Magazyn - Nasz Swiat
21
N, październik

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

 

Ciężkie walki o Stare Miasto

Tajne zakłady amunicyjne pracują w Warszawie

Warszawa dnia 22 sierpnia (Służba radiowa)

(...)

Z powodu minimalnej pomocy, jaką Armia Krajowa dostawała z Anglii, inżynierowie i majstrzy polscy przystąpili do produkcji broni i amunicji w tajnych zakładach krajowych. Produkowane są pociski do dział i moździerzy. Pierwszy samochód opancerzony w tajnych zakładach amunicyjnych wziął już udział w walkach i wykazał wielkie zalety.

(...)

Celowe zagłuszanie warszawskich stacji fonicznych

Od kilku dni stwierdzono zagłuszanie nadawczych stacji fonicznych, pracujących w Warszawie. Tej roboty podjęła się jakaś tajemnicza stacja, której znak rozpoznawczy jest „X.V.I.” (iks, fau, jeden).

 

Do sumienia chrześcijańskiego świata

Ks. prałat Kaczyński, minister W.R. i O.P. wygłosił przez radio następujące przemówienie:

Po raz drugi, w okresie tej wojny, ulice stolicy Polski spływają potokami krwi, a łuna pożarów unosi sie nad męczeńskim miastem. Tysiące bezbronnych istot – dzieci, kobiet, starców pada rażonych pociskami dział niemieckich. Głód, brak wody, lekarstw i opatrunków, niemożność grzebania zmarłych sprowadzają widmo epidemii. Okupant niemiecki, z całą bezwzględnością i rozmyślnym wandalizmem, niszczy poszczególne dzielnice miasta, szkoły, muzea, cenne zabytki przeszłości, a zwłaszcza stare i piękne świątynie Warszawy – pomniki żywej wiary i kultury wielu pokoleń polskich.

Wydaje się, że słyszymy dzis bolesną skargę Psalmisty Pańskiego:

„Przyszli obcy do dziedzictwa twego, shańbili twój przybytek święty, obrócili stolicę w rumowisko. Porzucili trupy sług twoich... rozlali krew ich strumieniem naokoło stolicy, a nie było ktoby grzebał” (Psalm 78, 1-3).

Bezprzykładne zbrodnie niemieckie, dokonywane w Warszawie na patriotycznej ludności, broniącej swych praw do wolności i swego dziedzictwa, wołają głosem wielkim do nieba i do sumienia świata cywilizowanego. Miara zbrodni już się wypełniła. Bóg zsyła klęski jedną  po drugiej na niemieckich oprawców, wieczysta Sprawiedliwość ukazuje już narodom ujarzmionym jutrzenkę wolności.

Ludzie nie mogą i nie powinni milczeć. Nie mogą i nie powinni ustawać w działaniu i niesieniu pomocy Warszawie, miastu, które stało się symbolem męstwa i wierności dla najszczytniejszych ideałów ludzkości.

W tej najstraszniejszej godzinie Kalwarii narodu polskiego niech odezwie się świat chrześcijański głosem oburzenia i potępienia dla niemieckich złoczyńców. Niech odezwie się głos biskupów, kapłanów i wiernych świeckich w obronie stolicy Polski i ludu naszego. Niech wspomną na niedawno wypowiedziane słowa Piusa XII, że wszystkie narody są w tej wojnie dłużnikami Polski. Niech się odezwą uczeni, pisarze, politycy w obronie prawa do życia i do wolności narodu polskiego. Niech ze zbiorowym krzykiem protestu idzie jednocześnie czyn niesienia Warszawie skutecznej pomocy.

Młodzieży świata, przyłącz swój głos do protestu powszechnego, pamiętaj, że w Warszawie giną dzieci i młodzież polska, która tak chlubnie zapisała się na kartach tej wojny.

Nie pozwólcie zginąć bohaterskiemu miastu!

Z zazdrością i goryczą...

(ab) Od kilku dni prasa świata pełna jest opisów osiągnięć F.F.I., czyli francuskiej armii podziemnej. Jedno miasto po drugim, niczym dojrzałe jabłka wpadają w ręce tej francuskiej Armii Krajowej. Wiele garnizonów niemieckich wycofało się, wiele innych poddało Francuzom. Dywizje sojusznicze szybko posuwające się w głąb Francji, zastają liczne miasta w rękach francuskiej Armii Krajowej. Postępy i sukcesy sojuszników na niektórych odcinkach w dużym stopniu zostały ułatwione przez działania Maquis.

Jak się to stało, że francuska armia krajowa w stosunkowo bardzo szybkim czasie zdołała odegrać tak poważną rolę? Jeszcze względnie niedawno przecież niewiele było słychać o francuskim ruchu podziemnym. Jest on młody, w roku zeszłym, gdy polska Armia Krajowa miała już za sobą prawie 4 lata nieprzerwanej walki z Niemcami, Maquis dopiero się rodził. Po raz pierwszy świat dowiedział się o nim, gdy Niemcy zarządzili mobilizację Francuzów do pracy i młodzież francuska zbiegła w góry by uniknąć branki. Nie był to jeszcze wówczas bynajmniej zorganizowany ruch podziemny, a tym bardziej trudno było mówić o armii podziemnej.

I oto w ciągu niewielu miesięcy ci młodzi Francuzi, którzy poprzednio ledwo mogli utrzymać się w górach i lasach, stali się zdolni do rozległej ofensywy, do walki z silnymi garnizonami, do zdobywania miast i całych departamentów. Niewątpliwie topografia Francji, szczupłość garnizonów i rozkład armii niemieckiej na zachodzie w dużym stopniu umożliwił te sukcesy. Ale nawet przeciw oddziałom niemieckim o osłabionym morale dawny Maquis niewiele zdołałby osiągnąć. Jeśli mógł odnieść ostatnie swe zwycięstwa, to przede wszystkim dlatego, że otrzymał odpowiednią pomoc od sojuszników.

Wczoraj główna kwatera sojusznicza po raz pierwszy uchyliła rąbka tajemnicy, osłaniającej trwające od wielu miesięcy operacje zaopatrywania F.F.I. Dowiedzieliśmy się, że operacje uzbrajania Maquis prowadzone były na gigantyczną zaiste skalę. Setki samolotów i szybowców brało w nich udział naraz. Ilości zrzuconego sprzętu i amunicji obliczane są w tysiącach ton. Nie były to tylko pistolety automatyczne, czy karabiny maszynowe. F.F.I otrzymały czołgi, otrzymały działa, dostarczono im wszelakich pojazdów mechanicznych. Warunki były trudne i cieżkie, nieraz trzeba było dokonywać zrzutu na bardzo małe punkty. Samoloty brytyjskie i amerykańskie musiały przebijać się przez potężną obronę niemiecką.

Zła pogoda nie była wymówką dla przerwania dostaw. Samoloty ze sprzętem i amunicją dla Maquis startowały przy deszczu i mgle. Startowały nawet wówczas, gdy wszystkie inne samoloty pozostawały na lotnisku.

A teraz wydane zostały dyspozycje by cały sprzęt zdobyty na Niemcach był natychmiast przekazany francuskiej Armii Krajowej.

Fakty te świadczą, że dowództwo sojusznicze w pełni doceniało olbrzymie możliwości pomocy, jakich może udzielić ruch podziemny, o ile zostanie należycie uzbrojony.

Żołnierze polskiej Armii Krajowej, bohatersko walaczący wśród ruin Warszawy i czekający wciąż na pomoc, która nadchodzi w mikroskopijnych dawkach, z zazdrością słuchać będą opisów pomocy, jaka udzielona została ich francuskim towarzyszom broni. Cieszyć się będą niewątpliwie z sukcesów francuskich, ale pomyślą sobie, że mieli i mają przynajmniej takie samo prawo do pomocy na tę samą skalę – jeśli nie większe. I nie bez goryczy wyobrażać sobie będą, co też oni by zdziałać mogli, gdyby zamiast niewielu samolotów zrzucających broń i amunicję, dopiero po szeregu dni ciężkich walk w Warszawie, zawczasu od miesięcy otrzymywali tysiące ton sprzętu i amunicji. Gdyby im także dano czołgi i artylerię.

Niestety, nasza Armia Krajowa uzyskała tylko ułamek drobny tej pomocy, jaką otrzymała podziemna armia francuska. Jej rola, jej możliwości nie zostały należycie docenione. I nie bez zdziwienia zadawać sobie muszą żołnierze Armii Krajowej pytanie, dlaczegoż to nikt nie mówi o „przedwczesnym”, o podjętym „nie w porę” powstaniu francuskiego Maquis.

Zapewne jednak żołnierze Armii Krajowej nie mają nawet czasu, by zadawać sobie tego rodzaju bolesne pytania. Walczą i nadal czekają na pomoc, której mają prawo się spodziewać. Czyżby mieli się zawieść?

W rozkazie do wojsk sojuszniczych we Francji, gen. Montgomery złożywszy hołd żołnierzom amerykańskim, brytyjskim, kanadyjskim i polskim, stwierdza: „Właściwą dewizą dla sojuszników powinno być „jeden za wszystkich, i wszyscy za jednego” I taka jest nasza dewiza”. Tak, taka jest dewiza wojsk sojuszniczych we Francji. Wierność dla niej dała właśnie wyraz krwawy i ofiarny nasza dywizja pancerna, która – „jedna za wszystkich” – wytrzymała napór całych sił niemieckich.

Ta wzniosła dewiza musi jednak obowiązywać wszędzie. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego! Armia Krajowa walcząca o Warszawę walczy za wszystkich Sojuszników. Ma od nich prawo oczekiwać całkowitej, na największą skalę zakrojonej pomocy. Inaczej kłam zostałby zadany pięknym słowom gen. Montgomery!

