Magazyn - Nasz Swiat
13
Śr, grudzień

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

Czy było warto?

(Jotka.)  Gdy dnia 2 sierpnia 1944 roku – nadeszły do Londynu pierwsze wiadomości o wybuchu w Warszawie powstania, gdy codzienne depesze dowódcy Armji Krajowej przynosiły następnie, w ciągu 9 tygodni, coraz nowe informacje o straszliwych zniszczeniach miasta, o śmierci tysięcy i dziesiątków tysięcy ludzi, o cierpieniach ludności pozbawionej stopniowo wody, światła, gazu, mieszkań, żywności, bombardowanej, zasypywanej żywcem w gruzach walących się domów, pędzonej przed nieprzyjacielskimi czołgami na barykady, coraz częściej padało pytanie, zadawane przez nierozumiejących psychiki polskiej cudzoziemców: „Czy było to rzeczywiście potrzebne?”

Czy Polsce i światu potrzebna była ta nowa gigantyczna w swych rozmiarach i tragedji, ofiara narodu, który procentowo stracił podczas tej wojny pod względem materjalnym najwięcej, moralnie zaś przeżywa niewątpliwie najcięższe katusze ze wszystkich narodów w obecną zawieruchę wojenną wplątanych?

Czy potrzebna była jeszcze zapłata tej nieludzko wielkiej ceny z życia, krwi, gruzów i cierpień.”

Pytanie to skwapliwie podchwyciła wroga propaganda. Starannie wyszukiwała i dodawała argumenty: brak dostatecznej pomocy, obojętność świata, przedwczesność wybuchu, niskie jakoby, z jakichś gierek politycznych wynikające, powody przywódców.

Gdy po 63 dniach powstanie upadło – to tragiczne pytanie wzmogło się jeszcze bardziej na sile.

Czy warto było?

Zawcześnie jeszcze dziś na pisanie bilansu. Powstanie warszawskie jest jednym z największych zdarzeń w historii narodu polskiego i i historia sąd swój o nim wyda obiektywnie i ostatecznie.

My dzisiaj, w naszych wnioskach możemy jedynie operować strzępami przesłanek. Przesłanek opartych nie tyle na depeszach i urywkach audycji Radia Polskiego i Błyskawicy z Warszawy, ile na duchowej jedności, jaka nas tu łączyła i łączy z nimi dalekimi przestrzenią, ale myślącymi tym samym nurtem myśli – żołnierzami i oficerami, kobietami i dziećmi, bohaterami największego boju o wolność jaki znają dzieje cywilizowanego świata.

63 dni warszawskiego powstania było dla świata, dla zachodu i wschodu płomieniem pożaru, który wśród mroku zmaterializowania i zmechanizowania oświetlił nagle prawdę, gdzieś wśród dyskusji o podziale Europy między silnych, wśród trosk o przyszłe surowce i rynki zbytu, niemal zapomnianą prawdę – mówiącą, że idea, że wolność to nietylko frazes dyplomatycznej deklaracji, ale źródło niezgłębionej energji i siły, której nie sposób zdławić i zniszczyć, nigdy i niczem.

Może nie wszyscy zdajemy sobie jeszcze, w tej chwili, sprawę z tego,  jak kolosalne znaczenie posiada i posiadać będzie w przyszłości przypomnienie powstaniem warszawskim, tej prostej, zdawałoby się prawdy. Przyjrzyjmy się wrogiej propagandzie, z jaką pasją usiłuje znaczenie powstania pomniejszyć, zatrzeć, w cień usunąć, a rola jego dla świata i dla sprawy polskiej w świecie – stanie się nam jaśniejsza i bardziej wyraźna.

63 dni warszawskiego powstania było niesłychanej wagi dowodem, że to co Polska Podziemna, przez 5 lat mówiła sprzymierzeńcom swym i wrogom – było prawdą.

Że prawdą była i jest – wspaniała, największa ze wszystkich państw zajętych przez Niemcy – podziemna armja polska.

Że prawdą był i jest – ustrój podziemnego państwa, administarcji prasy i łączności.

Że prawdą jest całkowite uzgodnienie działania w życiu i w walce pomiędzy Rządem Polskim w Londynie, a Krajem, jak długi i szeroki który na rozkaz swego Rządu umie pracować i bić się aż do śmierci.

Straszliwa ofiara Warszawy, a przede wszystkim, jak w tylu już patriotycznych zrywach o wolność tego miasta, warszawskiego ludu, nakłada na nas wszystkich tutaj, za granicą niezwykle ciężki obowiązek i odpowiedzialność. Odpowiedzialność za to aby krew dziesiątków tysięcy Żołnierzy Armii Krajowej, aby śmierć jej najlepszych przywódców, aby świadome dobrowolne obrócenie w gruzy stolicy Polski, nie poszły na marne.

