Magazyn - Nasz Swiat
09
N, sierpień

13 października 1985 roku, zmarł w Zakopanem, w wieku 91 lat ostatni żyjący w kraju generał Wojska Polskiego z przedwojennego mianowania, Ludwik Mieczysław Boruta-Spiechowicz.

Świadek niemal wszystkich ważniejszych wydarzeń w historii Polski XX wieku. Legionista II Brygady, obrońca Lwowa z 1918 roku, dowódca 22 Dywizji Piechoty Górskiej w Przemyślu, a we wrześniu 1939 roku dowódca Grupy Operacyjnej „Bielsko” . Był także więźniem Łubianki i współtwórcą Armii Polskiej w ZSRR. A później, aż do 1945 roku dowodził 1 Korpusem Pancerno-Motorowym w Szkocji. W tym roku minie 26 rocznica jego śmierci.

Obchodzona niedawno 92. rocznica wybuchu powstania wielkopolskiego jest dobrą okazją do odkrycia nieznanych epizodów, których bohaterami często bywali prości żołnierze. Jeden z nich w sposób wyjątkowy zapisał się w historii Stacji Lotniczej Poznań-Ławica (die Fligerstation Posen-Lawitz) i nie mniej frapujące były jego dalsze losy już na emigracji.

Stanisław Brzuszkiewicz, bo o nim mowa urodził się w 1889 roku w Żninie na Pałukach, krainie leżącej w północno-wschodniej Wielkopolsce. Będąc kawalerem, pracował początkowo jako robotnik wykwalifikowany w poznańskich zakładach Hipolita Cegielskiego. „Złota rączka” - jak mawiali o nim poznańscy Niemcy i zaraz dodawali, że „na jego nazwisku można było sobie połamać język”. Odpowiadał więc dumnie: „ale jedząc polski chleb nie łamiecie sobie języka”. Przed I wojną światową założył w Żninie własny zakład fotograficzny. Na odwrocie niektórych zdjęć widnieje pieczątka zakładu z adresem Żnin, ul. Śniadeckich 4. Z przekazów rodzinnych wynika, iż zakład pana Stanisława cieszył się wyjątkowym uznaniem żninian, którzy chętnie fotografowali się przy okazji różnych rodzinnych uroczystości.

Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich kojarzy się przede wszystkim z Tobrukiem, ale wystarczy zapoznać się z dziejami generała Stanisława Kopańskiego, by się przekonać, że jej szlak bojowy, ani nie zaczynał się, ani nie kończył na Afryce Północnej, a udział w kampanii afrykańskiej traktować należy bardziej jako jeden z epizodów w wieloletniej działalności żołnierzy należących do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich.

Załadunek żołnierzy SBSK w Aleksandrii na rejs do Tobruku / foto: Wikimedia CommonsKlęska Polski w kampanii wrześniowej nie przekreśliła jej szans na końcowe zwycięstwo i odzyskanie niepodległości po zakończeniu II wojny światowej. Grupa polityków i dowódców skupionych wokół generała Władysława Sikorskiego odtworzyła we Francji Rząd RP i podjęła emigracyjną działalność. W myśl porozumienia z sojusznikiem francuskim na ziemiach aliantów miało dojść do zbudowania Polskich Sił Zbrojnych składających się z żołnierzy, którzy po klęsce wrześniowej nie dostali się do niemieckiej niewoli i wydostali się z okupowanego kraju. Już we wrześniu do Francji zaczęli spływać żołnierze, którzy nie chcieli kończyć swojego szlaku bojowego w Polsce. Na zachód przedostawali się przez Rumunię, Węgry, część ewakuowano drogami półoficjalnymi, część na własną rękę szukała ratunku i przekraczała kolejne granice. Do końca 1939 roku trwał pierwszy etap operacji ewakuacyjnej, którą prowadzono z różnymi wynikami. Pod koniec grudnia Francuzi zawiadomili generała Sikorskiego, iż są gotowi do utworzenia jednej polskiej brygady na terenie Syrii, gdzie polscy sojusznicy mieliby zapewnić wsparcie Armii Lewantu. W związku z tym, administracja związana z Rządem RP na Emigracji przygotowała drugi plan ewakuacyjny, który objąć miał głównie żołnierzy pozostających jeszcze na terenie Rumunii i Węgier. Część wojskowych przedostała się w tym czasie do Francji, niektórzy trafili na Bliski Wschód. Tzw. „ewakuacja B” sprawiła, iż spora ilość polskich żołnierzy została przerzucona do Syrii. Ciężko jest dzisiaj policzyć, ilu wojskowych mogło znaleźć się na tych terenach, a dane powinny opierać się na liczebności utworzonej w niedługim czasie Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich.

 

W maju obchodzimy rocznicę urodzin kolejnego polskiego bohatera, rotmistrza Witolda Pileckiego. Uczestnik wojny w 1920 roku z Rosją bolszewicką, oficer AK, dobrowolny więzień Auschwitz. Zginął za wolną Polskę, a zwłoki jego pogrzebano gdzieś na wysypisku śmieci.

