Magazyn - Nasz Swiat
30
Wt, maj

Każdego roku 21 stycznia nasze babcie, a dzień później i dziadkowie obsypywani są różnego rodzaju podarunkami, najczęściej wykonanymi małymi rączkami wnucząt.

Powodów do podziękowania naszym Dziadkom jest mnóstwo, wystarczy wspomnieć o ich trosce i opiece nad nami, opowiadaniu o dziejach rodziny, przekazywaniu tradycji i wpajaniu zasad moralnych. Dziadkowie są dla nas przykładem obowiązkowości, pracowitości, a w wielu przypadkach patriotyzmu.
Pomysł powstania święta w Polsce pojawił się w tygodniku "Kobieta i Życie" w 1964 roku. Już rok później święto to zaczął popularyzować "Express Poznański".

21 stycznia 1965 roku na deskach poznańskiego Domu Kultury MO mieszczącego się przy ul. Grunwaldzkiej, występowała wspaniała artystka światowej sławy Mieczysława Ćwiklińska. Pani Mieczysława odgrywała rolę babci w sztuce zatytułowanej Drzewa umierają stojąc. W czasie przedstawienia wśród zgromadzonych gości, nie zabrakło także dziennikarzy z Express-u Poznańskiego. Dział kultury tego czasopisma postanowił uczcić szanowną Jubilatkę.

- Grała (Mieczysława Ćwiklińska przyp. red.) w sztuce Casony „Drzewa umierają stojąc” rolę Babci. Zamówiliśmy więc w cukierni „Merkurego” wielki tort z napisem „Dla babci”. Po pierwszym akcie wręczyłem jej kwiaty i ten tort, wmawiając, że my w Poznaniu obchodzimy 21 stycznia Dzień Babci. Oczywiście, nazajutrz ukazał się duży artykuł o tym wydarzeniu...  – wspomina  Ryszard Danecki, ówczesny kierownik działu kultury „Expressu Poznańskiego” w jednym z artykułów z okazji święta babci.

Wydarzenie to spotkało się z pozytywnymi uwagami i opiniami. Kilka dni później, w czasie tradycyjnych spotkań kierownictw dzienników lokalnych, przedstawiciel Expressu Poznańskiego opowiedział o przebiegu całej akcji. Posłużył się przy tym nazwą Dzień Babci. W ten właśnie sposób, obchody  tego nieoficjalnego Święta – Święta Babci przyjęły się w całej Polsce.

- Warszawski „Express Wieczorny” podchwycił ten pomysł i w roku następnym 21 stycznia też ogłosił Dniem Babci. I tak zaczęło się w całej Polsce. Do dziś wielu przypisuje autorstwo święta centralnej gazecie, tymczasem „Express Poznański” był pierwszy. Na prośbę naszej redakcji cukiernia „Merkurego” co roku piekła coraz popularniejsze torciki, dedykowane babciom. Aby popularyzować ten dzień, na początku w kartonach dokładaliśmy losy loterii z dodatkowymi nagrodami – niespodziankami. – dodaje Danecki.

22 stycznia obchodzimy w Polsce Dzień Dziadka, nieoficjalne święto mające na celu uhonorowanie wszystkich dziadków.

We Włoszech zaczęto obchodzić Dzień Dzadków dopiero od 2005 roku i przyjęto za oficjalną datę 2 października, święto Aniołów Stróżów. Patronat honorowy sprawuje tutaj zawsze prezydent kraju. Od 2006 roku piosenka Igora Nogarotto i Gregorio Michienzi “Ninna Nonna” uznana została za oficjalną piosenkę z okazji Dnia Dzadków "Canzone Italiana dei Nonni".

Nie wszyscy wiedzą o tym, że również Papież Jan Paweł II zawsze podkreślał, jak ważną rolę w życiu odgrywają osoby starsze. W latach 90-tych XX w. zaproponował, aby 26 lipca uczynić Dniem Dziadków. Wybierając datę kierował się tym, że wtedy Kościół Katolicki obchodzi dzień świętych Anny i Joachima - rodziców Marii i dziadków Jezusa.