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

 

 

 

 

 

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

 

Ostatnia depesza przed niewolą

N. Wodza gen. Bora-Komorowskiego do Prezydenta R.P.

Bitwy i potyczki Armii Krajowej na Podkarpaciu

 

(PAT.) Ostatni telegram Naczelnego Wodza i Dowódcy Armii Krajowej gen. Bora-Komorowskiego do Prezydenta R.P.:

„W tej ostatniej do Pana Prezydenta z wolnej stopy nadanej depeszy pragnę dać wyraz swej najgłębszej czci dla Pana Prezydenta i złożyć najwyższemu Reprezentantowi i Sternikowi Rzplitej najgorętsze życzenia osiągnięć dla Ojczyzny wolności, wielkości i szczęścia.”

 

Rozkaz Prezydenta R.P.

 

Żołnierze Polskich Sił Zbrojnych.

Wódz Naczelny, gen. dyw. Tadeusz Komorowski, dzieląc los swoich żołnierzy Korpusu Warszawskiego, jest w niewoli.

Jako dowódca Armii Krajowej i jako dowódca walczącej Warszawy gen. Komorowski wypełnił w najcięższych warunkach z nadludzką siłą ducha swój obowiązek żołnierski do ostatka.

Dziękuje mu za to w imieniu Rzeczypospolitej.

Wierzę, że niedaleki jest czas, który przywróci mu wolność i pozwoli mu stanąć na powierzonym mu stanowisku na waszym czele.

 

                                                                                                                                                  WŁADYSŁAW RACZKIEWICH.

 

Komunikat Sztabu N.W. Nr. 43

 

Komunikat Sztabu Naczelnego Wodza Nr. 43 z dn. 5.10.44:

(PAT.) Po upadku w dniu 27.9.44 Mokotowa i 30 września Żoliborza i po szczególnie gwałtownym ześrodkowanym bombardowaniu przez artylerię i lotnictwo niemieckie ostatniego ośrodka oporu – Śródmieścia – zakończyła się walka na obszarze Warszawy.

Działania wojenne między polskimi oddziałami wojskowymi Armii Krajowej, walczącymi na tym obszarze, a oddziałami niemieckimi ustały w dniu 2 października 1944 o godz. 20 według niemieckiego.

Przed północą tegoż dnia wydano niemieckim władzom wojskowym posiadanych jeńców niemieckich i osoby narodowości niemieckiej, internowane przez władze polskie.

Naczelny Wódz Dowódca Armii Krajowej gen. Bór-Komorowski i oddziały polskie były zmuszone złożyć broń w dniach 4 i 5-go października i dostały się do niewoli niemieckiej.

Żołnierze Armii Krajowej maja korzystać ze wszystkich praw Konwencji Genewskiej z dn. 27 lipca 1929, dotyczących traktowania jeńców wojennych. Z tych samych uprawnień korzystać mają również żołnierze Armii Krajowej, którzy trafili do niewoli na terenie miasta Warszawy w toku walk od 1 sierpnia 1944.

Prawa jeńców mają też przysługiwać osobom niewalczącym, towarzyszącym Armii Krajowej, w zrozumieniu art. 81 Konwencji Genewskiej, bez różnicy płci. Dotyczy to w pierwszym rzędzie personelu Pomocniczej Służby Wojskowej Kobiet.

Jeńcy nie mają być ścigani za swą działalność wojenną ani polityczną, tak za okres walk w Warszawie, jak i za okres poprzedni, nawet w wypadku zwolnienia z obozu jeńców. Nie mają być również ścigane przekroczenia przepisów niemieckich prawnych. W szczególności nierejestrowania się oficerów, ucieczka z obozu jeńców, nielegalne przybycie do Polski itp.

W stosunku do ludności cywilnej znajdujacej się w Warszawie w okresie walk, nie ma być stosowana odpowiedzialność zbiorowa. Żadna z osób znajdujących się w Warszawie w okresie walk, nie ma być ścigana za wykonywanie w czasie walk działalności w organizacji władz administracyjnych, sprawiedliwości, służby bezpieczeństwa, opieki publicznej instytucji społecznych i charytatywnych, ani za współudział w walkach i w propagandzie wojskowej. Członkowie tych władz i organizacji nie mają być ścigani za działalność polityczną przed powstaniem.

Transport, pomieszczenie, straż i opieka nad jeńcami wojennymi pozostanie wyłącznie w kompetencji niemieckich Sił Zbrojnych (Deutsche Wehrmacht). Zadania te w stosunku do żołnierzy Armii Krajowej nie mogą być powierzone formacjom obcych narodowości.

Niemieckie władze wojskowe mają niezwłocznie powiadomić „Kriegsgefangenhilfe der Y.M.C.A.” w m. Sagan o miejscu i ilości umieszczonych w obozach żołnierzy Armii Krajowej i osób towarzyszących.

 

W kanałach Warszawy

 

Sztokholm (PAT.) „Svenska Dagbladet” zamieszcza reportaż niemieckiego korespondenta wojennego, opisujący walkę podziemną w kanałach warszawskich, przez które Polacy otrzymywali posiłki, utrzymywali łączność wzajemną, co pozwoliło kontynuować opór i przerzucać otoczone przez nieprzyjaciela oddziały polskie do innych dzielnic miasta.

