Magazyn - Nasz Swiat
25
Pt, wrzesień

Komunistyczna propaganda niemal do końca swoich dni karmiła Polaków wersją, iż wojska sowieckie wielce się zasłużyły wyzwalając miasto.

Towarzysze radzieccy, w związku z tym ustanowili nawet specjalne odznaczenie - Medal za Wyzwolenie Warszawy. Otrzymało go 700 tysięcy ludzi, tymczasem prawda jest taka, że 7 stycznia oddziały Armii Czerwonej weszły do opustoszałej Warszawy. Walki sprowadziły się do kilku potyczek, miasto zostało zdobyte przy minimalnych stratach, zginęło 52 żołnierzy.

Nie tylko wśród historyków toczy się spór co do tego, czy, to co wydarzyło się 17 stycznia 1945 roku należy określać jako wyzwolenie Warszawy.
Tego właśnie dnia, do morza ruin, które zostało po stolicy Polski, weszły oddziały I Armii Wojska Polskiego. Nie miały tu jednak zbyt wiele do roboty, bowiem walki mające na celu przejęcie miasta trwały tylko kilka godzin. Wszystko dlatego, że Niemcy w obawie przed okrążeniem ewakuowali z miasta większość oddziałów i sprzętu.  Natomiast cała operacja warszawska  rozpoczęła się 14 stycznia i trwała cztery dni. Wzięła w niej udział 1 Armia WP oraz oddziały Armii Czerwonej. Akcja ta była częścią wielkiej ofensywy rozpoczętej przez Armię Czerwoną jeszcze 12 stycznia 1945 roku, a znana jest w historii II wojny światowej jako operacja wiślańsko-odrzańska. Zanim to się jednak stało, godzi się wspomnieć, że wcześniej miał miejsce niemiecki szaber - tylko od października do grudnia 1944 roku Niemcy wywieźli ze stolicy 40 tysięcy wagonów rozmaitych dóbr.
- Dla żołnierzy wchodzących do miasta, widok był wstrząsający. Lewobrzeżna Warszawa miała zburzonych 85 procent budynków. Nie było mostów, infrastruktury technicznej, budynków użyteczności publicznej, a także wielu zabytków. Ruiny były naszpikowane minami. Na Starym Mieście zachował się tylko jeden dom i kilka takich, które nadawały się do remontu. Takiego pobojowiska nie było nigdzie z wyjątkiem Stalingradu. Miasto sprawiało wrażenie wyludnionego, jednak w zburzonych domach ukrywało się od kilkuset do tysiąca osób - relacjonował wcielony do Armii Czerwonej Polak z Mińska, Adam Czerkies.
Oddziały radzieckie oskrzydliły siły niemieckie, a żołnierze 1 Armii Wojska Polskiego uderzyli bezpośrednio na Warszawę. Niemcy znaleźli się w kotle. Jak już się rzekło, w samej Warszawie oddziałów niemieckich było niewiele, ale doszło do kilku poważniejszych starć np. w Lasku Bielańskim, okolicach Dworca Głównego, czy Alei Jerozolimskich. Dość intensywnie, choć krótko walczono również na Cytadeli. Wczesnym popołudniem w mieście nie było już ani jednego Niemca. Dwa dni później, tj. 19 stycznia, na uprzątniętych z ruin Alejach Jerozolimskich odbyła się defilada wojskowa, którą na zaimprowizowanej trybunie odbierali: Bolesław Bierut, Władysław Gomułka, Edward Osóbka-Morawski, gen. Michał Rola-Żymierski, gen. Stanisław Popławski, płk Marian Spychalski oraz radziecki marszałek Gieorgij Żukow.
W obecnych czasach z określeniem „wyzwolenie Warszawy” spotykamy się raczej rzadko. Między innymi dlatego, że na dobrą sprawę nie było właściwie czego wyzwalać - Warszawa w styczniu 1945 roku była wyludnionym, niekończącym się morzem ruin. Ponadto owo „wyzwolenie” było de facto początkiem nowej okupacji, tym razem sowieckiej. Kolejny zaborca zaczął szybko wprowadzać swoje porządki - wraz z oddziałami polskim wkroczyli bowiem „krasnoarmiejcy”, a z nimi NKWD. Z raportów, które słano do Moskwy, wynika, że dwa dni po wyzwoleniu enkawudyści zorganizowali grupy „operacyjno-czekistowskie”, których celem było prześwietlanie wszystkich mieszkańców udających się na Pragę. Pełną parą pracowało również polskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, które wspólnie z NKWD wyłapywało akowców i innych członków niekomunistycznego podziemia. Jednak głównym celem było namierzenie kierownictwa Komendy Głównej „AK”, „NSZ” oraz ich partii politycznych.
Po wkroczeniu wojsk radzieckich i polskich Warszawa stała się „miastem zakazanym” - władze   zabroniły byłym mieszkańcom powrotu. Powodem owej decyzji był fakt, że nie było warunków do osiedlania się, ale przede wszystkim to, że miasto wymagało rozminowania, a jednak mimo tego warszawiacy napływali coraz większymi falami. Choć brakowało mieszkań, żywności, dopływu enregii elektrycznej i wody, w kilka dni po wyparciu Niemców, do Warszawy wróciło 12 tysięcy osób. Pod koniec 1945 roku liczba ta wzrosła dziesięciokrotnie.

Większość z powracających zdawała sobie sprawę z tego, że napotka zgliszcza, ale każdy się łudził, że jego dom akurat przetrwał. Mimo tego, że spotykało ich rozczarowanie, ludzie nie załamywali się, robili wszystko, by przystosować to morze ruin do zamieszkania. Każdy nadający się do mieszkania  fragment budynku, każda piwnica była natychmiast zasiedlana. Bardzo szybko rozkwitł handel, pojawiły się zaimprowizowane zakłady usługowe, a nawet kawiarnie, walutą było złoto lub dolary, ale najczęściej dochodziło do transakcji wymiennych.
Jeśli spojrzymy na poniższe dane, przekonamy się jak heroicznego wysiłku, wręcz rzeczy niemożliwej dokonali warszawiacy dźwigając swoje miasto z ruin.

Szacuje się, że straty ludności wśród mieszkańców   Warszawy podczas II wojny światowej wyniosły 700-800 tysięcy osób, w tym ok. 350 tysięcy Żydów i ok. 170 tysięcy poległych lub zamordowanych w Powstaniu Warszawskim. Jeśli chodzi o zasoby mieszkaniowe straty wyniosły 72 procent, natomiast substancja przemysłowa - 90 procent, tyle samo utraciła Warszawa obiektów przemysłowych i zabytkowych. Komuniści rozważali budowę nowej stolicy w zupełnie innym miejscu, ale hart ducha i determinacja warszawiaków była tak wielka, że komuniści musieli się przed taką siłą ugiąć.

