Krwawy czerwiec 1956 - Nasz Swiat
24
So, luty

Historia

Miesiąc ten był dla mieszkańców Poznania wielką tragedią. Narastające od wielu miesięcy niezadowolenie, doprowadziło do silnego wzburzenia nastrojów, które 28 czerwca zaowocowały strajkiem, masową demonstracją uliczną, a następnie serią starć z bronią w ręku. W toku tych rozruchów, nie zabrakło również zabitych i rannych, ofiar zarówno po stronie demonstrujących robotników, jak i sił występujących w obronie ówczesnego porządku. Był to pierwszy protest społeczny w powojennej, komunistycznej Polsce.

Dla reżimowych władz był to szok. Przejęte były one nie tyle śmiercią, lecz tym, iż doszło do tego w systemie socjalistycznym - niepokoje społeczne zadawały bowiem kłam stalinowskiej propagandzie, legendzie komunistycznego raju na ziemi. Po śmierci Stalina i pewnym złagodzeniu dolegliwości systemu (1956 rok) warunki życia robotników nie uległy poprawie, a wręcz pogorszyły się. System zarządzania gospodarką nie został zreformowany. Utrzymywał się styl rządzenia, polegający na biurokratycznym traktowaniu robotników.

Stan świadomości klasy pracującej był mocno idealizowany przez władzę. Przekształcenie związków zawodowych w podporządkowaną partii „transmisję” do mas, utrudniło jeszcze bardziej kontakt władzy z klasą robotniczą. Na skutek załamania się zawartych w planie gospodarczym zapowiedzi poprawy warunków bytowych ludzi pracy, władza polityczna zaczęła tracić zaufanie społeczne.

 

Miejscem, gdzie konflikt społeczny przybrał formę strajku, a później zamieszek ulicznych był Poznań - duży ośrodek przemysłowy. Powstałe tam niezadowolenie narastało już od jesieni 1955 roku. Załoga największego zakładu poznańskiego tj. Cegielskiego - HCP zgłaszała pretensje w sprawie niesłusznie pobieranego przez 3 lata podatku od więcej zarabiających przodowników pracy i pracowników akordowych, co pozbawiło 5074 robotników ponad 11 milionów złotych.

Dyrekcja nie była w stanie spełnić postulatów wysuwanych przez załogę. Próbowano kontaktować się z Ministerstwem Przemysłu Maszynowego i Komitetem Centralnym Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Wysyłano petycje, listy i delegacje. W tej sytuacji w dniach 23 i 25 czerwca, poszczególne zakłady HCP wybrały 17 delegatów załogi. Do tej grupy przyłączyło się 10 osób reprezentujących dyrekcję, Komitet Zakładowy PZPR i Radę Przedsiębiorstwa. Delegacja ta 26 czerwca udała się do Warszawy celem przedstawienia postulatów załogi HCP w Ministerstwie Przemysłu Maszynowego i Centralnej Radzie Związków Zawodowych.

Dyskusje, masówki, wybór delegatów, ustalanie listy postulatów w HCP śledzono z uwagą w innych zakładach pracy Poznania. Atmosfera była bardzo napięta. W mieście było dużo gości z kraju i z zagranicy z okazji trwających Międzynarodowych Targów Poznańskich. Robotnicy HCP z napięciem oczekiwali powrotu delegacji. W nocy z 26/27 czerwca delegacja z poczuciem zadowolenia powróciła do Poznania.

Następnego dnia rano w ślad za delegacją przybył do zakładów Cegielskiego minister Przemysłu Maszynowego, który działając zgodnie z decyzjami kierownictwa partyjnego (PZPR), wycofał się częściowo z warszawskich uzgodnień z robotnikami. Sytuacja stawała się napięta, choć nic nie wskazywało jeszcze wieczorem 27 czerwca na to, że załoga Cegielskiego podejmie strajk. Wprawdzie część uzgodnień warszawskich (dotycząca uposażeń dla robotników akordowych) została przez ministra zakwestionowana, rozmowy jednak trwały i w dniu 28 czerwca miały być kontynuowane.
Niepokój powstawał i w innych zakładach poznańskich, gdzie od 27 czerwca strajkowali robotnicy, którzy na skutek podwyższenia planu stracili w tym miesiącu premię stanowiącą 20-30% ich zarobków. 28 czerwca doszło w Poznaniu do wystąpień robotniczych, które przebiegały w dwóch etapach.