Niemcy po zdobyciu planów kanałów, zaczęli je wysadzać dynamitem i zalewać wodą. Było wiele walk pod ziemią, w ciemności, walk zaciętych – człowiek przeciw człowiekowi. Polacy mieli zorganizowaną sygnalizację świetlną, pozwalającą zawsze wykryć nieprzyjaciela. Polacy często wysadzali w powietrze kanały zalane wodą, topiąc w ten sposób Niemców znajdujących się w kanałach.

W obecności Premiera, Rządu Polskiego i Ambasadora R.P.

Premier W. Brytanii składa Warszawie

Hołd w Izbie Gmin

 

Premier Churchill złożył wczoraj w Izbie Gmin następujące oświadczenie:

„Jestem pewien, iż wyrażam uczucia Izby i członków rządu, gdy skladam hołd bohaterskiej postawie polskiej Armii Krajowej i ludności cywilnej Warszawy. Ich opór przeciwko miażdżącej przewadze wroga, stawiany w straszliwie trudnych warunkach dobiegł kresu w dniu 3 października po boju, który trwał sześćdziesiąt trzy dni. Mimo wszystkich wysiłków armii sowieckiej, silne stanowiska niemieckie na Wiśle nie mogły być wzięte i odsiecz nie mogła nadejść na czas.

Lotnicy brytyjscy, amerykańscy, polscy i sowieccy czynili wszystko co było w ich mocy, aby przyjść Warszawie z pomocą. Jednakże – chociaż podtrzymało to opór polski poza granice tego co wydawało się możliwe – biegu wypadku nie udało się odwrócić.

W Bitwie o Warszawę wspaniałe to miasto uległo starszliwemu zniszczeniu, a jego bohaterska ludność wystawiona została na cierpienia i niedolę, jakie nie mają równych nawet wśród nieszczęść tej wojny. Ciężkim ciosem dla wszystkich Polaków musi być ostateczny upadek Warszawy teraz, gdy armie sprzymierzonych są wszędzie zwycięskie, a końcowa klęska Niemiec jest już widoczna.

W takiej chwili pragnę wyrazić naszą cześć dla wszystkich tych Polaków, którzy padli lub cierpieli w Warszawie, nasze współczucie dla narodu polskiego w tej nowej i ciężkiej jego stracie oraz naszą niezachwianą ufność, że dni ciężkich prób narodu polskiego szybko zbliżają się do końca.

Po ostatecznym zwycięstwie sprzymierzonych – epopea Warszawy nie będzie nigdy zapomniana. Pozostawia ona po sobie nieśmiertelną pamięć dla Polski i dla ludzi miłujących wolność na całym świecie.”

***

W czasie przemówienia Premiera brytyjskiego w loży dyplomatycznej był obecny Prezes Rady Ministrów, Stanisław Mikołajczyk oraz ambasador Raczyński.

 

Pierwszy głos przyjaźni i współczucia

(PAT.) Pierwszym głosem współczucia i przyjaźni, który po upadku Warszawy doszedł do rządu polskiego był głos ze Szkocji.

Premier Mikołajczyk otrzymał dn. 4.10.44. od Sir Patrick’a Dollana i J. Campbell’a w imieniu „Szkockiego Komitetu o Wolność Polski”, depeszę treści następującej:

„Tragiczny i gorzki los  niezłomnego ludu Warszawy pogrążył w żałobie wraz z całym narodem polskim przyjaciół i sympatyków polskich w Szkocji.

Okoliczności, które doprowadziły do tej okropnej katastrofy utwierdziły nas w postanowieniu prowadzenia nadal walki o zupełne odbudowanie terytorialnej, politycznej i kulturalnej niepodległości Polski, takiej jaka istniała w r. 1939.

Wierzymy, że okres burz nad Polską wkrótce ustanie i że Bóg Najwyższy w swym miłosierdziu wyswobodzi naród polski z rąk wszystkich jej wrogów.

 

 

Niemcy obliczają

W gruzach Warszawy 50.000 zabitych

 

Kontrolowane przez Niemców skandynawskie biuro telegraficzne podaje doniesienie niemieckiego korespondenta wojennego z Warszawy.

Według tego doniesienia w bitwie o Warszawę zabitych zostało 50,000 osób, których ciała zostały wśród ruin.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

 

 

 

 

 

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

 

Po 63 dniach bohaterskich, samotnych zmagań

Ostatnia reduta niezłomnej Warszawy – Śródmieście padło

Przed upadkiem Stolicy masowa ewakuacja ludności cywilnej

 

Warszawa, dn. 3 października (Służba radiowa)

 

Komunikat Dowódcy Armii Krajowej gen. Tad. Bora-Komorowskiego z dn. 2.10.44

 

Sytuacja w Warszawie. W ciągu dnia tylko nieznaczne utarczki lokalne.

