Magazyn - Nasz Swiat
30
Wt, maj

Prymat najstarszej restauracji we Włoszech i na świecie (co potwierdza także Księga Rekordów Guinnessa) należy do AL BRINDISI w Ferrarze z 1435r.
 
Jednak według włoskich ekspertów ze stowarzyszenia Locali Storici d'Italia w lokalu "Al brindisi" znacznie wcześniej, bo w 1100r. mieściła się już jadłodalnia/stołówka zwana "Hostaria del Chiuchiolino" - karczma/zajazd pijaczka, gdzie stołowali się robotnicy wznoszący tuż obok katedrę.
 
W słynnej karczmie bywali min. Cellini, Tiziano, Vecellio, Tasso,  Ariosto, i wreszcie, nie tylko stołował się, ale i zamieszkiwał w pokojach na 1 piętrze Mikołaj Kopernik, podczas swoich studiów prawa kanonicznego w Ferrarze w 1503r.
 
Agnieszka B. Gorzkowska

14 marca mija 34 lata od tragicznej śmierci Anny Jantar, ktora wracała z trasy koncertowej w Stanach Zjednoczonych. Kiedy wyruszała w ostatnią podróż była pełna radości i nadziei, spieszyła się do rodziny...

Anna miała nie lecieć tym samolotem. Początkowo zarezerwowała bilet na 22 marca. Ale zbliżały się czwarte urodziny córki Natalii, spieszyła się, chciała zobaczyć ją  jak najszybciej. Nie mogła się doczekać powrotu do domu.
Dopiero po wielu latach okazało się, że Anna Jantar wracała do Polski, by ratować swoje małżeństwo z Jarosławem Kukulskiem.  ¬ opowiedziała mi, że z mężem źle im się układa i myślą o rozstaniu. - Pamiętam narzekała, że Jarek Kukulski ciągle mówi, że trzeba na starość odkładać. Było to znamienne, bo zapytała wtedy: "A ja wiem, jak długo będę jeszcze żyła? A ja chcę się cieszyć życiem!" – wspomina Andrzej Kosmala, menadźer Krzysztofa Krawczyka.

14 marca 1980 roku
O godzinie 11.15 lecący z Nowego Jorku ił-62 roztrzaskał się nieopodal warszawskiego lotniska. Zaledwie 500 m od pasa. Zginęli wszyscy pasażerowie i załoga - 87 osób. Wśród nich Anna Jantar, 22 reprezentantów kadry bokserskiej USA, szóstka delegatów warszawskich uczelni wracających z międzynarodowej konferencji.

Przyczyną tragedii była awaria trzech silników, przy czym poprawnie działał wyłącznie jeden pozostałe trzy zostały zniszczone niszcząc także stery w jednej chwili czyniąc samolot nie do użytku, . Tragedii nie dało się uniknąć, a ustalenia Polskiej komisji badającej przyczyny tragedii zostały odrzucone przez Związek Radziecki (ZSRR), dopiero po 7 latach zaakceptowano ustalenia komisji.
25 marca 1980 roku na cmentarzu Wawrzyszewskim w Warszawie Annę Jantar żegnało 40 tysięcy osób. Morze zniczy, kwiatów. Takiego pogrzebu nie pamiętano w czasach PRL-u od czasu śmierci Zbyszka Cybulskiego. W całym kraju krążyły plotki, że nie zginęła w rozbitym samolocie, bo wcale do niego nie wsiadła, lecz została porwana przez arabskiego szejka. Ale wróci. Chcieli wierzyć, że wróci.

Anna urodziła się 10 czerwca 1950 r. w Poznaniu jako Anna Maria Szmeterling. Śpiewała w poznańskich kabaretach studenckich i teatrach poezji. W wieku 19 lat rozpoczęła współpracę z zespołem Waganci, kierowanym przez kompozytora Jarosława Kukulskiego, z którym rok później wzięła ślub. W 1972 r. rozpoczęła karierę solową, występując pod pseudonimem Anna Jantar. Wokalistka ma na swoim koncie ogromną ilość przebojów, które swego czasu śpiewała cała Polska.

opr. Anna Malczewska

foto: © Wikimedia Commons

 

