Magazyn - Nasz Swiat
21
So, październik

Ciąża bliźniacza w wielu wypadkach to efekt wcześniejszej kuracji hormonalnej, jaką przechodzi kobieta, która ma problemy z zajściem lub donoszeniem ciąży. Czasem jest efektem zapłodnienia in vitro. W takich wypadkach kobiety zwykle zdają sobie sprawę z możliwości posiadania w niedługim czasie więcej niż jednego dziecka. Wcześniej przygotowują się do takiej ewentualności psychicznie i tylko potwierdzenie pięcioraczków podczas usg może wywołać u nich szok.

Kobiety, u których w rodzinie nigdy nie było mnogiej ciąży, które starannie wybrały termin poczęcia i podporządkowały go swojej karierze lub takie, które ciąży nie planowały – mogą przeżyć szok.

Są kobiety, które do tej pory same rządziły swoim światem, ich dzień nie miał końca, wczesna pobudka, staranny makijaż, praca w biurze lub terenie, spotkania z ważnymi ludźmi, zakupy w drogich sklepach, fantastyczne przytłaczające swoim zapachem perfumy, spotkania z mężem lub partnerem pomiędzy spotkaniami służbowymi, długie służbowe kolacje, powroty do cichego domu, długa odprężająca kąpiel lub szybki prysznic, jakiś film lub książka, spokojny sen... i rano od nowa. Dni tygodnia zmieniają tylko nazwy, ale kolejność zajęć się nie zmienia. Sama informacja o nieplanowanej ciąży u takiej kobiety wywołać może szok, ale z tym nasze bohaterki sobie jakoś poradzą, bo przecież zawsze sobie ze wszystkim radziły  i były świetnie zorganizowane. Natomiast informacja, że urodzą się bliźnięta może spowodować u nich nawet załamanie psychiczne.

Nie chcę się rozwodzić nad przebiegiem ciąży, bo z tym sobie te panie na pewno poradzą, problem może jednak stanowić okiełznanie maluchów, które jednocześnie nie śpią, jednocześnie krzyczą, robią w pieluchę, mają kolki i wyżynają im się ząbki.

W ostatnich dniach stała się bardzo głośna sprawa dziecka z Padwy, siłą zabranego przez policję ze szkoły, ponieważ sędzia nakazał, by dziecko wychowywał ojciec, a ono było u matki...

Ze zgrozą patrzyłam na te wszystkie wiadomości i oglądałam programy włoskiej telewizji podniecające się tragedią dziecka. Politycy, adwokaci, lekarze, sędziowie, psychologowie i pedagodzy – wszyscy mieli coś do powiedzenia – najwyraźniej zadowoleni z możliwości pokazania się w telewizji.

Pierwsza informacja, która do mnie dotarła, to że siłą zabrano dziecko ze szkoły, że patrzyli na to inni uczniowie, rodzina matki dziecka, obecny był przy tym jakiś psycholog i ojciec dziecka...

Druga informacja – ojciec dziecka szczęśliwy, brak informacji o szczęściu dziecka, matka załamana, rodzina przesłała informacje i film do telewizji...

Trzecia informacja – dziecko zostało umieszczone w Rodzinnym Domu Dziecka („Casa Famiglia”)!!!

Ta ostatnia mną wstrząsnęła! Czy ktoś z tych wszystkich ważniaków głośno komentujących tragedię był kiedyś w takim Rodzinnym Domu Dziecka we Włoszech??? Czy widział jak się tam traktuje dzieci? Czy wie, że w takich miejscach są dzieci z najróżniejszymi problemami?? W jednym Domu są dzieci porzucone przez rodziców, dzieci próbujące popełnić samobójstwo, dzieci wykorzystywane seksualnie w przeszłości, dzieci krzywdzące inne dzieci... I w takie miejsce trafił 10 letni chłopiec, który w imię ojcowskiej miłości został zabrany matce...

Z uwagi na gorący włoski klimat i własne przekonania odrzuciłam całkowicie becik. Jestem zdania, że becik ogranicza ruchy dziecka, przez co powoduje wolniejszy rozwój motoryczny malucha. Przypuszczam, że niejeden pediatra w Polsce by mnie wyklął. Moja Niunia już w 10 dniu unosiła główkę, chętnie leżała na brzuszku i na pleckach, machała do woli rączkami i nóżkami. Z uwagi na upały trzymałam ją w samej pieluszce, a włoski pediatra polecił moczyć ją pod kranem kilka razy dziennie, gdyby była marudna w upały - uwierzcie mi - to naprawdę działało!

Karmiłam moje dziecko jak kazał włoski pediatra, choć czasem przemyciłam jakiś rumianek w butelce. Niektóre mamy opowiadają, że włoscy pediatrzy są za tym by karmić dzieci jak najdłużej piersią bez dawania innych pokarmów. Moje osobiste zdanie jest takie, że im dłużej zwlekamy z podawaniem innych smaków, tym trudniej jest się dzieciom przyzwyczaić do innego niż "mamusine" jedzenie.

Pierwszy tydzień życia

Na pierwszy tydzień życia przygotować należy na pewno około 100 pieluszek jednorazowych. Kto jest przeciwnikiem jednorazówek, niech zakupi odpowiednią ilość płynów do prania dziecięcej bielizny i weźmie pod uwagę zatrudnienie kogoś do prania i prasowania pieluszek. Polecam przy tym suszarkę elektryczną do bielizny, bo tam gdzie klimat jest bardziej wilgotny, pieluszki nie nadążą schnąć.

Zwykle, kiedy para przyszłych rodziców dowiaduje się, że ich rodzina się powiększy, zaczynają się plany, jak przygotować się na przyjście dziecka.

Sprawa wydaje się bardzo prosta, dopóki się nie okaże, że oczekiwania obojga przyszłych rodziców są zupełnie inne, a jeśli do tego dojdzie też konfrontacja z przyszłymi dziadkami i ciociami z obu stron - zaczynają się pierwsze problemy w najbardziej zgodnych rodzinach.

Po pierwszych „achach” i „ochach” i po pierwszym usg, podczas którego najczęściej dowiadujemy się jakiej płci będzie nasze dziecko, zaczynamy zastanawiać się nad imieniem dla córeczki lub synka. Często zdarza się, że już propozycje samych przyszłych rodziców diametralnie się różnią od siebie, do tego dochodzą rodzinne tradycje i preferencje imienne po pradziadkach.

Jak sobie z tym poradzić, żeby nikogo nie urazić?

Szczepan Brzęczyszczykiewicz

Po pierwsze zastanowić się nad tym, jakiego pochodzenia ma być imię dla dziecka. Czy chcemy, by było to imię polskie, zachowując jego pisownię, czy imię pochodzenia kraju, w którym mieszkamy, a może imię, które nie ma nic wspólnego z żadną z kultur, z którymi obcujemy na co dzień.

Po opublikowaniu jednego z moich artykułów (Co kupić lub pożyczyć, czyli co mi będzie potrzebne przy polskim dziecku we włoskim domu), zarzucono mi, że „cudze chwalę, swego nie znam..” Kto wie, może tak właśnie większość z Was odebrała mój tekst. Choć przyznam szczerze,  daleko mi do osoby, która wychwala coś, zanim to  pozna, do tego obcego pochodzenia.

Dzięki pani, która skomentowała moją pisaninę, przyszedł mi jednak do głowy nowy temat. Tu dziękuję pani Małgorzacie, bo gdyby nie ona, pewnie bym się nim nie zajęła.

Wśród wielu polskich mam, jakie miałam okazję poznać we Włoszech, jest całkiem sporo pań, które swoje pierwsze macierzyństwo przeżywało nawet 20 lat temu w Polsce, a po przyjeździe do Włoch (najczęściej w celach zarobkowych) odnajdywało swoją drugą miłość i właśnie tu przeżywało swoje ponowne macierzyństwo.

Pragnę Wam przedstawić doświadczenia związane z macierzyństwem we Włoszech tych kilku mam, które są dowodem na to, jak wiele czynników ma wpływ na to, jak  Polki radzą sobie z wychowywaniem dzieci na emigracji.

Historia Sabiny
Jedną z nich jest Sabina, mama trzydziestoletniej Lilki, która mieszka w Polsce i dwunastoletniej Agatki, która urodziła się tutaj. Sabina bardzo często porównuje metody wychowawcze stosowane w Polsce i to czemu zmuszona była się poddać tu. „Moja starsza córka była od początku samodzielna, całe dnie spędzała na podwórku bawiąc się z innymi dziećmi, nie musiałam siedzieć z nią nad lekcjami, nie musiałam odprowadzać jej do szkoły, ani być jej towarzyszką zabaw, bo wkoło było mnóstwo dzieci. Agatka, to zupełnie co innego. Konieczność prowadzenia jej do i przyprowadzania ze szkoły sprawiły, że musiałam zupełnie zrezygnować z pracy. Kontakt z rówieśnikami ma ograniczony, bo tu gdzie mieszkamy, nie ma nawet chodników, a co dopiero place zabaw dla dzieci... Każdy siedzi w swoim domu, dzieci patrzą w telewizor lub w komputer. A mojej córce bardzo brakuje towarzystwa. Ze mną co może robić całymi dniami? Mam pięćdziesiątkę na karku i nie mam już ani siły ani cierpliwości, żeby bawić się z nią w berka.

Rozmawiając z polskimi mamami z różnych krajów, można się naprawdę dowiedzieć wielu różnych i ciekawych rzeczy na temat przygotowań do narodzin. W każdym kraju zupełnie inaczej wygląda opieka medyczna nad przebiegiem ciąży.

Co kraj, to obyczaj

Polskie mamy we Włoszech są zbulwersowane często tym, że lekarz pierwszego kontaktu nie wysyła ich na wizytę ginekologiczną, sam wystawia skierowania na badania wg ogólnego kalendarza ciąży. Pewnie i to zależy w głównej mierze od samych lekarzy i od miejscowości, w jakiej mieszkamy. Włoskie mamy są dla odmiany bardzo zdziwione, że w Polsce po porodzie do domu noworodka przychodzi położna.

Tu znajdziesz bratnie dusze

Wszystkim przyszłym mamom polecam korzystanie z tzw. szkoły rodzenia. Może nie każda taka szkoła nauczy jak rodzić, ale na pewno dla przyszłej mamy, pękającej w szwach będzie sporym pocieszeniem, że problemy z doborem odpowiedniej bielizny na okres ciąży, problemy ze znalezieniem odpowiednio wygodnej pozycji do spania czy sam problem tycia staną się mniej dramatyczne.

Istotnym elementem w wychowywaniu dzieci dwujęzycznych jest odpowiedni dobór bajek do oglądania. Mamy szczęście życia w czasach, kiedy ten sam film czy bajka na dvd może być odtwarzana w kilku różnych językach. Starajmy się kompletować dzieciom ich ulubione bajki w obu językach, by same mogły wybierać w jakim języku chcą oglądać przygody ulubionego bohatera.

Przemyślany wybór
Wybierając bajki, bierzmy pod uwagę wiek dziecka. Nie sadzajmy dziecka przed telewizorem, z włączonym kanałem „bajecznym”, gdy nie mamy wpływu na kolejność wyświetlanych bajek. Zacznijmy od zaproponowania dziecku bajek edukacyjnych, krótkich, nieskomplikowanych, zapoznających dzieci z muzyką (jestem pod ogromnym wrażeniem serii z małymi Einsteinami w wersji „baby” i „junior”) czy odkrywaniem świata ( z Dorą lub Diego), z których dzieci dowiadują się o istnieniu różnych innych języków i miejsc na świecie. Wzbogacajmy ich domową wideotekę o polskie bajki z Bolkiem i Lolkiem czy Reksiem (co prawda bohaterowie nie mówią, ale to też nasz dorobek kulturowy). Ostatnio natknęłam się przypadkiem na piękną polską bajkę rysunkową „W bocianowie”. Dzieci oglądały z zapartym tchem przygody rodziny bocianów i dowiadywały się ciekawostek przyrodniczych. Przypomnijmy sobie co nam się podobało, kiedy byliśmy dziećmi i próbujmy opowiadać dzieciom, jakie były nasze ulubione bajki.

Gry i zabawy