Magazyn - Nasz Swiat
21
N, październik

„Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” nie ukazywał się w niedzielę, dlatego też brak numeru z datą 21 maja. W niedzielę wychodził natomiast tygodnik „Orzeł Biały”, który zdołal tego dnia zamieścić jeszcze komunikat Sztabu 2. Polskiego Korpusu z dnia 18 maja oraz widomość z ostatniej chwili o zdobyciu klasztoru na Monte Cassino.

W ramach dzisiejszej „Prasówki” zaprezentujemy ciąg dalszy doniesień korespondenta wojennego PAT Zdzisława Baua z dnia 20 maja. Będzie to relacja ze zdobytego klasztoru, do którego reporter wyruszył „natychmiast po nadejściu meldunku o zdobyciu Monte Cassino, przesłanego gołębiem pocztowym i zawierającego jedną tylko literę „V”.

Zdjęcie za M. Wańkowicz, Bitwa o Monte Cassino, tom III

Archwialny numer Dziennika pochodzi z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

Agata Rola-Bruni

Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Le Rondini

 

„Musimy zdobyć Cassino-bo to może być ważne dla Polski”

Butni, 100-procentowi hitlerowcy bronili Cassino

Korespondent wojenny PAT-a w klasztorze

Dokończenie ze strony 1-ej.

Korespondent wojenny PAT’a donosi z klasztoru Monte Cassino dnia 18 maja:

Po trzygodzinnej wspinaczce, idąc polami niedawnych bitew zasłanych trupami żołnierzy polskich i niemieckich dotarłem do klasztoru Monte Cassino.

Na ruinach baszty północnej, obok chorągwi białoczerwonej powiewał Union Jack, zatknięty przez naszych żołnierzy, jako wyraz braterstwa broni, które tutaj na tym froncie, kiedy walczyliśmy ramię przy ramieniu, wiązało nas jeszcze silniej węzłami wspólnie przelanej krwi.

Gołąb - zwiastunem zwycięstwa

Natychmiast po nadejściu meldunku o zdobyciu Monte Cassino, przesłanego gołębiem pocztowym i zawierającego jedną tylko literę „V”, wyruszyłem w stronę góry klasztornej.

Wiadomość o zdobyciu klasztoru Monte Cassino rozniosła się lotem błyskawicy po całym froncie. Wszędzie po drodze spotykam uśmiechnięte, rozradowane twarze naszych żołnierzy. Widziałem, jak Anglicy i Amerykanie dochodzili do żołnierzy polskich serdecznie potrząsając im rękę, gratulując ciężko i krwawo zdobytego sukcesu.

Na linii biją jeszcze działa. Zdobycie twierdzy na Monte Cassino nie przerwało całkowicie działań. Niemcy zażarcie bronią się na jednym ze wzgórz, i jak wynika z ostatnich meldunków, skierowali na klasztor ogień ciężkiej artylerii.

Pierwsi jeńcy

Dojeżdżając do góry, do miejsca, od którego już dalej muszę iść piechotą widzę, jak dróżką schodzą, prowadzeni przez naszych żołnierzy jeńcy niemieccy z załogi klasztoru. Na kołnierzu mają złote wypustki, znak wojsk spadochronowych. Niektórzy z nich na rękawach noszą napis „Kreta” za udział w kampanii na tej wyspie w maju 1941 roku.

Wszyscy młodzi chłopcy, najstarszy z nich liczy 23 lata. Są aroganccy i pewni siebie, większość pochodzi z północnych Niemiec. W Monte Cassino walczą już od kilku miesięcy. Wielu z nich ma czarnobiałoczerwoną wstążeczkę Żelaznego Krzyża II klasy. Otrzymali go zgodnie z przyżeczeniem swojego dowódcy, gen. Heidricha po dwutygodniowym udziale w walkach na froncie Cassino.

Groby wśród maków

Na łące, pełnej maków, przechodzę obok świeżych grobów naszych żołnierzy. Zginęli dzisiaj podczas zaciętych walk o masyw Albanetta. Obok, trochę dalej, przykryci płaszczami i kocami leżą polegli żołnierze polscy, czekając na pochowanie. Ciężko wbija się łopata w twardą, kamienistą ziemię...trudno idzie wykopanie tego ostatniego „składaka”. ... Bez przerwy spływają z gór, owinięte  w koce zwłoki żołnierzy na noszach sanitariuszy.

Podstęp

Idę górą, o którą wczoraj jeszcze toczyły się zażarte walki. Tam, przed rozwalonym granatami, stalowym schronem leżą trupy kilku Niemców. Jest między nimi oficer. Jeden z żołnierzy opowaida mi, że w pierwszej chwili na widok Polaków Niemcy wyskoczyli podnosząc ręce do góry, a po sekundzie rzucili granatami, które trzymali w pięściach. Ranili kilku naszych. Proces z nimi był krótki. Ani jeden nie wyszedł cało.

Niemieckie schrony bojowe są doskonale zamaskowane kamieniami w wąskich szczelinach skalnych. Najskuteczniej walczyły z nimi czołgi, wjeżdżając i rozgniatając je zupełnie wraz z załogą. Trochę dalej pod wielkim kamieniem leżą dwa trupy: Polak i Niemiec, zastygli na zawsze w jakiejś straszliwej walce wręcz. Nasz żołnierz w starszliwym uścisku trzyma rękę Niemca w której błyszczy długi nóż. ... Na ziemi wala się masa porzuconego sprzętu naszego, niemieckiego i, leżącego tu od bardzo dawna, amerykańskiego.

Z tego wzgórza po raz pierwszy widzę klasztor od strony południowej. Okazuje się, że ściana południowa jako tako się zachowała. Obok mnie stoją nasi żołnierze. Są brudni, nieogoleni, na pewno bardzo zmęczeni, ale z jaką dziwną radością patrzą na klasztor, w którym  nie ma już Niemców i, do którego dla odmiany teraz Niemcy strzelają, jakby tym murom było jeszcze za mało.