" width="560">" width="560">

embed video plugin powered by Union Development

Pomimo, że świadectwa o Mikołaju są dość skąpe nie ulega wątpliwości, że popularny dziś Święty istniał naprawdę. Jego życiorys składa się w zasadzie z jednej, bardzo istotnej informacji. W IV wieku naszej ery Mikołaj był biskupem w jednej z parafii w Azji Mniejszej, dokładnie w miasteczku Mira. Zapisy, które dotyczą poczynań biskupa Mikołaja mówią o nieustannej pomocy, której udzielał bezinteresownie, wszystkim ludziom w potrzebie. To właśnie dobro, czynione bez rozgłosu, z dobroci serca i miłości do ludzi, stało się symbolem w kulturze chrześcijańskiej. W pismach odnajdujemy też zapiski o wielu cudach, które czynił Mikołaj, a także o prezentach, którymi obdarowywał ludzi.

Najbardziej znaną legendą związaną z biskupem jest opowieść o tym, jak umożliwił trzem ubogim pannom wyjście za mąż, ponieważ dyskretnie, niezauważenie podrzucił im posag.

W niektórych krajach Św. Mikołaj uchodzi za patrona szczęśliwych małżeństw, do którego swoje prośby zanoszą samotne panny oczekujące cudownej interwencji Opatrzności.

Gdzie indziej jest on opiekunem piekarzy, na pamiątką rozdania chleba, jakie miało miejsce w Myrze dotkniętej głodem.

Portretowany z kotwicą, patronuje marynarzom, rybakom i handlarzom morskim, miał zapewnić bezpieczeństwo na morzu i szczęśliwy powrót do portu .

Zwyczaj kupowania prezentów na 6 grudnia ma swoje korzenie już w XVIII wieku. Wówczas, na pamiątkę szczodrobliwości biskupa Mikołaja, obdarowywano wyłącznie dzieci. Data jest o tyle znacząca, że jest to dzień śmierci Świętego Mikołaja.

Warto nadmienić, że ciało świętego, które zaczęło wydzielać leczniczą mirrę, pochowano w Mirze Licyjskiej. W 1087 roku relikwie przeniesiono do włoskiego miasta Bari, gdzie znajdują się do dnia dzisiejszego w specjalnie zbudowanym ku jego czci soborze.

Początkowo kult Mikołaja rozwinął się wśród kręgu chrześcijaństwa wschodniego, głównie w Polsce. Jednak już w niedługim czasie kult ten rozszerzył się na cały świat. Początkowo Świety Mikołaj utożsamiany był jedynie z dniem 6 grudnia, dziś nie wyobrażamy sobie Świąt Bożego Narodzenia bez mikołajowych prezentów.

Strój Świętego Mikołaja ewoluował przez wiele lat. Początkowo Mikołaja przedstawiano w zwyczajowym stroju biskupa, oczywiście z biskupią laską u boku. Strój Świętego Mikołaja, który wszyscy znamy dziś ma swój początek dopiero w latach 20. XX wieku, kiedy to przedstawiano biskupa w czerwonych szatach liturgicznych. W 1930 roku amerykański artysta Fred Mizen opracował strój Świętego Mikołaja - czerwony płaszcz i czapkę - na zlecenie wielkiego koncernu, jakim jest Coca-Cola. W tym czasie również Święty Mikołaj zgubił swój nieodłączny atrybut - laskę biskupią. Może dlatego dziś już nikt nie kojarzy jego wizerunku z kapłanem.

Mikołajki można obchodzić na wiele różnych sposobów – od tradycyjnego podszywania się pod Mikołaja, który niepostrzeżenie zakrada się nocą do wypastowanego obuwia, po otwarte obdarowywanie się prezentami czy branie udziału w różnych imprezach, które są organizowane z tej okazji - rozrywkowe lub charytatywne. Jakikolwiek sposób wybierzecie, oby ten dzień minął Wam szczególnie miło, wypełniony jak największą liczbą  prezentów...

na podst. Wikipedii oprac. Alicja Rosłon

Współdziałanie jednostek odrodzonego Wojska Włoskiego z 2 Korpusem Polskim zapoczątkowane zostało podczas walk pozycyjnych na rzeką Sangro w połowie marca 1944 r., gdy 1 Zgrupowanie Zmotoryzowane podporządkowane zostało operacyjnie naszej 5 Kresowej Dywizji Piechoty.