Za PRL, 17 stycznia był obchodzony jako dzień wyzwolenia stolicy. Dopiero po 1990 roku do głosu doszli historycy, którzy podkreślali, że żołnierze sowieccy mogli wyzwolić stolicę w 1944 roku, gdy trwało Powstanie Warszawskie. Za wolnej Polski można już było mówić i pisać, że o opóźnieniu wyzwolenia stolicy zdecydowały kwestie polityczne i osobista decyzja Stalina. Wojska radzieckie zbliżyły się do Warszawy w sierpniu 1944 roku. Armia Czerwona miała wówczas wielokrotną przewagę nad wojskami niemieckimi. Stalinowska propaganda w 1944 roku zapowiadała rychły szturm na stolicę Polski i celowo podtrzymywała tę wersję, jeszcze w połowie września. Jednak, zgodnie z polityczną decyzją Stalina, powstańcy nie otrzymali wsparcia od stojących po drugiej stronie Wisły oddziałów sowieckich. 2 października Powstanie Warszawskie upadło. Dopiero w połowie stycznia 1945 roku znad Wisły ruszyła ofensywa wojsk radzieckich. Uderzenia nad Wisłą i Narwią doprowadziły do przerwania niemieckich linii obrony. W tej sytuacji dowództwo Wehrmachtu nakazało odwrót 46. Korpusowi Pancernemu, który zgodnie z pierwotnym planem miał się bronić w ruinach Warszawy.

Ustanowiony przez Rosjan w 1945 roku Medal za Wyzwolenie Warszawy otrzymało ponad 700 tysięcy osób. W publicznej dyskusji pojawiły się opinie, że 17 stycznia 1945 roku nastąpiła zamiana okupacji hitlerowskiej na radziecką. Określenie „wyzwolenie Warszawy” do dziś wzbudza dyskusje. Prof. Andrzej Kunert , historyk, w jednym programów telewizyjnych stwierdził, że w jego odczuciu 17 stycznia 1945 roku nastąpiło nie wyzwolenie miasta, ale wyzwolenie morza ruin, pozbawionego mieszkańców, że było to zajęcie wymarłego miejsca, kilka godzin wcześniej opuszczonego przez oddziały niemieckie. W stolicy nie było nikogo, kto by mógł przywitać wkraczające wojsko kwiatami.  (jm)

13 grudnia 1981 roku wprowadzono w Polsce stan wojenny. Stosunek do niego, na co wskazują sondaże, nadal dzieli Polaków.
Jak pokazują badania opinii publicznej Polacy nie są zgodni, co do oceny stanu wojennego - 45 procent uważa, że wprowadzono go słusznie, 44 procent, że nic nie uzasadniało jego wprowadzenia.


Ukarać Jaruzelskiego
Społeczeństwo jest również podzielone, jeśli chodzi o pogląd na to, czy autorzy stanu wojennego powinni ponieść odpowiedzialność karną. Połowa uważa, że tak, połowa, że nie. Okazuje się jednak, że młodzi ludzie oceniają stan wojenny nieco ostrzej niż starsze pokolenie - 61 procent uważa, że generał Wojciech Jaruzelski wraz ze swoją ekipą powinien zostać ukarany. Przeciwnego zdania jest 55 procent osób po 60. roku życia. Z badań wynika również, że poziom wiedzy wśród młodzieży na temat stanu wojennego jest coraz niższy. Aż 80 procent 20-latków nie wie, co wydarzyło się w Polsce, w grudniu, 28 lat temu. Władze PRL rozważały wprowadzenie stanu wojennego już rok wcześniej, ale odstąpiły od tego zamiaru licząc się z eskalacją napięcia w społeczeństwie oraz groźby strajku generalnego, a to mogłoby doprowadzić do utraty kontroli nad państwem. W tym samym czasie Biuro Polityczne Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, w tajemnicy przed polskimi komunistami, zarządziło mobilizację czterech dywizji stacjonujących w zachodnich okręgach wojskowych ZSRR. Miały one wkroczyć do Polski, gdyby rządowi PRL sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Towarzysze radzieccy naciskają
Tymczasem w Polsce ówczesnym władzom udało się zawrzeć kompromis z opozycją, co zaowocowało „porozumieniami sierpniowymi”. Efektem owego kompromisu było m.in. powstanie NSZZ „Solidarność”. Uznanie „Solidarności” i jej postulatów było jednak ze strony władz PRL grą na zwłokę, bo niemal w tym samym czasie, w którym zawarto porozumienie, w gabinetach rządowych rozpoczęto przygotowania do radykalnej i ostatecznej rozprawy z opozycją. Już w listopadzie 1980 roku, podczas posiedzenia Komitetu Obrony Kraju, gen. Jaruzelski ujawnił, że wszystkie akty prawne dotyczące wprowadzenia stanu wojennego są gotowe. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych również nie próżnowało - opracowano plany internowania 13 tysięcy osób. Zaplanowano również przebieg blokady komunikacji i telekomunikacji. Tymczasem napięcie rosło, na początku grudnia ZSRR chciał przeprowadzić w Polsce manewry wojskowe z udziałem armii zaprzyjaźnionych, jednak nie wyraził na to zgody ówczesny I sekretarz KC PZPR Stanisław Kania. Wyjaśnił radzieckim decydentom, że może to doprowadzić do otwartego konfliktu. Ewentualnością manewrów zaniepokojone były również Stany Zjednoczone. Jak twierdzi amerykański historyk Paul Kengor, ówczesny prezydent USA, Ronald Reagan rozważał nawet wysłanie do Polski amerykańskich dywizji w celu powstrzymania inwazji, bo niewątpliwie coś co ZSRR określał mianem manewrów, byłoby tak naprawdę inwazją. Podobno jednak zamiar ten wyperswadowali Reganowi doradcy tłumacząc, że armia amerykańska w Europie jest słabsza od radzieckiej.

Szukanie pretekstu
Na początku roku 1981 autorzy stanu wojennego przeprowadzili stosowną symulację sztabową, biorąc pod uwagę różne warianty rozwoju sytuacji i uznali, że stan wojenny można wprowadzić. Ustalono, że powinien być on poprzedzony odpowiednim przygotowaniem propagandowym, a sama decyzja powinna być powzięta na podstawie pretekstu, który uzasadniłby opinii publicznej i międzynarodowej celowość jego wprowadzenia. Stwierdzono również konieczność ogłoszenia stanu wojennego przed oczekiwanym rozpoczęciem strajku powszechnego, oraz wprowadzenie go od razu na terytorium całego kraju, z soboty na niedzielę, aby utrudnić reakcję opozycji. We wrześniu 1981 na kolejnym posiedzeniu Komitetu Obrony Kraju uznano, że MSW i wojsko ukończyły niezbędne przygotowania. Postanowiono zaczekać na odpowiedni moment, w którym pogłębi się zmęczenie społeczeństwa i narastanie niepokoju o przyszłość oraz pojawi się niezbędny pretekst, który pozwoli obarczyć odpowiedzialnością za wprowadzenie stanu wojennego, „Solidarność”. Oficjalnym powodem ogłoszenia stanu wojennego była pogarszająca się sytuacja gospodarcza kraju, której przejawami były m.in. brak zaopatrzenia w sklepach i reglamentacja wielu istotnych towarów takich, jak mięso, masło, tłuszcze, mąka, ryż, mleko dla niemowląt itd. oraz zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego. Jednak prawdziwe powody, to obawy reżimu komunistycznego przed utratą władzy, związane z utratą kontroli nad niezależnym ruchem związkowym oraz walki różnych frakcji w PZPR. Ważny był również gwałtowny spadek poparcia społecznego dla polityki komunistów. Według badań już w czerwcu 1981 roku zaufanie do rządu deklarowało 24 procent respondentów, działania KC PZPR aprobowało jedynie sześć procent respondentów, a działania NSZZ „Solidarność” pozytywnie oceniało aż 62 procent Polaków.