 

Apel do Ojca Świętego

Warszawa, dn. 22 sierpnia (Służba Radiowa)

Wczoraj stacje londyńskie przejęły tekst depeszy, nadawanej w formie apelu kobiet polskich do Ojca Świętego. Ponieważ odbiór był utrudniony, w tekście, jaki poniżej podajemy, mogą być drobne nieścisłości:

„Ojcze Święty, my kobiety polskie walczymy w Warszawie, kierując się patriotyzmem i przywiązaniem do ziemi ojców naszych. Brak nam żywności, broni i środków opatrunkowych.

Twierdzy naszej bronimy już przez trzy tygodnie.

Warszawa jest w gruzach.

Niemcy mordują rannych w szpitalach. Kobiety i dzieci pędzą przed czołgami. Nie są przesadą wiadomości, że na ulicach Warszawy walczą dzieci, niszcząc czołgi nieprzyjacielskie butelkami z benzyną.

My, matki, patrzymy na naszych synów, którzy giną za wolność i za naszą ziemię.

Nasi mężowie, synowie i bracia, walcząc ze śmiertelnym wrogiem ludzkości nie mają do dnia dzisiejszego pełni przysługujących im praw kombatantów.

Ojcze Święty, nikt nam nie pomaga. Armie rosyjskie już od trzech tygodni stoją u bram Warszawy, nie posuwając się z pomocą ani na krok. Z Anglii napływa pomoc, jednak w znikomej ilości.

Świat nie chce wiedzieć o naszej walce. Jedynie Bóg jest z nami.

Ojcze Święty, Namiestniku Naszego Pana i Władcy, jeśli nas usłyszysz, udziel nam błogosławieństwa Bożego, nam, kobietom polskim walczącym o Kosciół i Wolność.

 

„Bohaterstwo Warszawy”

...Dać im wszystko, co może być dane

Nowy Jork (P.A.T.). „New York Sun” ogłasza art. wst. “O bohaterstwie Warszawy”, w którym pisze m.inn.:

„Warszawa zapisała najbardziej wspaniałe karty w historii ruchu podziemnego. Wojska gen. Bora, choć niedostatecznie wyposażone, trzymają w swych rękach przeszło od dwóch tygodni prawie 40% miasta.

Na dane hasło Armia Krajowa wyszła z podziemi i opanowała główne arterie, przez które szły niemieckie wojska do walki z Rosją.

Niemcy wprowadzili do walki przeważające siły, aby opanować sytuację w Warszawie, jednak powstańcy trzymają w swych rękach ratusz i panują nad główną arterią z zachodu na wschód.

Polacy walczą w Warszawie nieustępliwie. Brak im jednak amunicji, żywności a nawet wody.

Być może, że ich walka jest beznadziejna. Otrzymują mało zaopatrzenia drogą powietrzną; chociaż może się okazać, że i ta pomoc jest zbyt mała i zbyt późno przysłana.

Zagadnienie czy powstanie w Warszawie wybuchło przedwcześnie, nie powinno przeszkodzić w pośpiesznym przesłaniu dalszego zaopatrzenia a nawet zrzucenia posiłków.

Jeżeli nawet ta pomoc nie przeważy szali w tej spóźnionej fazie walki, to jednak gen. Bór i jego bohaterski zespół zasłużyli sobie na to, aby dać im wszystko, co może być dane.”

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

Warszawa walczy i śpiewa

podziemne marsze i piosenki

Warszawa walczy dwadzieścia dni. Walczy sama. Przeciw samolotom niemieckim i niemieckim potężnym, nowoczesnym czołgom, ma zdobyte na nieprzyjacielu karabiny ręczne i maszynowe, butelki z benzyną i barykady usypane z kamieni i gruzu.

Pomoc zrzucona z samolotów angielskich zawierała nieco amunicji.

Ilość jej była znikoma.

Na wynik walk wpływu żadnego mieć nie mogła.

Podtrzymała natomiast i wzmogła jeszcze bardziej nastroje walki, wolę przetrwania, wiarę w zwycięstwo.

Jest coś przejmującego, rozdzierającego w swym tragiźmie a jednocześnie groźnego i dla świata poprostu niepojętego w postawie i szaleńczej brawurze tego miasta, które w ciągu ostatnich lat 5-ciu przeszło wszystkie poziomy bohaterstwa.

Przy akompanjamencie bomb samolotów niemieckich, pocisków ciężkiej artylerji, pociągów pancernych, dział niemieckiej kanonjerki na Wiśle, dział pokładowych z niemieckich aeroplanów bojowych, przy akompanjamencie, kto wie czy nie posępniejszej, niż huk tych bomb i pocisków – ciszy – w prasie krajów aljanckich i ciszy na froncie sowieckim. Warszawa, Warszawa Kilińskich i Sierakowskich, Warszawa Trauguttów, Warszawa Starzyńskich walczy i... śpiewa.

W ciagu ostatnich lat przygotowań i bojów Armji Krajowej, powstał w Polsce dość duży wybór piosenek i marszów osnutych na tematach ludowych i patriotycznych, które stanowią, rzecby można, muzykę Polski podziemnej. Do znanych nam od dzieciństwa dźwięków ‘Warszawianki”, „Jak to na wojence ładnie”, „Rozmarynu”, „Białych róż” itp. przybyło w ciągu ostatnich 5-ciu lat wiele nowych melodyj i nowych słów. Te właśnie przedewszystkim śpiewają dziś ludzie na barykadach i pozycjach śród palących się domów Warszawy. (...)

Mniej więcej przed rokiem, w lipcu 1943 roku, w jednej z podziemnych drukarń w Warszawie, wydano zbiór tych piosenek wraz z nutami. Jest to spora, czterdziestokilko stronicowa książeczka, zawierająca 32 marsze, piosenki i hymny.

Poprzedza je przedmowa, która uzasadnia potrzebę wydania w konspiracji zbiorku i maluje tło na którym powstały piosenki ludowe i patriotyczne.

„Wróg narodu polskiego doskonale doceniał wartość i znaczenie polskiej pieśni ludowej i patriotycznej” – czytamy w przedmowie – „Niszcząc w barbarzyński sposób każdy przejaw kultury polskiej, zakazał również śpiewania i grania polskich melodji. Oczywiście śpiewać nie przestaliśmy. Bo piosenki mają i tę dziwną właściwość, że odczuwamy potrzebę ich słuchania jak i śpiewania nietylko w chwilach radości i pogody, lecz także w czasach smutku i burzy. I kto wie czy właśnie w tych czasach burzliwych, w czasach ciężkich walk z barbarzyńskim wrogiem, nie jest nam nasza piosenka potrzebniejsza niż kiedykolwiek.”

 

 

Dwa miasta

(jotka.) Każda godzina przynieść może wiadomość o zdobyciu przez armje alianckie, a wśród nich i polską pancerną dywizję, miasta, które przed wojną pretendowało do tytułu stolicy świata.

Uwolnienie Paryża spod okupacji niemieckiej jest kwestią godzin, a najwyżej dni.

Paryż powróci szybko do normalnych, przedwojennych warunków życia. Żadnych barykad do rozkopywania, żadnych gruzów z rozbitych przez wroga domów i kościołów – nie będzie.

Zmieni się wygląd publiczności na ulicach. Zamiast szarych mundurów niemieckich i zamiast niemieckich samochodów na Polach Elizejskich i na Placu de la Concorde, pojawią się zielonkawe battle-dress’y alianckie, a wśród nich opatrzone na ramionach czerwono-białym napisem „Poland”.

„Paryż zna swoją wartość. Kocha swe kościoły, ulice, place, bulwary. Paryż szczyci się wspaniałością architektury swego Notre Dame, historią Bastylii, sanktuarium Inwalidów. Zrobi wszystko, żeby je ocalić, żeby je oszczędzić. Ocalił je już w czerwcu 1940 roku, ocali je i w sierpniu 1944.

I będzie znowu, w oczach wielu milionów ludzi uchodził za stolicę świata.

Jednocześnie, o kilkaset mil na wschód od Paryża, dnie i godziny decydują o zwycięstwie lub klęsce innego miasta.

Miasto to jest w płomieniach. Ulice pocięte barykadami. Domy pozamieniane w fortece. Dzieci i kobiety, na równi z mężczyznami walczą tam od 3 tygodni i wypędzają niemal gołymi pięściami, uzbrojonych po zęby Niemców, tych samych Niemców, którzy niedługo, pod naciskiem armii alianckich, a wśród nich i polskiej dywizji pancernej, zmuszeni będą opuścić Paryż.

Tamtomiasto nigdy nie było stolicą świata. Nie będzie nią zapewne i po wojnie. Straciło najpiękniejsze i najświętsze swoje pamiątki. Zamek Królewski zbombardowany, spłonął podczas obrony w 1939 roku; Gmach Opery – także wtedy. Teraz z dymem poszła historyczna katedra św. Jana, najstarszy, grunwaldzkie czasy pamiętający kościół Najświętszej Marii Panny na Nowym Mieście, drogi sercom całego młodego pokolenia, pobernardyński kościół św. Anny, t.zw. kościół akademicki, na Krakowskim Przedmieściu. W gruzach leży ratusz, dziesiątki domów Starego Miasta, domów, które w tamtym mieście pokazywano cudzoziemcom tak, jak Paryż pokazywał Notre Dame, Bastylię, Panteon, Inwalidów.

Z tych domów, dzisiaj pozostały gruzy.