Jestem w klasztorze

Przed wejściem do klasztoru ostrzeżono mnie, żebym niczego nie brał do ręki, gdyż mogą to być pułapki minowe. Kazano mi iść drogą wytyczoną białą taśmą. Klasztor stoi na bardzo stromym kopcu, do którego trzeba się wspinać, opierając się na rękach.

Po kilku minutach wysiłku, ze wzruszeniem dotykam murów sławnego klasztoru, na którym teraz powiewają obok siebie sztandary polski i brytyjski.

Idę w kierunku rozwalonej ściany, trzymając się muru, gdyż ścieżka jest wąska, a piasek pod nogami obsuwa się. Okna obok których przechodzę zapchane są materacami, szmatami i księgami kościelnymi. Po gruzach grubych murów, wśród których sterczą kolumny włażę na dawny dziedziniec klasztoru.

Na gruzach leżą porozrzucane kołdry, poduszki, sienniki, opakowania z amunicji, puste pudełka od papierosów marki „Coriso”, ulotki brytyjskie do żołnierzy niemieckich.

Na jednym skrzydle ocalała wysoka, kilkupiętrowa ściana. Z kształtu okien sądzę, że mieściły się tam cele zakonników. Jeszcze wczoraj w jednym z tych okien siedział niemiecki obserwator artyleryjski.

Na dziedzińcu widać zniszczony pomnik. Była to figura św. Benedykta, założyciela klasztoru.

Schodzimy do podziemi.

Niemiecki ogień na klasztor

Idziemy, oświetlając sobie drogę znalezionymi świecami. Słychać głuche detonacje i bicie w grube mury klasztorne, które jednak zdają się drwić z pocisków artylerii. Korytarz, który prowadzi do kaplicy św. Scholastyki i św. Benedykta jest pełen dymu: gdzieś pod podłogą, głęboko w katakumbach płoną jakieś składy. Przez szczelinę, wyrąbaną pociskiem, strzelają płomienie.

Dwie kaplice ocalały

...Zarówno kaplica św. Benedykta, jako też św. Scholastyki nie jest zniszczona. Niemcy w nich urządzili sobie sypialnię. Walają się tam materace, bochenki czarnego chleba, talerze. Po kaplicy rozrzucono stare cenne księgi sławnej biblioteki klasztornej.

Cały korytarz zachował się nienaruszony; patrzę na wspaniałe freski, wykonane przez nieznanego mi mistrza.

W jednej z kaplic w katakumbach leży trzech rannych Niemców. Nad nimi obrazy święte, przy migoczącym świetle świecy ustawionej na ołtarzu.

Są młodzi, zachowują się bardzo butnie.

Bronili jeden z bunkrów, na zboczu góry. Przed dwoma dniami zostali ranni i przeniesiono ich do klasztoru. Są z dywizji spadochronowej. Butnie twierdzą, że gdyby cała „Linia Gustawa” broniona była przez spadochroniarzy, 8. Armia nie mogłaby przełamać frontu.

100-procentowi hitlerowcy

Ci 100-procentowi Hitlerowcy wstąpili do dywizji spadochronowej na ochotników, gdyż cała Dywizja składała się tylko z ochotników. Uważają się za ideowców. Kiedy mówią o metodach, jakimi walczyli ci ideowcy, z nami, gdy wywiesiwszy białą chorągiew otwierali później ogień – milczą. Twierdzą, że przełamanie frontu nastąpiło wskutek zdrady jakiegoś pułku piechoty, w którym służą starsze roczniki. O starszych żołnierzach mówią z pogardą.

W jednym z korytarzów stoją jakieś skrzynie. Kiedyś kryły się tam zapewne skarby klasztorne. Podnosimy wieko jednej ze skrzyń.

Makabryczne odkrycie

Uderza nas straszny odór rozkładających się ciał. W skrzyniach tych młodzi ideowcy hitlerowscy chowali zwłoki swych kolegów. Po chwili robię inne straszne odkrycie. W plecaku znajduję porąbane zwłoki sierżanta niemieckiego. Toczy je robactwo.

Nie mieli czasu i miejsca, by pochować swych kolegów – tłumaczy mi jeden z rannych jeńców, Gefreiter Alois Schmitt z Saarbruecken.

Wychodzimy z podziemi.

Artyleria niemiecka wznawia swój ogień. Raz po raz padają pociski na basztę, na której dumnie powiewają sztandary polski i brytyjski.

Zdzisław Bau

Prezentowane materiały archiwalne pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie >

 

W dniach 19 i 20 na wszystkich stronach „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” dominowały doniesienia na temat zdobycia przez Polaków klasztoru na Monte Cassino. Po dniach krwawych i zaciekłych walk przyszły dla żołnierza polskiego dni powszechnego uznania, czci i zasłużonej chwały. Wśród samych zwycięzców panował radosny nastrój pełen nadziei na bliskie już odzyskanie wolności i niepodległości dla całego państwa Polskiego.

Archwialny numer Dziennika pochodzi z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

Agata Rola-Bruni

Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Le Rondini

 

O godz. 10.20 zawisł sztandar biało-czerwony nad klasztorem Monte Cassino

Gen. Anders: Przez to pole bitwy dojdziemy do Polski

Od korespondenta wojennego PAT na froncie Cassino.

Telegram z dn. 18 maja 1944

Sztandar biało-czerwony powiewa nad klasztorem Monte Cassino.

Zatknięty on został w czwartek o godz. 10.20 rano, kiedy wojska polskie zdobyły główną redutę Gustawa.

7 dni trwało natarcie Dywizji Karpackiej i Kresowej, które zostało rozpoczęte dnia 11 w nocy. Wobec groźby całego odcięcia, część załogi broniącej klasztor wycofała się pod osłoną nocy, gdy wzgórze San Angelo zostało zdobyte.

Pierwsze oddziały polskie wkroczyły na górę Monte Cassino o godz. 5 rano. Likwidując ostatnie ośrodki oporu spadochroniarzy niemieckich, wzięły one licznych Niemców.

