Magazyn - Nasz Swiat
13
Śr, grudzień

1 czerwca przypada Międzynarodowy Dzień Dziecka. Z tej okazji przygotowałam dla Czytelników Naszego Świata prasówkę poświęconą  życiu dzieci polskich w okresie II wojny światowej. Wszystkie prezentowane materiały opublikowane zostały w latach 1943-1945 na łamach Dziennika Polskiego (od 1 stycznia 1944 Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza). Pochodzą ze zbiorów Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

Wybrane przeze mnie artykuły ukazują sytuację dzieci w okupowanej Polsce, jak również tych, które los rzucił w najdalsze zakątki świata. Opowiadają o dzieciach-uchodźcach i o dzieciach-zesłańcach. Zarówno o tych, które już w czasie wojny zaczęły odzyskiwać utracone dzieciństwo, jak i o tych, którym dzieciństwa nie zwrócono już nigdy. Przypominają o tysiącach młodych Polaków, których nie udało się ewakuować z ZSRR -   osieroceni lub, jeśli mieli dużo szczęścia, wraz z bliskimi, już na zawsze pozostali na tej „nieludzkiej ziemi”. Być może ich rodziny – wnuki, prawnuki -  pozostają tam do dziś.

Pamietając o polskich dzieciach „sprzed lat”, nie zapominajmy o tych, które żyją za naszą wschodnią granicą dziś. Wystarczy drobny gest, aby sprawić im radość. Jeżeli los dzieci, przedstawiony w kolejnych odcinkach prasówki, wzruszy kogoś i wzbudzi chęć udzielenia pomocy kolejnemu pokoleniu młodych Polaków żyjących z dala od Kraju, to zachęcam do złożenia ofiary na rzecz księży z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej (księży chrystusowców), którzy od 1989 roku otaczają duszpasterską opieką naszych Rodaków na terenach byłego Związku Radzieckiego.

Wystarczy wejść na stronę Towarzystwa www.chrystusowcy.pl, następnie, poprzez zakładkę „Przyjaciele i darczyńcy” (po lewej stronie), przejść do „Księgi Przyjaciół i Darczyńców Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej. W „Księdze” odszukać miejsce „Chcę złożyć ofiarę”. Po wybraniu waluty, należy postępować zgodnie ze wskazówkami, wpisując jako cel POMOC DLA DZIECI POLSKICH NA WSCHODZIE. Przekazana za pośrednictwem Towarzystwa Chrystosowego pomoc, na pewno trafi do najbardziej potrzebujących dzieci.

Agata Rola-Bruni

dyrektor Katolickiej Szkoły Podstawowej

przy kościele św. Stanisława B.M. w Rzymie

----------------------------------------------------------------

NA SZLAKACH WĘDRÓWKI

42,000 POLAKÓW Z ROSJI

przybyło dotychczas do Persji

(Dziennik Polski, 22 stycznia 1943 r.)

Z ROSJI do Persji przybyło dotychczas 42.165 osób, z tego ok. 10,000 ewakuowano do Tanganyiki i Ugandy, a ok. 6,000 do Palestyny (Przysposobienie Wojskowe Kobiet i Junacy). Szybkie rozładowanie pozostałych w Persji uchodźców stało się poważną troską Ministerstwa Opieki Społecznej, a to z następujących powodów:

1. W Persji brak odpowiednich pomieszczeń dla 23,000 osób, szczególnie w okresie zimowym. Budynki koszarowe mieszczą jedynie 13,000 osób. Pozostałych musiano umieścić w namiotach. Na szczęście zima w Persji jest łagodna, poza tym we wszystkich namiotach umieszczono piecyki naftowe. Ogólnie jednak warunki mieszkaniowe są trudne.

2. Ciężka sytuacja żywnościowa zmusiła ostatnio władze perskie do ograniczenia racyj żywnościowych dla obozów a dowóz jest szalenie utrudniony. Bardzo poważna jest także sytuacja odzieżowa, gdyż w Persji nie można kupić odzieży a zamówione przez Ministerstwo Pracy transporty w Indiach dotychczas nie nadeszły. Na szczęście zapasy darów Polonii Amerykańskiej narazie trudności te rozwiązały.

3. Warunki klimatyczne nie są odpowiednie dla kobiet i dzieci, które stanowią ogromną większość uchodźców.

Rozwiązanie zagadnienia dalszej ewakuacji napotkało jednak na ogromne trudności, przedewszystkim ze względów transportowych, a następnie musiały być uwzględnione także warunki klimatyczne i zdrowotne. Władzom polskim udało się jednak wszystkie te trudności pokonać. Przede wszystkim na skutek starań Ministerstwa Pracy Rząd Indyjski zgodził się przyjąć 11,000 dzieci wraz z matkami. W ten sposób uniknie się rozłączenia matek od dzieci, a z drugiej strony dzieci w Indiach znajdą względnie dobre warunki pobytu. Rząd Polski udzielił rządowi indyjskiemu gwarancji pokrycia kosztów inwestycji, urządzenia i utrzymania dzieci z własnych funduszów. Przygotowania do nowej wędrówki dzieci są już na ukończeniu i prawdopodobnie już w 3-ej dekadzie stycznia pierwsze transporty wyjadą do Indii.

Obecnie finalizowane są rokowania w sprawie umieszczenia 8 tysięcy uchodźców w Kenji na zorganizowanych polskich fermach rolnych. 3,500 uchodźców wyjedzie do Rodezji Płn., Rodezji Połd. i Nyasaland. Ponadto 500 dzieci ma być skierowanych do Unji Płd. Afrykańskiej. W ten sposób wszyscy nasi uchodźcy będą w najbliższym czasie stopniowo ewakuowani z Persji i urządzeni w możliwie najlepszych warunkach na okres wojny.

 

 

1 czerwca przypada Międzynarodowy Dzień Dziecka. Z tej okazji przygotowałam dla Czytelników Naszego Świata prasówkę poświęconą  życiu dzieci polskich w okresie II wojny światowej. Wszystkie prezentowane materiały opublikowane zostały w latach 1943-1945 na łamach Dziennika Polskiego (od 1 stycznia 1944 Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza). Pochodzą ze zbiorów Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

Wybrane przeze mnie artykuły ukazują sytuację dzieci w okupowanej Polsce, jak również tych, które los rzucił w najdalsze zakątki świata. Opowiadają o dzieciach-uchodźcach i o dzieciach-zesłańcach. Zarówno o tych, które już w czasie wojny zaczęły odzyskiwać utracone dzieciństwo, jak i o tych, którym dzieciństwa nie zwrócono już nigdy. Przypominają o tysiącach młodych Polaków, których nie udało się ewakuować z ZSRR -   osieroceni lub, jeśli mieli dużo szczęścia, wraz z bliskimi, już na zawsze pozostali na tej „nieludzkiej ziemi”. Być może ich rodziny – wnuki, prawnuki -  pozostają tam do dziś.

Pamietając o polskich dzieciach „sprzed lat”, nie zapominajmy o tych, które żyją za naszą wschodnią granicą dziś. Wystarczy drobny gest, aby sprawić im radość. Jeżeli los dzieci, przedstawiony w kolejnych odcinkach prasówki, wzruszy kogoś i wzbudzi chęć udzielenia pomocy kolejnemu pokoleniu młodych Polaków żyjących z dala od Kraju, to zachęcam do złożenia ofiary na rzecz księży z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej (księży chrystusowców), którzy od 1989 roku otaczają duszpasterską opieką naszych Rodaków na terenach byłego Związku Radzieckiego.