Warto podkreślić, że podczas tych walk Zgrupowanie to wyróżniło się zdobyciem – przy wsparciu naszej artylerii – ważnego punktu strategicznego Monte Marrone (1770 m.), zyskując skierowane na ręce jego dowódcy gen. Umberto Utili  serdeczne gratulacje wizytującego nasze oddziały naczelnego wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego i gen. Władysława Andersa. Wyrazili oni radość z powodu odrodzenia się tradycyjnego polsko-włoskiego braterstwa broni. W  maju jednostka ta, dzięki wzmocnieniu min. przez przybyłą z Sardynii Dywizję Spadochronową „Nembo”,  została przekształcona w niemal 25-tysięczny Włoski Korpusu Wyzwolenia (Corpo Italiano di Liberazione - CIL), pozostający pod dowództwem gen. U. Utili.

Umundurowanie i uzbrojenie tej jednostki było tradycyjne włoskie, a jej wyposażenie w pojazdy mechaniczne bardzo słabe. Wskutek tego jej oddziały – w przypadku braku wsparcia ze strony aliantów – zmuszone były na ogół do posuwania się pieszo. Ponadto brak było pojazdów opancerzonych a ilość dział była nie wystarczająca. Mimo tych braków, po wejściu do akcji na początku czerwca na odcinku nad adriatyckim,  CIL odniósł szereg sukcesów, zajmując 10 czerwca Chieti  a trzy dni później – współdziałając z licząca kilkuset abruccyjskich górali waleczną grupą partyzancką  Maiella – stolicę prowincji L’Aquila. W tym okresie odcinek frontu nad Adriatykiem powierzony został 2 Korpusowi Polskiemu, którego Dowództwu podporządkowane zostały obie wspomniane jednostki włoskie, działające na jego lewym skrzydle, czyli na stokach Apeninu. Ten wysokogórski łańcuch oddzielał nasze jednostki od pozostałych oddziałów 8 Armii Brytyjskiej. Dlatego cała kampania adriatycka była okresem chwalebnej samodzielnej działalności 2 Korpusu Polskiego, w której gen. Władysław Anders mógł w pełni wykazać swoje wysokie walory jako uzdolniony dowódca wielkiej jednostki.

Okazuje się że dużo, bardzo dużo. To właśnie on zbudował pierwszą szopkę w wiosce Greccio koło  Rieti w 1223 roku, kiedy wracał z Rzymu od Papieża.

W listopadzie 1223 roku z okazji zatwierdzenia Reguły swojego zakonu, święty Franciszek prawdopodobnie przebywał w Rzymie u Papieża. W drodze powrotnej zatrzymał się w Greccio.

Pięć lat później, Tomasz z Celano, pierwszy biograf św. Franciszka, opisał szczegółowo to niecodzienne wydarzenie. Obszerny opis znalazł się w książce „Tomasz Celano, Życiorys Pierwszy w Wczesne Źródła Franciszkańskie”, wydanej przez ATK Warszawa w 1981 r.

Czytamy tam m.in.: "Nastał dzień radości, nadszedł czas wesela. Z wielu miejscowości zwołano braci. Mężczyźni przygotowali świece i pochodnie dla oświetlenia nocy, co promienistą gwiazdą oświetliła niegdyś wszystkie dnie i lata. Wreszcie przybył święty Boży i znalazłszy wszystko przygotowane, ujrzał i ucieszył się. Mianowicie nagotowano żłóbek, przyniesiono siano, przyprowadzono wołu i osła. Uczczono prostotę, wysławiono ubóstwo, podkreślono pokorę, i tak Greccio stało się jakby nowym Betlejem.

Noc stała się widna jak dzień, rozkoszna dla ludzi i zwierząt. Przybyły rzesze ludzi, ciesząc się w nowy sposób z nowej tajemnicy. Głosy rozchodziły się po lesie, a skały odpowiadały echem na radosne okrzyki. Bracia spieszyli, oddając Panu należne chwalby, a cała noc rozbrzmiewała okrzykami wesela. Święty Boży stał przed żłóbkiem, pełen westchnień, przejęty czcią i ogarnięty przedziwną radością. Ponad żłóbkiem kapłan odprawiał uroczystą Mszę świętą, doznając nowej pociechy.