System obronny klasztoru oparty był na wykutych w skale pozycjach oraz stalowych pilboxach.

Na wieść o zwycięstwie Polaków, dowódca 8. Armii gen. Leese przybył do kwatery gen. Andersa i złożył na jego ręce serdeczne życzenia dla żołnierzy pozostających pod jego dowództwem. Gen. Leese oświadczył, że korpus polski dokonał wielkiego czynu, który posiada ogromne znaczenie dla całokształtu operacji. Po rozmowie z gen. Andersem dowódca 8. Armii przyjął korespondentów wojennych którym powiedział: „Jest to wielki dzień dla Polaków i dla nas. Klasztor Cassino został zdobyty przez polskie oddziały. Była to naprawdę bardzo ciężka i wyjątkowo trudna operacja. Wysiłek Polaków był ogromny.”

Gen. Anders w rozmowie ze mną podkreślił niesłychanie ciężkie warunki, w jakich Polacy musieli walczyć z wyborowymi oddziałami niemieckimi i zdobyć wzgórze, które było naszpikowane wieloma umocnionymi punkatmi oporu.

Komunikat wydany przez Dowództwo Polskiego Korpusu w dniu 18 maja brzmi następująco:

„W ciągu popołudnia dn. 17 oraz w nocy z 17 na 18 maja oddziały polskiego korpusu przełamały całkowicie obronę kompleksu wzgórz Monte Cassino. W rejonie San Angelo i w rejonie grzbietu 593 oraz 569 odparto szereg zaciekłych przeciwnatarć nieprzyjaciela, które były wspierane koncentrycznym ogniem ciężkich moździerzy artylerii. Celem przeciwnatarcia niemieckiego było niedopuszczenie Polskiego Korpusu do połączenia się z siłami brytyjskimi, działającymi w dolinie Liry oraz do zapobieżenia izolacji klasztoru Monte Cassino i miasta Cassino. Pobity nieprzyjaciel usiłował pod osłoną nocy przedrzeć się częścią swych sił z rejonu klasztoru Monte Cassino i miasta Cassino, pozostawiając w naszym ręku jeńców, rannych i wiele sprzętu. O godz. 10.20 sztandar polski zatknięty został na ruinach klasztoru. Obecnie oddziały polskiego Korpusu oczyszczają zajęty teren, likwidując broniące się jeszcze gniazda oporu. Na kierunku Villa San Lucia walki trwają nadal.”

Ciężkie straty

Walki na całym odcinku były niezwykle zażarte, jedno ze wzgórz 593 aż 7 razy przechodziło z rąk do rąk. Ponieślismy ciężkie straty. Z jednego batalionu Trzeciej Dywizji Karpackiej zostało kilkudziesięciu jedynie żołnierzy; z jednej kompanii 6 żołnierzy. Żołnierz nasz wykazał niezwykłe męstwo zarówno w natarciu, jako też podczas 24-ch dni, kiedy pozostawał na pozycjach będących podstawą wyjściową dla natarcia. Wówczas to oddychać musiał powietrzem zatrutym rozkładającymi się trupami własnych kolegów i mułów.

"Żołnierz nasz wierzy, że przez te pola bitwy dojdzie do Polski."

W chwili, gdy nadeszła wiadomość o zwycięstwie pod Cassino, rozpoczynało się właśnie nabożeństwo polowe, w Dowództwie Korpusu z okazji Wniebowstąpienia. Po skończonej mszy przemówił do żołnierzy gen. Anders: „W tej chwili cały swiat rozgłasza imię Polski. Naszym czynem żołnierskim zadaliśmy kłam wszystkim „Wandom”. Zdobyliśmy Monte Cassino. Dzięki bohaterskiej piechocie, wspaniałej artylerii, saperom, którzy ponieśli ogromny trud, dzięki wojskom łączności, załogom czołgów, wreszcie dzięki wspólnemu wysiłkowi, trudowi i pracy sztabu oraz wszystkich bez wyjątku oddziałów broni i służb. Dzisiaj został zatkniety sztandar polski na murach zburzonego klasztoru Cassino. Nie była to tylko bitwa o Cassino, była to bitwa o Polskę. Bitwe tę wygraliśmy.

Zdzisław Bau

 

Meldunek gen. W. Andersa do Naczelnego Wodza

Gen. W. Anders nadesłał na ręce Naczelnego Wodza poniższą depeszę:

1. Bóg dał zwycięstwo. Chorągiew polska o godz. 10.20 dnia 18 maja na klasztorze Cassino. Przeszliśmy piekło ognia, umocnień, niespotykanych trudności terenowych, walcząc z najlepszymi oddziałami niemieckimi. Zwycięstwo osiągnięte dzięki bohaterstwu żołnierzy. Dowódcy świecili przykładem. Pełna przyjaźni współpraca z korpusami brytyjskimi. Wspaniała pomoc lotnictwa. Pomimo strat i straszliwego zmęczenia po czterech dniach walki pod Cassino oraz 7 dniach natarcia duch i morale wojsk na najwyższym poziomie.                                                 

Niech żyje Polska!

2. Straty korpusu nie podważają naszej organizacji. Wśród tych, którzy oddali swe życie za ojczyznę ze starszych dowódców zginęło trzech podpułkowników i dwóch majorów. Rannych 1 pułkownik i dwóch podpułkowników. Olbrzymia większość rannych lekko wkrótce powróci do szeregów. Łączymy wyrazy żołnierskiego oddania.

ANDERS, generał dywizji, Dowódca Armii Polskiej Wschód

 

Depesza Prezydenta R.P. do gen. Andersa

Prezydent R.P. wysłał na ręce gen. dyw. Władysława Andersa depeszę następującej treści:

Gen. Władysław Anders!

Żołnierze II Korpusu!

Polacy w Kraju i na całym świecie dowiedzieli się o Waszych, uwieńczonych powodzeniem bohaterskich i ofiarnych walkach. Wszystkie narody sprzymierzone doceniają Wasz wysiłek i męstwo. Imieniem Polski za którą walczycie ślę wam wyrazy uznania.

