Surowa relacja z „Akcji pod Arsenałem” - Nasz Swiat
08
So, sierpień

Historia

Przeprowadzono ją 26 marca 1943 roku. Chociaż nosiła kryptonim „Meksyk II”, to bardziej znana jest jako „Akcja pod Arsenałem” i była jedną z najważniejszych operacji zbrojnych Szarych Szeregów...

an Bytnar ps. „Rudy” / foto: WikipediaObok wspomnianej tydzień temu grupy ATAK, w skład oddziału, którego misją miało być odbicie harcmistrza Janka Bytnara - „Rudego” oraz 25 innych więźniów politycznych, przewożonych z siedziby Gestapo przy Alei Szucha do warszawskiego więzienia na Pawiaku, wchodziła jeszcze druga, trzynastoosobowa grupa UBEZPIECZENIE, dowodzona przez podharcmistrza „Giewonta”, czyli  Władysława Cieplaka. Miała ona nie dopuścić na teren całej akcji przypadkowych sił wroga. Grupa ta,  składała się z sekcji: STARE MIASTO dowodzonej przez „Katodę” Józefa Saskiego, GETTO dowodzonej przez „Felka” Feliksa Pendelskiego i ubezpieczenia wozu, którym miano ewakuować „Rudego”. Jej skład z kolei to: „Jurek TK” Jerzy Pepłowski i „Gruby” Andrzej Zawadowski.

W pierwszej wersji planu, zamierzano ewakuować „Rudego” dorożką obstawioną przez „Grubego”. Tak przygotowany zespół 23 marca 1943 roku, po godzinie 17:00, zajął stanowiska w pobliżu Arsenału. Tuż przed przyjazdem więziennej „budy”, na miejscu przyszłej akcji zjawił się kapitan „Mietek” (Mieczysław Kurkowski). Niestety, nie udało mu się nawiązać kontaktu z majorem „Lipińskim” (Jan Kiwerski), który przebywał poza Warszawą. „Zośka” (Tadeusz Zawadzki) wiedząc, że za kilka minut z ul. Bielańskiej nadjedzie więźniarka z „Rudym”, nakazał zwinięcie akcji. Chłopcy odeszli. Na skrzyżowaniu Długiej i Bielańskiej pozostali tylko „Zośka”, „Giewont” i „Orsza” (Stanisław Broniewski). Po kilku minutach, obok nich przejechała policyjna „buda”. Na jej widok, „Zośka” bezsilnie zacisnął dłoń na pistolecie... „Mam pełne przeświadczenie, że byłem świadkiem najwyższego misterium pojęcia karności...” - tak po latach relacjonował te chwile „Orsza”.

Następnego dnia również nie doszło do uderzenia, bowiem w stolicy ciągle nie było majora „Lipińskiego” (dowódcy Oddziałów Dyspozycyjnych Kedywu), a mimo tego, nikt nie przerywał przygotowań do akcji odbicia Bytnara. W tym czasie, w Alei Szucha, „Rudy” przechodził bestialskie tortury...

***

Gestapowcy wiedzieli kogo mają. Śpieszyli się. Za wszelką cenę chcieli wydobyć z Bytnara informacje o jego kolegach i o Szarych Szeregach. Swoim milczeniem chłopak doprowadzał ich do wściekłości. Bili go do chwil, w których tracił przytomność. Cucono go wodą i katowanie rozpoczynano od nowa. Buciorami zmiażdżono mu na kamiennej podłodze dłonie. Na głowie złamano gruby, drewniany kij. Już z pierwszego przesłuchania na Pawiak wywieziono go na noszach. Po drugim, nie mógł rozpoznać go ojciec - również trzymany na Pawiaku. „Zośka” jakimś szóstym zmysłem wyczuwał, że jego przyjaciel ginie. Wiedział, że trzeba go wyrwać z gestapowskich rąk. Ucieczką przed dręczącymi go myślami, była ogromna praca, jaką wykonał przygotowując akcję „Meksyk II”.

26 marca 1943 roku, pomimo że nadal nie było formalnej zgody Kedywu KG AK, cały zespół „Zośki” o godzinie 17:00 ponownie zajął upatrzone z góry stanowiska. Nie było już czasu na dyskutowanie o szansach i celowości akcji. Chodziło o sekundy...

Decyzja zapadła podczas połączenia telefonicznego w pobliskiej aptece. Odpowiedzią „Lipińskiego” był tylko jeden wyraz: „Trzaskać!”. Oddajmy głos dowódcy akcji, „Orszy”:
„G 17:20 i 17:30. Dwukrotnie przejeżdża przez nasz plac motocykl Schutzpolizei z trzema policjantami w hełmach i rkm. Pełniący na samym placu służbę policjant („granatowy”) zajmuje punkt „I”. G. 17:30. Sygnał gwizdkiem. Powtarza go mój przyboczny „Giewont”. D-ca ATAKU podbiega do policjanta „I”, wzywa go do oddania broni. Policjant cofa się na jezdnię i dobywa broni. D-ca ATAKU strzela doń. Po dwu strzałach policjant ranny pada. D-cy ATAKU zacinają się oba pistolety i nie może wykończyć policjanta. W tym czasie auto zdezorientowane strzałami wchodzi w pozycję „II”. Jednocześnie d-ca sekcji GRANATY likwiduje idącego Nalewkami w towarzystwie kobiety oficera SS „III”. Gdy auto weszło w pozycję „II”, sekcja BUTELKI rzuca butelki w szybę szoferki, wybiegłszy na jezdnię. Szoferka staje w płomieniach, auto powoli przejeżdża w pozycję „IV”. Z szoferki wypada płonący Niemiec „V”, drugi wypadł na jezdnię „VI”. Sekcja BUTELKI oddaje strzały do tyłu wozu. Wóz toczy się dalej. Siedzący z tyłu gestapowcy dobywają broń i zaczynają strzelać. Wóz stacza się w pozycję „VII”. Siedzący z tyłu gestapowiec „VIII” zostaje zabity przez jednego z sekcji BUTELKI. Drugi ostrzeliwuje się bardzo mocno. Jeden z sekcji BUTELKI stwierdził po akcji przestrzelenie oraz wgniecenie od kuli portfelu na piersi, a trzecia kula drasnęła go w szyję. Cały ATAK grupuje się w rejonie „IX”. Przebiegającego przez jezdnię członka sekcji STEN I „Tadzia II” (inny ps. „Buzdygana”) rani w brzuch i nogę leżący na ziemi policjant. „Tadzio II” pada na miejscu „X”. STEN oddaje serię do Niemca „V”, który mimo płonącego munduru sięga po broń. Niemiec zostaje zabity. Następuje ostra wymiana strzałów grupy ATAKU z pozycji „IX”, z siedzącym z tyłu wozu gestapowcem (wóz stacza się do pozycji „XI”) oraz z żandarmami z getta „XII”. W tym czasie plac pustoszeje zupełnie. Przemyka się na rowerze żołnierz niemiecki oraz z dobytą bronią przejeżdża wojskowe osobowe auto niemieckie, nie ingerując zupełnie w akcję. Tłumy pierzchają, proszą mnie o wskazówki, co mają robić. Spycham je w boczną ulicę. Wymiana strzałów trwa. Auto bardzo powoli toczy się w kierunku getta. ATAK nie może oderwać się od filarów (rejon „IX”). Za jednym z filarów kryje się „granatowy przodownik”, który zostaje raniony przez jednego z ATAKU „XIII”. „Granatowy policjant I” leżąc, strzela w moją stronę. Dobiega ktoś z UBEZPIECZENIA  i STARE MIASTO. Powtórnie rani. Grupuję wszystkie UBEZPIECZENIA w moim rejonie „XIV”. Jesteśmy podzieleni na dwie grupy w rejonach „IX” i „XIV”.

G. 17:35. Auto zatrzymuje się w pozycji „XV”. ATAK odrywa się od filarów, poprzez ruiny wśród strzałów dochodzi do auta. Gestapowiec ostatni, ranny, wyskakuje i ucieka za auto. Wybiegają więźniowie w kierunku „XVI”. Jednocześnie wsadzamy do naszego auta „Tadzia II” oraz zatrzymujemy w rejonie „XIV” drugie auto cywilne, terroryzując załogę. ATAK cofa się, unosząc „Rudego” oraz ciągnąc ranną kobietę spośród więźniów. Kobietę ładujemy do zdobytego auta. „Rudy” zostaje załadowany do naszego auta w miejscu „XVII”. Przy szoferze siada d-ca ATAKU i odjeżdża w kierunku Stare Miasto. Za nim auto z ranną kobietą. Gwizdek ściąga wszystkich w rejon „XIV” i „XVII”. Polecam odbiegać w kierunku „XVIII”.
Powtórnym głośnym gwizdkiem ściągam resztę. Odchodzę w ostatniej grupie. Na końcu biegnie przyboczny. Ulica zupełnie pusta. Za nami nie ma już nikogo. Nagle przed nami padają strzały. To z bramy Arbeitsamtu „XIX”, kilku Niemców ostrzeliwuje nas. Zostaje ranny d-ca sekcji GRANATY - „Glizda”. „XX”, „Anoda” zabija Niemca mierzącego powtórnie do „Glizdy”. „Glizda” z pozycji leżącej rzuca granat do bramy i kończy opór. Ludzie cofają się ponownie na mnie. Każę im biec w dym od granatu. Zatrzymujemy trzecie auto, wsadzamy „Glizdę”, siada nasz człowiek i odjeżdża, biegniemy dalej. Chowamy broń. G 17:45. Dobiegamy do rogu Miodowej, trafiamy na panikę, dwu „granatowych” odwraca się do nas plecami. Nasze trzecie auto mija opancerzona ciężarówka wojskowa, staje w poprzek ulicy i dwóch wybiegających z niej żołnierzy kieruje się do naszego auta. Ranny „Glizda” otwiera drzwi samochodu i rzuca granat. Dwaj Niemcy, prawdopodobnie ranni, zostają na ulicy, a ciężarówka ucieka. Skręcam ludzi w Miodową. Każę się rozproszyć na dwie strony ulicy i dopytywać się: „co się tam stało?”. Oddział wsiąka w tłum.

Zestawienie: w akcji brało udział 1+25 ludzi. Straty własne: jeden aresztowany, dwu ciężko rannych, którzy później zmarli w szpitalu. Straty nieprzyjaciela: 6 zabitych, w tym jeden cywil, rannych jeden z załogi auta i dwu w bramie Arbeitsamtu, prawdopodobnie również dwu żołnierzy z załogi ciężarówki, poza tym zostało rannych dwu „granatowych”. Uwolniono dwu ludzi własnych oraz 23 więźniów politycznych, w tym 6 kobiet. Z tego należy uważać za straconych powtórnie aresztowanego mężczyznę i ranioną kobietę. Zniszczono jedną ciężarówkę nieprzyjaciela, zdobyto dwa auta, z tego jedno potem porzucono oraz zdobyto dwa waltery”.

***

Tyle wyjaśnia raport „Orszy”. Jego meldunek napisany parę dni po akcji i oparty o świeże relacje wszystkich uczestników zawiera jednak kilka błędów, które dopiero po wojnie sam „Orsza” zweryfikował. W wyniku akcji, uwolniono 21, a nie jak stwierdza raport 25 osób (po wojnie poznano nazwiska 19 osób). Ten sam błąd występuje również na tablicy pamiątkowej wmurowanej po wojnie w ścianę odbudowanego Arsenału.

Wśród uwolnionych znalazł się także „Heniek” - hufcowy PR. Błędna jest także liczebność grupy biorącej udział w akcji (1+25). „Orsza” nie uwzględnił trzech ludzi, którzy dołączyli do oddziału w ostatniej chwili. Byli to „Bolec”, „Kopeć” i „Felek”. To właśnie butelka rzucona przez „Bolca” jako jedyna trafiła w szoferkę zapalając siedzących w niej SS-manów. Już w czasie odwrotu grupy ul. Długą, „Kopeć” kilkoma strzałami powalił SS-mana, który mierzył z broni do „Anody” - tej sekwencji w raporcie „Orszy” nie ma. (C.Z.)

Artykuł pochodzi ze strony The Polish Observer