Jedyny świadek zbrodni katyńskiej - Nasz Swiat
30
Pt, październik

Historia

To postać wybitna, choć znana raczej historykom i pasjonatom. Większość Polaków nigdy nie słyszała o Stanisławie Swianiewiczu, jedynym świadku zbrodni katyńskiej, wybitnym naukowcu, pisarzu i prawniku, który zmarł na emigracji w Wielkiej Brytanii. Był autorem książki „W cieniu Katynia”.

Butyrki - więzienie przejściowe i śledcze w Moskwie, służące także do przetrzymywania więźniów politycznych / foto: Wikimedia CommonsUrodził się 7 listopada 1899 roku w Dyneburgu (Łotwa), w rodzinie szlacheckiej o bogatych tradycjach patriotycznych. Pradziadek Swianiewicza został stracony przez władze carskie za udział w powstaniu listopadowym. Jego dziadek i stryj, brali udział w powstaniu styczniowym. Rodzice Stanisława z racji swojego wykształcenia zajmowali wysoką pozycję społeczną - ojciec był inżynierem kolejnictwa i piastował stanowisko naczelnika odcinka kolejowego Dyneburg-Orzeł, matka była absolwentką szkoły dla szlachetnie urodzonych panien w Wilnie. Sam Swianiewicz, już jako dziecko władał trzema językami: polskim, rosyjskim i niemieckim. Warto podkreślić, że fakt, iż wychowywał się na pograniczu kultur sprawił, że był on bardzo życzliwie nastawiony do narodu i dziedzictwa rosyjskiego, co spowodowało, że w późniejszym etapie swojego życia, przez jakiś czas, miał dość naiwne podejście do władzy sowieckiej. Po ukończeniu szkoły średniej zapisał się na wydział prawa Uniwersytetu Moskiewskiego, studiował tam również nauki społeczne oraz ekonomię. Jednocześnie działał konspiracyjnie w polskim ruchu niepodległościowym. Kiedy w 1917 roku, bolszewicy rozpoczęli rewolucję październikową, Swianiewicz wyjechał z Moskwy. Dwa lata później za zasługi w konspiracji, mianowano go komendantem Polskiej Organizacji Wojskowej w Inflantach, skąd później przedostał się do Wilna, gdzie walczył w wojnie z bolszewikami. Ma na swoim koncie, także udział w słynnym buncie generała Lucjana Żeligowskiego i jeszcze słynniejszym „marszu na Wilno”.

Jeszcze podczas wojny, zapisał się na wydział prawa wileńskiego Uniwersytetu Stefana Batorego. Zaliczono mu studia moskiewskie, dzięki czemu, mógł zacząć naukę od II roku. Po ukończeniu edukacji w Wilnie, studiował jeszcze w Paryżu, Wrocławiu oraz w Kilonii. Na kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej, prezydent Mościcki mianował go profesorem nadzwyczajnym. Związany cały międzywojenny czas z Uniwersytetem Stefana Batorego, zajmował się analizą gospodarki sowieckiej (radzieckiej). Był również członkiem Instytutu Naukowo-Badawczego Europy Wschodniej - niezależnej od państwa placówki, skoncentrowanej na problemach tej części Europy, a także Instytutu Europy Wschodniej we Wrocławiu, poprzez który organizował wymianę studentów z uniwersytetami niemieckimi.

Kiedy zetknął się ze wschodzącym faszyzmem niemieckim rozpoczął pionierskie studia porównawcze gospodarek dwóch totalitarnych krajów - ZSRR i III Rzeszy. Jego stosunek do nazizmu był zdecydowanie negatywny, ale obiektywnie doceniał szybki rozwój gospodarki niemieckiej, dzięki stosowanej tam polityce interwencjonizmu państwowego. Swianiewicz śledzący na bieżąco procesy gospodarcze i społeczne w Niemczech sprzeciwiał się oficjalnej polskiej propagandzie negatywnie „podkręcającej” relacje polsko-niemieckie, widział bowiem dysproporcję sił pomiędzy III Rzeszą, a Krajem nad Wisłą. Ta postawa sprawiła, że część przedstawicieli władz RP, posądzała go nawet o germanofilstwo.

Kiedy Hitler napadł na Polskę, Stanisław Swianiewicz trafił na pierwszą linię frontu. Brał udział między innymi w bitwie pod Krasnobrodem, która skończyła się klęską. Próbując przedrzeć się do granicy węgierskiej, został pojmany przez czerwonoarmistów.