Wystarczy wejść na stronę Towarzystwa www.chrystusowcy.pl, następnie, poprzez zakładkę „Przyjaciele i darczyńcy” (po lewej stronie), przejść do „Księgi Przyjaciół i Darczyńców Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej. W „Księdze” odszukać miejsce „Chcę złożyć ofiarę”. Po wybraniu waluty, należy postępować zgodnie ze wskazówkami, wpisując jako cel POMOC DLA DZIECI POLSKICH NA WSCHODZIE. Przekazana za pośrednictwem Towarzystwa Chrystosowego pomoc, na pewno trafi do najbardziej potrzebujących dzieci.

Agata Rola-Bruni

dyrektor Katolickiej Szkoły Podstawowej

przy kościele św. Stanisława B.M. w Rzymie

----------------------------------------------------------------

W 1914 – BELGIA, OBECNIE – POLSKA

LOS DZIECI POLSKICH

(Dziennik Polski, 12 stycznia 1943 r.)

PRZYSZŁY z Warszawy znów wiadomości, że okupanci nie wahają się popełniać zbrodni nawet na dzieciach polskich, uprowadzając je w celu pobierania z nich krwi, potrzebnej dla tysięcy rannych żołnierzy niemieckich.

Piszemy „znów”, gdyż, jak nasi czytelnicy przypominają sobie, analogiczne wypadki miały miejsce w 1940 roku podczas i po kampanji francuskiej oraz w 1941 roku na początku kampanji wschodniej. Wówczas to, podobnie jak obecnie, ginęły w Polsce dzieci, przeważnie w wieku 7-12 lat. Z licznych listów, przenikających z Kraju dowiadywaliśmy się o wypadkach odnajdywania dzieci, wypompowanych z krwi, wyczerpanych fizycznie do ostatnich granic, które częściej umierały niż przychodziły do zdrowia.

Nikt nie może wątpić, że Niemcy, stosując tę jedną z najokrutniejszych zbrodni, na jaką mógł zdobyć się kiedykolwiek człowiek, osiągają za jednym zamachem dwa cele: po pierwsze - ratują swoich konających żołnierzy drogą transfuzji krwi, a po drugie – niszcząc najmłodsze pokolenie polskie, zabezpieczają się przed niekorzystną dla siebie różnicą w rozwoju nowej generacji. Być może, że ten drugi cel jest w danym wypadku mniej ważny niż pierwszy, polegający na doraźnym ratowaniu żołnierzy niemieckich, ale nie mniej, jest poważnie brany pod uwagę.

Teraz z kolei nasuwa się pytanie: czy ta nikczemna, wyrafinowana myśl zbrodnicza mogła się zrodzić jedynie w umysłach dzisiejszych Niemców, których hitleryzm nauczył być rabusiami, zwierzętami i sadystami? I równolegle z tym pytaniem wyłania się jeszcze jedno ostrzeżenie pod adresem tych dziwnych iluzjonistów, wierzących jeszcze w istnienie t.zw. „dobrych Niemców”. Bowiem to, co dzieje się obecnie w Polsce, ma już swoje wypróbowane wzory z czasów poprzedniej wojny.

Wychodzący w Stanach Zjednoczonych dziennik „Słowak” przypominał przez pewien czas zbrodnie Niemców, popełniane na ludności belgijskiej, przed dwudziestu kilku laty. M.in. publikowano rewelacyjne informacje, zebrane w z wielkim nakładem pracy przez znanego pisarza van der Merscha, autora głośnej książki „Inwazja 1914.”

„Zaczęły od pewnego czasu ginąć dzieci – pisał van der Mersch. -  Chłopcy podobnie jak i dziewczynki, nawet w 10, 12 roku życia! Nikomu nie przychodziło do głowy, co może się dziać z temi dziećmi. Aż kiedyś w szpitalu w miejscowości Nivelles zmarło naraz siedmioro dzieci, od których pobrano krew dla żołnierzy niemieckich. Sprawa, dziwnym przypadkiem, stała się głośna i do Nivelles zjechali rodzice dzieci, które zostały bez trudu rozpoznane... Czy przeszkodziło to jednak robić Niemcom dalej te praktyki? Nic podobnego! Właśnie, że robili to samo długo jeszcze, mordując dzieci belgijskie, których mogiłki znajdować można było długo na wszystkich prawie cmentarzach Belgji.”

Oto są Niemcy z 1914 roku w Belgji, i z 1942-43 w Polsce. Ci dzisiejsi naśladują wzory tamtych starych, chociaż tamtym nie śnił się jeszcze Hitler ani hitleryzm.

Wiadomość, ogłoszona ostatnio o zbrodniczych praktykach na dzieciach naszych, jest jedną z najboleśniejszych, jakie sygnalizowane są z kraju.

(R.)

Trwająca już prawie trzy miesiące prasówka poświęcona Powstaniu Warszawskiemu dobiega końca. Zostały w niej przedstawione wybrane artykuły z wydawanego we Włoszech  „Orła Białego” oraz londyńskiego „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza”. W ponad dziewięćdziesięciu odcinkach przypomniane zostały  opinie i komentarze środowisk polskich i zagranicznych oraz ogólna sytuacja polityczna, w jakiej przebiegało Powstanie. Wnikliwi i uważni czytelnicy, czytając między wierszami, mogli domyślić się faktów, o których wówczas nie można było pisać wprost. W zaprezentowanych materiałach pojawiło się wiele  pytań; niektóre z nich do dnia dzisiejszego pozostają bez jednoznacznej odpowiedzi. Być może wątpliwości nurtujące ówczesnych czytelników, skłonią także  nas do chwili refleksji nad przyczynami wywołania Powstania Warszawskiego; być może zachęcą kogoś do podjęcia dalszych poszukiwań w celu odkrycia Prawdy o „tragedii, na którą świat nie zwrócił dostatecznej uwagi”; być może kiedyś, zgodnie z życzeniem świadków i uczestników Powstania, „historia sąd swój o nim wyda obiektywnie i ostatecznie”; być może...

W pierwszej części Epilogu prezentuję artykuły z „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” poświęcone wkroczeniu wojsk sowieckich do Mojego Rodzinnego Miasta  w dniu 17 stycznia 1945 roku. Przez wiele lat, rocznicę tego wydarzenia uroczyście obchodzono jako Dzień „Wyzwolenia” Warszawy.

Agata Rola-Bruni

„Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, 18 stycznia 1945 r.

Błyskawiczne postępy armii sowieckich w Polsce

Warszawa w rękach Rosjan

Armie niemieckie zagrożone katostrofą

 

Warszawa została zajęta wczoraj przez siły sowieckie. Doniósł o tym specjalny rozkaz Stalina.

(...)

Siły sowieckie zajęły wczoraj Warszawę.  Ogłoszony o godzinie 16.30 specjalny rozkaz Stalina podał tę wiadomość.