Odbywa się masowa ewakuacja ludności cywilnej w wyniku porozumienia PCK w Warszawie z władzami niemieckimi.

Brak lekarstw, kompletne wyczerpanie się żywności.

 

Komunikat Dowódcy Armii Krajowej gen. Tad. Bora-Komorowskiego z dn. 3.10.44

 

Warszawa upadła wyczerpawszy wszelkie środki do walki i życia – sześćdziesiątego trzeciego dnia bohaterskich zmagań, toczonych przeciwko przygniatającej przewadze nieprzyjaciela.

Dnia 2 października 1944 o godz. 20-ej umilkły strzały w Warszawie.

 

Oświadczenie Premiera

(PAT.) W związku z upadkiem Warszawy, Prezes Rady Ministrów Stanisław Mikołajczyk ogłosił następujące oświadczenie:

„2 października o godz. 8 wieczorem Warszawa padła.

Zaprzestanie działań wojennych nastapiło po 63 dniach walki, po wyczerpaniu wszelkich zasobów, zupełnym ogłodzeniu załogi i ludności, wielotygodniowym pozbawieniu wody, braku środków leczniczych i opatrunkowych dla tysięcy rannych leżących w podziemiach bez ratunku, po daremnych próbach przebicia się, upadku kolejnym Starego Miasta, Mokotowa i Żoliborza, a wreszcie po zaniku możliwości odsieczy, wobec daremnych prób sforsowania Wisły w obszarze Warszawy przez wojska sowieckie i współdziałające z nimi formacje polskie.

Garnizon i ludność Stolicy wypełniły powinność żołnierską ponad granice ludzkiej wytrzymałości i męstwa.

Walka Warszawy w sierpniu i wrześniu 1944 jest jedynym w dziejach tej wojny przykładem tak długotrwałej obrony izolowanego większego miasta wyłonionemi zeń siłami, bez ciężkiego sprzętu, bez większej pomocy z zewnątrz, przeciw przemocy wroga, rozporządzającego całą niszczącą potęgą nowoczesnej broni.

Pozostanie ona na zawsze dowodem niepospolitych sił moralnych Narodu polskiego i jego nieugiętej woli niepodległego istnienia.”

 

W Izbie Lordów

Zagadnienie stosunków polsko-sowieckich było wczoraj poruszone w Izbie Lordów podczas debaty nad sytuacją wojenną.

Lord Vansittart oświadczył, że z konsternacją słuchał języka użytego przez Komitet Polski w Moskwie w związku z mianowaniem nowego naczelnego wodza. „Jestem zdecydowanym przeciwnikiem Niemiec. Jestem tylko jednym z milionów, pragnę skorzystać ze sposobności, by powiedzieć Komitetowi Polskiemu w Moskwie, że sprawa powszechna zyskałaby na tym, jeśliby Komitet ten przestrzegał tego samego umiaru, którego my przestrzegamy.”

Lord Cranborne, który przemawiał imieniem rządu, na zakończenie debaty oświadczył m.in., że „bez załatwienia problemu polskiego nie może być gwarancji, iż W. Brytania, St. Zjednoczone i Rosja bedą mogły współpracować.”

„Zagadnienie polskie nie jest tylko zagadnieniem mającym wpływ na wojnę z Niemcami, - jest to zagadnienie światowe o pierwszorzędnym znaczeniu.”

Obszerniejsze sprawozdanie o debacie w Izbie Lordów zamieścimy w dniu jutrzejszym.

 

Niemiecki  komunikat

Wczorajszy komunikat niemieckiego naczelnego dowództwa doniósł o zakończeniu walk w Warszawie w nastepujących słowach: „Ruch oporu w Warszawie załamał się po walkach, które trwały szereg tygodni i doprowadziły do niemal całkowitego zniszczenia miasta. Resztki powstańców, opuszczone przez wszystkich, zaprzestały oporu i skapitulowały.”

Poprzednio niemiecka agencja informacyjna doniosła: „Największy i najsilniejszy środek oporu w Śródmieściu Warszawy, który składał się z wielkiego bloku budynków sięgających aż do Wisły, poddał sie bezwarunkowo dziś rano.

„Wszystkie działa obecnie zamilkły. Powstańcy wychodzą długimi kolumnami z pośród ruin domów. Zwłoki powstańców, którzy zmarli z głodu, leżą wszędzie w piwnicach.

„W miejscu, gdzie rejon trzymany przez powstańców dotykał zachodniego brzegu Wisły, powstańcy wielokrotnie usiłowali przejść rzekę, aby nawiązać kontakt z oddziałami rosyjskimi na przeciwległym brzegu, jednakże wszystkie te próby zostały zlikwidowane w zarodku przez niszczycielski ogień niemiecki.”