Tu zaczyna się „katyński etap” biografii Stanisława Swianiewicza. Najpierw trafia do obozu przejściowego w Putywlu, a następnie do Kozielska. Szybko zdaje sobie sprawę, że jest to obóz śledczy NKWD, w którym każdy polski wojskowy jest osobno rozpracowywany. Pod koniec kwietnia 1940 roku, wraz z transportem innych jeńców trafia do stacji Gniezdowo, koło Katynia, jednak ku swojemu zdziwieniu, nie zostaje wyprowadzony wraz z innymi oficerami z pociągu. Przez szparę w ścianie wagonu obserwował, jak umieszczano innych w autobusach z oknami zasmarowanymi wapnem i wywożono dalej w nieznanym mu wówczas kierunku. Warto dodać, że Swianiewicz jeszcze długo po tym, jak już było wiadomo, co się stało z jego współtowarzyszami, nie mógł uwierzyć, że dokonano tak masowej, bestialskiej zbrodni. Spod Katynia trafił do więzienia w Smoleńsku, a następnie do cieszącego się ponurą sławą więzienia NKWD na moskiewskiej Łubiance i więzienia na Butyrkach. Podano go tam śledztwu, które trwało kilka miesięcy. Został skazany na osiem lat łagru w republice Komi, za „szpiegostwo przeciw ZSRR”.

***

Jest sierpień 1941 roku, zostaje podpisany układ Sikorski - Majski. Na jego mocy władze ZSRR zwalniają z łagrów większość Polaków, ale nie Swianiewcza. NKWD zdaje sobie sprawę bowiem, że jest on jedynym świadkiem zbrodni katyńskiej. Trafia z powrotem do łagru. Na skutek różnych, mniej i bardziej oficjalnych zabiegów polskich dyplomatów, Stanisław Swianiewicz opuszcza obóz i trafia do armii generała Andersa, któremu natychmiast składa obszerną relację z tego, czego był świadkiem, nie pomijając „epizodu katyńskiego”. Choć udało się Swianiewicza wyciągnąć z łagru, to pojawiły się trudności z opuszczeniem ZSRR. W końcu udało mu się wyjechać wraz z profesorem Stanisławem Kotem i częścią personelu ambasady RP w Kujbyszewie.

W 1948 roku, ukazuje się w Wielkiej Brytanii książka pod tytułem „Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów”, która staje się najpełniejszym oskarżeniem wobec sowieckiego reżimu w sprawie zbrodni. Zredagowali ją: Zdzisław Stahl i Józef Mackiewicz, a wstępem opatrzył sam generał Władysław Anders…

***

Jak wyglądały dalsze losy jedynego świadka zbrodni katyńskiej? Pozostał na emigracji, zamieszkał w Londynie. Rozpoczął pracę naukową. Wykładał w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Indonezji. Najdłużej był związany z Saint Mary's University w Halifaksie. Po 18 latach połączył się ze swą żoną, której udało się opuścić Polskę po październikowej odwilży w 1956 roku. Rodzina przeżyła wojnę w Wilnie, zaś potem osiadła w Tczewie - szczęśliwie nie niepokojona przez władze pomimo tego, że postać Swianiewicza pojawiała się w wielu procesach politycznych. Ze względu na dobro bliskich, zeznania przed powołaną we wrześniu 1951 roku, specjalną komisją Kongresu USA do spraw zbadania zbrodni katyńskiej, składał występując w masce. W latach 70. w Londynie, przed wyjazdem do Danii na tzw. „przesłuchania sacharowskie” (nazwa pochodzi od nazwiska Andrieja Sacharowa, radzieckiego dysydenta - przyp. red.), dotyczące naruszania praw człowieka w krajach bloku wschodniego i tuż przed wydaniem książki o Katyniu, na pustej ulicy przeżył zamach na swoją osobę - otrzymał cios w tył głowy od nieznanego sprawcy. Ostatnie lata swojego życia, profesor spędził w Domu Kombatanta „Antokol” Polskę odwiedził tylko raz, latem 1990 roku, gdy przyjechał na ślub wnuka. Zmarł 22 maja 1997 roku w Londynie, a pochowany został w Halifax. (C.Z.)

www.thepolishobserver.co.uk