Magazyn - Nasz Swiat
21
So, październik

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

 

Po 63 dniach bohaterskich, samotnych zmagań

Ostatnia reduta niezłomnej Warszawy – Śródmieście padło

Przed upadkiem Stolicy masowa ewakuacja ludności cywilnej

 

Warszawa, dn. 3 października (Służba radiowa)

 

Komunikat Dowódcy Armii Krajowej gen. Tad. Bora-Komorowskiego z dn. 2.10.44

 

Sytuacja w Warszawie. W ciągu dnia tylko nieznaczne utarczki lokalne.

Odbywa się masowa ewakuacja ludności cywilnej w wyniku porozumienia PCK w Warszawie z władzami niemieckimi.

Brak lekarstw, kompletne wyczerpanie się żywności.

 

Komunikat Dowódcy Armii Krajowej gen. Tad. Bora-Komorowskiego z dn. 3.10.44

 

Warszawa upadła wyczerpawszy wszelkie środki do walki i życia – sześćdziesiątego trzeciego dnia bohaterskich zmagań, toczonych przeciwko przygniatającej przewadze nieprzyjaciela.

Dnia 2 października 1944 o godz. 20-ej umilkły strzały w Warszawie.

 

Oświadczenie Premiera

(PAT.) W związku z upadkiem Warszawy, Prezes Rady Ministrów Stanisław Mikołajczyk ogłosił następujące oświadczenie:

„2 października o godz. 8 wieczorem Warszawa padła.

Zaprzestanie działań wojennych nastapiło po 63 dniach walki, po wyczerpaniu wszelkich zasobów, zupełnym ogłodzeniu załogi i ludności, wielotygodniowym pozbawieniu wody, braku środków leczniczych i opatrunkowych dla tysięcy rannych leżących w podziemiach bez ratunku, po daremnych próbach przebicia się, upadku kolejnym Starego Miasta, Mokotowa i Żoliborza, a wreszcie po zaniku możliwości odsieczy, wobec daremnych prób sforsowania Wisły w obszarze Warszawy przez wojska sowieckie i współdziałające z nimi formacje polskie.

Garnizon i ludność Stolicy wypełniły powinność żołnierską ponad granice ludzkiej wytrzymałości i męstwa.

Walka Warszawy w sierpniu i wrześniu 1944 jest jedynym w dziejach tej wojny przykładem tak długotrwałej obrony izolowanego większego miasta wyłonionemi zeń siłami, bez ciężkiego sprzętu, bez większej pomocy z zewnątrz, przeciw przemocy wroga, rozporządzającego całą niszczącą potęgą nowoczesnej broni.

Pozostanie ona na zawsze dowodem niepospolitych sił moralnych Narodu polskiego i jego nieugiętej woli niepodległego istnienia.”

 

W Izbie Lordów

Zagadnienie stosunków polsko-sowieckich było wczoraj poruszone w Izbie Lordów podczas debaty nad sytuacją wojenną.

Lord Vansittart oświadczył, że z konsternacją słuchał języka użytego przez Komitet Polski w Moskwie w związku z mianowaniem nowego naczelnego wodza. „Jestem zdecydowanym przeciwnikiem Niemiec. Jestem tylko jednym z milionów, pragnę skorzystać ze sposobności, by powiedzieć Komitetowi Polskiemu w Moskwie, że sprawa powszechna zyskałaby na tym, jeśliby Komitet ten przestrzegał tego samego umiaru, którego my przestrzegamy.”

Lord Cranborne, który przemawiał imieniem rządu, na zakończenie debaty oświadczył m.in., że „bez załatwienia problemu polskiego nie może być gwarancji, iż W. Brytania, St. Zjednoczone i Rosja bedą mogły współpracować.”

„Zagadnienie polskie nie jest tylko zagadnieniem mającym wpływ na wojnę z Niemcami, - jest to zagadnienie światowe o pierwszorzędnym znaczeniu.”

Obszerniejsze sprawozdanie o debacie w Izbie Lordów zamieścimy w dniu jutrzejszym.

 

Niemiecki  komunikat

Wczorajszy komunikat niemieckiego naczelnego dowództwa doniósł o zakończeniu walk w Warszawie w nastepujących słowach: „Ruch oporu w Warszawie załamał się po walkach, które trwały szereg tygodni i doprowadziły do niemal całkowitego zniszczenia miasta. Resztki powstańców, opuszczone przez wszystkich, zaprzestały oporu i skapitulowały.”

Poprzednio niemiecka agencja informacyjna doniosła: „Największy i najsilniejszy środek oporu w Śródmieściu Warszawy, który składał się z wielkiego bloku budynków sięgających aż do Wisły, poddał sie bezwarunkowo dziś rano.

„Wszystkie działa obecnie zamilkły. Powstańcy wychodzą długimi kolumnami z pośród ruin domów. Zwłoki powstańców, którzy zmarli z głodu, leżą wszędzie w piwnicach.

„W miejscu, gdzie rejon trzymany przez powstańców dotykał zachodniego brzegu Wisły, powstańcy wielokrotnie usiłowali przejść rzekę, aby nawiązać kontakt z oddziałami rosyjskimi na przeciwległym brzegu, jednakże wszystkie te próby zostały zlikwidowane w zarodku przez niszczycielski ogień niemiecki.”

Dalszy komunikat niemieckiej agencji informacyjnej doniósł, że oficerowie ze sztabu generała Bora-Komorowskiego podpisali układ kapitulacyjny. „Niektóre oddziały powstańców – twierdzi komunikat niemiecki – pod dowództwem oficerów bolszewickich usiłowały sabotować kapitulację, lecz po krótkiej wymianie strzałów zostały rozbrojone. Ostatni zorganizowany opór w Warszawie w ten sposób skończył się. Powstańcy wzięci zostali do niewoli, a ranni przewiezieni do szpitali.

 

***

Agencja „Associated Press” donosi ze Sztokholmu, że Niemcy twierdzą, jakoby wzięli do niewoli 24,000 żołnierzy Armii Krajowej.

 

Walki pod Stalingradem były zabawką

(PAT.) Porównanie walk w Warszawie do walk w Stalingradzie coraz częściej pojawia się w wypowiedziach niemieckiej propagandy – telegrafuje korespondent PAT’a w Sztokholmie dn. 2.10.44 – przytaczając jako dowód opis walk o gmach Banku Polskiego, napisany przez niemieckiego korespondenta wojennego Heinza Wuttiga:

„Po zniszczeniu budynku Banku Polskiego walka przeniosła się do podziemi, do Skarbca, gdzie walczono przy świetle latarek elektrycznych. Później toczono bój w kanałach z taką zaciętością z jaką żołnierz niemiecki nie spotkał się od czasu Stalingradu.”

 

***

„Deutschlandsender” ogłosił reportaż z walk w Warszawie podkreślający zaciętość obrońców miasta:

„Wygłodniali ludzie z oczyma gorejącymi ze wściekłości wychodzą z kanałów i rzucają sie na żołnierzy niemieckich z bronią w ręku jeżeli ją mają, z pięściami jeżeli broni nie mają. W porównaniu z Warszawą walki w Staliningradzie były zabawką.”

 

Warszawa

 

(m.sz.) „Prawda jest, że Niemcy już nigdy nie zdobędą Warszawy. Warszawa już nie istnieje. Pozostały tylko kupy gruzów i Polacy, którzy walczą dziś a będą musieli odbudowywać po wojnie.”

Te słowa, wysłane z Warszawy ostatnim tchem konającego miasta, przejdą do polskiego katechizmu narodowego. Objawił się w nich – w skrócie i z prostotą, na jakie zdobywa się jedynie prawdziwa wielkość – cały sens współczesności i przyszłości polskiej.

Niemcy już nigdy nie zdobędą Warszawy... Nigdy nie zdobyli Polski. Chodzili po jej ciele, miażdżyli je, dech zeń wypierali, ale zdobyć nie potrafili. Dziki zwierz może rozszarpć człowieka, ale go nie zdobywa. Swą walką Warszawa po wieczność pozostanie symbolem Polski niezdobytej – klucznica sumień polskich. Jakiemż słowem ją za to wielbić?

Warszawa jednak nie tylko sama nie dała się zdobyć, ale ona to odniosła bezcenne zwycięstwo. Płonąc, jak żywa pochodnia na arenie męczeństwa polskiego, oświetliła jasno całą sprawę walki polskiej. Przedtem plotka i oszczerstwo w najhaniebniejszych swych formach korzystały z cienia, w który okupacja niemiecka zasunęła Polskę wraz z innemi krajami zajętymi. Ile to najbrudniejszych kłamstw o polityce polskiej gromadzono w ciemnych zakamarkach agentur propagandowych! Ilu najpodlejszych oszczerców syczało z ukrycia przeciw Polsce broniącej swej niepodległości!

Pożar Warszawy zalał swym światłem wszystkie sceny intryg. Zaświecił w oczy oszustwu. Kłamstwo daremnie szukało, gdzie się skryć. Nie przestawało, co prawda podnosić głowy i jeszcze teraz – w takiej chwili – rozdziera ciszę nad grobem Warszawy. Ale już mu nie ujdzie. Już w oczach świata stoi jasno widoczne – gołe, blade i obmierzłe.

Warszawa już nie istnieje...

Jeśli Kraków oznacza łączność z dawnością Polski, z jej chwałą sięgającą odwieczy – to Warszawa oznaczała lączność z żywą historią Polski, pulsującą energią, twórczością i dzielnością niepodległościową pokoleń XIX wieku. Warszawa oznaczała fizyczne dotrzymanie kroku Zachodowi – życie z oczami zwróconymi w przyszłość. I dziś gruzami swymi nie na co innego, lecz właśnie na przyszłość Polski zarabia.

Bo jaki to testament napisała Warszawa? „Pozostali Polacy, którzy walczą dziś a będą musieli odbudowywać po wojnie” ...

Nigdy żaden ojciec nie przekazał synom swoim godniejszej misji. Walczyć i odbudowywać. Prawo i dom. Jeśliby Polacy mieli kiedykolwiek zapomnieć o tym ostatnim zleceniu wykrwawionej, spalonej, zagłodzonej Warszawy – zasłużyliby, by zapomniał o nich Bóg i ludzie. Ale – nie zapomną.

Przed wiekiem z górą, poeta – chyląc czoło na wieść o upadku Warszawy – rzekł, że jeśli Warszawa klękła, to jedynie po koronę, co spadła jej z głowy i u nóg leży.

Dziś znów Warszawa, klękając, nie padła na kolana. Schyliła się po nową koronę męczeństwa i po skrzepłemi kroplami jej krwi wysadzany drogowskaz dla wszystkich pokoleń polskich.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

 

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

 

Patrioci...

Na konferencji prasowej w Moskwie p. Osóbka-Morawski, zaatakował Rząd Polski, m.i. za nominację gen. Komorowskiego-Bora, oraz zaatakował tego dzielnego żołnierza i bohatera narodowego, który przeszło dwa miesiące dowodzi wspaniałą walką Polaków z Niemcami w Warszawie. Generał Żymierski posunął się zaś do takiego twierdzenia, że generał Komorowski dowodził walką Warszawy z poza obrębu stolicy.

Wydawałoby się na pozór, że chodzi o nominację generała Bora na Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych. Gdy jednak uwzględnić okoliczności, w których ich atak nastąpił, ujawnią się głębsze jego przyczyny.

