Mediolańskie targowisko próżności - Nasz Swiat
15
Pn, lipiec

Moje trzy grosze

Na przełomie lutego i marca, jak co roku w Mediolanie, podczas Tygodnia Mody, ważyły się losy naszej zimowej garderoby.
My dopiero co odnajdujemy się w nowej, wiosennej, ubraniowej rzeczywistości, wymyślając nową siebie, przeglądając pisma i buszując w pojawiających się nieśmiało w sklepach nowych kolekcjach, a świat mody już o naszej wiośnie zapomniał. Teraz wielcy tego świata decydują co będzie in, a co out, podczas jesieni i zimy 2010.

Mediolański tydzień mody zaczął się od skandalu: Anna Wintour, głównodowodząca Vogue i śmiem rzec całym modowym środowiskiem, zapowiedziała, że przyjeżdża tylko na 3 dni, czyli od 26 do 28 lutego, a tydzień trwa dni 7, co prawda w tym roku został skrócony do 6 (24.02-01.03), ale na pewno nie do 3 dni!
Projektanci oburzyli się i poczuli urażeni brakiem szacunku, zwłaszcza, że Wintour zaczęła ingerować w plan pokazów chcąc przesunąć interesujących ją projektantów właśnie na „swoje” 3 dni. Następnie oni zaczęli walczyć o terminy w trakcie tych 3 dni, aby zaprezentować swoje kolekcje pod czujnym, choć przykrytym wielkimi okularami okiem żelaznej Anny.
Wyjątek stanowili: Prada (no cóż i tak wszyscy wiemy, że diabeł ubiera się u Prady) i Armani – on też nie musi bić się o miejsce w kalendarzu Wintour.

Tydzień Mody wszedł bardzo mocno w mediolański krajobraz i aż trudno uwierzyć, że pierwszy raz odbył się w Nowym Jorku w 1943 roku, w celu promowania lokalnych, amerykańskich projektantów, gdyż z racji II Wojny Światowej amerykańskie modnisie straciły dostęp do kreacji prosto z Paryża i do mody francuskiej.
Mediolan zaludnił się żyrafowymi modelkami, które krążyły po mieście i można je było spotkać w tramwajach czy metrze (tak, sprawiają, że normalna, mierząca 176 cm i ważąca 66 kilo kobieta czuje się jak skrzyżowanie zawodnika sumo z szafą gdańską) lub były przewożone busikami opisanymi Camera Nazionale della Moda zaznaczając, że miasto przygotowuje się na modową burzę.

Trendy tłum ludzi z branży, obwieszony markowymi torbami, przemierzał ulice stolicy mody, oczywiście te ulice, które należy przemierzać, czyli Monte Napoleone, a zwykli zjadacze chleba szturmowali kasy Zary i H&M.
Również dla zwykłych „zjadaczy Zary”, na Piazza Duomo, na maksi ekranie były wyświetlane pokazy z Tygodnia Mody Wiosna/Lato 2010 i rację ma Armani, który stwierdził, że nie ma najmniejszego sensu prezentowanie kolekcji zimowych u progu „bella stagione” czyli wiosny.
Znajoma z branży hotelarskiej, pracująca w jednym z 5 gwiazdkowych hoteli z uśmiechem przyznaje, że Mediolański Tydzień Mody to dla nich gorący, szalony okres.
Pewna nowa recepcjonistka nie została uprzedzona, że zanim przywita pewną znaną osobistość, koniecznie musi zamienić parę miłych słów z pieskiem tejże osoby i katastrofa gotowa, bo obrazy pieska nie wybacza się tak szybko.
Podobno to właśnie to odbywające się 2 razy do roku „Boże Narodzenie” świata mody zainspirowało Armaniego do stworzenia ARMANI HOTEL, bo jak sam stwierdził: „po co płacić obcym jak można samemu zarobić.”
A co nam przyniósł ten tydzień? Jakie będziemy następnej zimy?
Według Armaniego: eleganckie, wyrafinowane, kobiece, zainspirowane latami 20., ubrane w szlachetne aksamity, brokaty, niestety futra, butelkowe zielenie, czernie… powiedziałabym klasyczna elegancja z domieszką stylu retro.
Będziemy też ostre, seksowne, wyjęte jak z lat 80-tych, pomalowane i uczesane, a właściwie ulizane na młodą Korę z Mannam, czy dziewczyny ze słynnego teledysku Palmera. Mocne pomidorowo-czerwone usta, drapieżne kocie oczy, czarne obcisłe skórzane kostiumy i sukienki bez ramion, pióra. Ubierzemy też lateksowe, czerwone legginsy, niebotyczne koturny, czy mikroskopijne skórzane rękawiczki w alternatywie długaśne. Będziemy ostre, zimne, silne, czarno-czerwone, seksowne, tak nas widzą Dean and Dan, czyli bliźniacy tworzący duet DISQUARED.
Alternatywą dla ostrej dziewczyny DISQUARED jest słodka Lolita BLUGIRL ubrana w szarości, kremy, beże, pudrowe róże, naciągnięte podkolanówki i dzianinowe puszyste swetro - futerka, które przyznaję, są ciekawą alternatywą dla prawdziwych futer. Nawet zwierzęce motywy mają tu słodką i dziewczęcą oprawę.
Gdy Lolita dorośnie może przeobrazi się w kobietę według GUCCI - biało-szaro-srebrzystą, jej wizytówka to nowoczesna klasyka, ubiera się z tą prostą, niewymuszoną elegancją w szlachetne, miękkie wełny, zamsze, skóry i niestety znów futra…
JOHN RICHMOND widzi nas czarno, rockowo z domieszką klasycznej elegancji, na wybiegu dżinsy zestawiane z oryginalnymi marynarkami, mini, mix szlachetności z codziennością, całkiem smaczny koktajl!
I PRADA, kolekcja dla dobrze ułożonych dziewcząt, bardzo bon ton, skromnie, dziewczęco i delikatnie, trochę lat 50, grzecznie, czego nie można powiedzieć o kolekcji Dolce&Gabbana. Gorsety, koronki, zwierzęce wzory, wąskie spódnice, czyli śródziemnomorska piękność-kusicielka w pełnej krasie.
Pokazano 200 kolekcji i można powiedzieć, że Jesień-Zima 2010/2011 będzie pełna sprzeczności – mocno trzyma się wizerunek ostrej rockowej dziewczyny z lat 80, ale znajduje ona konkurencję w eleganckiej, zmysłowej, spowitej w miękkie płaszcze i dzianiny, pastelowej damie. Wspólny mianownik to MEGA KOBIECOŚĆ
Ja już zdecydowałam –  zaopatrzę się w długie skórzane rękawiczki oraz skórzane spodnie,  coś z butelkowej zieleni w stylu Armani, ale na pewno Richmondowska klasyka z dodatkiem seksu i rocka oraz styl Gucci - nowoczesny, elegancki i prosty. To będę ja, ale na razie odkurzam moje balerinki i prasuję zwiewne sukienki z myślą o pierwszych, ciepłych, wiosennych dniach!

Magdalena Negrusz