Dalszy komunikat niemieckiej agencji informacyjnej doniósł, że oficerowie ze sztabu generała Bora-Komorowskiego podpisali układ kapitulacyjny. „Niektóre oddziały powstańców – twierdzi komunikat niemiecki – pod dowództwem oficerów bolszewickich usiłowały sabotować kapitulację, lecz po krótkiej wymianie strzałów zostały rozbrojone. Ostatni zorganizowany opór w Warszawie w ten sposób skończył się. Powstańcy wzięci zostali do niewoli, a ranni przewiezieni do szpitali.

 

***

Agencja „Associated Press” donosi ze Sztokholmu, że Niemcy twierdzą, jakoby wzięli do niewoli 24,000 żołnierzy Armii Krajowej.

 

Walki pod Stalingradem były zabawką

(PAT.) Porównanie walk w Warszawie do walk w Stalingradzie coraz częściej pojawia się w wypowiedziach niemieckiej propagandy – telegrafuje korespondent PAT’a w Sztokholmie dn. 2.10.44 – przytaczając jako dowód opis walk o gmach Banku Polskiego, napisany przez niemieckiego korespondenta wojennego Heinza Wuttiga:

„Po zniszczeniu budynku Banku Polskiego walka przeniosła się do podziemi, do Skarbca, gdzie walczono przy świetle latarek elektrycznych. Później toczono bój w kanałach z taką zaciętością z jaką żołnierz niemiecki nie spotkał się od czasu Stalingradu.”

 

***

„Deutschlandsender” ogłosił reportaż z walk w Warszawie podkreślający zaciętość obrońców miasta:

„Wygłodniali ludzie z oczyma gorejącymi ze wściekłości wychodzą z kanałów i rzucają sie na żołnierzy niemieckich z bronią w ręku jeżeli ją mają, z pięściami jeżeli broni nie mają. W porównaniu z Warszawą walki w Staliningradzie były zabawką.”

 

Warszawa

 

(m.sz.) „Prawda jest, że Niemcy już nigdy nie zdobędą Warszawy. Warszawa już nie istnieje. Pozostały tylko kupy gruzów i Polacy, którzy walczą dziś a będą musieli odbudowywać po wojnie.”

Te słowa, wysłane z Warszawy ostatnim tchem konającego miasta, przejdą do polskiego katechizmu narodowego. Objawił się w nich – w skrócie i z prostotą, na jakie zdobywa się jedynie prawdziwa wielkość – cały sens współczesności i przyszłości polskiej.

Niemcy już nigdy nie zdobędą Warszawy... Nigdy nie zdobyli Polski. Chodzili po jej ciele, miażdżyli je, dech zeń wypierali, ale zdobyć nie potrafili. Dziki zwierz może rozszarpć człowieka, ale go nie zdobywa. Swą walką Warszawa po wieczność pozostanie symbolem Polski niezdobytej – klucznica sumień polskich. Jakiemż słowem ją za to wielbić?

Warszawa jednak nie tylko sama nie dała się zdobyć, ale ona to odniosła bezcenne zwycięstwo. Płonąc, jak żywa pochodnia na arenie męczeństwa polskiego, oświetliła jasno całą sprawę walki polskiej. Przedtem plotka i oszczerstwo w najhaniebniejszych swych formach korzystały z cienia, w który okupacja niemiecka zasunęła Polskę wraz z innemi krajami zajętymi. Ile to najbrudniejszych kłamstw o polityce polskiej gromadzono w ciemnych zakamarkach agentur propagandowych! Ilu najpodlejszych oszczerców syczało z ukrycia przeciw Polsce broniącej swej niepodległości!

Pożar Warszawy zalał swym światłem wszystkie sceny intryg. Zaświecił w oczy oszustwu. Kłamstwo daremnie szukało, gdzie się skryć. Nie przestawało, co prawda podnosić głowy i jeszcze teraz – w takiej chwili – rozdziera ciszę nad grobem Warszawy. Ale już mu nie ujdzie. Już w oczach świata stoi jasno widoczne – gołe, blade i obmierzłe.

Warszawa już nie istnieje...

Jeśli Kraków oznacza łączność z dawnością Polski, z jej chwałą sięgającą odwieczy – to Warszawa oznaczała lączność z żywą historią Polski, pulsującą energią, twórczością i dzielnością niepodległościową pokoleń XIX wieku. Warszawa oznaczała fizyczne dotrzymanie kroku Zachodowi – życie z oczami zwróconymi w przyszłość. I dziś gruzami swymi nie na co innego, lecz właśnie na przyszłość Polski zarabia.

Bo jaki to testament napisała Warszawa? „Pozostali Polacy, którzy walczą dziś a będą musieli odbudowywać po wojnie” ...

Nigdy żaden ojciec nie przekazał synom swoim godniejszej misji. Walczyć i odbudowywać. Prawo i dom. Jeśliby Polacy mieli kiedykolwiek zapomnieć o tym ostatnim zleceniu wykrwawionej, spalonej, zagłodzonej Warszawy – zasłużyliby, by zapomniał o nich Bóg i ludzie. Ale – nie zapomną.

