Magazyn - Nasz Swiat
18
So, listopad

Z przyjemnością publikujemy pierwszą część wspomnień, nadesłanych przez panią Annę Marię Jagodzińską, nauczycielkę z wykształcenia, przedszkolankę z powołania,  z wieloletnim doświadczeniem w pracy z dziećmi zarówno w Polsce,  jak i we Włoszech.

Rok 1982r. (!) Koniec studiów. Jestem po filologii rosyjskiej. W  tamtych czasach był to kierunek  zapewniający pracę. Młode pokolenie może już nie pamięta,  ale kiedyś język rosyjski był przedmiotem  obowiązkowym we wszystkich typach szkół. Poczynając od 5 klasy szkoły podstawowej (wtedy jeszcze obowiązywała 8-klasowa), poprzez liceum, technikum uniwersytet-  rosyjskiego trzeba było się uczyć. A nie był to najbardziej lubiany przedmiot, o nie. Jakoś nie bardzo miałam ochotę zostać BUKWĄ (po rosyjsku oznacza to „litera” przydomek nadawany najczęściej przez uczniów rusycystom).

Bardzo chciałam pracować w przedszkolu. Zupełnie nie wiedziałam czy mam jakiekolwiek szanse. Oprócz pobieżnego „liźnięcia” pedagogiki nie miałam tak naprawdę  odpowiedniego przygotowania. Były przecież absolwentki po „Wychowaniu przedszkolnym”. Mimo wszystko wybrałam się na rozmowę o pracę  do Wydziału Oświaty i … widocznie byłam dość przekonywująca - dostałam etat!  W przedszkolu!

Pierwsze dni w pracy

Grupa maluszków,  3-latki. Niepewna, patrzyłam na te maleńkie buzie wpatrzone we mnie  i od razu wiedziałam: będę bardzo kochać te dzieciaczki. Wierzcie mi rodzice,  to połowa sukcesu. Miałam oczywiście do pomocy dwie panie: Bożenkę i Grażynkę. Pani Grażynka służyła pomocą, kiedy trzeba było maluszka przebrać w suche majteczki, pomagała przebierać w piżamki do spania itp. więc nie byłam zdana tylko na siebie. Reszta poszła zadziwiająco dobrze. Do pracy  biegałam jak na skrzydłach. Widząc na „dzień dobry” przyjazne powitanie rodziców tudzież uśmiechnięte i zadowolone buźki  maluszków - chciało mi się żyć.
Cale grono pedagogiczne było młode. Były koleżanki, które studiowały, były też takie z kilkuletnim stażem.  Dzieliłyśmy się doświadczeniem, wymieniałyśmy poglądy i rady. Fakt, to były czasy, kiedy miało się umowy o prace na czas nieokreślony. Niewątpliwie był to jeden z czynników zapobiegający niezdrowej rywalizacji i nienawiści  wśród grona. Nie było panicznego leku o jutro, pracowało się w życzliwej atmosferze, a przecież rok 1982 to także „kartki” i STAN WOJENNY"!!!!
W takiej to sytuacji politycznej byłam w stanie realizować się zawodowo.

Dyrektor przedszkola

W polskim przedszkolu pani dyrektor była na miejscu. Nie była od tego, żeby jej się bać, ale po to, by kierować placówką. Znała cale grono pedagogiczne, znała rodziców, znała  poszczególne grupy. Służyła radą i pomocą, zwłaszcza nam, młodym i niedoświadczonym wychowawczynią. Kiedy przychodziła na wizytacje - przychodziła nie po to,  żeby patrzeć krytycznie i wypisać ujemną uwagę w stylu jesteś „odrobinę warta więcej  od przygłupa", ale żeby życzliwie porozmawiać, pochwalić za pozytywne rezultaty pracy i ewentualnie udzielić praktycznych rad, jak postępować w trudnych sytuacjach.  A  „trudnych rodziców” zapraszała na rozmowę do swojego gabinetu.