Stało się to po przemówieniu premiera Churchilla, w którym podkreślił on brak uzgodnienia pomiędzy W. Brytanią i Stanami Zjedn. z jednej strony, a Rosją z drugiej strony na temat stosunków polsko-sowieckich. Z przemówień premiera Churchilla i ministra Edena w Izbie Gmin wyraźnie wynikało, że uważają oni sprawę polską za „test case” i wiążą ją ze sprawą ułożenia stosunków w Europie, leżącą u podstaw przyszłego porządku świata i pokoju. Przy tej okazji padło też wyraźnie ostrzeżenie z którego wynikało, że nawet w wypadku uznania przez Rosję Komitetu Wyzwolenia Narodowego w charakterze prowizorycznego rządu, ani W. Brytania ani Stany Zjedn. tego rodzaju rządu nie uznają, a nadal będą uznawać, jako prawowity, Rząd Polski w Londynie. Można było przypuszczać, że wezwanie marszałka Stalina do Moskwy pp. Morawskiego i Żymierskiego weźmie te przemówienia pod uwagę. Atak obu panów na Rząd Polski, poparty przez „Prawdę” zdaje się wskazywać o pójściu w innym kierunku.

Drugą okolicznością, w której atak pp. Morawskiego i Żymierskiego nastąpił, jest sytuacja Warszawy. Zdają oni sobie doskonale sprawę, ze Warszawa jest wyczerpana, że walczy ostatnim tchem, że Niemcy znacznymi siłami zdusili powstanie na Mokotowie i Żoliborzu i że chwile powstańców w śródmieściu są policzone. Jak doniósł wczorajszy „Daily Telegraph”, sam Morawski, na podstawie rozmowy z wojskowymi sowieckimi oświadczył, że walka o Warszawę może być wygrana dopiero po okrążeniu miasta, na co się obecnie nie zanosi. P. Morawski swym przemówieniem odebrał obrońcom Warszawy nadzieję rychłego wyzwolenia. Znając ten stan rzeczy i wiedząc doskonale, że godziny walk Warszawy są policzone, panowie ci chcą z góry uprzedzić rozżalenie narodu polskiego i zrzucić z siebie odpowiedzialność za brak pomocy ze swej strony dla powstańców w Warszawie.

Nie będziemy polemizowali z zarzutem jakoby generał Komorowski miał opuścić swoich żołnierzy. Tacy ludzie jak Morawski, którzy wyjechali z Warszawy, a w szczególności Żymierski, który mieniąc się być dowódcą Armii Ludowej, opuścił swoich żołnierzy wyjeżdżając z centrali, nie mają najmniejszego prawa bronić się przez zarzucanie innym opuszczenie posterunku: generał Komorowski był i jest w Warszawie, pozostając w stałym kontakcie ze swymi przełożonymi w Londynie, i na miejscu – z oficerami państw alianckich, którzy bohatersko stanęli przy boku walczących żołnierzy Armii Krajowej.

Dobrze się jednak stało, że panowie z Komitetu odkryli swe oblicze. Na gruncie zagranicznym były dotąd skłonności do traktowania ich poważnie jako polskich patriotów. Po ich wystąpieniu nikt chyba nie uzna za dobrego patriotę Polaka, który, obojętnie z jakich względów, poważa się zadawać cios w plecy innemu Polakowi walczącemu z Niemcami. Świat może podejrzewać, że grożenie więzieniem i sądem za walkę z Niemcami, może być jedynie początkiem jakiejś nowej orientacji.

Przy tej okazji pragnęlibyśmy jednak przypomnieć kilka faktów, by opinia publiczna mogła się zorientować co warte są oświadczenia panów z Komitetu.

Generał Żymierski i p. Morawski w dniu 6-go sierpnia, a więc już po sześciu dniach walk w Warszawie, twierdzili, że żadnej walki tam niema. Później, gdy prasa sowiecka przyznała istnienie tych walk, rozpoczęli zarzuty, że walkę wszczęto przedwcześnie, a to pomimo, że ponoszą oni odpowiedzialność za komunikat Związku Patriotów nadany z Moskwy 29-go lipca, który rzucił ludności Warszawy apel: „Do broni” i pomimo, że wiedzieli oni doskonale, iż walka w Warszawie rozpoczęła się na zasadach akcji „Burza”, tak samo jak uprzednio na całym obszarze państwa polskiego na wschód od Warszawy, gdzie w miarę zbliżania się wojsk sowieckich oddziały Armii Krajowej rozpoczynały walkę: tak było na Wołyniu, na Wileńszczyźnie, w samym Wilnie, we Lwowie i w Lubelskim; tak stało się również w Warszawie.

Wiedzieli oni doskonale, że sam marszałek Stalin oświadczył, iż wojska sowieckie spodziewały się być w Warszawie 6 sierpnia a więc w sześć dni po wybuchu powstania, a komisarz Mołotow oświadczył dnia 31-go lipca, iż wojska sowieckie znajdują się o 12-cie km. od Warszawy.

Wiedzieli oni doskonale, że strona polska podała dokładnie sposób i miejsca dla zrzutu łączników i materiałów. Zdradzili się również z tym, że sami nie mieli żadnej łączności z Warszawą i że pierwsze wiadomości z Warszawy przyniosła im jakaś kobieta, która przepłynęła Wisłę. Tymczasem nasza łączność, stale działająca od początku powstania, łącznie z dwiema stacjami fonicznymi – „Polskie Radio” i „Błyskawica” – wskazuje wyraźnie kto co posiadał w Warszawie. Pozatym warto zaznaczyć, że pomoc Warszawie ze strony sowieckiej w formie zrzutów nadeszła 12 września. A kiedy rząd sowiecki ostatecznie wyraził zgodę na lądowanie samolotów amerykańskich w bazach rosyjskich i zdecydował się nieść ze swej strony pomoc Warszawie, wtedy panowie ci zaczęli wzywać jej ludność do dalszej walki, głosić, że znalazła ona poparcie w najszerszych masach ludu Warszawy i mówić o podporządkowaniu się wszystkich jednemu dowódcy polskiemu.

P. Żymierski doskonale wie, że łączność z marszałkiem Rokossowskim została ustalona. Coś na ten temat powie może p. Żymierskiemu kpt. Kaługin, pracujący z powstańcami w Warszawie, a przeprowadzony na Pragę przez Armię Krajową. Nie jest w tej chwili czas na publiczne ujawnianie dowodów. Dziś natomiast, gdy godziny Warszawy są policzone, gdy wojska sowieckie, odparte przy przekraczaniu Wisły nie zdołały uwolnić, pp. Morawski i Żymierski znowu zmieniają swój pogląd, pragnąc kłamstwami przesłonić brak ze swej strony realnej pomocy dla stolicy.

Ponieważ panowie ci rozpoczęli od publicznego pogłębiania różnic, mamy prawo ujawnić niektóre fakty, które wskazują, że w chwili, gdy realna pomoc ze strony dowództwa sowieckiego dla Warszawy następowała, oni nietylko nie pomagali, lecz przeszkadzali.

P. Żymierski pretendujący do roli naczelnego wodza nie polecił polskim lotnikom, którzy są pod jego komendą, lecieć nad Warszawę, strącać Niemców i zrzucić pomoc, a to gdy jednocześnie polscy lotnicy w liczbie 105 zginęli, niosąc tę pomoc z baz włoskich. Co gorsza, w tym samym czasie następowały rozbrajania i aresztowania przez niego oddziałów i dowódców Armii Krajowej, w tym również tych oddziałów, które maszerowały na pomoc Warszawie.

Generał Żymierski w rozmowie z premierem Mikołajczykiem tłomaczył się, że nakazał rozwiązać Armię Krajową na terenie Lwowskiego, gdyż jest to teren na którym nie mogą istnieć oddziały polskie, albowiem do tego terenu zgłasza swe pretensje Rosja Sowiecka. Dowódcę, gen. Filipowskiego, przewieziono do Moskwy. Generał Żymierski sam komunikował, że dowódca ten chce się widzieć z polskim Premierem, przyrzekł go Premierowi w Moskwie przedstawić, a nie wiadomo już potem z jakich względów tego nie uczynił, mimo nalegań w tej mierze.

W Lubelskim Delegat Okręgowy Rządu Cholewa, generałowie Halka, Dąbrowa i Marcin zostali aresztowani i przejściowo trzymani w Majdanku, a następnie z liczbą ok. 200-stu oficerów i szeregowych Armii Krajowej wywiezieni na Wschód. W tym samym okręgu w obozie Krasnów w powiecie włodawskim utworzono obóz dla innych oficerów i żołnierzy Armii Krajowej. W okręgu Lublin rozwiązano oddział 700 żołnierzy idących z pomocą Warszawie. Znana 27 dywizja piechoty z Wołynia, która podporządkowała się taktycznie armii sowieckiej i z nią maszerowała na Warszawę, została rozbrojona i rozwiązana w rejonie Lublina i Otwocka – terenie działania generała Żymierskiego.

Oddziały Armii Krajowej z okręgu Krakowskiego, maszerując na pomoc Warszawie, zostały również rozbrojone na terenie działania Żymierskiego. To samo dotyczy 9-tej dywizji piechoty, która została rozbrojona i rozwiązana, również na tym terenie.

Poco więc chować się za pozory troski o Warszawę i życie jej ludności?

Wtedy, gdy władze sowieckie zdecydowały się na pomoc, wtedy, gdy nieśli ją lotnicy brytyjscy, poudniowo-afrykańscy, amerykańscy i polscy – panowie z Komitetu nietylko nie pomagali, lecz przeszkadzali.

Nie stanęli oni oko w oko z tymi, którzy wierni swej pięcioletniej walce podziemnej przeciw Niemcom zdecydowali się stanąć do otwartej z nimi walki na odgłos ognia dział, zbliżającego się do murów Warszawy. To są przyczyny ich wystąpienia.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

DWA MIESIĄCE

(Tygodniowy przegląd wydarzeń)

Nie jest może metodą właściwą pisać pochwałę żołnierza polskiego w piśmie wojskowym. Żołnierz nie znosi pochlebstw i roztkliwiania się nad jego cnotami bojowymi. W pochwale, którą tu podamy, pominiemy dlatego walory żołnierza 2. Korpusu. Są one wszystkim znane. Nie sposób wszakże milczeć o wartościach wykazywanych w tej chwili przez żołnierzy naszych na innych frontach – w Warszawie i Holandii.

Bój Warszawy, nie mający sobie równego w dziejach wojen nowoczesnych trwa już dwa miesiące. W tym okresie grozy i piekła Warszawa zapadła się w gruzy, grzebiąc pod swymi rumowiskami 8 procent ludności i 100 procent pierwotnego stanu walczących tam oddziałów Armii Krajowej – ale przecież nie padła. Walczy nadal, nie zważając na ogień, na głód, śmierć i choroby. Zjawisko to z punktu widzenia chłodnej oceny jest tak niezwykłe, że nawet Niemcy przypisać musieli szczególnej waleczności Polaków swą wobec nich bezsilność.

Wydany przez nich komunikat agencji Transocean, puszczony w świat być może w celach prowokacyjnych, stawiał sobie głównie za zadanie usprawiedliwianie niemocy niemieckiej przez podkreślenie „bezprzykładnego” bohaterstwa i „zadziwiającej umiejętności” walki wykazanej przez Polaków.

W komunikacie Niemcy przyznali, że powstanie ich „zaskoczyło”, choć przygotowywane było, jak stwierdzili, już dawno. Plany swe wykonali Polacy „znakomicie”. Powstanie było „dziełem sztuki” strategicznej, jak i organizacji, zwłaszcza, że Warszawa „nie nadawała się do obrony”.