Przed wiekiem z górą, poeta – chyląc czoło na wieść o upadku Warszawy – rzekł, że jeśli Warszawa klękła, to jedynie po koronę, co spadła jej z głowy i u nóg leży.

Dziś znów Warszawa, klękając, nie padła na kolana. Schyliła się po nową koronę męczeństwa i po skrzepłemi kroplami jej krwi wysadzany drogowskaz dla wszystkich pokoleń polskich.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

 

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

 

 

Pismo odręczne Prezydenta R.P. do gen. Sosnkowskiego

 

Londyn, 30 września, 44.

J. Wielmożny Pan,

Generał Broni

Kazimierz Sosnkowski,

Wódz Naczelny

 

Panie Generale,

Objął Pan w dniu 8 lipca ub. r. stanowisko Naczelnego Wodza, mając wyjątkowo ciężkie i trudne zadania. Armia lądowa poza Krajem była w okresie reorganizacji dla wejścia do akcji czynnej, co też w niedługim czasie nastąpiło. W pół roku później, gdy Niemcy odstępowali pod naciskiem armii Związku Sowieckiego i front wschodni przesunął się w granice Rzeczypospolitej, Armia Krajowa, której organizacja została zapoczątkowana blisko pięć lat temu pod kierownictwem Pana Generała, przeszła od akcji podziemnej do jawnej walki czynnej.

W działaniach tych żołnierz polski okrył swój oręż sławą. Akcja Armii Krajowej na Wołyniu, udział jej w zdobyciu przez wojska sowieckie Wilna, Lwowa, Lublina, a zwłaszcza do dziś trwająca pełna samozaparcia i poświęcenia bohaterska walka Warszawy, a poza Krajem: Monte Cassino, Ankona, Falaise i obecna akcja wojsk lądowych i spadochronowych polskich na pograniczu belgijsko-holenderskim, to sławne na świat cały czyny żołnierza polskiego dokonane w okresie, gdy Pan Generał był jego Naczelnym Wodzem.

Jednoczesnie lotnictwo nasze bez przerwy dodawało nowe liście do swego wawrzynowego wieńca chwały, a nasza Marynarka Wojenna u boku sił morskich naszych Sprzymierzeńców w dalszym ciągu wzbudzała ich zasłużone uznanie.

To też przesyłając Panu Generałowi zwolnienie ze stanowiska Naczelnego Wodza, stwierdzić muszę, że w swej ciężkiej i odpowiedzialnej pracy na tym stanowisku, przezwyciężając niezliczone, od Pana niezależne trudności, dobrze zasłużył się Pan Generał Ojczyźnie.

Konieczność zmusiła mnie do powzięcia tej decyzji, lecz pewien jestem, że wielkie wartości i zasługi jakie Pan Generał posiada i jego niezłomna wierność ideałom Narodu, znajdą w odpowiedniej chwili zastosowanie dla dobra sprawy Polski.

Kreślę wyrazy niezmiennej przyjaźni.

(-) WŁ. RACZKIEWICZ

 

 

Pożegnalny rozkaz Naczelnego Wodza

 

ROZKAZ Nr. 22

 

Żołnierze,

Pan Prezydent Rzeczypospolitej decyzją Swoją zwolnił mnie ze stanowiska Naczelnego Wodza.

Moim następcą na tym stanowisku został mianowany bohaterski gen. Bór-Komorowski, długoletni Dowódca Armii Krajowej, który czynami ponad ludzką miarę zyskał sobie najgłębszy szacunek każdego żołnierskiego serca.

Ze słowami szczerego wzruszenia i podziwu zwracam się do żołnierzy Armii Krajowej oraz tych wszystkich, którzy w walce pod okupacją brali udział, a zwłaszcza do niezłomnych kobiet polskich i bohaterskiej młodzieży. Oby krwawe zmagania Warszawy poruszyły sumienie świata oraz przyczyniły się do tryumfu zasad prawa i sprawiedliwości, gdy rozstrzygać się będzie przyszłość Polski.

Z dumą wspominam kilkanaście ubiegłych miesięcy i liczne zwycięstwa odniesione przez nasze Siły Zbrojne w powietrzu, na lądzie i na morzach. Zwycięstwa te stoją przed Narodem jak pomniki polskiego męstwa w nieustającej walce o niepodległość, całość i honor Ojczyzny. Świecą one blaskiem nieprzemijającej sławy, zdobytej na polach bitew, ramię przy ramieniu z Siłami Zbrojnymi Sprzymierzonych.

Sława żołnierska, tak droga dla każdego z Was osobiście, jest własnością Ojczyzny, wyłącznie Jej celom służyć musi i służyc będzie.

Żołnierzu polski! Nie szczędząc krwi i ofiar, dajesz w ręce swemu Rządowi wszystko co Siły Zbrojne dać mogą dla obrony interesów Rzeczypospolitej. Rozumiemy dobrze, że nie po to we wrześniu 1939 r. Naród nasz pierwszy oparł się Niemcom, - nie po to fiordy Norwegii, piaski Afryki góry Italii, pola Francji, równiny Belgii i Holandii – były świadkami Waszych bojów, - nie po to Warszawa walczy wśród gruzów i pożogi, by u schyłku tej wojny żądano od Polski ofiar z jej ziem oraz praw suwerennych, które posiadała, gdy pięć lat temu wraz z Sojusznikami przeciwstawiła się agresji.

Chwila dziejowa, którą przeżywamy, szarpie nam duszę i niepokoi serca. Wymaga ona całkowitej dyscypliny wewnętrznej w naszych szeregach. Ich spoistość moralna, ich solidarność ideowa, umocniona wśród tylu trudów niewymownych, musi być ochraniana i zachowana jako skarb bezcenny i niezbędny w obliczu ciężkich prób i niebezpieczeństw, oczekujących Was i naszą sprawę narodową. Źródłem siły moralnej niech będzie dla Was pewność, że nie ma takiej mocy, któraby mogła Was zmusić do zapomnienia tej wielkiej prawdy.

Służąc Rzeczypospolitej, Żołnierz Polski nie wypuści broni z ręki, dopóki wróg nie będzie pobity ostatecznie. Idźcie nadal drogą wierności wzajemnym zobowiązaniom, łaczącym Polskę z Sojusznikami, których wspaniały wysiłek zbrojny kształtuje losy świata. Obrona Polski wiązała się zawsze w przeszłości i wiąże się również obecnie z walką o ideały, z obroną praw narodów i człowieka do wolności i szczęścia. Niechże Wasz trud bojowy mnoży nadal wartości, które muszą wreszcie przynieść Ojczyźnie pełną sprawiedliwość.

Czasy są niezmiernie trudne, przeto odchodząc z posterunku Naczelnego Wodza, myślę o doli żołnierza polskiego. Troska o nią nigdy mnie nie opuści.

Za jasne i miłe chwile, których tyle Wam zawdzięczam, Bóg zapłać, kochani chłopcy. Tym z pośród Was, którzy stoją w ogniu, życzę wiele szczęścia żołnierskiego. Rannym ślę słowa serdecznej pamięci oraz życzenia rychłego powrotu do sił.

Tym, którzy mi byli pomocni przy wykonywaniu niełatwych moich obowiązków, w imieniu służby dziekuję.

Żołnierze – cudowni, niezrównani, żołnierze naszych jednostek bojowych! Jeszcze Polska nie zginęła! Jej sprawa musi zwyciężyć.

Londyn, dnia 30 września 1944 r.

NACZELNY WÓDZ

SOSNKOWSKI.

Generał Broni.

 

Po 9 tygodniach samotnej walki

Śmiertelny bój na ruinach Śródmieścia

Zniszczenie Warszawy nie ma przykładu w historii – Niemcy przyznają

 

Warszawa, dn. 1.10 (Służba radiowa)

Komunikat Dowódcy Armii Krajowej gen. Bora-Komorowskiego z dn. 30.9.44.

Sytuacja w Warszawie bardzo poważna.

Śródmieście w ciężkiej walce.

Z Żoliborzem brak łączności.

W Puszczy Kampinoskiej nasze oddziały są wypierane ku zachodowi przez duże siły nieprzyjaciela, które po wycofaniu się za Wisłę zgromadziły się w tym rejonie.

 

Warszawa, dn. 30 września (Służba radiowa)

Komunikat Dcy Armii Krajowej gen. Bora-Komorowskiego z dnia 29.9.44.

Sytuacja w Warszawie:

Żoliborz: Od świtu, po huraganowym przygotowaniu artyleryjskim rozwija się natarcie niemieckie.

Śródmieście: silny ogień artylerii i lotnictwa niemieckiego na część północną tego rejonu.

Mokotów: Wczoraj padł po ciężkiej walce, po całkowitym wyczerpaniu środków.

W nocy otrzymaliśmy zrzuty sowieckie.

 

Niemcy o walkach w Warszawie

(PAT.) Rozgłośnie niemieckie nadały w sobotę opis walk w Warszawie podany przez korespondenta wojennego Sepp Haerle’a. Cytujemy ten opis według Reutera:

„Jest to ponura i bezlitosna walka, która przekracza wyobraźnię nawet najbardziej twardych szturmowców niemieckich.

Żołnierze ruchu podziemnego są zaślepieni fanatyzmem i walczą jak szaleni. Gdyby saperzy niemieccy nie wprowadzili w ruch absolutnie wszelkiej broni, która mają w swym arsenale – walka byłaby beznadziejna.

(...)

 

Polityczne komentarze prasy londyńskiej

Polska a Rosja

 

Prasa niedzielna omawia obszernie fazę stosunków polsko-sowieckich. Korespondent dyplomatyczny „Observera” stwierdza, że zarówno w Rosji jak i w W. Brytanii uważa się obecnie zagadnienie polskie za część szerszego problemu bezpieczeństwa światowego, choć w obu krajach patrzy się na sprawy polskie z odmiennych punktów widzenia.