Na barykadach w tamtym mieście od trzech tygodni giną setki i tysiące żołnierzy, braci, rodzonych braci tych, którzy z czerwonobiałymi napisami „Poland” na ramionach zdobywać będą wraz z armiami alianckimi Paryż i pilnie czuwać, aby nie uszkodzić jego pięknych bulwarów i zabytków historii francuskiej, aby jak najszybciej przywrócić zupełną swobodę ludności „stolicy świata”.

Zwycięstwo lub klęska tamtego miasta jest kwestią dni, jeśli nie godzin.

Jeśli lotnictwo alianckie zrzuci dostateczną ilość broni i amunicji walczącym z Niemcami wewnątrz, jeśli równocześnie armie sowieckie stojące od 3 tygodni u bram miasta, uderza na jednostki niemieckie, atak od zewnątrz – walka zakończy się zwycięstwem. Milionowa, wyczerpana do ostatka, zdziesiątkowana zarówno ostatnimi wypadkami jak i pięcioletnim terrorem okupanta ludność stolicy sojuszniczej Polski będzie ocalona.

Jeśli pomoc w zrzutach ograniczy się do tego, co zrzucono dotychczas, a zatem raczej do symbolu pomocy, jeśli armie sowieckie nie będą mogły ruszyć do ataku – musi przyjść klęska.

Warszawa o tym wie.

W mieście jest już głód. Niema wody, Nie ma światła elektrycznego, nie ma gazu.

Tak samo było w 1939 roku.

I tak samo wtedy czekano na pomoc, która nie przyszła.

Jakże ponurą wymowę ma porównanie ze sobą tych dwu miast, tych dwu stolic, tych dwu symbolów.

Bez względu na to, jaka będzie przyszłość, jedno jest pewne. Żaden warszawiak, stojący na gruzach swego miasta, nie zamieni go za nic – bo nic droższego nie będzie dlań na świecie.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

WARSZAWA WOŁA O POMOC!

(Tygodniowy przegląd wydarzeń)

W obecnej fazie wojny, uważanej za decydującą, Polskie Siły Zbrojne są wszędzie w ofensywie uderzając na umocnienia trzeszczącej twierdzy europejskiej Hitlera. Polacy pierwsi zaczęli walkę z Niemcami i prowadzić ją bedą aż do osiągnięcia swego celu.

 

We Włoszech oddziały 2 Korpusu znowu posunęły się naprzód (...) W Normandii dywizja pancerna 1. Korpusu weszła do boju w dniu 8 sierpnia u boku wojsk kanadyjskich na jednym z najcięższych odcinków frontu (...)

Lecz – wyznajemy – nie te polskie boje, twarde i zwycięskie, zarówno we Włoszech jak i we Francji pochłaniają dziś nasze myśli, nie na nich skupia się nasza uwaga i troska największa. Jesteśmy dziś wszyscy duchem z walczącą Warszawą. Tam, w stolicy, bohaterstwo narodu osiągnęło znowu szczyty najwyższe, które tylko żołnierz zdoła zrozumieć i ocenić sprawiedliwie a uczciwie.

Warszawa wciąż walczy w warunkach strategicznie straszliwych, a politycznie potwornych. Walczy jednak z wiarą, z ufnością, z zapałem od trzech tygodni przeciw przewadze wroga nie mając ani lotnictwa, ani ciężkiej artylerii, ani całego sprzętu nowoczesnego niezbędnego, jak się i nam wydaje, do prowadzenia wojny. Walczy sama, otrzymawszy dopiero niedawno pierwszą, lecz jakże jeszcze niewystarczającą pomoc z Anglii.

Porwała się ona do boju, by w chwili odwrotu niemieckiego tylko polskie a nie obce sztandary znalazły się na ruinach zamku królewskiego, na ratuszu oraz czcigodnych gmachach historycznych stolicy. Lecz za ten gest dumy i wolności spotkała ją dziwna „kara”: została opuszczona przez tych, którzy zdemaskowali znowu swój właściwy stosunek do dzieła wyzwalania Europy. Warszawa walczy więc sama, ale dzięki temu ten odcinek frontu ma charakter już nie aliancko-niemiecki, ale wyłącznie polsko-niemiecki.

Za swój czyn płaci Warszawa nowymi ofiarami: zniszczonymi dzielnicami, zburzonymi zabytkami, masakrą ludzi, rozstrzelaniem nowej serii wybitnych profesorów uniwersytetu, pędzeniem kobiet i dzieci przed czołgi niemieckie, wyrzucaniem ludzi z domów i skazywaniem ich na poniewierkę. A jednak, mimo że Niemcy wciąż ogłaszają upadek powstania, walki trwają – ostatnio głównie na Starym Mieście i dokoła Dworca Gdańskiego – a meldunki gen. Bora stają się coraz bardziej dramatyczne i wstrząsające.

Czytając je ciśnie się pytanie – które wysuwamy bez żadnej megalomanii – czy świat, świat wolności i Karty Atlantyckiej zdoła kiedykolwiek spłacić swój dług honoru wobec tej wyjątkowej, nie mającej sobie równej, stolicy europejskiej? Czy jej wola, krwią tylekrotnie pieczętowana, nie miałaby znaleźć poszanowania wsród tych, którzy obiecali wolność wszystkim gotowym ginąć za wzniosłą tę ideę?

Wymownie dramatyczne pytania postawił Naczelny Wódz opinii publicznej oświadczając korespondentowi ”Daily Telegraph”:

„Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że może nadejść wiadomość o tym, że Niemcy po raz drugi zdobyli Warszawę? Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że gdyby do tego doszło, wszyscy Polacy, nawet kobiety i dzieci, którzy walczyli przeciw ciemiężycielom jak prawdziwi demokraci, padną ofiarami rzezi prowadzonej z zimną krwią?”

Warszawa oczekuje pomocy, oczekuje jej od aliantów i rządu polskiego. W sprawie tej zabrał głos wicepremier Kwapiński, który z ramienia rządu zajmuje się sprawami powstania i jest odpowiedzialny za dostarczanie pomocy walczącym Polakom. W dniu 8 sierpnia minister ten powiedział:

„Wiemy że wypatrujecie, że nadsłuchujecie, że czekacie. Najtragiczniejsze jest to, że wy czekacie. My także czekamy, by móc Wam podać radosną wieść. Czynimy wszystko, żeby to się stało... Z zapartym oddechem Polacy rozrzuceni nieomal po całym świecie przysłuchują się odgłosom walki i oczekują rozwoju wypadków. Jakie one bedą, nie umiem jeszcze powiedzieć. Ale mogę wam o jednym powiedzieć, że naród polski swoją pracą i walką ofiarną ma prawo, by szanowano jego godność i poczucie niezależności”.

Ze słów tych raczej posępnych nie wynikało, by pomoc była w tym czasie Warszawie zapewniona.

W następnym oświadczeniu wicepremier Kwapiński wzywał wobec niepokoju okazywanego wszędzie przez Polaków do „panowania nad nerwami” i zapewniał, że pomoc dla Warszawy jest organizowana przez rząd.

Min. Spraw Wewnętrznych Banaczyk w przemówieniu z dnia 11 sierpnia powiedział:

„Dziś mija 11 dzień, kiedy Warszawa rozpoczęła otwartą walkę w nadziei, że akcja ta przyśpieszy i ułatwi ostatecznie pokonanie wspólnego wroga we współdziałaniu ze stojącymi u wrót Warszawy wojskami rosyjskimi.”

Wypadki nie potwiedziły nadziei wyrażonych przez min. Banaczyka. My zaś mamy nadzieję, że nadejdzie czas, kiedy rząd ogłosi wszystkie dokumenty dotyczące drugiej bitwy o Warszawę.

Nawet jednak już dziś prawda o tych walkach jest aż nadto widoczna. Z zadowoleniem notujemy dojrzenie tej prawdy przez lorda Vansittarta, który w pięknym apelu ogłoszonym w „Daily Mail” zarzuca światu brak dostatecznego zainteresowania dla tragedii Warszawy. Z satysfakcją stwierdzamy, że nawet londyńska „Tribune”, na której łamach ukazywało się tyle krzywdzących zarzutów pod adresem Polski, wystąpiła z gorącym wezwaniem o pomoc dla Warszawy. Do rzędu podobnych manifestacji zaliczyć należy odezwę drugiej międzynarodówki socjalistycznej, głosy prasy brazylijskiej itd. Nie można też pominąć kilkakrotnych już wystąpień w tej sprawie „Osservatore Romano”. Podkreslić wreszcie trzeba płomienny apel Polonii amerykańskiej do rządu Stanów Zjednoczonych o pomoc dla Warszawy. Chodzi tylko o to, by apele te nie prowadziły do akcji charytatywnej tylko na rzecz „umęczonej” i „cierpiącej” Warszawy, ale by uznano jej czyn za przejaw woli miasta, które chce być stolicą Polski całej i naprawdę niepodległej.

 

Echa nowej „Mission to Moscow”

Podczas gdy na oczach neutralnej w tym wypadku armii sowieckiej rozgrywa się walka polsko-niemiecka w Warszawie, „Times” ogłosił zdumiewającą korespondencję z Moskwy o szczegółach wizyty p. Mikołajczyka w Rosji. Okazuje się, że rozmowy premiera, według tych doniesień, objęły nie tylko sprawy polsko-sowieckie, ale inne, szersze zagadnienia, które rozważano w „najbardziej przyjaznej atmosferze”.

„Nie ma mowy – zaznaczył korespondent – o przerwaniu tych rozmów, choć ze względu na powstanie zagadnień konstytucyjnych, które według poglądów w Moskwie dotyczą przede wszystkim stosunku Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych do rządu, p. Mikołajczyk uznał przed powzięciem decyzji obecność swą w Londynie za konieczną”.

