Tani Armani - Nasz Swiat
15
Pn, lipiec

Moje trzy grosze

W Mediolanie, na via Montenapoleone, będącej zbiorem najdroższych butików w mieście, najczęściej jest tłum, bynajmniej nie zakupowiczów a turystów, którzy trzaskają fotki na tle tego pożyczonego luksusu. Wielka moda to także wielkie ceny. Para sandałków Dior - 500 euro, torebka - 1.500 euro, mikroskopijny portfelik od Louis Vuitton - 300 euro, torebka Chanel - 2.000 euro, okulary 350 euro… aż boli głowa i portfel, bo zwykłych śmiertelników nie stać na mały „shopping” na via Montenapoleone, co nie oznacza, że zwykli śmiertelnicy nie lubią metek i marek.

Wręcz przeciwnie, lubimy i polujemy na nie w outletach i tu nasuwa się pytanie czy outlet to zawsze wielka moda za małe ceny czy też czasem wielkie oszustwo?

Na pewno duże, firmowe outlety, na wzór centrów handlowych jak Fox Town w szwajcarskim Mendrisio, Vicolungo czy Fidenza Village, są miejscem udanych łowów i prawdziwym rajem zakupoholików. W mojej szafie dumnie leżą jeansy Guess upolowane za 19 euro, sweterek Burberry za 30 euro, okulary Fendi za 70 euro.

Modelka Karolina Malinowska chwali się torebką Gucci upolowaną za 20 euro, a ja nadal nie mogę przeboleć szpilek od Armaniego w zdecydowanie pasującej mi cenie 90 euro i nie pasującym rozmiarze czy płaszcza Yves Saint Laurent za 300 euro, podczas gdy w Zarze, płaszczyk z nowej kolekcji kosztował 220 euro…

Tak, to dużo, ale jak na jednej szali położymy Zarę z „zarową” jakością, a na drugiej wysokie krawiectwo francuskie plus 80 euro, to jest się nad czym zastanowić.
W jednym z outletów znaleźć można elegancką Furlę za 60 euro czy płaszcz Polo Sport za 200 euro (patrz Zara).
Potrzebne jest jedynie samozaparcie, trochę cierpliwości i właściwa ocena czasu i sytuacji, czyli na przykład wyprzedaże i możemy ozdobić naszą szafę jakimś Ciuchem przez duże C.

A jak wygląda sprawa z małymi butikami/outletami?
Mam swój ulubiony, który na pierwszy rzut oka wygląda nieciekawie, ale jak się dobrze poszpera to można wyłowić sukienkę Calvina Kleina, lniane spodnie Ralpha Lourena czy bluzkę Penny Black. Są to pojedyncze sztuki, zawsze z kompletem oryginalnych metek, przygotowane jako egzemplarze pokazowe do Showroomów.
Niestety nie zawsze tak jest. Znajoma poleca mi, jak to określa, fantastyczny outlet, gdzie jest „morze” koszul czy swetrów z najwyższej półki.
Wchodzę i moją uwagę przykuwa regał ze swetrami Burberry, za jedyne 80 euro. Na pierwszy rzut oka interesujące, w dotyku zdradzają podejrzanie niską jakość, oglądam metkę i odkrywam, że jest wypełniana ręcznie, niebieskim długopisem, koślawym charakterem pisma jest napisany rozmiar…hm…Burberry? Niestety raczej nie. Dwie roześmiane dziewczyny biorą po sweterku zadowolone z okazji, a ja krążę wśród wieszaków i wpadam na pasek „GUCCI” z oddali pachnący sztuczną skórą, czyli tak zwaną ekologiczną i jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że Gucci robi plastikowe paski, znam ten model i w oryginale jest zrobiony ze szlachetnej brązowej skórki.


- Musisz uważać, co kupujesz w małych outletach - przyznaje Marco, który służbowo jeździ do Chin, ojczyzny podróbek, raz na 3 miesiące.
- Nawet nie wiesz ile razy mój znajomy, właściciel pewnego outletu, naciskał, żebym przywiózł mu na próbę trochę podrabianych koszulek, koszul, czy sweterków lub znalazł fabrykę, która produkuje dla tej czy innej marki i wynegocjował dostawę „na lewo”. I tak wszyscy szyją w Chinach - dodaje na koniec.
No niby tak, ale co innego świadomie kupować podróbkę za godną podróbki cenę, a co innego przepłacać myśląc, że kupujemy sobie kawałek luksusu.
I podobno nie markowa szata zdobi człowieka, ale zdecydowanie sprawia przyjemność. Życzę udanych łowów i zachowania zdrowego rozsądku, bo gdy coś jest zbyt piękne żeby było prawdziwe, to najczęściej jest podrobione…
Magdalena Negrusz