Niezłomny książę polskiej emigracji - Nasz Swiat
07
Wt, grudzień

Historia

14 września minęło 10 lat od śmierci jednej z najwybitniejszych postaci polskiej emigracji, wielkiego ambasadora i architekta polskiej kultury na obczyźnie, publicysty i polityka, twórcy legendarnej „Kultury” – Jerzego Giedroycia.

Nigdy po wojnie Giedroyc nie pojawił się w kraju, co wiele osób miało mu za złe. Ale z charakterystycznym fularkiem pod szyją, stale palący papierosa, z zasklepioną powagą na twarzy spacerował po swoim królestwie i z troską myślał o polskim życiu publicznym.

- Jakoż redaguje nie tylko teksty napływające do „Kultury”. Usiłuje też redagować Polaków w ogóle, w szczególności zaś inteligentów polskich, którzy irytują go w stopniu najwyższym - wspominał go Krzysztof Pomian. Był Europejczykiem w każdym calu, zakorzenionym w tradycji swego litewskiego rodu i przeszłości ojczyzny. Nie rozumiał naszego kompleksu niższości i skłonności do użalania nad sobą. Chciał walczyć ze szlachecką spuścizną prywaty, celebry i egoizmu. Głęboko jednak wierzył, że polskim elitom uda się odrobić jedną lekcję - lekcję myślenia.

Razem z Zofią Hertz, Zygmuntem Hertzem i Józefem Czapskim stworzył dom-instytucję w Maisons-Laffitte, będący ośrodkiem duchowego i intelektualnego życia polskich elit drugiej połowy XX wieku. Od 1947 roku do września 2000 roku ukazało się 636 numerów „Kultury”, 511 tomów Biblioteki „Kultury”, w tym 132 numery „Zeszytów Historycznych”. Do tego trzeba jeszcze dopisać stypendia dla studentów i pracowników naukowych z Polski oraz nagrody literackie. Ale zdumiewa dopiero liczba autorów i książek, które zaistniały w życiu umysłowym Polaków za sprawą podparyskiego wydawnictwa. Z literatury polskiej dzieła m.in.: Hłaski, Jeleńskiego, Gombrowicza, Miłosza, Vincenza, Herlinga-Grudzińskiego, Kołakowskiego, Bieńkowskiego. I długa lista przekładów: Orwella, Camusa, Simone Weil, Koestlera i Pasternaka. Wszystko z przekonania, że kultura na emigracji jest kontynuacją kultury w ojczyźnie, a ta związana jest z kulturą zachodnioeuropejską – jak głosiło credo nakreślone we wstępnym artykule pierwszego numeru pisma z czerwca 1947 roku. Upadały imperia i ideologie, zmieniały się mody i rządy, a na biurku przy Avenue de Poissy 91 w podparyskiej miejscowości przez ponad 50 lat tworzona była piękniejsza karta polskiej kultury. Choć na lampie przy biurku, gdzie załatwiano sprawy administracyjne, wisiała kartka: „To jest firma niedochodowa. Miało być inaczej, ale tak się porobiło”.
Ale samemu pismu udało się zachować aideologiczny charakter. Dalekie było od romantycznych i pozytywistycznych haseł. Nie sposób było je także jednoznacznie zaklasyfikować jako lewicowe lub prawicowe. Wszystko za sprawą redaktora, który dostrzegał cel ponadpartyjny i ponadjednostkowy – interes państwa polskiego. Choć to może zabrzmi banalnie – chciał, by Polska wreszcie budziła zachwyt w nas samych, ale i w oczach obcych. I tutaj właśnie mówił jednym głosem z polskimi romantykami.

Pod koniec życia miał już poważne problemy z poruszaniem się, ale pamięć, sprawność umysłu i ciekawość świata pozostały niezmienne. Niezmiennie też, do samego końca, pełnił obowiązki redaktora. „Umarł tak, jak zapewne sobie tego życzył, w pełni działania: wrześniowy numer „Kultury” (636) został rozesłany na niewiele godzin przed jego zgonem, kończył przygotowania numeru październikowego. Poszedł na badania do kliniki. W nocy z 14 na 15 września 2000 roku serce we śnie przestało działać” – pisał Wojciech Karpiński. Razem z jego śmiercią „Kultura” stała się historią, sam sobie tego życzył, ale był do tego także namawiany, choćby przez Gustawa Herlinga-Grudzińskiego.

Autor „Dziennika pisanego nocą” myśląc o czasie po śmierci twórcy paryskiego czasopisma pisał: „Zostanie archiwum, biblioteka, ale nie Kultura, bo ona jest absolutnie jego dziełem”. Co do tego nikt nie miał wątpliwości. Także dlatego, że wtedy i dziś trudno wyobrazić sobie kogokolwiek czytającego nadesłane materiały i redagującego pismo za biurkiem Jerzego Giedroycia.

Paradoksalnie, także koniec cenzury w kraju był nieomylnie znakiem zbliżającego się końca „Kultury”. Pismo od początku walczyło o wolną od wszelkich gorsetów myśl w Polsce. Wysyłano książki w fałszywych okładkach, szukano stale nowych sposobów na docieranie pisma do czytelnika w kraju. Walka z nadzorem nad informacją przeznaczoną do rozpowszechniania była na stale wpisana w byt „Kultury”. Obecność cenzury znacznie dynamizowała poziom dyskusji i publikowanych tekstów. Jednak od 1989 roku pisma kulturalne wychodzące w kraju powoli stawały się twórcami kultury w Polsce. Siedziba redakcji w Maisons-Laffitte zaczynała być archeologicznym okazem, który odwiedzały kolejne wycieczki z kraju. Choć jeszcze przez wiele lat uczyli nas odwagi i rzetelności intelektualnej oraz wagi niezależnego słowa.

O ile uboższa byłaby polska kultura, gdyby nie osoba Jerzego Giedroycia? Jak w ogóle by wyglądała? Miłosz, Gombrowicz, Stempowski, Bobkowski być może wybiliby się mimo trudności. Choć i to dyskusyjna sprawa. Wiele tekstów nigdy by nie powstało, bo pisarz ceni sobie świadomość w trakcie pisania, że zostanie wydany. Literacka nagroda Nobla dla Czesława Miłosza w 1980 roku trafiłaby do jednego z konkurentów polskiego poety. Trudno nawet snuć domysły na temat kształtu polskiej emigracji bez redaktora „Kultury”. Patrząc na polską kulturę po Giedroyciu, można śmiało przytoczyć słowa, które napisał Zygmunt Krasiński po śmierci Mickiewicza – „My z niego wszyscy”.

„Giedroyc był człowiekiem innej, odchodzącej już epoki. Zawsze milczący, ważący słowa, z odmiennym stosunkiem wobec rzeczywistości. Taka też była Kultura”- wspomina przy okazji dziesiątej rocznicy śmierci redaktora Marcin Król. Nazwisko Giedroycia można postawić w szeregu wielkich redaktorów, obok Mieczysława Grydzewskiego i Jerzego Turowicza. Byli redaktorami i – jak Grydzewski i Giedroyc – twórcami znaczących i prestiżowych pism. Czas ich ukazywania obejmuje sobą pewną epokę, pokrywa z cezurami wyznaczanymi w dziejach kultury polskiej. Skończyła się era „Wiadomości Literackich” Grydzewskiego i „Tygodnika Powszechnego” Turowicza. Nie inaczej z „Kulturą” Jerzego Giedroycia, której ostatni numer ukazał się w emblematycznym roku 2000.

Cezary Zieliński