Dowiadujemy się z tego zatem o jaskrawej ingerencji sowieckiej w wewnętrzno-personalne sprawy polskie i że ta sytuacja skłonić miała p. Mikołajczyka do wyjazdu z Rosji z propozycją sowiecką, która, jak z powyższych wiadomości wynika, nie została z punktu odrzucona.

Lecz na tym nie koniec; korespondent stwierdziwszy, że wizyta p. Mikołajczyka w Moskwie „poprawiła atmosferę” pisał dalej co następuje:

„Tymczasem czynione będą starania, by nie zaszkodzić polemikami możliwości osiągnięcia ostatecznego porozumienia. Mikołajczyk nie może oczywiście dać żadnego zaręczenia co do stanowiska polskich dzienników wydawanych w Londynie, a będących w stosunku do niego w opozycji. Również „zawieszenie broni” nie wiąże prasy rosyjskiej, która w dalszym ciągu napastuje Sosnkowskiego i Andersa”.

Przecieramy ze zdumienia oczy. Wynikałoby z tej depeszy, rozsyłanej przez PAT, że w czasie rozmów w Moskwie doszło do jakiegoś faktycznego „zawieszenia broni” („truce”) i że spod jego klauzul wyjęte są między innymi napaści prasy sowieckiej na Naczelnego Wodza i Dowódcę 2. Korpusu. Czytając tego rodzaju informacje i zestawiając je z tym, co stało sie pod Warszawą i w samej Warszawie trudno nie postawić pytania: „Gdzie my właściwie jesteśmy? Gdzie nasza suwerenność, nasza godność narodowa?”.

Zarówno Naczelny Wódz, jak i Dowódca 2. Korpusu nie potrzebują obrony, a napaści prasy sowieckiej mogą jedynie wzmocnić autorytet, który posiadają w narodzie polskim, lecz co znaczy owo bezceremonialne traktowanie tych spraw przez korespondenta „Times’a” w Moskwie? Czy nie jest tu potrzebne wyraźne, kategoryczne oświadczenie rządu, zamykające raz na zawsze wszelkie próby mieszania się obcych w nasze sprawy wewnętrzne?

 

Mącenie wody

Bezceremonialne traktowanie przez propagandę sowiecką innych mocarstw i osobistości zajmujących w świecie odpowiedzialne stanowiska wyraziło się m. in. w depeszy rozesłanej przez Reutera (agencja ta za dobrych czasów nie zajmowała się taką robotą) o rzekomych rokowaniach między rządem sowieckim a Watykanem, o memorandum Stalina do Ojca Świętego itd. Szczytem wszakże owej informacji było doniesienie, jakoby nuncjusz papieski przy rządzie polskim ks. arcybiskup Cortesi – znany dobrze społeczeństwu polskiemu – zamierzał udać się z Rzymu do Warszawy, gdy tylko zostanie „oswobodzona” przez armie sowieckie. Podróż jego do stolicy Polski miałaby znaczyć, według tej informacji, że „Watykan zdaje sobie sprawę, iż Polska, kraj przeważnie katolicki, pozostanie w okresie powojennym w ścisłych stosunkach przyjaźni z Rosją”.

Wiadomość powyższa była tak podana, że sprawiała wrażenie, iż Mons. Cortesi zamierza powrócić do Warszawy wraz z wojskami sowieckimi w wyniku jakiegoś porozumienia watykańsko-sowieckiego. „Osservatore Romano” uważał za stosowne zaprzeczyć oficjalnie tej informacji i stwierdzić, że była ona zupełnie bezpodstawna. Wypadek ten jest wszakże nowym dowodem, że znajdujemy się w fazie prowokacji, intryg i zamętu, sianego przez specjalistów od mącenia stosunków międzynarodowych.

(...)

                                                                                                                                                                                                       D.I.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

Ożywiona akcja A.K. w całym Kraju

18. dzień krwawi się Stolica

(...)

Warszawa, dn. 15 sierpnia (Służba radiowa)

W dniu dzisiejszym Wicepremier – Delegat Rządu na Kraj oraz przewodniczący Rady Jedności Narodowej i Dowódca Armii Krajowej wydali odezwę, w której czytamy:

„Do pomocy Warszawie musi stawać cała Polska, a w pierwszym rzędzie najbliższe województwa – młodzież, chłopi i robotnicy – zgodnie z wydanymi przez Dowódcę Armii Krajowej rozkazami. Hasło całego Narodu – Pomóc Warszawie!”

***

Kto wzywał do powstania?

„Tribune” z dnia 18 sierpnia przynosi ciekawie sformułowane wyjaśnienie w sprawie odpowiedzialności za powstanie warszawskie – skierowane pod adresem redakcji „Daily Workera.”

„Zarzut, że powstanie zostało sprowokowane przez rząd londyński (polski) ... w celu stworzenia faktu dokonanego w chwili wkroczenia wojsk sowieckich ..., jest nieścisły. Związek Patriotów Polskich w Moskwie również wzywał lud warszawski do powstania i walki. Dnia 29 lipca Związek Patriotów Polskich wydał następującą  odezwę radiową:

„Łączcie się do walki z Niemcami. Nadszedł czas ostatecznej rozprawy. Zadajcie śmiertelny cios bestii pruskiego militaryzmu. Godzina czynu wybiła dla Warszawy. Walczcie na ulicach, fabrykach, domach i przyspieszcie tym chwilę ostatecznego wyzwolenia!”

„Gdy apel ten znalazł echo, ani komuniści ani liberałowie nie powinni twierdzić, że powstanie było przedwczesne. Powstania nie mogą być poruszane i zatrzymywane jak stopery. Marks, komentując wypadki Komuny Paryskiej, stwierdza iż, jakkolwiek wybuch jej historycznie biorąc był przedwczesny, z chwilą, gdy wybuch już raz nastąpił, należało ruchowi dać najpełniejszą pomoc. Sytuacja, która się wytworzyła w Warszawie dzisiaj, może się powtórzyć w dziesiątkach innych miast europejskich. Europa jest dziś pod takim ciśnieniem, że nawet najogólniej formułowany apel do czynu może wywołać wybuch. Ci, którzy mają możność wydawania wezwań i apeli, muszą być świadomi odpowiedzialności z tym związanej.”

Rzućmy więcej światła

na wojskowe znaczenie powstania w Warszawie

Powstanie w Warszawie trwa już 16 dni i wbrew pesymistycznym przewidywaniom nie zostało zatopione w potokach krwi, ale wręcz przeciwnie – zaczyna nawet przybierać na sile. 16 dni walk ulicznych, prowadzonych przez słabo uzbrojone oddziały Armji Krajowej, zasilone przez niewyszkolonych ochotników, przeciwko kolosalnej przewadze liczebnej a przedewszystkiem materialnej wroga – to wypadek niesłychany w historii wojny.

Historja ostatnich lat zna wypadki zaciętych walk ulicznych – jak np. w Madrycie lub Stalingradzie – ale w danym wypadku analogje mogą być jedynie częściowe (...).

Jakże tragicznie odmienna jest pod tym względem sytuacja oddziałów polskich, toczących nierówną walkę przeciwko niemieckim czołgom, armatom, miotaczom płomieni a wreszcie bombowcom, mając jako jedyne uzbrojenie jeden karabin ręczny lub pistolet mniej więcej na 10 ludzi... i to z niewystarczającą liczbą amunicji.

W odpowiedzi na czołgi nie mają oni ani min, ani armat lub c.k.m. przeciwpancernych – mają jedynie butelki z benzyną, a wreszcie Warszawa  nie jest żadnym przyczólkiem mostowym, stanowiącym część wielkiego frontu – jest ona zaledwie małą, zagubioną wysepką w morzu potęgi wojskowej niemieckiej, otrzymujacą pomoc stukrotnie mniejszą od swoich potrzeb.

Oto, jeżeli idzie o garść analogji.

Powstanie w Warszawie rozwinęło się zupełnie inaczej aniżeli przewidywano – inaczej aniżeli można było tego oczekiwać na podstawie doświadczeń powstań w Wilnie i we Lwowie.

Z powodów, które omówimy poniżej, przybrało ono obrót tragiczny – przedewszystkim dla niewinnych mieszkańców miasta, na których w pierwszym rzędzie skupiła się rozwścieczona zemsta za poniesioną przejściową porażkę niemieckich żołdaków i gestapowców.

Rozpaczliwy ból a przedewszystkiem obawa o los naszych najbliższych w Warszawie, wystawionych na bestjalstwo niemieckie wytworzyło w kołach polskich na całym świecie atmosferę zrozumiałego zresztą rozgoryczenia i podniecenia. W tej atmosferze bohaterskie powstanie zaczęto, niestety, wygrywać, jako narzędzie walki politycznej tej lub innej osobistości politycznej. Rozpoczęła się gra, jak w piłkę, zrzucania z siebie lub swego resortu odpowiedzialności, będąca zawsze dowodem słabego charakteru a przedewszystkiem braku poczucia tej odpowiedzialności.

Wreszcie w tej atmosferze rozgoryczenia i żalu zaczęły się rodzić daleko idące podejrzenia w stosunku nawet do naszych sprzymierzeńców – do czego przyczyniła się niemało część nieodpowiedzialnej prasy.

Pewna ilość ostatnich wiadomości o sytuacji oraz analiza lakonicznych komunikatów i żołnierskich meldunków gen. Bora może pozwolić na odtworzenie w luźnych konturach sytuacji operacyjnej pod Warszawą, na tle której rozegrały się losy powstania.