                                                                                        Władysław Raczkiewicz

 

Premier do gen. Andersa

Natychmiast po otrzymaniu wiadomości o zdobyciu przez Wojska Polskie Monte Cassino, prezes Rady Ministrów St. Mikołajczyk wystosował do dowódcy II Korpusu gen. Andersa następującą depeszę:

Rząd R.P. był całym sercem z Wami, w walkach uwieńczonych zdobyciem Cassino. Ten wspaniały czyn II-go Korpusu W.P. okrywa nową chwałą oręż Polski i zbliża dzień wyzwolenia.

                                                                                           Stanisław Mikołajczyk

 

Rozkaz Nacz. Wodza

Naczelny Wódz generał broni Kazimierz Sosnkowski wydał rozkaz Nr. 9 do Polskich Sił Zbrojnych, z okazji zdobycia klasztoru w Cassino:

„Żołnierze Polskich Sił zbrojnych w Kraju i na obczyźnie!

„Nasza myśl wzruszona biegnie na front włoski, gdzie II Korpus okrył imię Polski sławą nieprzemijającą i dodał świetnych blasków dziejom Oręża Polskiego.

„Chwała zwycięzcom z pod Cassino!

„Nie zardzewiał miecz polski, lecz lśni jego ostrze w słońcu historii, która pisze wyroki ludziom i narodom.

„Żołnierze Polscy!

„Gdziekolwiej jesteście, uczcijcie chwilą milczenia pamięć Poległych w tej wielkiej bitwie, a na cześć żywych wznieście trzykrotny okrzyk: „Niech żyją!”

„Rozkaz powyższy polecam odczytać przed frontem oddziałów, na pokładach okrętów R.P. i w dywizjonach lotniczych.”

 Londyn, dnia 19 maja, 1944 r.

                                                                          Naczelny Wódz

                                                                    Kazimierz Sosnkowski,

                                                                            Generał Broni

Prezentowane materiały archiwalne pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie >

 

 

 

 

Sytuacja na polskim odcinku frontu wywołuje coraz większe napięcie. Oczy wszystkich korespondentów wojennych skierowane są na żołnierzy polskich, którym przypadła w udziale walka na najtrudniejszym odcinku „linii Gustawa”.

 

W doniesieniach z pierwszych stron gazet coraz częściej pojawiają się informacje  o słabnącej sile niemieckiej. Sami Niemcy w komunikatach wojennych przyznając się do niepowodzeń, zwracają uwagę na ogromną przewagę wojsk alianckich. Ich zdaniem „tocząca się bitwa należy do największych operacji w stylu ostatniej wojny światowej”.

Tymczasem...

Archwialne numery Dziennika pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

Agata Rola-Bruni

Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Le Rondini

 

Kosztem wielkich ofiar Niemcy powstrzymują Polaków

Krwawe walki na polskim odcinku frontu

Przecięcie szosy Nr. 6 ułatwi zadanie naszych oddziałów

 

Na odcinku na północ od Cassino, na którym walczą oddziały drugiego korpusu polskiego, sytuacja pozostaje tymczasem niezmieniona. Bezpośredniego ataku na Cassino do tej pory nie było.

Korespondenci brytyjscy i amerykańscy opisują niezwykle ciężkie walki oddziałów polskich i składają hołd ich waleczności i ofiarności. Stwierdzają oni, że odcinek, który powierzono dywizjom polskim, jest najbardziej ciężkim z całego frontu. Niemcom udało się wprawdzie powstrzymać napór Polaków, jednakże niemiecka dywizja spadochronowa poniosła tu bardzo ciężkie straty.

Postępy oddziałów brytyjskich i indyjskich zagrażające przecięciem szosy Nr. 6, prowadzącej z Cassino do Rzymu, mogą niebawem ułatwić zadanie oddziałów polskich.

Doniesienia napływające z frontu włoskiego pozwalają obecnie lepiej zorientowac się w niezwykle trudnym zadaniu, jakie przypadło w udziale oddziałom polskim.

Terenem walk dywizji polskich są wzgórza bezpośrednio na północ od Cassino. Szczególnie zacięte walki toczyły się o pozycję na „wzgórzu duchów” które – jak juz donosiliśmy – przechodziło kilkakrotnie z rąk do rąk i w końcu pozostało ziemią niczyją. Najmniej zacięte walki toczyły się na zboczach wzgórza Albaneta sąsiadującego ze słynnym wzgórzem na którym stoi klasztor.

Wczorajszy komunikat dowództwa sojuszniczego stwierdza, że wśród wzgórz na północ od Cassino nie nastąpiły żadne zmiany. Nie znaczy to jednak, że walki na tym odcinku chwilowo ustały.

O charakterze walk świadczy doniesienie korespondentów amerykańskich pism „New York Post” i „Chicago Daily News” stwierdzające, że Polacy nie mogli nawet grzebać poległych na miejscu i że nad polem walki unosi się odór rozkładających się ciał.

Z największą brawurą i determinacją

Bardzo obszerne sprawozdanie o atakach jednostek polskich nadesłał korespondent „Times”. Oto jego depesza.

W początkowej fazie ofensywy 8. Armii na linię Gustawa, wzgórza położone na północny zachód od Cassino, były najbardziej ciężkim odcinkiem atakowania. Na tym właśnie odcinku oddziały polskie walczyły z największą brawurą  i determinacją. Nieprzyjacielowi już w początkowej fazie walk udało się zahamować natarcie Polaków, ale straty poniesione przez I. niemiecką dywizję spadochronową były bardzo ciężkie.