Jak zapewne wszystkim nam wiadomo dwujęzyczność to umiejętność posługiwania się równolegle dwoma językami. Za osoby dwujęzyczne uważa się więc takie, które w sposób naturalny przyswoiły dwa języki, którymi posługują się z jednakową sprawnością i postrzegając oba jako swoje języki ojczyste.

Wychowanie w warunkach dwujęzyczności

Szczególnie komfortowe warunki do stania się dwujęzycznymi posiadają dzieci pochodzące z małżeństw  mieszanych, gdyż  od pierwszych lat życia mają możliwość stałego kontaktu i nauki dwóch językach. 

Ważne jest przy tym, aby mowa obojga rodziców była traktowana z jednakowym szacunkiem, by nie prowokować sytuacji obronnych przeciw jednemu językowi, odczuwanemu przez dziecko jako „mniej ważny”. By osiągnąć zamierzone rezultaty w procesie przyswajania przez dziecko dwóch języków, by dwujęzyczność przyczyniła się do intelektualnego rozwoju dziecka rodzice powinni „wzbudzić w dziecku szacunek do własnego dziedzictwa kulturowego i własnego języka” (co jednocześnie podkreślają – J. Cieszyńska i R. Laskowski).

Życie na emigracji kojarzy się nam z przygodą i z czymś nowym, oryginalnym. Jednak życie w obcym kraju, to nie tylko fajna przygoda, ale i niezła szkoła życia. Nowe środowisko, nowi ludzie, nierzadko obcy język, nieznane obyczaje i dziwna mentalność.

Jak sobie z tym wszystkim poradzić? Jak to wszystko unieść i po prostu odnaleźć się w tym nowym, emigracyjnym życiu? Niektórym osobom przestawienie się na życie w innym kraju przychodzi łatwo, innym z dużym trudem. Ci pierwsi od euforii i zachłyśnięcia się szczęściem z przebywania w Bella Italia, przechodzą w stabilną, pogodną normalność. Ci drudzy, walczą bez ustanku jak z wiatrakami, z tym co nowe, niezrozumiałe i inne. Walczą z piętrzącymi się trudnościami i często niepotrzebnie się buntują przed nieuniknionymi problemami życia codziennego każdego emigranta we Włoszech.

Bella Italia?
Włochy to taki kraj, który kusi i łudzi, a potem powoli odkrywa swoje prawdziwe oblicze. Jak kobieta, która nęci i kokietuje, a potem powoli odkrywa swoje drugie ja.
Piękne krajobrazy, śpiewny język, sympatyczni ludzie i zapierające dech w piersiach widoki, z czasem przeobrażają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki we włoskie realia życia codziennego. Ta transformacja jest o tyle zaskakująca, że ktoś kto był we Włoszech tylko na wakacjach, z pewnością nie zrozumie osoby, która miała okazję zamieszkać na Półwyspie Apenińskim chociaż przez kilka miesięcy.

Po jakimś czasie odkrywa się tzw. drugą stronę medalu. Włoskie życie wcale nie jest takie różowe, ludzie tacy szczerzy i sympatyczni jakby się wydawało, a brud i dezorganizacja mogą przykryć nawet najbardziej atrakcyjne włoskie zabytki. To przykre, ale prawdziwe!

Jak sobie pomóc?
Wiadomo, że jak już się zdecydowało podjąć walkę i wytrwać w życiu na emigracji, nie ma sensu wystawiać na piedestałach dalekiej Ojczyzny i oczerniać bez ustanku kraj nas goszczący. Po tzw. "kryzysie emigranckim", należy niektóre kwestie przyjąć za nieodwracalne, no bo w końcu nie da się zmienić biegu Wisły. Na niektóre problemy przymknąć oko, a z innymi aspektami życia codziennego we Włoszech nauczyć się żyć, nie szkodząc samemu sobie.

Generalizowanie, że wszystko jest czarne albo białe, też się nie sprawdza w praktyce. Jednak z pewnością pomaga próba zrozumienia włoskiej mentalności, sposobu myślenia i zachowania się Włochów w różnych sytuacjach. Poza tym, im większa aklimatyzacja, tym łatwiejsze życie we Włoszech.
Jak stwierdził pewien znajomy Włoch, należy wziąć to, co dobre z polskiej mentalności i połączyć z tym, co dobre we włoskiej. Wtedy otrzyma się mieszankę idealną, a osoba która posiadła to co najlepsze z tych dwóch kultur, stanie się szczęśliwsza i mądrzejsza. Kto wie, czy miał rację i czy komuś udało się dojść do takiej perfekcji?

Język
Znajomość języka we Włoszech jest podstawą w tym, aby poczuć się w Bella Italia prawie jak w domu. Wiąże się to z tym, iż Włosi nie są specjalnie utalentowani językowo, a niestety kluczem do konwersacji jest przynajmniej podstawowa znajomość języka włoskiego. Na szczęście Włosi są bardzo wyrozumiali i mają dar do motywowania rozmówcy, do nauki ich ojczystego języka. Toteż nauka języka włoskiego we Włoszech, z reguły naszym rodakom przychodzi stosunkowo łatwo i szybko. Poza tym, nie znając języka włoskiego trudno się przecież zaaklimatyzować, zrozumieć włoską mentalność, no i w ogóle normalnie funkcjonować. W końcu każdy Włoch powie: „Jak przyjechałeś do mojego kraju, to ucz się mojego języka!”.

Praca
Sporą rolę w życiu każdego emigranta odgrywa też i praca. Znalezienie pracy we Włoszech, co może okazać się nie lada wyczynem, też może ułatwić szybszą aklimatyzację w nowym kraju. Wiadomo, każdy z nas chce poczuć się użytecznym i niezależnym finansowo. Nowe środowisko, nowi ludzie sprawią, że będziesz miał większą motywację do działania, a może i nowe otoczenie zaowocuje nowymi przyjaźniami?
A co jak nie nowe znajomości, szczególnie z autochtonami nie sprawią, że człowiekowi lżej na duszy w obcym kraju? Do tego taki lokalny przyjaciel jak przewodnik, może nas wciągnąć w meandry włoskich realiów, a tym samym bezboleśnie pomóc zrozumieć niektóre aspekty życia we Włoszech.

Polskie i niepolskie przyjaźnie
Włoscy i Polscy znajomi na nowej ziemi też mogą pomóc w aklimatyzacji we Włoszech.
Polskie organizacje, stowarzyszenia, oraz fora internetowe, mogą nam również w tym pomóc. Chodzi tu głównie o znalezienie innej bratniej duszy, która ma podobne spostrzeżenia na temat życia we Włoszech. W końcu, kto jak nie inny Polak zrozumie nasze rozterki i bolączki na włoskiej ziemi?

Fakt, z polskimi przyjaźniami bywa różnie. Czasem zdarzają się niezrozumiałe rywalizacje, zazdrość i podkładanie kłód pod nogi, a szkoda. Jednak bywa i tak, że taki przyjaciel prosto z Polski, ukoi nasze stęsknione serce za tym co polskie, pocieszy i pomoże w trudnościach życia emigranckiego we Włoszech.

Wprawdzie przyjaźnie w życiu dorosłym to nie to samo, co stare znajomości sprzed kilkunastu lat, ale niestety do prawdziwej przyjaźni potrzeba dużo cierpliwości. Poza tym, mądre przysłowie mówi, że "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". W związku z tym, przy odrobinie cierpliwości, kapce trudności i kilku latach wytrwałości, można znaleźć polską, bratnią duszę we Włoszech.

Podsumowując, kiedy na początku emigranckiej drogi dopada nas strach i rezygnacja, trzeba pamiętać, że nie my pierwsi i nieostatni przez to wszystko przechodziliśmy. Co nas nie zabije to nas wzmocni! A może gdzieś za rogiem, też jest ktoś taki, który czeka na pomoc i pocieszenie, może warto przejść razem przez troski i trudności życia we Włoszech, by z czasem poczuć się szczęśliwym w swej drugiej ojczyźnie?

M. Zakrzewska

Dzisiaj o godzinie 12.00 rozpoczęła się oczekiwana od dawna kalendarzowa wiosna.

