Magazyn - Nasz Swiat
24
Pn, lipiec

Carrara - śnieżnobiałe marmurowe góry, liczne zakłady kamieniarskie, dziś i dawniej - zagłębie włoskich i światowych rzeźbiarzy, katedra, ozdobiona miejscowym białym i szarym marmurem, kręte uliczki prowadzące do kamieniołomów. To do tej miejscowości podążał młody Michał Anioł Buonarotti w poszukiwaniu materiału, który zamieniał w dzieła sztuki.

Dziś przewodnicy turystyczni oprowadzający wycieczki po Watykanie, zatrzymując się przy Piecie Michała Anioła podkreślają, że rzeźba wykonana została z najszlachetniejszego marmuru z Carrary.

Był to rok 1498, gdy Michał Anioł przystąpił do realizacji zlecenia francuskiego kardynała De Billheresa, oddelegowanego do Rzymu. Kardynał ów zażyczył sobie rzeźbę, która - jak głosi pogłoska - uspokoiłaby jego sumienie. Przypuszczalnie (ponieważ przed przeniesieniem jej w obecne miejsce w XVIII wieku, rzeźba znajdowała się w kaplicy św. Petronelli, gdzie pochowany został zleceniodawca) miała ona zdobić jego nagrobek.

Artysta wybrał marmur osobiście, udając się w tym celu do Carrary. Sam transport bryły do Rzymu trwał 9 miesięcy, wykonywanie dzieła - dwa lata. Michał Anioł miał wówczas zaledwie 23 lata. Bardzo pieczołowicie wykończył dzieło, polerując rzeźbę słomą i - co nie było w jego zwyczaju - tym razem nie omieszkał się podpisać.

Zrobił to pod wpływem złości, bowiem tuż po wystawieniu dzieła na widok publiczny, autorstwo przypisano Christoforo Solari. Michał Anioł więc, na szarfie znajdującej się na piersi Marii, umieścił napis MICHEL ANGELUS BONAROTUS FLORENT FACIBAT (Uczynił to Florentczyk, Michał Anioł Buonarroti).

Później żałował tej impulsywnej decyzji i przysiągł nigdy więcej nie podpisywać dzieła swych rąk. Podpisywał je jednak w specyficzny sposób - malując swój wizerunek na obrazach. Pietà watykańska (były jeszcze trzy inne) Michała Anioła zawsze budziła podziw i emocje. To w jej asyście koronowany był Napoleon, to dziś chroniona jest ona szybą - po tym, jak 21 maja 1972 roku została uszkodzona przez 33-letniego Laszlo Totha, australijskiego geologa, Węgra z pochodzenia. Człowiek ów krzycząc „Ja jestem Jezusem Chrystusem" uderzył rzeźbę kilkadziesiąt razy młotkiem, odłupując prawe ramię Madonny, aż do łokcia, łamiąc nos i uszkadzając twarz. Po ataku, dzieło zostało pieczołowicie odrestaurowane i zwrócone na swoje miejsce w Bazylice Św. Piotra, po prawej stronie tuż przy wejściu, pomiędzy Świętymi Drzwiami i ołtarzem św. Sebastiana.

Pietà znaczy litość, jednak w Piecie Michała Anioła jest przede wszystkim spokój. Spokój oraz piękno - Matka Jezusa pokazana została jako młoda kobieta, a ciało Jezusa uderza klasyczną harmonią. Michał Anioł hołdował renesansowym kanonom piękna, choć sam nie był piękny, miał kompleksy z powodu swojego wyglądu. Rozkwaszony nos, podobno pamiątka po zazdrośniku z czasów, kiedy ujawniał się jego wielki talent, przysparzający mu jednak zawistników.

Beata Zaremba-Żarski

 

 

Przyjaciele z „aryjskiej” strony, wielokrotnie podejmowali próby wyprowadzenia go z getta, zapewniali bezpieczne schronienie. Nie można było jednak ocalić setek dzieci, więc heroicznie odmawiał skorzystania z szansy ucieczki, nie zgadzał się na opuszczenie swych podopiecznych…

Rok 2012-  „Rokiem Janusza Korczaka”.

***
Janusz Korczak znany również jako „Stary Doktor”, był lekarzem i pedagogiem, a jego prawdziwe nazwisko brzmiało Henryk Goldszmit. Urodził się 22 lipca 1878 albo 1879 roku w Warszawie. Pochodził z rodziny zamożnego adwokata pochodzenia żydowskiego, która od dawna wrosła w polską kulturę i tradycję. Całe życie Korczaka związane było z Warszawą.

Gdy Henryk miał lat 18, wydarzyła się tragedia. Śmierć ukochanego ojca zrujnowała materialnie całą rodzinę. Ciężar jej utrzymania spadł na barki Henryka, ówczesnego studenta medycyny. Sytuacja ta zmuszała go do udzielania korepetycji leniwym dzieciom bogatych rodziców. Już w tym czasie, zaczynał interesować się psychiką i warunkami życiowymi dzieci biednych. Był częstym gościem robotniczych dzielnic Powiśla, Solca, Woli i Starówki. Starał się pomóc najbiedniejszym. Chodził po domach, opowiadał baśnie, w wieczór wigilijny był św. Mikołajem roznoszącym groszowe podarki, pomagał w nauce. Wkrótce podjął działalność społeczną w Warszawskim Towarzystwie Dobroczynności. Uczył także ubogie dzieci.

W roku 1903, Korczak po skończeniu medycyny na Uniwersytecie Warszawskim rozpoczął pracę jako lekarz-pediatra w szpitalu dziecięcym w Warszawie. Wkrótce zyskał rozgłos jako lekarz darmowej klienteli. Swą wiedzę pogłębiał w klinikach Berlina, Londynu i Paryża.

Dwa lata później, musiał wyjechać na wojnę rosyjsko-japońską jako lekarz wojskowy. Po niej, wrócił do swego szpitala. Pracował znowu wśród małych pacjentów biednych i bogatych. Nie chciał zrobić kariery w praktyce prywatnej, ale zapragnął być lekarzem i wychowawcą dzieci. Miał około 30 lat, gdy ostatecznie zrezygnował z założenia własnej rodziny. Wiele trzeba było się wyrzec i wiele poświęcić, by w tak szczególny sposób odnaleźć powołanie w swoim życiu.

