Chodzić w ciąży i być mamą we Włoszech (2) - Nasz Swiat
21
So, październik

Moje trzy grosze

Sposób na cyckoholika. Sztuczki żłobkowe na usypianie. Od Pana Doktora Zakręconego do Rudej. Dobry pediatra to skarb, ale nie łatwo go upolować.


Drogie Mamusie doszłe i niedoszłe,

W poprzednim odcinku skończyłam na tym, że Jaś zaczął histeryzować w żłobku, kiedy zachciało mu się spać. Problem polega na tym, że nie znosi smoczków, a wcześniej usypiał zawsze przy cycusiu albo na spacerze (po piątym kilometrze). Przyznam się uczciwie, że jestem za miękka, żeby zastosować metodę „zostaw niech płacze, aż się zmęczy i zaśnie”.
Kapituluję po kilku minutach. Musiałabym mieć serce z kamienia, żeby nie reagować na rozdzierający szloch mojego maleństwa i dopuścić do tego, żeby ochrypł albo dostał zapaści.

Poszperałam w internecie i znalazłam kilka rad na to jak radzić sobie z cyckoholikiem. Ponieważ jednak wszystkie okazały się bezskuteczne nie ma sensu, żebym je Wam przytaczała. Po upływie trzech kolejnych dni „inserimento” było jasne, że stoimy w miejscu. Po mniej więcej dwóch godzinach po przyprowadzeniu go do żłobka, z poczekalni wywoływał mnie głos woźnego z prośbą o odebranie płaczącego dziecka. Stwierdziłam, że w tej sytuacji, albo Ruda coś wymyśli, albo będę musiała rzucić pracę.
Ruda to pediatra Jasia. Nie myślcie sobie przypadkiem, że to obraźliwa ksywka. To pieszczotliwy przydomek dla tej świętej i mądrej kobiety  z burzą pomarańczowych loków na głowie.
Nasza Pani Doktor jest matką dwudziestoletnich dzisiaj chłopaków i choć jest czystej krwi Włoszką podejście do życia i do macierzyństwa ma niczym  wzorcowa Matka-Polka. Zawsze powtarza, że nie ma się co nad sobą użalać, bo użalanie się doprowadza do zguby rodzinę i świat, tylko zakasać rękawy i robić swoje, bo inaczej połowa gatunku ludzkiego zginie z głodu i brudu.
Ruda cierpliwie wysłuchała opowieści o naszych perypetiach żłobkowych, chwilę pomyślała, skrupulatnie zbadała Jasia,  zważyła go i zmierzyła, po czym orzekła, że wielkie z niego chłopisko i najlepiej będzie jak przestanę go karmić piersią.  Przepisała mleko zmodyfikowane z dodatkiem biszkoptów i zapewniła, że po tej kuracji odwykowej mój kochany cyckoholik nauczy się zasypiać sam.
Jak przepowiedziała, tak się stało.
Jeszcze tego samego dnia Jaś po wypiciu tej magicznej mikstury usnął w ciągu 10 minut przytulając nosek do poduszki, a nie moje piersi.
Następnego dnia, po sytym śniadaniu butelkowy kleiły mu się już oczy, kiedy po przedarciu się przez zakorkowane Wieczne Miasto dotarliśmy do żłobka.
Miłe Panie przedszkolanki i tajemniczym głosem oznajmiły mi, że chyba wymyśliły coś, co może pomoże Jasiowi zasnąć w żłobku.
Dochodziła godzina obiadu  a żaden głos nie wywoływał mnie ze żłobkowej poczekalni. To znak, że Jaś spał! Cyckoholik był wyleczony. Okazało się też, że tajemniczą sztuczką pań przedszkolanek na zasypianie był miś z pozytywką, który „śpiewa” kołysankę do uszka i wielkie, mięciutkie poduchy, zastępujące znienawidzone przez mojego skarba, żłobkowe łóżeczko.