Rozkaz Stalina ujawnia, że siły pod rozkazami marsz. Żukowa zdobyły Żyrardów i Sochaczew, poczem przekroczyły Wisłę na północ od Sochaczewa. Siły niemieckie w Warszawie zostały odcięte od zachodu. Stolica wzięta została atakami od północnego zachodu i od południa.

W ten sposób Niemcy zmuszeni zostali do oddania stolicy Polski po 5 latach okupacji. Po bohaterskiej 63-dniowej walce Armii Krajowej z okupantem w roku 1944 Warszawa została w dużej mierze zamieniona na ruiny i zgliszcza.

(...)

 

Oświadczenie Premiera

PAT. W związku z zajęciem Warszawy przez wojska rozyjskie PAT. otrzymała następujące oświadczenie Prezesa Rady Ministrów:

Po prawie pięciu i pół latach hitlerowskiej okupacji, najeźdźcy niemieccy zostali wyparci ze zwalisk naszej stolicy, zdobytej przez wojska sowieckie.

Żadna inna stolica Zjednoczonych Narodów nie doznała takiego męczeństwa i takich zniszczeń jak Warszawa, ale duch Jej nie został złamany, jak dowiodła tego obrona w 1939 roku i nie mająca równej sobie bitwa o Warszawę w roku 1944.

Pod koniec 63-dniowej walki ginący obrońcy próbując wstrzasnąć sumieniem świata wołali w swej rozpaczy: „Walczymy o wolność, walczymy o prawo do wolności.”

Dziś podobnie jak wówczas słowa te wyrażają to czego Polska od świata żąda.

„Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”, 22 stycznia 1945 r.

 

„Warszawa – tylko historyczne pojęcie”

Wstrząsający opis wymarłej stolicy

 

Zajęcie Warszawy przez Rosjan w momencie gdy Komitet Lubelski hałaśliwie uzurpuje sobie prawo do władzy nad Polską, wytworzyło niezwykle trudną i ciężką sytuację. Reakcja świata na to olbrzymie wydarzenie wojenne miała raczej charakter polityczny, niż emocjonalny. Z poza jednak tragicznych konturów problemu politycznego, zarysowuje się ponury obraz wymarłego miasta.

Alarie Jacob korespondent „Daily Express” tak oto opisuje, na podstawie dostępnych mu informacyj, wygląd stolicy Polski:

„Gdyby nie nikłe ślady ulic, Warszawę można by tak samo dobrze odbudować w jakimkolwiek innym miejscu.

Na wiadomość o uwolnieniu Warszawy tysiące ludzi z wschodnich przedmieść Pragi pobiegły w dół ku brzegom Wisły. Ich pierwszym uczuciem była radość, że po raz pierwszy od 5 miesięcy działa niemieckie przestały ich ostrzeliwać. Gdy jednak dostali się do Warszawy, uśmiechy ustąpiły miejsca łzom.

Wisła jest tylko częściowo zamarznięta. Niektórzy, pełni zapału, by dostać się na drugą stronę, zaryzykowali przejście po pływającej krze. Z szarych fal wyrastały połamane części konstrukcji wysadzonych mostów. Saperzy sowieccy i polscy przerzucili szybko mosty pontonowe i wówczas tysiące ludności ruszyło do stolicy.

Pierwszym widokiem, jaki ujrzano, były ruiny Zamku Królewskiego i katedry św. Jana, jednego z najstarszych budynków stolicy ufundowanego przez książąt Mazowieckich w połowie XIII wieku. Oba budynki zostały umyślnie wysadzone w powietrze. Z całego placu Zamkowego nic nie pozostało, a katedra zrównana jest z poziomem ulicy.

Zupełnie zniszczone są także kościół św. Anny ufundowany w 1454, i kościół św. Krzyża, pałac Belwederski, pomnik Szopena, Muzeum Narodowe i grób Nieznanego Żołnierza.

Całe malownicze Stare Miasto zostało wysadzone w powietrze.

Od miesięcy nie było w Warszawie światła. Kanalizacja, gaz i wodociągi zostały zniszczone. Centrum miasta zupełnie nie nadaje sie do zamieszkania. Cała ulica Nowy Świat została zrównana z ziemią, z wyjątkiem budynku Nowy Świat 61, którego sciany posiekane są pociskami i powalane krwią. Były to ściany przy których odbywały się egzekucje.

Nad całym miastem unosi się zapach pogorzeliska i śmierci. Okopy niemieckie pocięły ulice, które zresztą nie są ulicami, tak bardzo bowiem przysypały je gruzy. W okopach tych leżały w błocie obrazy ze zniszczonej galerii Sztuk Pięknych. Siedzieli w tych okopach Niemcy, mając za sobą zrujnowane miasto, w którym nie było ani jednego Polaka.

Zaraz po powstaniu dowodzonym przez generała Bora, Niemcy wyewakuowali wszystkich ze stolicy.

Jedna z najpiękniejszych ulic, szerokie Krakowskie Przedmieście, wzdłuż której stały pałace i wspaniałe kościoły, obramowana jest obecnie przez zniszczone przez pożary ściany.

Wszystko wygląda tak ponuro, że wydaje się, iż miasto pozostawało przez lata pod ziemią i właśnie zostało odkopane.

Bronzowa kolumna Zygmunta III leży rozwalona na chodniku. Ani jeden pomnik nie zdołał ujść zniszczeniu. Wszystkie postumenty miały poodłamywane nosy. Na jednej wyczernionej tablicy marmurowej można wyczytać napis: „W tym domu żył i pracował Fryderyk Chopin.”

To samo zniszczenie panuje wszędzie, Plac Napoleona, ulica Mokotowska, Szpitalna, Warecka – oto poprostu zwęglone szkielety budynków. Mały drapacz nieba Warszawy, zmienił się w szkielet, ale wciąż jeszcze stoi.

Główny dworzec kolejowy został wysadzony w powietrze. Parlament był zniszczony umyślnie, ale nie został całkowicie zrównany z ziemią.

Teatr Wielki w gruzach.

Uniwersytet umyslnie spalony.

Kościół Zbawiciela został wysadzony w powietrze.

Cienka warstwa śniegu pokrywa te ruiny, które po 5 latach zniszczeń powiększyły się jeszcze, gdy Niemcy zrozumieli, że nadchodzi koniec.

Gdy nowe życie runęło jak lawina z Pragi, ludzie zastali ciszę w zczerniałych ulicach. Tylko na południowych przedmieściach żołnierze polscy i rosyjscy odnaleźli nieliczne rodziny, które umierały z głodu i zimna w piwnicach. Ale w ciągu kilku godzin ludność poczęła powracać do Warszawy z zachodu i z północy... Do domu pod Nr. 3 na ulicy Szpitalnej powróciła mała delikatna dziewczynka Ewa Gutkowska, która w przededniu powstania gen. Bora wyjechała, by odwiedzić przyjaciół na wsi. Nie znalazła ona ani śladu po swej matce, ojcu, dwóch siostrach i bracie, których pozostawiła. Ale w podwórku znajdował się mały krzyż zbity z resztek drewnianej skrzynki, na którym wypisane były słowa: „Tu leżą ciała pięciu osób. W ziemi znajduje się butelka. Są w niej papiery.”