Kontury tego obrazu i wysnuta na tym tle hipoteza operacyjna przyczyni się, być może, do rzucenia nieco światła na tragiczny problem rozwoju powstania – pozostaje jednak szereg momentów bardzo niejasnych, które czekać jeszcze będą na ujawnienie.

Zacznijmy od tego, że gen. Bór, ze względu na rozwijającą się szybko ofensywę sowiecką w Polsce zwrócił się do Londynu z prośbą o danie mu wolnej ręki wybrania terminu powstania.

Powstanie to było oddawna tematem planów i przygotowań i z wybuchem jego liczono się już oddawna.

Ze względu na płynność sytuacji gen. Bór otrzymał z Londynu wolną rękę. Jakież były motywy, które skłoniły gen. Bóra do skorzystania z danej mu swobody decyzji?

W ostatnich dniach lipca Niemcy rozpoczęli gwałtowną ewakuację urzędów w Warszawie oraz rodzin, zaś Gestapo zaczęło masowe wywożenia oraz egzekucje w przepełnionych więzieniach.

Jednocześnie napływają coraz liczniejsze wiadomości o posuwaniu się w kierunku Warszawy z rejonu Dęblina wzdłuż wschodniego brzegu Wisły znacznych sił sowieckich.

Wreszcie rankiem 1 sierpnia elementy czołowe sowieckiej kolumny pancernej ukazały się w pobliżu Pragi, zmuszając garnizon niemiecki Pragi do szybkiej ewakuacji na zachodni brzeg.

Wydarzenia powyższe uprawniły najzupełniej gen. Bora do powzięcia decyzji, tembardziej, że parł go również rozgorączkowany nastrój mas.

Niezależnie od tych momentów natury taktycznej można z dużą dozą słuszności przyjąć, że na decyzję gen. Bora wpłynęły motywy głębszej natury – i w tym celu należałoby w paru słowach naszkicować tło operacyjne.

Otóz niezależnie od opuszczania Warszawy przez urzędników niemieckich i Gestapo przez ulice miasta oraz mosty na Wiśle płynęły kolumny niemieckich dywizji pancernych na wschodni brzeg. Marszałek Model kończył szybko przegrupowanie swoich sił: 2 dywizji pancernych na południowym brzegu Narwi oraz dywizji pancernych bezpośrednio na wschód od Warszawy.

Odtwarzał on w sposób odwrócony manewr polski z roku 1920 – z tą różnicą, że o ile główne uderzenie polskie pod osobistym dowództwem Piłsudskiego wyszło z rejonu Wieprza na lewą flankę głównych sił Tuchaczewskiego, Model miał o wiele silniejsze centrum aniżeli manewrującą flankę.

Klęska Tuchaczewksiego była w przeciągu 20 lat tematem studiów i gier wojennych w Czerwonej Akademji Sztabu Generalnego – u wyższych dowódców sowieckich wytworzył się do pewnego stopnia jakiś „kompleks Wisły”.

Być może niezwykle ostrożny marsz zbliżania Rokossowskiego w ogólnym kierunku na Warszawę był właśnie wynikiem tego kompleksu – byc może własnie dlatego przedewszystkiem utworzył on przyczółek w Dęblinie, aby uchronić sie od ewentualnego uderzenia niemieckiego od południa na swoją lewą flankę.

A jednak nie uchronił się on od pułapki niemieckiej – silne ugrupowanie sowieckie, które można obliczać na korpus pancerny, podeszło od południowego wschodu ku Warszawie i tu poniosło dotkliwą porażkę pod Mińskiem Mazowieckim.

Oddziały pancerne sowieckie zostały odrzucone aż pod Siedlce, gdzie dopiero po kilku dniach reorganizacji rozpoczęły ponownie nacierać na niemieckie dywizje pancerne. (...)

Odrzucenie sił sowieckich aż pod Siedlce było powodem dlaczego w komunikatach Bora powtarzać się rozpoczęło zdanie: „od strony Pragi – cisza.”

Na tym narzuconym zgruba tle operacyjnym możnaby przyjąć, że najważniejszym motywem decyzji gen. Bora był zamiar utrudnienia przemarszu niemieckich jednostek pancernych na wschodni brzeg Wisły i w ten sposób współdziałania ze zbliżającymi się ku Warszawie siłami sowieckimi.

Tego rodzaju motyw decyzji i to mimo braku wszelkiego rodzaju polsko-sowieckich rozmów sztabowych oraz oficerów łącznikowych – byłby ze strony gen. Bora najwyższą formą współdziałania operacyjnego na polu walki.

Niewątpliwie, gdyby po stronie sowieckiej działały nie straże przednie ale siły główne, na których załamałby się manewr niemiecki, współdziałanie gen. Bora uwieńczone byłoby pełnym powodzeniem. Mało tego – w razie załamania się manewru niemieckiego i zmuszenia Niemców przez Rokossowskiego do odwrotu, powstanie w Warszawie a w szczególności obsadzenie przez Polaków wszystkich mostów na Wiśle wytwarzało dla Niemców sytuację wręcz katastrofalną.

Niestety, wynik bitwy na przedpolu Warszawy miał reperkusje tragiczne dla powstania, którego trwanie teoretycznie można było obliczać na 6 dni.

Tego rodzaju hipoteza może, jak sądzę, przyczynić się do wyjaśnienia wielu niejasnych problemów.

E. HINTERHOFF

 

 

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 




 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

Czego Naród Polski żąda i do czego zmierza

Żadna moc nie zdoła narzucić rządu, ustroju,

którego nie zechce naród

Rada Jedności Narodowej ogłosiła odezwę do Narodu Polskiego:

„Już dwa tygodnie bój śmiertelny trwa o Warszawę. Przetrwaliśmy najcięższe dni, w których Warszawa walczyła samotnie bez żadnej pomocy z zewnątrz. Mamy za sobą ataki nalotów, niszczycielskie pożary całych dzielnic – Warszawa okrzepła i żyje. Już nie jesteśmy sami. Zapowiadana pomoc nadchodzi w postaci zrzutów z Londynu.

W rocznicę „Cudu nad Wisłą” wreszcie słońce wyjrzało z pod chmur i dymu. Warszawa własnym wysiłkiem, w oparciu o polską pomoc zbrojną zrywa jarzmo; tworzy wojsko i kładzie fundamenty pod organizację Państwa Polskiego. Korpus Polski odnosi zwycięstwa na ziemi włoskiej, Polski Korpus Pancerny w Normandii łamie opór niemiecki i prze w kierunku Paryża. Wojska alianckie lądują w południowej Francji. Pogrom armii niemieckiej zamienia się w katastrofę. Front wschodni w dalszym ciągu jest w odwrocie. Niemcy ustawicznie bombardowane. Finlandia wycofuje się z wojny. Turcja zerwała stosunki z Niemcami. Antonescu ustąpił. Oddziały niemieckie w Jugosławi przechodzą na stronę powstańców. Budzą się wszędzie ruchy wolnościowe ujarzmionych narodów. Rozpada się w proch i pył krzyżacka zawierucha.

Z cierpień i krwi bohaterstwa Warszawy; z posiewu krwi bojowników, konspiracji żołnierzy Armii Krajowej rodzi się nowa Polska Wielka i Sprawiedliwa. Państwo Polskie buduje się. Legalny rząd działa, Premier Mikołajczyk zapowiedział swój przyjazd do oswobodzonej stolicy. Żadna moc nie zdoła narzucić nam rządu, ustroju, którego nie zechce naród.

Premier Mikołajczyk stwierdził, że do kierowania Narodem Polskim powołani są ci, którzy przeszli pięć lat okupacji niemieckiej, zbudowali armię i administarcję podziemną. Po powstaniu warszawskim zbratała się Armia Krajowa z ludnością cywilną stolicy. Utrzymajmy nadal ten węzeł. W powstaniu warszawskim dokonało się zjednoczenie wszystkich Polaków bez różnicy stronnictwa i warstw społecznych. Zdała egzamin jedność polityczna tych obozów, które wzięły na siebie ciężar kierownictwa walki konspiracyjnej w czasie okupacji. Symbolem tej unifikacji jest Rada Jedności Narodowej.

Polska w tej wojnie walczy nie tylko o byt i niepodległość, ale i o wyższe cele. W ramach Karty Atlantyckiej, określającej cele wojenne sprzymierzonych, Polska ma swoje własne dążenia i konieczności dziejowe. Zagrożona powtarzającą się raz po raz agresją imperjalizmów, Polska musi mieć zapewnione bezpieczeństwo i możność spokojnej pracy na wiele pokoleń. Polska chce się rządzić według własnych zasad i praw. Zasady te zostały już ogłoszone w odezwie z dnia 26 lipca b.r. Stanowią one gwarancję, że ustrój przyszłej Rzeczypospolitej oparty będzie o wolność polityczną i sprawiedliwość społeczną.

Podstawami ustroju Polski, jako Rzeczypospolitej demokratycznej bedą:

A)   Przyszła Konstytucja, zapewniająca sprawne rządy, zgodnie z wolą ludu.

B)   Demokratyczna ordynacja wyborcza do ciał ustawodawczych i samorządowych, dająca wierne odzwierciedlenie opinii społeczeństwa.

C)   Przebudowa ustroju rolnego przez parcelację przeznaczonych na ten cel posiadłości niemieckich i obszarów ziemskich ponad 500 hektarów (50 ha), oraz skierowanie ludności rolnej do pracy w przemyśle i rzemiośle.

D)   Współudział pracowników i robotników w kierownictwie kontroli produkcji przemysłowej.

F)  Zagwarantowanie wszystkim obywatelom pracy i dostatecznych warunków bytowania.

G) Sprawiedliwy podział dochodów.

H)  Upowszechnienie oświaty i kultury.