„Po 17 pierwszych dniach walki – stwierdzał komunikat niemiecki – większa część miasta znajdowała się jeszcze w posiadaniu wojsk gen. Bora, które wspierane fanatycznym patriotyzmem ludności, walczyły z takim zapałem i z taką pogardą niebezpieczeństwa, że wzbudzały osłupienie i podziw nawet w szeregach nieprzyjaciela. Byliśmy zmuszeni walczyć o każdy dom, o każdą izbę, mężczyzna przeciw mężczyźnie, a często mężczyzna przeciw kobiecie i dziecku. Polacy posługiwali sie zawiłym systemem podziemnych przekopów i kanalizacji. Gdy udało się nam zdobyć dom, Polacy uderzali na budynek od podziemi. W Warszawie walczyło 5 dywizji Wehrmachtu oraz jedna dywizja S.S. wspierane przez lotnictwo i artylerię ciężką. Wojska te miały rozkaz odbicia miasta i obrony za wszelką cenę punktów najważniejszych, t. zn. arterii prowadzących do mostów na Wiśle. Musimy przyznać, że niewiarygodny opór i zaczepność Polaków nie pozwoliły wykonać w całości lub częściowo tych rozkazów, uniemożliwiając we właściwym czasie wykonanie manewru zmierzającego do zgrupowania naszych rozbitych jednostek na lewym brzegu Wisły przeciwko napierającym wojskom dowodzonym przez marsz. Rokossowskiego”.

Tak mówią dziś Niemcy mając zapewne różne cele na oku. Ale nie możemy zapominać, że bezprzykładne istotnie powstanie przyniosło nam również bezprzykładne straty i ofiary, bez widocznych narazie korzyści politycznych, prócz wznowienia nowej fali sympatii dla Polaków. Bo przyszłość, która zawisła nad Warszawą, wciąż jest ponura...

(...)

 

Churchill o Warszawie

P. Churchill poruszył w Izbie sprawę Warszawy, która „od blisko dwóch miesięcy walczy, by zrobić wszystko, co w jej mocy dla usunięcia Niemców ze stolicy Polski”. Po ustępie tym premier dodał, że „rząd brytyjski zawsze przedstawiał jasno wszystkim zainteresowanym, iż jest zbyt oddalony od teatru walki, by przyjmować odpowiedzialność za nakazanie i wspieranie ogólnego powstania w Polsce.” Jednocześnie jednak premier dodał, że „rząd brytyjski ofiarowywał uporczywie swe dobre usługi, by doprowadzić do współpracy i zespolenia planów w tej sprawie między oddziałami polskimi a sowieckimi. Mimo też ogromnych praktycznych trudności – mówił dalej p. Churchill – rząd brytyjski dostarczył Polakom wojskowych zaopatrzeń drogą powietrzną. Rosjanie również przesłali zaopatrzenie, gdy tylko plany operacyjne na to pozwoliły, a bezpośrednia łączność została nawiązana”.

Polska niewątpliwie odczuwa dotkliwie swe geograficzne oddalenie od W. Brytanii, choć przecież w r. 1939 oba kraje poczuły się tak bliskie sobie. Były może najbliższymi sobie wówczas państwami w Europie. Miałbyż to być jednak przypadek, nieporozumienie skazane na przeminięcie z wiatrem? Odległość między Londynem a Warszawą nie zwiększyła się od r. 1939. Technika współczesna coraz bardziej ułatwia pokonywanie przestrzeni. Wydaje się więc, że na innej płaszczyźnie szukać należy przyczyn owych trudności związanych z „oddaleniem” obu stolic. *)

(...)

D.I.

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

 

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

„Wierzę, że możliwe jest porozumienie zapewniające Polsce suwerenność i niepodległość”

Premier Churchill o sprawie Polski

Premier Churchill poświęcił obszerny ustęp swego przemówienia o sytuacji wojennej, wygłoszonego wczoraj w Izbie Gmin, sprawom Polski. Oświadczył on:

My, jako jedyny wielki i niepobity naród, który wypowiedział wojnę Niemcom z powodu ich ataku na Polskę, mamy wobec Polski uczucia i obowiązki.

Byłoby rzeczą sztuczną twierdzić, że stanowisko rządu brytyjskiego, jak i sądzę rządu Stanów Zjednoczonych w stosunku do Polski jest identyczne ze stanowiskiem Zw. Sowieckiego.

Trzeba w pełni uwzględnić odmienne warunki historyczne i geograficzne, które decydują o stosunku demokracji zachodnich z jednej strony, a rządu sowieckiego z drugiej, wobec narodu polskiego.

Marsz. Stalin kilkakrotnie wypowiedział się za silną i przyjazną Polską, suwerenną i niezależną. Pod tym względem nasz wielki sojusznik wschodni w pełni się zgadza z rządem JKM oraz, sądząc z publicznych oświadzceń amerykańskich, ze Stanami Zjednoczonymi.

Uczyniliśmy wszystko, co było w naszej mocy i uczynimy wszystko, aby osiągnąć realizację litery i ducha zadeklarowanych przez trzech wielkich sojuszników zamiarów wobec Polski.

Zmiany terytorialne na granicach Polski będą musiały nastąpić. Rosja ma prawo do naszego poparcia w tej dziedzinie, ponieważ jedynie armie rosyjskie mogą uwolnić Polskę z pod buta niemieckiego oraz ponieważ Rosjanie po wszystkim co wycierpieli z rąk Niemiec, mają prawo do bezpiecznych granic i do posiadania przyjaznego sąsiada na zachodzie.

Tymbardziej spodziewam się, że rząd sowiecki umożliwi nam działać wspólnie z nim w rozwiązaniu zagadnienia polskiego i że nie będziemy świadkami smutnego widowiska konkurencyjnych rządów w Polsce – jednego, który był uznawany przez Zw. Sowiecki, i drugiego, za którym zdecydowanie wypowiadać się będą mocarstwa zachodnie.

Jestem pełen nadziei, że p. Mikołajczyk godny następca gen. Sikorskiego, człowiek rzeczywiście pragnący przyjaznego porozumienia z Rosją, oraz jego koledzy, bedą mogli wkrótce wznowić te doniosłe rozmowy w Moskwie, które zostały przerwane przed kilkoma miesiącami.

Żywię zdecydowaną nadzieję i przekonanie, że możliwy jest do osiągnięcia dobry układ i że może powstać zjednoczony rząd polski, wzbudzający zaufanie trzech Wielkich mocarstw i zapewniający Polsce warunki siły, suwerenności i niepodległości, które zostały proklamowane przez wszystkie trzy mocarstwa jako ich cel.

Jest moim obowiązkiem zwrócić uwagę Izby na to, że nieumiarkowany sposób wyrażania się na temat stosunków polsko-rosyjskich w toku tej debaty może wprowadzic zakłopotanie do naszych spraw oraz, być może, narazić na szwank losy Polski. Nic nie jest łatwiejsze, aniżeli przez gwałtowne słowa spowodować, że szanse będą znacznie mniej pomyślne niż te, które teraz się przed nami otwierają. Członkowie Izby wezmą na siebie wielką odpowiedzialność, jeśli wplątają się zbyt pochopnie w te konflikty i w ten sposób pogrzebią nadzieje, na honorowe i zadawalniające załatwienie sprawy, które żywimy.

Uznajemy naszą odpowiedzialność wobec Polski i jestem przekonany że mogę ufać Izbie, iż nie będzie używała języka, który uczyniłby nasze zadanie trudniejszym.

Jestem pewny, że nasi przyjaciele po obu stronach zdadzą sobie sprawę z tego jak długie i pełne troski badania poświęcił gabinet temu zagadnieniu. Jak stale widywaliśmy przedstawicieli Polaków i jak częstą oraz intymną była nasza korespondencja z Rosją w tej dziedzinie.

Nigdy nie powinniśmy zapominać o naszym najważniejszym obowiązku a mianowicie o jaknajszybszym zniszczeniu potęgi hitlerowskiej. Każde zagadnienie, wobec którego stoją dziś narody świata, okaże się znacznie łatwiejszym, gdy umilkną działa i gdy zwycięscy sojusznicy zbiorą się przy stole dyskusji o zawieszeniu broni lub pokoju.

Mam wszelkie nadzieje, że osiągnięte zostanie w zaufaniu i przyjaźni pomiędzy trzema wielkimi mocarstwami mądre i harmonijne rozwiązanie, że w ten sposób uzyskamy fundament, na którym można będzie wznieść trwałą budowlę pokoju europejskiego i światowego.

Nie mogę sobie wyobrazić, by nie można było osiągnąć dobrego załatwienia, dzięki któremu Rosja uzyska bezpieczeństwo, do którego ma prawo i dla którego zapewnienia jej zdecydowany jestem uczynić wszystko możliwe, a jednocześnie naród polski uzyska przywrócenie naturalnej suwerenności i niepodległości, do której w ciągu stuleci ucisku i walki, nigdy nie przestał dążyć.

***

W ustępie poświęconym kampanii we Włoszech premier Churchill podkreślił udział korpusu polskiego, który „tak dzielnie walczył pod dowództwem gen. Andersa.”

Sprawa Warszawy w Izbie Gmin

W ogniu krzyżowych pytań

Wczoraj podaliśmy obszerne omówienie dyskusji o stosunkach polsko-sowieckich i sprawie pomocy dla Warszawy w Izbie Gmin. Obecnie na podstawie oficjalnego stenogramu (Hansarda) uzupełniamy to sprawozdanie dalszymi szczegółami.

Pytanie zadane przez posła McGoverna z Niezależnej Partii Pracy ministrowi Edenowi brzmiało: Czy sądzi pan, że można cokolwiek zyskać przez ukrywanie faktów, że nasz sojusznik zarówno deportuje, jak i rozstrzeliwuje narodowców i socjalistów w Polsce?

Minister Eden powiedział: Mówi pan o ukrywaniu faktów ale muszę oświadczyć Izbie, że chodzi tu nie tylko o sprawy delikatne pomiędzy sojusznikami, ale że również istnieją trudności w ustaleniu faktów. Dlatego powinniśmy traktować w chwili obecnej te sprawy ostrożnie i z rezerwą.

W dalszym ciągu debaty zabrali jeszcze głos następujący posłowie:

Poseł Astor: Czy nie ma na miejscu oficerów łącznikowych od których rząd mógłby uzyskać informacje?

Min. Eden: Uzyskaliśmy informacje z Warszawy; ale być może mój Szanowny Kolega wycofa to pytanie.

Poseł komandor Bower zwrócił się do premiera, czy wobec sprzecznych wiadomości jakie dotarły do opinii publicznej na temat powstania w Warszawie złoży na ten temat pełne oświadczenie.

Wicepremier p. Attlee: Zwracam uwagę Szanownego Kolegi na oświadczenie złożone wczoraj w odpowiedzi na pytania na ten temat.

Komandor Bower: W pełni oceniając oświadczenie złożone wczoraj, zapytuję czy mój Szanowny Kolega zdaje sobie sprawę, że publiczność tymczasem słyszała wiele pogłosek ale bardzo niewiele faktów i masę skrajnie tendencyjnej propagandy komunistycznej; czy nie jest więc konieczne i pożądane, by złożone zostało pełne i szczere oświadczenie.

Wicepremier Attlee: Nie mogę się zgodzić z taką oceną informacyj dostarczonej publiczności. Jestem przekonany, że wykorzystana będzie wszelka sposobność ogłoszenia wszystkich możliwych informacyj, o bardzo dzielnej obronie Warszawy.

Poseł Gallacher (komunista): Czy nie jest faktem, że nie było kampanii propagandy komunistycznej, natomiast była tendencyjna kampania propagandy anty-sowieckiej?

Pytanie to pozostało bez odpowiedzi.

Na tym samym posiedzeniu Izby komandor Bower zapytał ministra informacji w jakim stopniu Ministerstwo Informacji bądź w drodze zakazu, bądź w drodze prośby ograniczyło na początku sierpnia wiadomości o powstaniu polskim w Warszawie.

Parlamentarny podsekretarz stanu w Ministerstwie Informacji p. Thurtle odpowiedział: Ministerstwo Informacji nie narzuciło żadnych ograniczeń, ani też nie zwracało się z tego rodzaju prośbą.