Gwóźdź do trumny
Za najważniejszy argument uznano groźbę interwencji zbrojnej przez pozostałe państwa Układu Warszawskiego. Jednak 13 grudnia 1981 roku, w dniu wprowadzenia stanu wojennego, nie zanotowano żadnych ruchów wojsk radzieckich. Władze ZSRR stwierdziły jedynie, iż interwencja w Polsce jest brana pod uwagę jako ostateczność, tylko na wypadek, gdyby polskie siły bezpieczeństwa, wojsko i PZPR nie mogły dać sobie rady z sytuacją, przy czym obawiano się także antyradzieckiego przewrotu w polskiej armii. W czasie debaty zdecydowany sprzeciw odnośnie interwencji ZSRR w Polsce wyraził radziecki polityk Jurij Andropow. Historycy są zgodni - stan wojenny w Polsce był jednym z gwoździ do trumny komunizmu.
Choć od wprowadzenia stanu wojennego minęło blisko 30 lat, dokładna liczba ofiar śmiertelnych nie jest znana do dzisiaj. W 1989 roku próbowała ją ustalić Sejmowa Komisja Nadzwyczajna do Zbadania Działalności MSW. Stwierdzono wówczas, że spośród 122 niewyjaśnionych przypadków zgonów działaczy opozycji aż 88 miało bezpośredni związek z działalnością funkcjonariuszy MSW. Część ofiar śmiertelnych wydarzeń stanu wojennego była skutkiem tłumienia przez jednostki LWP, MO, ZOMO, NOMO, ROMO, ORMO, funkcjonariuszy WSW i SB pokojowych demonstracji ulicznych ludności, sprzeciwiających się władzy Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. W dziewięciu  przypadkach ofiary padły w wyniku krwawego stłumienia strajku w kopalni, w jednym przypadku po złamaniu strajku na uczelni wyższej. Znaczną ich częścią były jednak ofiary intencjonalnego działania władz przeciwko określonym działaczom opozycji. Wszystkie one z definicji spełniają znamiona ofiar zbrodni komunistycznej. Część z nich to ofiary pierwszych dni stanu wojennego, które zmarły w wyniku nieudzielenia pomocy medycznej na skutek zablokowania połączeń telefonicznych. Ich liczba, na pewno duża, nie jest jednak znana.
W pierwszych dniach stanu wojennego władze komunistyczne dokonały wielu aresztowań osób, które mimo dekretu nie zaprzestały działalności opozycyjnej czynnie przeciwstawiając się wprowadzeniu stanu wojennego. Wyroki wydawane były w trybie doraźnym przez sądy wojskowe. Opozycjoniści stawiani byli w stan oskarżenia w związku z próbą obalenia ustroju PRL. W trybie doraźnym za to przestępstwo wobec reżimu komunistycznego groził wyrok do kary śmierci włącznie.
W latach 1981- 1982 władze komunistyczne przetrzymywały w specjalnie utworzonych obozach dla internowanych blisko 10 tysięcy działaczy podziemia, w tym 313 kobiet. Niejednokrotnie dochodziło w nich do wypadków znęcania się psychicznego i fizycznego nad internowanymi.

Janusz Młynarski

fot. Wikipedia / czołgi T-55 na ulicach podczas stanu wojennego

14 września minęło 10 lat od śmierci jednej z najwybitniejszych postaci polskiej emigracji, wielkiego ambasadora i architekta polskiej kultury na obczyźnie, publicysty i polityka, twórcy legendarnej „Kultury” – Jerzego Giedroycia.

Nigdy po wojnie Giedroyc nie pojawił się w kraju, co wiele osób miało mu za złe. Ale z charakterystycznym fularkiem pod szyją, stale palący papierosa, z zasklepioną powagą na twarzy spacerował po swoim królestwie i z troską myślał o polskim życiu publicznym.

- Jakoż redaguje nie tylko teksty napływające do „Kultury”. Usiłuje też redagować Polaków w ogóle, w szczególności zaś inteligentów polskich, którzy irytują go w stopniu najwyższym - wspominał go Krzysztof Pomian. Był Europejczykiem w każdym calu, zakorzenionym w tradycji swego litewskiego rodu i przeszłości ojczyzny. Nie rozumiał naszego kompleksu niższości i skłonności do użalania nad sobą. Chciał walczyć ze szlachecką spuścizną prywaty, celebry i egoizmu. Głęboko jednak wierzył, że polskim elitom uda się odrobić jedną lekcję - lekcję myślenia.

Razem z Zofią Hertz, Zygmuntem Hertzem i Józefem Czapskim stworzył dom-instytucję w Maisons-Laffitte, będący ośrodkiem duchowego i intelektualnego życia polskich elit drugiej połowy XX wieku. Od 1947 roku do września 2000 roku ukazało się 636 numerów „Kultury”, 511 tomów Biblioteki „Kultury”, w tym 132 numery „Zeszytów Historycznych”. Do tego trzeba jeszcze dopisać stypendia dla studentów i pracowników naukowych z Polski oraz nagrody literackie. Ale zdumiewa dopiero liczba autorów i książek, które zaistniały w życiu umysłowym Polaków za sprawą podparyskiego wydawnictwa. Z literatury polskiej dzieła m.in.: Hłaski, Jeleńskiego, Gombrowicza, Miłosza, Vincenza, Herlinga-Grudzińskiego, Kołakowskiego, Bieńkowskiego. I długa lista przekładów: Orwella, Camusa, Simone Weil, Koestlera i Pasternaka. Wszystko z przekonania, że kultura na emigracji jest kontynuacją kultury w ojczyźnie, a ta związana jest z kulturą zachodnioeuropejską – jak głosiło credo nakreślone we wstępnym artykule pierwszego numeru pisma z czerwca 1947 roku. Upadały imperia i ideologie, zmieniały się mody i rządy, a na biurku przy Avenue de Poissy 91 w podparyskiej miejscowości przez ponad 50 lat tworzona była piękniejsza karta polskiej kultury. Choć na lampie przy biurku, gdzie załatwiano sprawy administracyjne, wisiała kartka: „To jest firma niedochodowa. Miało być inaczej, ale tak się porobiło”.
Ale samemu pismu udało się zachować aideologiczny charakter. Dalekie było od romantycznych i pozytywistycznych haseł. Nie sposób było je także jednoznacznie zaklasyfikować jako lewicowe lub prawicowe. Wszystko za sprawą redaktora, który dostrzegał cel ponadpartyjny i ponadjednostkowy – interes państwa polskiego. Choć to może zabrzmi banalnie – chciał, by Polska wreszcie budziła zachwyt w nas samych, ale i w oczach obcych. I tutaj właśnie mówił jednym głosem z polskimi romantykami.

Pod koniec życia miał już poważne problemy z poruszaniem się, ale pamięć, sprawność umysłu i ciekawość świata pozostały niezmienne. Niezmiennie też, do samego końca, pełnił obowiązki redaktora. „Umarł tak, jak zapewne sobie tego życzył, w pełni działania: wrześniowy numer „Kultury” (636) został rozesłany na niewiele godzin przed jego zgonem, kończył przygotowania numeru październikowego. Poszedł na badania do kliniki. W nocy z 14 na 15 września 2000 roku serce we śnie przestało działać” – pisał Wojciech Karpiński. Razem z jego śmiercią „Kultura” stała się historią, sam sobie tego życzył, ale był do tego także namawiany, choćby przez Gustawa Herlinga-Grudzińskiego.