W dążeniu do urzeczywistnienia tych celów będziemy walczyć aż do zwycięstwa. Jest ono już bliskie. Musimy tylko wszyscy dać  z siebie największy wysiłek. Wytrwamy – zwyciężymy.”

Warszawa, dnia 15 sierpnia 1944 r.

 

Depesza do prem. Mikołajczyka

Premier Mikołajczyk otrzymał od Delegata Rządu w Warszawie następującą depeszę datowaną z dnia 18 sierpnia:

Walka trwa od 18 dni. Niemcy wciąż terroryzują ludność, stosując branie zakładników, osłanianie czołgów ludnością, rozstrzeliwanie, aresztowania i bezkarne palenie olbrzymich ilości domów, kosciołów i gmachów publicznych. (Katedra, kościoły na Starym Mieście – Panny Marii i Pobernardyński – św. Krzyża, Jakóba, Kalwiński, itd. Ratusz, Muzeum Narodowe, Instytut Higieny, Radowy, Oftalmiczny, szpital Łazarza, Czerwonego Krzyża, teatr Ateneum, przy użyciu lotnictwa, czołgów, pancerek, granatników i min zapalających.

Na zajętych przez nas terenach stolicy organizujemy administarcję OPL, bezpieczeństwo, opiekę nad bezdomną ludnością, sanitarjat, rozdział resztek żywności.

Wychodzi „Dziennik Ustaw” R.P. część 3-cia. Prasa skromna objętością, lecz liczna. Uruchomiono kino i świetlicę dla żołnierzy.

Zrzuty podniosły ducha walczących i ludności. Wszyscy oczekują zrzutów dalszych a przede wszystkim bombardowań. Wielką klęską jest bezkarne systematyczne palenie stolicy. Grozi brak żywności zwłaszcza dla dzieci, leków i środków opatrunkowych. Powodujcie zrzuty.

 

Największy wysiłek zbrojny

„Time and Tide” o Warszawie

„Time and Tide” nazywa powstanie warszawskie największym wysiłkiem zbrojnym na jaki zdobyła się dotychczas jakakolwiek armia podziemna. Jest to również wysiłek najbardziej kosztowny jeśli chodzi o straty w życiu ludzkim. Powstanie zadało poważny cios siłom nieprzyjacielskim, dezorganizując linie komunikacyjne i zaopatrywanie armii niemieckich.

Mimo to – powiada pismo – podaje się w wątpliwość wartość tej akcji, mówiąc że powstanie było przedwczesne i nieskoordynowane z ogólną startegią Aliantów. Czy jednak Rosjanie sami uważali sytuację za niedojrzałą do powstania tuż przed wybuchem powstania? Pismo powołuje się na wezwania radiostacji „im. Kościuszki” do ludności Warszawy, by chwyciła za broń, oraz na odezwę P.P.R która wzywała do powstania dwa dni wcześniej, lecz z powodu swej słabości nie była w stanie wywołać skutecznego powstania. Pismo w dalszej części krytykuje stanowisko W. Brytanii, twierdząc, że pomoc dla Warszawy jest niedostateczna i przychodzi późno. Jeszcze trudniej jest wyjaśnić – powiada pismo – dlaczego ciężka artyleria sowiecka ani ciężkie lotnictwo nie bombarduje Niemców w Warszawie.

„The New Statesman” tłumaczy gęsto, że żadna pomoc Warszawie nie jest możliwa. „W każdym razie – pisze tygodnik – trudno sobie wyobrazić jak można na większą skalę zrzucać czy to broń czy to spadochroniarzy w dużym mieście, znajdującym się pod kontrolą wojsk nieprzyjacielskich.” Jak wiadomo, mimo to, że „New Statesman” sobie tego nie może wyobrazić, broń tę jednak powstańcom warszawskim dostarczono drogą powietrzną.

Omawiając motywy, które według wszelkiego prawdopodobieństwa skłoniły dowództwo Armii Krajowej do ogłoszenia powstania na dzień 1 sierpnia, „The Tablet” przypomina, że dnia tego wszystkie wiadomości zdawały się wskazywać na rychłe wkroczenie armii sowieckiej do Warszawy. Pismo cytuje m.in. korespondenta moskiewskiego „Times’a”, który 1 sierpnia pisze, że sowieckie kolumny zmotoryzowane i pancerne znajdowały się wówczas 10 mil od centrum Warszawy.

„Kiedyś, być może opisane będą autentyczne dzieje owych tragicznych dni. Tymczasem nie brak będzie takich, którzy będą wciąż podejrzewali Polaków, że przystąpili do powstania, by uprzedzić wkroczenie Rosjan, by stworzyć fakt dokonany i opanować stolicę przed wejściem armii czerwonej, a być może również z intencją wzmocnienia sytuacji Premiera Mikołajczyka w Moskwie. Będą również podejrzewać Rosjan, że zatrzymali się przed Warszawą, czekając aż armia polska wykrwawi się w walce z Niemcami tak, by potem nie pozostała w stolicy żadna władza, która mogłaby rywalizować z Komitetem. Żywimy gorącą nadzieję, że ta ponura hipoteza ... zostanie obalona przez fakty, gdy będą one ujawnione.”

 

Pomoc dla Warszawy

Oświetlenie Gł. Kw. Sojuszniczej we Włoszech

Główna kwatera sojusznicza we Włoszech ujawniła pewne szczegóły zaopatrywania Warszawę w broń przez samoloty startujące z baz włoskich.

Ogółem 100 samolotów wzięło do tej pory udział w tych operacjach które były nader trudne ze względu na odległość do przebycia – 1.750 mil w obie strony – jak również ze względu na konieczność zrzucenia sprzętu i amunicji na bardzo małe tereny.

W operacjach wzięły udział załogi polskie, brytyjskie i południow-afrykańskie na Halifaxach i Liberatorach. Ogółem nie powróciło z tych operacji 21 samolotów.

Piloci, którzy brali udział w tych lotach opowiadają że z odległości 50 mil widzieli pożary w stolicy. Na 10 mil od miasta samoloty były wypełnione dymem.

Warunki atmosferyczne w niektórych lotach były bardzo trudne zwłaszcza podczas przelotu nad górami. Loty trwały 10 do 12 godzin i niektóre samoloty były ponad terytorium nieprzyjacielskim jeszcze gdy dniało. Szczególnie dały się lotnikom we znaki burze elektryczne.

Ogień artylerii niemieckiej w rejonie Warszawy był bardzo silny. Na bardzo małych wysokościach, niemalże nad dachami, toczyły się walki pomiędzy samolotami sojuszniczymi, a niemieckimi.

Wiele załóg biorących udział w operacjach zostało odkomenderowanych do nich nagle, bez uprzedniego doświadczenia w tego rodzaju zadaniach.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

 

 

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

 

Czemu nie czekali?

Wśród różnych rad i pouczeń jakiemi darzy nas prasa brytyjska, jedna wydaje sie być bardziej od innych znamienna i warta odpowiedzi.

„Należało czekać” – twierdzą ludzie, którym pojęcie czekania kojarzy się z pojęciem ogonka przed kasą kinową czy przy autobusie.

Czekanie Warszawy nie było w niczym podobne do powolnego, ale ciągłego zbliżania się ku zamierzonemu celowi. W miarę przybliżania się frontu fala represji i bestjalstw niemieckich zaczęła rosnąć gwałtownie.

Oto bilans niemieckiego terroru w okręgu warszawskim, bez miasta Warszawy: 2,865 aresztowanych, 815 rozstrzelanych, 215 zakładników, 270 osób zesłanych do obozów koncentracyjnych, spalono 118 gospodarstw i wywieziono na roboty do Rzeszy 6,246 osób.

W samej Warszawie obławy i łapanki mające na celu zapewnienie dopływu sił do Baudinstu wzmogły się znacznie. Ofiarami łapanek była głównie młodzież. Oddziały przeznaczone były oficjalnie do fortyfikowania linii Wisły, lecz półwojskowy ich charakter nie wykluczał wcielenia ich członków do wojska niemieckiego.

Jednocześnie z porywaniem ludzi do prac fortyfikacyjnych i do robót w Rzeszy rozpoczęła się likwidacja więzień i obozów – w Pińsku, Brześciu i Białymstoku „oczyszczono” więzienia masakrując aresztowanych – w Warszawie w drugiej połowie maja rozstrzelano na gruzach ghetta 500 więźniów z Pawiaka, kobiet i mężczyzn.

Czy tak łatwo jest czekać w tych warunkach?

Wsie i gospodarstwa płoną za rzekome czy rzeczywiste sprzyjanie partyzantom.

Wymordowano całą ludność wsi Bajki (800 osób) w powiecie Wołkowyskim.

W powiecie Mińsk Maz. zdziesiątkowano ludność w miejscowościach Mrozy, Sosnowa, Jeruzale.

W powiecie siedleckim Gestapo i żandarmeria dokonała „pacyfikacji” wsi Broszków, Żelisław, Wodynie, Kamieniec, Czajków, Kaczery i Domańce.

„Pod pozorem odwetu za łączność z partyzantami zbombardowano i spalono Rębów, Witoszyn i Stanisławówkę (pow. Puławy) oraz Pawłów, Maryzin, Borowice, Momonty (pow. Biłgoraj).

Tym co się dziwią, że Warszawa nie czekała, że nie była bardziej rozsądna i wyrachowana, niech tych parę przytoczonych faktów wyjaśni choć częściowo warunki, w których zapadła decyzja wystąpienia zbrojnego Armii Krajowej na ulicach Warszawy.