Pierwszy trwał od godziny 6:00 do 10:30. W tym czasie robotnicy zorganizowali strajk w największych zakładach miasta. Następnie wyszli na ulice formując pochód, który przekształcił się z demonstracji robotniczej w manifestację społeczeństwa, czego wyrazem było zgromadzenie się około 100 tysięcy mieszkańców miasta przed poznańskim ratuszem. Robotnicy domagali się, aby władze cofnęły narzucone normy pracy, obniżyły ceny artykułów konsumpcyjnych i podwyższyły płace.

Był to pokojowy okres manifestacji, kontrolowany przez aktyw robotniczy. Próbowano także rozmawiać z przedstawicielami Wojewódzkiej Rady Narodowej, żądano przyjazdu premiera Cyrankiewicza.

Po godzinie 10:00 nastąpił wzrost napięcia wśród demonstrantów. Z opanowanego przez nich radiowozu podano informację o aresztowaniu delegacji robotniczej, która przebywała 26 czerwca w Warszawie. Spowodowało to marsz kilku tysięcy demonstrantów pod więzienie, rozbicie go i wypuszczenie na wolność 257 więźniów. Część demonstrantów przystąpiła do niszczenia akt więziennych. Inni opanowali gmachy prokuratury i sądu. Akta wyrzucano na ulicę i palono, a sprzęty częściowo zdemolowano. Dokonano też zaboru broni palnej. Tłum zebrany przed gmachem sądu nie pozwolił straży pożarnej na gaszenie ognia. Zamieszki w rejonie więzienia, sądu i prokuratury trwały do godz. 12:00. Po ich zakończeniu z radiowozu podano hasło uderzenia na budynek Urzędu ds. Bezpieczeństwa Publicznego (UB). Jedna z grup udała się na dworzec kolejowy celem wstrzymania ruchu pociągów. W czasie ataku na budynek UB padły strzały, w toku zajść na dworcu zabity został konduktor. Dochodziło do dewastacji mienia i rabowania sklepów.

Do tłumienia zamieszek użyto podchorążych z OSWPiZ, którym zabroniono jednak używać broni. Sądzono, że samo pojawienie się wojska osłanianego przez samochody pancerne i czołgi odstraszy napastników. Tymczasem tłum zatrzymał pojazdy i rozbroił podchorążych. Dwa opanowane przez „bojówki robotnicze” czołgi skierowano pod gmach Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Około godziny 13:00 opanowano budynek urzędu przy ulicy Kochanowskiego, skąd można było ostrzelać główny gmach. W sąsiednich budynkach zorganizowano punkty gotowe do ostrzału gmachu głównego. Następnie do walki wprowadzono zdobyte czołgi, zaopatrzone już w amunicję.

O wszystkich tych dramatycznych wydarzeniach poza Poznaniem właściwie nic nie wiedziano, gdyż miasto zostało odizolowane od reszty kraju.

Tymczasem o godzinie 10:00 zebrało się w Warszawie Biuro Polityczne KC PZPR. Zatwierdzono treść oficjalnego komunikatu, z którego można było dowiedzieć się, iż sprawcami zajść w Poznaniu była „agentura imperialistyczna i reakcyjne podziemie”, którym „udało się sprowokować zamieszki uliczne”. Biuro Polityczne podjęło decyzję wysłania do stolicy Wielkopolski premiera Cyrankiewicza. Był tam już sekretarz KC PZPR Edward Gierek, który później stanął na czele komisji badającej przyczyny, przebieg i charakter wydarzeń w Poznaniu.