Autor „Dziennika pisanego nocą” myśląc o czasie po śmierci twórcy paryskiego czasopisma pisał: „Zostanie archiwum, biblioteka, ale nie Kultura, bo ona jest absolutnie jego dziełem”. Co do tego nikt nie miał wątpliwości. Także dlatego, że wtedy i dziś trudno wyobrazić sobie kogokolwiek czytającego nadesłane materiały i redagującego pismo za biurkiem Jerzego Giedroycia.

Paradoksalnie, także koniec cenzury w kraju był nieomylnie znakiem zbliżającego się końca „Kultury”. Pismo od początku walczyło o wolną od wszelkich gorsetów myśl w Polsce. Wysyłano książki w fałszywych okładkach, szukano stale nowych sposobów na docieranie pisma do czytelnika w kraju. Walka z nadzorem nad informacją przeznaczoną do rozpowszechniania była na stale wpisana w byt „Kultury”. Obecność cenzury znacznie dynamizowała poziom dyskusji i publikowanych tekstów. Jednak od 1989 roku pisma kulturalne wychodzące w kraju powoli stawały się twórcami kultury w Polsce. Siedziba redakcji w Maisons-Laffitte zaczynała być archeologicznym okazem, który odwiedzały kolejne wycieczki z kraju. Choć jeszcze przez wiele lat uczyli nas odwagi i rzetelności intelektualnej oraz wagi niezależnego słowa.

O ile uboższa byłaby polska kultura, gdyby nie osoba Jerzego Giedroycia? Jak w ogóle by wyglądała? Miłosz, Gombrowicz, Stempowski, Bobkowski być może wybiliby się mimo trudności. Choć i to dyskusyjna sprawa. Wiele tekstów nigdy by nie powstało, bo pisarz ceni sobie świadomość w trakcie pisania, że zostanie wydany. Literacka nagroda Nobla dla Czesława Miłosza w 1980 roku trafiłaby do jednego z konkurentów polskiego poety. Trudno nawet snuć domysły na temat kształtu polskiej emigracji bez redaktora „Kultury”. Patrząc na polską kulturę po Giedroyciu, można śmiało przytoczyć słowa, które napisał Zygmunt Krasiński po śmierci Mickiewicza – „My z niego wszyscy”.

„Giedroyc był człowiekiem innej, odchodzącej już epoki. Zawsze milczący, ważący słowa, z odmiennym stosunkiem wobec rzeczywistości. Taka też była Kultura”- wspomina przy okazji dziesiątej rocznicy śmierci redaktora Marcin Król. Nazwisko Giedroycia można postawić w szeregu wielkich redaktorów, obok Mieczysława Grydzewskiego i Jerzego Turowicza. Byli redaktorami i – jak Grydzewski i Giedroyc – twórcami znaczących i prestiżowych pism. Czas ich ukazywania obejmuje sobą pewną epokę, pokrywa z cezurami wyznaczanymi w dziejach kultury polskiej. Skończyła się era „Wiadomości Literackich” Grydzewskiego i „Tygodnika Powszechnego” Turowicza. Nie inaczej z „Kulturą” Jerzego Giedroycia, której ostatni numer ukazał się w emblematycznym roku 2000.

Cezary Zieliński

Gustaw Herling-Grudziński urodził się 20 maja 1919 roku w Skrzelczycach koło Kielc. Uczęszczał do Gimnazjum Męskiego im. Mikołaja Reja. Jako uczeń VI klasy zadebiutował reportażem „Świętokrzyszczyzna”, który został opublikowany w warszawskim piśmie młodzieżowym „Kuźnia Młodych”. W latach 1937-39 Gustaw Herling-Grudziński studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. W tym czasie był redaktorem działu literackiego w dwutygodniku „Przemiany”, następnie związany był z pismem „Orka na ugorze”. Artykuły i recenzje publikował w pismach „Ateneum”, „Pion” i „Nowy wyraz”.

Po wybuchu II wojny światowej Gustaw Herling-Grudziński należał do współorganizatorów warszawskiej grupy konspiracyjnej Polska Ludowa Akcja Niepodległościowa (PLAN). Uczestniczył też w założeniu konspiracyjnego czasopisma „Biuletyn Polski”. W grudniu 1939 Gustaw Herling-Grudziński przekroczył linię demarkacyjną na Bugu - przebywał w Białymstoku, Lwowie i Grodnie. W marcu 1940, podczas próby przedostania się na Litwę, został aresztowany przez NKWD i oskarżony o szpiegostwo na rzecz wywiadu niemieckiego - w charakterze dowodu posłużyło jedynie niemieckie brzmienie nazwiska: H(G)erling i buty oficerki. Do 20 stycznia 1942 r. znajdował się w więzieniach w Witebsku, Leningradzie, Wołogdzie i w obozie pracy w Jercewie koło Archangielska (pobyt tam Gustaw Herling-Grudziński opisał w „Innym świecie”). Zwolnienie w styczniu na podstawie umowy Sikorski-Majski wymusił głodówką. W marcu wstąpił do Armii Polskiej generała Andersa, z którą przez Persję, Irak, Palestynę, Egipt dotarł do Włoch. W maju 1944 Gustaw Herling-Grudziński wziął udział w bitwie pod Monte Cassino, za co został odznaczony krzyżem Virtuti Militari.
Od 1943 r. pracował jako dziennikarz, publikując artykuły w bagdadzkim „Kurierze Polskim”, jerozolimskim „W drodze”, „Dzienniku żołnierza APW”, rzymskiej „Ochotniczce” i „Orle białym”. Gdy mieszkał w Rzymie, wraz z Jerzym Giedroyciem uczestniczył w tworzeniu słynnego czasopisma „Kultura” i Instytutu Literackiego. Później „Kultura” przeniosła się do Paryża. W 1947 r. Gustaw Herling-Grudziński wyjechał do Londynu, gdzie związał się z „Wiadomościami”. W 1952 r. po śmierci żony przeniósł się do Monachium i pracował tam w Radiu Wolna Europa. W 1955 r. zamieszkał na stałe w Neapolu. Pisywał do pism włoskich, nadal współpracował z paryską „Kulturą”. Ożenił się z Lidią Croce, córką słynnego włoskiego filozofa Benedetta Crocego.
W ciągu całego pobytu na emigracji Gustaw Herling-Grudziński utrzymywał stałe kontakty z Polską, publikując w polskich czasopismach. Kraj odwiedził trzykrotnie. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu przyznał mu tytuł doktora honoris causa. Lata osiemdziesiąte były dla niego czasem przełomowym, okresem wzmożonej aktywności. W grudniu 1983 roku został jednym z członków Polcul Foundation (Funduszu Pomocy Niezależnej Literaturze i Nauce Polskiej), któremu przewodniczył Czesław Miłosz. W latach dziewięćdziesiątych Gustaw Herling-Grudziński rozpoczął współpracę z „Tygodnikiem Powszechnym”, „Rzeczpospolitą” i „Więzią”. Był członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W roku 1990 został laureatem nagrody literackiej polskiego PEN Clubu im. J. Parandowskiego, w 2000 r. odebrał w Krakowie doktorat honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego
Zmarł w wieku 81 lat, w nocy z 4 na 5 lipca w Neapolu.
Jako pisarz narodził się pod wpływem doświadczeń łagrowych, które spisał i przetworzył w książce „Inny świat” (1951) - jednym z pierwszych i najdoskonalszych dzieł poświęconych temu problemowi, jakie powstały w literaturze światowej. W książce sporządza dokumentarnie wiarygodny opis łagrowych warunków życia, a zarazem tworzy opowieść o istocie totalitaryzmu, o granicach człowieczeństwa, o nieskończonych dnach upadku, lecz także o ludzkiej sile pokonywania godnością każdego losu.
Dokładny tytuł utworu brzmi Inny świat. Zapiski sowieckie. Nawiązuje on do dzieła Fiodora Dostojewskiego Zapiski z martwego domu, opisującego życie więźniów zesłanych na Syberię za caratu. Motto powieści Herlinga pochodzi także z tego utworu Dostojewskiego: “Tu otwierał się inny, odrębny świat, do niczego niepodobny; tu panowały inne odrębne prawa, inne obyczaje, inne nawyki i odruchy; tu trwał martwy za życia dom, a w nim życie jak nigdzie i ludzie niezwykli. Ten oto zapomniany zakątek zamierzam tutaj opisać”. „Inny świat” przedstawia rzeczywistość łagrów, do których nie można przykładać schematów z wolności, gdyż obowiązuje tam inna moralność, normy, pojawiają się odmienne potrzeby i pragnienia. To świat ludzi martwych za życia. Nie oznacza to, że przesłaniem książki Grudzińskiego jest przekonanie o jedynie negatywnej stronie człowieka. „Inny świat” został napisany po lekturze „Pożegnania z Marią Borowskiego” i był polemiką z interpretacją człowieczeństwa na podstawie zbrodni, jakich dopuszczali się ludzie w obozach. Grudziński pisze: „Człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach. Uważam za upiorny nonsens naszych czasów próby sądzenia go według uczynków, jakich dopuścił się w warunkach nieludzkich”.
W opowiadaniach bohaterowie Herlinga tropią „indywidualne przeznaczenie”, wyznaczające człowiekowi jego prywatną ścieżkę godzenia się ze śmiercią. O literackiej specyfice tych utworów - które można nazwać metafizycznymi opowieściami kryminalnymi - decyduje odnawiana przez Herlinga forma XIX-wiecznej opowieści, nawiązująca do Poe’ego, Melville’a i Jamesa.
Podobnie „oryginalny tradycjonalizm” odnajdziemy w „Dzienniku pisanym nocą” - dziele zaczętym w 1971 i kontynuowanym aż do śmierci, zawierającym klasyczne zapisy dziennikowe obok esejów poświęconych sztuce, komentarzy politycznych i utworów fikcyjnych.
„Pisać tak, by zdanie było przekazem nie tylko jasnej i swobodnej myśli, lecz nieustannego napięcia moralnego, by w słowie żył całym sobą kto wypowiada je jako swoją długo odważaną i cierpianą prawdę - to pociągało mnie zawsze”. („Dziennik pisany nocą”, 19 I 1972)