Kiedy w ubiegły piątek Polacy ruszyli do ataku, oddziały niemieckie dokonały właśnie przegrupowania. Mogło to być czynnikiem sprzyjającym dla atakujących i wprowadzić zamieszanie w szeregi fanatycznie walczących niemieckich spadochroniarzy. Jednak rachuby te zawiodły i w rezultacie nacierające polskie oddziały napotkały na dwukrotnie większe siły nieprzyjacielskie niż przewidywano. I tak np. jedna z kompanii polskich , która zdobyła „Wzgórze Duchów” („Phantom Ridge”), była atakowana siedmiokrotnie, coraz to większymi siłami. W ostatnim ataku Niemcy rzucili przeciwko kompanii polskiej cały batalion i wtedy dopiero Polacy zostali zmuszeni do wycofania się.

Wzgórze duchów

„Wzgórze duchów” leży w pasmie górskim Sant Angelo, położonym na północny zachód od Cassina. Na tym właśnie trudno dostępnym paśmie górskim – pisze dalej korespondent „Times’a” – walczyła polska dywizja. W rejonie przylegającym do miasta Cassino Polacy z desperacką brawurą atakowali strome zbocza wzgórza Albaneto, położonego w pobliżu klasztoru. Straty Polaków były ciężkie, ale ciosy zadane przez nich Niemcom były jeszcze większe.

Dowódcy polscy i żołnierze z ochota i dumą wyrazili swoją gotowość do podjęcia wyjątkowo cięzkiego i trudnego ataku. Możliwym jest jednak, że dalsze ich zadania będą ułatwione przez nacisk oddziałow brytyjskiech na północ od doliny rzeki Liri.

Również korespondent wojenny „News Chronicle” opisuje wielkie trudności na jakie natrafiły atakujące oddziały polskie.

„Silne oddziały polskie w zaciętych walkach wśród umocnień leżących powyżej Cassino powoli przezwyciężają  opór niemiecki. Kiedy zwiedzałem odcinek frontu, na którym walczą Polacy – pisze korespondent – mogłem stwierdzić, że ciosy jakie zadali oni nieprzyjacielowi były bardzo ciężkie. Zbocze wzgórza pokryte było trupami spadochroniarzy niemieckich.

Nawet gdy Polacy wycofali się z jednego wzgórza niemieccy spadochroniarze nie byli w stanie zająć ich pozycji.

Kompania polska straciła ok. 20 zabitych ale straty zadane przez nią Niemcom były pięciokrotnie większe. Oddział polski odparł 6 kontrataków przeprowadzonych z trzech stron. Gdy zaczął się 7 kontratak nieprzyjaciel posiadał olbrzymią przewagę liczebną. Własciwie atakował cały batalion, podczas gdy kompania polska bardzo osłabiona nie miała już prawie zupełnie amunicji. W rezultacie musiała ona wycofać się na pozycje oddalone o kilkaset yardów, gdzie pozostała w akcji przez dalszych 48 godzin zanim została zluzowana.

Prezentowane materiały archiwalne pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie >

 

W dniu 16 maja ukazał się kolejny obszerny artykuł o sytuacji na „linii Gustawa”. Szczegółowe informacje dotyczą osiągnięć poszczególnych oddziałów 5. i 8. armii – ich zdobyczy terytorialnych, liczby jeńców wziętych do niewoli. Przytaczane są także opinie dowództwa niemieckiego na temat rozwoju sytuacji na froncie włoskim. Alianci zaczynają ujawniać szczegóły swojej ofensywy we Włoszech.

W oficjalnym komunikacie sojuszniczym cytowanym w artykule Znaczny wyłom w „linii Gustawa” ujawniony został udział Polaków w bitwie w okolicach Cassino.

W tymże komunikacie ujawniono również udział pancernych wojsk południowo-afrykańskich, które po raz pierwszy walczą poza kontynentem afrykańskim.

O zaciekłych bojach Polaków opowiada fragment Polacy walczą na bagnety.

Archwialne numery Dziennika pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

Agata Rola-Bruni

Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Le Rondini

 

Polacy walczą na bagnety

Dowództwo polskie na froncie Cassino dnia 13 maja 1944 r. Korespondent wojenny PAT’a donosi z wysuniętych stanowisk oddziałów polskich:

Ciężkie i zacięte walki toczą się na naszym odcinku frontu. Niemieccy spadochroniarze bronią się z desperacką zaciętością z poza silnie rozbudowanych umocnień. Na drodze swego natarcia oddziały Dywizji Kresowej i Dywizji Karpackiej natrafiły na liczne betonowe umocnienia oraz kamienne domy, zamienione w blokhauzy. Toczą się krwawe walki na bagnety. Żołnierz nasz daje bezprzykładne dowody męstwa, szturmując ukryte w skałach niemieckie umocnienia, z których Niemców trzeba „wykurzać” miotaczami ognia.

***

Oddziały Dywizji Kresowej i Dywizji Karpackiej umacniają zajęte stanowiska. W ciągu dnia i nocy odparto silne przeciwnatarcia nieprzyjaciela, wspierane w niektórych miejscach czołgami. Dochodziło do zaciętej walki wręcz. Niektóre punkty przechodziły z rąk do rąk, lecz ostatecznie zostały utrzymane przez Polaków. Nieprzyjaciel poniósł ciężkie starty. Zniszczono kilka czołgów i wzięto do niewoli kilkudziesięciu jeńców.

Ogień naszej artylerii przyczynił się do zadania start nieprzyjacielowi oraz zmusił do milczenia wiele niemieckich baterii.

Prezentowane materiały archiwalne pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie >

 

 

Cassino i wzgórze klasztoru Benedyktynów zostały zdobyte. Decydujący atak na miasto przeprowadzony został przez oddziały brytyjskie, podczas gdy wojska polskie zdobyły klasztor.

W 24-godzinnym ataku oddziały 8-mej Armii zdołały przeprowadzić manewr kleszczowy, odcinający szosę nr. 6 i uniemożliwiający w ten sposób wycofanie się Niemcom.

W ten sposób apenińska Linia Gustawa przestała istnieć.

W slad za doniesieniem o rozpoczęciu bitwy o Linię Hitlera nadeszła wiadomość o zdobyciu przez Francuzów miasta Esperii – południowego cypla tej linii umocnień.