Kopiąc gołemi rękami, dziewczynka znalazła butelkę, wyjęła papier ze środka i zemdlała. Żołnierz polski podniósł papier. Wiadomość brzmiała: „Rodzina Gutkowskich pochowana po wybuchu miny.”...

Warszawa niegdyś jedna z wielkich stolic europejskich jest dziś tylko historycznym pojęciem.”

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

 

POSTAWA KRAJU

Od jednego z oficerów Armii Krajowej, któremu udało się przedrzeć na teren 2. Polskiego Korpusu, korespondent nasz uzyskał poniższy wywiad charakteryzujący walkę i postawę Kraju. Autorytet Kraju był dla nas zawsze najwyższym autorytetem, głos jego wołaniem naszego sumienia. Tak było dotąd w ciągu 5 lat naszej tułaczki, tak musi być tym bardziej w chwili obecnej.

(...)

- Jak wybuchło powstanie w Warszawie i jaki był przebieg walki?

- Mówiłem już panu, że przed wybuchem powstania w długiej naszej walce z Niemcami odnieśliśmy sukcesy. Społeczeństwo miało wielkie poczucie własnej siły. Wierzyło poza tym w pomoc aliantów. W czasie walk nie byłem w Warszawie, ale z zapartym oddechem słuchałem radia z Londynu, z Moskwy i ze stolicy.

W dniu 30 lipca radio moskiewskie rzuca apel do ludności Warszawy. „Cała ludność miasta musi się zgrupować wokół Armii Krajowej. Obywatele Warszawy do broni! Atakujcie Niemców i ułatwiajcie wojskom sowieckim przejście przez Wisłę. Jeden milion mieszkańców – to jest armia milionowa, która walczy o wolność Polski”.

- Rozumiem, wtrącam. Wyrzucenie Niemców jest bliskie. Polacy muszą wziąć udział w wyzwoleniu stolicy. Przecież to o ich stolicę chodzi, której są prawowitymi gospodarzami. Pomoc musi nadejść. Nie w drodze łaski. Jesteśmy przecież sojusznikami, którzy przez 5 lat dawali innym olbrzymią pomoc. Nasze umowy są jasne i przez nas wypełnione. O wybuchu powstania zawiadomiony Londyn i Moskwa. Powstanie wybucha. I oto wiemy, że front niemicko-rosyjski milknie nagle. Prasa sowiecka oskarża Polaków, prasa angielska posądza nas o lekkomyslność.

 

- W miesiąc potem – mówi mój rozmówca – 1 września, w 5 rocznicę wybuchu wojny radio Warszawa oświadcza: „1 wrzesień, Warszawa walczy. Nie 31 dni, ale tysiące. Niedawno nazwano nas nierozsądnymi. Wolimy 5 lat być nierozsądni niż przez 50 codziennie się podlić. Rok 1944. Znów byliśmy nierozsądni. Nie, byliśmy tylko konsekwentni. Wiemy, że w r. 1939 sprzymierzeni nie mogli nam pomóc, lecz teraz, po tak gigantycznych przygotowaniach. Warszawa musi otrzymać broń. Chcemy broni i amunicji. Słów honoru z Londynu to za mało, dymu, pożarów i kurzu krwi bratniej mamy dość u siebie.”

Upływa 10 dni walki i wołania o pomoc. Wołania idą na cały świat. Apeluje gen. Bór, delegat rządu, walczące kobiety.

W dniu 10 września Warszawa pyta z rozpaczą: „Czy jesteśmy gorsi od innych milujących wolność narodów” Dlaczego patrioci czechosłowaccy otrzymali pomoc po 48 godzinach, a Warszawa krwawi się przez od przeszło 40 dni i dostać jej nie może?  Czy i produkty dla tysięcy ginących dzieci też są narzędziem wojny? Czy raczej Sowiety boją sie młodego pokolenia i dlatego pozwalają mu umierać bez pomocy lekarskiej, bez odrobiny mleka, którego tak wielkie zapasy mają obecnie alianci?”

Powstanie chyli sie ku upadkowi. I oto w 45 dniu walki radio warszawskie donosi, że ukazały się nad miastem pierwsze samoloty sowieckie, że zrzuciły trochę broni i żywności. Przychodzi również amerykańska pomoc sojusznicza.

W dniu 19 września gen. Bór dziękuje sojusznikom za pomoc: „Drodzy. Pomogliście nam w chwili tak dla nas krytycznej, w chwili, kiedy krwawiącej się Warszawie groziło wystrzelanie ostatniego pocisku. Gdy na stolicę Polski waliły się 65 centymetrowe pociski germańskich niszczących dział. Nie mieliśmy jadła, lekarstw, najprymitywniejszych opatrunków. Mimo tych braków wierzyliśmy, że nam pomożecie. Byliśmy b. rozczarowani, gdy pomoc nie nadeszła od razu, ale nadziei nie traciliśmy nigdy. Sojusznicy, czekamy i wierzymy wam. Za dotyczczasową pomoc dziękuję w imieniu stolicy Polski.”

Następnego dnia, 20 września gen. Bór wydaje następujący rozkaz do żołnierzy: „W chwili gdy zdecydowałem się na walkę z okupantem, stwierdziłem, że rząd polski zrobił wszystko co w jego mocy, aby nawiązać przyjazne stosunki z ZSRR. Sam nie mam jednak prawa iść na żadne ustępstwa terytorialne, toteż gdy zostałem poinformowany o warunkach przedstawionych przez ZSRR, oparłem się im stanowczo. Obecnie łączność z dowódcą wojsk w ZSRR została już nawiązana. Walka w Warszawie dobiega końca. Kosztowała bardzo dużo, ale wierzcie mi, że się opłaciła. Dziś wojska zwycięskiej armii czerwonej są na przedmieściach miasta i mam nadzieję, iż za kilka dni Warszawa zostanie oswobodzona...”

I oto zaledwie wydane zostały te rozkazy, ledwo porozumienie zostało nawiązane, radio z Warszawy donosi, że pomoc ustała, że artyleria sowiecka bije w Mokotów, gdzie są polskie pozycje.

W 63 dniu powstania przychodzi potworna wiadomość. Radio Warszawa nadaje apel do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża: „Wojska Rokossowskiego niszczą resztki ludności polskiej[1]. W Warszawie została garstka wyniszczonych do do ostatniego stopnia żołnierzy. Umierają z głodu starcy, dzieci i matki z niemowlętami. Wczoraj ogłoszono rozkaz Rokossowskiego nakazujący ewakuację ludności z Warszawy. Mężczyźni od lat 14 do 60, a kobiety do 50. Idą na Sybir żołnierze Armii Krajowej, przeznaczeni do ciężkich robót...” Tegoż dnia gen. Bór wydaje ostatni swój rozkaz do żołnierzy oświadczając, że Warszawa kapituluje.

- Rozmówca mój zamilkł. Znam rozkaz gen. Bora... Po chwili milczenia rzucam nieśmiało pytanie: jak jest wola kraju w stosunku do nas na emigracji?

- Kraj nie chce od Was ani hołdów, ani współczucia, ani rozpaczy. Kraj liczy, że potraficie obronić się przed zniewieścieniem i uchronić się od przepaści, która dzieliłaby was od niego. Spodziewa się, że wydobędziecie z siebie maksimum samozaparcia i pracy. Wierzy, że poza walką staracie się kształcić, aby dostarczyć do jego odbudowy fachowców.