Komandor Bower: Czy mamy w takim razie przypuścić, że na skutek jakiejś osobliwej telepatii niemal cała prasa brytyjska przez kilka dni zatrzymywała tę niezwykle ważną wiadomość?

P. Thurtle: Nie wiem jakie przypuszczenia czyni Szanowny Kolega, ale faktem jest, jak powiedziałem, że nie mamy z tym nic wspólnego.

Poseł Petherick: Czy Ministerstwo Informacji poczyniło kroki w tym duchu w resortach wojskowych?

P. Thurtle: Nie jestem w stanie mówić w imieniu resortów wojskowych.

Rozdział pomocy U.N.R.R.A.

New York. (PAT.) „New York Times” w numerze z dn. 25.9 pisze o konferencji UNRRA:

Rezolucja z poleceniami dla Lehmana, aby przykładał  on specjalną wage i traktował jako pilne potrzeby krajów, które ucierpiały najwięcej w wyniku wojny i czynnego terroru, jest kompromisem przyjętym przez St. Zjedn. i W. Brytanię.

***

George Warren, delegat St. Zjedn. i przewodniczący komitetu zajmującego się osobami przesiedlonymi, podkreślił, że pomoc odzieżowa i lekarska nie będzie udzielana przesiedlonym Niemcom; zostaną oni poprostu wysiedleni z krajów w których się osiedlili, zwłaszcza z Polski, Czechosłowacji i innych.

Prasa portugalska

O sprawie polskiej

„Diario de Lisbona” pisze: „Polska cierpi, krwawi i wierzy. ... Jest to jej przeznaczeniem. Można powtórzyć za Balzakiem, że cierpienie zrodziło Polskę i uczyniło ją nieśmiertelną. Pomimo tego nie należy dopuścić aby przelewała się nadal bohaterska krew Polaków jedynie dla „upiększenia” jeszcze historii narodu, w której nie brak ani Golgot ani Zmartwychwstań.”

***

G. de Ayala Monteiro poświęcił swą kronikę międzynarodową w „Jornal de Comercio” omówieniu deklaracji premiera Mikołajczyka danej prasie brytyjskiej. Autor zaznacza że wbrew opinii tych, którzy uważają sprawę polską za definitywnie załatwioną, sądzi on, że sprawa granic polsko-rosyjskich jest sprawą ogólno-europejską i dlatego powinna być rozpatrzona w ramach przyszłości Europy. Z punktu widzenia zasad, zagadnienie Polski interesuje całą ludzkość i dlatego musi być rozwiązane w świetle tych zainteresowań. Nie może być i nigdy nie było zamiarem Narodów Sprzymierzonych postawienie Polski w sytuacji „bezwarunkowej kapitulacji” wobec Rosji. Narody Zjednoczone rozumieją co znaczy słowo „oswobodzenie” i nigdy nie mogło być w ich zamiarze uwolnienie Polski spod okupacji niemieckiej po to by oddać 53 procent jej terytorium pod panowanie Rosji.

Veiga da Cunha w „A VOZ” zastanawia się nad pietrzącymi się trudnościami w miarę zbliżającego się końca wojny. Trudności te mnożą się i zaostrzają wskutek rozbieżności dążeń wśród Narodów Sprzymierzonych i braku decyzji w najistotniejszych zagadnieniach. Najboleśniejszym i najbardziej gorzkim przykładem jest sprawa Polski. W tym samym piśmie nacz. red. Correia Morquez przypomina, że pakt Ribbentrop-Mołotow był czwartym rozbiorem Polski i kończy słowami: „Coeterum censeo restituenda Polonia.”

 

 

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

 

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

 

 

Pismo odręczne Prezydenta R.P. do gen. Sosnkowskiego

 

Londyn, 30 września, 44.

J. Wielmożny Pan,

Generał Broni

Kazimierz Sosnkowski,

Wódz Naczelny

 

Panie Generale,

Objął Pan w dniu 8 lipca ub. r. stanowisko Naczelnego Wodza, mając wyjątkowo ciężkie i trudne zadania. Armia lądowa poza Krajem była w okresie reorganizacji dla wejścia do akcji czynnej, co też w niedługim czasie nastąpiło. W pół roku później, gdy Niemcy odstępowali pod naciskiem armii Związku Sowieckiego i front wschodni przesunął się w granice Rzeczypospolitej, Armia Krajowa, której organizacja została zapoczątkowana blisko pięć lat temu pod kierownictwem Pana Generała, przeszła od akcji podziemnej do jawnej walki czynnej.

W działaniach tych żołnierz polski okrył swój oręż sławą. Akcja Armii Krajowej na Wołyniu, udział jej w zdobyciu przez wojska sowieckie Wilna, Lwowa, Lublina, a zwłaszcza do dziś trwająca pełna samozaparcia i poświęcenia bohaterska walka Warszawy, a poza Krajem: Monte Cassino, Ankona, Falaise i obecna akcja wojsk lądowych i spadochronowych polskich na pograniczu belgijsko-holenderskim, to sławne na świat cały czyny żołnierza polskiego dokonane w okresie, gdy Pan Generał był jego Naczelnym Wodzem.

Jednoczesnie lotnictwo nasze bez przerwy dodawało nowe liście do swego wawrzynowego wieńca chwały, a nasza Marynarka Wojenna u boku sił morskich naszych Sprzymierzeńców w dalszym ciągu wzbudzała ich zasłużone uznanie.

To też przesyłając Panu Generałowi zwolnienie ze stanowiska Naczelnego Wodza, stwierdzić muszę, że w swej ciężkiej i odpowiedzialnej pracy na tym stanowisku, przezwyciężając niezliczone, od Pana niezależne trudności, dobrze zasłużył się Pan Generał Ojczyźnie.

Konieczność zmusiła mnie do powzięcia tej decyzji, lecz pewien jestem, że wielkie wartości i zasługi jakie Pan Generał posiada i jego niezłomna wierność ideałom Narodu, znajdą w odpowiedniej chwili zastosowanie dla dobra sprawy Polski.

Kreślę wyrazy niezmiennej przyjaźni.

(-) WŁ. RACZKIEWICZ

 

 

Pożegnalny rozkaz Naczelnego Wodza

 

ROZKAZ Nr. 22

 

Żołnierze,

Pan Prezydent Rzeczypospolitej decyzją Swoją zwolnił mnie ze stanowiska Naczelnego Wodza.

Moim następcą na tym stanowisku został mianowany bohaterski gen. Bór-Komorowski, długoletni Dowódca Armii Krajowej, który czynami ponad ludzką miarę zyskał sobie najgłębszy szacunek każdego żołnierskiego serca.

Ze słowami szczerego wzruszenia i podziwu zwracam się do żołnierzy Armii Krajowej oraz tych wszystkich, którzy w walce pod okupacją brali udział, a zwłaszcza do niezłomnych kobiet polskich i bohaterskiej młodzieży. Oby krwawe zmagania Warszawy poruszyły sumienie świata oraz przyczyniły się do tryumfu zasad prawa i sprawiedliwości, gdy rozstrzygać się będzie przyszłość Polski.

Z dumą wspominam kilkanaście ubiegłych miesięcy i liczne zwycięstwa odniesione przez nasze Siły Zbrojne w powietrzu, na lądzie i na morzach. Zwycięstwa te stoją przed Narodem jak pomniki polskiego męstwa w nieustającej walce o niepodległość, całość i honor Ojczyzny. Świecą one blaskiem nieprzemijającej sławy, zdobytej na polach bitew, ramię przy ramieniu z Siłami Zbrojnymi Sprzymierzonych.

Sława żołnierska, tak droga dla każdego z Was osobiście, jest własnością Ojczyzny, wyłącznie Jej celom służyć musi i służyc będzie.

Żołnierzu polski! Nie szczędząc krwi i ofiar, dajesz w ręce swemu Rządowi wszystko co Siły Zbrojne dać mogą dla obrony interesów Rzeczypospolitej. Rozumiemy dobrze, że nie po to we wrześniu 1939 r. Naród nasz pierwszy oparł się Niemcom, - nie po to fiordy Norwegii, piaski Afryki góry Italii, pola Francji, równiny Belgii i Holandii – były świadkami Waszych bojów, - nie po to Warszawa walczy wśród gruzów i pożogi, by u schyłku tej wojny żądano od Polski ofiar z jej ziem oraz praw suwerennych, które posiadała, gdy pięć lat temu wraz z Sojusznikami przeciwstawiła się agresji.

Chwila dziejowa, którą przeżywamy, szarpie nam duszę i niepokoi serca. Wymaga ona całkowitej dyscypliny wewnętrznej w naszych szeregach. Ich spoistość moralna, ich solidarność ideowa, umocniona wśród tylu trudów niewymownych, musi być ochraniana i zachowana jako skarb bezcenny i niezbędny w obliczu ciężkich prób i niebezpieczeństw, oczekujących Was i naszą sprawę narodową. Źródłem siły moralnej niech będzie dla Was pewność, że nie ma takiej mocy, któraby mogła Was zmusić do zapomnienia tej wielkiej prawdy.

Służąc Rzeczypospolitej, Żołnierz Polski nie wypuści broni z ręki, dopóki wróg nie będzie pobity ostatecznie. Idźcie nadal drogą wierności wzajemnym zobowiązaniom, łaczącym Polskę z Sojusznikami, których wspaniały wysiłek zbrojny kształtuje losy świata. Obrona Polski wiązała się zawsze w przeszłości i wiąże się również obecnie z walką o ideały, z obroną praw narodów i człowieka do wolności i szczęścia. Niechże Wasz trud bojowy mnoży nadal wartości, które muszą wreszcie przynieść Ojczyźnie pełną sprawiedliwość.

Czasy są niezmiernie trudne, przeto odchodząc z posterunku Naczelnego Wodza, myślę o doli żołnierza polskiego. Troska o nią nigdy mnie nie opuści.

Za jasne i miłe chwile, których tyle Wam zawdzięczam, Bóg zapłać, kochani chłopcy. Tym z pośród Was, którzy stoją w ogniu, życzę wiele szczęścia żołnierskiego. Rannym ślę słowa serdecznej pamięci oraz życzenia rychłego powrotu do sił.

Tym, którzy mi byli pomocni przy wykonywaniu niełatwych moich obowiązków, w imieniu służby dziekuję.

Żołnierze – cudowni, niezrównani, żołnierze naszych jednostek bojowych! Jeszcze Polska nie zginęła! Jej sprawa musi zwyciężyć.

Londyn, dnia 30 września 1944 r.

NACZELNY WÓDZ

SOSNKOWSKI.

Generał Broni.

 

Po 9 tygodniach samotnej walki

Śmiertelny bój na ruinach Śródmieścia

Zniszczenie Warszawy nie ma przykładu w historii – Niemcy przyznają

 

Warszawa, dn. 1.10 (Służba radiowa)

Komunikat Dowódcy Armii Krajowej gen. Bora-Komorowskiego z dn. 30.9.44.

Sytuacja w Warszawie bardzo poważna.

Śródmieście w ciężkiej walce.

Z Żoliborzem brak łączności.

W Puszczy Kampinoskiej nasze oddziały są wypierane ku zachodowi przez duże siły nieprzyjaciela, które po wycofaniu się za Wisłę zgromadziły się w tym rejonie.

 

Warszawa, dn. 30 września (Służba radiowa)

Komunikat Dcy Armii Krajowej gen. Bora-Komorowskiego z dnia 29.9.44.

Sytuacja w Warszawie:

Żoliborz: Od świtu, po huraganowym przygotowaniu artyleryjskim rozwija się natarcie niemieckie.

Śródmieście: silny ogień artylerii i lotnictwa niemieckiego na część północną tego rejonu.