Wczoraj wieczorem źródła niemieckie podały wiadomość o przebiciu się po przez obronę w Formii i zaatakowaniu miasta Itri, leżącego już głęboko w tyle za fortyfikacjami Linii Adolfa Hitlera. Liczba jeńców niemieckich wyniosła dotąd 4,500.

 

TWIERDZA, KTÓRA BRONIŁA SIĘ PRZEZ 5 MIESIĘCY

Monte Cassino – ten niezdobyty tak długo klasztor na wzgórzu górującym nad Cassino przejdzie do historii tej wojny. Przed 5 miesiącami wzgórze to po raz pierwszy zatarasowało drogę wojskom amerykańskim i od tego czasu było potężnym niemieckim bastionem, broniącym drogi do Rzymu i wstrzymującym ataki wojsk sojuszniczych.

W dniu 15 marca zaciekły szturm na klasztor przypuściły wojska nowo-zelandzkie, ale i ten atak załamał się na potężnych pozycjach Niemców, korzystających z wyjątkowych zupełnie warunków obronnych Monte Cassino.

Od miesięcy klasztor ostrzliwany był przez artylerię sojuszniczą i bombardowany z powietrza. Na wzgórze to spadła największa ilość bomb jaką w tej wojnie zdołano skoncentrować na jednym punkcie frontu.

Wczoraj klasztor został zdobyty przez żołnierzy II Korpusu polskiego, jednocześnie do pobliskiego Cassino, nad którym wzgórze klasztorne dominuje, wkroczyły wojska brytyjskie. Przekroczenie przez Brytyjczyków szosy Nr. 6 ułatwiło akcję Polakom.

Operacja pod Cassino stała się jeszcze jednym przykładem braterstwa broni polskich i brytyjskiech żołnierzy.

 

Ta krew nie może się zmarnować

(t.h.)  I znów na pierwszych stronach prasy brytyjskiej i amerykańskiej pojawiły się wiadomości o czynach polskich żołnierzy. Tym razem jednak nie chodzi o 21 amnestionowanych, którzy domagają się zwolnienia z wojska polskiego.

Po kilkudniowych zaciętych i krwawych walkach Polacy dokonali wielkiego czynu w historii walk na froncie włoskim. Szturmem żołnierzy polskich zdobyty został klasztor na Monte Cassino – potężna twierdza niemiecka, o którą załamywało się w ciągu 5 miesięcy tyle ataków sojuszniczych. Codzienne depesze z frontu włoskiego przynoszą informacje o ofiarności, bohaterstwie i samozaparciu polskich oddziałów. Ze wzruszeniem czytamy na łamach pisma, które przed kilku jeszcze dniami bez wahania drukowało najniewybredniejsze zarzuty pod adresem polskich sił zbrojnych – takie zwroty, jak „w walce wręcz, Polacy dokonali niemożliwych, wprost czynów odwagi”, „niepomni na straty szli naprzód pod huraganowym ogniem niemieckim”, gnani żądzą zemsty na znienawidzonym wrogu runęli jak lwy, do ataku”.

Tak więc w momencie największego nasilenia kampanii, starającej się podważyć zaufanie i szacunek, jakim dotąd cieszył się żołnierz polski wśród Sprzymierzonych, kampanii, nieprzebierającej w oszczerczych oskarżeniach o czyny nielicujące z żołnierskim honorem – żołnierz polski raz jeszcze wykazał swoje nietylko wojskowe lecz i moralne wartości.

Żołnierz, który przeszedł tak wiele, a mimo to potrafi wykazać taką odporność, taką siłę, taką determinację i wolę walki musi być moralnie zdrowy. Dywizje Karpacka i Kresowa – jakże symbolicznie brzmią dziś te nazwy - dowiodły, że posiadają takiego właśnie żołnierza. Te dywizje oskarżane o...dezercję z frontu wschodniego, o niechęć do walki z Niemcami, dziś dokonują czynów męstwa na najtrudnieszym odcinku frontu we Włoszech. Jak śmiesznie brzmią dziś, w porównaniu z doniesieniami angielskich korespondentów, oszczercze oskarżenia radiostacji „Kościuszko”. Jak śmiesznie wyglądają niezdarne zabiegi propagandy niemieckiej, która przy pomocy radiostacji „Wanda” próbowała zniszczyć zaufanie żołnierzy polskich do ich brytyjskich i amerykańskich Sprzymierzonych, oraz zasiać wśród nich zwątpienie i niewiarę. Dziś żołnierz polski wykazał, że tak jak nie zdoła go załamać ogień nieprzyjacielski – tak samo nie potrafi załamać go wroga propaganda.

Po Francji i Narwiku, po Tobruku i Gazali nowe nazwy znaczą historię wojska, które ani na chwilę nie złożyło broni. Cassino – jedna z najpotężniejszych fortec tej wojny, klasztor atakowany z lądu i z powietrza, masyw Albenata, Wzgórze Widm – oto miejsca, na których, w zaciętych walkach z doborowymi spadochroniarzami niemieckimi, polała się znów gęsto krew polska.

Krew ta nie będzie zmarnowana. Nie może ona wsiąknąć w niepamięć tak, jak wsiąka obecnie w górzystą ziemię południowych Włoch. Będzie ona jeszcze jednym dowodem wobec świata, że naród, który wykazał taką siłę i wytrwałość, taką ofiarność i gotowość walki, naród który ma takich żołnierzy i obywateli – czynami okupił swe prawo do wolności, niepodległości i całości swego państwa.

nadesłała Agata Rola-Bruni

Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Le Rondini

Prezentowane materiały archiwalne pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie >

 

W środę 17 maja ”Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” informuje w swoich doniesieniach o kolejnych sukcesach wojsk alianckich. „Coraz to nowe punkty umocnione niemieckiej „linii Gustawa” padają pod ciosami armii sojuszniczych we Włoszech.”