Dobry pediatra to skarb
Wybór pediatry we Włoszech nie jest skomplikowaną sprawą z formalnego punktu widzenia. Trzeba tylko zaczekać, aż Agenzia delle Entrate prześle do domu codice fiscale dziecka. Codice fiscale, będące jednocześnie kartą zdrowia (tessera sanitaria) wysyłane jest automatycznie do domu w przeciągu mniej więcej miesiąca od momentu zgłoszenia urodzenia dziecka.
Rodzice będący rezydentami w Włoszech (mający stały adres zamieszkania) mogą zarejestrować dziecko w szpitalu (anagrafe). Ci, którzy mają niezalegalizowany pobyt w Italii muszą natomiast udać się do głównego biura ewidencji ludności. Mając już akt urodzenia w ręku (atto di nascita lub dichiarazione di nascita) można też udać się osobiście do Agenzia delel’Entrate, gdzie od ręki zostanie wydane codice fiscale.

Pierwszą wizytę kontrolną dziecko powinno odbyć tydzień po urodzeniu. Jeżeli do tego czasu nie otrzymaliście codice fiscale i w związku z tym nie macie jeszcze przypisanego pediatry  możecie udać się i bez książeczki zdrowia do lekarza. Oczywiście najlepiej tego, do którego macie zamiar zapisać dziecko, po uprzednim telefonicznym umówieniu się na wizytę i poinformowaniu go o tym, że nie posiadacie karty zdrowia.

Wymarzony pediatra powinien mieć gabinet blisko domu, podejście do dzieci, chęć do pracy i komórkę, na którą będziecie go mogli łapać poza godzinami przyjęć. Szkopuł w tym, że ciężko go upolować, a pierwsze strzały bywają strzałem kulą w płot.

Pierwszego Jasiowego pediatrę znalazłam przez stronę internetową służby zdrowia. W sekcji „wybór pediatry on-line”  znajduje się lista lekarzy prowadzących gabinety w poszczególnych dzielnicach Rzymu. Znalazłam na niej imiennika Jasia, który nie miał jeszcze kompletu pacjentów i na dodatek przyjmował kilkaset metrów od naszego domu.

Pan Doktor okazał się miłym wąsaczem po pięćdziesiątce.  Od razu jednak poczułam, że i mi, i Jasiowi ciężko będzie złapać z nim kontakt.
Na większość moich pytań, o to czy mój siedmiodniowy maluszek zdrowo się rozwija, odpowiadał pantomimicznymi gestami, a na koniec orzekł, że instynkt matki podpowie mi jak radzić sobie z drobnymi problemami.
Po pierwsze zapchany nosek,  ulewanie się po każdym karmieniu i kłopoty z pielęgnacją pępka wcale nie wydawały mi się drobnymi problemami, a po drugie mój instynkt macierzyński podpowiadał mi, żeby nie stosować na dziecku żadnych znachorskich trików tylko zaufać radą tylko w razie  problemów zaufać zaleceniom specjaliście w dziedzinie medycyny.

Po tej pierwszej wizycie u Pana Doktora Giovanniego Zakręconego postanowiłam, że więcej moja,  a tym bardziej Jasia noga,  nie stanie w jego gabinecie. Z determinacją zabrałam się za poszukiwania pediatry z prawdziwego zdarzenia.

Ruda trafiła nam się jak ślepej kurze ziarno. Jest świetna jako lekarz i jako człowiek.  Ma kilka medycznych specjalizacji i złote serce. W kryzysowych sytuacjach, nawet jak jest na kongresie odpowie sms-em z instrukcjami,  co robić. Nic, więc dziwnego, że ustawiają się do niej bardzo długie kolejki.  Jak ją upolowałam dowiecie się w następnym odcinku.

C.D.N.

Danuta Wojtaszczyk

foto: Autorka tekstu z Jasiem / © Grzegorz Butowski