Witold Pilecki w trakcie procesu - fot. WikipediaUrodził się 13 maja 1901 roku w Ołońcu, w Rosji, w rodzinie zesłańców, którzy brali udział w Powstaniu Styczniowym. Dziadek rotmistrza, Józef Pilecki, spędził siedem lat na Syberii. Natomiast jego ojciec, Julian, po skończeniu studiów został leśnikiem w Karelii. Matka, Ludwika, zajmowała się domem.

Dla podtrzymania rodzinnych tradycji młody Pilecki dość często z rodziną wyjeżdżał na Nowogródczyznę.  Pierwszą wojnę światową przyszło mu spędzić na Mohylewszczyźnie, gdzie wstąpił do zakazanego przez carską Rosję harcerstwa.

Maria Skłodowska-Curie, odkrywczyni polonu i radu, to jedyna kobieta, która dwukrotnie otrzymała Nagrodę Nobla w dwóch różnych dziedzinach naukowych. 100 lat po przyznaniu jej po raz drugi tej prestiżowej nagrody, rok 2011 Sejm ogłosił Rokiem Marii Skłodowskiej-Curie.

Maria Curie-Skłodowska / foto: Wikimedia CommonsPo raz pierwszy Skłodowska otrzymała nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki. W 1903 roku wspólnie z mężem Piotrem Curie i fizykiem Henri Becquerelem otrzymała Nobla za badania nad promieniotwórczością. W 1911 r. Natomiast za odkrycie nowych pierwiastków: polonu i radu, nagrodzono ją prestiżowym trofeum dziedzinie chemii.

W jednej z najważniejszych operacji II wojny światowej - inawazji na Normandię, z początku czerwca 1944 roku - Polacy, choć nie brali udziału w działaniach na lądzie, wnieśli wielki, ciągle jeszcze niedoceniany wkład w jej powodzenie.

6 czerwca 1944, amerykańskie oddziały desantowe lądują na plaży Omaha. Jedno z najsłynniejszych zdjęć II wojny światowej / foto: Wikipedia.plLądowanie wojsk alianckich w Normandii było długo i rzetelnie planowaną militarną, największą tego typu podczas II wojny światowej akcją, zarówno pod względem skali przygotowań, jak i użytych środków oraz sił. Jej sukces oznaczał początek końca potęgi III Rzeszy, rozpoczęcie powolnej, lecz nieubłaganej drogi do wolności państw okupowanych i do upragnionego pokoju.

Bitwa pod Monte Cassino, to jedna z najchlubniejszych, ale też najkrwawszych kart w historii polskiego oręża. W maju 1944 roku, żołnierze 2 Korpusu Polskiego po krwawych bojach zdobyli bezskutecznie atakowany przez Anglików ufortyfikowany klasztor na wzgórzu, co otworzyło aliantom drogę do Rzymu.

I widać tylko Polacy nadawali się do tego zadania - wcześniej, pozycji tej nie mogły zdobyć ani wojska amerykańskie, ani angielskie, francuskie, hinduskie, czy nowozelandzkie. W tak trudnym, górzystym terenie, trudno było wykurzyć Niemców z ich bunkrów, których nakopali całe krocie. Polacy zdobywali obiekt za obiektem, wierzchołek po wierzchołku góry, opłacając to mnóstwem ofiar. To była istna gehenna dla żołnierzy…

Linia Gustawa
Kiedy 3 września 1943 roku, alianci wysadzili desant we Włoszech, głównodowodzący frontu Sd Marszałek Kesselring rozpoczął zorganizowany odwrót na północ, gdzie trwały przygotowania do stworzenia linii Gustawa, mającej powstrzymać atakujących nieprzyjaciół. Główną pozycją na wyznaczonej linii obrony stało się małe miasteczko Cassino leżące u stóp wzgórza Monte Cassino, na szczycie którego znajdował się klasztor benedyktyński założony w I połowie VI w. Marszałek Kesselring zamierzał opóźniać „pochód” sił sprzymierzonych przynajmniej do wiosny 1944 roku, broniąc przepraw przez rzekę Volturno, aż do momentu całkowitego ukończenia umocnień obronnych.

Kapitulacja Włoch
Tymczasem już 8 września 1943 roku, Włochy ogłosiły kapitulację, a kiedy 1 października tego samego roku 5 Armia generała Clarka zdobyła Neapol uznano, że droga do serca Niemiec stoi otworem. Głównodowodzącym obrony twierdzy Monte Cassino został mianowany generał Richard Heidrich, współtwórca koncepcji desantów powietrznych oraz błyskotliwy ich dowódca. Podczas przygotowania obrony posiadał w swojej dyspozycji świetnie wyszkolone, elitarne jednostki powietrzno-desantowe, wzmocnione artylerią 88 mm dział przeciwlotniczych i moździerzy. Wąskie ścieżki pnące się w kierunku klasztoru zostały zaminowane, stanowiska spadochroniarzy głęboko okopane i zamaskowane, a doskonały, szybkostrzelny karabin maszynowy MG 42 (Maschinengewehr 42), dawał olbrzymią oraz skuteczną siłę ognia.