Szczególną uwagę przykuwa polski odcinek frontu, który, jak wynika z doniesień,  „jest nadal określany jako spokojny.”

Polscy i zagraniczni korespondenci wyjaśniają przyczyny sytuacji zaistniałej w okolicach Cassino, zwracając jednocześnie uwagę na wyjątkową postawę polskiego żołnierza.

Archwialne numery Dziennika pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

Agata Rola-Bruni

Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Le Rondini

 

Na najtrudniejszym odcinku frontu

Oddziały polskie na „Linii Gustawa”

(Od korespondenta wojennego PAT’a we Włoszech)

Kwatera Polowa W.P. na froncie Cassino 13 maja 1944 r.

Na polskim odcinku frontu pod Cassino toczyły się całą noc ciężkie i krwawe walki. Oddziały piechoty polskiej: Dywizji Kresowej i Karpackiej nacierały na stanowiska niemieckie ukryte w skałach i na szczytach wzgórz. Natarcie polskie poszło po huraganowym ogniu artylerii. Niektóre umocnione punkty bojowe zdobyto po ciężkich walkach wręcz, podczas których nasze oddziały kilkakrotnie zrywały się do szturmu. Żołnierze Dywizji Karpackiej i Kresowej szły z twardym uporem naprzód pod ogniem artylerii i ciężkich moździerzy niemieckich.

Teren walki jest wyjątkowo ciężki. Niemieccy inżynierowie z Todta mieli przez ostatnie 6 miesięcy czas rozbudować „Linię Gustawa” w sznur mocnych betonowych schronów bojowych ukrytych w skałach. Kamienne domy tak charakterystyczne dla tej okolicy Włoch zamienione zostały na blokhauzy. Wyborowe oddziały niemieckie bronią się na tych fortyfikacjach z desperacką zawziętością.

W tym górskim terenie, gdzie podczas natarcia należy pokonywać strome, skaliste zbocza i przy takim przeciwniku sukcesy należy liczyć nie w kilometrach a w metrach. Nie należy spodziewać się szybkich i efektownych zwycięstw. Sukcesem w tym terenie jest wyparcie nieprzyjaciela z jednego umocnionego stanowiska lub zdobycie jednego wzgórza.

Żołnierz polski w tych walkach trwających od 48 godzin daje dowody niezwykłego męstwa, a przy natarciach na ukryte w granicie stanowiska niemieckie wykazał waleczność i brawurę.

Po całonocnych walkach Niemcy, licząc na wyczerpanie naszych żołnierzy przeszli na kilku odcinkach do przeciwnatarcia. Żołnierze Dywizji Karpackiej i Kresowej odparli wszystkie uderzenia podczas których stwierdzono, że Niemcy rzucili do akcji świeże oddziały.

Wzięto do niewoli pewną liczbę Niemców, którzy opowiadają, że wojska niemieckie wskutek morderczego ognia artylerii ponieśli duże straty.

Charakterystyczną depeszę korespondenta „Associated Press” z odcinka frontu na którym walczą Polacy zamieszcza prasa nowojorska. Korespondent ten w wyrazach najwyższego uznania stwierdza, że odcinek polski jest jednym z najtrudniejszych z tego, tak trudnego frontu. Niemcy wystawili przeciwko Polakom swoje najlepsze wojska.

 

Na największej przeszkodzie

Po bitwie pod El Alamein gen. Alexander wyjaśniał zebranym korespondentom wojennym, na czym - jego zdaniem – polega przebicie się przez umocnioną pozycję nieprzyjacielską. „Wygląda to tak, jak wybijanie łomem żelaznym dziury w ścianie – mówił on. Wbija się z największą siłą sztabę w mur, poczym stara się dziurę tę poszerzyć przez wiercenie łomem. Gdy dziura już poszerzy się, należy znów bić łomem głębiej.”

Otóż w bitwie, która dziś toczy się we Włoszech posiadamy 4 aljanckie łomy żelazne, które wiercą dziury w murze niemieckim. Te cztery łomy - pisze korespondent wojenny pisma „The Times” - to Polacy, Brytyjczycy, Francuzi i Amerykanie. Polacy są w tej chwili zahamowani. Brytyjczycy i Amerykanie są w trakcie pogłębiania wyłomów za pomocą wiercenia sztabami po pierwszych swych ciosach, a Francuzi zdołali już dokonać wyłomu i obecnie poszerzają wybite dziury.

Trudności Polaków – pisze on dalej – walczących na wzgórzach, otaczających Cassino od północnego zachodu polegają na tym, że Niemcy stawiają na tym odcinku najbardziej może zacięty opór. Pasma wzgórz stanowią dziś największą przeszkodę, jaka stoi przed 8. armią. Muszą one być oczyszczone całkowicie z nieprzyjaciela zanim jakiekolwiek postępy mogą być dokonane, chyba że przyszliby tu z pomocą Francuzi atakujący na lewym skrzydle z zadaniem okrążenia pozycji nieprzyjacielskich.

Prezentowane materiały archiwalne pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie >

 

Z dnia na dzień rosło zainteresowanie ofensywą aliancką we Włoszech. Z każdym dniem na łamach „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” coraz więcej miejsca zajmowały relacje z przebiegu wydarzeń rozgrywających się wzdłuż „linii Gustawa”.

W dniu 15 maja ukazały się dwa obszerne artykuły przedstawiające ogólną sytuację na froncie włoskim.

W artykułach tych brak szczegółow dotyczących walk żołnierzy II Korpusu Polskiego.

Podsumowanie przebiegu walk na polskim odcinku frontu szczegółowo przedstawia korespondent wojenny Polskiej Agencji Telegraficznej (PAT) – Zdzisław Bau – w doniesieniach z dnia 15 maja opublikowanych w dniu 17 maja. W tymże dniu ukazuje się także informacja na temat żołnierzy niemieckich Pierwszej Dywizji Spadochronowej, z którymi walczyli Polacy. Archwialne numery Dziennika pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

Agata Rola-Bruni

Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Le Rondini

 

NIEMIECCY SPADOCHRONIARZE

Na odcinku polskim walczy po stronie nieprzyjaciela Pierwsza Dywizja Spadochronowa należąca do najbardziej doborowych jednostek niemieckich. Dywizja ta użyta została przez Niemców w wielu kampaniach. Wsławiła się ona szczególnie w czasie pamiętnej operacji niemieckiej na Krecie.

