Magazyn - Nasz Swiat
30
Wt, maj

Był jednym z ważniejszych dowódców alianckich kampanii podczas II wojny światowej, ale po jej zakończeniu, jedyne co zaoferowali mu alianci, to praca barmana w jednym ze szkockich hoteli...

Na szlaku bojowym generała Stanisława Maczka stoi w Europie Zachodniej ponad 300 pomników. Ten, który wzniesiono w Warszawie, powstał dzięki jego żołnierzom i mieszkańcom 44 miast na zwycięskim szlaku bojowym, od Edynburga do Wilhelmshaven. Władze niepodległej Rzeczypospolitej nie dały na ten pomnik nawet złotówki.

***
Urodził się w 1892 roku na Kresach. Ukończył Wydział Filozofii Filologii Polskiej na Uniwersytecie Lwowskim. Jako student odbył przeszkolenie w Związku Strzeleckim. Podczas I wojny światowej został wcielony do armii austriackiej, służąc w pułku tyrolskim na froncie włoskim. W swoim batalionie, był jedynym oficerem Polakiem. W 1918 roku, wstąpił do tworzącego się Wojska Polskiego, a następnie wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej. W okresie międzywojennym, dowodził batalionem piechoty w 26 pp we Lwowie, później odbył studia w Wyższej Szkole Wojennej, po których został zastępcą dowódcy 76 pp. Przez następne pięć lat dowodził 81. Pułkiem Strzelców Grodzieńskich.

Na rok przed wybuchem II wojny światowej był już pułkownikiem i dowódcą 10. Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej, z którą związał się na całe życie. To była pierwsza jednostka tworzących się nowych sił pancernych Wojska Polskiego. Brygada Maczka szybko stała się chlubą całej armii polskiej. W 1939 roku, 10. jednostka wzięła udział w walkach z przeważającymi siłami wroga na południu Polski, stawiając czoło całemu XXIII Korpusowi Pancernemu nieprzyjaciela. Po ataku wojsk sowieckich na Polskę przekroczyła granicę węgierską, nie dając się pobić wojskom hitlerowskim. Wkrótce potem pułkownik Maczek zameldował się u generała Władysława Sikorskiego w Paryżu, który powierzył mu dowództwo 1. Polskiej Dywizji Piechoty, awansując do stopnia generała za zasługi w kampanii wrześniowej.

We Francji odtworzył swoją brygadę, która teraz nazywała się 10. Brigade Motorisée Polonaise. Bronił Francji przed Niemcami, choć Francuzi twierdzili, że poradzą sobie bez Polaków. Przypomnieli sobie o nich, kiedy padła Linia Maginota. Pod Montbard, w nocy z 16 na 17 czerwca, dywizja otoczona przez niemieckie jednostki pancerne, pozbawiona artylerii polowej, zaskoczyła Niemców zdobywając miasto. Po kapitulacji Francji ukrywał się wraz z wieloma żołnierzami w Marsylii. Z Europy, w przebraniu Araba, przedostał się do Maroka, a stamtąd do Wielkiej Brytanii, gdzie został dowódcą 10. Brygady Kawalerii Pancernej. Za zasługi bojowe we Francji gen. Władysław Sikorski, w owym czasie Wódz Naczelny, odznaczył go Krzyżem Virtuti Militari IV klasy. W 1942 roku brygada przekształciła się w 1. Dywizję Pancerną. Jednostka od samego początku wzięła udział w inwazji w Normandii. Trafiła tam już 1 sierpnia 1944 roku. Maczek i jego dywizja szybko stali się sławni dzięki działaniom pod Falaise, kiedy to odcięli Niemcom drogę ucieczki na wschód. Dywizja wzięła do niewoli 5113 jeńców, zniszczyła 55 czołgów, 44 działa polowe, 38 samochodów pancernych i 207 pojazdów mechanicznych. Wśród zniszczonych niemieckich dywizji była również  2. Panzer Division, ta z którą Maczek bił się w Polsce podczas kampanii wrześniowej. Za manewr pod Falaise pochwalił generała sam marszałek Montgomery. Dywizja Pancerna nadal prowadziła działania na kierunku belgijskim, zdobywając liczne miasta: Ypres, Passchendale, Roulers, Thielt.

Kolejnym ważnym etapem na szlaku bojowym była Breda w Holandii. To tutaj generał Maczek, który zawsze bardzo oszczędzał swoich żołnierzy, poniósł dotkliwe straty. Właśnie dlatego uważał Bredę za swoje szczytowe osiągnięcie strategiczne z jednej strony, a z drugiej za symbol wiecznego rozstania z wieloma towarzyszami broni. Później poprosił, by pochowano go na polskim cmentarzu w Bredzie. Wyzwalał miasta starając się ich nie niszczyć, za co zdobył sobie wdzięczność i uznanie setek tysięcy ludzi.

Ostatni etap kampanii to niemieckie Wilhelmshaven, gdzie poddały się generałowi dowództwa twierdzy i bazy Kriegsmarine, floty „Ostfrisland”, 10 dywizji piechoty oraz 8 pułków piechoty i artylerii. Liczebnie: 2 admirałów, 1 generał, 1900 oficerów i 32 tysięcy szeregowych. Zdobycz Polaków objęła: 3 krążowniki, 18 U-Bootów, 205 mniejszych okrętów wojennych i pomocniczych, 94 działa forteczne, 159 dział polowych, 560 ckm-ów, 370 lkm-ów, 40 tysięcy karabinów, 280 tysięcy pocisków artyleryjskich, 64 miliony sztuk amunicji do broni ręcznej, 23 tysięcy granatów ręcznych i liczne składy torped i min oraz zmagazynowane zapasy żywności na trzy miesiące dla 500 tysięcy żołnierzy.

1. Dywizja Pancerna straciła prawie 5000 żołnierzy (połowę stanu osobowego). Liczba zabitych i wziętych do niewoli Niemców była czterokrotnie wyższa (około 20 tysięcy). Podobnie jak generałowi Andersowi, tak i generałowi Maczkowi zarzucano, że nie oszczędzał życia swoich żołnierzy. Straty w dywizji gen. Maczka były jednak nie większe, niż w innych dywizjach alianckich. Choć bardzo chciał zobaczyć swoją ukochaną ojczyznę, to nigdy do niej nie wrócił. Miał świadomość, co grozi mu z rąk komunistów. Kiedy w odpowiedzi na jego decyzję pozbawiono go obywatelstwa polskiego, postanowił sobie, że nigdy do Polski nie wróci. Osiadł na stałe w Szkocji, w Edynburgu, pozbawiony jakichkolwiek świadczeń. Będąc już w podeszłym wieku musiał pracować na utrzymanie rodziny. Pracował jako barman w hotelu „Learmouth” w Edynburgu. Ale nie czuł się upokorzony. Znosił to z godnością, a nawet z humorem. Kiedy odwiedzali go jego żołnierze, na przywitanie strzelali obcasami.

Do końca życia chodził w skórzanej kurtce, którą nosił w czasie inwazji. W 80-lecie jego urodzin złożył mu wizytę holenderski książę Bernard, przywożąc ze sobą Brabancką Orkiestrę Symfoniczną. Wcześniej generał Maczek został odznaczony wysokim orderem DSO (Distinguished Service Order) i Orderem Łaźni przez Brytyjczyków oraz Komandorią Legii Honorowej przez Francuzów. Rzeczpospolita Polska była jak zwykle ostatnia: dopiero w 100. rocznicę urodzin minister Szeremietiew zawiózł generałowi Order Orła Białego. Po przeniesieniu jego grobu z Edynburga do Bredy, Holendrzy urządzili mu wspaniały pogrzeb. Wtedy w Polsce przypomniano sobie jeszcze raz o generale: przysłano Orkiestrę Reprezentacyjną Wojska Polskiego. Zmarł w Edynburgu w 1994 roku, żył 102 lata. (C.Z.)

www.thepolishobserver.co.uk

Szlak bursztynowy była to droga handlowa, łącząca kiedyś kraje śródziemnomorskie, w tym starożytny Rzym z Bałtykiem. Bałtycki bursztyn znany był italskim Etruskom już w początkach ostatniego tysiąclecia p.n.e., ale handel tym „złotem północy” na dużą skalę rozwinęli Celtowie w ostatnich wiekach p.n.e. i w początkach n.e., otwierając szlaki bursztynowe Rzymianom. Od I do III w. n.e. stanowił symbol rozwijającej się potęgi i wpływów Cesarstwa Rzymskiego.

Główny szlak bursztynowy, którym kupcy rzymscy podążali po bursztyn, łączył basen Morza Śródziemnego z wybrzeżami Bałtyku i odgrywał decydującą rolę w kontaktach handlowych. Decydował również o rozwoju położonych przy nim miejscowości. Dzięki niemu Rzymianie mogli wpływać pośrednio na wewnętrzną politykę ludów północnoeuropejskich. Bursztyn już u schyłku neolitu był cennym przedmiotem wymiany. Nazywano go ”złotem północy”, ”złotem słowiańskim” lub ”złotem Bałtyku” i wszechstronnie wykorzystywano w lecznictwie, zdobnictwie i magii. Interesowali się nim także starożytni pisarze i uczeni (m.in. Homer, Sofokles, Platon, Pliniusz Starszy).

Czytaj dalej>>

Obrączka stanowi tak oczywisty element codzienności, iż mało kto zastanawia się w ogóle skąd pochodzi osobliwa i trwała tradycja sygnalizowania romantycznego związku za pomocą biżuterii.
 

Obrączka z Bizancjum Źródło: commons.wikimedia.org Autor: JastrowSezon weselny nadal trwa a wraz z nim zapewne, wzmożona sprzedaż drogocennych pierścionków, mających przypieczętować połączenie się losów dwojga ludzi. Jak jednak przebiegała ewolucja powszechnego nadal zwyczaju i jakie tak naprawdę miał on znaczenie u swojego zarania?

Egipt kolebką obrączki?

Najwcześniejsze doniesienia o miłosnej biżuterii pochodzą właśnie z Afryki Północnej. Co ciekawe pierwsze obrączki wytwarzane były nie z wartościowych kruszców a z trzciny i tataraku. Metafizyczna symbolika okręgu prezentującego trwałość oraz nieskończoność mocno kontrastowała z wytrzymałością wykonanej w ten sposób ozdoby. Przeciętna żywotność roślinnych pierścionków wynosiła bowiem około roku, po czym następowało brutalne zetknięcie z rzeczywistością a metaforyczna nieprzemijalność poddawała się uszkodzeniom, wynikłym z codziennego użytkowania. Niemniej jednak pragnienie zaklęcia miłości i nadania jej głębokiego wymiaru nieprzemijalności sprawiło, że okrągły pierścień stawał się co raz powszechniej kojarzony z tym szlachetnym uczuciem. Pusta przestrzeń wewnątrz okręgu miała zaś wyobrażać niemal mistyczne przejście, bramę ku nowemu i nieznanemu, a przecież dzielenie losu z drugą istotą należy do fenomenów tak naprawdę, do dziś niezbadanych. Skoro tak wiele znaczeń chciano umieścić w małym krążku, należało również znaleźć nieco bardziej godne swej roli tworzywo. Stąd późniejsze obrączki wykonywano ze skóry albo kości słoniowej, by uniknąć przedwczesnych zniszczeń. Jako że obróbka metalu nie została jeszcze opanowana do perfekcji a pozyskane w ten sposób pierścienie nie posiadały wystarczających walorów estetycznych, ozdabiano je kamieniami szlachetnymi i półszlachetnymi, by wyglądały okazalej i lepiej nadawały się na ślubny prezent dla wybranki serca.
 

Najmodniejsze trendy na przestrzeni wieków

Zwyczaj nakładania obrączki przez zarówno mężczyznę jak i kobietę jest stosunkowo świeży i narodził się po wybuchu I wojny światowej. Wyjeżdżający na front młodzieńcy chcieli mieć przy sobie element przypominający im o pozostawionych w kraju rodzinach a niewielki krążek nadawał się idealnie do tego celu. Wcześniej jednak obrączkę ofiarowywał swej ukochanej, jej przyszły małżonek. Pierścionki zaręczynowe gwarantowały kobiecie namacalny dowód obietnicy zamążpójścia a zatem i przewagę nad potencjalnymi konkurentkami. W starożytnym Rzymie jeśli kobieta otrzymywała złoty lub srebrny pierścień (w owych czasach dominowała biżuteria żelazna) oznaczało to, że mężczyzna okazuje swoje zaufanie względem partnerki, gdyż powierza jej część majątku.
Kiedy powszechnym środkiem płatniczym stały się monety (zanim do tego doszło jedną z form zapłaty były także złote pierścienie) złoto upowszechniło się jako kruszec służący do wyrobu obrączek. W Europie ponownie zaczęto przyozdabiać je drogocennymi kamieniami, takimi jak rubiny (ich czerwień kojarzyła się z barwą serca), szafiry oraz diamenty ( popularne w XV-wiecznych Włoszech jako symbol zgody małżeńskiej, ale też władzy mężczyzny).
W barokowej Francji i Anglii popularność zyskało zaś srebro, ale wymagało ono przecież typowego dla epoki, wyrafinowanego akcentu. Stały się nim, widoczne na wewnętrznej stronie pierścionka, grawery wersetów poezji. Używano m.in. fraz związanych z nadzieją i wiarą.
Z kolei w Irlandii nie uznawano obrączek innych niż złote, gdyż taka, mniej wartościowa ozdoba ślubna, nie dość, że przynosi pecha to może nawet stanowić podstawę do nieuznania ważności zawartego małżeństwa. Ciekawe jak dawni Irlandczycy rozpatrzyli by przypadek współczesnej Grecji, gdzie aby podkreślić władzę mężczyzny w związku, kobieta nadal otrzymuje pierścień ze srebra a jej małżonek ze złota.
 

Przesądy i zwyczaje

Jako ważny element ceremonii zaślubin, obrączka stała się generatorem różnych zabobonów, mówiących o tym, jak się z nią obchodzić by uniknąć nieprzyjemności oraz rozczarowań w przyszłym związku. Jednym z takich przesądów jest ten nakazujący bardzo uważne dobranie rozmiaru obrączki do palców wybranki. Za ciasna bowiem to zwiastun toksycznej zazdrości oraz niezdrowej dominacji partnera. Za luźna jednak grozi niebezpieczeństwem łatwego rozpadu małżeństwa przez lekkomyślność. Dziś kwestię wielkości pierścionka można bardzo łatwo rozwiązać poprzez wspólną wyprawę do jubilera, jednak w dawnych czasach przyszłą pannę młodą obowiązywał zakaz oglądania obrączki przed ślubem, zatem mężczyźni zmuszani byli do większej kreatywności.
 

Na której dłoni, na którym palcu?

Na świecie, w zależności od kraju obowiązują różne zasady co do noszenia obrączki. Począwszy od starożytnego Rzymu pierścień ów nakładano na serdeczny palec lewej ręki, gdyż jak wierzono, stamtąd biegnie żyła prowadząca wprost do serca. Dziś zwyczaj posiadania obrączki na lewej dłoni obowiązuje np. w Stanach Zjednoczonych. W Polsce zaś obrączkę nosi się na prawej dłoni a znajdująca się na lewej oznacza, że mamy do czynienia z wdową lub wdowcem.
 

Czy nadal wieczna?

Mimo swojej naznaczonej symboliką historii, współcześnie nie przywiązuje się już chyba tak dużej wagi do funkcji obrączki. Realia wolności często popychają do sceptycyzmu względem istnienia miłości nieskończonej a silna nowoczesna kobieta nie potrzebuje już protekcji, jaką niegdyś oferował jej metaliczny krążek na palcu. Można tutaj zapytać o magię symbolu, o to, czy wraz z powszechną dewaluacją wszelakich ideologii, znaczenia metaforycznych obiektów również tracą na swojej sile i wcale już nie chronią przed opuszczeniem oraz samotnością. W czasach nietrwałości, kiedy każdy układ jesteśmy w stanie rozwiązać, los wydaje się natrząsać z naiwności okręgu. Choć fakt, że nadal się go używa daje nadzieję na to, że koncepcja nieskończonego uczucia jeszcze się nie wypaliła.

Aleksandra Klasa

 

Choinka nie od zawsze była symbolem świąt Bożego Narodzenia. Pierwotnie związana była z przedchrześcijańską tradycją ludową i kultem wiecznie zielonego drzewka. Podobno, w starożytnym Rzymie dekorowano drzewka metalowymi elementami z okazji święta Saturna.

W wielu kulturach drzewo, zwłaszcza iglaste, jest uważane za symbol życia i odradzania się, trwania i płodności. Jako drzewko bożonarodzeniowe, pojawiło się w XVI wieku, lecz prawdopodobnie już wcześniej występowało jako rajskie "drzewo dobrego i złego" w misteriach o Adamie i Ewie, wystawianych w wigilię Bożego Narodzenia.

Tradycja choinek narodziła się w Alzacji, gdzie wstawiano drzewka i ubierano je ozdobami z papieru i jabłkami (nawiązanie do rajskiego drzewa). Wielkim zwolennikiem tego zwyczaju był Marcin Luter, który zalecał spędzanie świąt w domowym zaciszu. Choinki więc szybko stały się popularne w protestanckich Niemczech.

Nieco później obyczaj ten przejął Kościół katolicki, rozpowszechniając go w krajach Europy Północnej i Środkowej.

W XIX wieku choinka zawitała w Anglii i Francji, a potem do krajów Europy Południowej. Od tej pory jest najbardziej rozpoznawanym symbolem świąt Bożego Narodzenia.

Można by powiedzieć, że ród Poniatowskich od zawsze był związany z Włochami. Ponoć ich korzenie wywodziły się z wielowiekowego rodu Torelli z Ferrary.
 
Bracia Carlo, Giuseppe i Michele Poniatowscy - karykatura z Archiwum Poniatowskich w Paryżu fot. wikipedia
Gdy jednak Stanisław August Poniatowski zasiadł na tronie królewskim Polski i Litwy, wydawało się, że także jego potomków i najbliższych krewnych  historia zapamięta jako najwyższych osobistości naszego kraju, a tymczasem...
Tymczasem wkrótce na emigrację do Włoch trafił bratanek i imiennik króla, książę Stanisław Poniatowski herbu Ciołek, którego losy były dość burzliwe. Jego związek z dużo młodszą i piękną Cassandrą Luci  z którą miał piątkę dzieci (Isabella, Carlo, Costanza, Giuseppe i Michele)  wywołał ogromny skandal na dworach Włoch i Europy (czytaj: Włoska miłość księcia Stanisława Poniatowskiego).

Dzięki protekcji Wielkiego Księcia Toskanii, Ferdynanda III, potomkowie Stanisława Poniatowskiego otrzymali po latach  tytuł książęcy, co wreszcie otworzyło im drzwi do arystokratycznych domów we Włoszech. A jedna z wnuczek Poniatowskiego, Maria Anna di Riccci wyszła za mąż za Aleksandra Walewskiego, syna Marii Walewskiej i Napoleona (czytaj: Walewska i Napoleon na Elbie), ale to już inna historia...
 

Przyjrzyjmy się bliżej postaci Carla Poniatowskiego, jednego z pięciorga dzieci księcia Stanisława Poniatowskiego i Cassandry Luci.

Carlo Poniatowski, książę Monterotondo, urodził się 4 sierpnia 1808r. w Rzymie. W 1822r. rodzina Poniatowskich przeniosła się do Toskanii, do Florencji, nabywając Palazzo Capponi przy obecnej Via Cavour.

Wychowani w artystycznej atmosferze Florencji, Carlo i Giuseppe, a także dziewczęta od dzieciństwa uwielbiali muzykę i śpiew. Giuseppe kontynuował naukę nuzyki pod okiem prawdziwych mistrzów, i po latach został cenionym kompozytorem. Natomiast największą pasją jego starszego brata, Carla, okazało się jednak jeździectwo. 

Był to zresztą ulubiony sport młodych kawalerów arystokracji XIXw., którzy kolekcjonowali wyselekcjonowane konie czystej krwi angielskiej i między jednym polowaniem a drugim organizowali sobie nieformalne wyścigi popisując się przed płcią piękną. 
 

I tak w 1836r., wraz z innymi potomkami wybitnych rodów arystokratycznych, Carlo został jednym z głównych założycieli Società Anonima Fiorentina sprowadzającej do Florencji czystej krwi angielskiej konie wyścigowe i organizującej pierwsze wyścigi konne na obrzeżach Florencji (Quercione, Bisarno...). 

Wreszcie, w 1847r., dzięki Poniatowskiemu powstał historyczny hipodrom Visarno we Florencji.

Carlo osobiście zarządzał torem wyścigowym i zakładami, które przynosiły spółce ogromne zyski. Czterokrotnie zasłynął też jako zwycięzca słynnego do dziś wyścigu Corsa dell’Arno.

Villa Oliva - była posiadłość rodziny Elisy Montecatini i Carla Poniatowskiego San Pancrazio (Lucca)

Carlo ożenił się ze swoją rówieśniczką, Elisą Napoleone, hrabiną Montecatini z Lukki. Elisa odziedziczyła po krewnych majestatyczną Villę Oliva w San Pancrazio (prov. Lucca), gdzie razem zamieszkali.

Po śmierci ojca, Stanisława Poniatowskiego, Carlo wraz z Elisą i bratem Giuseppe sprzedali część majątku i założyli swojego rodzaju "muzyczne stowarzyszenie rodzinne". Carlo śpiewał basem, Elisa sopranem a Giuseppe był tenorem. Do zespołu włączyły się także pozostałe siostry Isabella i Costanza. Agenci teatralni chętnie angażowali rodzinę Poniatowskich, bo byli utalentowani, a przy tym zgadzali się na bezpłatne przedstawienia  i ponosili wszelkie koszty organizacyjne.


Zapraszam teraz na krótki spacer po przepięknej posiadłości Villa Oliva, rozległym 5 hektarowym parku ozdobionym gdzieniegdzie posągami i fontannami w cieniu cyprysów, owoców cytrusowych  i gęstych żywopłotów....

Agnieszka B. Gorzkowska