Ale nie miejcie złudzeń. Musicie wiedzieć, że po powrocie do kraju ster spraw nie będzie w waszych rękach. Nie sądźcie, że emigracja będzie rządzić. Spotka was wiele rozczarowań i zastaniecie wiele przemian. Pracodawca, który wróci do Kraju musi się liczyć z tym, że jego pracownik, który przez 5 lat narażając swe życie bronił jego majątku nabył doń pewne prawa. Zastaniecie wiele głębokich przemian społecznych. I podobnie będzie w wielu innych dziedzinach życia. Wasze matki, żony i siostry z niepokojem myślą o tym, jak je powitacie, czy z tym samym sercem, bo włosy ich siwe, twarze pomarszczone, a ręce spracowane codzienną walką o byt narodu.

Kraj walkę z Niemcami będzie prowadzić nadal, bo to jest jedyna droga obrony naszej egzystencji narodowej i odzyskania wolnego państwa. Od was na emigracji wymaga godności i woli. Wasze uczucia muszą stwardnieć tak, jak nasze są twarde. Wasze myśli muszą być nieustępliwe. Charaktery mocne. Czyny stanowcze i wyraźne. Oddanie Ojczyźnie całkowite. Kraj wymaga od was godnego uregulowania sprawy polskiej na forum międzynarodowym. Warszawa jest ostrzeżniem wszystkich i wy to głosić musicie, a nie ukrywać. Nie wolno wam dopuścić do zamilczenia sprawy Warszawy, bo to sprawa Polski i świata.

Kraj domaga się dalej jednolitości wojska, które ma walczyć tylko i wyłącznie o Polskę.

Taka jest wola Kraju!

 

(Wywiad przeprowadził Andrzej Zelcz)



[1] Na Pradze

 

Z ostatniej chwili

W dniu 11 października br. wbrew opinii kraju i wojska p. premier Mikołajczyk w towarzystwie delegacji polskiej udał się po raz drugi do Moskwy. Podstawą obecnych pertraktacji p. Mikołajczyka było jego memorandum do rządu sowieckeigo. Treść tego memorandum, według wywiadu udzielonego przez p. premiera dziennikarzom zagranicznym w dniu 31 sierpnia br. (patrz „Dokumenty” str. 4 „Orzeł Biały” nr 31 (121) z dn. 24.IX.44), zawiera następujące zobowiązania p. Mikołajczyka:1)    Zgodę na sojusz polsko-rosyjski, który w obecnych warunkach oznacza zwasalizowanie Polski wobec Sowietów;

2)    zgodę na zmianę granic w powojennym porządku europejskim, a w chwili obecnej oddanie pod administrację i „jurysdykcję” sowiecką ziem polskich położonych na wschód od linii demarkacyjnej tzn. połowy obszaru Rzeczypospolitej;

3)    zgodę na zmianę rządu z dopuszczeniem doń komunistów na tych samych zasadach jak cztery stronnictwa, które stanowią podstawę obecnego rządu;

4)    zgodę na przeprowadzenie zmiany konstytucji po „wyzwoleniu” Polski, droga powołania Sejmu w wyborach, które odbędą się „w najbliższym czasie”, a więc nawet pod okupacją sowiecką;

5)    zgodę na zniesienie instytucji Naczelnego Wodza i zastąpienie go gabinetem wojennym z udziałem szefa sztabu.

 

Czy i jakie dalsze ustępstwa poczynił p. Mikołajczyk podczas obecnego swego pobytu w Moskwie, nie wiemy jeszcze. Rozmowy moskiewskie znowu zostały przerwane.

Jak donosi agencja OWI w telegramie swym z Moskwy z dn. 19.X.br.:

„Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, który brał udział w konferencji, oficjalnie dziś stwierdził, że gotów jest zawrzeć porozumienie z rządem polskim w Londynie.”

Radio moskiewskie doniosło, że podstawą porozumienia będzie zgoda rządu polskiego w Londynie na konstytucje z 1921 r. i odrzucenie konstytucji z 1935 r.

„Delegacja Polskiego Komitetu Wyzwolenia po konferencji z marsz. Stalinem i premierem Churchillem powróciła do Lublina. Premier Stanisław Mikołajczyk z polskiego rządu w Londynie został poinformowany o propozycjach komitetu lubelskiego. Oświadczył on, że musi naradzić się ze swym rządem w Londynie i szukać upoważnienia do kontynuowania rozmów w bliskiej przyszłości.”

Trzecia podróż p. Mikołajczyka do Moskwy oznaczałaby więc nowe ustępstwa i dalsze pogorszenie warunków kapitulacji Polski wobec Rosji.

Stanowisko każdego żołnierza w stosunku do zamiarów bezprawnej zmiany Konstytucji jest określone rotą przysięgi żołnierskiej. Każdy z nas przysięgał stać na starży Konstytucji i honoru żołnierskiego.

Stanowisko zaś żołnierzy 2. Polskiego Korpusu w innych sprawach toczących się pertraktacji zostało zawarte w artykule „Dziennika Żołnierza A.P.W.” z dn. 3.X. br. pt. „Meldujemy Panu, Panie Prezydencie.”

 

Tekst Roty opublikowany został w numerze 30 (120)

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

 

Trwająca już prawie trzy miesiące prasówka poświęcona Powstaniu Warszawskiemu dobiega końca. Zostały w niej przedstawione wybrane artykuły z wydawanego we Włoszech „Orła Białego” oraz londyńskiego „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza”. W ponad dziewięćdziesięciu odcinkach przypomniane zostały opinie i komentarze środowisk polskich i zagranicznych oraz ogólna sytuacja polityczna, w jakiej przebiegało Powstanie. Wnikliwi i uważni czytelnicy, czytając między wierszami, mogli domyślić się faktów, o których wówczas nie można było pisać wprost. W zaprezentowanych materiałach pojawiło się wiele pytań; niektóre z nich do dnia dzisiejszego pozostają bez jednoznacznej odpowiedzi. Być może wątpliwości nurtujące ówczesnych czytelników, skłonią także nas do chwili refleksji nad przyczynami wywołania Powstania Warszawskiego; być może zachęcą kogoś do podjęcia dalszych poszukiwań w celu odkrycia Prawdy o „tragedii, na którą świat nie zwrócił dostatecznej uwagi”; być może kiedyś, zgodnie z życzeniem świadków i uczestników Powstania, „historia sąd swój o nim wyda obiektywnie i ostatecznie”; być może...

 

W drugiej części Epilogu prezentuję artykuły z „Orła Białego” poświęcone wkroczeniu wojsk sowieckich do Mojego Rodzinnego Miasta w dniu 17 stycznia 1945 roku. Przez wiele lat, rocznicę tego wydarzenia uroczyście obchodzono jako Dzień „Wyzwolenia” Warszawy.

Agata Rola-Bruni

„Orzeł Biały”, 18 lutego 1945 r.

 

CO SIĘ DZIEJEW POLSCE?

Warszawa – nowoczesna Kartagina

Co się dzieje w Kraju? Kto uniknął śmierci lub deportacji? Jak żyje Kraj „rządzony” przez uzurpatorów, słuchających obcego dyktanda?

Każdy z nas szukając odpowiedzi na powyższe pytania, z gorączkowym niepokojem przerzuca kartki dzienników i na podstawie depesz oraz sprawozdań korespondentów zagranicznych odtwarza sobie obraz obecnej rzeczywistości Kraju. I nic tak jaskrawo nie podkreśla tragizmu naszej rzeczywistości, jak własnie ten fakt, że po zlikwidowaniu przeszło pięcioletniej okupacji niemieckiej bezpośredni kontakt z Krajem jest dziś bardziej trudny, aniżeli był w okresie germańskiego zaboru.

Nikt z posród nas nie może udać się do Kraju, by własnymi oczami obejrzeć ruiny Warszawy, oglądać bliskie mu okolice i usłyszeć opowieść o życiu i cierpieniach swych najbliższych, opowiedzianą przez nich samych.

Zdani jesteśmy na informacje nielicznych korespondentów zagranicznych, skrępowanych w podawaniu swych wrażeń i opisów cenzurą rosyjską, samozwańczy zaś „rząd” w swoich tendencyjnych i napuszczanych propagandą wiadomościach przedstawia życie Kraju pod kątem służącej przede wszystkim obcym celom polityki.

I gdyby od czasu do czasu ktoś nie zdołał się wymknąć z poza pilnie strzeżonych kordonów czerwonej okupacji i opowiedzieć co sam przeżył i widział – byłoby niezmiernie trudno zdać sobie sprawę z tego, co w tych wszystkich wiadomościach docierających do nas jest prawdą, a co przesadą lub kłamstwem.

Korzystając chociażby z najdrobniejszej informacji zasługującej na wiarę podajemy w niniejszym artykule – bardzo pobieżnym zresztą – bilans zniszczenia naszych miast i ocenę działalności „lubelskiego komitetu”, opartą na źródłach prasy angielskiej.

Wszystkie wiadomości, niezależne z jakiego pochodzą źródła są zgodne w opisach potwornego zniszczenia Warszawy.

Najbardziej dosadnie grozę ruiny naszej stolicy oddała korespondencja amerykańskiego dziennikarza M.E. Handlera, wydrukowana w „Stars and Stripes”. Przytaczamy ją niemal w całości.

 

Ruiny Warszawy dadzą się porównać jedynie z ruinami Kartaginy!

„Warszawa, największy pomnik „nowego porządku” Adolfa Hitlera jest niewątpliwie najbardziej zniszczoną stolicą na ziemi.

„Jest to pomnik z tuzina mil kwadratowych ruin, gruzów i krwią splamionych kamieni – cmentarz tysięcy rodzin.

„Minionego lata trawa porosła zrównane z ziemią żydowskie ghetto, otoczone siwą ceglaną ścianą, a dzisiaj można tam zobaczyć zdziczałe koty i psy, jak zaczajone wśród ruin żywią się niepogrzebanymi trupami, przysypanymi stosami cegieł i murów.

„Od czasów najazdów mongolskich hord na Europę żadne miasto europejskie nie uległo takiemu wyrafinowanemu, starsznemu zniszczeniu. Angielscy i amerykańscy korespondenci znaleźli Warszawę w gorszym stanie niż Stalingrad.

„Blok po bloku kamienic, ulicę za ulicą wyludniano i rujnowano po stłumieniu sierpniowego powstania.

„Z pośród wszystkich wielkich historycznych miast jedyna Kartagina doznała podobnego losu.”

Stare Miasto, średniowieczna część Warszawy, ulice, wszystkie kościoły, klasztory i muzea zostały po prostu zmiecione z oblicza ziemi.

„Ta dzielnica, gdzie jeszcze teraz sterczą resztki barykad powstania sierpniowego i w których najdłużej bronili się powstańcy, pierwsza została wysadzona w powietrze. Za  nią poszła reszta miasta – wszystko zniszczone metodycznie i zgodnie z planem.

„Ostatnie, ocalałe w sierpniu gmachy, zniszczono na kilka dni przed uwolnieniem miasta.

„Nie uległa całkowitemu zniszczeniu ulica Litewska, której kamienice były zarezerwowane dla niemickiech oficerów i dzięki temu oraz szybkiemu natarciu Rosjan ocałała.

„Ambasada sowiecka, w dziwny sposób uniknąwszy zniszczenia, sterczy wśród ruin. Wstęp do niej jest zakazany, gdyż istnieje uzasadniona obawa, że pozostawiono w niej  niebezpieczne pułapki.

„Na pierwszą wiadomość o uwolnieniu miasta, tysiące miszkańców z Pragi, sąsiednich miejscowości i obozów ruszyło poprzez zmarzniętą rzekę szukać swoich dawnych domów i trupów swoich bliskich. Wędrówki te trwały przez kilka dni. dopóki władze nie opanowały sytuacji, zakazując, z powodu groźby min, epidemii, braku żywności oraz środków lekarskich dalszego napływu ludności. Wyjątek zrobiono dla robotników usuwających gruzy.

„Oczyszczenie miasta z ruin wymaga herkulesowego wysiłku przy braku dźwigów i środków transportowych trwać będzie miesiącami.

„Główny dworzec kolejowy stanowi swojego rodzaju trudność w doprowadzeniu do porządku, gdyż cała jego zewnętrzna budowla zapadła się w głąb tuneli, wysadzonych przez Niemców dynamitem.”

Według informacji ze źródeł rosyjskich częściowo ocalał gmach Muzeum Narodowego (zniszczone zostało jedno skrzydło). Ocalała również część zbiorów. Nie uległy również zniszczeniu gmachy Ministerstwa Oświaty, kościół Stej Anny, kościół Wizytek, gmach Prokuratury Wojskowej, gimnazjum Królowej Jadwigi oraz budynki zajęte przez Gestapo w Alei Szucha. Ocalał również budynek biblioteki przy ul. Koszykowej. Znaleziono w nim 30.000 książek. Zachował się fronton gmachu teatru Teatru Wielkiego i Pałac Belwederski. Kolumna Zygmunta została zniszczona – natomiast ocalał pomnik Sobieskiego. Podobno za miastem znaleziono figury Kopernika i Mickiewicza z pomników. Brak wszelkich urządzeń łączności, wody i elektryczności.

Żolibórz jest stosunkowo mniej zniszczony od reszty Warszawy, jednak i tutaj wszystkie domy pozbawione są okien i drzwi.

Od strony Wisły zniszczenie jest większe, ulica Krasińskiego jest zupełnie zniszczona. Stoją tam tylko w możliwym stanie spółdzielcze bloki mieszkaniowe.

To samo sowieckie źródło podaje, że w samej Warszawie nie ma gdzie mieszkać – wszystkie domy mieszkalne są zniszczone.

Saperzy rosyjscy rozminowują niebezpieczne tereny. W licznych miejscach umieszczono napisy: „Uwaga! miny!”

(...)

W gruzach nieugiętej Warszawy, w kraju, gdzie dziesiątki milionów zgnębionej ludności oczekuje daremnie demokratycznych swobód i chleba – czereda upiornych szakali pobrzękuje kajdanami nowej niewoli, nędzy i poniewierki. A możni świata tego każą nam wierzyć, że brzęk tych kajdan brzmi dzwonem zmartwychwstania...

