Magazyn - Nasz Swiat
23
So, wrzesień

Casamassima, 2 listopada 2009 r.

Rzym, 16 listopada 2009 - Miejsce i czas uroczystości wybrano nieprzypadkowo. Przed 65. laty w niewielkim miasteczku Casamassima pod Bari utworzono 5. Szpital Wojenny, który stał się pomostem między życiem, a śmiercią w ratowaniu rannych i chorych żołnierzy 2. Korpusu Polskiego walczących w kampanii 1943-1945 r. na terenie Półwyspu Apenińskiego.

Bazę szpitalną, w której pracowało wielu wysokiej klasy lekarzy-specjalistów, sióstr i ochotniczek z Pomocniczej Służby Kobiet utworzono 4 maja 1944 roku, tuż przed rozpoczęciem polskiego natarcia w bitwie o Monte Cassino. To właśnie tutaj, do Casamassima spływały główne transporty ranionych w masywie Monte Cassino żołnierzy polskich, a w późniejszym okresie z kampanii adriatyckiej. Przepustowość szpitala sięgała, aż 1200 łóżek, a w szczytowych okresach prowadzenia działań wojennych na terenie Włoch przyjmowano i leczono miesięcznie do 2 tysięcy rannych i chorych żołnierzy. Polscy lekarze objęli również opieką medyczną miejscową ludność cywilną pozostawiając w Casamassima i jej okolicach wyraz wdzięczności i pamięci mieszkańców sięgający naszym czasom.

Rzadko mamy przyjemność zaobserwować, aby wszyscy zgromadzeni wsłuchani i wpatrzeni byli w postać przemawiającego. By nie poruszył się nawet drobny listek. Tak było w Dzień Zaduszny 2 listopada, kiedy w czasie uroczystej mszy św. na Polskim Cmentarzu Wojennym w Casamassima przemawiał przybyły z Polski ostatni żyjący żołnierz 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii prof. Wojciech Narębski. Zgromadzonym na uroczystości przedstawicielom włoskich władz cywilnych, włoskiej armii i polskiego przedstawicielstwa dyplomatycznego w Rzymie, w osobie zaproszonego Ambasadora Jerzego Chmielewskiego, przekazany został w pięknych słowach wyraz konieczności dbania o pamięć tych, którzy oddali największą ofiarę w walce o wolność obu naszych Narodów.

Ostatnich żyjących żołnierzy gen. Andersa pozostało niewielu, a przekaz, który pozostawili dla nas i następnych pokoleń jest wielki i ponadczasowy. Naszym obowiązkiem staje się, aby zapis ten był wiecznie żywy.
Pięknie zorganizowana i przeprowadzona uroczystość mszalna na Polskim Cmentarzu Wojennym połączona była tego dnia z odsłonięciem wieczorem w Casamassima III edycji wystawy fotograficznej i pamiątek z czasu wojny „La Puglia dei Polacchi dal 1944 al 1946”.

Dzięki poświeceniu i zaangażowaniu trójki miejscowych pasjonatów – Gianluki Verlone, naszej rodaczki Żanety Nawrot i Stefanii Castellano oraz przy objęciu patronatem podjętej inicjatywy przez władze lokalne, Ambasadę Polski w Rzymie, Uniwersytet w Bari oraz Stowarzyszenie Baobab, licznym zgromadzonym i zaproszonym gościom przedstawiony został zapis historyczny dni wojennych w Casamassima, który związał oba nasze Narody więzami przyjaźni.

Krzysztof Piotrowski

Źródło: Nasz Świat nr 21  (16-30 lipca)/2009

Fot. 1 - Ambasador RP we Włoszech Jerzy Chmielewski, Burmistrz Casamassima Domenico Vito de Tomasso oraz Profesor Wojciech Narębski - ostatni żyjący w Polsce żołnierz 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii, fot. Jaśmina Nawrot.

Fot. 2 - Uroczysta Msza św. na Polskim Cmentarzu Wojennym w Casamassima, 2.XI.2009 r., fot. K. Piotrowski.

Fot. 3 - W polskim szpitalu wojennym w Casamassima, fot. arch.

Archiwum artykułów dotyczących Monte Cassino opublikowanych na łamach „Naszego Świata”:
http://www.naszswiat.net/wiadomoci/37-monte-cassino.html

30 czerwca br. o godz. 11.30 na Polskim Cmentarzu Wojennym w Loreto  rozpoczęła się ceremonia pogrzebowa szczątek dwóch żołnierzy 2. Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa poległych w połowie 1944 roku na froncie adriatyckim. Uroczystość pożegnalna zbiegła się  w czasie z 65. rocznicą wyzwolenia Loreto przez oddziały polskie nacierające w kierunku Ankony.