Mokotów: Wczoraj padł po ciężkiej walce, po całkowitym wyczerpaniu środków.

W nocy otrzymaliśmy zrzuty sowieckie.

 

Niemcy o walkach w Warszawie

(PAT.) Rozgłośnie niemieckie nadały w sobotę opis walk w Warszawie podany przez korespondenta wojennego Sepp Haerle’a. Cytujemy ten opis według Reutera:

„Jest to ponura i bezlitosna walka, która przekracza wyobraźnię nawet najbardziej twardych szturmowców niemieckich.

Żołnierze ruchu podziemnego są zaślepieni fanatyzmem i walczą jak szaleni. Gdyby saperzy niemieccy nie wprowadzili w ruch absolutnie wszelkiej broni, która mają w swym arsenale – walka byłaby beznadziejna.

(...)

 

Polityczne komentarze prasy londyńskiej

Polska a Rosja

 

Prasa niedzielna omawia obszernie fazę stosunków polsko-sowieckich. Korespondent dyplomatyczny „Observera” stwierdza, że zarówno w Rosji jak i w W. Brytanii uważa się obecnie zagadnienie polskie za część szerszego problemu bezpieczeństwa światowego, choć w obu krajach patrzy się na sprawy polskie z odmiennych punktów widzenia.

„Rzecznicy sowieccy – pisze korespondent – po konferencji w Dumbarton Oaks bez wahania stwierdzili, że Związek Sowiecki nie jest skłonny wyjść poza owe 90 procentowe porozumienie (osiągnięte w Dumbarton Oaks) dopóty, dopóki polski problem graniczny nie będzie rozwiązany zadawalająco dla Rosji. Pozostałe „dziesięć procent”, to właśnie kwestia jak potraktować oskarżenia o agresję, skierowane przeciwko Z.S.R.R. albo też przeciw jakiemukolwiek innemu wielkiemu mocarstwu.”

„Brytyjczycy – twierdzi korespondent – nie szczędzą żadnego wysiłku by osiągnąć rozwiązanie tej kwestii. Lecz sprawa polsko-sowiecka wiąże się ze sprawą bezpieczeństwa światowego a zwłaszcza wschodnio-europejskiego, którego utrzymannie przypadnie głównie Rosji Sowieckiej. Tak więc kryzys i troska Aliantów o jego przebieg może trwać jeszcze kilka miesięcy.”

Przytaczając słowa prem. Churchilla o możliwości drugiej podróży prem. Mikołajczyka do Moskwy korespondent „Observera” powiada, że „Rządowi polskiemu również zależy na podjęciu kontaktu z Rządem rosyjskim, jednakże Rosjanie jak dotąd nie podjęli żadnego kroku w tym kierunku. Nie nadeszła jeszcze żadna formalna odpowiedź na memorjał prem. Mikołajczyka do marsz. Stalina i trudno w tych warunkach powiedzieć, co Polacy mogliby uczynić dla przyspieszenia porozumienia. Nowa wizyta prem. Mikołajczyka w Moskwie nie może dać żadnych rezultatów dopóty, dopóki Rosja nie wyjaśni, czy przyjmuje projekt przedłożony przez prem. Mikołajczyka.”

Korespondent przytacza pogląd wyrażany „w nie polskich kołach dyplomatycznych”, że obecnie, po dymisji gen. Sosnkowskiego, „przede wszystkim Rosjanie winni dać rzeczywisty dowód dobrej woli. Z kolei Rosjanie winni teraz pokazać, że doceniają ustępliwe stanowisko Polaków.”

„Observer” opisuje dalej tragiczną sytuację Warszawy w 63-cim dniu walki i donosi, że żywność wysłana do Pruszkowa przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż została obecnie zatrzymana przez niemiecki Czerwony Krzyż pod pretekstem, że dostawa tej żywności wzmocniłaby ducha wśród nieprzyjaciół Niemiec. Pismo kończy swe uwagi pytaniem:

„Czy starszliwa ofiara całopalenia Warszawy przyczyni się przynajmniej do rozproszenia wrogości między Polakami i Rosjanami i do uratowania niepodległości Polski?”

Cytując napaść p. Osóbki Morawskiego na gen. Bora „Observer” powiada, że pierwsza reakcja z Moskwy na nominację gen. Bora nie daje podstawy do optymizmu.

(...)

Omawiając ostania konferencję marsz. Stalina z członkami Komitetu, „Sunday Times” przypuszcza, że na konferencji tej dyskutowane były wszystkie sprawy, tyczące się współpracy polsko-rosyjskiej, a zwłaszcza memorjału prem. Mikołajczyka. „Wciąż trwające ataki prasy sowieckiej na Rząd Polski w Londynie wywołują jednak pewien niepokój, zaś Rada Lubelska, jak donoszą, ubiega się o to, by Alianci uznali ją za jedyny Rząd Polski. Twierdzi ona, że stanowi rząd de facto, ponieważ posiada do swej dyspozycji siły zbrojne, jest w stanie nakładać i ściągać podatki, utrzymywać porządek oraz wprowadziła w życie szereg praw i zawarła kilka porozumień międzynarodowych z Rosją.”

(...)

„Reynolds News” pisze, że kilka miesięcy temu ustąpienie gen. Sosnkowskiego utorowałoby prawdopodobnie drogę ku porozumieniu polsko-sowieckiemu. Obecnie jednak, wobec faktów, które w międzyczasie zaszły w Polsce „porozumienie może być zawarte tylko z Komitetem.” „Fakt, że Stalin znów przyjął przedstawicieli Komitetu wskazuje, iż jest to pogląd rosyjski.”

Ponieważ Rząd Polski nie uznaje Komitetu, „Reynolds News” przewiduje nowy kryzys polityczny.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

 

 

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

Ożywiona dyskusja w Izbie Gmin w sprawach Polski

Po przemówieniu Premiera Churchilla rozpoczęła się w Izbie Gmin wielka debata o sytuacji wojennej i polityce międzynarodowej. Niemal wszyscy posłowie, którzy zabierali głos poruszali sprawę stosunków polsko-sowieckich.

 

Pos. Greenwood

Pierwszy przemawiał poseł socjalistyczny Greenwood, który oświadczył między innymi:

Zastosuję się bez wahania do rady udzielonej przez Premiera Churchilla jeśli chodzi o Polskę. Jak przyznał on istnieją różnice zdań pomiędzy małymi i wielkimi państwami. Mogą być podjęte kroki, które niektórzy z nas będą uważali za niefortunne. My, jak to podkreślił mój szanowny kolega, związani jesteśmy z Polską specjalnymi więzami. Gdy jej terytorium zostało napadnięte W. Brytania bez większej zwłoki zadeklarowała swą gotowość stanięcia u jej boku. Zaciągnęliśmy na zawsze dług wobec Sowietów ze względu na ich wielką rolę w tej wojnie. Zdajemy sobie sprawę z roli którą muszą one odgrywać w przyszłości i jeśli W. Brytania może w jakikolwiek sposób usunąć konflikty i różnice zdań to sądzę, że naszym obowiązkiem jest to uczynić. Jestem przekonany, że w ostatnich tygodniach W. Brytania odegrała wielką rolę w działaniu na rzecz uratowania stolicy Polski.

 

Kpt. Allan Graham

Kapitan Allan Graham oświadczył: Nie możemy wyrzec sie naszej pozycji jako obrońców cywilizacji europejskiej. Od nas zależy by problem rosyjsko-polski został załatwiony w duchu wspólnoty europejskiej, gdyż nie może być w przyszłości pokoju w Europie, jeżeliby Rosja, bezpośrednio zniszczyła niepodległość Polski. Najlepszym zabezpieczeniem Rosji przed przyszłą agresją ze strony Niemiec jest przyjazna i niepodległa Polska. Marsz. Stalin sam oświadczył, że pragnie takiej Polski i trzeba ufać, że ci, którzy wykonywać będą jego politykę zrealizują to oświadczenie. Rosja będzie miała taką przyjazną Polskę jeśli tylko zechce, pod warunkiem, że powstrzyma się od mieszania się do wewnętrznej polityki polskiej, jeśli nie obrazi narodowych uczuć wszystkich prawdziwych Polaków narzucając im władzę całkowicie niereprezentatywnego Komitetu Wyzwolenia Narodowego w Lublinie. Napewno umęczeni bohaterscy obywatele Warszawy zasłużyli na wdzięczność i szacunek wszystkich swych sojuszników swą epiczną walką ostatnich miesięcy. Czyż tacy bohaterowie nie zasłużyli bardziej niż ktokolwiek na to by być panami swych losów. Cóżby pomyślał świat o Rosji, jeśliby po wejściu wojsk rosyjskich do Warszawy tacy bohaterowie jak obrońcy tego miasta zostali umieszczeni w obozach koncentracyjnych lub deportowani do Kaługi czy na Syberię.

Rosja ma dziś największą w swych działaniach szansę rozwiązania sprawy Polski, dopomagając Polakom do pozbycia się ich jednych i prawdziwych nieprzyjaciół Niemców oraz powstrzymując się od mieszania się do polityki wewnętrznej Polski. 95% Polaków wie, że przyjaźń Rosji jest niezbędna dla ich bezpieczeństwa i Polacy gotowi są pracować dla osiągnięcia tego celu. Wzamian Rosjanie muszą pozostawić Polakom rozstrzyganie o ich przyszłości. Rząd brytyjski zasługuje na podziękowania całego świata za swe niezmordowane wysiłki dla załatwienia tego zagadnienia, ale sądzę, że musimy się wystrzegać by nie obrazić narodu polskiego przez pozory, że wybieramy raczej takiego polityka polskiego, niż innego. Jeśli los zrządzi, że Polska ma wykopać swój grób polityczny, to niech kopie go sama i niechaj nigdy nie można będzie powiedzieć, że nasze ramię wsparło łopatę. Niech także Polska sama pokaże swą zdolność porozumienia z Rosją. My jednakże nie możemy uchylić się od naszego obowiązku zachodniego państwa chrześcijańskiego, zdecydowanej obrony ideałów, o które walczyliśmy. Wśród tych ideałów figuruje prawo małego narodu do własnej egzystencji.

 

Pos. Mander

Następny mówca, poseł liberalny Mander, oświadczył:

Jestem przekonany, że rząd czyni wszystko możliwe dla rozwiązania trudnego problemu polskiego i doprowadzenia do większej jedności trzech wielkich sojuszników. Sytuacja niewątpliwie poprawiła się i wydaje się, że istnieją realne perspektywy osiagnięcia porozumienia na podstawach wskazanych przez Premiera. Wydaje mi się rzeczą najmądrzejszą mieć zaufanie do rozsądnego, cierpliwego, dalekowzrocznego i godnego męża stanu stanowiska premiera polskiego p. Mikołajczyka i ufać w jego współpracę z trzema wielkimi sojusznikami dla doprowadzenia wysiłków rozwiązania zagadnienia polskiego do owocnych wyników.

 

Pos. Dunglass

Lord Dunglass, poseł konserwatywny ze Szkocji, oświadczył:

W ogólnej pomyślnej sytuacji dużą plamą są stosunki polityczne między Rosją a Polską. Premier apelował do posłów z tylnych ław o umiar i spróbuje oczywiście dostosować się do tego, ale pamiętam dobrze o stanowisku Premiera gdy sam zasiadał na tylnych ławach. Gdy jakieś sprawy bardzo go obchodziły, usiłował wykazać umiar i odpowiedzialność i to musi być także jego celem. Sprawa polsko-rosyjska nie może być pozostawiona do załatwienia przez te dwa państwa bez interwencji z naszej strony. Nie tylko dlatego, że trzeba na nią patrzeć z szerszego punktu widzenia dla organizacji pokoju, jako, że stanowi próbę (test case) stosunków pomiędzy wielkim mocarstwem, a słabszym sąsiadem. Nie tylko ponieważ jesteśmy sojusznikami obu państw, ale także dlatego ponieważ przyjęliśmy formalne zobowiązania traktatowe wobec Polski. Jest to naszym zwyczajem honorować nasze traktaty.

Pamiętam dobrze dzień gdy rząd Chamberlaina udzielił gwarancji Polsce. W tych czasach rząd brytyjski i rząd polski operowali pojęciami granic, które istniały w lecie 1939. Poza Niemcami nikt ich nie kwestionował. Jestem rad, że Premier wspomniał o tym, ponieważ musimy uwypuklić fakt, że gdyby nie decyzja Rosji wzięcia udziału w rozbiorze Polski, W. Brytania wypełniłaby literę i ducha traktatu. Tak samo mamy jednak obowiązek wobec Polaków stwierdzić, że sytuacja dziś jest całkowicie zmieniona. W 1939 roku nie można było przewidzieć, że Rosja z potencjalnego wroga stanie sie naszym sojusznikiem, ani też przewidzieć olbrzymiego wysiłku rosyjskiego bez którego Polska możeby nie była nigdy uwolniona. Nikt nie mógł przewidzieć, że Rosja będzie zdecydowana przyłączyć terytoria polskie dla uzyskania możliwie najlepszej granicy strategicznej.

Pytanie, wobec którego stoi Izba, mająca w tej dziedzinie wielką odpowiedzialność: czy w tych nowych okolicznościach możemy wypełnić gwarancję daną Polsce?

Musimy być całkowicie szczerzy. Sądzę, że Polakom powinniśmy powiedzieć, że nie możemy się spodziewać odbudować dawną Polskę i że naszym celem musi być obecnie odbudowa niepodległej i wolnej Polski, możliwie o takim samym terytorium, zasobach gospodarczych i pozycji międzynarodowej, co Polska 1939 r. Jeśli taki jest nasz zamiar, powstaje natychmiast pytanie czy wobec stanowiska Rosji możemy urzeczywistnić tę niepodległość i wolność. Jeśli po klęsce Niemiec ten dzielny, ale nieszczęśliwy naród, nadal pozostanie w niewoli, jeśli W. Brytania nie uczyni wszystkiego co powinna lub mogła uczynić, to nasze sumienie narodowe nie zazna pokoju w ciągu pokoleń.

Sądzę, że możemy osiągnąć sukces, ale pod warunkiem, że zdamy sobie sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze, że Rosja posługuje się innym kodeksem etycznym niż my. Nie ganię za to Rosji, znajdują się oni na innym etapie historycznej rewolucji. Oto przykład. Gdy rząd brytyjski oświadcza: „Obiecujemy przywrócić niepodległą i wolną Polskę”, to rozumie to dosłownie, jeśli natomiast marsz. Stalin mówi: „Przywrócimy waszą niepodległość i wolność”, to w rzeczywistości oświadcza Polsce: „Tak, możecie mieć niepodległość, ale Rosja podyktuje wasze granice, i możecie mieć wolność, ale Rosja wybierze wasz rząd i tym samym będzie kontrolowała waszą politykę.”

Jeśli nie weźmiemy pod uwagę tych różnic między W. Brytanią a Rosją to czekać nas będą liczne trudności, nieporozumienia i rozczarowania.

Drugą rzeczą nieodzowną w naszych rokowaniach politycznych z Rosją, jest byśmy się nie cofali przed mówieniem prawdy w oczy. Tylko to znajdzie oddźwięk u Rosjan. Jeśli można coś zarzucić rządowi brytyjskiemu – nie wiem zresztą czy można – to fakt, że przestrzega delikatności, która nie jest poprostu rozumiana przez ludzi, posługujących się grubo ciosanymi i bezpośrednimi metodami dyplomatycznymi. Przypomnijmy sobie Teheran. Na wiele miesięcy przed spotkaniem w Teheranie stosunki polsko-rosyjskie były bardzo napięte. Po konferencji świat otrzymał wrażenie harmonii. Komunikat głosił: „Jesteśmy przyjaciółmi, jeśli chodzi o rzeczywistość, o ducha i o zamiary.” Świat sądził, że nie chodzi tylko o przyjaźń, która zazwyczaj następuje po dobrym winie i po dobrym obiedzie, ale o coś bardziej trwałego.

Jaka była reakcja marsz. Stalina? Powrócił do siebie i po kilku tygodniach nastąpiło ultimatum do Polski, żądające terytorium i głoszące, że nie może to być, poza pewnymi szczegółami, przedmiotem rokowań. To postępowanie może być interpretowane tylko dwojako; albo poglądy Rosji na Kartę Atlantycką są całkowicie odmienne od naszych albo Rosja uważa się za dość silną by kroczyć własną drogą. Czy Premier lub min. spraw zagranicznych oświadczyli marsz. Stalinowi w Teheranie, że sprawa metod w stosunkach pomiędzy Rosją, a Polską będzie uważana przez nas za sprawdzian, czy też nie? Jeśli tego nie uczynili, błąd może być naprawiony. Jeśli uczynili to, a jednak marsz. Stalin kroczy własną drogą to czas jest, by Izba o tym się dowiedziała, tak by mogła z tego wyciągnąć wnioski.

Dalszym przykładem jest stworzenie przed wieloma miesiącami Związku Patriotów Polskich w Moskwie. Było wówczas jasne dla każdego, kto rozumie technikę rosyjską, że chodzi o pierwszy krok ku podważeniu autorytetu rządu polskiego w Londynie. Dopiero po wielu tygodniach min. spraw zagranicznych ponownie stwierdził w Izbie, że popieramy rząd polski. Odtąd rząd sowiecki wiedział, że zarówno my jak i Amerykanie uznajemy rząd polski w Londynie, ale nie chciał słuchać naszych apelów. Machina współpracy zawiodła.

Wreszcie ostatni przykład. Mam na myśli pomoc dla Polaków w Warszawie. Nie znamy faktów, ale sądzę że warto zanotować, iż rząd rosyjski bardzo mało liczył się z poufnymi wezwaniami i dopiero gdy publiczne wołania stały się tak silne, tu i w Ameryce, że nie można było ich uciszyć, Rosjanie zwrócili uwagę na nie i posłali pomoc.

Powinniśmy oświadczyć rządowi rosyjskiemu, że W. Brytania posiada prawne i moralne zobowiązania wobec Polski powojennej zapewnienia jej niepodległości i wolności i że oczekujemy współpracy rosyjskiej dla ich urzeczywistnienia. Po drugie, że oczekiwania nasze są usprawiedliwione przez trzy układy, a mianowicie Kartę Atlantycką, układ moskiewski i wreszcie dwudziestoletni traktat sowiecko-brytyjski. Artykuł 5 tego traktatu głosi, że obie strony wezmą pod uwagę interesy Zjednoczonych Narodów i będą działały zgodnie z dwiema zasadami, a mianowicie nie będą dążyły do powiększenia terytorium własnego, ani też mieszały się do spraw wewnętrznych innych państw.

Traktat ten nie stanie się nigdy trwałym instrumentem, dobrych stosunków, jeśli którakolwiek ze stron patrzeć będzie przez palce na to, co uważa za naruszenie traktatu przez drugą stronę. Tylko na podstawie szczerości można osiągnąć dobre stosunki.”

 

Pos. McGovern

Poseł McGovern z niezależnej partji pracy (Glasgow) przyłączył się do wywodów lorda Dunglassa:

„Całkowicie zgadzam się z nim, że opinja brytyjska pełna jest życzliwości wobec Rosji. Będzie zależało od stanowiska Rosji wobec mniejszych sąsiadów, czy Sowiety bedą mogły „zainkasować” te życzliwe nastroje, czy też przemieniają się one w nienawiść wobec wysiłku wielkiego mocarstwa przeciw mniejszym państwom. Jeśli chodzi o Polskę musimy pamiętać, że choć jest rzeczą słuszną głosić iż Polska być może nigdy nie odzyskałaby wolności, gdyby nie wysiłek wojenny Rosji, to jest również prawdą, że gdyby nie Rosja i jej pakt z Niemcami, to, być może, cały kontynent nie znalazłby się pod butem niemieckim.”

 

Pos. Southby

Komandor Sir Archibald Southby poseł konserwatywny z Epson, niemal całe obszerne przemówienie poświęcił sprawie Polski i krajów bałtyckich, oświadczając między innymi:

„Nie można zaprzeczyć że nie tylko członkowie tej Izby, ale cała opinia publiczna jest poważnie zaniepokojona stosunkami pomiędzy naszymi dwoma sojusznikami Rosją i Polską oraz pomiędzy nimi, a nami. Wydaje mi się że można założyć trzy rzeczy. Po pierwsze że naród brytyjski uważa, iż przystąpił do wojny celem obrony niepodległości Polski. Po drugie, że Rosja pragnie obecnie uzyskać, jeśli można, drogą rokowań, a jeśli nie, drogą siły, część terytorium Polski i po trzecie – że powszechnie się sądzi iż niejako opuszczamy Polskę.”

Przypomniawszy historję granicy polsko-rosyjskiej i przytoczywszy ocenę „Times’a” z 30 go września 1939 od której pismo to dziś się tak oddaliło Sir A. Southby oświadczył:

„Pragnienie Rosji zmiany jej granic jest w pełni zrozumiałe, ale zmiana musi nastąpić w drodze porozumienia, a nie siłą. Tylko wówczas możemy się zgodzić na tak zwana linię Curzona jeżeli rząd polski i naród polski zgodzą sie na nią dobrowolnie i bez przymusu.

„Granica polsko-rosyjska, do której dąży obecnie rząd sowiecki, jest tą samą granicą, która ustanowiono siłą w 1939 roku. Rząd brytyjski oświadczył wówczas: „Atak na sojusznika w momencie gdy został powalony przez przytłaczające siły Niemiec nie może być, zdaniem rządu J.K.M. usprawiedliwiony przez argumenty wysuwane przez rząd sowiecki.”

Omówiwszy powstanie w Warszawie i postawę Rosji poseł Southby dodał:

„Dwa pytania wymagają odpowiedzi. Po pierwsze wielokrotnie mówiono nam, że Rosjanie panują w powietrzu nad frontem wschodnim. Ale w takim razie dlaczego gen. Bór musiał donieść że bombowce niemieckie są czynne bez sprzeciwu ze strony lotnictwa rosyjskiego? Dlaczego samoloty rosyjskie nie zrzuciły broni i amunicji? Być może inne zadania wojskowe były tak pilne, że nie było wolnych maszyn sowieckich, ale w takim razie powstaje drugie pytanie: Dlaczego nasze maszyny musiały odbyć tak długie loty zamiast uzyskać od Rosjan pozwolenie na użycie lotnisk rosyjskich? Prawa tego odmawiano im do niedawna.”

Na zwróconą przez min. Edena uwagę że W. Brytania, nigdy nie żądała prawa korzystania z lotnisk rosyjskich, poseł Southby, wyjaśnił że miał na myśli odmowę zezwolenia samolotom amerykańskim na lądowanie w Rosji.”

„29-go sierpnia R.A.F. przy złej pogodzie przeprowadził lot 2,000-milowy, aby pomóc armii rosyjskiej przez bombardowanie portów bałtyckich w Szczecinie i Królewcu. Kosztowało nas to 41 maszyn. Jeśli mogliśmy to zrobić dla dopomożenia naszym sojusznikom rosyjskim, to z pewnością i oni mogli znaleźć trochę maszyn dla dopomożenia Warszawie.

„Usiłowałem omówić sprawę Polski w sposób umiarkowany i uczciwy. Zasługuje ona na obronę. Opinja całej Europy o W. Brytanii po wojnie będzie zależała od naszego postępowania wobec Polski.”

 

Pos. Q. Hogg

Następnie zabrał głos poseł konserwatywny Quintin Hogg, który na wstępie zaznaczył, że nie zgadza się ze stanowiskiem, jakie wobec zagadnienia stosunków polsko-rosyjskich zajęli tak posłowie lewicy, jak i prawicy. Od trzystu lat – mówił p. Quintin Hogg – zasadą brytyjskiej polityki zagranicznej było zawieranie sojuszów bez względu na różnice ideologiczne czy religijne dzielące W. Brytanię od jej ewentualnych sprzymierzeńców. Brytyjska polityka zagraniczna musi przedewszystkim liczyć się z pewnymi warunkami geograficznymi i możliwościami wojskowymi, jakimi dysponuje i w podejmowaniu zobowiązań nie może wykraczać poza te ograniczające ją ramy. Nawet po podpisaniu pokoju z Niemcami groźba agresji niemieckiej będzie nadal istniała pomimo wszystkich planów rozbrojenia czy okupowania Rzeszy. Należy pamiętać, że „pokój, który następuje po zwycięskiej wojnie utrzyma sie tylko tak długo jak długo zwycięscy pozostaną zjednoczeni. Pokój ten natomiast zostanie rozbity bez względu na to jakie będą jego warunki natychmiast, gdy tylko uda się komuś wbić klin między nas a Rosję.”

„Na tym punkcie właśnie nie zgadzam się z moimi kolegami. Nie uważam, że członkowie Izby Gmin winni być sędziami we wszystkich politycznych i moralnych kwestiach, które dzielą świat. Uważam natomiast, że W. Brytania winna w miarę swych sił i zgodnie ze swym sumieniem prowadzić politykę uczciwą i niekoniecznie potępiać tych, z którymi nie zawsze się całkowicie zgadzam, to znaczy prowadzić politykę, którą bylibyśmy w stanie realizować za pomocą środków, którymi dysponujemy.

Przechodząc do sprawy Polski, chcę podkreślić, że nie mam najmniejszego zamiaru wypowiedzieć ani jednego krytycznego słowa o Polakach. Nawet gdybym się z nimi nie zgadzał, to uważałbym za rzecz niegodną, abym jako członek Izby i Brytyjczyk, który nigdy nie przecierpiał nawet setnej części tego, co wycierpieli Polacy, krytykował jakiekolwiek ich posunięcie. Wprost przeciwnie, powinniśmy stale pamiętać o naszym długu wobec Polaków, o tem jak w najczarniejszej godzinie byli oni źródłem natchnienia, o ich wierności wobec sprawy sojuszników, o dzielności ich żołnierzy i o ich braterstwie wobec towarzyszy broni. Powinniśmy bezustannie podkreślać, że celem naszym jest odbudowanie wolnej i niepodległej Polski, która – wierzymy w to – korzystać będzie z dobrobytu na jaki zasłużyła i jakiego dla niej pragniemy. Jeśli jednak wydarzenia ostatnich pięciu lat miały jakieś znaczenie, to wykazały one, że my ani żadne inne mocarstwo na świecie nie może dopuścić do tego, by Polska mogła sobie pozwolić na złe stosunki zarówno z Niemcami, jak i z Rosją. Nic nie jest w stanie uratować Polaków, jeśli taki byłby rezultat ich choćby najbardziej niewinnej polityki zagranicznej. Nie bylibyśmy w stanie pomagać im nawet, gdyby wymagała tego troska o naszą własną wolność i niepodległość.

Ku wiecznej chwale Polski należy stwierdzić, że nigdy podczas tych ciężkich czasów nie było najmniejszego dowodu, że nieporozumienia Polaków z Rosją skłoniły ich w najdrobniejszej nawet mierze do współdziałania w naszym wspólnym wrogiem – Niemcami. Należy jednak również powiedzieć, że gdybyśmy pozwalali Polakom wierzyć, że jesteśmy w stanie uczynić cokolwiek, czego nam w gruncie rzeczy nie pozwala uczynić nasza sytuacja geograficzna, układ polityczny w ramach którego musimy żyć oraz nasze możliwości wojskowe, to postępowalibyśmy niezbyt honorowo przez udawanie, że osiągniemy dla naszych przyjaciół więcej niż będziemy mogli czy też potrafimy.”

 

Pos. Cocks

Poseł Cocks (Socjalista) poparł przemówienie p. Quintin Hogga, dotyczące stosunków między W. Brytanią, a Rosją. Poseł Cocks wyraził pogląd, że Rosja nie pragnie niczego więcej jak tylko bezpiecznych granic i przyjaźni swych sąsiadów. Poseł Cocks uważa, że błędem jest uważanie Komitetu w Lublinie za organizację całkowicie niereprezentatywną i pozbawioną poparcia wśród ludności w Polsce.

Gen. Żymierski stoi na czele licznej i silnej armii polskiej – oświadczył mówca. Premier Rządu Polskiego w Londynie wszedł w kontakt z przedstawicielami Komitetu. Te dwa fakty wskazują zdaniem posła Cocksa na to, że Komitet w Lublinie posiada pewne poparcie i nie jest tak niereprezentatywny, jakby się wydawało. „Obie strony – mówił dalej poseł Cocks – popełniły błędy. Faktem jest również, że z rządem polskim związane są pewne elementy bardzo wrogo nastrojone wobec Rządu sowieckiego.” Elementy te skupiają się obecnie wokoło osoby gen. Sosnkowskiego, którego „niepohamowane wypowiedzi wywołały wiele trudności dyplomatycznych.” Mówca przypomniał, że gen. Sosnkowski zrezygnował ze stanowiska w rządzie polskim, po podpisaniu umowy z Sowietami w 1941 roku oraz wspomina o prerogatywach Prezydenta przewidzianych w konstytucji z 1935 r. Za pierwszy krok do porozumienia polsko-sowieckiego poseł Cocks uważa ustąpienie generała Sosnkowskiego, podkreślając, że nawet i wówczas pozostanie wiele trudności na drodze do nawiązania trwałych stosunków polsko-rosyjskich.

Łączność logiczna

(m. sz) Prem. Churchill trafnie powiązał uporządkowanie życia europejskiego i światowego ze sprawą polską. Mówiąc onegdaj o licznych i palących zagadnieniach, które przyjdzie narodom rozwiązywać, gdy wróg będzie powalony – premier brytyjski powiedział: „Mam niepłonną nadzieję, że znajdzie się mądre i harmonijne rozwiązanie w zgodzie i przyjaźni pomiędzy wielkimi mocarstwami i że w ten sposób powstanie fundament pod trwałą budowę pokoju w Europie i na świecie. Mówię te słowa z racji sytuacji w Polsce.”

Nazywano niejednokrotnie sprawę Polski zagadnieniem próbnem, którego rozwiązanie będzie wskazówką, w którą stronę pójdzie świat powojenny. Prem. Churchill nie posługuje się tą nazwą, ale podkreśla, że nie przypadkowo mówi się o porządku przyszłego życia międzynarodowego w związku właśnie ze zjawiskami, które powstały lub mogą powstać na tle kwestii polskiej.

Ten związek nie jest ani sztuczny, ani przypadkowy, ani chwilowy. Albowiem od września 1939-go roku Polska nigdy nie zeszła z gruntu ideowego, na którym chce się zbudować uczciwe współżycie ludów pragnących pokoju, lecz przeciwnie – wciąż działaniem, nie szczędzącym największych ofiar, dokumentowała swą wierność tym ideom.

Polska położyła kres polityce hańbiących ustępstw wobec hitleryzmu. Prem. Churchill obecnie wśród poklasków nazywał Hitlera zbójeckim hersztem bandy politycznej. Ale do września 1939 mali i wielcy cofali się pokornie lub przezornie przed tym pokracznym Napoleonem i dopiero Polska swem wystąpieniem zmusiła narody do wybrania pomiędzy drogą tchórzenia a drogą obrony honoru.

Po przegranej Polska nie zabiegała o rozluźnienie ucisku za cenę takiej lub innej współpracy z najeźdźcą. Nie próbowała zamienić kajdan na obrożę. Żadnym gestem zgody nie rozgrzeszyła barbarzyństwa i nie pozwoliła mu ukazywać się światu inaczej, niż w jaskrawej czerwieni swych zbrodni.

Polska nie przestała ani na chwilę toczyć walki z Niemcami wszędzie, dokąd tylko zdołał dotrzeć żołnierz polski – dając tem wzór, jak trzeba płacić za niepodległość i jak nie wolno przestawać widzieć w uzbrojonym Niemcu śmiertelnego wroga życia w swobodzie.

Polska nie odstąpiła od żadnej z zasad kiedykolwiek wysuwanych przez Aliantów jako hasła zdemokratyzowania wewnętrznego i zewnętrznego życia państw – tego zdemokratyzowania mianowicie, które byłoby najpotężniejszą gwarancją pokoju świata.

Polska – twierdziliśmy niedawno na tym miejscu – gotowa jest podpisać się oburącz pod programem, który prem. Churchill na wyjezdnem z Włoch zalecił narodom chcącym przez poszanowanie wolności człowieka przyczyniać się do zgodnego pożycia państw.

Polska nie stawiała nigdy niecierpliwych żądań uznania jej pretensji przed tą chwilą, w której nastąpi ogólne regulowanie spraw wszystkich Sprzymierzonych.

Polska nigdy nie przeczyła konieczności przyjaznego współżycia z każdym, kto uznaje panowanie Prawa i potrzebę pokojowej współpracy narodów. W szczególności Rząd Polski nie pomijał żadnej okazji, by podkreślać tę konieczność w stosunku do sąsiada wschodniego, z którym Polska złączona jest odwiecznie we wspólnym antagonizmie do niemieckiego pędu dominacyjnego.

Polska nie żąda dla siebie nic prócz tego, co jest bezsprzecznym prawem wszystkich: swobody urządzania się u siebie – nie wadząc nikomu.

Polska nie wysuwa żadnych pretensji, któreby mogły w jakiejkolwiek mierze utrudniać uzgodnienie moralnych stanowisk Sprzymierzeńców.

I Polska nie uchyla się od spełnienia żadnego z obowiązków, któreby na nią spadły z racji umoralnienia porządku życia międzynarodowego.

W tych warunkach łączenie spraw polskich z przyszłością pokoju nie jest objawem megalomanii polskiej ani nie powstało jedynie w bujnej wyobraźni polskiej. Jest to operacja logiczna równie prosta, jak zasadnicze działania matematyczne.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

 

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

Głód, nędza, brak lekarstw...

(PAT.) Z Warszawy nadeszły ostatnio na ręce Rządu Polskiego dwie depesze wysłane dn. 20 i 26 września br. przedstawiające bardzo ciężką sytuację ludności stolicy i dotychczas nie ogłaszane jeszcze szczegóły zniszczeń.

Oto brzmienie depeszy z dn. 20 września br.:

„Warszawa jest w gruzach. Stare Miasto całkowicie zburzone i spalone. Nieprzyjaciel systematycznie burzy artylerią i lotnictwem ulicę po ulicy w Śródmieściu. Kolonie Staszica i Lubeckiego wraz z okolicami spalone. Na Mokotowie, czworobok otoczony ulicami Al. Niepodległości, Rakowiecką, Puławską i Narbuta, również spalony. Ludność tych dzielnic wypędzona podobno do Pruszkowa.

Dziesiątki tysięcy ludzi potraciło literalnie wszystko: mieszkanie, meble i odzież. Wskutek ustawicznych ostrzeliwań i bombardowań nawet ludność, której mieszkania dotychczas ocalały, gnieździ się wraz z bezdomną ludnością w piwnicach. W Warszawie nie chodzi się ulicami, ponieważ są one pod obstrzałem, lecz chodzi się całym kunsztownie rozbudowanym systemem połączonych piwnic pod ulicami. Światła od dawna już nie ma. Wodociągi uszkodzone. Wykopano wiele studni, ale wody wciąż brak. Odczuwa się również dotkliwy brak żywności: chleba, mąki, kaszy i tłuszczów. Jest jeszcze trochę cukru i kawy zbożowej.

Coraz większy brak lokali do pracy. Często po przyjściu na miejsce pracy widzimy, że lokal poprzednio cały, został tymczasem rozbity. Dotkliwe straty w ludziach najbardziej wartościowych na ważnych kluczowych stanowiskach.

Na noclegi ludzie przenoszą sie wciąż do nierozbitych jeszcze mieszkań. Wydostanie sie za miasto jest niemożliwe. Ludzie pogubili swe rodziny i nic o nich nie wiedzą. Chorzy wciąż przenoszeni są ze szpitali stale rozbijanych. Znajdują się oni w okropnych warunkach.”

„Taka jest, bez najmniejszej przesady rzeczywistość, w której żyjemy” – brzmi dalej telegram.

„Siedem tygodni powstania prowadzimy przy minimalnej pomocy w zrzutach z waszej strony. Brak amunicji i broni zmuszał nas do ustępowania z zaciekle bronionych domów i ulic. Utraciliśmy Stare Miasto i Powiśle. Walczyliśmy i żyliśmy w poczuciu zupełnego osamotnienia przy wzrastającej stopniowo beznadziejności tej sytuacji. Przeszło 20,000 ludzi musiało wyjść z białymi chorągiewkami poza granice miasta. Pozostali są wyczerpani do ostatecznych granic.

Dlatego też jest niezbędna dalsza wydatna i stała pomoc ze strony Aliantów w postaci amunicji, broni, żywności i lekarstw. Zrzuty jednorazowe samolotów amerykańskich wystarczyły na 2-3 dni.

Brak żywności powoduje głód i rozwój epidemii (biegunka). Zwracamy uwagę, że w obliczu niesłychanych zniszczeń sami nie będziemy mogli zapewnić minimum środków egzystencji dziesiątkom tysięcy poszkodwanych zwłaszcza tym, którzy nie mają dachu nad głową, ciepłej odzieży i bielizny. Wobec nadchodzącej zimy nie można myśleć o odbudowie domów, lecz trzeba będzie wybudowac solidne baraki. Pomoc z zewnątrz jest niezbędna i to natychmiast.”

 

Depesza z dn. 26 września b.r. brzmi jeszcze bardziej niepokojąco:

„Ludność odczuwa głód. Ludzie zjadają psy. Pszenica rozdana. Resztki jęczmienia dzielone są wśród mieszkańców. Innych zapasów nie ma. Są wypadki szkarlatyny.

Niewielkie codzienne zrzuty sowieckie kaszy i sucharów dokonywane bez spadochronów niszczą się przy spadaniu i dlatego nie odgrywają większej roli.

Widmo kapitulacji lub wyjście ludności cywilnej do Niemców tym razem z powodu głodu znów staje przed nami.

Codzienne zrzuty żywności absolutnie konieczne.” (PAT.)

 

„Nie ma sprawy, któraby dostarczała więcej trosk Rządowi J.K.M.”

Debata w Izbie Gmin

Zagadnienia pomocy dla Warszawy i stosunków polsko-sowieckich były poruszone wczoraj w Izbie Gmin. Kilku posłów zadało ministrowi Edenowi pytania co do powodów odmowy sowieckiej udzielenia baz dla pomocy Warszawie, aresztowań i deportacji żołnierzy Armii Krajowej itd.

Pierwsze pytanie zadał gen. Sir Alfred Knox, poseł konserwatywny z okręgu Wycombe. Zapytał min. spraw zagranicznych, jakie powody były podane przez Rząd Z.S.R.R. dla umotywowania odmowy zezwolenia samolotom R.A.F. na lądowanie na terytorium sowieckim po zrzuceniu amunicji i zaopatrzenia dla sił polskich w Warszawie.

Min. Eden odpowiedział: „Nigdy nie było mowy o podjęciu przez samoloty R.A.F. tego rodzaju lotów do baz na terytorium sowieckim przy operacjach o których jest mowa. Premier w swym oświadczeniu na pytanie wczoraj oświadczył, że rząd sowiecki obecnie zgodził się na użycie baz sowieckich i 18 września duże formacje samolotów amerykańskich przeprowadziły operacje zaopatrzeniowe dla Warszawy we współpracy z sowieckim naczelnym dowództwem.”

Sir Alfred Knox zapytał następnie: „Czy nie jest faktem, że 30 lipca rząd sowiecki w kilkakrotnie powtarzanych audycjach radiowych z Moskwy wzywał armię podziemną w Warszawie, by powstała celem dopomożenia czerwonej armii do przejścia Wisły, i że aż dnia 14 września t.j. 6 tygodni później, nie udzielił pozwolenia naszym samolotom na lądowanie na terytorium sowieckim po zrzuceniu zaopatrzenia Warszawie, czyniąc w ten sposób sytuację bohaterskich sił polskich w Warszawie tragiczną?”

Sir Wardlaw-Milne domagał się by oświadczeniu premiera  Churchilla nadany był jak największy rozgłos, ponieważ wytworzyło się zupełnie fałszywe wrażenie na temat tego, co uczyniło nasze lotnictwo.

Min. Eden odpowiedział: W „rzeczywistości R.A.F. uczynił wszystko możliwe, aby dopomóc Warszawie. Sądzę, że mogę twierdzić, iż rząd uczynił wszystko co leży w jego mocy, by doprowadzić do jedności i porozumienia pomiędzy naszymi sojusznikami w tej dziedzinie.”

Sir Alfred Knox: „Ale dlaczego rząd sowiecki odmówił pozwolenia aż do 14 września?”

Min. Eden: Jestem zapytywany dlaczego jeden z rządów sojuszniczych nie udzielił ułatwień innemu z rządów sojuszniczych; jest to pytanie, które może być dyskutowane w Izbie, ale chciałbym się poważnie zastnowić nad moją odpowiedzią.”

Sir Alfred Knox zapytał następnie min. spraw zagranicznych, czy wiadomo mu o tym, że żołnierze polskiej armii podziemnej, działając na rozkaz rządu polskiego, współdziałali z siłami sowieckimi w uwolnieniu swego kraju i zostali następnie aresztowani oraz deportowani przez władze sowieckie z Tarnopola, Lubelszczyzny i innych okręgów.   

Min. Eden odpowiedział: „Tak jest, zwrócono moją uwagę na te doniesienia i ja ze swej strony zakomunikowałem je rządowi sowieckiemu. Ten ostatni obecnie poinformował mnie, że nie uważa by te doniesienia dawały prawdziwy obraz wydarzeń w tych okolicach. Rząd sowiecki oświadcza, że niemal wszystkie odziały armii polskiej, które zastano w Polsce, gdy armie sowieckie tam wkroczyły walczą obecnie u boku Rosjan przeciw Niemcom.”

Sir Alfred Knox zapytał następnie czy nie jest prawdą, że pojedyncze jednostki zostały aresztowane i deportowane, ponieważ odmówiły złożenia przysięgi posłuszeństwa t. zw. Komitetowi Wyzwolenia.

Min. Eden: „Gdy tylko zwrócono mi uwagę na te doniesienia zakomunikowałem rządowi sowieckiemu jak to uważałem za mój obowiązek. Nie ma sprawy, która by dostarczała więcej trosk rządowi J.K.Mości co sprawa stosunków pomiędzy naszymi sojusznikami polskimi i sowieckimi.”

Poseł MacGowern z Niezależnej Partii Pracy zapytał co osiągnięto ukrywając te fakty.

Min. Eden: „Są to nie tylko sprawy bardzo delikatne, jeśli chodzi o załatwienie ich pomiędzy sojusznikami, ale również nastręczają pewne trudności w ustaleniu faktów. Dlatego chciałbym powiedzieć Izbie, że powinniśmy traktować te zagadnienia w chwili obecnej z ostrożnością i rezerwą.”

Poseł Winterton: „Czy min. spraw zagranicznych nie wyjaśniłby, że rząd J.K.M. może być odpowiedzialny tylko za zachowanie się rządu J.K.M. a nie może być odpowiedzialny za postępowanie rządów sojuszniczych?”

Min. Eden: „Jest to całkowicie trafne.”

Komandor Sir Archibald Southby: „Aczkolwiek jest faktem, że sprawy te są sprawami delikatnymi, to jednak chodzi tu o sprawy dotyczące naszej odpowiedzialności wobec naszego sojusznika, Polski, a także o sprawę zasad.”

Min. Eden: „Wywiązaliśmy się z naszej odpowiedzialności całkowicie, i mogę dodać, dzielnie (gallantly).”

List do Papieża w sprawie Polski

Korespondent „Daily Telegraph” donosi z Rzymu, że oczekiwany jest tam przyjazd Arcybiskupa Quebec kardynała Villeneuve, który przywiezie pismo dla Papieża od Premiera Churchilla i Prezydenta Roosevelta, zawierające oświadczenie o polityce brytyjsko-amerykańskiej w sprawie przyszłości Polski.

Od 1939 roku – przypomina korespondent – Papież nie zaniedbał żadnej sposobności wyrażenia swej troski o los Polski.

Nuta zadowolenia, jaka cechowała wypowiedzi Sekretariatu Stanu Watykanu na temat oczekiwanego pisma Roosevelta i Churchilla wskazuje, że Watykan wie już, co to pismo zawiera i że zadowala ono Papieża.

Opowiadanie załóg „Latających Fortec”

(PAT). Korespondent PAT’a uzyskał od lotników amerykańskich, którzy 18 września b.r. byli nad Warszawą opis wrażeń i obraz stolicy. Żołnierze ci po wykonaniu swego ryzykownego zadania, powrócili do swej bazy drogą okólną nad całą Europą, przebywając z powrotem wiele tysięcy mil.

„18 września około godz. 1-ej zbliżaliśmy sie do Warszawy – mówił korespondentowi PAT’a płk. T. H. Holbroor, który dowodził bombowcami w tym locie. Już z odległości 40-tu mil można było widziec obłoki dymu i pożary. Gdy znaleźliśmy się nad miastem, niemiecka artyleria przeciwlotnicza zgotowała nam niemiłe przyjęcie. Patrząc w dół, mogliśmy zupełnie wyraźnie rozróżnić ogień artylerii przeciwlotniczej oraz błyski artylerii ostrzeliwującej cele lądowe. Walki wydawały się szczególnie zaciekłe w południowej części miasta.”

„Dym i kurz były najgęstsze w centrum miasta, które stosownie do naszych instrukcyj, było jednym z celów naszych zrzutów. Żółta mgła zaścielała szeroko różne dzielnice miasta.”

„Był to niezapomniany moment – dodał inny lotnik amerykański kpt. Moore – gdy przez żółtawą kurzawę, która zaciemniała poszczególne części miasta, zobaczyłem błyski wystrzałów armatnich, ale nie dział niemieckich strzelających do nas, lecz wskazujących na to, że pod nami odbywał się pojedynek artylerii. Z naszej wysokości 12,000 stóp nie mogliśmy rozróżnić barykad, ale jestem pewien, że niektóre eksplozje pochodziły od pocisków wybuchających wśród domów.”

Na fotografiach stereoskopowych, które pozwolono obejrzeć polskiemu dziennikarzowi, widać było, że po 7 tygodniach walk nie wiele pozostało ze stolicy, która już ucierpiała dotkliwie we wrześniu 1939 r. Z całych dzielnic miasta, czasami zajmujących obszar kilku mil kwadratowych, nie pozostało nic poza kupami gruzów, robiących jednak wrażenie nawet ze znacznej wysokości.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.