Dorobek literacki
• 1945 Żywi i umarli (Rzym) – debiut książkowy
• 1951 Inny świat (Londyn, wyd. polskie 1953)
• 1960 Skrzydła ołtarza (Paryż)
• 1963 Drugie przyjście (Paryż)
• 1969 Upiory rewolucji (Paryż)
• 1973 Dziennik pisany nocą 1971-1972 (Paryż)
• 1980 Dziennik pisany nocą 1973-1979 (Paryż)
• 1983 Podróż do Burmy (Londyn)
• 1984 Dziennik pisany nocą 1980-1983 (Paryż)
• 1986 Pierścień (Neapol)
• 1988 Wieża i inne opowiadania (Poznań)
• 1989 Dziennik pisany nocą 1984-1988 (Warszawa)
• 1993 Dziennik pisany nocą 1989-1992 (Warszawa)
• 1997 Gorący oddech pustyni (Warszawa)
• 1999 Biała noc miłości (Warszawa)
• 2005 Wędrowiec cmentarny (Warszawa)
• 2007 Wiek biblijny i śmierć (Warszawa)


Źródła: Jolanta Wakulińska - Gustaw Herling-Grudziński, Anna Siwik - Polskie uchodźstwo polityczne, Wikipedia

Alicja Rosłon
foto: Więzienie w Grodnie w 1940 roku / © Wikimedia Commons

Oprócz Święta Niepodległości obchodzimy w listopadzie również rocznicę odzyskania Lwowa. Do powrotu Polski na Kresy walnie przyczynili się lwowscy gimnazjaliści, którzy w obronie polskiego Lwowa złożyli w ofierze najcenniejszy skarb - swoje życie. Rozpad Austro-Węgier jesienią 1918 roku stworzył Polakom i Ukraińcom szansę na realizację niepodległościowych aspiracji. We wrześniu 1918 roku powstał we Lwowie tajny Ukraiński Generalny Komisariat Wojskowy, którego zadaniem było przygotowanie przewrotu wojskowego w Galicji. Strona polska dla uregulowania spraw galicyjskich powołała Polską Komisję Likwidacyjną z siedzibą w Krakowie. Do planowanych rozmów z Ukraińcami nie doszło.

W nocy z 31 października na 1 listopada 1918 roku oddziały ukraińskie opanowały główne obiekty komunalne miasta. Władzę w mieście przejęła Ukraińska Rada Ludowa. Wystąpienie oddziałów ukraińskich spotkało się z energicznym przeciwdziałaniem Polaków. Spontanicznie chwyciła za broń ludność miasta, a zwłaszcza młodzież lwowskich uczelni i szkół. Obronę Lwowa podzielono na kilka odcinków. Ich dowódcami zostali oficerowie, którzy mieli za sobą służbę w Legionach Polskich i armii austriackiej. Już w dniu 2 listopada rozpoczęły się walki w mieście. W ich wyniku Polacy opanowali obszar miasta wyznaczony placówkami wzdłuż linii: Dworzec Główny, Dworzec Kleparowski, wzgórze na północ od ulicy Janowskiej, cmentarz Janowski, ulica Bema, Kordeckiego, Leszczczyńskiego, pl. Bilczewskiego, ul. Chrzanowskiego, część Dworca Czerniowieckiego.
Najcięższe walki toczono o Górę Stracenia, którą zdobył i dzielnie bro-nił oddział kpt. Romana Abrahama.

Na odsiecz Lwowa pośpieszyły oddziały polskie z Krakowa pod dowództwem mjr. Juliana Stachiewicza i ppłk. Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego. Wyzwolono Przemyśl, a ppłk Karaszewicz dotarł z wojskiem do oblężonego Lwowa 20 listopada. Dzień później rozpoczął się szturm oddziałów polskich na miasto. 22 listopada było ono wolne.

