Rzymscy „leserzy” rodem z Polski (cz. II) - Nasz Swiat
15
Pn, lipiec

Moje trzy grosze

W poprzednim numerze „Naszego Świata” rozpoczęliśmy cykl felietonów młodego mężczyzny, który przybył do Rzymu kilka miesięcy temu. Treści przedstawiają napotkanych przez niego ludzi. Dziś część druga.

W tym tygodniu pragnę opowiedzieć o kolejnym z grupy „leserów”. Jest nim Artur, mężczyzna w średnim wieku. Pierwszy kontakt miałem z nim podczas poszukiwania mieszkania. W tej sprawie udałem się oczywiście pod polski kościół, niedzielne miejsce spotkań Polaków. Rozmowę rozpoczęliśmy przypadkiem, podczas gdy wertowałem ogłoszenia. Powiedziałem mu, że w trybie pilnym potrzebuje chociaż pokoju. Dał mi namiary na swojego znajomego, którym podobno miał coś wolnego. Zadzwoniłem i powołałem się na Artura. W końcu umówiłem się na oglądanie. Pokój nie przypadł mi do gustu. Postanowiłem ponownie poprosić o pomoc poznanego pod kościołem mężczyznę. Okazało się, że jego współlokatorka się wyprowadziła i właścicielka mieszkania szuka spokojnej osoby. Po oględzinach zapłaciłem kaucję i wprowadziłem się kilka dni później. Tak o to zamieszkałem pod jednym dachem z Arturem (i z kilkoma innymi osobami). Przyjechał on do Italii około rok temu. Na miejscu poznał dziewczynę z którą mieszka. Według mnie był to jej najgorszy błąd w życiu. Ale nie o niej tutaj mowa, może w jednym z kolejnych artykułów. Na początku nasze relacje były w porządku. Później wychodziła prawdziwa natura Artura. Nie zapomnę jak ciągle wypytywał się o moją pracę. Nie lubiłem jej, więc nie chciałem o niej rozmawiać. No ale cóż, z grzeczności trzeba było odpowiadać. Natomiast on przechwalał się, że jego praca jest lepsza (to co, że robiliśmy to samo, prawda?), że ma lepszego szefa, że więcej zarabia, że ma lepszy dojazd, i tak dalej, i tak dalej... Do znudzenia... Dopiero potem zauważyłem jaki jest fałszywy. Gdy nadeszły ciężkie miesiące dla budowlańców i był zastój w pracy, oboje siedzieliśmy w domu. Gdy pytał się dlaczego nie pracuję odpowiadałem jasno: jest grudzień, mamy zastój, szef szuka czegoś nowego. Natomiast jego odpowiedź brzmiała: „Ja z szefem troszkę chorujemy. Dopadł nas wirus i postanowiliśmy poleżeć w łóżkach”... po czym udał się zwiedzać miasto... Gdy jego „choroba się przedłużyła” do kilkunastu dni usłyszałem, że z jego szefem nie ma żadnego kontaktu. Z dnia na dzień przepadł. Dopiero po nowym roku wrócił z urlopu w Polsce. Artur zmyślał mi różne bajeczki próbując wytłumaczyć mi brak pracy. Gdy udało mi się zalegalizować pobyt we Włoszech, widziałem na jego twarzy zazdrość. Oczywiście próbował ją ukryć. Wypytywał się o różne rzeczy, czy święta mam płatne, czy dostanę trzynastkę? Gdy mu powiedziałem, że nawet czternastkę to w nim aż się zagotowało. Po kilku tygodniach na mieszkaniu zaczęły powstawać drobne sprzeczki, które po pewnym czasie przerodziły się w wielkie awantury. Głównym powodem było to, że każdy za dużo konsumuje gazu, prądu, że za długo siedzi w łazience, kuchni itp. Artur chciał być przywódcą i chciał rozwiązać każdy spór. Problem w tym, że jego propozycje były tylko z korzyścią dla niego, wszystko robił pod siebie nie patrząc na innych lokatorów. Żeby tego było mało on non stop kłócił się ze swoją dziewczyną, co było nie do wytrzymania także dla innych lokatorów. Za mieszkanie zaczęli płacić oddzielnie. Nie ma dnia, żeby się nie kłócili. Doszło nawet do tego, że na oczach wszystkich domowników uderzył swoją partnerkę. Całkowicie ją sobie podporządkował ponieważ... ona go przepraszała, że musiał ją uderzyć! Po tym incydencie prawie w ogóle nie wychodzi z pokoju. Czeka aż wróci jego partnerka i przyniesie mu kolację. Zacząłem się śmiać, że on już nawet nie wydala albo czeka aż wszyscy  pójdą spać. Nigdy nie widziałem go, żeby pozmywał albo posprzątał. Jego dyżury na mieszkaniu przejmuje oczywiście dziewczyna. Nawet nie wyniesie śmieci kiedy jest jego kolej. A gdy zwróci mu się grzecznie uwagę to rozpoczyna awanturę.
Mimo, że Artur pracuje ciężko na budowie (wiem coś o tym), to jest według mnie leserem. Bo ta jego praca, to jedyne co w życiu robi, całą resztę wykonuje za niego dziewczyna, on traktuje ją jak służącą, a ona się na to godzi. Przykre, ale prawdziwe. Ciąg dalszy nastąpi...

* Imiona przedstawionych osób zostały celowo zmienione.

Obserwator