Postanowiono też wprowadzić do miasta wojsko, którym na miejscu miał dowodzić wiceminister Obrony Narodowej gen. Stanisław Popławski. W godzinach popołudniowych na ulicach Poznania działały uzbrojone „bojówki”, które z ideą demonstracji robotniczej wznoszącej hasła o charakterze socjalnym („Żądamy chleba”) nie miały nic wspólnego. W godzinach popołudniowych i wieczornych do Poznania wkroczyło ponad 10 tysięcy żołnierzy, 360 czołgów, wozy bojowe, samochody i motocykle wojskowe. Rozbrojenie „bojówek” trwało do rana dnia następnego, a dokładny bilans wydarzeń nie był łatwy do określenia, tym bardziej, że władza od samego początku czyniła wszystko, aby pomniejszyć rozmiar Powstania Poznańskiego.

Pod względem porządku publicznego 29 czerwca w Poznaniu sytuacja była opanowana przez władzę. Mimo tego w radiowym przemówieniu premier J. Cyrankiewicz odwołał się do gróźb: „każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji, w interesie walki o podnoszenie stopy życiowej ludności, w interesie dalszej demokratyzacji naszego życia, w interesie naszej Ojczyzny”.

Było to widoczne świadectwo braku troski o losy robotników i zaślepienia władzą, którą w ich imieniu, a wbrew ich interesom, partia robotnicza jedynie z nazwy, sprawowała.

Przed władzą stanął problem, jakie stanowisko przyjąć wobec wydarzeń w Poznaniu. Oceny wydarzeń były różne, stosunek władz do rzeczywistych problemów robotników poznańskich odzwierciedlał brak chęci zrozumienia. W tej sytuacji domniemywać można, że gdyby nie międzynarodowy rozgłos wydarzeń, władza po stłumieniu zamieszek pominęłaby całość wydarzeń milczeniem.

Na szczęście nie udało się władzy zrealizować buńczucznie brzmiących, zapowiedzi premiera. We wrześniu i październiku miały miejsce procesy osób oskarżonych o udział w czerwcowych zajściach. Zapadały jednak stosunkowo niskie wyroki i wobec zachodzących zmian politycznych, wiele spraw zostało umorzonych.

Pod naciskiem opinii publicznej 17 lipca 1956 roku Generalny Prokurator PRL poinformował, że w Poznaniu zginęły łącznie 53 osoby. Ta liczba obowiązywała przez lata. W 1981 roku ogłoszono imienną listę ofiar zawierającą 74 nazwiska.

Poza znacznymi stratami ludzkimi i materialnymi wydarzenia poznańskie spowodowały także liczne ubytki moralne i świadczyły o nieufności społeczeństwa w stosunku do PZPR i związków zawodowych. Miało to wpływ na dalsze posunięcia partii.

Wydarzenia poznańskie odbiły się głośnym echem w kraju i na świecie. Miały one miejsce w szczególnie trudnym momencie w dziejach PZPR, Poznania i Polski w ogóle. Wypadki spowodowały szok po obu stronach (władza-robotnicy). Umożliwiły jednak przyspieszenie procesów demokratyzacji w państwie. Wnioski płynące z doświadczeń, „poznańskiego czerwca” odegrały wielką rolę w procesie dojrzewania tzw. przemian październikowych. Przyspieszyły proces dojrzewania politycznego wielu ludzi. Można sądzić, że wydarzeniom poznańskim zawdzięczamy, iż „przewrót październikowy” w Polsce w przeciwieństwie np. do Węgier, miał charakter bezkrwawy.

Istniejący wówczas pogląd, że to, co stało się 28 czerwca w Poznaniu było rewolucją mas pracujących przeciw istniejącemu systemowi biurokratycznemu, z całą jego strukturą polityczną, moralną i obyczajową był trafny. Dla władzy była to bardzo niebezpieczna teza, gdyż prowadziła do oddolnego ruchu na rzecz reform systemu społeczno-politycznego.
Rok 1956 był rokiem przełomu w układzie sił między władzą a społeczeństwem. Partia zrezygnowała z władzy ideologicznej ograniczając się do obrony systemu politycznego.

Cezary Zieliński
www.thepolishobserver.co.uk

fot. Wikipedia
Manifestacja na ul. Armii Czerwonej (obecnie Święty Marcin)