonid Toptunow, młody inżynier z niewielkim stażem pracy.

Początkowo rozpoczęto redukcję mocy cieplnej reaktora, jednak Toptunow, za bardzo zredukował tę moc. W wyniku działań reaktor został doprowadzony do skrajnie niestabilnego stanu i pozbawiony zupełnie kontroli za pomocą służących do tego prętów. W tej sytuacji doszło do nadmiernego wydzielania się ksenonu-135, który silnie pochłania neutrony ("zatrucie ksenonowe"). Przy tak małej mocy przeprowadzenie eksperymentu było niemożliwe. Operatorzy, nieświadomi zatrucia ksenonowego, prawdopodobnie sądzili, że spadek mocy spowodowany był usterką jednego z automatycznych regulatorów, aby zwiększyć moc reaktora, zaczęli usuwać kolejne pręty kontrolne, aż do momentu gdy konieczne było wyłączenie automatycznych mechanizmów i ręczne przesunięcie prętów do pozycji znacznie przekraczającej przyjęte normy.

Reaktor powoli zwiększył moc do 200 MW, czyli poziomu trzykrotnie niższego niż wymagany do eksperymentu. Mimo tego, nie przerwano go – na jego kontynuację nalegał Diatłow, który lekceważył zastrzeżenia operatorów.

Jedynym czynnikiem hamującym pracę reaktora był wysoki poziom ksenonu w paliwie jądrowym. W tej sytuacji automatyczny system bezpieczeństwa powinien całkowicie wygasić reaktor, jednakże operatorzy zadecydowali o wyłączeniu tego zabezpieczenia.

O godzinie 01:23:04 rozpoczął się niedopracowany eksperyment. Załoga nie zdawała sobie sprawy z niestabilności reaktora i wyłączyła przepływ pary do turbin. Ponieważ zwalniająca turbina napędzała pompy, przepływ wody chłodzącej zaczął maleć, a produkcja pary wzrosła. Dodatnia reaktywność dla pary, jedna z charakterystycznych cech reaktorów typu RBMK, spowodowała wzrost ilości rozszczepień, a co za tym idzie – temperatury. To jeszcze bardziej zwiększyło parowanie wody. Szybko przekroczona została szybkość pracy reaktora, która mogła być zahamowana przez wydzielony ksenon. Wzrost mocy i temperatury reaktora nastąpił lawinowo.

Po niecałej minucie inżynierowie zdecydowali, że należy przerwać doświadczenie i w ramach procedury awaryjnej SCRAM wyłączyć reaktor. Niestety, było już za późno. Rdzeń był już zbyt mocno rozgrzany i procedura wsunięcia prętów nie powiodła się. W ciągu kilku sekund moc termiczna reaktora osiągnęła 30 GW (10-krotna moc maksymalna). Około 10 sekund później ciśnienie wewnątrz reaktora spowodowało pierwszą eksplozję, wysadzając wielką, ważącą około 2 tysiące ton osłonę. Kilka chwil później nastąpiła druga, znacznie większa eksplozja, której natury nie określono do dziś. Prawdopodobnie wybuchł wodór, powstały z rozkładu pary wodnej w kontakcie z rozgrzanym do czerwoności grafitem.

Drugi wybuch spowodował rozrzucenie około 25% płonącego, silnie radioaktywnego grafitu dookoła reaktora. Uszło to uwadze szefa zespołu reaktora nr 4, który uznał, że reaktor przetrwał wybuch. Okazało się, że dozymetry (przyrządy mierzące promieniowanie) nie były w stanie zmierzyć poziomu radioaktywności, który osiągnął zaraz po drugim wybuchu wartości niewyobrażalne. Do atmosfery dostał się radioaktywny pył.

Po 2 minutach na miejscu byli strażacy z elektrowni. Nikt im nie powiedział, że reaktor wybuchł. Do godziny 6 główny pożar został ugaszony. Częściowo stopiony rdzeń reaktora był jednak nadal straszliwie niebezpieczny. Pod reaktorem znajdowały się bowiem wielkie zbiorniki wody chłodzącej. Gdyby doszło do zniszczenia podstawy rdzenia, wybuch spowodowałby niewyobrażalne zniszczenia. Ponieważ nie było dostępu do zaworów (były zatopione po wybuchu), zdecydowano się na wysłanie tam trzech ludzi w strojach płetwonurków. Otworzyli oni ręcznie zawory, wypuszczając wodę. Dwóch z nich zmarło w ciągu kilku dni na chorobę popromienną.

Następnie przestrzeń pod reaktorem wypełniono betonem. Okazało się to dobrym ruchem, ponieważ podstawa rdzenia pękła, powodując jego osunięcie.

Drugi wybuch spowodował wyrzucenie do atmosfery gigantycznej ilości izotopów promieniotwórczych. Już w kilka godzin po katastrofie wzrost promieniowania zanotowała stacja ochrony radiacyjnej jednej ze szwedzkich elektrowni atomowych. Chmura początkowo wędrowała na północ, dopiero potem wiatr zmienił kierunek i pył dotarł nad resztę Europy.

Dwa dni po eksplozji polska stacja w Mikołajkach odnotowała aktywność promieniotwórczą 500000 razy większą od normalnej. Władze ZSRR kompletnie zablokowały przepływ informacji, dlatego też oficjalne wieści o katastrofie przekazano w Polsce dopiero 29 kwietnia (trzecia doba po wybuchu).

Akcja jodowa w Polsce
29 kwietnia w Komitecie Centralnym PZPR rozpoczęło się posiedzenie kilku członków Biura Politycznego, członków rządu i Komitetu Obrony Kraju. Do grupy tej zaproszono z CLOR prof. Zenona Bałtrukiewicza z Szefostwa Służby Zdrowia MON oraz prezesa PAA. Na posiedzeniu przyjęto główne kierunki ochrony ludności zaproponowane przez CLOR. Miała to być przede wszystkim ochrona dzieci przed wchłonięciem radiojodu. Ustalono, że dzieciom we wschodnich i północnych województwach należy podać nieradioaktywny jod, a także wstrzymać wypas bydła na łąkach i przejść na karmienie ich suchą paszą. Mleka od krów przebywających dotąd na pastwiskach nie należało kierować do sklepów, lecz przeznaczyć do przerobu. Dzieci i młodzież do lat 18 powinny były konsumować mleko w proszku i skondensowane. Należało ograniczyć spożycie świeżych jarzyn oraz dokładnie je myć. Zakazano picia wody deszczowej i stopionego śniegu.

Dla przygotowania akcji jodowej zebrano w Ministerstwie Zdrowia grupę, która ustaliła (po raz pierwszy w świecie), że formą masowej profilaktyki jodowej będzie podanie tzw. płynu Lugola - wodnego roztworu jodku potasu i pierwiastkowego jodu oraz ustaliła jego dawki dla trzech grup wiekowych dzieci. Jego podanie miało na celu zablokowanie wchłaniania promieniotwórczego jodu-131.

Skażenie
Eksplozja reaktora czarnobylskiej elektrowni w kwietniu 1986 roku doprowadziła do skażenia ok. 100 tys. km kwadratowych powierzchni. Najbardziej ucierpiała Białoruś. Substancje radioaktywne dotarły też nad Skandynawię, Europę Środkową, w tym Polskę, a także na południe kontynentu - do Grecji i Włoch.

Straty ludzkie
Do dziś trudno oszacować, ilu ludzi zmarło w wyniku katastrofy. Bezpośrednio po wybuchu, pomiędzy kwietniem a majemzginęło kilkadziesiąt osób – w tym kilku pracowników bloku 4. oraz strażaków, których ciał nigdy nie odnaleziono. Szacuje się, że kilka tysięcy ludzi w dużym stopniu straciło zdrowie w wyniku wybuchu, a na całym świecie ponad pół miliona ludzi przyjęło spore dawki promieniowania.

Elektrownia jest dziś nieczynna
W 1991 w bloku nr 2 elektrowni wybuchł pożar. Mimo iż awaria była niegroźna, rząd niepodległej już Ukrainy wydał decyzję o natychmiastowym zamknięciu reaktora nr 2, a do 1993 wszystkich pozostałych. Z uwagi na ogromne koszty i brak możliwości zrównoważenia bilansu energetycznego Ukrainy, dopiero w 1997 wyłączono reaktor nr 1, a w grudniu 2000 zamknięto ostatni pracujący reaktor nr 3, tym samym elektrownia ostatecznie przestała funkcjonować.

Po 27 latach, elektrownia w Czarnobylu jest nieczynna. Reaktor jest otoczony ochronną kopułą z żelazobetonu. Strefa wokół elektrowni jest nadal oficjalnie zamknięta, choć promieniowanie jest niebezpieczne tylko w bezpośrednim otoczeniu bloku 4.

W 2011 roku Komisja Europejska zaapelowała do państw członkowskich Unii Europejskiej o pomoc finansową dla Ukrainy na budowę nowego "sarkofagu", ze względu na kończący się termin ważności obecnego (2016 r.) wyznaczony przez konstruktorów. Na jego budowę potrzeba 1,5 miliarda euro. Nowy sarkofag musi zostać wybudowny, ponieważ wciąż znajduje się w nim 200 ton wysoce radioaktywnego paliwa, które wyciekło na skutek wybuchu w kwietniu 1986 roku.

(internet, Wikipedia, am)