Korczak włączył się do działalności Towarzystwa „Pomoc dla Sierot” i starań o budowę domu, przystosowanego do potrzeb sierocińca. Do nowego budynku przy ulicy Krochmalnej 92 przeniesiono dzieci w 1912 roku, ze starego poklasztornego budynku przy ulicy Franciszkańskiej. Korczak objął funkcję dyrektora Domu Sierot i stał się jego mieszkańcem, zajmując izbę na poddaszu nad dziecięcymi sypialniami. Swą samotność związał z najbardziej osamotnionymi podopiecznymi. Miał wtedy 34 lata. Dom Sierot stał się warsztatem samodzielnej pracy i badań Korczaka. Tam doskonalił swój system wychowawczy, a wieczorami i nocami pisał dzieła pedagogiczne i powieści.

Po czterodniowych walkach z Wehrmachtem pod Kockiem, złożył broń jako ostatni polski generał kampanii wrześniowej. Pozostał jedynym dowódcą SGO bez porażki - przeciwnik pod Kockiem został pobity, a on sam zmuszony do podpisania kapitulacji tylko z powodu braków w zaopatrzeniu i amunicji.

Franciszek Kleeberg / foto: WikipediaFranciszek Kleeberg urodził się 1 lutego 1888 roku w Tarnopolu. Pochodził z rodziny o głęboko zakorzenionym patriotyzmie, był synem powstańca styczniowego Emiliana i Józefy z domu Kuschée. Kształcił się w szkole w Hranicach, a w 1905 roku zdał egzamin dojrzałości. W latach 1905-1908 studiował w Wojskowej Akademii Technicznej w Austrii. W 1911 roku, zakończył edukację na wyższej Szkole Strzeleckiej Artylerii w Hajmasker. Następnie rozpoczął naukę w Szkole Sztabu Generalnego w Wiedniu. Jego edukację zakończyła I wojna światowa. W maju 1915 roku, wstąpił do Legionów Polskich i został szefem Sztabu II Brygady. Potem był kolejno zastępcą szefa Sztabu i szefem Sztabu Komendy Legionów Polskich. W 1916 roku natomiast, objął stanowisko szefa Sztabu III Brygady Legionów. Do zakończenia I wojny światowej, pełnił jeszcze rozmaite funkcje. Wspomnieć należy przede wszystkim o pozycji komendanta Kursu Wyszkolenia Artylerii w Garwolinie, skąd odszedł w kwietniu 1918 roku. W czerwcu 1918 roku, Kleeberg znalazł się armii austriackiej. Jego prośba o zmianę obywatelstwa na polskie została rozpatrzona negatywnie. Do końca wojny służył w 54. Brygadzie Piechoty. Po zakończeniu I wojny światowej, został przyjęty do Wojska Polskiego. Pełnił tam funkcję szefa Sztabu Dowództwa „Wschód”. Następnie, od kwietnia do czerwca 1919 roku, był szefem Sekcji Organizacyjnej, od czerwca 1919 roku do marca 1920 roku zastępcą szefa Departamentu Mobilizacyjno-Organizacyjnego i zastępcą szefa Oddziału I Mobilizacyjno-Organizacyjnego Sztabu Ministerstwa Spraw Wojskowych. W marcu 1920 roku, otrzymał przydział na stanowisko pomocnika szefa Oddziału Organizacyjno-Mobilizacyjnego. W lipcu 1920 roku został szefem Sztabu 1. Armii, a po miesiącu szefem Sztabu Grupy Operacyjnej gen. Raszewskiego. Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej był szefem Sztabu Okręgu Generalnego „Poznań”. Stanowisko to objął 7 października 1920 roku. Sprawował je do października 1922 roku, kiedy to objął dowództwo 14. Dywizji Piechoty. Pracował tam do czerwca 1924 roku. Wtedy też nakazano mu wyjazd do Francji, gdzie studiował w Wersalu i Metzu (w centrach wyszkolenia piechoty i artylerii). Uczył się również w elitarnej École Supérieure de Guerre.

Po powrocie do Polski, najpierw krótko był jednym z dyrektorów Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie, a następnie w 1927 roku, został dowódcą 29. Dywizji Piechoty. 1 stycznia 1928 roku, został mianowany generałem brygady. Awans ten niewiele zmienił w rozwoju jego kariery. Dopiero w roku 1936, nastąpiła zmiana miejsca jego służby, gdy został mianowany dowódcą Okręgu Korpusu nr III na terenie Grodna. W 1938 roku, mianowano go z kolei dowódcą Okręgu Korpusu nr IX, tym razem w Brześciu nad Bugiem. Na tym stanowisku znajdował się w momencie rozpoczęcia II wojny światowej.

Na początku kampanii wrześniowej, jego jednostki nie zostały mocno zaangażowane walkę. 9 września, powierzono mu dowodzenie Samodzielną Grupą Operacyjną „Polesie”. Wraz ze swoją jednostką, stoczył ostatni bój Wojny Obronnej 1939 roku pod Kockiem. 5 października, z powodu niewystarczającej ilości amunicji, lekarstw i żywności, postanowił poddać ostatnią zorganizowaną jednostkę polską. Bitwa została jednak uznana za zwycięstwo oręża polskiego, a sam Kleeberg wydał ostatni rozkaz do jednostek Wojska Polskiego, kończąc tym samym kampanię wrześniową. Po bitwie dostał się do niewoli niemieckiej i przebywał w Oflagu IVB. Zmarł 5 kwietnia 1941 roku w niemieckim szpitalu wojskowym. Pochowano go na cmentarzu w Neustadt, lecz w 1969 roku, w rocznicę bitwy pod Kockiem, jego prochy przeniesiono na cmentarz wojskowy w Kocku. Pośmiertnie został mianowany generałem dywizji z dniem 1 stycznia 1943 roku.

Odznaczono go:
- Krzyżem Komandorskim, Kawalerskim, Złotym i Srebrnym Orderu Virtuti Militari
- Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski
- czterokrotnie Krzyżem Walecznych
- węgierskim medalem zasługi wojskowej Signum Laudis
- Krzyżem Komandorskim Orderu Legii Honorowej
- Krzyżem Żelaznym II klasy. (C.Z.)

Artykuł pochodzi ze strony The Polish Observer

W trakcie przesłuchań hitlerowskich katów w Norymberdze, poruszone zostały takie wydarzenia, jak podpalenie Reichstagu, które przypisywane jest Goeringowi, tortury w obozach koncentracyjnych w Rzeszy, gdzie więziono komunistów i socjalistów, pucz Röhma, czy zamordowanie kanclerza Austrii, Dollfussa. Ujawniono również tajne rozmowy Hitlera z najważniejszymi ludźmi w Rzeszy, które zdradzały jego plany późniejszych ataków.

Adolf Hilter w towarzystwie Erharda Milcha, Karla Brandta, Juliusa Schauba i Martina Bormanna / foto: WikipediaPodczas procesu w Norymberdze, który rozpoczął się 20 listopada 1945 roku w Pałacu Sprawiedliwości i trwał 218 dni roboczych, zobrazowano również kulisy anszlusu Austrii i przejęcia Czechosłowacji w 1938 roku. Przedstawiono prawdziwe powody pomocy Legionu „Condor” w wojnie domowej w Hiszpanii.

Naturalnie poruszono również kwestię II wojny światowej, która jednak została omówiona tylko częściowo. Podano bowiem, „zakulisowe” szczegóły wydarzeń tuż przed kampanią wrześniową, jak i samej  wojny obronnej Polski, ataku na Danię i Norwegię w 1940 roku oraz napaści na Francję i kraje Beneluksu. Szczególnie omówiono za to bitwę o Anglię oraz przesłuchano feldmarszałka Paulusa w związku z atakiem na ZSRR. Ponieważ od tej chwili Hitler  zaczął praktycznie przegrywać na wszystkich frontach, na tym poprzestano i sędziowie skupili się bardziej na aspekcie oskarżenia o zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości.

Po pierwsze, skoncentrowano się na problemie eutanazji w Trzeciej Rzeszy oraz na roli, jaką w państwie spełniały takie osoby, jak Rudolf Hess (który zrezygnował z zeznań jako świadek, chociaż badania psychiatryczne nie wykazały znaczących odchyleń od normy), Martin Bormann („Bormann był w istocie złym archaniołem u boku diabła Hitlera”), czyli prawa ręka Adolfa w ostatnich latach jego panowania, który po locie Hessa zajął jego miejsce w państwie oraz później uniewinnieni von Papen i Schacht (na ich winę, sąd nie znalazł wystarczających dowodów). Wiele w relacjach między oskarżonymi zmieniło się po przesłuchaniach głównych wojskowych: Jodla, Keitla, Goeringa, Raedera, Doenitza. Szczególnie negatywnie wypadł Keitel (po oskarżeniach o morderstwo) i Goering (chwytający się każdego słowa tłumaczenia, aby pomniejszyć swoją winę), którzy swoją postawą dalecy byli od ideału honorowego żołnierza.

Dosyć dwuznaczne wydaje się być oskarżenie Niemców o zbrodnię katyńską. Przeczuwając, że to Rosjanie mogą być za nią odpowiedzialni, oskarżyciel główny Jackson, szybko odstąpił od oskarżeń względem Niemców. Co do ich winy nie ma jednak żadnej wątpliwości, jeżeli chodzi o kwestie związane z wyludnianiem terenów wschodnich czy eksterminację narodu żydowskiego.

Szczególne miejsce na procesie norymberskim zajęła kwestia programu „Endlösung”. Omówiono nie tylko akcje rozpoczęte po 1942 roku, ale wszystkie akty bezprawia wymierzone przeciw narodowi żydowskiemu, poczynając od ustaw norymberskich, nocy kryształowej, a na obozach Auchwitz-Birkenau, czy Majdanku i  likwidacji warszawskiego getta kończąc. Przed Trybunałem stanęło wielu ocalałych, którzy opowiadali swoją straszną historię. Kiedy pokazano nakręcane głównie przez SS-manów filmy, Funk płakał, a Doenitz zakrył twarz rękoma. W swojej celi po tym dniu Frank oświadczył psychologowi więziennemu: „Żyliśmy po królewsku i wierzyliśmy w tę bestię! Niech pan nie pozwala sobie wmawiać, że oni o niczym nie wiedzieli. Każdy czuł, że w tym systemie dzieją się straszne rzeczy, jeśli nawet nie znaliśmy wszystkich szczegółów. Nie chciano ich znać. To było bardzo wygodne, świetnie się urządzić i wierzyć, że wszystko jest w porządku”. Wypowiedź ta nie wymaga komentarza.

Oskarżonym dano prawo wypowiedzenia swojego ostatniego słowa. Nikt z niego nie zrezygnował. Hessowi musieli sędziowie nawet przerwać, gdy rozpoczynał już dwudziestą minutę swojego bezładnego monologu. Z początku wydanie wyroku miało się odbyć 23 września, jednakże w wielu sprawach między sędziami narastał spór, tak więc ostatnie posiedzenie Trybunału przeniesiono na 1 października 1946 roku.

Dnia 1 października 1946 roku, ogłoszono kary dla oskarżonych. Zapadło 12 wyroków śmierci przez powieszenie, trzech skazano na dożywotnie więzienie, trzech uniewinniono, a pozostali dostali kary 10-20 lat więzienia. Kary śmierci:
- Martin Bormann (niewykonana ze względu na nieobecność oskarżonego - rozważano uznanie go za zmarłego, jednak zdecydowano później na pozostawienie „otwartej furtki”),
- Hans Frank,
- Wilhelm Frick,
- Herman Goering (niewykonana, Goering popełnił samobójstwo dzień przed straceniem, połykając truciznę - nie wyjaśniono, w jakich okolicznościach została ona mu dostarczona),
- Alfred Jodl,
- Ernst Kaltenbrunner,
- Wilhelm Keitel,
- Joachim von Ribbentrop,
- Alfred Rosenberg,
- Fritz Sauckel,
- Arthur Seyss-Inquart,
- Juliu Streicher.

Wyroki śmierci wykonano 16 października o godzinie 1:00 w nocy. Zwłoki skremowano, a prochy rozrzucono nad rzeką Izarą. Kary dożywotniego więzienia:
- Walther Funk (zwolniony w 1957 roku ze względu na stan zdrowia),
- Rudolf Hess (ostatni mieszkaniec Spandau, „popełnił samobójstwo” w wieku 94 lat, w 1987 roku),
- Erich Raeder (zwolniony w 1955 roku ze względu na swój wiek i stan zdrowia).

Kary 20 lat pozbawienia wolności: Baldur von Schirach i Albert Speer (obaj odsiedzieli swoje wyroki do końca). Kara 15 lat pozbawienia wolności: Constantin von Neurath (zwolniony po 8 latach więzienia). Kara 10 lat pozbawienia wolności: Karl Doenitz (wyszedł w 1956 roku, po 10 latach).

Uniewinniono: Hansa Fritzsche, Franza von Papena i Hjalmara Schachta.

Niewydanie wyroku w sprawie trzech ostatnich nie oznaczało, że nie ponieśli oni kary za swoje czyny. Zostali aresztowani przez sąd niemiecki. Hans Fritzsche dostał 9 lat w obozie pracy, ale został w 1950 roku zwolniony. Hjalmar Schacht postawiony przed Izbą Orzekającą dostał wyrok 8 lat obozu pracy. Wznowiony proces z 1948 roku uniewinnił go jednak. Ostatniemu, von Papenowi początkową karę 8 lat przebywania w obozie pracy zamieniono w 1949 roku na karę grzywny w wysokości 30 tysięcy marek. (C.Z.)

Artykuł pochodzi ze strony The Polish Observer

Jej ofiarą, jak i innych tego typu wykroczeń przeciwko ludzkości, padły dziesiątki tysięcy Polaków na dawnych kresach Rzeczpospolitej. Te przerażające fakty, dalej pozostają mało znane dla większości Polaków. Pamięć o krwawych wyczynach ukraińskich nacjonalistów istnieje głównie dzięki tym, którzy cudem uratowali się z pożogi oraz ich potomstwu, a także nielicznym politykom, historykom i duchownym, których zaangażowanie w kultywowanie pamięci ofiar nie sposób przecenić.

Archeolog podczas ekshumacji na Trupim Polu / foto: WikipediaWołyń. Podczas trwających od 1942 do 1944 roku napadów, nasilonych w lecie 1943 roku, wymordowano około 100-120 tysięcy Polaków oraz kilka tysięcy Ukraińców. Akcja ta, zainicjowana była przez działaczy OUN-B (banderowcy) i wykonywana przede wszystkim przez formacje UPA wspomagane przez chłopów. Dużą rolę w podżeganiu do zbrodni odegrał kler grekokatolicki. Z kolei księża, którzy odmawiali nawoływania do ludobójstwa, także byli mordowani. Metropolita grekokatolicki Andrzej Szeptycki wydał co prawda 21 listopada 1942 list pasterski „Nie zabijaj”, jednak nie spowodował on prawie żadnej reakcji ze strony nacjonalistów.
Najwięcej mordów, dokonanych w lecie 1943 roku, odbywało się w niedziele. Ukraińcy wykorzystywali fakt, że ludność polska gromadziła się podczas mszy w kościołach, więc często domy boże były otaczane, a wierni przed śmiercią częstokroć byli torturowani w okrutny sposób (przecinano ludzi na pół piłą do drewna, wydłubywano im oczy, palono ich żywcem). 11 lipca 1943 roku, miał miejsce skoordynowany atak na dziesiątki polskich miejscowości, w całym zaś miesiącu, na co najmniej 530 polskich wsi i osad. Pod hasłem „Śmierć Lachom”, zginęło wówczas kilkanaście tysięcy Polaków. Bardzo trudno dziś określić dokładnie liczbę pomordowanych. Jest to często wynikiem faktu, że niektóre miejscowości zostały zrównane z ziemią, a ich mieszkańcy wymordowani do ostatniego człowieka. Ostrożne szacunki poparte materiałem dowodowym, w postaci relacji tych, którzy przeżyli, pozwalają określić straty polskie na Wołyniu na około 60 tysięcy pomordowanych.

W 1944 roku, bandy UPA przeniosły ciężar swych działań na Ziemię Lwowską i Podole, liczniej niż Wołyń zamieszkałe przez Polaków.
Straty w Małopolsce Wschodniej (województwa lwowskie, tarnopolskie i stanisławowskie) są trudne do oszacowania ze względu na brak (wówczas i obecnie) możliwości zinwentaryzowania tych zbrodni. Są to liczby wielokrotnie wyższe, co pozwala określić ogólną liczbę polskich ofiar nacjonalistów ukraińskich na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej na około 200 tysięcy osób.
Polacy bronili się, ale będąc mniejszością (zwłaszcza na Wołyniu), nie mieli większych szans. Do walki stanęły oddziały Armii Krajowej oraz innych organizacji podziemnych, ale największą rolę odegrały polskie oddziały samoobrony. Do historii przeszła samoobrona w Przebrażu, w którym schroniło się około 20 tysięcy Polaków.
W 1944 roku, walki z nacjonalistami ukraińskimi prowadziła także 27 Wołyńska Dywizja Armii Krajowej. Po zajęciu tych terenów przez zwycięskie wojska sowieckie, Polacy zaczęli wstępować, za zgodą miejscowych komend AK, do tworzonych przez władze sowieckie Istriebitielnych Batalionów, które w dużym stopniu przyczyniły się do uratowania życia i mienia tysięcy ocalałych z pogromu Polaków.
Nacjonaliści ukraińscy mordowali także Ukraińców i Czechów nieprzychylnych UPA, pomagających Polakom, bądź współpracujących z ZSRR w roku 1941. Są oni obecnie często traktowani przez propagandę jako ofiary polskiej akcji odwetowej. Dużo ofiar było też wśród osób z małżeństw mieszanych. Mordowano przede wszystkim dzieci i jednego z małżonków. Często zmuszano na przykład męża Ukraińca do zabicia własnych dzieci i żony, a odmowa karana była śmiercią.
Polacy przeprowadzali akcje odwetowe lecz ich zasięg i skala były nieporównywalne. Większość Polaków z Wołynia walczyła bowiem na różnych frontach i na miejscu pozostali głównie starcy, kobiety i dzieci.

Chronologia masakry
Do grudnia 1942 roku, dochodziło do mordów na pojedynczych osobach i rodzinach polskich. Ofiarami byli głównie Polacy zatrudnieni w niemieckiej administracji rolnej i leśnej, a następnie ludność wiejska, głównie we wschodnich powiatach Wołynia.
13 listopada 1942 roku, miał miejsce pierwszy masowy mord w Obórkach, pow. łucki. Ofiarą nacjonalistów ukraińskich padło około 50 Polaków.
9 lutego 1943 roku, w polskiej kolonii Parośle (gm. Antonówka, pow. sarneński) nacjonaliści ukraińscy zamordowali 173 Polaków.
23 kwietnia 1943 roku, oddziały UPA zabiły około 600 osób w Janowej Dolinie (gm. Bereźne, pow. kostopolski).
Od maja 1943 roku, UPA organizowała masowe ataki na wsie polskie i ośrodki samoobrony na terenie całego Wołynia. Eksterminacja ludności polskiej rozpoczęta w powiatach sarneńskim, kostopolskim, rówieńskim i zdołbunowskim w czerwcu 1943 roku,  rozszerzyła się na powiaty dubieński i łucki, w lipcu objęła powiaty horochowski, kowelski i włodzimierski, a w sierpniu także powiat lubomelski. Liczba zamordowanych Polaków na Wołyniu do lipca 1943 roku, oceniana jest na około 15 tysięcy osób, a łączne straty ludności polskiej obejmujące zabitych, rannych, wywiezionych na roboty do Niemiec i uciekinierów wyniosła około 150 tysięcy osób.
Do lipca 1943 roku, w powiecie horochowskim dokonano napadów na 23 wsie polskie. W powiece dubieńskim - na 15, w powiecie włodzimierskim na 28.
12 maja 1943 roku, w powiecie sarneńskim spalono wsie Mgły, Konstantynówkę, Osty, Ubereż.
24 maja 1943 roku, we wsi Niemodlin w powiecie kostopolskim zamordowano 170 osób.
W nocy z 24 na 25 maja 1943 roku, spalono wszystkie dwory i folwarki w powiecie włodzimierskim.
28 maja 1943 roku, 600 osobowy oddział UPA spalił wieś Staryki i wymordował wszystkich jej mieszkańców.
11 lipca 1943 roku, o świcie oddziały OUN-UPA otoczyły i zaatakowały uśpione wsie i osady polskie jednocześnie w trzech powiatach: kowelskim, horochowskim i włodzimierskim. Doszło do nieludzkich rzezi i zniszczenia. Ludność polska ginęła od kul, siekier, wideł, kos, pił, noży, młotków i innych narzędzi zbrodni - płonęły wsie polskie. Była to akcja dobrze przygotowana i zaplanowana w najdrobniejszych szczegółach. Na przykład, akcję w powiecie Włodzimierskim poprzedziła koncentracja oddziałów UPA w lasach zawidowskich (na zachód od Porycka), w rejonie Marysin Dolinka, Lachów oraz w rejonie Zdżary, Litowież, Grzybowica. Na cztery dni przed rozpoczęciem akcji, we wsiach ukraińskich odbyły się spotkania, na których uświadamiano miejscową ludność o konieczności wymordowania wszystkich Polaków. Rzeź rozpoczęła się około godziny 3 rano 11 lipca 1943 roku, od polskiej wsi Gurów, obejmując swoim zasięgiem: Gurów Wielki, Gurów Mały, Wygrankę, Zdżary, Zabłoćce - Sądową, Nowiny, Zagaję, Poryck, Oleń, Orzeszyn, Romanówkę, Lachów, Gucin i inne (we wsi Gurów na 480 Polaków ocalało tylko 70 osób; w kolonii Orzeszyn na ogólną liczbę 340 mieszkańców zginęło 270 Polaków; we wsi Sądowa spośród 600 Polaków tylko 20 udało się ujść z życiem, w kolonii Zagaje na 350 Polaków uratowało się tylko kilkunastu). Zabójstwa dokonywano z wielkim okrucieństwem. Wsie i osady polskie ograbiono i spalono.

12 lipca 1943 roku, rano 20-osobowa grupa nacjonalistów ukraińskich, weszła w czasie mszy św. do kościoła w Porycku, gdzie w ciągu trzydziestu minut zabito 300 ludzi, wśród których były dzieci, kobiety i starcy.
29 sierpnia 1943 roku, przeprowadzono akcję we wsiach Wola Ostrowiecka i Ostrówki, głowniańskiego rejonu. Zabito wszystkich Polaków, spalono wszystkie budynki, zrabowano mienie i zwierzęta gospodarskie. W wyniku tej akcji, we wsi Wola Ostrowiecka zginęło 529 osób, w tym 220 dzieci w wieku do 14 lat, a we wsi Ostrówki zamordowano 438 osób, w tym 246 dzieci do lat 14. W sierpniu 1992 roku, dokonano ekshumacji szczątków wymordowanej ludności polskiej, która potwierdziła masowe mordy dokonane przez UPA w sierpniu 1943 roku w tych miejscowościach.

Krwawe żniwo powraca
W okresie świąt Bożego Narodzenia 1943 roku, na terenach całego Wołynia miała miejsce nowa fala zbrojnych antypolskich akcji nacjonalistów ukraińskich. Silne oddziały UPA, wspomagane przez miejscową ludność ukraińską, uderzyły niespodziewanie na skupiska ludności polskiej i bazy samoobrony w powiatach: rówieńskim, łuckim, kowelskim i włodzimierskim. Po dokonanych masakrach do wsi na furmankach wjeżdżały grupy rabunkowe, złożone głównie z kobiet i zabierały wszystko, co pozostało po zamordowanych Polakach, od odzieży do elementów budowlanych.  (C.Z)

Artykuł pochodzi ze strony The Polish Observer

19 kwietnia obchodziliśmy kolejną, bolesną rocznicę powstania w warszawskim getcie. 69 lat temu, na wezwanie Żydowskiego Komitetu Narodowego, doszło do zbrojnego zrywu powstańczego. Była to desperacka próba powstrzymania podjętej przez Niemców decyzji o ostatecznej likwidacji getta. Resztka pozostałych w nim Żydów - około 70 tysięcy ludzi - miała być deportowana do obozów zagłady i uśmiercona.

Żydzi schwytani podczas tłumienia powstania (jedno z najsłynniejszych zdjęć II wojny światowej) / Foto: WikipediaCofnijmy się do jesieni 1940 roku. 2 października, gubernator Ludwig Fischer podpisuje rozporządzenie o utworzeniu getta w Warszawie. W zamierzeniu hitlerowców, getta miały być miejscem koncentracji osób narodowości żydowskiej, w celu dalszej ich  eksterminacji w obozach śmierci.

Warszawskie getto nie powstało w dniu podpisania decyzji przez Fishera, albowiem koncepcja gett pojawiła się znacznie wcześniej. Pierwsze przygotowania do utworzenia „enklawy” w Warszawie, miały już bowiem miejsce, w kwietniu 1940 roku. Rozpoczęto wówczas wznoszenie wysokich, trzymetrowych murów, które miały ograniczyć dostęp do „obszaru zagrożonego wystąpieniem epidemii”. Jednocześnie, z niektórych dzielnic stolicy, Niemcy rugowali żydowskich mieszkańców. Kiedy już utworzono granice getta, wówczas wybudowano drewniany wiadukt, łączący oba miejsca.

Już w pierwszych tygodniach okupacji, wydano zarządzenia o zablokowaniu posiadanych przez Żydów kont bankowych i oszczędności. Zakazano uboju rytualnego, wprowadzono obowiązek pracy. Osoby pochodzenia żydowskiego, zostały zmuszone do noszenia opasek z Gwiazdą Dawida. Ograniczenia swobód narastały z każdym miesiącem. Nowe władze zabroniły przeprowadzania zbiorowych modlitw, zamknięto synagogi, a Żydom zakazano podróżowania koleją, wstępu do parków i restauracji. Żołnierze niemieccy dopuszczali się rozlicznych aktów terroru na osoby pochodzenia żydowskiego. Powszechne było bicie, publiczne obcinanie bród i pejsów, napady rabunkowe.

W styczniu 1941 roku, w Warszawie zamknięto około 400 tysięcy Żydów. Maksymalną liczbę ludności - około 460 tysięcy osób, osiągnęło getto w marcu 1941 roku. W getcie panowały bardzo ciężkie warunki życia oraz terror. Śmiertelność była bardzo wysoka. Tylko w okresie od zamknięcia dzielnicy żydowskiej, czyli od października 1940 roku, do połowy roku 1942, zginęła 1/4 mieszkańców getta.

Pierwszą wielką akcję likwidacyjną rozpoczęto 22 lipca 1942 roku. Zamknięto małe getto, wywożąc liczne transporty do obozów zagłady, głównie Treblinki. Do końca 1942 roku, wysłano w tamte miejsca około 300 tysięcy mieszkańców getta. Tylko w dniu 9 sierpnia wymordowano około 3 tysięcy Żydów.

Miejsce wywózki z getta nazywało się „Umslchagplatz” (plac przeładunkowy - służył pierwotnie do przeładowywania towarów przywożonych ze strony „aryjskiej” na środki transportowe getta) i mieściło się przy dzisiejszej ulicy Stawki (u zbiegu z Dziką). Był to dość spory placyk przy bocznicy kolejowej. Aktualnie znajduje się tam Pomnik Umschlagplatz.

Po zakończeniu „akcji likwidacyjnej”, teren dotychczasowego getta na południe od ulicy Leszno, został włączony do „aryjskiej” części Warszawy. Na północy, przeplatały się ze sobą tzw. tereny dzikie (gdzie nikt nie mógł mieszkać i poruszać się) oraz porozrzucane budynki getta szczątkowego - oddzielone od siebie kwartały, w których mogli zamieszkać pozostali jeszcze w Warszawie Żydzi (było ich około 50-65 tysięcy), pracujący w tzw. szopach, czyli zakładach produkcyjnych na rzecz Niemiec (szop Hallmanna, szop Hoffmana, szop Oschmann-Leszczyński, szop Roehricha, szop szczotkarzy, szop Fritza Schultza, szop Karla Georga Schultza, szop Schillinga, szop Toebbensa, garbarnia Weiglego).

Do kolejnej akcji wysiedleńczej doszło w dniach 19-22 stycznia na rozkaz Himmlera, który w dniu 9 stycznia 1943 roku, dokonał osobistej inspekcji terenów getta. Wywieziono wtedy do Treblinki około 6 tysięcy Żydów. Styczniowa akcja wywózki, doprowadziła do pierwszego oporu. Bojowcy Mordechaja Anielewicza zaatakowali zbrojnie Niemców prowadzących kolumnę Żydów na Umschlagplatz. Do tego pierwszego starcia doszło na rogu ul. Niskiej i Zamenhofa. Właściwe powstanie rozpoczęło się dopiero dwa miesiące później.

Nad ranem, 19 kwietnia oddziały niemieckie dowodzone przez szefa warszawskiej SS i policji płk. Ferdynanda von Sammern-Frankenegga wkroczyły na teren getta z dwóch kierunków: Nalewkami i od skrzyżowania ul. Gęsiej z Zamenhofa. Celem akcji było dokonanie ostatecznej likwidacji getta. Wybuchło powstanie. Żydzi stawili niespodziewanie silny opór, zmuszając niemieckie oddziały do wycofania się.

***

Przeciwko niemieckim oddziałom wkraczającym do getta, zbrojnie wystąpiły Żydowska Organizacja Bojowa i Żydowski Związek Wojskowy. W sumie około 600 powstańców. Niemcy zaangażowali około 5 tysięcy ludzi sił SS i policji, wspieranych przez czołgi i artylerię. Nad całością niemieckich sił, dowództwo sprawował generał Juergen von Stroop. Początkowo, walki prowadzono na ulicach, wśród pożarów i ruin domów burzonych przez niemiecką artylerię. 24 kwietnia, dowództwo Żydowskiej Organizacji Bojowej zmuszone zostało do wycofania swoich oddziałów do „getta podziemnego” - był to system umocnionych schronów i bunkrów. Z tych ukrytych obronnych stanowisk dokonywano wypadów na pozycje Niemców. Przy zdobywaniu poszczególnych bunkrów, Niemcy użyli bojowych gazów duszących. 8 maja, padł po zaciętej obronie bunkier dowództwa powstania przy ulicy Miłej 18. Polegli w nim komendant Anielewicz oraz członkowie sztabu: Ch. Ankierman, L. Rotblat, A. Wilner i inni. Niezorganizowane oddziały, jeszcze przez pewien czas walczyły w gruzach getta, aż ostatecznie 16 maja walki ustały. Niemieckie oddziały tropiły jeszcze i bestialsko mordowały ukrywającą się w ruinach getta ludność.

***

16 maja 1943 roku, generał Jurgen Stroop meldował: „Żydowska dzielnica w Warszawie przestała istnieć”. Zakończeniem całej operacji było wysadzenie Wielkiej Synagogi przy ulicy Tłomackiej. Stroop meldował o deportacji 56065 Żydów i zabiciu podczas operacji 13929 Żydów. Zniszczono 631 bunkrów. Cała dzielnica getta została doszczętnie zniszczona i zrównana z ziemią, jednakże wielu żydowskich powstańców przedostało się na polską stronę Warszawy i wzięło później udział w drugim powstaniu warszawskim. Podczas walk, obrońcy getta wspierani byli z zewnątrz przez polskie oddziały podziemia zbrojnego. Grupy te przeprowadziły kilkanaście akcji bojowych wokół getta przeciw środkom ogniowym i oddziałom niemieckim. Pojedyncze grupy brały również udział w walkach wewnątrz getta (dowódca H. Iwański „Bystry”). Pod koniec walk, polskie organizacje konspiracyjne podjęły akcję ewakuacyjną bojowników getta, ratując między innymi z dowództwa Żydowskiej Organizacji Bojowej: H. Berlińskiego, M. Edelmana, M. Rojzenfelda i A. Szwarcfusa. Według generała von Stroopa straty niemieckie sięgnęły kilkunastu ludzi. Według źródeł walczącego podziemia, około 300 osób. (C.Z.)

Artykuł pochodzi ze strony The Polish Observer

14 kwietnia 1949 roku zakończyły się procesy norymberskie. W ich wyniku, osądzono i skazano na kary śmierci, bądź dożywotniego więzienia, 21 hitlerowskich dygnitarzy, którzy dopuścili się zbrodni ludobójstwa.

Hans Frank / foto: WikipediaPo wejściu wojsk alianckich na tereny III Rzeszy, rozpoczęło się wielkie polowanie na ludzi. W szczytowym momencie tej akcji, poszukiwano blisko sześciu milionów Niemców! Wśród nich, na liście widniały także takie znaczące nazwiska, jak Bormann, Goebbles, czy Himmler. Ci, których udało się schwytać - mowa tu o hitlerowskiej wierchuszce -  przed tym, jak znaleźli się w Norymberdze, trafili do Bad Mondorf w Luksemburgu.

Jednak zanim doszło do procesu, pomiędzy koalicjantami rozgorzał spór - chodziło o to, czy jest w ogóle sens taki proces wszczynać. Rosjanie uważali na przykład, że dowody winy aresztowanych hitlerowców są bezsporne, więc procesy nie są potrzebne, żeby wydać wyroki. Pozostali alianci byli przeciwnego zdania. Na miejsce procesu początkowo chciano wybrać Londyn, Berlin lub symboliczne Monachium. Amerykański zastępca gubernatora wojskowego strefy amerykańskiej, Lucius D. Clay zaproponował Norymbergę z tamtejszym Pałacem Sprawiedliwości. Po wahaniach, alianci zgodzili się z pomysłem Amerykanów pod warunkiem, że stałą siedzibą sądu będzie Berlin, a w Norymberdze będzie miał miejsce tylko pierwszy proces. Przede wszystkim założono, że proces norymberski nie będzie sprawą przeciwko narodowi niemieckiemu, bo nie wszyscy Niemcy byli winni - od 1933 roku, w obozach koncentracyjnych,  SS-mani znęcali się i torturowali swoich rodaków, z tym, że o odmiennych poglądach politycznych. Tak więc uzgodniono, że oskarżonych będzie się sądzić tylko za te czyny, które oni sami popełnili i które można im udowodnić.

Pierwszy do niewoli dostał się Rudolf Hess. Nastąpiło to jeszcze w 1941 roku. Początkowo podejrzewano, iż cierpi on na pewne zaburzenia psychiczne, łącznie ze schizofrenią, ale w końcu jednak uznano go za jeńca wojennego i osadzono w Tower.

Prześladowany jeszcze za życia Hitlera, Hans von Papen udał się do posiadłości swojego zięcia, barona von Stockhausena. Tam 10 kwietnia 1945 roku, pojawili się Amerykanie. Von Papen sądził, że przyniosą mu oni wyzwolenie. W końcu był, co prawda wysokiej rangi urzędnikiem, tylko nie wojskowym. Mimo to został aresztowany.

Hans Fritzsche widząc, co dzieje się w Berlinie, szczególnie jak ginie ludność cywilna, decyduje się na samodzielne pertraktacje pokojowe z marszałkiem Żukowem. Dnia 2 maja 1945 roku, dostaje się nawet do willi, gdzie stacjonuje dowództwo radzieckie. Tam jednak jego propozycja nie zostaje poważnie przyjęta. Wykorzystano go jednak do identyfikacji zwłok doktora Goebblesa, jego żony i dzieci. Później trafił przez Moskwę i Łubiankę do Norymbergi.

Wilhelm Frick według meldunku został aresztowany  4 maja 1945 roku przez amerykańską 7. armię w okolicach Monachium. Tego samego dnia, w ręce aliantów trafia inna „ważna szycha” - Hjlamar Schacht. Dla niego niewola aliancka to prawdziwe wybawienie. Od zamachu na Hitlera w lipcu 1944 roku, przebył długą drogę przez obóz w Ravensbrücku, więzienie berlińskie i obóz zagłady Flossenbürg. Kiedy wojska amerykańskie wkroczyły do tego ostatniego, aby wyswobodzić więźniów, okazało się, że natrafili na wiele ważnych osobistości. Schacht, chociaż już lepiej traktowany, zmienił tylko obóz.

6 maja następuje ujęcie Hansa Franka, zwanego „katem Polaków”. Próbował on popełnić samobójstwo, ale został odratowany. W tym samym czasie, do niewoli francuskiej dostał się przebywający w tamtejszej strefie okupacyjnej Constantin von Neurath. Dzień później, aresztowano Arthura Seyssa Inquarta. Zatrzymali go Kanadyjczycy, gdy na pokładzie ścigacza zamierzał uciec z Rzeszy do Holandii.

Dnia 9 maja 1945 roku, w ręce aliantów dostał się jeden z najważniejszych ludzi w państwie Hitlera - Hermann Goering. Marszałek myślał, że zdoła przeprowadzić pomyślne dla siebie pertraktacje, gdy podda się dobrowolnie. Aby uniknąć wykonania na nim kary śmierci przez SS-manów (zarządził ją sam Hitler, aby po jego śmierci Goering nie objął rządów w Rzeszy), przyjechał na spotkanie z oficerem amerykańskim, który przewiózł go następnie do sztabu dywizji. Dopiero po pewnym czasie marszałek Rzeszy zdał sobie sprawę, że to już koniec.

11 maja w Berlinie, udaje się aresztować Walthera Funka ministra gospodarki III Rzeszy. Po podpisaniu kapitulacji w niemieckiej stolicy, feldmarszałek Wilhelm Keitel, przedostał się do Flensburga - posiadłości, gdzie rezydował rząd Doenitza, który przejął rządy w państwie po śmierci Führera. Tam, 13 maja, został pojmany.
Dwa dni później, w Austrii żołnierze amerykańscy pojmują szefa RSHA, Ernsta Kaltenbrunnera.

Inna ważna osobistość III Rzeszy praktycznie uniknęłaby zatrzymania, gdyby nie zbyt wolno myślący skarbnik NSDAP. Po schwytaniu 16 maja 1945 roku, Robert Ley przez dłuższy czas utrzymywał, że jest doktorem Ernstem Distelmeyerem. Był bardzo przekonywujący, miał odpowiednie papiery. Jednak żołnierze amerykańscy nie dali mu wiary. Przyprowadzili do niego 80-letniego skarbnika NSDAP, który wydał go, pytając na wstępie: „Panie doktorze Ley, co pan tu robi?”.  Ley sam sobie wymierzył sprawiedliwość - powiesił się w swojej celi na pętli wykonanej z porwanego na pasy koca.

Ideolog nazistów, Alfred Rosenberg, trafił w ręce aliantów bardzo łatwo. Otóż, będąc pijanym, zwichnął sobie nogę w kostce i udał się do szpitala wojskowego, gdzie 19 maja budynek otoczyły wojska brytyjskie. Co prawda poszukiwali oni Himmlera, ale Rosenberg był dobrym „łupem zastępczym”.

Dnia 21 maja, aresztu nie udaje się uniknąć szefowi największego koncernu zbrojeniowego, Gustavowi Kruppie von Bohlen und Halbachowi. Wobec schorowanego starca zastosowano jedynie areszt domowy. Później zdecydowano o odroczeniu jego sprawy ze względu na stan zdrowia. Krupp nie zasiadł nigdy na ławie oskarżonych w Norymberdze. Jakoś w tym samym czasie aresztowano również Fritza Sauckela.

Koniec ostatniego rządu III Rzeszy nadszedł 23 maja 1945 roku. Do jego posiadłości we Flensburgu wdarli się żołnierze alianccy. Pierwsze, co rozkazali zdumionym ministrom było... opuszczenie spodni! W bieliźnie lub piżamie, mężczyzn popędzono na ulicę. Dotarto także do służbowego pomieszczenia Alberta Speera, który poddał się Brytyjczykom bez oporów. Dla Karla Doenitza, Alfreda Jodla i wspomnianego Speera to był już koniec. Czekała ich tylko Norymberga i wyrok.

Tego samego dnia udaje się schwytać także gauleitera Frankonii, Juliusa Streichera, praktycznie przez przypadek. Urzeczony krajobrazem górskim, amerykański major Blitt, postanowił spróbować prawdziwego wiejskiego mleka. Przy okazji spotkał starca, który do złudzenia przypominał mu Streichera, jednak nawet nie przypuszczał, że znalazł nazistę we własnej osobie. Podzielił się ze starcem swoimi spostrzeżeniami, a ten, nie rozumiejąc żartu, praktycznie wyznał, kim jest.

Baldur von Schirach zgłosił się do aliantów sam, 5 czerwca. Do tej pory świetnie ukrywający się w Austrii Schirach postanowił rzucić swoją posadę tłumacza i poddać się dobrowolnie. Otóż, na wiadomość, że aresztują przywódców Hitlerjugend, którego był niegdyś dowódcą, postanowił wziąć odpowiedzialność za swoją organizację. Pech chciał, że Schirach błędnie myślał, iż Axmann, obecny reichsjugendführer, nie żyje.

14 czerwca udało się dopaść kolejnego byłego ministra Hitlera - Joachima von Ribbentropa. Jego zbytnia pewność siebie spowodowała, że został wydany przez syna pewnego handlarza win z Hamburga. Ribbentropa  zastano w łóżku, śpiącego kamiennym snem, którego nie zakłóciło nawet walenie i krzyki żołnierzy.
Ostatnim pojmanym był wielki admirał Erich Raeder. Znaleziono go w jego własnym mieszkaniu 23 czerwca 1945 roku w Berlinie-Babelsbergu.

Tak więc na ławie oskarżonych zasiadło 21 katów. Każdemu przysługiwało prawo do adwokata. Głównym oskarżycielem w procesie norymberskim był Amerykanin Robert Houghwout Jackson. Ze Stanów Zjednoczonych przybyli także: Robert M.W. Kempner, Telford Taylor, Thomas J. Dodd, John Harlan Amen. Z Wielkiej Brytanii - Sir Hartley Shawcross i Sir David Maxwell-Fyfe. ZSRR reprezentował Roman Rudenko, a Francję oprócz głównego oskarżyciela Charlesa Dubosta, jeszcze François de Menthon i Edgar Faure.

Na ławie sędziowskiej zasiedli:
- z ramienia ZSRR - generał major Iola T. Nikitczenko i jego zastępca podpłk Aleksander F. Wołczkow,
- z Wielkiej Brytanii - przewodniczący Sir Geoffrey Lawrence i jego zastępca Sir Norman Birkett,
- ze Stanów Zjednoczonych - Francis Biddle i jego zastępca John J. Parker,
- z Francji - Henri Donnedieu de Vabres i jego zastępca Robert Falco.

Proces w Norymberdze rozpoczął się 20 listopada 1945 roku w Pałacu Sprawiedliwości. Trwał 218 dni roboczych. Śledziło go 250 dziennikarzy, w tym tylko pięciu z Niemiec. Każde wypowiedziane słowo tłumaczone było na język niemiecki, rosyjski, francuski i angielski. Rozprawa dotyczyła wszystkich przestępstw, jakie zostały popełnione po dojściu Adolfa Hitlera do władzy. Akt oskarżenia miał cztery zasadnicze punkty: uczestniczenie w spisku celem dokonania zbrodni, zbrodnie przeciwko pokojowi, zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości. (C.Z.)

Artykuł pochodzi ze strony The Polish Observer