                                                                          

                                                                                                             s.s.

 

„Orzeł Biały”, 21 stycznia 1945 r.

Z OSTATNIEJ CHWILI

Wojska sowieckie w Warszawie

Przez 63 dni Niemcy zwalczali uporczywie powstanie w Warszawie. Nie chcieli miasta oddać Polakom. Oddali je Moskalom – niemal bez walki. Wówczas „nieprzyzwyciężone trudności startegiczne” nie pozwalały wojskom sowieckim nawet na udzielenie pomocy powstańcom. Dziś zajęły miasto bez trudu. Przeszkody strategiczne ulotniły się cudownie. Tłumaczy to wszystko, jak również i to dlaczego Niemcy razili Warszawę przez 63 dni – ogniem, a Moskale dłużej nawet – oszczerstwem. Ale tłumaczy to również, dlaczego Warszawa walczyła, dlaczego nie chciała przechodzić biernie z rąk do rąk, dlaczego nie godziła się na zamianę jednej okupacji na drugą. Zgliszcza Warszawy są dziełem zarówno Niemców, jak Moskali. Zgliszcza te można dziś zajmować, opanowywać, zdobywać. Ale żaden wróg skądkolwiek pochodzi nie zdobędzie przez zgliszcza ukrywanego i przez nie silniej od najlepszych pancerzy chronionego – serca Polski. Nie pozwoli na to pamięć 63 dni. Serce Polski jest nie do zdobycia. Nie posiedli go Niemcy, nie zawładną nim – Moskale.

                                                                                                       D.I.

 

„Orzeł Biały”, 18 lutego 1945 r.

KAZIMIERZ WIERZYŃSKI

NA ZAJĘCIE WARSZAWY PRZEZ ROSJAN

Generale, coś przezwał dla innych sie Borem

A dla nas – o Lwiem Sercu pozostał legendą,

Uwięziony, gdy dzisiaj w obozie wieczorem

Usłyszysz o Warszawie, wspominać gdy będą,

Że ostatni z niej Niemiec ucieka ścigany

I że z gruzów pod śniegiem, jak z mogiły bratniej,

Oknem jakiejś piwnicy lub chyłkiem z pod ściany

Wyziera jeszcze Polak gdzieś – także ostatni –

W ten wieczór, twej odwadze skradziony okrutnej

I wydarty wolności, co zaszła żałobą,

Nie bądź, wodzu pobitych, samotny i smutny:

Warszawa do apelu znów staje przed tobą.

 

Twój żołnierz suchem okiem dziś patrzy na czołgi,

Gdy dudnią w naszem mieście, za pułkiem pułk wali.

Kozacy i piechota z nad Donu, z nad Wołgi,

Ze stepów znowu mrowiem nadciąga Moskali –

I jeśli drgnie mu ostra, kamienna źrenica,

To wtedy gdy przez miasto, przez grób naszej matki,

Wciśnięty w obcym tłumie się blady przemyca

Jeniec z tajgi, strzęp mowy i strzęp polskiej czapki.

 

Twój żołnierz jest przy Tobie i widzi w ten wieczór

Ciemne stulecia innych, minionych wieczorów,

Jakby w kurzawie czasów na nowo dziś przeczuł

Szturm na Pragę...........

A dla nas widmo rzezi, po której w stolicy

Na prostą trumnę sosny zabrakło i deski

I ludzkiej łzy dla żalu w kamiennej źrenicy.

 

Twój żołnierz wciąż pamięta i jak ma zapomnieć

..............................................................................

 

Twój żołnierz stąd, od sierpnia i września, co nocy

Widzi ten brzeg wiślany, co nazbyt daleko

Leżał wtedy, by podać wam broń do pomocy,

Jak brzeg innego świata, choć tylko za rzeką:

Tam czekano, jak w loży, aż wyjdą z podziemi

Potomkowie Okrzei i spalą swe kości,

By Polak zdobył wolność nie dłońmi swojemi

Lecz by padł, bo Kreml takiej zakazał wolności.

 

Generale, coś przezwał dla innych się Borem

A dla nas - o Lwiem Sercu pozostał legendą,

Gdziekolwiek kto z nas w świecie dziś błądzi wieczorem

Do twych żołnierzy wszyscy z powrotem przybędą,

Do ścian leżących gruzem, do ruin, do miasta,

By śród rozbitych rynków, kościołów i łuków,

Śród grobów, z których łuna nad światem wyrasta,

Szedł nie regiment ruski, nie marszałek Żukow,

lecz by tam powstała, wierna do ostatka,

I, jak duch niewidzialny, szła pokoleniami

Miłość nasza raniona, wieczna nasza matka,

a imię jej niech będzie wciąż pomiędzy nami.

 

                                               17 stycznia 1945 r.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

 

 

 

 

 

 

Trwająca już prawie trzy miesiące prasówka poświęcona Powstaniu Warszawskiemu dobiega końca. Zostały w niej przedstawione wybrane artykuły z wydawanego we Włoszech  „Orła Białego” oraz londyńskiego „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza”. W ponad dziewięćdziesięciu odcinkach przypomniane zostały  opinie i komentarze środowisk polskich i zagranicznych oraz ogólna sytuacja polityczna, w jakiej przebiegało Powstanie. Wnikliwi i uważni czytelnicy, czytając między wierszami, mogli domyślić się faktów, o których wówczas nie można było pisać wprost. W zaprezentowanych materiałach pojawiło się wiele  pytań; niektóre z nich do dnia dzisiejszego pozostają bez jednoznacznej odpowiedzi. Być może wątpliwości nurtujące ówczesnych czytelników, skłonią także  nas do chwili refleksji nad przyczynami wywołania Powstania Warszawskiego; być może zachęcą kogoś do podjęcia dalszych poszukiwań w celu odkrycia Prawdy o „tragedii, na którą świat nie zwrócił dostatecznej uwagi”; być może kiedyś, zgodnie z życzeniem świadków i uczestników Powstania, „historia sąd swój o nim wyda obiektywnie i ostatecznie”; być może...

W dzisiejszym odcinku prasówki przypominam  artykuł Andrzeja Pomiana pt. „Cisza od Warszawy”, będący wzruszającym pożegnaniem z Walczącą Warszawą 1944 roku. W dwuczęściowym epilogu zaprezentuję artykuły poświęcone wkroczeniu wojsk sowieckich do Mojego Rodzinnego Miasta  w dniu 17 stycznia 1945 roku. Przez wiele lat, rocznicę tego wydarzenia uroczyście obchodzono jako Dzień „Wyzwolenia” Warszawy.