Rzym, 4 lipca 2009 - Nad Polskim Cmentarzem Wojennym powiewał biało-czerwony sztandar, a w tle rozpościerał się piękny widok na wybrzeże Morza Adriatyckiego, na którego pobliskiej plaży odbyła się ostatnia defilada oddziałów 2. Korpusu Polskiego opuszczających Włochy w 1946 r.
Szczątki obydwu żołnierzy zostały odnalezione z początkiem 2003 r. w Monte San Giusto w okolicy miasta prowincjonalnego Macerata, gdzie w walkach brał udział  3. batalion z 3. Dywizji Strzelców Karpackich.
Przez kolejnych 6 lat szczątki poległych przetrzymywane były tymczasowo na rzymskim cmentarzu Verano. Niestety do chwili obecnej nie udało się ustalić tożsamości obydwu żołnierzy polskich i zostali Oni pochowani jako Nieznani.

W uroczystości na polskim cmentarzu wzięli udział – przewodniczący ceremonii pogrzebowej z ramienia włoskiego Ministerstwa Obrony  płk  Marco Bisiach wraz z asystą honorową grupy delegowanych oficerów i kompanii reprezentacyjnej 235. Pułku Piechoty „Piceno” oraz przedstawiciele władz miasta Loreto. Stronę polską reprezentowali – Kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Rzymie, Jerzy Adamczyk oraz Attache Wojskowy, płk Ryszard Tomczak. Nabożeństwo pogrzebowe poprowadził ks. Zbigniew Gospodarek.

Ostatnie pożegnanie szczątek żołnierzy gen. Andersa przeprowadzono w pięknej oprawie z zachowaniem niezbędnych honorów wojskowych, a pokrycie środków i przygotowanie ceremonii przygotował kierowany przez gen. Vittorio Barbato Urząd do Spraw Pamięci Poległych na Wojnie (Commissariato Generale per le Onoranze ai Caduti in Guerra),  przy włoskim Ministerstwie Obrony.

Tym samym, dzięki inicjatywie strony włoskiej, polegli żołnierze polscy mogli po wielu latach odnaleźć wieczny spoczynek u stóp Bazyliki Loretańskiej, pośród swoich kolegów walczących o wolną Polskę na terenie Półwyspu Apenińskiego w latach 1943-45.

Krzysztof Piotrowski
Danuta Wojtaszczyk

Źródło: Nasz Świat nr 13  (04-15 lipca)/2009

Fot.1 - Oddanie honoru poległym / fot. © K. Piotrowski.
Fot.2 - Urny ze szczątkami żołnierzy na tle Bazyliki Loretańskiej /  fot. © K. Piotrowski.

Archiwum artykułów dotyczących Monte Cassino opublikowanych na łamach „Naszego Świata”:
http://www.naszswiat.net/wiadomoci/37-monte-cassino.html

6 dni po obchodach 65. rocznicy bitwy o Monte Cassino

Rzym, 1 czerwca 2009 - Zapalił znicz i długo stał w milczeniu. Tak Benedykt XVI uczcił polskich żołnierzy, poległych podczas bitwy o Monte Cassino.  Papież był wyraźnie wzruszony wizytą na polskim cmentarzu.
24 maja br. Benedykt XVI, odwiedził polski cmentarz wojenny na Monte Cassino.
Papież modlił się nie tylko za żołnierzy poległych w walkach 65 lat temu, ale za wszystkie ofiary drugiej wojny światowej.
Modlił się także o to, aby ludzie naszych czasów nieustająco zabiegali o pokój na świecie. Prosił również Boga, by dodał nadziei i odwagi tym, którzy cierpią z powodu bratobójczych wojen, wspierał zaś codzienne uczynki służące budowie cywilizacji miłości.


Po przybyciu na cmentarz w papamobile papież zapalił znicz na środku wielkiego kamiennego krzyża Virtuti Militari. 10-minutowa wizyta na polskim cmentarzu wojennym była ostatnim punktem cassyńskiej podróży Benedykta XVI, który wcześniej celebrował Mszę Św. w mieście Cassino, a następnie złożył wizytę w benedyktyńskim opactwie na pobliskim wzgórzu.

Tekst: Danuta Wojtaszczyk
Fot. Alberto Ceccon

Źródło: Nasz Świat nr 11 (1-15 czerwca)/2009

Archiwum artykułów dotyczących Monte Cassino opublikowanych na łamach „Naszego Świata”:
http://www.naszswiat.net/wiadomoci/37-monte-cassino.html

„Tak jak przed bitwą dowódcy obu dywizji gen. Duch i gen. Sulik ciągnęli supełki o rejon walki, tak dowódcy plutonów 3.szwadronu postanowili ciągnąć zapałki o wyznaczenie zadań. Wśród nich było trzech podporuczników-Białecki, Besser i Kochanowski. Białecki poległ a Besser zaproponował półroczny żołd Kochanowskiemu za odstąpienie zadania. Kochanowski wsiadając do czołgu odparł-„nie ma tak dobrze” i ruszył miażdżyć bunkry połdniowego Widma”.