Święto to obchodzone jest na całym świecie w różnych dniach: Hiszpanie oraz Brazylijczycy świętują 26 lipca, Francuzi w każdą pierwszą niedzielę marca, w USA i Kanadzie jest to pierwszy poniedziałek września każdego roku. Tylko Bułgarzy obchodzą Dzień Babci także 21 stycznia tak jak i my. W Wielkiej Brytanii Dzień Dziadków obchodzony jest 11 lutego i nazywa się go „Grandmother Achievement Day.
Japończycy są narodem, który starsze osoby darzy wielkim szacunkiem. Święto Babć i Dziadków celebrują wszystkie starsze osoby. W 1966 r., aby podkreślić wartość długiego życia, ustanowiono 15 września „Dniem Szacunku dla Wieku". W języku narodowym nazywa się go „Keiro no Hi".

Co ciekawe, na Okinawie dzień ten trwa tam cały rok. Starsi ludzie są obdarzani tam powszechnym i głębokim szacunkiem a dla młodych są autorytetami odnośnie życia i moralności. Starość, wbrew temu, co pokazuje moda mówiąca, że królować powinno piękno i młodość, jest powodem do dumy i ludzie nie ukrywają wieku.

opr. Anna Malczewska

" />

embed video plugin powered by Union Development

Choinka nie od zawsze była symbolem świąt Bożego Narodzenia. Pierwotnie związana była z przedchrześcijańską tradycją ludową i kultem wiecznie zielonego drzewka. Podobno, w starożytnym Rzymie dekorowano drzewka metalowymi elementami z okazji święta Saturna.

W wielu kulturach drzewo, zwłaszcza iglaste, jest uważane za symbol życia i odradzania się, trwania i płodności. Jako drzewko bożonarodzeniowe, pojawiło się w XVI wieku, lecz prawdopodobnie już wcześniej występowało jako rajskie "drzewo dobrego i złego" w misteriach o Adamie i Ewie, wystawianych w wigilię Bożego Narodzenia.

Tradycja choinek narodziła się w Alzacji, gdzie wstawiano drzewka i ubierano je ozdobami z papieru i jabłkami (nawiązanie do rajskiego drzewa). Wielkim zwolennikiem tego zwyczaju był Marcin Luter, który zalecał spędzanie świąt w domowym zaciszu. Choinki więc szybko stały się popularne w protestanckich Niemczech.

Nieco później obyczaj ten przejął Kościół katolicki, rozpowszechniając go w krajach Europy Północnej i Środkowej.

W XIX wieku choinka zawitała w Anglii i Francji, a potem do krajów Europy Południowej. Od tej pory jest najbardziej rozpoznawanym symbolem świąt Bożego Narodzenia.

Był jednym z ważniejszych dowódców alianckich kampanii podczas II wojny światowej, ale po jej zakończeniu, jedyne co zaoferowali mu alianci, to praca barmana w jednym ze szkockich hoteli...

Na szlaku bojowym generała Stanisława Maczka stoi w Europie Zachodniej ponad 300 pomników. Ten, który wzniesiono w Warszawie, powstał dzięki jego żołnierzom i mieszkańcom 44 miast na zwycięskim szlaku bojowym, od Edynburga do Wilhelmshaven. Władze niepodległej Rzeczypospolitej nie dały na ten pomnik nawet złotówki.

***
Urodził się w 1892 roku na Kresach. Ukończył Wydział Filozofii Filologii Polskiej na Uniwersytecie Lwowskim. Jako student odbył przeszkolenie w Związku Strzeleckim. Podczas I wojny światowej został wcielony do armii austriackiej, służąc w pułku tyrolskim na froncie włoskim. W swoim batalionie, był jedynym oficerem Polakiem. W 1918 roku, wstąpił do tworzącego się Wojska Polskiego, a następnie wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej. W okresie międzywojennym, dowodził batalionem piechoty w 26 pp we Lwowie, później odbył studia w Wyższej Szkole Wojennej, po których został zastępcą dowódcy 76 pp. Przez następne pięć lat dowodził 81. Pułkiem Strzelców Grodzieńskich.

Na rok przed wybuchem II wojny światowej był już pułkownikiem i dowódcą 10. Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej, z którą związał się na całe życie. To była pierwsza jednostka tworzących się nowych sił pancernych Wojska Polskiego. Brygada Maczka szybko stała się chlubą całej armii polskiej. W 1939 roku, 10. jednostka wzięła udział w walkach z przeważającymi siłami wroga na południu Polski, stawiając czoło całemu XXIII Korpusowi Pancernemu nieprzyjaciela. Po ataku wojsk sowieckich na Polskę przekroczyła granicę węgierską, nie dając się pobić wojskom hitlerowskim. Wkrótce potem pułkownik Maczek zameldował się u generała Władysława Sikorskiego w Paryżu, który powierzył mu dowództwo 1. Polskiej Dywizji Piechoty, awansując do stopnia generała za zasługi w kampanii wrześniowej.

We Francji odtworzył swoją brygadę, która teraz nazywała się 10. Brigade Motorisée Polonaise. Bronił Francji przed Niemcami, choć Francuzi twierdzili, że poradzą sobie bez Polaków. Przypomnieli sobie o nich, kiedy padła Linia Maginota. Pod Montbard, w nocy z 16 na 17 czerwca, dywizja otoczona przez niemieckie jednostki pancerne, pozbawiona artylerii polowej, zaskoczyła Niemców zdobywając miasto. Po kapitulacji Francji ukrywał się wraz z wieloma żołnierzami w Marsylii. Z Europy, w przebraniu Araba, przedostał się do Maroka, a stamtąd do Wielkiej Brytanii, gdzie został dowódcą 10. Brygady Kawalerii Pancernej. Za zasługi bojowe we Francji gen. Władysław Sikorski, w owym czasie Wódz Naczelny, odznaczył go Krzyżem Virtuti Militari IV klasy. W 1942 roku brygada przekształciła się w 1. Dywizję Pancerną. Jednostka od samego początku wzięła udział w inwazji w Normandii. Trafiła tam już 1 sierpnia 1944 roku. Maczek i jego dywizja szybko stali się sławni dzięki działaniom pod Falaise, kiedy to odcięli Niemcom drogę ucieczki na wschód. Dywizja wzięła do niewoli 5113 jeńców, zniszczyła 55 czołgów, 44 działa polowe, 38 samochodów pancernych i 207 pojazdów mechanicznych. Wśród zniszczonych niemieckich dywizji była również  2. Panzer Division, ta z którą Maczek bił się w Polsce podczas kampanii wrześniowej. Za manewr pod Falaise pochwalił generała sam marszałek Montgomery. Dywizja Pancerna nadal prowadziła działania na kierunku belgijskim, zdobywając liczne miasta: Ypres, Passchendale, Roulers, Thielt.

Kolejnym ważnym etapem na szlaku bojowym była Breda w Holandii. To tutaj generał Maczek, który zawsze bardzo oszczędzał swoich żołnierzy, poniósł dotkliwe straty. Właśnie dlatego uważał Bredę za swoje szczytowe osiągnięcie strategiczne z jednej strony, a z drugiej za symbol wiecznego rozstania z wieloma towarzyszami broni. Później poprosił, by pochowano go na polskim cmentarzu w Bredzie. Wyzwalał miasta starając się ich nie niszczyć, za co zdobył sobie wdzięczność i uznanie setek tysięcy ludzi.

Ostatni etap kampanii to niemieckie Wilhelmshaven, gdzie poddały się generałowi dowództwa twierdzy i bazy Kriegsmarine, floty „Ostfrisland”, 10 dywizji piechoty oraz 8 pułków piechoty i artylerii. Liczebnie: 2 admirałów, 1 generał, 1900 oficerów i 32 tysięcy szeregowych. Zdobycz Polaków objęła: 3 krążowniki, 18 U-Bootów, 205 mniejszych okrętów wojennych i pomocniczych, 94 działa forteczne, 159 dział polowych, 560 ckm-ów, 370 lkm-ów, 40 tysięcy karabinów, 280 tysięcy pocisków artyleryjskich, 64 miliony sztuk amunicji do broni ręcznej, 23 tysięcy granatów ręcznych i liczne składy torped i min oraz zmagazynowane zapasy żywności na trzy miesiące dla 500 tysięcy żołnierzy.

1. Dywizja Pancerna straciła prawie 5000 żołnierzy (połowę stanu osobowego). Liczba zabitych i wziętych do niewoli Niemców była czterokrotnie wyższa (około 20 tysięcy). Podobnie jak generałowi Andersowi, tak i generałowi Maczkowi zarzucano, że nie oszczędzał życia swoich żołnierzy. Straty w dywizji gen. Maczka były jednak nie większe, niż w innych dywizjach alianckich. Choć bardzo chciał zobaczyć swoją ukochaną ojczyznę, to nigdy do niej nie wrócił. Miał świadomość, co grozi mu z rąk komunistów. Kiedy w odpowiedzi na jego decyzję pozbawiono go obywatelstwa polskiego, postanowił sobie, że nigdy do Polski nie wróci. Osiadł na stałe w Szkocji, w Edynburgu, pozbawiony jakichkolwiek świadczeń. Będąc już w podeszłym wieku musiał pracować na utrzymanie rodziny. Pracował jako barman w hotelu „Learmouth” w Edynburgu. Ale nie czuł się upokorzony. Znosił to z godnością, a nawet z humorem. Kiedy odwiedzali go jego żołnierze, na przywitanie strzelali obcasami.

Do końca życia chodził w skórzanej kurtce, którą nosił w czasie inwazji. W 80-lecie jego urodzin złożył mu wizytę holenderski książę Bernard, przywożąc ze sobą Brabancką Orkiestrę Symfoniczną. Wcześniej generał Maczek został odznaczony wysokim orderem DSO (Distinguished Service Order) i Orderem Łaźni przez Brytyjczyków oraz Komandorią Legii Honorowej przez Francuzów. Rzeczpospolita Polska była jak zwykle ostatnia: dopiero w 100. rocznicę urodzin minister Szeremietiew zawiózł generałowi Order Orła Białego. Po przeniesieniu jego grobu z Edynburga do Bredy, Holendrzy urządzili mu wspaniały pogrzeb. Wtedy w Polsce przypomniano sobie jeszcze raz o generale: przysłano Orkiestrę Reprezentacyjną Wojska Polskiego. Zmarł w Edynburgu w 1994 roku, żył 102 lata. (C.Z.)

www.thepolishobserver.co.uk

Szlak bursztynowy była to droga handlowa, łącząca kiedyś kraje śródziemnomorskie, w tym starożytny Rzym z Bałtykiem. Bałtycki bursztyn znany był italskim Etruskom już w początkach ostatniego tysiąclecia p.n.e., ale handel tym „złotem północy” na dużą skalę rozwinęli Celtowie w ostatnich wiekach p.n.e. i w początkach n.e., otwierając szlaki bursztynowe Rzymianom. Od I do III w. n.e. stanowił symbol rozwijającej się potęgi i wpływów Cesarstwa Rzymskiego.

Główny szlak bursztynowy, którym kupcy rzymscy podążali po bursztyn, łączył basen Morza Śródziemnego z wybrzeżami Bałtyku i odgrywał decydującą rolę w kontaktach handlowych. Decydował również o rozwoju położonych przy nim miejscowości. Dzięki niemu Rzymianie mogli wpływać pośrednio na wewnętrzną politykę ludów północnoeuropejskich. Bursztyn już u schyłku neolitu był cennym przedmiotem wymiany. Nazywano go ”złotem północy”, ”złotem słowiańskim” lub ”złotem Bałtyku” i wszechstronnie wykorzystywano w lecznictwie, zdobnictwie i magii. Interesowali się nim także starożytni pisarze i uczeni (m.in. Homer, Sofokles, Platon, Pliniusz Starszy).

Czytaj dalej>>

Obrączka stanowi tak oczywisty element codzienności, iż mało kto zastanawia się w ogóle skąd pochodzi osobliwa i trwała tradycja sygnalizowania romantycznego związku za pomocą biżuterii.
 

Obrączka z Bizancjum Źródło: commons.wikimedia.org Autor: JastrowSezon weselny nadal trwa a wraz z nim zapewne, wzmożona sprzedaż drogocennych pierścionków, mających przypieczętować połączenie się losów dwojga ludzi. Jak jednak przebiegała ewolucja powszechnego nadal zwyczaju i jakie tak naprawdę miał on znaczenie u swojego zarania?

Egipt kolebką obrączki?

Najwcześniejsze doniesienia o miłosnej biżuterii pochodzą właśnie z Afryki Północnej. Co ciekawe pierwsze obrączki wytwarzane były nie z wartościowych kruszców a z trzciny i tataraku. Metafizyczna symbolika okręgu prezentującego trwałość oraz nieskończoność mocno kontrastowała z wytrzymałością wykonanej w ten sposób ozdoby. Przeciętna żywotność roślinnych pierścionków wynosiła bowiem około roku, po czym następowało brutalne zetknięcie z rzeczywistością a metaforyczna nieprzemijalność poddawała się uszkodzeniom, wynikłym z codziennego użytkowania. Niemniej jednak pragnienie zaklęcia miłości i nadania jej głębokiego wymiaru nieprzemijalności sprawiło, że okrągły pierścień stawał się co raz powszechniej kojarzony z tym szlachetnym uczuciem. Pusta przestrzeń wewnątrz okręgu miała zaś wyobrażać niemal mistyczne przejście, bramę ku nowemu i nieznanemu, a przecież dzielenie losu z drugą istotą należy do fenomenów tak naprawdę, do dziś niezbadanych. Skoro tak wiele znaczeń chciano umieścić w małym krążku, należało również znaleźć nieco bardziej godne swej roli tworzywo. Stąd późniejsze obrączki wykonywano ze skóry albo kości słoniowej, by uniknąć przedwczesnych zniszczeń. Jako że obróbka metalu nie została jeszcze opanowana do perfekcji a pozyskane w ten sposób pierścienie nie posiadały wystarczających walorów estetycznych, ozdabiano je kamieniami szlachetnymi i półszlachetnymi, by wyglądały okazalej i lepiej nadawały się na ślubny prezent dla wybranki serca.
 

Najmodniejsze trendy na przestrzeni wieków

Zwyczaj nakładania obrączki przez zarówno mężczyznę jak i kobietę jest stosunkowo świeży i narodził się po wybuchu I wojny światowej. Wyjeżdżający na front młodzieńcy chcieli mieć przy sobie element przypominający im o pozostawionych w kraju rodzinach a niewielki krążek nadawał się idealnie do tego celu. Wcześniej jednak obrączkę ofiarowywał swej ukochanej, jej przyszły małżonek. Pierścionki zaręczynowe gwarantowały kobiecie namacalny dowód obietnicy zamążpójścia a zatem i przewagę nad potencjalnymi konkurentkami. W starożytnym Rzymie jeśli kobieta otrzymywała złoty lub srebrny pierścień (w owych czasach dominowała biżuteria żelazna) oznaczało to, że mężczyzna okazuje swoje zaufanie względem partnerki, gdyż powierza jej część majątku.
Kiedy powszechnym środkiem płatniczym stały się monety (zanim do tego doszło jedną z form zapłaty były także złote pierścienie) złoto upowszechniło się jako kruszec służący do wyrobu obrączek. W Europie ponownie zaczęto przyozdabiać je drogocennymi kamieniami, takimi jak rubiny (ich czerwień kojarzyła się z barwą serca), szafiry oraz diamenty ( popularne w XV-wiecznych Włoszech jako symbol zgody małżeńskiej, ale też władzy mężczyzny).
W barokowej Francji i Anglii popularność zyskało zaś srebro, ale wymagało ono przecież typowego dla epoki, wyrafinowanego akcentu. Stały się nim, widoczne na wewnętrznej stronie pierścionka, grawery wersetów poezji. Używano m.in. fraz związanych z nadzieją i wiarą.
Z kolei w Irlandii nie uznawano obrączek innych niż złote, gdyż taka, mniej wartościowa ozdoba ślubna, nie dość, że przynosi pecha to może nawet stanowić podstawę do nieuznania ważności zawartego małżeństwa. Ciekawe jak dawni Irlandczycy rozpatrzyli by przypadek współczesnej Grecji, gdzie aby podkreślić władzę mężczyzny w związku, kobieta nadal otrzymuje pierścień ze srebra a jej małżonek ze złota.
 

Przesądy i zwyczaje

Jako ważny element ceremonii zaślubin, obrączka stała się generatorem różnych zabobonów, mówiących o tym, jak się z nią obchodzić by uniknąć nieprzyjemności oraz rozczarowań w przyszłym związku. Jednym z takich przesądów jest ten nakazujący bardzo uważne dobranie rozmiaru obrączki do palców wybranki. Za ciasna bowiem to zwiastun toksycznej zazdrości oraz niezdrowej dominacji partnera. Za luźna jednak grozi niebezpieczeństwem łatwego rozpadu małżeństwa przez lekkomyślność. Dziś kwestię wielkości pierścionka można bardzo łatwo rozwiązać poprzez wspólną wyprawę do jubilera, jednak w dawnych czasach przyszłą pannę młodą obowiązywał zakaz oglądania obrączki przed ślubem, zatem mężczyźni zmuszani byli do większej kreatywności.
 

Na której dłoni, na którym palcu?

Na świecie, w zależności od kraju obowiązują różne zasady co do noszenia obrączki. Począwszy od starożytnego Rzymu pierścień ów nakładano na serdeczny palec lewej ręki, gdyż jak wierzono, stamtąd biegnie żyła prowadząca wprost do serca. Dziś zwyczaj posiadania obrączki na lewej dłoni obowiązuje np. w Stanach Zjednoczonych. W Polsce zaś obrączkę nosi się na prawej dłoni a znajdująca się na lewej oznacza, że mamy do czynienia z wdową lub wdowcem.
 

Czy nadal wieczna?

Mimo swojej naznaczonej symboliką historii, współcześnie nie przywiązuje się już chyba tak dużej wagi do funkcji obrączki. Realia wolności często popychają do sceptycyzmu względem istnienia miłości nieskończonej a silna nowoczesna kobieta nie potrzebuje już protekcji, jaką niegdyś oferował jej metaliczny krążek na palcu. Można tutaj zapytać o magię symbolu, o to, czy wraz z powszechną dewaluacją wszelakich ideologii, znaczenia metaforycznych obiektów również tracą na swojej sile i wcale już nie chronią przed opuszczeniem oraz samotnością. W czasach nietrwałości, kiedy każdy układ jesteśmy w stanie rozwiązać, los wydaje się natrząsać z naiwności okręgu. Choć fakt, że nadal się go używa daje nadzieję na to, że koncepcja nieskończonego uczucia jeszcze się nie wypaliła.

Aleksandra Klasa