Rzeź zamiast zwycięstwa
Tym razem taktyczny „odwrót” wojsk niemieckich był rzeczywiście świetnie zaplanowanym manewrem utworzenia skutecznej obrony przed nacierającymi aliantami, a przygotowana taktyka walki na wzgórzu Monte Cassino stworzyła z niego twierdzę nie do zdobycia. Na drodze do Rzymu stało wzgórze Monte Cassino i dowództwo sił sprzymierzonych wzmocniło oddziały liniowe świeżymi dywizjami. W celu zminimalizowania niemieckiego oporu, po długich dyskusjach postanowiono zbombardować klasztor i przeprowadzić atak po długim przygotowaniu artyleryjskim. 15 lutego 1944 roku 230 samolotów bombowych zrzuciło ponad 600 ton bomb burzących na wzgórze, a haubice brytyjskie przystąpiły do długotrwałego ostrzału umocnień. Skutek tych działań był odwrotny od zamierzeń. Ruiny i zgliszcza, respektowanego dotychczas jako neutralnego, klasztoru zostały obsadzone elitarną 1 Dywizją Spadochronową, która świetnie wyszkolona wykorzystywała lochy, podziemia i pozostałości murów klasztornych do aktywnej obrony. Rzucone już następnego dnia jednostki brytyjskie i nowozelandzkie zostały całkowicie rozgromione. Straty w poszczególnych oddziałach sięgały nawet 90% stanów osobowych. Była to czysta rzeź. Kilka następnych natarć zostało całkowicie odpartych. Wobec tak silnego oporu, alianci zdecydowali się na powstrzymanie dalszych prób zdobycia wzgórza do momentu rozwoju sytuacji na innych odcinkach frontu.

Kolejny szturm
Atak na Monte Cassino wznowiono 16 marca 1944 roku gdy, po potężnym przygotowaniu artyleryjskim oraz bombardowaniu lotniczym w dniu poprzednim, do walki wysłano piechotę hinduską, następnie kompanię Ghurków i batalion Essex. Oddziały straciły ponownie gros swoich żołnierzy do tego stopnia, iż niektóre z nich zostały całkowicie zniszczone. 19 marca wykutą przez saperów drogą rzucono do walki 14 czołgów, jednakże niemiecka artyleria bez większego trudu zniszczyła wszystkie wozy odpierając ostatnie natarcie. Ogromne straty wynoszące prawie 4000 ludzi przyczyniły się do wstrzymania dalszych ataków, zmieniając linię Monte Cassino w walkę pozycyjną. Alianci zostają całkowicie powstrzymani w swoim marszu do Rzymu.

Polacy - ostatnia instancja
O godzinie „H” (czyli 23:00, 11 maja 1944 roku) rozpoczęto zmasowany ogień artyleryjski na wzgórze Monte Cassino z ponad 1600 ciężkich dział. W przeciągu 40 minut wzgórze zostało pokryte wybuchającymi pociskami burzącymi i odłamkowymi, a w chwilę później do ataku ruszyły oddziały 2 Korpusu Polskiego. Przez całą dobę trwały zaciekłe walki. Pomimo heroicznego poświęcenia poszczególne ataki zostały odparte przez niemieckich spadochroniarzy, którzy na czas artyleryjskiego bombardowania ukryci byli w piwnicach klasztornych. Przez całe dwa dni polscy żołnierze z 5 Dywizji Kresowej walczyli o wzgórze San Angelo (sąsiadujące z klasztorem), ponawiając atak za atakiem. Z niespotykaną dotychczas determinacją, polscy żołnierze, pomimo ogromnych strat, kontynuowali natarcie. 17 maja 1944 roku dywizje 2 Korpusu Polskiego rzuciły do ataku na Monte Casino wszystkie swoje odwody uzupełnione nawet o kierowców, mechaników samochodowych oraz oficerów sztabowych. Rozpoczęła się ostatnia faza bitwy o punkt otwierający drogę ku sercu Włoch. Centymetr po centymetrze żołnierze wypierali z okolicznych wzgórz niemieckich obrońców spychając ich z umocnień. Wobec groźby okrążenia, gdy Polacy zdobywali jedne po drugich umocnienia, Niemcom pozostał tylko odwrót z klasztoru i 18 maja o godzinie 10:30 patrol 12 Pułku Ułanów Podolskich zatknął na ruinach klasztornych polską flagę, a 3 Dywizja Strzelców Karpackich połączyła się z brytyjskim XIII Korpusem, tym samym Polacy po krwawym boju przerwali obronę na linii Gustawa, otwierając nacierającym wojskom alianckim drogę do Rzymu. Bitwa o Monte Casino była jedną z najtrudniejszych w ciężkiej kampanii włoskiej, a walki trwały przez pełne pięć miesięcy. Specyficzne ukształtowanie terenu sprzyjało obrońcom i przyczyniło się do ogromnych strat aliantów - ponad 200 tysięcy zabitych i rannych. Tylko dzięki pełnemu poświęceniu i odwadze natarcia polskich oddziałów, niemiecka obrona na linii Gustawa została przełamana. (JM)

fot. Wikipedia