Los miasta wyzwolonego, ale okrążonego ciasnym pierścieniem oddziałów ukraińskich, ważył się na Persenkówce, zwanej „redutą śmierci” lub „polskimi Termopilami”. Odcinka tego bronił trzystuosobowy oddział pod dowództwem kpt. Abrahama. Ciężkie walki toczono, z małymi przerwami, od 26 grudnia 1918 do 1 stycznia 1919 roku. Walki o Lwów trwały do końca kwietnia. 1 maja przybył do Lwowa gen. Józef Haller i objął dowództwo wojsk polskich operujących od Dniestru do Karpat. Sztab gen. Hallera przygotował plan wyzwolenia Galicji Wschodniej. W maju odrzucono wojska ukraińskie spod Lwowa, a kolejna ofensywa wojsk polskich w lipcu doprowadziła do wyparcia Ukraińców za Zbrucz.

W walkach o Lwów zginęło 439 jego obrońców. Lwowska młodzież, nazwana „Orlętami”, złożyła ogromną daninę krwi, broniąc ukochanego miasta - co trzeci obrońca miasta nie ukończył 25 lat. Poległych pochowano w nekropolii zwanej Cmentarzem Orląt Lwowskich. 22 listopada 1920 roku Marszałek Józef Piłsudski odznaczył miasto orderem Virtuti Militari „za zasługi położone dla polskości tego grodu i jego przynależności do Polski”. Lwów stał się symbolem „zbiorowego obywatela-rycerza”, nieustraszonego obrońcy, zgodnie z dewizą herbu miasta: „Semper Fidelis” („Zawsze Wierny”). Budowa Cmentarza Orląt Lwowskich, według projektu studenta Politechniki Lwowskiej Rudolfa Indrucha, rozpoczęła się 26 czerwca 1922 roku od budowy kaplicy mszalnej. Napis na mogile Pięciu Nieznanych z Persenkówki brzmiał: „Nieznanym bohaterom poległym w obronie Lwowa i Ziem Południowo-Wschodnich”. Po II wojnie światowej władza radziecka rozpoczęła walkę z lwowskim Cmentarzem Orląt. Rozbijano nagrobki, pomniki i rzeźby, dewastowano miejsca pochówku polskich obrońców Lwowa. Przez wiele lat cmentarz popadał w ruinę. Dopiero w 1989 roku na mocy porozumień dotyczących Cmentarza üyczakowskiego (którego częścią jest Cmentarz Orląt) firma Energopol przystąpiła do porządkowania nekropolii. We wrześniu 1991 roku, miesiąc po ogłoszeniu suwerenności Ukrainy, przedstawiono polski projekt rekonstrukcji cmentarza. I znów przez kilka lat nic się nie działo.
W maju 1997 roku prezydenci Kwaśniewski i Kuczma podpisali w Kijowie deklarację o pojednaniu. Już w miesiąc po tym historycznym wydarzeniu na cmentarzu wstrzymano kolejny raz prace. Następnego roku w styczniu prezydenci Kuczma i Kwaśniewski złożyli kwiaty na symbolicznym grobie obok tablicy poświęconej Nieznanym Obrońcom Lwowa. Zapowiedziano porozumienie i kompromis. Niestety jesienią 1998 roku ponownie na cmentarzu wstrzymano prace. Cmentarz miał być uroczyście otwarty przez prezydentów Polski i Ukrainy w maju 2001 roku. Do uroczystości jednak nie doszło, gdyż część radnych Lwowa zakwestionowała napis: „Nieznanym żołnierzom polskim bohatersko poległym za Polskę w latach 1918-1920”. 19 maja 2005 roku Rada Miejska Lwowa zaakceptowała porozumienie z rządem RP w sprawie napisu na płycie Mogiły Pięciu z Persenkówki. Jego treść brzmi: „Tu leży polski żołnierz poległy za Ojczyznę”. Uroczyste otwarcie Cmentarza Orląt nastąpiło w dniu 24 czerwca br. z udziałem najwyższych władz państwowych
Rzeczypospolitej Polskiej.(jm)

Cmentarz Orląt Lwowskich / fot. © wikipedia

19 września minęła 70. rocznica zatrzymania rotmistrza Witolda Pileckiego. Dzień później w Instytucie Polskim w Rzymie odbyła się prezentacja włoskojęzycznej biografii Pileckiego pt. „Il volontario” (Ochotnik),  której autorem jest dziennikarz gazety "Il Tempo" Marco Patricelli.

Pilecki urodził się 13 maja 1901 roku w Ołońcu. W czasie wojny polsko-bolszewickiej służył w Wojsku Polskim i jako kawalerzysta brał udział w obronie Grodna. W 1920 r. wstąpił do 211 pułku ułanów i w jego szeregach walczył w bitwie warszawskiej, bitwie w Puszczy Rudnickiej i brał udział w wyzwoleniu Wilna.
W sierpniu 1939 został ponownie zmobilizowany. Walczył w kampanii wrześniowej jako dowódca plutonu w szwadronie kawalerii dywizyjnej 19 Dywizji Piechoty Armii "Prusy", a następnie w 41 Dywizji Piechoty na przedmościu rumuńskim.
Po zakończeniu kampanii wrześniowej przedostał się do Warszawy, gdzie został jednym z organizatorów powołanej 9 listopada 1939 konspiracyjnej organizacji Tajnej Armii Polskiej pod dowództwem mjra Jana Włodarkiewicza. Początkowo pełnił weń funkcję szefa sztabu, następnie inspektora głównego.
Był rok  1940, kiedy Pilecki przedstawił swoim przełożonym plan przedostania się do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, w celu zebrania od wewnątrz informacji wywiadowczych na temat jego funkcjonowania i zorganizowania ruchu oporu. W tym czasie niewiele było wiadomo o warunkach panujących w obozie. Nauczył się życiorysu nieujawnionego Niemcom polskiego żołnierza, by jako Tomasz Serafiński stworzyć dla gestapo powód do zesłania do obozu zagłady.
19 września podczas łapanki dał się schwytać podczas łapanki w kamienicy przy al. Wojska Polskiego 40. Do obozu trafił w nocy z 21 na 22 września wraz z tzw. drugim transportem warszawskim. Otrzymał numer 4859.

Auschwitz
Mimo nieludzkich warunków, chorób, Pilecki ps. Serafiński w zorganizowanej przez niego siatce nazwanej ZOW (Związek Organizacji Wojskowej) zbierał i przekazywał materiały wywiadowcze przez wypuszczanych na wolność więźniów. To on przygotował pierwszą tajną notę na temat ludobójstwa w Auschwitz.

ZOW
Siatka działała w systemie tzw. "piątek". Pierwsze górne "piątki" stanowiły najważniejsze ogniwo ZOW. Ich członkami mogli być jedynie ci więźniowie, których Pilecki darzył absolutnym zaufaniem. Nazwa "piątka" była umowna, ponieważ zdarzało się, że liczyła ona więcej członków niż pięciu. Każda taka grupa rozbudowywała swoją siatkę konspiracyjną nie wiedząc nic o istnieniu innych "piątek". Był to oryginalny pomysł Pileckiego.
W ostatnich miesiącach 1942 r. odrzucono system „piątkowy” organizując ZOW na wzór wojskowy z podziałem na bataliony, kompanie i plutony posiadające wyznaczone rejony działania – zastosowanie modelu struktury wojskowej miało na celu przygotowanie się do podjęcia bezpośrednich działań zbrojnych przeciwko załodze SS.
"Serafiński" nie ograniczał się tylko do działalności wywiadowczej i konspiracyjnej. Doprowadził do porozumienia organizacji politycznych działających w Auschwitz. Do symbolicznego spotkania doszło w Wigilię 1941 r. Uczestniczyli w nim m.in. działacz lewicowy, były poseł i więzień brzeski Stanisław Dubois oraz Jan Mosdorf, przywódca Obozu Radykalno-Narodowego.
Pilecki opracowywał pierwsze sprawozdania o ludobójstwie w Auschwitz przesyłane przez pralnicze komando do dowództwa w Warszawie i przez komórkę "Anna" w Szwecji dalej na Zachód. Meldunki o sytuacji w obozie przekazywane były także do głównej kwatery AK za pomocą uciekinierów z obozu.