 

Nakaz Warszawy

Mimo, a może właśnie z powodu szczupłości materjału rzeczowego – sprawa genezy boju w Warszawie zaprząta silnie umysły ludzkie, a nawet wkracza na łamy prasy codziennej. Osobiście sądziłem i sądzę, że zagadnienie to, natury raczej historycznej, może zaczekać do chwili, gdy odpowiednio przygotowani fachowcy będą mogli wydać o nim obiektywny sąd na podstawie całości materjału i po zakończeniu samych wydarzeń, których wyniku narazie jeszcze przewidzieć nie można. Jeśli wbrew temu zabieram głos – czynię to dla odparcia małodusznych zarzutów, krzywdzących moich dowódców, dla których mam najwyższą cześć i uznanie. Z pośród splotu czynników politycznych i wojskowych, które składają się na liczne aspekty polityczne tej sprawy, wybieram jedynie kilka, według mego zdania najważniejszych. Wszystko to piszę wyłącznie w imieniu własnym i na własną odpowiedzialność.

Największym naszym kapitałem politycznym w tej wojnie jest bezkompromisowa nieprzerwana walka przeciwko Niemcom. Warunki wojenne zmusiły nas do prowadzenia w Kraju walki w formie konspiracyjnej, jako etapu do boju otwartego, gdy tylko stanie się to możliwe. Jeśli nie miał być zmarnowany kapitał, zbierany przez nas krwawo na polach kampanii wrześniowej, w Norwegji, we Francji, podczas bitwy o Anglję, na pustyni Libijskiej, w Itali czy Normandji – zarówno na lądzie, jak i na morzu i w powietrzu – nie mogło zabraknąć nas w decydującej chwili i na najważniejszym froncie w Kraju.

Kraj nie jest ziemią niczyją, bezpańską, nie terenem przewalających się obcych wojsk, jest terytorium Państwa Polskiego. Na tym obszarze my i tylko my jesteśmy prawnymi gospodarzami: kto na obszar ten wkracza, musi nas tam już zastać.

Bój otwarty to najlepszy sprawdzian wartości każdej armji, a więc i podziemnej Armji Krajowej. Jeszcze dwa miesiące temu rzeczywista siła bojowa tej Armji była raczej kwestją wiary i zaufania. Dzisiaj – to jest już niewątpliwy fakt. Nad faktem tym musi się poważnie zastanowić każdy: wróg czy przyjaciel. Nie sposób lekceważyć narodu, który po pięciu latach krwawej okupacji zdobyć się potrafił na tak potężną manifestację swej niezłomnej siły woli.

Możnaby utrzymywać, że boje o Wołyń, Wilno, Lwów i Lublin były już dostatecznym dowodem tych wartości i dostatecznym wkładem Armii Krajowej do dzieła wspólnej walki przeciwko Niemcom w ramach współdziałania wojskowego ze Sprzymierzonymi. Osobiście jestem odmiennego zdania. Bez boju o Warszawę, serca ruchu niepodległościowego, wszystkie te osiągnięcia byłyby połowiczne. Skoro kapitałem naszym jest walka, musimy prowadzić ją wszędzie i do końca.

Wszystkie te momenty mają przede wszystkiem charakter polityczny. Nic przeto dziwnego, że decyzję boju w Warszawie powziął Delegat Rządu – urzędujący Wice-Premjer na podstawie posiadanych pełnomocnictw, zresztą w porozumieniu z Przewodniczącym Rady Jedności Narodowej i D-cą Armji Krajowej.

Fakt, że decyzja boju w Warszawie ma w swoim rozumieniu przede wszystkim charakter polityczny, nie oznacza bynajmniej lekceważenia jej strony wojskowej. Wręcz przeciwnie, konieczną przesłanką decyzji politycznej była ocena wojskowych możliwości boju. Ostatecznie wojna jest tylko narzędziem polityki, narzędzie to jednak ma wartość dopiero wtedy, gdy działa sprawnie t.j. prowadzi do zwycięstwa. Jestem przekonany, że przed wybuchem boju w Warszawie przeprowadzono bardzo starannie analizę wszystkich jego możliwości. Bój ten nie był ani lekkomyślną brawurą, ani spontaniczną ruchawką, lecz planową oraz sprawnie i jednolicie kierowaną operacją wojskową. W mniemaniu tym utwierdzają mnie nie tylko znajomość ludzi, którzy bój ten prowadzą, ale także, m.in. dwa fakty pośrednie wprawdzie, lecz nie mniej wymowne.

Po pierwsze: możliwości powodzenia boju w Warszawie oceniało pozytywnie nie tylko dowództwo polskie, ale i dowództwo rosyjskie. Radio moskiewskie nie bez powodu pod koniec lipca r.b. wzywało kilkakrotnie ludność Warszawy do powstania, podnosząc, że odpowiedni już czas nadszedł i że obecnie nikt już nie może się zasłaniać rzekomą lekkomyślnością takiego kroku. Dowództwo rosyjskie – piszę to nie bez podstawy – sądziło, że uda mu się opanować stolicę Polski w krótkim czasie. Dalszy rozwój wydarzeń był dla niego większą niespodzianką, niż dla strony polskiej, która – być może – wiedziała o pewnych przygotowaniach niemieckich do kontrofensywy, lecz mniemała, że zdoła je pokrzyżować. Dla uniknięcia wszelkich nieporozumień uważam za potrzebne podnieść, że wspominając o wezwaniach radia moskiewskiego do powstania w Warszawie, nie zamierzałem bynajmniej obarczać Moskwy odpowiedzialnością za wybuch boju. Przypuszczenie, że bój w Warszawie wybuchł wskutek wezwań radjowych z zewnątrz – byłby, w moim pojęciu, obrazą dla fachowego Dowództwa Armji Krajowej.

Po wtóre: każdego powinno zastanowić, że bój w Warszawie trwa od 18 dni i że Oddziały Armii Krajowej po tylu dniach krwawej walki osiągają nawet sukcesy. 17-tego dnia walk uruchomiono w Warszawie radjostację foniczną, odrzucono silne, wsparte ogniem artylerii i moździerzy natarcia niemieckie, a nawet odzyskano na Woli część utraconego poprzednio terenu. Snać dowódca rozporządzał dość znaczną siłą, jeśli potrafił osiągnąć takie wyniki w okolicznościach, które wskutek przyczyn zewnętrznych ukształtowały się dla niego niekorzystnie.

Wojna nie jest spacerem po Piccadilly i nikogo nie powinno dziwić, że pewne przewidywania mogą się nie sprawdzić, a pewne rachuby – zawieść. Każde śmiałe przedsięwzięcie przedstawia ryzyko, a śmiałość leży zarówno w naturze polskiej, jak i w naturze operacji powstańczych wogóle.

Jeśli dalszy rozwój boju o Warszawę nie odpowiadał przewidywaniom Dowódcy, to stało sie to głównie wskutek braku odpowiedniej pomocy zewnętrznej. Niespodziane odrzucenie Rosjan z pod Warszawy pozbawiło D-cę na pewien czas operacyjnego współdziałania z Armją Czerwoną, jednego z warunków szybkiego powodzenia. Osamotnienie Warszawy spotęgował nadto fakt, że pomoc ze strony W. Brytanii przyszła dopiero po kilkunastu dniach i to w formie oraz w rozmiarach niewystarczających zarówno w stosunku do potrzeb walczącej Stolicy, jak i w stosunku do możliwości W. Brytanii. Anglosasów stać na udzielenie pomocy w skali o wiele większej.

Wystarczyłoby jednorazowe rzucenie paruset samolotów z uzupełnieniem zużytego uzbrojenia, conocne wyprawy z amunicją paru dziesiątków samolotów oraz bombardowanie wskazanych dokładnie obiektów, zwłaszcza lotnisk, aby zmienić radykalnie obraz boju. Czas oczywiście nagli i jeśli pomoc, której Warszawa ma prawo żądać, ma być naprawdę skuteczna – powinna nastąpić w ciągu paru najbliższych dni.

Pomoc dla Warszawy i wyciągnięcie z bojów Stolicy jaknajwięcej korzyści dla Sprawy Polskiej – oto jedyne realne hasła dla naszej emigracji. Powiedzmy sobie otwarcie, że dotychczasowe reakcje jej na wypadki warszawskie nie były bynajmniej budujące. Nic nikomu nie pomogą ani uporczywe szukanie „winnych”, ani gesty zrzucania z siebie odpowiedzialności, ani rozpaczliwe załamywanie rąk, ani wreszcie w tak charakterystyczny dla niektórych kół minimalizm, który nie potrafi niczego żądać, co najwyżej potrafi cichutko prosić, a otrzymawszy wiór cieszy się, że otrzymał belkę. Jeśli obecna emigracja (a nie myślę tu o wojsku które walczy) niema sobie zasłużyć na miano „małej”, musi się zdobyć na coś więcej, niż ciułanie funtów.

Sam już fakt boju w Warszawie, niezależnie od jego ostatecznego wyniku, jest nieocenioną bronią polityczną, której nie wolno dać zardzewieć. Komu los nie pozwolił walczyć na barykadach Warszawy – temu dał możność pokazania ich całemu światu. Warszawa, ta z września 1939 roku i ta z sierpnia 1944roku – to niemających sobie równy przykład niezwyciężalnej siły ducha mimo wszelkich przeciwieństw. Przykład ten obowiązuje każdego Polaka. W chwili gdy Warszawa, bombardowana bez przerwy, atakowana z lądu, od wody i z powietrza, pozbawiona wody, prądu i gazu, przy skromnych zasobach żywności – walczy sama dla wielkiej sprawy Polski, nikomu z Polaków nie wolno zasklepiać się w swych małych egoistycznych interesach. Gdy tam czuwają, giną i nadewszystko trwają – nikomu nie wolno ani na chwilę opuszczać pracy, do której jest potrzebny i myśleć o „bombowych” urlopach, czy weekendach. Każdy pragnie końca wojny i bez wątpienia ciężko jest żyć pod brzemieniem historii. Ale skoro wojna jest – musimy ją prowadzić do końca. Nie wolno załamywać się duchowo nawet w obliczu klęski i rozczulać się nad samym sobą. Jeśli ma się zwyciężyć, trzeba przedewszystkim chcieć zwyciężyć i dla sprawy Niepodległości pracować, pracować i pracować.

Tego od nas żąda walcząca Warszawa.

(-) Andrzej Pomian, por. A.K.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

Gen. Bór dziękuje lotnikom brytyjskim

Warszawa w ogniu moździerzy

Ataki wroga osłabły – Miasto bez wody – Olbrzymie zniszczenia – „To nasze – to brytyjskie samoloty!” – Nazwiska jeńców niemieckich – Pomoc jeszcze niedostateczna

Warszawa, dn. 16 sierpnia (Służba radiowa)

(...)

Z wiadomości, które nadeszły z Warszawy wynika, że walcząca Stolica otrzymała od Sprzymierzeńców pewną pomoc, aczkolwiek jak dotyczczas – nie wystarczającą. Do lotników, którzy brali udział w tych operacjach – d-ca Armii Krajowej generał Bór nadesłał w dniu 15 sierpnia r.b. następujące słowa:

„Wysiłek waszego lotnictwa umożliwił nam dalszą walkę. Walcząca Warszawa śle bohaterskim lotnikom słowa podzięki i uznania. Przed poległymi załogami chylimy czoło.

Dowódca Armii Krajowej.”

 

Warszawa, dn. 15 sierpnia (Służba radiowa)

Sytuacja w Warszawie: Poległych grzebie się na podwórzach i skwerach. Coraz gorzej z żywnością, ale głodu jeszcze nie ma. Dzisiaj nie ma wody w wodociągach. Czerpie się ją z rzadkich studni i zapasów domowych. Wszystkie dzielnice pod ogniem moździerzy. Dużo pożarów. Nastroje dobre. Oczekiwanie na dalszy rozwój wypadków z zewnątrz.

***

Nadeszła z Warszawy od sztabu Armii Krajowej  depesza, podająca nazwiska tych jeńców niemieckich, znajdujących się w rękach polskich, którzy proszą o zawiadomienie przez radio ich rodzin. Depesza brzmi:

„W polskiej niewoli w Warszawie znajdują się cali i zdrowi i dają znać swym rodzinom:

Mjr. inż. Józef Tischlier z Chemnitz do rodziny.

Obergerfreiter Albert Hoppe z Altony do żony Klementyny.

Obergerfreiter Robert Borek z Drathemer do żony Gertrudy.

Obergerfreiter Artur Timmler z Fuchshofen do matki Anny.

Gefreiter Kurt Fibich z Kirchenbolenbach do zony Erny.

Kanonier Werner Schtumpges z Munschenglattbach do ojca Jana.

Żołnierz Renatus Leidekker z Mulhausen do ojca Artura.

 

Warszawa, dn. 14 sierpnia (Służba radiowa)

Telegramy od lotnika angielskiego z Warszawy:

„Samoloty brytyjskie, które w nocy z 13/14 sierpnia przeleciały nad Warszawą, były entuzjastycznie witane przez ludność, która nie zwracając uwagi na spadające wokół szrapnele niemieckie wyległa na ulice z okrzykami: „To nasze, to brytyjskie samoloty!”

Duch wśród ludności oblężonej Warszawy jest dziś o 10 procent lepszy niż wczoraj.

Jeden z samolotów zrzucił wieniec z napisem: „Od żołnierzy brytyjskich dla naszych walczących kolegów z Armii Polskiej.”

***

„Walki w Warszawie są nadal bardzo zaciekłe. Niemcy bronią każdego cala ziemi. Słyszałem, że w niektórych rejonach całe dzielnice zostały spalone, a mieszkańcy wymordowani lub wywiezieni do Niemiec. Żołnierze Armii Krajowej powtarzają nadal: „Odpłacimy im, kiedy przyślą nam broń z Anglii.”

Ludność polska ma niezachwianą wiarę w Wielką Brytanię, jako jej oswobodzicielkę.

Modły za Warszawę

Uroczyste nabożeństwo w Edynburgu

(PAT). Ks. Biskup Sawa, Ordynariusz Diecezji Grodzieńskiej i Nowogródzkiej, odprawił – jak już donosiliśmy – w Edynburgu d. 13 sierpnia w Holy Trinity Church nabożeństwo dla żołnierzy polskich wyznania prawosławnego.

Po nabożeństwie w Holy Trinity Church odbyło się uroczyste nabożeństwo na intencję walczącej Warszawy w katedrze episkopalnej Edynburga pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny przy Palmerson Palace.

Okolicznościowe kazanie w katedrze wygłosił Rev. Canon T. A. Douglas, generalny sekretarz Arcybiskupa Canterbury dla łączności z kościołami zagranicznymi.

Douglas w wygłoszonym kazaniu wezwał zebranych do modłów „za naszych sojuszników Polaków w tak pełnej chwały, ale tragicznej chwili dla chrześcijańskiej Polski”.

„Wszyscy chrześcijanie w W. Brytanii – oświadczył mówca – zasyłają Polsce słowa podziwu i miłości. Z Wami, Polacy, w tej ciężkiej próbie jest Bóg, który Was podtrzyma i utwierdzi Wasze zwycięstwo w tym drugim ukrzyżowaniu Warszawy. Poświęcenie, które okazujecie przyniesie wolność i pokój Wam i bohaterskiemu ludowi Warszawy, którego odwaga i poświęcenie budzi podziw całego świata.”

Po kazaniu wygłoszonym przez Rev. Douglas’a, i odśpiewaniu szeregu psalmów – ks. biskup Sawa ofiarował na ręce biskupa sufragana miejscowej diecezji edynburskiej Kościoła Episkopalnego – piękny i wartościowy obraz szkoły greckiej z przed dwustu lat z wizerunkiem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Obraz ten będzie znajdował się jako pamiątka w katedrze edynbrskiej. Na obrazie są napisy po polsku i po angielsku, oraz herby Polski i Szkocji.

Prezes II Międzynarodówki

do Walczącej Warszawy

Kamil Huysmans, przewodniczący Socjalistycznej Międzynarodówki Robotniczej przekazał walczącej Warszawie za pośrednictwem Radia Polskiego następujące słowa:

Robotnicy Warszawy!

Słyszymy wołanie Wasze, polscy robotnicy, towarzysze nasi, walczący od dwóch tygodni o swe wyzwolenie. Wasz duch wywołał entuzjazm świata całego, a razem z nim całego ruchu socjalistycznego. Dni Waszej wspaniałej walki roku 1939, ponure dni bohaterów Ghetta – wszystko to stanęło z powrotem przed naszymi oczyma; w jednej chwili Warszawa znalazła sie znowu w polskim ręku.

Górujecie nad wrogiem moralnie, ale chwilowo jesteście słabsi uzbrojeniem. Lecz możecie liczyć na poparcie socjalistycznych demokratów świata w walce Waszej. Nie zaniedbamy niczego, by pośpieszyć Wam z pomocą wszystkimi środkami, jakie stoją do dyspozycji naszego międzynarodowego ruchu socjalistycznego. Gołymi rękami zdobywaliście niemieckie czołgi, „Tygrysy” i „Pantery”. Walczyliście na barykadach i w okopach, zamieniliście Ratusz i Zamek w fortecę, skąd sztandar polski biało-czerwony powiewa w pełnej chwale.

Socjalizm międzynarodowy walczył zawsze o niepodległość Polski. Widział on w swych szeregach tak płomiennych obrońców tej niepodległości, jak nasz wielki nauczyciel Karol Marx. Cokolwiek nastąpi, socjalizm międzynarodowy nie zawiedzie Was nigdy.

Spotykaliście się z niepowodzeniami; mogło też dojść do nieporozumień z innymi; ale nie zapominajcie, że świat stary jest w wirze wydarzeń i że poród nowego świata dokonywa się wśród ciężkich bólów. Lecz nic nie idzie na marne, świat zrozumie, że ta walka bohaterska, to wspaniałe i nieporównywalne poświęcenie Wasze, towarzysze, przyniesie plon dla wszystkich przyszłych pokoleń.

Apelujemy i nie przestaniemy apelować do sumienia wszystkich miłujących wolność narodów świata, by dały Wam pomoc, by poparły Was w Waszej walce i by w obliczu poległych zagwarantowałytym, co przeżyją, nie tylko bezpieczeństwo, ale i lepszy byt.

Walka Wasza jest walką nas wszystkich. Alianci na wschodzie i na zachodzie uchwycili wspólnego wroga za gardło.

Ludu polski, synowie Twoi walczyli w Norwegii, we Francji i w bitwie o Wielką Brytanię, w Afryce, we Włoszech a teraz ponownie walczą we Francji; na siedmiu oceanach świata, wszędzie w powietrzu walczą Twoi synowie.

Ty ludu polski, nie możesz być opuszczony, i nie będziesz opuszczony.

Żadnemu Piłatowi nie będzie wolno umyć rąk. Wiemy, że pragniecie pomocy i czynimy co w naszych siłach, abyście ją otrzymali. Nie upadajcie na duchu. Poruszymy sumienie świata, aby Wasze nieporównane bohaterstwo znalazło uznanie i zostało złotymi zgłoskami zapisane w dziejach Socjalizmu, Wolności i Swobody.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 




 

Więcej artykułów…