Żołnierze dywizji spadochronowej pochodzą przeważnie z Tyrolu. Odznaczają się oni szczególnie młodym wiekiem. Najstarszy sposród wziętych do niewoli jeńców miał zaledwie 24 lata.

Spadochroniarze dywizji niemieckiej – to typowi przedstawiciele Hitler Jugend, wychowani w fanatycznym przywiazaniu do Hitlera. Wyróżniaja się oni niezwykłą brutalnością i typowo niemiecką bezwzględnością.

Swe oblicze wykazali ci „doborowi niemieccy żołnierze” swym stosunkiem do jeńców. Jeden z rannych żołnierzy polskich dostał się w pierwszym dniu natarcia do niewoli. Gdy po 24 godzinach koledzy zdołali go odbić miał on połamane żebra i wybite wszystkie zęby.

 

W krwawych walkach ze spadachroniarzami niemieckimi

Polskie dywizje utrzymały zdobyte pozycje

Wzgórze przechodziło 5 razy z rąk do rąk

(Od korespondenta wojennego PAT’a we Włoszech)

Kwatera Polowa W.P. na froncie Cassino. 15 maja 1944 r.

Korespondent wojenny PAT’a Z. Bau donosi z wysuniętego stanowiska oddziałów polskich:

 

W tej chwili można już zreasumować wyniki pierwszej fazy natarcia na „Linię Gustawa”.

Należy podkreślić, że żołnierz nasz natrafił na opór wyborowych oddziałów niemieckich, sławnej dywizji spadochronowej, weteranów wielu kampanii.

Terenem walki były skaliste szczyty górskie i zbocza, urywające się przepaścią. Tutaj każdy metr zdobyty należy uważać za sukces. Saperzy niemieccy w ostatnich miesiącach gorączkowo fortyfikowali ten teren, idealnie nadający się do obrony. Roboty prowadzono w nocy i  w dzień, korzystając z huku powodowanego ogniem artylerii, zagłuszającego hałas kilofów i łopat. W skalistych ścianach powstały niemieckie umocnienia polowe i schrony. Przedpola tych stanowisk Niemcy silnie zaminowali.

W nocy przed natarciem mogłem przekonać się, że stanowiska niemieckie z reguły znajdują się na górze – a nasze na dole. Podczas szturmu żołnierz nasz biegiem musi pokonywać duże wzniesienia pod ogniem ciężkich moździerzy niemieckich, kalibru 4.2, pod ogniem ciężkich karabinów maszynowych i wszelkiego innego typu broni maszynowej i ręcznej. Odległość dzięląca przedmiot natarcia od punktu wyjściowego natarcia wynosiła przeciętnie 600 yardów.

Piechota obu naszych Dywizyj ruszyła do szturmu z olbrzymim zapałem-po morderczej zaporze ogniowej rzuconej na linie niemieckie. Żołnierze uzbrojeni byli w lekkie karabiny automatyczne, granaty lekkie i ciężkie moździerze. W ślad za nacierającą piechotą szły działa zmontowane na podwoziu gąsienicowym. Po krótkiej walce wręcz pierwsze cele natarcia były zdobyte. Jednocześnie odezwała się artyleria i moździerze niemieckie, których nie zdołał zniszczyć ogień naszych baterii zwalczających nieprzyjaciela. Do przeciwnatarcia ruszyła piechota niemiecka zasilona bliskimi odwodami. Pierwszy atak niemiecki załamał się w ogniu naszej artylerii. Oficerowie niemieccy, którzy otrzymali od swego dowódcy rozkaz odbicia za wszelką cenę tych pozycji, raz poraz podrywali spadochroniarzy do natarcia. Wszystkie te natarcia zostały jednak przez nas odrzucone, a pozycje utrzymane. Z brzaskiem Niemcy zaprezstali atakować.

W południe pierwszego dnia bitwy Niemcy znowu kilka razy bez powodzenia nacierali. W nocy walki rozgorzały z całą gwałtownością. Po ciężkiej walce wręcz Niemcom używającym w starciu długich noży udało się odbić jedno ze wzgórz. Żołnierze jednej z kompanii Dywizji Karpackiej, którzy trzymali to wzgórze ruszyli do przeciwnatarcia.

Pięciokrotnie w ciągu tej nocy wzgórze przechodziło z rąk do rąk.

W nocy z 13/14 maja toczyły się równie zacięte walki. Polacy utrzymali całkowicie stanowiska zdobyte pierwszej nocy ofensywy – z tym, że szczyt jednego ze wzgórz stał się ziemią niczyją. Na jednym zboczu znajdowali się Polacy – na zboczu po drugiej stronie Niemcy. W tych ciężkich walkach ponieśliśmy duże starty, stosunkowo jednak znacznie mniejsze od Niemców, którym zniszczono całą kompanię.

Wsród zabitych i rannych znajdują się nasi wyżsi oficerowie, którzy idąc jako pierwsi, prowadzili żołnierzy do szturmu. Bitwa ta wykazała naprawdę wspaniałe koleżeństwo między oficerem i żołnierzem, a większość żołnierzy będąca w takim ogniu pierwszy raz w życiu, mając za przeciwników niemieckich spadochroniarzy, zdała egzamin celująco.

Nie należy się spodziewać szybkich i efektownych sukcesów. Wyników tej walki – jak powiedział gen. Lease – nie należy mierzyć na kilometry, ale na metry i zdobyte umocnione stanowiska. Pod tym kątem widzenia należy patrzeć na pierwszą fazę naszego natarcia na „Linię Gustawa”.

Zdzisław Bau

Prezentowane materiały archiwalne pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie >