Magazyn - Nasz Swiat
21
So, październik

„Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” ukazywał się 6 razy w tygodniu - od poniedziałku do soboty. Pomimo iż brak numeru z 14 maja (była to niedziela), pragniemy w dniu dzisiejszym przedstawić dwa artykuły przybliżające szczegóły przemieszczenia 8. armii na Zachód. Informacje te, ze względu na objęcie tajemnicą wojskową, nie były ujawniane przed rozpoczęciem ofensywy alianckiej.

Prezentujemy relację korespondenta wojennego dziennika „Daily Mail” opublikowaną w dniu 15 maja oraz relację korespondenta wojennego Polskiej Agencji Telegraficznej (PAT) – Zdzisława Baua – opublikowaną w dniu 17 maja.

Archwialne numery Dziennika pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

Agata Rola-Bruni

Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Le Rondini

 

Przemarsz „armii duchów”

Jak 8. armia zmieniła swe m.p.

Przeniesienie całej 8. armii z odcinka adriatyckiego na główny front 5. armii jest jednym z największych sukcesów taktycznych tej wojny.

Korespondent wojenny dziennika „Daily Mail”, który od wielu tygodni był przydzielony do 8. armii w następujący sposób opisuje to niezwykłe osiągnięcie.

„Poraz pierwszy od wielu tygodni mogę w nagłówku mojego komunikatu napisać-m.p. 8. armii. Dotąd był to pilnie strzeżony sekret. Na kilka dni przed fantastycznym marszem „armii duchów” poprzez góry środkowych Włoch wszyscy korespondenci wojenni zostali wezwani na konferencję prasową i poinformowani o całym planie. Plan ten przewidywał przesunięcie całej armii wraz ze sprzętem, taborami, formacjami tyłowymi, i magazynami. Nawet wszystkie maskotki, z których wiele przybyło jeszcze z Afryki, miały być przetransportowane wraz z oddziałami. Plan ten, prawie że na oczach Niemców, został przeprowadzony z całą dokładnością.

Oddziały przesuwane były pojedyńczo, czasem nocami a często i za dnia i nagle na ulicach Neapolu i innych miasteczek w zachodnich Włoszech pojawiły się znane już wszędzie odznaki 8. armii naszyte na rękawach battledresów. Korespondenci wojenni brali czynny udział w tej wielkiej mistyfikacji. Ci, którzy przeszli wraz z 8. armią na odcinek zachodni, ciągle jeszcze wysyłali swe doniesienia z nagłówkiem „m.p. 8. armii” inni, którzy od pewnego czasu przydzieleni już byli do tej armii na nowych pozycjach, ciągle jeszcze pisali o 5. armii.

Tajemnica, wydawało się, nie mogła być dłużej dochowana. A jednak Niemcy do końca nie wiedzieli nic. Co noc wysyłali oni swe patrole na odcinku adriatyckim w poszukiwaniu informacji. Spotykali oni nasze patrole, nie orientując się jednak, że za nimi jest już tylko pustka.

To wielkie zwycięstwo taktyczne, przy którym nie padł ani jeden strzał, było jednak przedsięwzięciem trudnym. W Apeninach leżał głęboki śnieg. Oddziały rozpoznawcze musiały szukać odpowiednich dróg, znajdować miejsca dla obozów i postojów, gdyż pojazdy na śliskich, śnieżystych drogach nie mogły posuwać się z szybkością ponad 10 mil na godzinę. Operacja udała się całkowicie i w chwili rozpoczęcia ofensywy na „linię Gustawa” Niemcy nie wiedzieli, że zaatakowani zostali również przez żołnierzy słynnej 8. armii.

 

Gdy II Korpus Polski ruszył do natarcia...

II Korpus wędruje na Zachód

(Od korespondenta wojennego Pat na froncie włoskim)

Z nad Sangro pod Cassino

Przesunięcie oddziałów II Korpusu z frontu nad rzeką Sangro na nowy odcinek Cassino rozpoczęło się z końcem kwietnia. Długie, niekończące się kolumny samochodów sunęły dniem i nocą górskimi drogami na Zachód. Dzięki ścisłemu zachowaniu tajemnicy wojskowej do chwili, kiedy nasze oddziały nie zluzowały Brytyjczyków, nie wiedziano na jaki odcinek II Korpus Polski został przesunięty.

Wojska polskie po przybyciu na nowy odcinek frontu przystąpiły do ciężkiej pracy nad urządzaniem stanowisk.

Mogłem się przekonać o ciężkich i ofiarnych wysiłkach żołnierzy Wojsk Łączności, którzy kładli kable telefoniczne przez wysokie góry wspinając się po skałach z bębnem kabla na plecach ważącym 50 kg, którzy kilka razy w dzień i w nocy szli na dalekie wyprawy naprawiać przerwane połączenia, nie bacząc na niebezpieczeństwo min, zaśmiecających wszystkie zbocza górskie.

Widziałem naszych Saperów naprawiających mosty i drogi pod obstrzałem niemieckich dział i moździerzy. Przekonałem się również o pełnej poświęcenia i odwagi pracy naszych lekarzy i sanitariuszy.

Widziałem polskich artylerzystów, wciągających działa na nieosiągalne, zdawałoby się, szczyty górskie z twardym polskim uporem, z zawziętością, dla której nie mogli ukryć podziwu nawet obcy dowódcy, kwalifikujący ten wyczyn jako bezprzykładny i dający tej broni zupełnie nowe możliwości. Dzięki temu na punkt przełamania skoncentrowany będzie ogień o zupełnie fantastycznej ilości dział. W tej chwili liczby te są jeszcze tajemnicą, można jednak powiedzieć, że na jedno działo przypada teraz znacznie mniejsza ilość metrów bieżących, niż w bitwie pod El Alamein.

Artyleria milczy...

Wszystkie zbocza górskie, przełęcze, wąwozy, doliny i kotliny dookoła Cassino są najeżone artylerią, która aby nie zdradzić swych stanowisk, milczy aż do godziny zerowej na tarczach.

Jechałem wszystkimi szlakami transportu, prowadzącymi na front, którymi żołnierze zaopatrzenia dowożą swym kolegom na linii żywność i amunicję. Praca ich odbywa się w dzień i w nocy pod obserwacją niemiecką, prowadzoną z Monte Cassino. pod ciągłym obstrzałem artylerii i moździerzy nieprzyjaciela. Są to przy tym ludzie nie najmłodsi, którzy nauczyli się prowadzić samochody dopiero w Iraku i Palestynie.

Na drodze nr 6.

Do naszej kwatery prasowej, rozłożonej w namiotach w gaju oliwkowym przy rozwalonym cmentarzu, mamy niedaleką drogę na front. Drogą nr. 6 – tą samą, która tak często pojawia się w komunikatach – jedzie się do doliny Cassino 20 min. Po drodze do doliny spotyka się jeszcze nienaruszone budowle i ludność włoską, w samej dolinie natomiast nie ma ani jednego całego domu, a takie miasteczka jak San Pietro, San Vittorio i Cervaro zrównane są z ziemią.

Rankiem, przy dobrej widoczności widać nawet gołym okiem zupełnie wyraźnie ruiny klasztoru, poszczerbione pociskami. Ruiny te muszą być zdobyte, ponieważ tak długo, jak długo chociaż jeden nawet obserwator niemiecki znajduje się pod tymi gruzami i kieruje ogniem artylerii – droga do Rzymu jest zatarasowana.

 

Zdzisław Bau

Prezentowane materiały archiwalne pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie >

 

W dniu 13 maja informacje na  temat rozpoczęcia wielkiej ofensywy Sprzymierzonych we Włoszech trafiły na pierwszą stronę „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza”.

Prezentujemy w całości artykuł, w którym, oprócz relacji z walk przedstawione zostały szczegóły przetransportowania oddziałów 8. armii w okolice Monte Cassino. Ruchy 8. armii w okresie poprzedzającym rozpoczęcie wielkiej ofensywy Sprzymierzonych odbywały się w najściślejszej tajemnicy przed wrogiem. Archwialny numer Dziennika pochodzi z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

Agata Rola-Bruni

Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Le Rondini

 

Pod osłoną ognia tysięcy dział

Rozpoczęła się ofensywa Sojuszników we Włoszech

Wojska polskie w pierwszej linii uderzeniowej

Pod osłoną ognia zaporowego na skalę, niespotykaną dotąd na śródziemnomorskim teatrze wojny – w czwartek o godz. 11-ej wiecz. 5 i 8 armie rozpoczęły wielką ofensywę we Włoszech.

Pierwsze uderzenie skierowane zostało na „linię Gustawa” pomiędzy Cassino i brzegami morza Tyrreńskiego. Wczoraj o świcie zanotowano już pierwsze sukcesy w wielu punktach frontu.

8 armia, która ostatnio potajemnie przekroczyła Apeniny i rzucona została na zachodni odcinek frontu włoskiego, bierze udział w ofensywie. Według ostatnich doniesień oddziały 8 armii zdołały przekroczyć rzekę Rapido i ukonsolidować przyczółek mostowy na przeciwległym brzegu.

Dowódca 8 armii, gen Sir Oliver Leese oświadczył, że wojska polskie obok oddziałów brytyjskich, dominialnych i hinduskich wchodzą w skład pierwszej grupy uderzeniowej.

Dokładnie w dniu 4-ej rocznicy ataku Hitlera na Francję i Holandię Niemcy znaleźli się w sytuacji obrońców „fortecy europejskiej”. Po 7 tygodniach względnej ciszy na wszystkich frontach włoskich, ciszy, która rozpoczęła się po nieudanych próbach przełamania niemieckicj linii obrony w Cassino – Sojusznicy rozpoczęli wielką ofensywę we Włoszech od huku tysięcy dział, które olbrzymim ogniem zaporowym torowały drogę uderzającym oddziałom 5. i 8. armii.

Jak słusznie jednak podkreslił jeden z generałów angielskich, bitwa rozpoczęła się już właściwie w dniu 24 marca, kiedy to lotnictwo śródziemnomorskie wystartowało po raz pierwszy do swej, nieprzerwanej już później, ofensywy lotniczej na niemieckie linie komunikacyjne i bazy zaopatrzeniowe we Włoszech.

Akcja lotnicza trwała nieprzerwanie dniem i nocą i w wyniku jej – jak to twierdzą liczni piloci – nie było już poprostu więcej obiektów do bombardowania.

Rozpoczęcie ofensywy zostało ogłoszone w specjalnym komunikacie kwatery głównej gen. Aleksandra w nastepujących słowach:

„Przegrupowanie armii sojuszniczych we Włoszech zostało z powodzeniem zakończone bez interwencji ze strony nieprzyjaciela. Operacja nasza była osłaniana przez nieustanne bombardowania z powietrza i akcje patrolowe na wszystkich frontach.

„Skomplikowane ruchy naszych wojsk i sprzętu na drogach i na liniach kolejowych zostały przeprowadzone z niezwykłą sprawnością. Wymagały one wielkich wysiłków wszystkich naszych służb. Wszystkie rodzaje broni brały w tym udział. Mimo złych warunków atmosferycznych i terenowych reorganizacja została przeprowadzona zgodnie z planami w czasie przewidzianym.

„5. i 8. armie pod dowództwem gen. Aleksandra, osłaniane przez sródziemnomorskie lotnictwo taktyczne, rozpoczęły atak na „linię Gustawa” w czwartek o godz. 2.30.”

 

Polacy idą do ataku!

Korespondent wojenny agencji „Exchange Telegraph” opisuje swe wrażenia z przejazdu wzdłuż kolumn wojsk, przygotowanych do ataku. Minąwszy maszerujące oddziały sławnego londyńskiego pułku gwardii, „spotkaliśmy kolumny Polaków. Wszyscy oni mieli skupione twarze i mocno ściskali swe karabiny maszynowe.

Była to juz ostatnia chwila przed rozpoczęciem bitwy i Polacy przygotowywali się właśnie do ruszenia do ataku.”

Korespondent Reutera podkreśla zaskoczenie niemieckie, gdy gen. Aleksander uderzył na niemieckie linie obronne na rzece Liri, koncentrując 5 i 8 armie, lotnictwo i artylerię na odcinku pomiędzy Cassino i morzem.

Tuż przed północą – donosi korespondent Reutera - powietrzem wstrząsnął niesłychany huk tysięcy dział, podczas, gdy w tej samej chwili wojska brytyjskie, dominialne, hinduskie i polskie ruszyły do wielkiej ofensywy. Z pierwszej linii szły oddziały 8. armii z zadaniem rozbicia słynnej linii Gustawa, bronionej przez całą zimę zacięcie przez Niemców.

Gen. Montgomery w swej bitwie pod El Alamein rozporządzał liczbą 800 dział i wtedy ogień tej skoncentrowanej artylerii wydawał się piekłem – donosi korespondent B.U.P. Obecnie w ofensywie włoskiej użyta jest największa liczba artylerii, jaka dotąd była rzucona do jakiejkolwiek bitwy w basenie morza sródziemnomorskiego. Przez pierwsze 40 minut ostrzeliwano niemieckie baterie i gniazda karabinów maszynowych. Potym ogień przeniesiony został na główne linie obrony i wtedy to oddziały piechoty i pancerne ruszyły do ataku. W huku dział przekraczano rzekę Rapido na całej długości pomiędzy Cassino a doliną Lirii. Jednocześnie inne jednostki ruszyły z pozycji wyjściowej na północ od Cassino w kierunku zachodnim poprzez pasma gór, a trzecia bitwa rozgorzała na froncie rzeki Garigliano.

Oddziały 8. armii zostały w największej tajemnicy przetransportowane poprzez pasma gór apenińskich i przeniesione na front 5. armii. Było to jedno z najbardziej dramatycznych posunięć tej wojny. Cała armia potajemnie zwolniła swe stanowiska na adrjatyckim odcinku frontu i w chwili rozpoczęcia ofensywy wzięła w niej udział w pierwszym rzucie. W ten sposób Niemcy nie wiedzieli, z kim walczą.

Tego rodzaju akcja związana była z wielkimi trudnościami i gen. Leese zdołał przeprowadzić ją z pełnym powodzeniem i w całkowitej tajemnicy. Patrole 8 armii dzień w dzień i każdej prawie nocy nawiązywały styczność z nieprzyjacielem, utrzymując go w przeświadczeniu, że za patrolami tymi stoi cała armia. Tymczasem na tyłach odbywały się olbrzymie ruchy wojsk i całe pułki i brygady przenoszone były w ciągu jednej nocy na nowe odcinki frontu.

 

Rzeka Rapido przekroczona

Wczoraj rano nadeszły z frontu pierwsze wiadomości, że rzeka Rapido została przekroczona w wielu punktach i że na przeciwległym jej brzegu ustabilizowane zostały przyczółki mostowe.

Na konferencji dla korespondentów wojennych, przeprowadzonej tuż za linią frontu, dowódca 8. armii, gen. Sir Oliver Leese mówił o nowych zadaniach, stojących przed Sojusznikami. Najbliższym zadaniem Sojuszników jest zdobycie „linii Gustawa”. Za linią tą znajduje się inna, jeszcze silniejsza linia „Adolfa Hitlera”. W ciągu długich miesięcy saperzy niemieccy umacniali fortyfikacje tej linii, na której Hitler nakazał swego czasu walczyć swym żołnierzom do „ostatniego człowieka”. Gen Leese podkreślił, fakt, że o sile tych umocnień świadczyć może to, iż Hitler pozwolił nazwać je swym imieniem.

„Pozycje, które obecnie atakujemy – mówi on dalej – należą do najsilniejszych, jakie armia brytyjska napotkała dotąd w ciągu tej wojny.

Według doniesień nieoficjalnych, dalej jeszcze na północ poza linią Hitlera ciągnąć się mają inne pasma fortyfikacyjne, jak linia Seyss Inquarta, linia Józefa (prawdopodobnie Goebbelsa) oraz linia Leni Riefenstahl (gwiazda filmowa i przyjaciółka Hitlera).

Dzięki nowemu ruchowi 8 armii zdarzyć się może, że dotychczasowe linie obrony niemieckiej wokół portu Pescara nad Adriatykiem zostaną odwrócone i w ten sposób bezużyteczne. Według wiadomości, jakie nadeszły do Ameryki z frontu włoskiego, okazuje się, że jeszcze przed rozpoczęciem generalnej ofensywy Sojusznicy znajdowali sie w pobliżu m.Sulmona. Odznaczyć tam się miały oddziały polskie, które zdobyły znaczny odcinek szosy u podnóża łańcucha górskiego Monte Maiella. Szosa ta jest ważną arterią komunikacyjną, przez którą Niemcy zaopatrywali front.

Trudno jest w tej chwili przewidzieć, jakie cele ma ofensywa we Włoszech. Wydaje się jednak, że jest to ofensywa generalna, która będzie oczywiście miała wielki wpływ na całą przyszłą obronę Europy. Jeśli rozwinie się ona pomyślnie – ściągnie do Włoch nowe rezerwy niemieckie z Europy i osłabi w ten sposób armię Rommela.

Prezentowane materiały archiwalne pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie >

 

W nocy z 11 na 12 maja 1944 r. rozpoczęła się ofensywa Sprzymierzonych we Włoszech. Pierwsze informacje na ten temat pojawiają się w „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza” w dniu 13 maja. Relacje z walk często publikowane są z kilkudniowym opóźnieniem.

Góra klasztorna mieni się wybuchami pocisków (Zdjęcie za: M.Wańkowicz Bitwa o Monte Cassino, tom I)

W dzisiejszym odcinku „Prasówki sprzed lat” pragniemy przypomnieć treść rozkazu dowódcy II Korpusu WP gen. Władysława Andersa odczytanego przed rozpoczęciem natarcia na Monte Cassino („Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” nr 115 z 17 maja), treść rozkazu do Polskich Sił Zbrojnych oraz depeszy do gen. Andersa wystosowanych przez Naczelnego Wodza gen. broni Kazimierza Sosnkowskiego („Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” nr 113 z 15 maja) oraz relację korespondenta wojennego Polskiej Agencji Telegraficznej (PAT) Zdzisława Baua z rozpoczęcia ofensywy w nocy z 11 na 12 maja („Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” nr 115 z 17 maja). Archwialne numery Dziennika pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

Agata Rola-Bruni

Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Le Rondini

 

ROZKAZ DO BOJU

Dowódca II Korpusu W.P. gen. Wł. Anders wydał rozkaz dzienny do żołnierzy przed bitwą o Monte Cassino.

Rozkaz brzmi m.inn.:

„Żołnierze, kochani moi bracia i dzieci. Nadeszła chwila bitwy.

Długo czekaliśmy na tę chwilę odwetu i zemsty nad odwiecznym wrogiem. Obok nas walczyć będą dywizje brytyjskie, amerykańskie, kanadyjskie i nowozelandzkie. Walczyć będą Francuzi i Włosi oraz dywizje hinduskie.

Zadanie, które nam przypadło, rozsławi na cały świat imię żołnierza polskiego. W chwilach tych bedą z nami myśli i serca całego narodu. Podtrzymywać nas będą duchy naszych towarzyszy broni.

Niech lew mieszka w waszym sercu.”

Rozkaz ten odczytany został przed frontem oddziałów przed natarciem na Monte Cassino.

 

ROZKAZ SIŁ ZBROJNYCH

W związku z rozpoczęciem ofensywy Sprzymierzonych we Włoszech, w której udział biorą polskie jednostki – Naczelny Wódz wydał poniższy rozkaz do Polskich Sił Zbrojnych:

Żołnierze Polskich Sił Zbrojnych!

II. Korpus we Włoszech stoi w ogniu jednej z największych bitew w tej wojnie. Polacy otrzymali ważne i trudne, lecz tym samym zaszczytne zadanie. Biją się oni w pierwszym rzucie sił Sprzymierzonych, zgromadzonych na frontach Zachodu, by wymierzyć wrogowi cios decydujący.

Oczy całej Polski zwrócone są na tych Jej synów, którzy krwią swoją piszą nową kartę historii Narodu nieznającego ceny na Niepodległość i Honor.

W tych chwilach pamiętnych, nasze wierne myśli biegną do walczących kolegów. Na polu chwały towarzyszy im miłość i nadzieja wszystkich Polaków, wiara i zaufanie naczelnych władz Rzeczypospolitej.

Londyn, dnia 12. maja 1944 r.

              NACZELNY WÓDZ

                         SOSNKOWSKI

                             Generał Broni

 

GEN. SOSNKOWSKI DO GEN. ANDERSA

Kwatera Prasowa Polskich Sił Zbrojnych komunikuje:

Naczelny Wódz gen. broni Kazimierz Sosnkowski wystosował do gen. dyw. Władysława Andersa, dowódcy II Korpusu depeszę treści następującej:

„Ślę Panu Generałowi wyrazy pamięci i gorące życzenia żołnierskie. Niech Bóg prowadzi i osłania Pańskich żołnierzy. Ciężko mi bardzo, że z przyczyn odemnie najzupełniej niezależnych wbrew zamierzeniom nie mogę dzielić z Wami tych dni krwi i chwały.”

 

Gdy II Korpus Polski ruszył do natarcia...

Celem natarcia – klasztor na Monte Cassino

(Od korespondenta wojennego Pat na froncie włoskim)

12 maja br., o godz. 21 pisze korespondent wojenny P.A.T’a rozpoczęliśmy półtoragodzinną wspinaczkę na punkt obserwacyjny dowódcy II Korpusu gen. Wł. Andersa znajdujący się na skalistym szczycie jednej z gór w dolinie Cassino.

Tam, w schronie wykutym w skale, znajdował się ośrodek łączności powiązany ze wszystkimi dywizjami i brygadami liniami telefonicznymi. Bez przerwy napływają meldunki donoszące o przygotowaniach do natarcia.

Do godz. 23 w dolinie panowała zupełna niezwykła cisza, a Niemcy w sposób podejrzany trochę, wykazywali brak aktywności artyleryjskiej.

Punktualnie o godz. 23 padają pierwsze pociski.

W mgnieniu oka cały front staje w ogniu. Widok jest rzeczywiście niezwykły. Ku niebu strzela tysiące błyskawic, wirują w fantastycznych esach floresach, tańczą w kłębowiskach płomiennych żmij światła zielone, czerwone niebieskie. Chwilami wydaje sie jakby rozgwieżdżone niebo dotykało ziemi, jakby gwiazdy setkami i tysiącami sypały się na ziemię. Ze świstem potwornym rozrywają powietrze pociski najcięższej artlerii, podobne do komet. Krzyżują się światła. Przez chwilę robi się jasno, jak w dzień i widać zupełnie wyraźnie klasztor na górze Monte Cassino.

Wylatują w powietrze składy z amunicją za liniami niemieckimi za wzgórzem. Przez dobre kilka minut biją pociski z nieba słupem ognia jak wulkan. Pociski świetlne znaczące w ciemnościach drogę natarcia, sypią się całymi sznurami. Chwilami wygląda to na nadrealistyczny film ilustrujący jakąś zwariowaną symfonię.

Po 40 minutach artyleria skraca ogień i rozpoczyna ostrzeliwanie przedmiotów, na które ruszy nasze natarcie. Raz poraz padają pociski na klasztor na Monte Cairo.

O godz. 01.30 rusza do natarcia Dywizja Karpacka, sławna Brygada Tobrucka. W 15 minut później uderza Dywizja Kresowa, bataliony Żbików, Rysiów i Wilków.

Z napięciem czekamy na pierwszy meldunek telefoniczny. O godz. 02.10 słychać brzęczyk telefonu. Woła sztab Dywizji Karpackiej.

- „Hanibal wzięty” – brzmi meldunek. („Hanibal” jest kryptonimem pierwszego przedmiotu natarcia Dywizji Karpackiej”).

Polacy wzięli pozycje – betonowy schron bojowy szturmem na bagnety przy użyciu miotaczy ognia. Walka, jak twierdzą pierwsze doniesienia była niezwykle zacięta. Spadachroniarze niemieccy wiedząc, że mają przed sobą Polaków walczyli do upadłego. Takich betonowych schronów bojowych i domów zamienionych na twierdze i blokhauzy czeka nas na drodze do klasztoru jeszcze wiele.

 

Zdzisław Bau

Prezentowane materiały archiwalne pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie >

 

 

Z okazji zbliżającej się 70. rocznicy zwycięzkiej bitwy o Monte Cassino, pragniemy przypomnieć Czytelnikom „Naszego Świata” relacje prasowe z tamtych dni. Zaprezentujemy kilka artkułów zamieszczonych na łamach wydawanego w Londynie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza”. Archwialne numery Dziennika pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

Cykl  „Prasówka sprzed lat” rozpoczynamy artykułem dotyczącym wydarzeń z dnia 8 maja 1944 r. opublikowanym w dniu 15 maja. Jak wyjaśnia Redakcja „Powyższa korespondencja nadeszła z opóźnieniem i odnosi się do wydarzeń przed rozpoczęciem ofensywy alianckiej we Włoszech.”

Scena wydarzeń  (Zdjęcie za: M. Wańkowicz Bitwa o Monte Cassino, tom I)

Uczestnicy wydarzeń (Zdjęcie za: M. Wańkowicz Bitwa o Monte Cassino, tom I)

O tych samych wydarzeniach pisze Melchior Wańkowicz w książce pt. „Bitwa o Monte Cassino” (tom I, rozdział 16 „W Wąwozie Inferno”).

Gorąco zachęcamy do lektury tego dzieła, które powstało „W HOŁDZIE – KRAJOWI, Z DEDYKACJĄ – UCZESTNIKOM, Z MYŚLĄ O TYCH – PO NAS...”.

Agata Rola-Bruni
Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Le Rondini

 

Pomimo oznak Czerwonego Krzyża...
Polski punkt sanitarny pod bombami niemieckimi

(Od korespondenta wojennego PAT we Włoszech)

8 maja br. artyleria niemiecka ostrzelała wysunięty polski punkt sanitarny. Punkt ten znajdował się w bezpośredniej bliskości frontu a namioty posiadały na dachach wielkie znaki Czerwonego Krzyża. Oprócz tego obok szpitala rozciągnięta była na ziemi wielka płachta również ze znakiem czerwonego krzyża.

Ostrzeliwanie trwało godzinę, a ponieważ Niemcy posiadają doskonały wgląd na wawóz, w którym znajdował się punkt sanitarny, możliwość jakiejkolwiek pomyłki jest wykluczona. Nie ulega wątpliwości, że Niemcy celowali właśnie w szpital.
W wyniku barbarzyńskiego ostrzeliwania – 6 osób zostało zabitych, a kilkanaście odniosło rany. Między zabitymi znajduje się ks. kapelan Kuczyński i dwaj lekarze – dr Napora i dr Graber z Warszawy, długoletni prezes Makkabi. Wszyscy trzej byli w izbie przyjęć i zginęli w czasie pracy.
Jeden z oficerów, który znajdował się, jako pacjent w izbie przyjęć w chwili, gdy na namioty zaczęły padać pociski niemieckie opowiedział później swe wrażenia.

„Dr Napora skończył właśnie u mnie zabieg lekarski – mówił oficer.
Wyszedłem, aby odpocząć na świeżym powietrzu. I w tej właśnie chwili trzy pociski przedziurawiły dach namiotu, rozrywając znaki Czerwonego Krzyża. Następne pociski wpadły do izby przyjęć. Kapelan ks. Kuczyński i dr Graber ponieśli śmierć na miejscu. Dr Napora oraz kilku sanitariuszy zostali ciężko ranni i żyli jeszcze krótką chwilę, ale nie było mowy o ratunku, ponieważ ostrzeliwanie trwało równo godzinę.

 

„Postawa personelu lekarskiego była doskonała. Kto mógł udzielał pomocy drugiem. Jeden z lekarzy, dr Mozes, sam ranny w rękę i plecy, brocząc krwią, opatrywał innych. O ucieczce z namiotów nie mogło być mowy, ponieważ cały wąwóz był ostrzeliwany. Dopiero po południu gdy artyleria niemiecka umilkła, zaczęliśmy przenosić rannych do sanitarek, które przewiozły ich do najbliższego szpitala.

Prezentowane materiały archiwalne pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie >