Mama Ada: Strajki we włoskich szkołach - Nasz Swiat
01
Śr, grudzień

Nasze dzieci wg Mamy Ady

W zeszłym tygodniu znowu dostałam ulotkę, że szanowne nauczycielstwo ze szkoły mojej Niuni będzie strajkowało. Odkąd Niunia skończyła 3 lata, poszła do przedszkola, to otrzymuję takie ulotki średnio raz na miesiąc. Najbardziej wkurza mnie jednak to, że za każdym razem wszystko odbywa się zgodnie z planem, czyli nikt nie strajkuje, ale szanowne nauczycielstwo życzy sobie, żeby przyprowadzić dziecko do szkoły i sprawdzić osobiście, czy będzie się miał kto dzieckiem zająć... Paranoja jakaś...

Jakiś miesiąc temu też był strajk, dzieci z V klasy zostały pod szkołą, bo nie było akurat ich nauczycielki, a Włochy obiegła informacja, że jakieś dziecko spędziło w autobusie szkolnym ponad godzinę, bo nie mógł wysiąść z autobusu skoro nauczyciel strajkował...
Zaraz na początku września, przy okazji pierwszego strajku, poszłam do nauczycielki mojej córki i zapytałam czy jutro będzie strajkować, czy nie, bo ja mam na głowie mnóstwo spraw i nie mogę czekać do jutra rana i potem na gwałt szukać opieki do dziecka. Pani, lekko zaskoczona, zdradziła mi w sekrecie, że ona to właściwie nigdy nie strajkuje, więc będzie.

Co za cyrk, naprawdę...


Po co są strajki w szkołach, skoro do niczego nie prowadzą? Panie mają zakupy do zrobienia? Wizyty u lekarza albo u fryzjera? Nie wiem... nawet nie wiem o co to włoskie szkolnictwo tak naprawdę walczy! No bo o co mogą walczyć nauczyciele w wieku przedemerytalnym? Mają stałą posadę publiczną, zarabiają może nie najwięcej, ale napracować też się nie napracują. Kreatywnością nie tryskają. Jak próbuje się któremuś z nauczycieli zasugerować udział w jakimś projekcie to od razu się boi, że będzie musiał poświęcić godzinę ze swojego życia na coś, za co mu nikt nie zapłaci.

 

Szkoda, bo było by o co walczyć. O braki w wyposażeniu szkół. O obniżenie trudności w dostaniu się do pracy w szkole przed 40 rokiem życia (zwróciliście kiedyś uwagę na średnią wieku nauczycieli w szkołach lub przedszkolach waszych dzieci). O dodatki dla wartościowych i kreatywnych nauczycieli. O to, żeby w szkołach nie brakowało papieru toaletowego, żeby ściany we wrześniu były świeże, żeby rodzice nie musieli przynosić papieru do drukarki, żeby uczniowie włoskich szkół mogli być bardziej samodzielni...

Można wymieniać i wymieniać...
Pamiętam strajk w polskiej szkole na początku lat 90. To można było nazwać strajkiem. Każdy przyszedł do pracy i siedział w niej tyle ile by siedział, gdyby pracował. Do szkoły nie wpuszczono uczniów. Takie, jak dobrze pamiętam były dwa przełomowe dni. Udział w nim wzięli w mojej szkole wszyscy nauczyciele. Najwidoczniej osiągnęli cel, bo więcej strajków nie pamiętam...

O strajkach polecam też post na stronie MojaToskania (http://aleksandraseghi.blogspot.it/2012/10/strajk-nauczycieli.html) – widać, że problem strajkowy dotyczy nie tylko części Włoch.

Mama Ada*
mamaada.blogspot.it

ada.odpowiada(at)gmail.com

 

 

* Mama Ada - pedagogicznie podchodząca do życia polska mama, od lat mieszkająca we Włoszech, pracująca na co dzień z dziećmi polskimi i włoskimi, absolwentka Uniwersytetu Łódzkiego na Wydziale Nauk o Wychowaniu.