Płonący wyrzut polskiego sumienia - Nasz Swiat
01
Śr, grudzień

Historia

Chyba nie ma okropniejszej śmierci niż spalenie żywcem. Ludzie, którzy chcą się ratować przed spłonięciem, potrafią wyskakiwać z najwyższych pięter, ze świadomością, iż nie mają szans na przeżycie. 8 września 1968 roku, na znak protestu przeciwko interwencji w Czechosłowacji, skromny urzędnik z Przemyśla dokonał aktu samospalenia na warszawskim Stadionie Dziesięciolecia, w obecności 100 tysięcy osób.

Fakt ten długo był trzymany w tajemnicy przez komunistyczny reżim. Kadry z „Polskiej Kroniki Filmowej”, której operatorzy nakręcili to zdarzenie (działo się to podczas centralnych uroczystości dożynkowych), zostały skrupulatnie wycięte przez cenzorów. Akt ten zapamiętali jedynie jego bezpośredni świadkowie zdarzenia oraz rodzina i znajomi Ryszarda Siwca, bo o nim tu mowa. Trzeba było upadku komunizmu, by ów cichy, zapomniany bohater został za swoją postawę należycie doceniony.

Ryszard Siwiec wybierając drastyczną formę protestu przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego (w tym polskich) w Czechosłowacji, przeliczył się jednak w swych oczekiwaniach, że jego śmierć wstrząśnie polskim społeczeństwem. Wielu ludzi obecnych na Stadionie widziało, rzecz jasna, że jakiś człowiek płonie - mniej liczni słyszeli, że coś krzyczy (Służba Bezpieczeństwa wmawiała im podczas przesłuchań, że Siwiec był chory psychicznie), ale olbrzymia większość Polaków o samospaleniu Siwca nie miała żadnego pojęcia - wydarzenie to zostało przemilczane przez wszystkie oficjalne media.

Informacja o jego czynie po raz pierwszy upubliczniona została dopiero w kwietniu 1969 roku. Podano ją w serwisie informacyjnym Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Było to cztery miesiące po podobnym samobójstwie Jana Palacha, czeskiego studenta, który 16 stycznia 1969 roku podpalił się na Placu Wacława w Pradze, protestując podobnie, jak Siwiec, przeciwko inwazji wojsk państw komunistycznych na Czechosłowację, a także wobec bierności społeczeństwa przy wprowadzanej w jego kraju „normalizacji”.

Samospalenie Jana Palacha zapoczątkowało serię podobnych samobójstw, głównie wśród czeskich studentów. 20 stycznia 1969 roku, dzień po śmierci Palacha, który zmarł w szpitalu w wyniku odniesionych oparzeń, podpalił się Josef Hlavaty (zmarł 25 stycznia). 22 stycznia podpalił się Miroslav Malinka, zaś Blanka Nachazelova popełniła samobójstwo trując się gazem. Miesiąc po jej pogrzebie, 18-letni Jan Zajíc dokonał śmiertelnego samospalenia w pasażu na Placu Wacława, a 4 kwietnia tego samego roku 40-letni Evžen Plocek podpalił się na rynku południowomorawskiego miasta Jihlava (zmarł 5 dni później).

 

Inspiracją dla wspomnianych osób nie mogło być samospalenie Ryszarda Siwca, bowiem do kwietnia 1969 roku jego czyn był zupełnie nieznany szerszej opinii publicznej. Jakkolwiek wielu Polaków wiedziało o tym wydarzeniu jeszcze w okresie rządów komunistycznych (m.in. dzięki broszurze wydanej w 1981 roku sumptem rodziny zmarłego), to do zbiorowej świadomości polskiego społeczeństwa zdarzenie to trafiło dopiero dzięki nakręconemu w roku 1991 filmowi dokumentalnemu Macieja Drygasa „Usłyszcie mój krzyk”. Tytuł tego filmu - nagrodzonego potem na berlińskim przeglądzie filmowym Felixem w kategorii filmu dokumentalnego - wzięty został z przesłania, jakie Ryszard Siwiec nagrał na taśmę magnetofonową przed popełnieniem samobójstwa:

„Ludzie, w których może jeszcze tkwi iskierka ludzkości, uczuć ludzkich, opamiętajcie się! Usłyszcie mój krzyk, krzyk szarego, zwyczajnego człowieka, syna narodu, który własną i cudzą wolność ukochał ponad wszystko, ponad własne życie, opamiętajcie się! Jeszcze nie jest za późno!”

Film Macieja Drygasa oparty został na materiałach Polskiej Kroniki Filmowej, które zostały nakręcone podczas dożynek na Stadionie Dziesięciolecia w dniu 8 września 1968 roku. Władze komunistyczne do samego końca twierdziły, że takowych nie ma. Jak widać, polscy komuniści jeszcze ponad 20 lat po samobójstwie Ryszarda Siwca nie byli w stanie w sposób otwarty przyznać, że prowadzona przez nich polityka doprowadzała niektórych ludzi do takiego stanu, iż jedynym możliwym wyjściem wydawało im się demonstracyjne spłonięcie żywcem.

***
Urodził się 7 marca 1909 roku w Dębicy, studiował filozofię na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, walczył w szeregach AK. Po wojnie odmówił pracy w szkolnictwie nie chcąc uczestniczyć w komunistycznej indoktrynacji młodzieży. Większość swojego życia związał z Przemyślem.  Pracował jako księgowy, dorabiając hodowlą kur i uprawą ogrodu. Miał pięcioro dzieci. Przez lata na prywatnej maszynie pisał i powielał ulotki podpisując je „Jan Polak”. Agresja na Czechosłowację z udziałem wojsk polskich przekonała go, że należy wstrząsnąć sumieniem rodaków. Formę samospalenia wybrał prawdopodobnie pod wpływem podobnego czynu, mnicha buddyjskiego Thich  Quang Durca, który miał miejsce w 1963 roku, a protestującego wówczas przeciwko prześladowaniom w Wietnamie buddyzmu przez katolików. Ryszardowi Siwcowi przyszło jeszcze cierpieć cztery dni, tyle bowiem żył zanim zmarł w jednym z warszawskich szpitali. Zgon nastąpił 12 września 1968 roku. W czerwcu roku 1991, Rada Miasta Przemyśla podjęła decyzję, aby nowy most wybudowany w miejsce starej wiszącej konstrukcji, nosił imię Ryszarda Siwca. Ma on także swoją ulicę w Pradze. W 2001 roku prezydent Czech, Vaclav Havel odznaczył pośmiertnie Ryszarda Siwca orderem Tomasa Masaryka I klasy, również Prezydent RP przyznał mu pośmiertnie Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, ale rodzina odmówiła przyjęcia odznaczenia z rąk prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Prezydent Słowacji nadał Polakowi pośmiertnie Order Podwójnego Białego Krzyża III klasy. (C.Z.)

foto: Ryszard Siwiec / Wikipedia

www.thepolishobserver.co.uk