Rzym, 1 maja 2009 - Wytyczne i zadania dla planowanego natarcia Po pierwszym ataku z dni 11-13 maja 1944 r. pozostał obraz makabryczny, a pobojowisko parowało nadal oparami walki. Żadna ze stron nie zdołała tymczasem uzyskać przewagi. Po tej makabrze mieli przejść następni i pomścić poprzedników. Wbiliśmy się więc ponownie w niemieckie stanowiska. Właściwe drugie natarcie wywiązało się samo, ciągiem bojowego patrolowania wcześniej szturmowanych pozycji. Zbliżał się nieubłaganie czas rozstrzygnięcia losu walki.

Cóż, pozostawała tylko jedna możliwość i innej nie było – szturmujemy nadal tę górską twierdzę. Trzeba było zmiażdżyć ich dogasający, ale trwały opór. Polskie oddziały zacząć musiały od oczyszczenia Widma, żeby ponownie nie kąsało i nie strzelało w plecy. To żołnierzowi najbardziej dokuczało. Pierwsze poszły do akcji grupy szturmowe z 16. baonu  mjr. Stańczyka, i tak honor rozpoczęcia drugiego natarcia przypadł wycofanym wcześniej żołnierzom z wzgórza 706.

Wybrane patrole bojowe wyruszyły o godz. 18.45 16 maja, kierując się na płn. Widmo. Po raz kolejny najważniejszym było – nie zalegać ! Tym razem pardonu nie było. Ciężko było choćby o jednego jeńca. Walczono do końca i niemieckie bunkry poczęły gasnąć. Niemcy nie wytrzymali nacisku i rozpoczęli ucieczkę z bunkrów i schronów. Do jako takiego ładu zostali doprowadzeni przez swoich dowódców dopiero nad ranem następnego dnia i wtedy rozpoczęli niemrawe kontrataki celem odzyskania wcześniejszej pozycji. Północne Widmo górowało nad jego środkową i płd. częścią , więc miało zasadnicze znaczenie dla tego odcinka. Kto był panem skupiska stanowisk u podnóża wzg.706 ten władał grzbietem podłużnego wzgórza. Niemcy doskonale o tym wiedzieli i rozpoczęli skoordynowaną próbę odzyskania tej części terenu.
Trafiła im się jednak przykra niespodzianka, pomimo że dla polskich żołnierzy nieporęcznie było prowadzić ogień z otworów wejściowych zdobytych bunkrów.

W momencie, gdy kontratak przybierał na sile na płn. Widmo dotarło wsparcie w sile 1.komp. kpt. Machnicy  transportującej dodatkowy zapas amunicji. W tej sytuacji atak niemiecki przerodził się w odwrót. W międzyczasie, gdy trwała rozprawa o los Widma na jego grzbiet w okolicach Gardzieli natarł 15.baon ppłk. Stoczkowskiego swą wcześniejszą drogą męczeństwa. Rozwijająca się tymczasem pomyślnie sytuacja na krawędzi  północnej wykazała, że przyszedł najlepszy moment na wprowadzenie do walki na kierunku wzg. S.Angelo 17.-tego batalionu mjr. Baczkowskiego i innych pododdziałów, m.in. kompanii komandosów mjr. Smrokowskiego i wydzielonej grupy (złożony szwadron) pod dowództwem por. Cygielskiego z  15.Pułku Ułanów Poznańskich. Plan natarcia był jednoznaczny. Kompanie szturmowe 17.-tego uderzeniem frontalnym ze wzg.706 przez płn. Widmo miały się wbić na wschodnie stoki S.Angelo.
Za nimi do akcji wkroczyć mieli komandosi i ułani. Dowodzący natarciem 17.-tego baonu mjr Baczkowski wydał dowódcom kompanii krótki rozkaz: Możliwe jest tylko natarcie! Sygnałem będą dwa gwizdki. Naprzód! W ten sposób uproszczono metodę ataku.
I tak o 6.10 17 maja 17.baon usłyszał dwa pierwsze gwizdki. Odtąd towarzyszyły one jego żołnierzom do samego końca. O 6.45 z rozpędu zdobyto umocnienia Małego S. Angelo i natychmiast przesunięto walkę na pierwszą linię bunkrów właściwego S. Angelo. Tutaj doszło jednak do zaciekłej walki i atakujących zatrzymał wzmagający się ogień niemieckiej artylerii i moździerzy. Wyjątkowo dokuczliwy okazał się też ogień broni małokalibrowej. Padło wielu zabitych i rannych.

Moment frontalnego uwiązania się w walce wykorzystał w tym czasie kpt. Leśkiewicz prowadząc swoją kompanię płn. stokiem urwiska wzgórz Angelo. Tam również rozpoczęła się walka z bunkrami o ścianach z wielkich głazów. Po pewnym czasie walka polskich żołnierzy z kamiennymi  potworami  wywołała kryzys. Kończyła się amunicja, a poruszanie się w odkrytym w świetle dnia stoku przynosiło wysokie straty w skutecznym ogniu strzelców wyborowych, uniemożliwiających jakikolwiek ruch.
Ziemia ciągnęła żołnierzy jak magnes i szturmujący musieli zalec. Nie poprawiło też sytuacji wysłanie zebranej grupy z 13.baonu. Wycieńczeni doświadczeniami wcześniejszej walki również zalegli. W świetle dnia natarcie na kamienne bunkry okazało się wyjątkowo trudne. Wielkim kłopotem było też dostarczanie amunicji, gdyż trzeba było pokonać w ogniu odkryty teren zachodniego Widma, co w warunkach dziennych w praktyce było niewykonalne. Powoli jednak te bunkry gryziono. Montowano pojedyncze grupki szturmowe lub nawet wyruszali pojedynczy ochotnicy, którzy zabierali się za kąsanie kamiennych bunkrów.

Walka o Górę Anioła Śmierci była bardzo ciężka. W ciągu dwóch dni poległo wielu walczących obu stron. Aby wesprzeć zalegającą na Małym S. Angelo piechotę i rozstrzygnąć los natarcia, zmontowano dodatkowo na tyłach półbatalion z pododdziałów tyłowych, gdyż brakowało już grup odwodowych.
Taka sama sytuacja panowała u przeciwnika. Rozkaz wyjścia na pierwszą linię otrzymali wszyscy zdolni do walki, łącznie z kucharzami i kierowcami. Wiedziano, że rozstrzygnięcie jest blisko. Wszystkie rozporządzalne siły znalazły się teraz naprzeciw siebie, w każdym zagłębieniu i za każdym kamieniem. Wzgórza nocą oddawały dech żywego organizmu. Trudno było jednak zmontować decydujące natarcie przy kompletnym wykrwawieniu i przemieszaniu oddziałów.

Podobnie jak na odcinku Kresowej walkę wywiązano o zmierzchu 16 maja na wcześniejszym kierunku natarcia oddziałów dywizji Karpackiej. Jako pierwsza do spatrolowania wzg.593 wyruszyła grupa uderzeniowa 30-tu ludzi dowodzona przez ppor. Jędrzejewskiego do składu, której dołączono radiooperatora Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Żołnierze wyruszyli w ciszy trasą swoich poprzedników spod Domku Doktora wzdłuż ścieżki prowadzącej do Bramki, a następnie na wysunięte pod nos Niemców placówki 2.kompanii z 3.baonu na „Szlampie”. Mijając Bramkę wkraczali na wygasłe pole walki sprzed kilku dni. Patrol bojowy ppor. Jędrzejewskiego nie musiał długo czekać na przywitanie strony niemieckiej.

Zaczęło się tradycyjnie od wymiany odbezpieczonych granatów. Zaraz potem dołączyło terkotanie broni strzeleckiej, a po niej rozbudziły się baterie artylerii przygniatającej walczących i tłumiącej ruch na zapleczu. No cóż, kiedy o 9-tej rano przeciwnik przeprowadzał kolejny kontratak, aby odzyskać kontrolę wierzchołka wzg.593, a Klasztor strzelał do naszych, TAC (Tactical Headquarters) rozpuszczało wiadomość, że na ruinach opactwa powiewa biała flaga. Każdy, kto jednak mógł dosięgnąć wzrokiem ruin klasztornych nic podobnego tam zauważyć nie mógł. Ale cóż, wiadomość z tak poważnego źródła kazała iść za ciosem i powiększać zdobycze.

Wydano, więc rozkazy natarcia dla 4. i 6.batalionu, aby ostatecznie rozstrzygnąć los wielomiesięcznego starcia o szczyt góry pochłaniającej każdą ilość szturmujących. Wir bitwy zaogniał się coraz bardziej. Z drobnej wymiany ognia zainicjowanej przez żołnierzy ppor. Jędrzejewskiego rozpętała się zacięta walka o każdą piędź wierzchołka Góry Ofiarnej. Aby podtrzymywać furię ataku i zdobycze w terenie ciągle wprowadzano kolejne grupy uderzeniowe. Powoli zbliżał się koniec dnia i nadal nie było widać rozstrzygnięcia walki. Na szczycie Góry Ofiarnej cały czas pozostawały nierozbite trzy silne kamienne bunkry otoczone zasiekami i minami. Straty obu stron sięgały zenitu i walczono krańcowym wysiłkiem i zawziętością. Przechwytywane niemieckie meldunki mówiły ciągle o wycofaniu się, ale opór obrońców nie wykazywał zmian.
W czasie, gdy grupy uderzeniowe Karpackiej i Kresowej prowadziły natarcie Drogą polskich Saperów w stronę Gardzieli pięły się czołgi  4.p.panc. Ich zadaniem było po raz kolejny wdarcie się w dolinkę Albanety i prowadzenie ogni wspierających na osi natarcia nacierającej piechoty.
O godz.7.20 do Gardzili dotarły jako pierwsze czołgi 2.szwadronu kpt. Drelicharza, a na lekko opadający grzbiet płd. Widma próbę wdarcia podjęły czołgi 3.szwadronu. Wąski wlot w dolinę Albanety ponownie został silnie zaminowany przez Niemców pomiędzy pierwszym a drugim natarciem i przekroczenie wąskiego przesmyku okazało się niemożliwe bez wcześniejszego rozminowania przedpola. Saperzy podejmowali wielokrotnie próby uwolnienia od min choćby kilku metrów terenu, ale w świetle dnia byli łatwym celem dla ogni z całego amfiteatru sąsiadujących wzgórz.