Ucieczka
Wiosną 1943 r., Niemcy zaczęli rozpracowywać organizacje konspiracyjne w obozie i podjęto decyzję o wywiezieniu „starych” więźniów w głąb Rzeszy.
W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Pilecki zdołał zbiec wraz z dwoma współwięźniami. Wzdłuż toru kolejowego doszli do Soły, a następnie do Wisły, przez którą przepłynęli znalezioną łódką. U księdza w Alwerni dostali posiłek oraz przewodnika. Przez Tyniec, okolice Wieliczki i Puszczę Niepołomicką przedostali się do Bochni, skąd dotarli do Nowego Wiśnicza, gdzie Pilecki odnalazł prawdziwego Tomasza Serafińskiego.

Działalność wywiadowcza na rzecz II Korpusu
W latach 1944-45 Witold Pilecki był w niewoli niemieckiej w oflagu VII A w Murnau, następnie dołączył do II Korpusu Polskiego we Włoszech. W październiku 1945 roku, na osobisty rozkaz gen. Andersa, wrócił do Polski, by prowadzić działalność wywiadowczą na rzecz II Korpusu. Jesienią 1945 roku zorganizował siatkę wywiadowczą i rozpoczął zbieranie informacji wywiadowczych o sytuacji w Polsce, w tym o żołnierzach AK i II Korpusu więzionych w obozach NKWD i deportowanych do Rosji.
Prowadził również wywiad w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (MBP), MON i MSZ. Nie zareagował na rozkaz Andersa polecający mu opuszczenie Polski w związku z zagrożeniem aresztowania. Rozważał skorzystanie z amnestii w 1947 roku, ostatecznie postanowił się jednak nie ujawniać.

”Oświęcim to była igraszka”
Powiedział Pilecki podczas ostatniego widzenia z żoną w  warszawskim więzieniu mokotowskim, gdzie został osadzony 8 maja 1947 roku po aresztowaniu przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Został torturowany i oskarżony o działalność wywiadowczą na rzecz rządu RP na emigracji. 3 marca 1948 r. przed Rejonowym Sądem Wojskowym w Warszawie rozpoczął się proces tzw. grupy Witolda, gdzie Pilecki został oskarżony o: nielegalne przekroczenie granicy, posługiwanie się fałszywymi dokumentami, brak rejestracji w Rejonowej Komendzie Uzupełnień, nielegalne posiadanie broni palnej, prowadzenie działalności szpiegowskiej na rzecz Andersa oraz przygotowywanie zamachu na grupę dygnitarzy MBP.
Zarzut o przygotowywanie zamachu Pilecki stanowczo odrzucił, zaś działania wywiadowcze uznał za działalność informacyjną na rzecz II Korpusu, za którego oficera wciąż się uważał. Podczas procesu przyznał się do pozostałych zarzutów. Prokuratorem oskarżającym Pileckiego był mjr Czesław Łapiński, przewodniczącym składu sędziowskiego ppłk Jan Hryckowian (obaj byli dawnymi oficerami AK), sędzią kpt. Józef Brodecki. Skład sędziowski (jeden sędzia i jeden ławnik) był niezgodny z ówczesnym prawem.

Wyrok i śmierć
15 marca 1948 roku rotmistrz został skazany na karę śmierci poprzez strzał w tył głowy.. Wyrok wykonano 25 maja w więzieniu mokotowskim przy ul. Rakowieckiej.
Witold Pilecki pozostawił żonę, córkę i syna. Miejsce pochówku rotmistrza nigdy nie zostało ujawnione przez komunistyczne władze, prawdopodobnie zwłoki zakopano na wysypisku śmieci koło Cmentarza Powązkowskiego (tzw. kwatera Ł - łączka).

Rehabilitacja
Wszelkie informacje o dokonaniach i losie Pileckiego podlegały w PRL-u cenzurze. Dopiero Prokuratorzy z Naczelnej Prokuratury Wojskowej w 1990 r. podjęli rewizję procesu grupy rotmistrza Pileckiego. Pierwotnie wniosek przewidywał rehabilitację, jednak Tadeusz Płużański wywalczył anulowanie wyroków. Unieważnienie wyroku w sprawie Witolda Pileckiego nastąpiło 1 października 1990.

opr. Anna Malczewska

18 maja 1910 r. w Grodnie zmarła Eliza Orzeszkowa. Autorka wielu powieści, noweli i opowiadań. Pisarka pozytywistyczna, jedna z czołowych postaci polskiego realizmu.

Urodziła się w zamożnej ziemiańskiej rodzinie herbu Korwin, 6 czerwca 1841 roku w Miłkowszczyźnie koło Skidla, w ówczesnym powiecie grodzieńskim. Była młodszą córką adwokata Benedykta Pawłowskiego i jego drugiej żony Franciszki z Kamieńskich. Jej ojciec zgromadził w rodzinnym domu cenną galerię obrazów i bibliotekę liczącą kilka tysięcy tomów. Eliza bardzo szybko zaczęła przejawiać talent artystyczny. Pisała opowiadania i dużo czytała.

W 1852 roku jedenastoletnia Eliza w towarzystwie babci pojechała do Warszawy na pensję sióstr sakramentek. Jej najbliższą przyjaciółką została Maria Wasiłowska (później Konopnicka), która przyjechała do Warszawy w 1855 roku z siostrą Wandą. Przyjaźń ich scementowana dodatkowo wspólnymi zainteresowaniami literackimi, przetrwała całe życie. Maria, tak jak Eliza, bardzo lubiła czytać i deklamować poezję - szczególnie zakazane utwory Adama Mickiewicza. Talent Elizy i Marii docenił nauczyciel Ignacy Kowalewski. Powiedział, że są chlubą pensji. W maju 1857 roku Eliza zamieszkała w Grodnie. Chętnie uczestniczyła w balach. Na jednym z nich poznała Piotra Orzeszkę, dalekiego kuzyna jej ojczyma. Był od niej starszy o szesnaście lat. Dawniej lgnął do kobiet, koni i kart, ale teraz zapragnął ustatkowania. Kilka dni po balu swat przybył prosić o rękę młodej panny.

21 stycznia 1858, w wieku niespełna 17 lat, wyszła za mąż za wybranego jej przez despotyczną matkę ziemianina z powiatu kobryńskiego Piotra Orzeszkę i zamieszkała w jego majątku Ludwinowie. Pierwsze lata jej pobytu określała potem mianem „beztroskiego karnawałowania” a także swoim „uniwersytetem”. Po pewnym czasie wróciły jej pensjonarskie marzenia o uszczęśliwianiu wsi. Wraz z młodszym bratem męża, Florentym, założyła w Ludwinowie szkółkę wiejską. Jednocześnie narastały konflikty z mężem, który nie podzielał ich fascynacji wsią i wiejskim ludem. W roku 1862 Orzeszkowa przebywała dłuższy czas w Warszawie, gdzie pod wpływem patriotycznych kazań rabina Markusa Jastrowa podjęła hasło asymilacji Żydów. Wróciła do Ludwinowa i przebywała tam przez okres powstania 1863. Uczestniczyła w nim w zakresie służby pomocniczej na rzecz powstańców.

Najprawdopodobniej w początkach czerwca 1863 r. w Ludwinowie przebywał przez około dwa tygodnie Romuald Traugutt, którego później, w lipcu, Orzeszkowa we własnej karecie odwoziła do granic Królestwa.

Mąż Orzeszkowej nie brał czynnego udziału w powstaniu, ale tylko za jego zgodą i na jego odpowiedzialność Traugutt mógł przebywać w Ludwinowie. Zadenuncjowany przez służbę Orzeszko został aresztowany jesienią 1863 r., a w marcu 1865 zesłany na Sybir do guberni permskiej. Jego majątek skonfiskowano. Eliza, wbrew pierwotnym postanowieniom, nie pojechała za nim, tylko przeniosła się do Miłkowszczyzny. Po latach swoje ówczesne postępowanie uznała za poważny błąd etyczny, tym bardziej, że nie wróciła do męża także wtedy, kiedy po amnestii przyjechał do kraju i osiadł w Warszawie. Jeszcze podczas pobytu męża na zesłaniu wszczęła proces o unieważnienie małżeństwa, które uzyskała w 1869 r. Nie radząc sobie z zarządzaniem majątkiem ziemskim, zdecydowała się na sprzedaż Miłkowszczyzny, do czego doszło w 1870. Od roku 1869 zamieszkała w Grodnie.

W roku 1894 Eliza Orzeszkowa wyszła za mąż za wieloletniego przyjaciela, Stanisława Nahorskiego. Poświęcała wiele czasu na akcje filantropijne i społeczne. Korespondowała z wieloma wybitnymi osobistościami ówczesnego życia społecznego i literackiego, takimi jak Leopold Méyet oraz Zygmunt Miłkowski. Współpracowała z tygodnikiem Bluszcz.

19 listopada 1896 roku podczas hucznie obchodzonych jej imienin, mąż, mecenas Nahorski dostał paraliżu serca i zmarł. Był to dla Elizy ogromny cios.

W pierwszych latach swej twórczości literackiej Eliza Orzeszkowa była czynną propagatorką ideologii pozytywizmu. Znała dzieła współczesnych filozofów: Buckle’a. J.S. Milla, Spensera, Taine’a i Renana. Przeciwstawiała się romantyzmowi, głosiła ewolucjonizm i agnostycyzm, czasami skłaniała się wręcz ku ateizmowi i poglądom antyklerykalnym. Uważała, że literatura powinna służyć naprawie społeczeństwa, a prawdopodobieństwo życiowe jest w utworach o wiele ważniejsze od fantazji i oryginalności. Bardzo żywo zajmowała ją zwłaszcza kwestia emancypacji kobiet. Poruszała ją zarówno w opowiadaniach, nowelach i powieściach tendencyjnych (Marta), jak i w tekstach publicystycznych („Kilka słów o kobietach”, 1870).

W okresie od końca lat 70. do lat 90. XIX wieku powstały najbardziej znane i najlepsze powieści Elizy Orzeszkowej. Rozczarowanie hasłami pozytywizmu skłoniło ją do porzucenia prostej twórczości tendencyjnej. W powieściach pojawiają się urozmaiceni i pogłębieni bohaterowie, nieraz pochodzący z najniższych sfer społecznych. Język utworów staje się żywszy i bogatszy (np. Eliza Orzeszkowa wprowadza w dialogach gwarę). Tematyka powieści i noweli jest bardzo różnorodna: pojawiają się w nich obrazy z życia wsi i miasta, z czasów współczesnych i ze starożytności; autorka podejmuje próby rozliczenia z przeszłością (powstanie styczniowe) i porusza ważne współczesne kwestie społeczne (np. życie na wsi, położenie chłopów, sytuacja Żydów - „Meir Ezofowicz”). Wiele utworów przedstawia „w przekroju” problemy i konflikty społeczne i narodowe („Nad Niemnem”).

W ostatnim okresie twórczości Eliza Orzeszkowa zwróciła się ku zainteresowaniu psychologią, kwestiami etycznymi i religijnymi. Odeszła od ateizmu i antyklerykalizmu. W utworach koncentrowała się na życiu wewnętrznym bohaterów, nieustannie powracała też do rozliczeń z powstaniem styczniowym. Zwracała uwagę na problem emigracji z Polski ludzi młodych i uzdolnionych. Jej utwory z tego okresu charakteryzuje pełen liryzmu styl, niektóre są pisane prozą poetycką.

Eliza Orzeszkowa pozostawiła również kilka utworów autobiograficznych oraz obfitą korespondencję z polskimi i zagranicznymi pisarzami, działaczami i uczonymi.

W 1904 roku nazwisko Elizy Orzeszkowej pojawiło się wśród kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla. Jej kandydaturę zgłosił Aleksander Brueckner, ówczesny profesor uniwersytetu berlińskiego. Kandydatura uzyskała natychmiastowe poparcie Alfreda Jensena, który w opracowaniu na temat twórczości artystki stawiał ją nawet pod niektórymi względami wyżej od Henryka Sienkiewicza.

Wkrótce wszyscy członkowie Komitetu Noblowskiego po przeczytaniu dostarczonych książek i nowel Orzeszkowej zgodnie wyrazili opinię, iż wyróżnienie należy się jej w równym stopniu, co autorowi „Quo vadis”. Część członków komitetu wysunęła wniosek o przyznaniu nagrody Henrykowi Sienkiewiczowi, mniejsza grupa zaproponowała podział nagrody. Argumentowali to tym, że pisarz jest i tak w Polsce bardziej znany i popularny, natomiast wyróżnienie wraz z nim równej mu poziomem artystki spowoduje zasłużony wzrost jej popularności.

Niestety argumentacja mniejszości nie przekonała przeciwników, którzy wspólnie twierdzili, że podziały nagród są niezgodne z intencją fundatora. Nagroda trafiła więc tylko w ręce Sienkiewicza. Pomyślniejsze perspektywy zarysowały się dla Orzeszkowej już w roku 1909, jednak Szwedzi domagali się nagrody dla swej rodaczki, Selmy Lagerlöf, która zdobyła to wyróżnienie.

Po ciężkiej chorobie serca Eliza Orzeszkowa zmarła i została pochowana w Grodnie, 23 maja 1910 r. Nabożeństwo żałobne, w czasie którego przyjaciel i spowiednik Orzeszkowej, ksiądz Stanisław Miłkowski, w farze grodzieńskiej wygłosił okolicznościowe przemówienie. Jeden z żałobnych mówców, Józef Kotarbiński, podsumowując życie, działalność społeczną i literacką wielkiej pisarki użył nad trumną znamiennych słów: „Ona była żywą mądrością i czującym sercem całej epoki...”
opr. Alicja Rosłon

Źródła:
Ernest Kacperski-Eliza Orzeszkowa
Agnieszka Szurek-Eliza Orzeszkowa-biografia
Wikipedia-Eliza Orzeszkowa