Święty Boży ubiera się w szaty diakońskie, był bowiem diakonem, i donośnym głosem śpiewa świętą Ewangelię. A jego głos mocny i słodki, głos jasny i dźwięczny, wszystkich zaprasza do najwyższych nagród. Potem głosi kazanie do stojącego wokół ludu, słodko przemawiając o narodzeniu ubogiego Króla i małym miasteczku Betlejem. (...)

A pewien cnotliwy mąż miał dziwne widzenie. Widział w żłóbku leżące dzieciątko, bez życia, ale kiedy święty Boży zbliżył się doń, ono jakby ożyło i zbudziło się ze snu. To widzenie nie jest nieodpowiednie, gdyż w wielu sercach dziecię Jezus zostało zapomniane. Dopiero Jego łaska, za pośrednictwem sługi świętego Franciszka, sprawiła, że zostało w nich wskrzeszone i utrwalone w kochającej pamięci."

Zwyczaj budowania szopek w kościołach zapanował w ostatniej ćwierci XV wieku w Neapolu. Stamtąd na początku XVI wieku rozpowszechnił się w pozostałych częściach Włoch i w Hiszpanii (Neapol należał wówczas do Hiszpanii), a za jej pośrednictwem w Ameryce Łacińskiej. Potem, w końcu XVI wieku, był już znany we wszystkich krajach katolickich. Np. pierwszą szopkę w Pradze zbudowano w 1562 roku. Wtedy też zapewne tradycja dotarła do Polski.

Szopki z XV-XVIII wieku określa się dziś czasem mianem typu neapolitańskiego. Najbardziej okazałe z tych szopek powstały w XVIII wieku. W Muzeum św. Marcina w Neapolu przechowuje się szopkę złożoną ze 171 pasterzy, 108 zwierząt i 100 innych przedmiotów.

Źródła:
www.franciszkanie.pl, www.boze-narodzenie.org

Anna Malczewska

foto: Kaplica żłóbka w Sanktuarium Franciszkanów w Greccio

Pierwsza wojna światowa, która wybuchła w 1914 roku sprawiła, że po przeciwnej stronie barykady stanęli zaborcy Polski. W jednym obozie znalazły się Austro-Węgry i Niemcy, w drugim wraz z państwami Ententy - Rosja. Polacy zmuszeni zostali do walki w imię obcej sprawy…

Początkowo, państwa walczące, które były pewne rychłego zwycięstwa nie interesowały się zbytnio Polakami i sprawą ich ewentualnego niepodległego państwa. Przeciwnie, to sami Polacy przejawili od początku inicjatywę, aby włączyć się do czynnej walki po którejś ze stron. Już po wybuchu wojny, w sierpniu 1914 roku wyruszyła z Krakowa Kompania Kadrowa, na czele której stanął Józef Piłsudski. Liczył on, że jego oddziały wywołają tylko swoją obecnością, narodowe powstanie na terenie zaboru rosyjskiego. Jednakże, wbrew nadziejom, oddziały polskie były witane grobową ciszą, nie wywołując spodziewanej reakcji społeczeństwa polskiego. Stało się wówczas jasne, że droga do niepodległości będzie długa i bardzo skomplikowana. W tej sytuacji, oddziały Piłsudskiego zostały wcielone do armii austriackiej.

Powitanie Józefa Piłsudskiego na Dworcu Wiedeńskim w Warszawie 12 grudnia 1916 roku / foto: WikipediaNa początku wojny, niewiele konkretnych obietnic uzyskali też zwolennicy opcji prorosyjskiej. Liczyli oni bowiem, że Polsce i Polakom bliżej jest do tego słowiańskiego kraju niż do narodów germańskich. Rosja była niesłychanie ostrożna w swych obietnicach, nie wspominając nawet o niepodległości Polski. Podobnie skąpi w deklaracjach pozostawali sojusznicy Rosji - Anglia i Francja. Kraje te uznawały sprawę polską, za problem wewnątrz rosyjski.

Wobec fiaska pierwotnych planów i przedłużającej się wojny, Józef Piłsudski zdecydował, że należy rozbudować tajną Polską Organizację Wojskową (P.O.W). Jej celem miała być walka przeciwko Rosji.

Wiele dla sprawy Polski zrobił światowej sławy kompozytor Ignacy Jan Paderewski. To właśnie on rozpropagował w Stanach Zjednoczonych i na zachodzie Europy problem milionów Polaków znajdujących się pod obcym panowaniem. Dzięki Paderewskiemu, społeczeństwa tych krajów poznały los jego rodaków, którzy beznadziejnie od stu lat walczyli o upragnioną wolność.

Paradoksalnie, im sytuacja na froncie się pogarszała i koniec wojny wydawał się coraz bardziej odległy, sprawa polska zyskiwała coraz szybszy bieg i zainteresowanie mocarstw. Już w 1916 roku, cesarze Austro-Węgier i Niemiec wydali słynny „Akt 5-go listopada”, w którym zawarto wizję stworzenia, uzależnionego od tych krajów, państwa polskiego. Dokument ten, był jednak niesłychanie ogólnikowy, nie zawierał np. granic w jakich powinno to państwo się mieścić. Wzywał natomiast Polaków do wstąpienia w szeregi armii obydwu krajów. Mimo swej nieprecyzyjności, „Akt 5-go listopada” miał kolosalne znaczenie. Otwierał on bowiem dyskusję o Polsce na arenie międzynarodowej, łamiąc solidarność krajów zaborczych. Inne państwa, w tej sytuacji musiały zrobić kolejny krok na przód.

Dowodem na to, była propozycja rosyjska, w której car Mikołaj II, zapowiedział utworzenie Polski z ziem znajdujących się w trzech zaborach. Rząd Tymczasowy, który utworzono po Rewolucji Lutowej, zapowiedział natomiast utworzenie państwa polskiego na terenach, gdzie większość stanowią Polacy. W Rosji zaczęto więc tworzyć oddziały wojskowe złożone z Polaków.

Duże znaczenie dla sprawy polskiej miała też Rewolucja Październikowa w 1917 roku, gdyż wkrótce bolszewicy unieważnili wszystkie dokumenty zawarte przez carską Rosję, w tym akty rozbiorowe. Miało to znaczenie symboliczne, gdyż sytuacja polityczna w Rosji była nadal niepewna.

Równocześnie, Polacy znaleźli poparcie wśród zachodnich państw Ententy. W Paryżu powstał Komitet Narodowy Polski. Uzyskał on - co było niesłychanie ważne - poparcie państw zachodnich. Stał się organem reprezentującym Polaków wobec innych krajów. Na jego czele stanął Roman Dmowski. U jego boku zaczęto także formować oddziały polskie, na czele których znalazł się generał Józef Haller. Do powstającej polskiej armii, zaczęli napływać rodacy rozsiani po terenach Francji, Anglii, Belgii, a nawet USA czy krajów Ameryki Południowej. Ta nazywana od koloru mundurów, „Błękitna armia” odegrała później niesłychanie ważną rolę, gdy w listopadzie Polska odzyskała niepodległość. Wówczas to, jej oddziały przerzucono do Polski.
Tymczasem obóz wiążący nadzieje z Austro-Węgrami i Niemcami poczynił bardzo radykalne kroki. Józef Piłsudski odmówił złożenia przez jego żołnierzy  przysięgi na wierność wobec tych dwóch krajów. Spotkało go za to więzienie w Magdeburgu, a jego oddziały zostały rozwiązane i internowane.

O tym, że obietnice zaborców są nietrwałe i nie dają żadnych gwarancji, Polacy przekonali się, gdy Niemcy podpisali traktat brzeski z Rosją, która wycofała się z wojny. Stało się to w marcu 1918 roku.

Na wieść o warunkach pokoju brzeskiego, Korpus generała Hallera wypowiedział posłuszeństwo Austrii i pod Rarańczą przedarł się przez front. Chciano w ten sposób połączyć się z II Korpusem Polskim, działającym u boku Rosji. Zjednoczone siły polskie stoczyły 11 maja 1918 roku bitwę pod Kaniowem, którą niestety przegrały. Była to jednak pierwsza próba połączenia sił polskich walczących po obu stronach frontu.

Wielkim wydarzeniem dla sprawy polskiej stało się orędzie amerykańskiego prezydenta W. Wilsona, gdzie w swym 14-punktowym planie pokojowym, w pozycji numer 13, znalazło się stwierdzenie, że powinno powstać niepodległe państwo polskie, jako gwarant pokoju i stabilności w Europie.

Wszystkie te międzynarodowe starania Polski o poparcie innych krajów w dążeniu do niepodległości były niesłychanie ważne. Jednak gdy przyszedł decydujący moment końca okupacji zaborców, ludność polskich miast sama zaczęła rozbrajać obce wojska, przejmując władzę.

Gdy jasnym stało się, że państwa centralne są bliskie klęski, na terenach Królestwa Polskiego zaczęły powstawać kolejne ośrodki władzy polskiej.
19 października 1918 roku, stronnictwa polskie na Śląsku Cieszyńskim utworzyły Radę Narodową Księstwa Cieszyńskiego. 28 października w Krakowie utworzono Polską Komisję Likwidacyjną. Jej zadaniem było przejęcie władzy z rąk austriackich władz okupacyjnych.

5 listopada, z inicjatywy SDKP i L oraz PPS - Lewicy powstała w Lublinie - pierwsza na ziemiach polskich - Rada Delegatów Robotniczych oraz Milicja Ludowa. Podobne organizacje, powstały także w Warszawie i Poznaniu. Wreszcie w dniach 7 - 14 listopada 1918 roku utworzono w Lublinie Tymczasowy Rząd Republiki Polskiej pod przywództwem Ignacego Daszyńskiego. Zapowiedziano wiele reform społeczno-ustrojowych. Jednak przełomowymi momentami dla przyszłości Polski były kolejne dni. 10 listopada 1918 roku z więzienia w Magdeburgu do Warszawy wrócił Józef Piłsudski. Jemu to właśnie Rada Regencyjna, w dniu 11 listopada 1918 roku podporządkowała się i przekazała naczelne dowództwo nad tworzącą się polską armią. Ostatecznie władzę z rąk Rady Regencyjnej przejął Piłsudski 14 listopada 1918 roku. (C.Z.)

www.thepolishobserver.co.uk

Na początku czerwca 1940 roku zakończyła się bitwa o Narwik. Walki w Norwegii, były chrztem bojowym dla nowo powstałego związku taktycznego Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie - Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich.

Jest 1 marca 1940 roku, Hitler wydaje definitywny rozkaz wykonania planu „Weseriibung”, który polega na desancie w kilkunastu punktach, od których Narwik był oddalony od baz niemieckich o 1500-2000 kilometrów. Do przetransportowania wojsk konieczne było użycie okrętów wojennych. Utworzono z nich sześć grup. Do Narwiku miała wpłynąć grupa I dowodzona przez komandora Bontego, licząca 10 niszczycieli, z dwoma tysiącami żołnierzy na pokładzie. Ze względu na obecność w Narwiku norweskich pancerników obrony wybrzeża, dowódca Home Flet, skierował jako ubezpieczenie operacji, pancernik „Renowi” z osłoną 4 niszczycieli, pod dowództwem vice administratora W.J.Whitwortha. Akcja ta godziła w żywotne interesy niemieckie, oczekiwano zatem silnej obrony i przygotowano plan zwany „R4”.  Polegał on na lądowaniu na terytorium norweskim i zajęciu portów w Stawagane, Bergen oraz Narwiku i miał być wprowadzony w życie, jeśli wojska niemieckie usiłowałyby osadzić porty norweskie. W Hycle zgrupowano transportowce z wojskiem przeznaczonym do opanowania Narwiku. Osłonę tej grupy miały stanowić krążownik „Aurora” i 6 niszczycieli. Grupa I wyruszyła na Narwik nocą 6 na 7 kwietnia. Mimo iż okręty były rozpoznane przez lotnictwo brytyjskie w dniu 7 kwietnia i zdradziły swoją obecność następnego przez potyczkę z „Glowwormem”, kontynuowały swój marsz nie niepokojone przez przeciwnika.