Tymczasem czołgi kpt. Drelicharza nie mogąc przekroczyć zaminowanego grzbietu Gardzieli rozpoczęły prowadzenie ognia w stronę rozpoznanych bunkrów niemieckich wspierając tym samym natarcie kompanii szturmowych 6.batalionu mjr. Różyckiego walczącego na wcześniejszym odcinku uderzenia 1.baonu ppłk. Raczkowskiego.
Żołnierze Różyckiego wbili się o 11.20 w kotlinkę przed Mass Albanetą nawiązując walkę z bunkrami na płn. stoku wzgórza 593. W czasie, gdy z wielkim trudem czołgi 2.szwadronu wdzierały się w Gardziel na prawo wspinaczkę na południowe Widmo rozpoczęły czołgi 3.szwadronu. Tak jak przed bitwą dowódcy obu dywizji gen. Duch i gen. Sulik ciągnęli supełki o rejon walki, tak dowódcy plutonów 3.szwadronu postanowili ciągnąć zapałki o wyznaczenie zadań. Wśród nich było trzech podporuczników-Białecki, Besser i Kochanowski. Białecki poległ a Besser zaproponował półroczny żołd Kochanowskiemu za odstąpienie zadania. Kochanowski wsiadając do czołgu odparł-„nie ma tak dobrze” i ruszył miażdżyć bunkry płd. Widma.

Czołgi pnące się po stromiźnie wzgórza wyły na wysokich obrotach wyszukując przejść między głazami. Na widok polskich pancerzy, kamienne bunkry siejące śmierć pośród piechoty ucichły, a te, które się odezwały szybko obracał w pył ogień atakujących czołgów. Nagle pośród stanowisk niemieckich zaczęły wyrastać białe szmaty. Jeńców było coraz więcej. Zrozumieli, że i my mamy teraz pancerz.
Bilans poniesionych strat był wysoki, ale do godzin wieczornych 17 maja atakującym udało się zająć i oczyścić całe Widmo, M.S.Angelo, płn. stoki wzg.593 w stronę Albanety oraz mocno przetrzebić obronę na samym wierzchołku Góry Ofiarnej i S.Angelo. Po naszej stronie poległo jednak wielu żołnierzy, a wśród nich z-ca dowódcy dywizji, dwóch dowódców brygad, pięciu dowódców batalionów i trzech majorów. 17 maja był czarnym dniem dla kadry oficerskiej korpusu Andersa. Ale cóż, od zawsze w historii wojen przykład i odpowiedzialność musi pochodzić od tego co dowodzi.
O godz.22 przechwycono kolejny meldunek z rozkazami wycofania niemieckich obrońców z Klasztoru i znacznej części masywu wzgórz M.Cassino. Wysyłane patrole bojowe natrafiały jednak na niezmienną siłę ognia, a o drugiej w nocy spadochroniarze przypuścili kolejny kontratak na szczycie 593. Taka sytuacja trwała aż do samego świtu 18 maja kiedy wysłano kolejne patrole dla zlustrowania terenu i tak wstawał ostatni dzień walki. O świcie patrol wysłany na wzg..569 stwierdził brak oporu. Natychmiast wysłano kolejnych żołnierzy z 6.baonu w stronę Mass Albanety i z baonów 4. i 5. przez 593 w stronę wzg.476 i Klasztoru. W tym czasie ze stanowisk 12.PUPodol. , jako znajdującego się w najbliższym sąsiedztwie opactwa, wysłano patrole z 2. i 3.szwadronu.

Jako pierwszy do ruin Klasztoru wkroczył ppor. Gurbiel z patrolem 13 ułanów. O godz.10.20 zdobywcy zatknęli proporczyk pułku na gruzach klasztoru Montecassino, po czym na rozkaz gen. Andersa wysłany na miejsce kpt. Rogulski z Kwatery Głównej zatknął flagę polską i angielską. Pozostający nadal w ukrytych stanowiskach i bunkrach spadochroniarze na widok zbliżających się orzełków siedzieli cicho, nie otwierali już ognia. Woleli trafić do niewoli brytyjskiej. Nasi żołnierze dowiadywali się o tym od później napotykanych żołnierzy angielskich prowadzących jeńców i z uśmiechem pytających-„to od was tak uciekali?”. 5 miesięczne nasączanie ziemi krwią dobiegało końca w jednym momencie. W świat szły krótkie komunikaty- VICTORY ! ZWYCIĘSTWO! Niezwyciężona miesiącami twierdza upadła.

Walka nie dogasła jeszcze jednak na S. Angelo (Górze Anioła Śmierci). Przez cały dzień 18 maja prowadzono bój o rozbicie ostatnich bunkrów-olbrzymów. Opór obrońców stopniowo wygasał, ale trzeba było bić się o każdą piędź terenu. O godz.4.15 19 maja, wysłane wieczorem dnia poprzedniego patrole, wystrzeliły rakiety informując, że wzgórze zostało ostatecznie zdobyte. Na polu walki w masywie, niezwyciężone dotychczas miesiącami bunkry objęła nagle cisza. To koniec. Wokół zalegało w ostatnim uścisku wiele trupów żołnierzy obu stron. Gdzieś w oddali słychać było przesuwającą się na przedpolu Linii Hitlera walkę. Polskie natarcie w IV bitwie o Monte Cassino właściwie nie zakończyło się na zdobyciu ruin montecassińskiego opactwa. Trzeba również pamiętać o zaciętych walkach prowadzonych do 25 maja 1944 r. przez Pułk Ułanów Karpackich i 15. Pułk Ułanów Poznańskich o zdobycie pasma wzgórz Pizzo Corno i Monte Cairo.  Ciężkimi stratami okupiona została również walka Pułku 6. Pancernego i innych pododdziałów podczas ataku na Piedimonte S. Germano położonego na Linii Hitlera. 

W tej ciągłej walce kilkudniowej, przypływach i odpływach, ginęli nieprzerwanie żołnierze. Wówczas miało to być może jedynie znaczenie dla rodzin i kolegów. Wojna była wszędzie wokół. Dla nas obecnych to wszystko pozostaje już tylko zapisem.  Zapisem bitwy, wydarzenia z historii. Ale naszym obowiązkiem jest przekazanie niezwykłego poświęcenia tych ludzi. Oddanie im pokłonu i szacunku. Oni walczyli o wolną Ojczyznę i powrót do rodzin i domów. Walczyli o wolną Polskę.

Krzysztof Piotrowski

Źródło: Nasz Świat nr 9  (01-15 maja)/2009

Fot.1 - Polscy żołnierze w ruinach Klasztoru Montecassino / fot. ze zbioru K. Piotrowskiego
Fot.2 - Zdobyte stanowisko ppanc. na przedpolu Piedimonte S.Germano / fot. ze zbioru K. Piotrowskiego
Fot.3 - Polski cmentarz wojenny na M.Cassino w 1945 r. / fot. ze zbioru K. Piotrowskiego

Bitwa o Monte Cassino. Cz.1
http://www.naszswiat.net/wiadomoci/37-monte-cassino/124-bitwa-o-monte-cassino-cz1.html

Archiwum artykułów dotyczących Monte Cassino opublikowanych na łamach „Naszego Świata”:
http://www.naszswiat.net/wiadomoci/37-monte-cassino.html












„Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie”


18 maja w godzinach przedpołudniowych na polskim Cmentarzu Wojennym Monte Cassino u stóp opactwa benedyktyńskiego, z którego przed wiekami zaniesiono chrześcijaństwo do Polski, poczęli gromadzić
się przybyli z całego świata pielgrzymi.



Rzym, 1 czerwca 2009 - Pośród nich, zaproszeni weterani walk, przedstawiciele władz narodu polskiego i włoskiego oraz liczna rzesza osób chcąca oddać cześć i honor poległym oraz przybyłym ostatnim żołnierzom 2.Korpusu gen. Władysława Andersa.
Stawiane pomiędzy mogiłami kroki i odczytywanie umieszczonych na nich inskrypcji przypomniały o tamtym czasie. Te napisy wiążą się z wieloma miejscami ówczesnej Rzeczypospolitej i ze wszystkimi jej stronami.




Mówią o miejscach narodzin poległych i ziemi, na której kształtował się byt ich rodzin. Mówią też o ziemiach odebranych zdradziecko porozumieniami – teherańskim i jałtańskim, gdzie obce państwa zadecydowały o powojennym układzie granic Polski i odebraniu tożsamości jej mieszkańcom.






O tym, kim byli żołnierze gen. Andersa i jakimi racjami się kierowali przypominają nam napisy pozostawione przez Nich na dwóch pomnikach walczących dywizji – na wzgórzu 575 (Pomnik 5.Kresowej Dywizji Piechoty):
„W IMIĘ PRAW BOSKICH I LUDZKICH, ZA WASZĄ WOLNOŚĆ I NASZĄ, W SPEŁNIENIU TESTAMENTU PRZODKÓW, W WYKONANIU OBOWIĄZKU ŻYJĄCYCH, JAKO DROGOWSKAZ DLA PRZYSZŁYCH POKOLEŃ, ZA WILNO I LWÓW – SYMBOLE MOCY RZECZYPOSPOLITEJ, WALCZYLI- UMIERALI- ZWYCIĘZALI”,na wzgórzu 593 (Pomnik 3. Dywizji Strzelców Karpackich):  „ZA WOLNOŚĆ NASZĄ I WASZĄ, MY ŻOŁNIERZE POLSCY, ODDALIŚMY BOGU DUCHA, ZIEMI WŁOSKIEJ CIAŁO, A SERCA POLSCE”.




O tym, kim byli Ci ludzie przypomina nam również największy napis  pozostawiony na Cmentarzu Wojennym Monte Cassino: „PRZECHODNIU, POWIEDZ POLSCE ŻEŚMY POLEGLI WIERNI W JEJ SŁUŻBIE”.





Tekst i zdjęcia
Krzysztof Piotrowski
Danuta Wojtaszczyk
  


Ringraziamo Egidio Pittiglio e Alberto Ceccon per la collaborazione

 

Źródło: Nasz Świat nr 11  (01-15 czerwca)/2009


Fot.1 - 18 maja 2009 r.-  Weterani walk podczas uroczystości.
Fot. 2 -  Od lewej córka gen. Andersa i żona, Irena Anders.
Fot. 3 - Składanie wieńców - 18.V.2009 r.
Fot. 4 -  Prezydent RP Lech Kaczyński i gen. Vittorio Barbato w czasie uroczystości na polskim Cmentarzu Wojennym M. Cassino, 18.V.2009 r.
Fot. 5 17.V.2009, Warta honorowa przy Pomniku 4.Pułku Pancernego Skorpion w Gardzieli.
Fot. 6 - Na stokach Monte Cairo, 15.V.2009 r..
Fot.7 - 16.V.2009, Acquafondata, rekonstruktorzy przybyli z Polski na jednym z czterech jeepów.
Fot. 8 - Rekonstruktorzy 1. Samodzielnej Kompanii Commando, 18.V.2009.
Fot. 9 -  Harcerze z Polski, 18.V. 2009.


Program obchodów rocznicowych rozłożony był na 3 dni

 

W dniach od 16 do 19 maja br. we Włoszech odbyło się szereg uroczystości upamiętniających 65. rocznicę bitwy o Monte Cassino. W obchodach rocznicowych udział wzięli licznie przybyli z rożnych stron świat weterani bitwy, przedstawiciele polskich władz, placówek dyplomatycznych oraz Polonusi z wszystkich zakątków Włoch oraz Włosi.  
Uroczystości rozpoczęły się 16 maja w godzinach przedpołudniowych w Acquafondata. Następnie weterani walk uczcili pamięć poległych żołnierzy Wspólnoty Brytyjskiej na cmentarzu w w Cassino, a późnym popołudniem odbyła się ceremonia przy pomniku 6. Pułku Pancernego im. Dzieci Lwowskich w Piedimonte San Germano.
17 maja rano, po inauguracji obchodów przed Pomnikiem Poległych w Cassino, odbyła się ceremonia złożenia wieńców na włoskim cmentarzu wojennym w Mignano Monte Lungo. Tego samego dnia,  po południu, odbyły się uroczystości w Parku Pamięci w San Pietro Infine.
18 maja na  uroczystą ceremonię upamiętniającą 65. rocznicę Bitwy o Monte Cassino, odbywającą się na polskim cmentarzu,  przybyła liczna rzesza osób.
Nad grobami poległych modlili się tego dnia weterani, Prezydent RP, Lech Kaczyński z małżonką, wdowa po gen. Andersie, Irena Anders z córką, gen. Vittorio Barbato zawiadujący  komisariatem Onoranze Caduti in Guerra, sprawującym opiekę nad cmentarzem, oraz licznie przybyli goście z Polski, przedstawiciele Polonii włoskiej i Włosi.


K.P.
D.W.


Archiwum artykułów dotyczących Monte Cassino opublikowanych na łamach „Naszego Świata”:
http://www.naszswiat.net/wiadomoci/37-monte-cassino.html

 

W rekordowym tempie (kilku miesięcy - sumując czas prac wykonanych przez stronę włoska i polską) najsłynniejszej polskiej nekropolii w Europie Zachodniej, cmentarzowi wojennemu na Monte Cassino został przywrócony godny wygląd. Na jak długo?

Zniknęły chwasty, czarne na co dzień mogiły i rzeźba orła białego oślepiają bielą gruntownie wyczyszczonego trawertynu, połamane krzyże zostały przywrócone do pionu, a zamiast wyblakłej płachty, obok flagi włoskiej powiewa nowiutka  flaga polska.
Już za kilka dni, 18 maja br., będziemy obchodzili 65. rocznicę bitwy o Monte Cassino. Tydzień po uroczystościach rocznicowych nad grobami poległych polskich żołnierzy modlić się będzie papież Benedykt XVI. Podczas majowych uroczystości obecni będą przedstawiciele najwyższych władz Polski z Prezydentem RP Lechem Kaczyńskim na czele. Tego dnia z pewnością nie zabraknie doniosłych przemówień, w których oddana zostanie cześć żołnierzom, którzy walczyli o naszą wolność i wolną Polskę.

Jak tymczasem na co dzień odpowiedzialne organy i instytucje dbają o miejsca pamięci narodowej?
Poziom zaangażowania  w dbanie o pamięć o poległych na Monte Cassino żołnierzach obrazują zdjęcia, które  opublikowaliśmy w poprzednim numerze naszego pisma. Publikowane w tym numerze fotografie stanowią ciąg dalszy tego fotoreportażu.
Praktycznie na dzień przed obchodami rocznicowymi zakończono  pośpieszne zacieranie długoletnich zaniedbań, aby w dniu uroczystości wrażenie rzeczywistego stanu najsłynniejszego polskiego cmentarza wojennego było odebrane pozytywnie.  Pamiętajmy jednak, że takie kosmetyczne zabiegi, jakim jest czyszczenie elementów trawertynowych, wykonywane są przed uroczystościami rocznicowymi co 5 lat. Czy po obchodach rocznicowych zapowiadane przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa prace remontowe będą kontynuowane? Mimo wielokrotnych zapowiedzi nie podpisano jeszcze dwustronnej umowy z Włochami dotyczącej stałej opieki nad miejscami pamięci narodowej znajdującymi się na terenie Italii.  

tekst i zdjęcia
Krzysztof Piotrowski
Danuta Wojtaszczyk

Źródło: Nasz Świat nr 10  (16-31 maja)/2009

Fot. 1 - Wyczyszczone groby poległych wyglądają jak nowe. Stan z 19.04.2009 r. Czy forsowana przez sekretarza Przewoźnika wymiana płyt nagrobnych i krzyży była więc zasadna? 
Fot. 2 - Polski Cmentarz Wojenny na Monte Cassino miesiąc przed uroczystościami. 19.04.2009 r.


Fot. 3 - 19 kwietnia 2009  -  Na miesiąc przed uroczystościami...








Fot. 4 - 19 styczeń 2009 r.  Widoczny zakres prac wykonanych od początku roku przez stronę włoską.







Archiwum artykułów dotyczących Monte Cassino opublikowanych na łamach „Naszego Świata”:
http://www.naszswiat.net/wiadomoci/37-monte-cassino.html

 

 

W wigilię 65. rocznicy Bitwy o Monte Cassino.

Rzym, 1 maja 2009 - Już za kilkanaście dni, 18 maja br., będziemy obchodzili 65. rocznicę bitwy o Monte Cassino. Tydzień po uroczystościach rocznicowych nad grobami poległych polskich żołnierzy modlić się będzie papież Benedykt XVI. Podczas majowych uroczystości obecni będą przedstawiciele najwyższych władz Polski z Prezydentem RP Lechem Kaczyńskim na czele.
Tego dnia z pewnością nie zabraknie doniosłych przemówień, w których oddana zostanie cześć żołnierzom, którzy walczyli o naszą wolność i wolną Polskę. Jak tymczasem na co dzień odpowiedzialne organy i instytucje dbają o miejsca pamięci narodowej? Poziom zaangażowania  w dbanie o pamięć o poległych na Monte Cassino żołnierzach obrazują poniższe fotografie.
Obecnie trwa pośpieszne zacieranie długoletnich zaniedbań, aby w dniu uroczystości wrażenie rzeczywistego stanu najsłynniejszego polskiego cmentarza wojennego było odebrane pozytywnie.
Tego typu zabiegi jak zawsze wykonywane są przed uroczystościami rocznicowymi co 5 lat.

Krzysztof Piotrowski
Danuta Wojtaszczyk

Źródło: Nasz Świat nr 9  (01-15 maja)/2009

Fot. 1 - Październik 2008 r. Pamięć o tych, którzy polegli za naszą wolność porosła chwastami / fot. K. Piotrowski
Fot. 2 - Mogiła poległego pod  Monte Cassino żołnierza polskiego. Stan z września 2008 r. / fot. K. Piotrowski


Fot. 3 - Styczeń 2009 r. Nowy rok nie przyniósł zmian... Stan grobów z dnia 19. 01. 2009 r. / fot. Piotrowski










Fot. 4 - Walący się od 4 lat mur oporowy przed Pomnikiem 3. Dywizji Strzelców Karpackich  na wzgórzu 593. Stan z 15 lutego 2009 r.  / fot. K. Piotrowski











Fot.5 - 19 styczeń 2009 r. Widoczny zakres prac wykonanych od początku roku przez stronę włoską / fot. K. Piotrowski









Fot.6 - Rzeźba Orła Narodowego. Stan z 19 kwietnia 2009 r. / fot. K. Piotrowski









Fot.7 - 19 styczeń 2009 r. Widoczny zakres prac wykonanych od początku roku przez stronę włoską.
Pośpieszne zacieranie długoletnich zaniedbań przed uroczystościami 65. Rocznicy Bitwy o M. Cassino.
Fot. z  dnia 19 kwietnia 2009 r. / fot. K. Piotrowski