Magazyn - Nasz Swiat
20
Pn, listopad

Pomimo, że świadectwa o Mikołaju są dość skąpe nie ulega wątpliwości, że popularny dziś Święty istniał naprawdę. Jego życiorys składa się w zasadzie z jednej, bardzo istotnej informacji. W IV wieku naszej ery Mikołaj był biskupem w jednej z parafii w Azji Mniejszej, dokładnie w miasteczku Mira. Zapisy, które dotyczą poczynań biskupa Mikołaja mówią o nieustannej pomocy, której udzielał bezinteresownie, wszystkim ludziom w potrzebie. To właśnie dobro, czynione bez rozgłosu, z dobroci serca i miłości do ludzi, stało się symbolem w kulturze chrześcijańskiej. W pismach odnajdujemy też zapiski o wielu cudach, które czynił Mikołaj, a także o prezentach, którymi obdarowywał ludzi.

Najbardziej znaną legendą związaną z biskupem jest opowieść o tym, jak umożliwił trzem ubogim pannom wyjście za mąż, ponieważ dyskretnie, niezauważenie podrzucił im posag.

W niektórych krajach Św. Mikołaj uchodzi za patrona szczęśliwych małżeństw, do którego swoje prośby zanoszą samotne panny oczekujące cudownej interwencji Opatrzności.

Gdzie indziej jest on opiekunem piekarzy, na pamiątką rozdania chleba, jakie miało miejsce w Myrze dotkniętej głodem.

Portretowany z kotwicą, patronuje marynarzom, rybakom i handlarzom morskim, miał zapewnić bezpieczeństwo na morzu i szczęśliwy powrót do portu .

Zwyczaj kupowania prezentów na 6 grudnia ma swoje korzenie już w XVIII wieku. Wówczas, na pamiątkę szczodrobliwości biskupa Mikołaja, obdarowywano wyłącznie dzieci. Data jest o tyle znacząca, że jest to dzień śmierci Świętego Mikołaja.

Warto nadmienić, że ciało świętego, które zaczęło wydzielać leczniczą mirrę, pochowano w Mirze Licyjskiej. W 1087 roku relikwie przeniesiono do włoskiego miasta Bari, gdzie znajdują się do dnia dzisiejszego w specjalnie zbudowanym ku jego czci soborze.

Początkowo kult Mikołaja rozwinął się wśród kręgu chrześcijaństwa wschodniego, głównie w Polsce. Jednak już w niedługim czasie kult ten rozszerzył się na cały świat. Początkowo Świety Mikołaj utożsamiany był jedynie z dniem 6 grudnia, dziś nie wyobrażamy sobie Świąt Bożego Narodzenia bez mikołajowych prezentów.

Strój Świętego Mikołaja ewoluował przez wiele lat. Początkowo Mikołaja przedstawiano w zwyczajowym stroju biskupa, oczywiście z biskupią laską u boku. Strój Świętego Mikołaja, który wszyscy znamy dziś ma swój początek dopiero w latach 20. XX wieku, kiedy to przedstawiano biskupa w czerwonych szatach liturgicznych. W 1930 roku amerykański artysta Fred Mizen opracował strój Świętego Mikołaja - czerwony płaszcz i czapkę - na zlecenie wielkiego koncernu, jakim jest Coca-Cola. W tym czasie również Święty Mikołaj zgubił swój nieodłączny atrybut - laskę biskupią. Może dlatego dziś już nikt nie kojarzy jego wizerunku z kapłanem.

Mikołajki można obchodzić na wiele różnych sposobów – od tradycyjnego podszywania się pod Mikołaja, który niepostrzeżenie zakrada się nocą do wypastowanego obuwia, po otwarte obdarowywanie się prezentami czy branie udziału w różnych imprezach, które są organizowane z tej okazji - rozrywkowe lub charytatywne. Jakikolwiek sposób wybierzecie, oby ten dzień minął Wam szczególnie miło, wypełniony jak największą liczbą  prezentów...

na podst. Wikipedii oprac. Alicja Rosłon

Pierwsza wojna światowa, która wybuchła w 1914 roku sprawiła, że po przeciwnej stronie barykady stanęli zaborcy Polski. W jednym obozie znalazły się Austro-Węgry i Niemcy, w drugim wraz z państwami Ententy - Rosja. Polacy zmuszeni zostali do walki w imię obcej sprawy…

Początkowo, państwa walczące, które były pewne rychłego zwycięstwa nie interesowały się zbytnio Polakami i sprawą ich ewentualnego niepodległego państwa. Przeciwnie, to sami Polacy przejawili od początku inicjatywę, aby włączyć się do czynnej walki po którejś ze stron. Już po wybuchu wojny, w sierpniu 1914 roku wyruszyła z Krakowa Kompania Kadrowa, na czele której stanął Józef Piłsudski. Liczył on, że jego oddziały wywołają tylko swoją obecnością, narodowe powstanie na terenie zaboru rosyjskiego. Jednakże, wbrew nadziejom, oddziały polskie były witane grobową ciszą, nie wywołując spodziewanej reakcji społeczeństwa polskiego. Stało się wówczas jasne, że droga do niepodległości będzie długa i bardzo skomplikowana. W tej sytuacji, oddziały Piłsudskiego zostały wcielone do armii austriackiej.

Powitanie Józefa Piłsudskiego na Dworcu Wiedeńskim w Warszawie 12 grudnia 1916 roku / foto: WikipediaNa początku wojny, niewiele konkretnych obietnic uzyskali też zwolennicy opcji prorosyjskiej. Liczyli oni bowiem, że Polsce i Polakom bliżej jest do tego słowiańskiego kraju niż do narodów germańskich. Rosja była niesłychanie ostrożna w swych obietnicach, nie wspominając nawet o niepodległości Polski. Podobnie skąpi w deklaracjach pozostawali sojusznicy Rosji - Anglia i Francja. Kraje te uznawały sprawę polską, za problem wewnątrz rosyjski.

Wobec fiaska pierwotnych planów i przedłużającej się wojny, Józef Piłsudski zdecydował, że należy rozbudować tajną Polską Organizację Wojskową (P.O.W). Jej celem miała być walka przeciwko Rosji.

Wiele dla sprawy Polski zrobił światowej sławy kompozytor Ignacy Jan Paderewski. To właśnie on rozpropagował w Stanach Zjednoczonych i na zachodzie Europy problem milionów Polaków znajdujących się pod obcym panowaniem. Dzięki Paderewskiemu, społeczeństwa tych krajów poznały los jego rodaków, którzy beznadziejnie od stu lat walczyli o upragnioną wolność.

Paradoksalnie, im sytuacja na froncie się pogarszała i koniec wojny wydawał się coraz bardziej odległy, sprawa polska zyskiwała coraz szybszy bieg i zainteresowanie mocarstw. Już w 1916 roku, cesarze Austro-Węgier i Niemiec wydali słynny „Akt 5-go listopada”, w którym zawarto wizję stworzenia, uzależnionego od tych krajów, państwa polskiego. Dokument ten, był jednak niesłychanie ogólnikowy, nie zawierał np. granic w jakich powinno to państwo się mieścić. Wzywał natomiast Polaków do wstąpienia w szeregi armii obydwu krajów. Mimo swej nieprecyzyjności, „Akt 5-go listopada” miał kolosalne znaczenie. Otwierał on bowiem dyskusję o Polsce na arenie międzynarodowej, łamiąc solidarność krajów zaborczych. Inne państwa, w tej sytuacji musiały zrobić kolejny krok na przód.

Dowodem na to, była propozycja rosyjska, w której car Mikołaj II, zapowiedział utworzenie Polski z ziem znajdujących się w trzech zaborach. Rząd Tymczasowy, który utworzono po Rewolucji Lutowej, zapowiedział natomiast utworzenie państwa polskiego na terenach, gdzie większość stanowią Polacy. W Rosji zaczęto więc tworzyć oddziały wojskowe złożone z Polaków.

Duże znaczenie dla sprawy polskiej miała też Rewolucja Październikowa w 1917 roku, gdyż wkrótce bolszewicy unieważnili wszystkie dokumenty zawarte przez carską Rosję, w tym akty rozbiorowe. Miało to znaczenie symboliczne, gdyż sytuacja polityczna w Rosji była nadal niepewna.

Równocześnie, Polacy znaleźli poparcie wśród zachodnich państw Ententy. W Paryżu powstał Komitet Narodowy Polski. Uzyskał on - co było niesłychanie ważne - poparcie państw zachodnich. Stał się organem reprezentującym Polaków wobec innych krajów. Na jego czele stanął Roman Dmowski. U jego boku zaczęto także formować oddziały polskie, na czele których znalazł się generał Józef Haller. Do powstającej polskiej armii, zaczęli napływać rodacy rozsiani po terenach Francji, Anglii, Belgii, a nawet USA czy krajów Ameryki Południowej. Ta nazywana od koloru mundurów, „Błękitna armia” odegrała później niesłychanie ważną rolę, gdy w listopadzie Polska odzyskała niepodległość. Wówczas to, jej oddziały przerzucono do Polski.
Tymczasem obóz wiążący nadzieje z Austro-Węgrami i Niemcami poczynił bardzo radykalne kroki. Józef Piłsudski odmówił złożenia przez jego żołnierzy  przysięgi na wierność wobec tych dwóch krajów. Spotkało go za to więzienie w Magdeburgu, a jego oddziały zostały rozwiązane i internowane.

O tym, że obietnice zaborców są nietrwałe i nie dają żadnych gwarancji, Polacy przekonali się, gdy Niemcy podpisali traktat brzeski z Rosją, która wycofała się z wojny. Stało się to w marcu 1918 roku.

Na wieść o warunkach pokoju brzeskiego, Korpus generała Hallera wypowiedział posłuszeństwo Austrii i pod Rarańczą przedarł się przez front. Chciano w ten sposób połączyć się z II Korpusem Polskim, działającym u boku Rosji. Zjednoczone siły polskie stoczyły 11 maja 1918 roku bitwę pod Kaniowem, którą niestety przegrały. Była to jednak pierwsza próba połączenia sił polskich walczących po obu stronach frontu.

Wielkim wydarzeniem dla sprawy polskiej stało się orędzie amerykańskiego prezydenta W. Wilsona, gdzie w swym 14-punktowym planie pokojowym, w pozycji numer 13, znalazło się stwierdzenie, że powinno powstać niepodległe państwo polskie, jako gwarant pokoju i stabilności w Europie.

Wszystkie te międzynarodowe starania Polski o poparcie innych krajów w dążeniu do niepodległości były niesłychanie ważne. Jednak gdy przyszedł decydujący moment końca okupacji zaborców, ludność polskich miast sama zaczęła rozbrajać obce wojska, przejmując władzę.

Gdy jasnym stało się, że państwa centralne są bliskie klęski, na terenach Królestwa Polskiego zaczęły powstawać kolejne ośrodki władzy polskiej.
19 października 1918 roku, stronnictwa polskie na Śląsku Cieszyńskim utworzyły Radę Narodową Księstwa Cieszyńskiego. 28 października w Krakowie utworzono Polską Komisję Likwidacyjną. Jej zadaniem było przejęcie władzy z rąk austriackich władz okupacyjnych.

5 listopada, z inicjatywy SDKP i L oraz PPS - Lewicy powstała w Lublinie - pierwsza na ziemiach polskich - Rada Delegatów Robotniczych oraz Milicja Ludowa. Podobne organizacje, powstały także w Warszawie i Poznaniu. Wreszcie w dniach 7 - 14 listopada 1918 roku utworzono w Lublinie Tymczasowy Rząd Republiki Polskiej pod przywództwem Ignacego Daszyńskiego. Zapowiedziano wiele reform społeczno-ustrojowych. Jednak przełomowymi momentami dla przyszłości Polski były kolejne dni. 10 listopada 1918 roku z więzienia w Magdeburgu do Warszawy wrócił Józef Piłsudski. Jemu to właśnie Rada Regencyjna, w dniu 11 listopada 1918 roku podporządkowała się i przekazała naczelne dowództwo nad tworzącą się polską armią. Ostatecznie władzę z rąk Rady Regencyjnej przejął Piłsudski 14 listopada 1918 roku. (C.Z.)

www.thepolishobserver.co.uk

Dzieje legendarnego polskiego okrętu podwodnego ORP „Orzeł” byłyby znakomitym tworzywem do filmu nie tylko historycznego, lecz również, a może przede wszystkim,  sensacyjnego.


Predestynuje go do tego brawurowa ucieczka z portu w Tallinie, niemniej brawurowe patrole po Morzu Północnym, wreszcie tajemnicze zniknięcie.  W roku 2008 próba odnalezienia wraku statku przez polską ekipę badawczą, zakończyła się fiaskiem.

ORP „Orzeł” wybudowany i zwodowany w 1938 roku w Holandii na zamówienie rządu polskiego, był w chwili wybuchu II wojny światowej jedną z najnowocześniejszych łodzi podwodnych na świecie. Okręt brał udział w początkowej fazie kampanii wrześniowej broniąc polskiego Wybrzeża, po czym został internowany w Tallinie - brawurowy rajd „Orła” w wyniku, którego wydostał się on z portu, przeszedł do historii światowej marynarki wojennej. Koniec końców okręt dopłynął do Wielkiej Brytanii, gdzie rozpoczął służbę w wojskach alianckich.

***

23 maja 1940 roku, na godzinę przed północą „Orzeł” wyszedł na kolejny swój patrol, na Morze Północne. Niestety w archiwach brakuje informacji, na temat tego, co działo się w trakcie - jak się później okazało - ostatniego rejsu tej łodzi. Skierowany w rejon na zachód od wylotu Skagerraku - gdzieś pomiędzy wschodnim wybrzeżem Szkocji, a południowym wybrzeżem Norwegii (bliżej tego ostatniego) „Orzeł”, prawdopodobnie znalazł się w wyznaczonym mu na patrol sektorze 25 maja. O dalszych losach okrętu nic nie wiadomo. Zarejestrowano jedynie, że 1 czerwca o godzinie 15:06 radiostacja bazy nadała rozkaz przejścia okrętu po zachodzie słońca do sąsiedniego sektora. 2 czerwca o godzinie 10:02 nadany został rozkaz, w którym „Orzeł” miał przydzielony od 4 czerwca nowy rejon patrolowania. Było to blisko wylotu Skagerraku na Morze Północne, w prostej linii o 120 mil morskich na południe od portu norweskiego Egersund i 70 mil na zachód od wybrzeża duńskiego, na wysokości Aalborg. Następnego dnia o godzinie 16:03 nadano z bazy Rosyth następny rozkaz dla „Orła” polecający 6 czerwca o godzinie 22:00 zakończyć patrol i obrać kurs powrotny do bazy. Termin przyjścia do Rosyth wyznaczono na dzień 8 czerwca rano. Okręt nie pojawił się jednak w wyznaczonym czasie, ani też nie nadał sygnału wyjaśniającego powstałe opóźnienie. W tym dniu o godzinie 12:12 w południe nadany został z Rosyth jeszcze jeden rozkaz, z zapytaniem o aktualną pozycję „Orła”. Rozkaz ten pozostał jednak, jak i wszystkie poprzednie, bez odpowiedzi. Ostatecznie 11 czerwca, po trzech dniach od planowanego powrotu, Polska Marynarka Wojenna w Wielkiej Brytanii oficjalnie potwierdziła stratę okrętu poprzez podanie komunikatu o następującej treści: „Z powodu braku jakichkolwiek wiadomości oraz faktu, że „Orzeł” nie powrócił z patrolu w określonym terminie - okręt podwodny Rzeczypospolitej Polskiej „Orzeł” uważać należy za stracony”. Komuikat podpisał kontradmirał Jerzy Świrski, szef Kierownictwa Polskiej Marynarki Wojennej. Już nazajutrz Brytyjczycy wystosowali do Polskiej Marynarki Wojennej list, w którym wysoko ocenili wojenną działalność „Orła” i wyrażając głęboki żal z powodu utraty znakomicie wyszkolonej załogi oraz samej łodzi. „Dzielność i skuteczność załogi „Orła” podczas  pełnienia służby, zasługują na najwyższą pochwałę, a rola, jaką odegrał okręt wraz z załogą była bardzo wartościowym wkładem w wysiłek wojenny sprzymierzonych” - to fragment tego listu, podpisany przez wiceadmirała Maxa Hortona, dowódcę Podwodnej Floty Królewskiej Marynarki Wojennej.

Jako, że „Orzeł” ani razu nie potwierdził odebrania nowych rozkazów można przypuszczać, iż zatonął pomiędzy 24 maja, a 1 czerwca. Prawdopodobnie stało się to 25, kiedy to brytyjskie stacje podsłuchowe usłyszały silny wybuch na 57° szerokości północnej i 3°40' długości wschodniej, czyli w rejonie, gdzie znajdował się okręt. Najbardziej prawdopodobne hipotezy na temat przyczyn tragedii są dwie: pierwsza mówi o tym, iż „Orzeł” wszedł na nowo postawione pole minowe, o którym nie zdążono go poinformować; druga zaś sugeruje, że okręt został zatopiony przez bombę lotniczą, gdyż w tym okresie, według przechwyconego przez Anglików komunikatu radiowego, niemiecki samolot zatopił na Morzu Północnym aliancki okręt podwodny. Inną ciekawą hipotezą jest ta, wedle której „Orzeł” został omyłkowo zatopiony przez aliancki (najprawdopodobniej holenderski) okręt podwodny, zaś cały ten incydent został zatuszowany przez władze brytyjskie z obawy przed reakcją polskich władz i żołnierzy. Żadna z wymienionych hipotez nie została potwierdzona, z uwagi, iż do tej pory wraku „Orła” nie odnaleziono. Na podstawie dokumentu, jakim jest raport z patrolu brytyjskiego okrętu podwodnego HMS „Taku”, wspomniany już wiceadmirał Max Horton stwierdził, że ORP „Orzeł” zaginął 1 czerwca 1940 roku, prawdopodobnie wskutek ataku lotniczego.

***

Pierwszą próbę znalezienia wraku przeprowadzono  w 2006 roku, ograniczyła się ona jednak do „przetrałowania” miejsca przypuszczalnej katastrofy. Poszukiwania prowadziła załoga ORP „Heweliusz” - wykluczono jednak dzięki temu, że łodź zatonęła na niemieckim polu minowym.

Dokładnie rok temu, na poszukiwanie wraku okrętu, wypłynął z gdyńskiego portu statek badawczy - katamaran RV IMOR z robotem do prac podwodnych i 16-osobową załogą złożoną z polskich fachowców i członków Morskiej Agencji Poszukiwawczej.

Eksploracja obejmowała obszar o wymiarach 20 na 15 mil morskich w okolicach cieśniny Skagerrak na Morzu Północnym, gdzie według jednej z hipotez, prawdopodobnie zaginął ORP „Orzeł”. Ekspedycja „Orzeł Balex Metal” to największa akcja poszukiwawcza w historii polskiej marynistyki. Badacze mają do dyspozycji jeden z najnowocześniejszych statków hydrograficznych w Europie. Raport z tej wyprawy datowany na 7 sierpnia 2008 godz. 14:00 potwierdza to, co wcześniej raportowała załoga Heweliusza - na pozycji zatonięcia ORP „Orła” przyjętej w raportach Admiralicji Brytyjskiej, w rejonie dawnych niemieckich pól minowych nie odnaleziono wraku. Poszukiwania wśród licznych wraków w domniemanym rejonie ostatniego patrolu ORP „Orzeł” również nie przyniosły rezultatu, a akcję zakończono 8 sierpnia. (jm)

fot. Wikipedia

www.thepolishobserver.co.uk

26 kwietnia 1986 roku, godzina 1.23 w nocy, w reaktorze jądrowym bloku nr 4 elektrowni atomowej w Czarnobylu dochodzi do wybuchu.

Nieudany eksperyment
Dzień przed tragedią, personel obsługujący czwarty reaktor prowadził przygotowania do testu, który miał zostać przeprowadzony następnego dnia. Dzienna zmiana pracowników została uprzedzona o planowanym doświadczeniu i zapoznała się z odpowiednimi procedurami. Nad przebiegiem eksperymentu i działaniem nowego systemu regulacji napięcia czuwać miała specjalnie powołana grupa specjalistów w dziedzinie elektryczności pod nadzorem Anatolija Diatłowa (zastępcy naczelnego inżyniera elektrowni i jedynego atomisty w jej kierownictwie).

Elektrownia jądrowa w Czarnobylu / © Wikimedia CommonsZgodnie z planem eksperymentu od rana moc reaktora była stopniowo obniżana aż do poziomu 50%. Wtedy jedna z okolicznych elektrowni nieoczekiwanie przerwała produkcję energii. Aby zapobiec niedoborom elektryczności, dyspozytornia mocy w Kijowie zażądała opóźnienia wyłączenia reaktora do wieczora, kompensując popołudniowy wzrost zapotrzebowania na elektryczność.

O godzinie 23:04 z dyspozytorni nadeszła zgoda na wyłączenie reaktora. To opóźnienie było katastrofalne w skutkach. Dzienna zmiana, zaznajomiona z procedurami, dawno już zakończyła pracę. Zmiana popołudniowa szykowała się do odejścia, a nocna, która rozpoczynała pracę o godzinie 0:00, miała przejąć kontrolę reaktora już w trakcie eksperymentu. Zespół ekspertów również odczuwał zmęczenie bezczynnym oczekiwaniem od rana.

Według pierwotnego planu, eksperyment miał być przeprowadzony za dnia, a zadaniem nocnej zmiany byłoby jedynie czuwanie nad systemem chłodzenia wyłączonego już reaktora. Dlatego też pracownicy, którzy rozpoczęli pracę o północy, nie byli przygotowani na napotkane warunki, a przekazane im opisy procedur pełne były ręcznych poprawek i skreśleń. Szefem zmiany nocnej był Aleksander Akimow, a operatorem odpowiedzialnym za obsługę reaktora – Leonid Toptunow, młody inżynier z niewielkim stażem pracy.

Początkowo rozpoczęto redukcję mocy cieplnej reaktora, jednak Toptunow, za bardzo zredukował tę moc. W wyniku działań reaktor został doprowadzony do skrajnie niestabilnego stanu i pozbawiony zupełnie kontroli za pomocą służących do tego prętów. W tej sytuacji doszło do nadmiernego wydzielania się ksenonu-135, który silnie pochłania neutrony ("zatrucie ksenonowe"). Przy tak małej mocy przeprowadzenie eksperymentu było niemożliwe. Operatorzy, nieświadomi zatrucia ksenonowego, prawdopodobnie sądzili, że spadek mocy spowodowany był usterką jednego z automatycznych regulatorów, aby zwiększyć moc reaktora, zaczęli usuwać kolejne pręty kontrolne, aż do momentu gdy konieczne było wyłączenie automatycznych mechanizmów i ręczne przesunięcie prętów do pozycji znacznie przekraczającej przyjęte normy.

Reaktor powoli zwiększył moc do 200 MW, czyli poziomu trzykrotnie niższego niż wymagany do eksperymentu. Mimo tego, nie przerwano go – na jego kontynuację nalegał Diatłow, który lekceważył zastrzeżenia operatorów.

Jedynym czynnikiem hamującym pracę reaktora był wysoki poziom ksenonu w paliwie jądrowym. W tej sytuacji automatyczny system bezpieczeństwa powinien całkowicie wygasić reaktor, jednakże operatorzy zadecydowali o wyłączeniu tego zabezpieczenia.

O godzinie 01:23:04 rozpoczął się niedopracowany eksperyment. Załoga nie zdawała sobie sprawy z niestabilności reaktora i wyłączyła przepływ pary do turbin. Ponieważ zwalniająca turbina napędzała pompy, przepływ wody chłodzącej zaczął maleć, a produkcja pary wzrosła. Dodatnia reaktywność dla pary, jedna z charakterystycznych cech reaktorów typu RBMK, spowodowała wzrost ilości rozszczepień, a co za tym idzie – temperatury. To jeszcze bardziej zwiększyło parowanie wody. Szybko przekroczona została szybkość pracy reaktora, która mogła być zahamowana przez wydzielony ksenon. Wzrost mocy i temperatury reaktora nastąpił lawinowo.

Po niecałej minucie inżynierowie zdecydowali, że należy przerwać doświadczenie i w ramach procedury awaryjnej SCRAM wyłączyć reaktor. Niestety, było już za późno. Rdzeń był już zbyt mocno rozgrzany i procedura wsunięcia prętów nie powiodła się. W ciągu kilku sekund moc termiczna reaktora osiągnęła 30 GW (10-krotna moc maksymalna). Około 10 sekund później ciśnienie wewnątrz reaktora spowodowało pierwszą eksplozję, wysadzając wielką, ważącą około 2 tysiące ton osłonę. Kilka chwil później nastąpiła druga, znacznie większa eksplozja, której natury nie określono do dziś. Prawdopodobnie wybuchł wodór, powstały z rozkładu pary wodnej w kontakcie z rozgrzanym do czerwoności grafitem.

Drugi wybuch spowodował rozrzucenie około 25% płonącego, silnie radioaktywnego grafitu dookoła reaktora. Uszło to uwadze szefa zespołu reaktora nr 4, który uznał, że reaktor przetrwał wybuch. Okazało się, że dozymetry (przyrządy mierzące promieniowanie) nie były w stanie zmierzyć poziomu radioaktywności, który osiągnął zaraz po drugim wybuchu wartości niewyobrażalne. Do atmosfery dostał się radioaktywny pył.

Po 2 minutach na miejscu byli strażacy z elektrowni. Nikt im nie powiedział, że reaktor wybuchł. Do godziny 6 główny pożar został ugaszony. Częściowo stopiony rdzeń reaktora był jednak nadal straszliwie niebezpieczny. Pod reaktorem znajdowały się bowiem wielkie zbiorniki wody chłodzącej. Gdyby doszło do zniszczenia podstawy rdzenia, wybuch spowodowałby niewyobrażalne zniszczenia. Ponieważ nie było dostępu do zaworów (były zatopione po wybuchu), zdecydowano się na wysłanie tam trzech ludzi w strojach płetwonurków. Otworzyli oni ręcznie zawory, wypuszczając wodę. Dwóch z nich zmarło w ciągu kilku dni na chorobę popromienną.

Następnie przestrzeń pod reaktorem wypełniono betonem. Okazało się to dobrym ruchem, ponieważ podstawa rdzenia pękła, powodując jego osunięcie.

Drugi wybuch spowodował wyrzucenie do atmosfery gigantycznej ilości izotopów promieniotwórczych. Już w kilka godzin po katastrofie wzrost promieniowania zanotowała stacja ochrony radiacyjnej jednej ze szwedzkich elektrowni atomowych. Chmura początkowo wędrowała na północ, dopiero potem wiatr zmienił kierunek i pył dotarł nad resztę Europy.

Dwa dni po eksplozji polska stacja w Mikołajkach odnotowała aktywność promieniotwórczą 500000 razy większą od normalnej. Władze ZSRR kompletnie zablokowały przepływ informacji, dlatego też oficjalne wieści o katastrofie przekazano w Polsce dopiero 29 kwietnia (trzecia doba po wybuchu).

Akcja jodowa w Polsce
29 kwietnia w Komitecie Centralnym PZPR rozpoczęło się posiedzenie kilku członków Biura Politycznego, członków rządu i Komitetu Obrony Kraju. Do grupy tej zaproszono z CLOR prof. Zenona Bałtrukiewicza z Szefostwa Służby Zdrowia MON oraz prezesa PAA. Na posiedzeniu przyjęto główne kierunki ochrony ludności zaproponowane przez CLOR. Miała to być przede wszystkim ochrona dzieci przed wchłonięciem radiojodu. Ustalono, że dzieciom we wschodnich i północnych województwach należy podać nieradioaktywny jod, a także wstrzymać wypas bydła na łąkach i przejść na karmienie ich suchą paszą. Mleka od krów przebywających dotąd na pastwiskach nie należało kierować do sklepów, lecz przeznaczyć do przerobu. Dzieci i młodzież do lat 18 powinny były konsumować mleko w proszku i skondensowane. Należało ograniczyć spożycie świeżych jarzyn oraz dokładnie je myć. Zakazano picia wody deszczowej i stopionego śniegu.

Dla przygotowania akcji jodowej zebrano w Ministerstwie Zdrowia grupę, która ustaliła (po raz pierwszy w świecie), że formą masowej profilaktyki jodowej będzie podanie tzw. płynu Lugola - wodnego roztworu jodku potasu i pierwiastkowego jodu oraz ustaliła jego dawki dla trzech grup wiekowych dzieci. Jego podanie miało na celu zablokowanie wchłaniania promieniotwórczego jodu-131.

Skażenie
Eksplozja reaktora czarnobylskiej elektrowni w kwietniu 1986 roku doprowadziła do skażenia ok. 100 tys. km kwadratowych powierzchni. Najbardziej ucierpiała Białoruś. Substancje radioaktywne dotarły też nad Skandynawię, Europę Środkową, w tym Polskę, a także na południe kontynentu - do Grecji i Włoch.

Straty ludzkie
Do dziś trudno oszacować, ilu ludzi zmarło w wyniku katastrofy. Bezpośrednio po wybuchu, pomiędzy kwietniem a majemzginęło kilkadziesiąt osób – w tym kilku pracowników bloku 4. oraz strażaków, których ciał nigdy nie odnaleziono. Szacuje się, że kilka tysięcy ludzi w dużym stopniu straciło zdrowie w wyniku wybuchu, a na całym świecie ponad pół miliona ludzi przyjęło spore dawki promieniowania.

Elektrownia jest dziś nieczynna
W 1991 w bloku nr 2 elektrowni wybuchł pożar. Mimo iż awaria była niegroźna, rząd niepodległej już Ukrainy wydał decyzję o natychmiastowym zamknięciu reaktora nr 2, a do 1993 wszystkich pozostałych. Z uwagi na ogromne koszty i brak możliwości zrównoważenia bilansu energetycznego Ukrainy, dopiero w 1997 wyłączono reaktor nr 1, a w grudniu 2000 zamknięto ostatni pracujący reaktor nr 3, tym samym elektrownia ostatecznie przestała funkcjonować.

Po 27 latach, elektrownia w Czarnobylu jest nieczynna. Reaktor jest otoczony ochronną kopułą z żelazobetonu. Strefa wokół elektrowni jest nadal oficjalnie zamknięta, choć promieniowanie jest niebezpieczne tylko w bezpośrednim otoczeniu bloku 4.

W 2011 roku Komisja Europejska zaapelowała do państw członkowskich Unii Europejskiej o pomoc finansową dla Ukrainy na budowę nowego "sarkofagu", ze względu na kończący się termin ważności obecnego (2016 r.) wyznaczony przez konstruktorów. Na jego budowę potrzeba 1,5 miliarda euro. Nowy sarkofag musi zostać wybudowny, ponieważ wciąż znajduje się w nim 200 ton wysoce radioaktywnego paliwa, które wyciekło na skutek wybuchu w kwietniu 1986 roku.

(internet, Wikipedia, am)

Na początku czerwca 1940 roku zakończyła się bitwa o Narwik. Walki w Norwegii, były chrztem bojowym dla nowo powstałego związku taktycznego Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie - Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich.

Jest 1 marca 1940 roku, Hitler wydaje definitywny rozkaz wykonania planu „Weseriibung”, który polega na desancie w kilkunastu punktach, od których Narwik był oddalony od baz niemieckich o 1500-2000 kilometrów. Do przetransportowania wojsk konieczne było użycie okrętów wojennych. Utworzono z nich sześć grup. Do Narwiku miała wpłynąć grupa I dowodzona przez komandora Bontego, licząca 10 niszczycieli, z dwoma tysiącami żołnierzy na pokładzie. Ze względu na obecność w Narwiku norweskich pancerników obrony wybrzeża, dowódca Home Flet, skierował jako ubezpieczenie operacji, pancernik „Renowi” z osłoną 4 niszczycieli, pod dowództwem vice administratora W.J.Whitwortha. Akcja ta godziła w żywotne interesy niemieckie, oczekiwano zatem silnej obrony i przygotowano plan zwany „R4”.  Polegał on na lądowaniu na terytorium norweskim i zajęciu portów w Stawagane, Bergen oraz Narwiku i miał być wprowadzony w życie, jeśli wojska niemieckie usiłowałyby osadzić porty norweskie. W Hycle zgrupowano transportowce z wojskiem przeznaczonym do opanowania Narwiku. Osłonę tej grupy miały stanowić krążownik „Aurora” i 6 niszczycieli. Grupa I wyruszyła na Narwik nocą 6 na 7 kwietnia. Mimo iż okręty były rozpoznane przez lotnictwo brytyjskie w dniu 7 kwietnia i zdradziły swoją obecność następnego przez potyczkę z „Glowwormem”, kontynuowały swój marsz nie niepokojone przez przeciwnika.

 

3 maja 1791 roku Sejm Czteroletni przyjął ustawę rządową, która do historii przeszła jako Konstytucja 3 Maja. Była ona drugą na świecie (po konstytucji amerykańskiej z 1787 r.) i pierwszą w Europie ustawą regulującą organizację władz państwowych, prawa i obowiązki obywateli.

Zaprzysiężenie konstytucji 3 maja, rysunek Jana Piotra Norblina / Wikimedia CommonsKonstytucja została zaprojektowana w celu zlikwidowania obecnych od dawna wad systemu politycznego Rzeczypospolitej Obojga Narodów i jej złotej wolności. Konstytucja wprowadziła polityczne zrównanie mieszczan i szlachty oraz stawiała chłopów pod ochroną państwa, w ten sposób łagodząc najgorsze nadużycia pańszczyzny. Konstytucja zniosła zgubne instytucje, takie jak liberum veto, które przed przyjęciem Konstytucji pozostawiało sejm na łasce każdego posła, który, jeśli zechciał – z własnej inicjatywy, lub przekupiony przez zagraniczne siły, albo magnatów – mógł unieważnić wszystkie podjęte przez sejm uchwały. Konstytucja 3 maja miała wyprzeć istniejącą anarchię, popieraną przez część krajowych magnatów, na rzecz monarchii konstytucyjnej.

Pierwszym terminem przyjęcia Konstytucji był dzień 5 maja 1791 roku, jednak jej zwolennicy, w obawie przed groźbą użycia siły przez Stronnictwo Moskiewskie, przyspieszyli termin obrad nad dokumentem o dwa dni.

Obrady i przyjęcie Konstytucji odbyło się niespodziewanie. Wielu posłów przybyło wcześniej w tajemnicy, a miejsce obrad (Zamek Królewski w Warszawie) był strzeżony przez Gwardię Królewską i oddziały wojskowe pod dowództwem księcia Józefa Poniatowskiego, który wraz z grupą oficerów znalazł się w izbie sejmowej w pobliżu tronu.

O przyjęciu konstytucji bez czytania przesądził przypadek. Poseł inflancki Michał Zabiełło wezwał do przyjęcia konstytucji, a króla do jej zaprzysiężenia. Władca podniósł rękę na znak, że chce przemówić, co zwolennicy konstytucji poczytali za gotowość Stanisława Augusta do złożenia przysięgi. Król złożył przysięgę na ręce biskupa krakowskiego Feliksa Turskiego.

7 maja 1791 marszałkowie sejmowi wydali uniwersał, ogłaszający uchwalenie konstytucji. Głosił on m.in.: Ojczyzna nasza już jest ocalona. Swobody nasze zabezpieczone. Jesteśmy odtąd narodem wolnym i niepodległym. Opadły pęta niewoli i nierządu.

Przyjęcie Konstytucji 3 maja sprowokowało wrogość sąsiadów Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Podczas wojny w obronie konstytucji (wojna polsko-rosyjska 1792), Polska zdradzona przez swojego pruskiego sprzymierzeńca Fryderyka Wilhelma II została pokonana przez Imperium Rosyjskie Katarzyny Wielkiej, sprzymierzonej z konfederacją targowicką (konfederacja generalna koronna zawiązana wiosną 1792 w Targowicy przez przywódców magnackiego obozu republikanów w celu przywrócenia starego ustroju Rzeczypospolitej) – spiskiem polskich magnatów przeciwnych reformom osłabiającym ich wpływy.

Konstytucja 3 maja pozostała do końca dziełem nieukończonym. Jej współautor Hugo Kołłątaj ogłosił trwanie prac nad ekonomiczną konstytucją zapewniającą wszystkim prawo własności oraz zapewniające ochronę i godność każdej pracy. Trzecim dokumentem, którym zajmował się Kołłątaj była "konstytucja moralna", zapewne polski odpowiednik amerykańskiej Karty Praw oraz francuskiej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela.

Konstytucja została formalnie wpisana do akt grodzkich Warszawy 5 maja 1791 i od tego momentu faktycznie weszła w życie. Została obalona przez konfederację targowicką popieraną przez Rosję, w wyniku interwencji wojsk rosyjskich w czasie wojny polsko-rosyjskiej w 1792 roku.

Obchodzenie Święta Konstytucji 3 Maja zostało zakazane podczas rozbiorów, a ponowne jego obchodzenie zostało wznowione w 1919 roku. Święto zostało zdelegalizowane przez hitlerowców i sowietów podczas okupacji Polski w czasie II wojny światowej. Po wojnie obchodzono je do 1946 roku, kiedy to po antykomunistycznych demonstracjach zostało zastąpione obchodami Święta 1 Maja.

W styczniu 1951 r. święto to zostało oficjalnie zdelegalizowane przez władze komunistyczne. Do roku 1989, w tym dniu często dochodziło w Polsce do protestów i demonstracji antyrządowych i antykomunistycznych. Po zmianie ustroju, od kwietnia 1990 r. Święto Konstytucji 3 Maja należy do uroczyście obchodzonych polskich świąt.(mam)

Źródło: Wikipedia

17 marca 1861 roku powstało Królestwo Włoskie, kiedy to ogólnokrajowy parlament w Turynie ogłosił królem zjednoczonego państwa Wiktora Emanuela II. Proces Zjednoczenia Włoch trwał kilka lat i rozpoczął się w 1859 roku.