Trudno uwierzyć wyglądając z okna, że to już wiosna… Już od kilku tygodni czekamy z niecierpliwością na słoneczną pogodę, a tu, jak na złość leje jak z cebra.

Żeby pomóc Wam wytrzymać te ostatnie chwile paskudnej pogody, prezentujemy zestawienie najpiękniejszych polskich piosenek o wiosnie. (mam)

" width="410">

 

" width="410">

 

" width="410">

embed video plugin powered by Union Development

To, co tu czytacie, mimo wszystko nie jest pospolitym donosem na mego psa, gdzie wykorzystując jedną z nielicznych nad nim przewag, „obsmarowuję” go za plecami. Mam jeszcze jako takie poczucie rzeczywistości i zdaję sobie sprawę, że ujawniając wstydliwe szczegóły naszego pożycia, kompromituję przede wszystkim siebie.

Piszę to wszystko, aby dać sobie odpowiedź na dręczące mnie od dawna pytania: jaki błąd popełniłem?, gdzie leży moja wina?, czy można było inaczej? Może robię to także, by przestrzec innych przed pójściem w moje ślady. Byłbym jednak hipokrytą, gdybym pozostawił was w przekonaniu, że publikując w piśmie o ogólnopolskim zasięgu ten (chyba jednak) paszkwil, nie chcę się przy tej okazji „odgryźć” za wszystkie upokorzenia, które przynosi mi każdy kolejny dzień. Ludzkie motywacje są zawsze splątane. Niskie miesza się z wysokim, małostkowe ze szlachetnym. Lepiej więc, jeśli sam od razu ujawnię ten ich moralnie dwuznaczny splot, skoro i tak pewnie nie da się go ukryć przed okiem bystrego czytelnika. Więcej

Piotr Millati

Źródło: BLIZA – Gdyński Kwartalnik Artystyczny


Przedruk za zgodą redakcji

Mott:
„Być albo nie być? –
to wielkie pytanie?”
Hamlet

02.04.2005 rok godz.21.37 – data śmierci Jana Pawła II

Ósma rocznica właśnie mija
kiedy miejsce miała chwila,
w której wśród żywych być przestałeś
bo żywota ziemskiego dokonałeś;
Ojcze Święty – Janie Pawle Drugi.

Mimo fizycznej nieobecności
ciągle jesteś w ludzkiej świadomości.

Jesteś – bo jako błogosławiony
na ołtarze zostałeś wyniesiony.

Jesteś – bo w świata historii się zapisałeś
tym, że na oczach milionów Bogu ducha oddałeś.

Nie było nigdy wcześniej zdarzenia takiego,
aby cała ludzkość trwałe u łoża umierającego
i żądała uznania Go – natychmiast świętego.

Więc choć fizycznie być przestałeś
to jesteś – bo w sercach naszych pozostałeś.

Włodek

Dziennikarze sportowi zwrócili uwagę na pewną osobliwość. Mianowicie, w każdym z trzech przypadków w okresie trwania konklawe, swoje piłkarskie mecze rozgrywała FC Barcelona, a wybór papieża miał miejsce w dniu, w którym mecz był rozgrywany. W każdym z tych meczów Barcelona wygrała tym samym wynikiem – 4 : 0. Osobliwością ostatniego wydarzenia było to, że Barcelona podejmowała drużynę AC Milan i to goście z Mediolanu przystępowali do meczu w roli faworytów, gdyż pierwsze spotkanie na własnym boisku wygrali 2 : 0.

Faworyt jednak przegrał, a Barcelona zwycięstwem 4 : 0 zapewniła sobie awans do dalszych rozgrywek. Bohaterem meczu był Argentyńczyk Leo Mesi, który zdobył dwie bramki.

Przed rozpoczęciem ostatniego konklawe faworytem do godności papieża był arcybiskup Mediolanu kardynał Angelo Scola, a papieżem wybrano argentyńskiego Jezuitę, arcybiskupa Buenos Aires kardynała Jorge Mario Bergoglio. Przypadek to czy wola Opatrzności?

Jan Morski