Agata Rola-Bruni

Cisza od Warszawy

„Drucikom” – bez drutu

Autor

Zwykle poznaje się człowieka po twarzy, głosie, sylwetce, czy chodzie. Radiotelegrafista poznaje go w lot po sposobie nadawania znaków. Gdy w skupieniu, graniczącym z pasją – z chaosu dźwięków w słuchawkach wyodrębnia jakimś nieomylnym instynktem te, o które chodzi – wie dobrze, kto tam za górami i rzekami trzyma rękę na kluczu. Nie widział go nigdy, a jednak zna jego charakter, wolę, nerwy, wytrzymałość, humor. Do tego jedynego materialnego przejawu innej osobowości, jakim jest sposób nadawania znaków, dorabia sobie w wyobraźni resztę, tworząc postać żywego człowieka. I oto dwaj ludzie, porozumiewający się ze sobą alfabetem Morse’a na odległośc setek mil, ludzie, którzy spotkali się jedynie w eterze, nabierają do siebie coraz większej sympatii. Stają się znajomymi, dobrymi kolegami, przyjaciółmi. Odczuwają potrzebę obcowania ze sobą. „Rozmowa” kropkami i kreskami, transponowanymi na świegotliwe dźwięki – przeradza się zwolna w nałóg.

Nic tak silnie ludzi ze sobą nie wiąże, jak wspólna praca. Jeśli jest to praca ciężka, lub niebezpieczna – powstaje sympatia na całe życie. Nic tedy dziwnego, że łączność radiowa, nawiązana przez wojskowego telegrafistę polskiego w Londynie z jego kolegą z Armii Krajowej w Polsce odbywa się w szczególnym napięciu emocjonalnym. W godzinach nocnego ślęczenia serce niejednego londyńskiego „drucika” biło głębokim niepokojem, gdy znak niebezpieczeństwa przerywał nadawanie z dalekiej Polski.

- Znów, jasna cholera, Szwabów ma na karku – ten i ów pokrywał grubijaństwem swą serdeczną troskę.

No, odezwał się „drań” nareszcie – brzmi naprzekór słowom – jakoś ciepło i niemal pieszczotliwie.

W tych pięciu latach wojny – dużo było dni ciężkich i znojnych w życiu naszych telegrafistów, lecz żaden nie był tak tragiczny, jak noc z 4 na 5 października 1944 r. Były to ostatnie godziny łączności z Warszawą. I żal i bunt wzbiera w człowieku i jakaś łapczywa chęć, aby nie uronić żadnego znaku – stamtąd. Lada moment - nastąpi coś, zbliżonego do śmierci. Kolega z dalekiej Polski, ten, którego zna się tylko ze sposobu nadawania znaków, lecz kocha, jak najbliższego druha – zamilknie, kto wie, czy nie na zawsze. Już może nigdy nie odezwie się w eterze. Rozwieje się w niemą ciszę.

Koło północy Warszawa nadaje „clair’em”:

„Życzymy wam dalszej pracy, bo my niestety od jutra od godz. 9-ej znów w niewoli. Nie zapomnijcie o nas. Niech żyje Polska. Czołem.”

Oczy napełniają się łzami. ...

Bądźcie pewni, nie zapomnimy. Przychodzą znów depesze szyfrowe. Jest już po północy, a więc 5-go października. Godziny mijają szybko. Od chwili, w której łączność ma ustać dzielą już tylko minuty.

„Już tylko do 5-ej. Żegnam was drodzy koledzy. Pozdrówcie ode mnie wszystkich kolegów i rodaków. Powiedzcie im, że wierzymy w ostateczne zwycięstwo sprawiedliwości nad złem.

Po tym parę depesz szyfrowych. O godz. 5-ej rano wszystko się urywa. Od Warszawy – przejmująca cisza... Pękło serce kresek i kropek...

(...)

ANDRZEJ POMIAN

 

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

 

Wedle komunikatu Tassa

Prem. Mikołajczyk powraca do Londynu

Rozmowy w Moskwie zakończyły się. Wydany w Moskwie komunikat sowiecki doniósł, że premier Mikołajczyk powraca do Londynu. Komunikat ten podawany jest w prasie brytyjskiej pod tytułami wskazującymi, że rozmowy nie dały konkretnych rezultatów.

W czwartek rano premier Mikołajczyk – jak donosi ag. Reutera – odbył rozmowę z sowieckim komisarzem spraw zagranicznych Mołotowem.

Komunikat sowiecki, który jest chwilowo jedyną informacją o charakterze oficjalnym, gdyż ze strony brytyjskiej i polskiej żadne komunikaty do tej pory wydane nie zostały, dotyczy jedynie działalności Komitetu Lubelskiego.

Według komunikatu sowieckiego premier Mikołajczyk miał oświadczyć, że „zamierza naradzić się ze swymi kolegami w Londynie, celem uzyskania pełnomocnictw koniecznych do kontynuowania rokowań w najbliższej przyszłości.

Prasa brytyjska nie zajęła tymczasem żadnego stanowiska na temat rozmów moskiewskich, niewątpliwie czekając na miarodajne informacje, których tymczasem brak.

Prasa prowincjonalna od kilku dni już bardzo sceptycznie oceniała perspektywy rozmów w Moskwie. Jeszcze przed ogłoszeniem komunikatu zapowiadającego wyjazd premiera polskiego „The Scotsman” doniósł z Londynu, co następuje:

„Jest rzeczą prawdopodobną że konferencja moskiewska skończyłaby się, gdyby nie dalsze wysiłki p. Churchilla i p. Edena dla doprowadzenia do porozumienia rosyjsko-polskiego.

„Doniesienia korespondentów prasowych ze stolicy rosyjskiej sugerują prawdopodobieństwo jakiegoś kompromisu – ale wydaje się conajmniej wątpliwe, czy zasadnicze zagadnienia będące obecnie w grze mogą, być tak załatwione. Wskazywałem uprzednio, że nawet jeśli p. Churchill, marsz. Stalin i p. Mikołajczyk zdołali ustalić projekt porozumienia, to prawdopodobnie niemożliwie byłoby ratyfikować go przez zainteresowane bezpośrednio rządy. Tak, jak rzeczy obecnie wyglądają, rządy te mogą nie mieć nawet co odrzucić.”

Ze swej strony „Glasgow Herald” stwierdzał, że rokowania rosyjsko-polskie znalazły się na martwym punkcie. Od premiera Mikołajczyka żądano przyjęcia linii Curzona jako granicy na wschodzie i Odry jako granicy na zachodzie. Premier polski nie jest uprawniony do podejmowania takiej decyzji. Korespondent dodał: „Istnieje wciąż jeszcze nadzieja że p. Churchill w drodze najwyższego wysiłku zdoła zmienić politykę marsz. Stalina. Jest np. obecnie rzeczą pewną że w razie osiągnięcia porozumienia z p. Mikołajczykiem, Moskwa bez trudności rozwiązałaby Komitet Wyzwolenia, którego tymczasem używa jako formę nacisku na Rząd Polski. Istnieją powody do przypuszczenia, że Sowiety nigdy nie uważały Komitetu Lubelskiego za prawdziwych przedstawicieli narodu polskiego.”

 

 

Do Pruszkowa nadeszły.. 2 wagony

Sztokholm. (PAT). – Szwedzki Czerwony Krzyż otrzymał informację, że do obozu w Pruszkowie nadeszły dwa wagony żywności, które zostały rozdzielone wśród internowanych.

 

 

Kiedy był ranny gen. Bór

(PAT.) Niemiecki korespondent wojenny E. S. Weiss donosi, że gen. Bór został ranny wskutek zawalenia sie kanału podziemnego podczas przenoszenia miejsca postoju dowództwa ze Starego Miasta do P.K.O.

 

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.