Wydarzenia marcowe 1968 - Nasz Swiat
08
So, sierpień

Historia

Kolejna agresja Izraela na kraje arabskie rozpoczęła się 5 czerwca 1967 roku. Pomimo iż trwała ona zaledwie 6 dni, miała błyskawiczny charakter. A i w  Polsce znaleźli się ochotnicy pragnący wziąć udział w tej wojnie...

Wojna sześciodniowa - Izraelscy żołnierze przy zniszczonym egipskim samolocie / foto: WikipediaTymczasem rząd polski, podobnie jak ZSRR i innych państw socjalistycznych, potępił agresję. W tydzień po niej, Polska zerwała stosunki dyplomatyczne z Izraelem. Władysław Gomułka, który do tej pory nie przejawiał sympatii antyżydowskich i nie dostrzegał w Polsce syjonizmu, radykalnie zmienił zdanie. W przemówieniu wygłoszonym na VI Kongresie Związków Zawodowych w dniu 19 czerwca 1967 roku, potępił oficjalnie agresję Izraela i jej sympatyków w Polsce, nazywając ich „syjonistami” i „V kolumną” Izraela. W listopadzie tego samego roku, Polska poparła też rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ, żądającą od Izraela wycofania jego wojsk z okupowanych terenów arabskich.

Sprawa agresji Izraela nie zdążyła jeszcze ucichnąć, gdy wybuchła nowa afera, tym razem ze studentami. W Warszawie z okazji 50. rocznicy Rewolucji Październikowej 25 listopada 1967 roku, Teatr Narodowy wystąpił z premierą znanego utworu Adama Mickiewicza pt. „Dziady” w reżyserii Kazimierza Dejmka. Utwór ten, w założeniu swoim był antycarski. W nowej inscenizacji przybrał on natomiast charakter antyrosyjski. Wystawienie „Dziadów” stworzyło dogodny pretekst do organizowania demonstracji antyradzieckich. Organizowali je znani już przywódcy opozycji studenckiej z Michnikem, Blumszteinem i Szlajferem na czele. W tej sytuacji, czynniki polityczne podjęły decyzję o czasowym przerwaniu wystawiania tego utworu. Organizatorzy demonstracji natychmiast wykorzystali ten fakt do dalszego dyskredytowania władz pod hasłem obrony kultury narodowej. Puszczono plotkę głoszącą, że zdjęcie „Dziadów” nastąpiło na żądanie ambasady radzieckiej. Dnia 30 stycznia, odbyło się ostatnie przedstawienie. Publiczność przyjęła arcydzieło owacją. Wieczorem spod teatru ruszył ku pomnikowi Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu pochód z transparentami, żądającymi następnych przedstawień. Milicja Obywatelska nie interweniowała. Dopiero później władze doprowadziły do relegowania dwóch organizatorów tej demonstracji: Michnika i Szajfera. To dało z kolei pretekst, do organizowania akcji w ich obronie. Zebrano 3145 podpisów pod odpowiednią petycją. 16 lutego przekazano ją do sejmu. Dnia 29 lutego 1968 roku, odbyło się zebranie Oddziału Warszawskiego Związku Literatów Polskich. Wyjaśnienia przedstawiciela władz, który niezręcznie bronił decyzji o zdjęciu „Dziadów”, oburzyły zgromadzonych pisarzy. Przeciw machinacji władz opowiedzieli się Paweł Jasienica i Antoni Słonimski. Po burzliwej dyskusji większością 221 przeciw 124 głosom, uchwalono rezolucję protestacyjną przeciw polityce zagrażającej rozwojowi kultury i żądającej przywrócenia inscenizacji „Dziadów”. 3 marca kilku pisarzy podpisało list do rektora UW Stanisława Turskiego z apelem o umorzenie postępowania dyscyplinarnego wytoczonego studentom, którzy naruszając być może przepisy porządkowe okazali się wiernymi kulturze narodowej i ogólnoludzkiej. List podpisali: Jerzy Andrzejewski, Jacek Bocheński, Mieczysław Jastrun, Paweł Jesinica, Jan Józef Lipski, Antoni Słonimski, Melchior Wańkowicz, Adam Ważyk.

Na szeroką skalę, studenci przystąpili do organizowania akcji protestacyjnej. Wspierani oni byli przez niektóre autorytety. Od lutego na terenie Uniwersytetu Warszawskiego toczyła się swoistego rodzaju „wojna ulotkowa”. W obiegu znalazły się teksty środowisk opozycyjnych, jak i ulotki, które, jak sądzono, powstały z inspiracji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Punkt kulminacyjny tej „wojny” nastąpił 8 marca. Tego dnia, w okolicach uczelni pojawiły się tajemnicze autokary z napisami „wycieczka”. Tuż przed południem na dziedzińcu Uniwersytetu zebrało się kilka tysięcy studentów. Irena Lasota - słuchaczka wydziału socjologii - odczytała projekt rezolucji. Domagano się w niej liberalizacji, poszanowania tradycji demokratycznych i wolnościowych, a także unieważnienia decyzji o usunięciu kilku studentów z uczelni oraz bezpośrednich rozmów zarówno z ministrem oświaty i szkolnictwa wyższego Henrykiem Jabłońskim, jak i z rektorem. Tymczasem dookoła studentów zaczęli się gromadzić wychodzący z autokarów cywile (aktyw robotniczy, ORMO, milicja). Wtargnięcie obcych na uczelnię studenci określi, jako zwykłą prowokację. Wobec agresywnego zachowywania się cywilów, rektor Uniwersytetu oraz pracownicy naukowi postanowili jak najszybciej opanować napiętą sytuację. Studenci, przekonani obietnicą kolejnego, legalnego wiecu, zaczęli rozchodzić się. Wówczas zaatakowali cywile, ORMO oraz umundurowane oddziały milicji. Na uniwersyteckim dziedzińcu rozgrywały się dramatyczne sceny. Od 8 do 11 marca zaaresztowano głównych inspiratorów i przywódców ruchu studenckiego.

Dnia 9 marca odbyły się wiece na Politechnice, których uczestnicy wyrazili solidarność z Uniwersytetem i potępili brutalną akcję milicji. Protesty rozszerzyły się na cały kraj. Trwały one cały tydzień i objęły tysiące studentów. W toku zajść w skali całego kraju aresztowano 1208 osób, w tym 367 studentów. Uwolniono z braku dowodów winy 6687 osób, skazano zaś 50 osób, w tym 20 studentów. Pewna liczba studentów została także zawieszona w prawach studenta lub relegowana z uczelni.

Postawa radia, prasy i telewizji miała również duże znaczenie dla wydarzeń w marcu 1968 roku. W czasie całych zajść, środki masowego przekazu podawały bardzo lakoniczne informacje. Dopiero od 11 marca w prasie pojawiły się szersze artykuły. Były to jednak często rozprawy ideologiczne, słabo informujące o genezie i przebiegu wydarzeń.

Społeczeństwo było zdezorientowane. Dopiero 19 marca 1968 roku, przeprowadzono transmitowane przez radio i telewizję spotkanie aktywu partyjnego stolicy, w czasie którego Gomułka wygłosił dłuższe przemówienie, szerzej informując o genezie i przebiegu wydarzeń. Dopatrywał się on ich w działaniu opozycji rewizjonistyczno-syjonistycznej. Gomułka twierdził, iż w Polsce z pewnością są żydowscy nacjonaliści, wyznawcy ideologii syjonistycznej. Wprawdzie uspokajał opinię publiczną, że syjonizm nie stanowi niebezpieczeństwa dla socjalizmu w Polsce, ale jednocześnie mówił: „Nie oznacza to jednak, że w Polsce nie ma w ogóle problemu, który nazywałby się samookreśleniem się części Żydów-obywatelów naszego państwa”. (C.Z.)

Artykuł pochodzi ze strony The Polish Observer