„Rzecznicy sowieccy – pisze korespondent – po konferencji w Dumbarton Oaks bez wahania stwierdzili, że Związek Sowiecki nie jest skłonny wyjść poza owe 90 procentowe porozumienie (osiągnięte w Dumbarton Oaks) dopóty, dopóki polski problem graniczny nie będzie rozwiązany zadawalająco dla Rosji. Pozostałe „dziesięć procent”, to właśnie kwestia jak potraktować oskarżenia o agresję, skierowane przeciwko Z.S.R.R. albo też przeciw jakiemukolwiek innemu wielkiemu mocarstwu.”

„Brytyjczycy – twierdzi korespondent – nie szczędzą żadnego wysiłku by osiągnąć rozwiązanie tej kwestii. Lecz sprawa polsko-sowiecka wiąże się ze sprawą bezpieczeństwa światowego a zwłaszcza wschodnio-europejskiego, którego utrzymannie przypadnie głównie Rosji Sowieckiej. Tak więc kryzys i troska Aliantów o jego przebieg może trwać jeszcze kilka miesięcy.”

Przytaczając słowa prem. Churchilla o możliwości drugiej podróży prem. Mikołajczyka do Moskwy korespondent „Observera” powiada, że „Rządowi polskiemu również zależy na podjęciu kontaktu z Rządem rosyjskim, jednakże Rosjanie jak dotąd nie podjęli żadnego kroku w tym kierunku. Nie nadeszła jeszcze żadna formalna odpowiedź na memorjał prem. Mikołajczyka do marsz. Stalina i trudno w tych warunkach powiedzieć, co Polacy mogliby uczynić dla przyspieszenia porozumienia. Nowa wizyta prem. Mikołajczyka w Moskwie nie może dać żadnych rezultatów dopóty, dopóki Rosja nie wyjaśni, czy przyjmuje projekt przedłożony przez prem. Mikołajczyka.”

Korespondent przytacza pogląd wyrażany „w nie polskich kołach dyplomatycznych”, że obecnie, po dymisji gen. Sosnkowskiego, „przede wszystkim Rosjanie winni dać rzeczywisty dowód dobrej woli. Z kolei Rosjanie winni teraz pokazać, że doceniają ustępliwe stanowisko Polaków.”

„Observer” opisuje dalej tragiczną sytuację Warszawy w 63-cim dniu walki i donosi, że żywność wysłana do Pruszkowa przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż została obecnie zatrzymana przez niemiecki Czerwony Krzyż pod pretekstem, że dostawa tej żywności wzmocniłaby ducha wśród nieprzyjaciół Niemiec. Pismo kończy swe uwagi pytaniem:

„Czy starszliwa ofiara całopalenia Warszawy przyczyni się przynajmniej do rozproszenia wrogości między Polakami i Rosjanami i do uratowania niepodległości Polski?”

Cytując napaść p. Osóbki Morawskiego na gen. Bora „Observer” powiada, że pierwsza reakcja z Moskwy na nominację gen. Bora nie daje podstawy do optymizmu.

(...)

Omawiając ostania konferencję marsz. Stalina z członkami Komitetu, „Sunday Times” przypuszcza, że na konferencji tej dyskutowane były wszystkie sprawy, tyczące się współpracy polsko-rosyjskiej, a zwłaszcza memorjału prem. Mikołajczyka. „Wciąż trwające ataki prasy sowieckiej na Rząd Polski w Londynie wywołują jednak pewien niepokój, zaś Rada Lubelska, jak donoszą, ubiega się o to, by Alianci uznali ją za jedyny Rząd Polski. Twierdzi ona, że stanowi rząd de facto, ponieważ posiada do swej dyspozycji siły zbrojne, jest w stanie nakładać i ściągać podatki, utrzymywać porządek oraz wprowadziła w życie szereg praw i zawarła kilka porozumień międzynarodowych z Rosją.”

(...)

„Reynolds News” pisze, że kilka miesięcy temu ustąpienie gen. Sosnkowskiego utorowałoby prawdopodobnie drogę ku porozumieniu polsko-sowieckiemu. Obecnie jednak, wobec faktów, które w międzyczasie zaszły w Polsce „porozumienie może być zawarte tylko z Komitetem.” „Fakt, że Stalin znów przyjął przedstawicieli Komitetu wskazuje, iż jest to pogląd rosyjski.”

Ponieważ Rząd Polski nie uznaje Komitetu, „Reynolds News” przewiduje nowy kryzys polityczny.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

 

 

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

 

Przemówienie Prezydenta Wł. Raczkiewicza

Stała się rzecz, której spodziewaliśmy się od kilku dni, lecz z którą mimo to jakżeż ciężko jest się pogodzić – Warszawa, bohaterska Warszawa padła 63-go dnia straszliwej, nierównej walki, toczonej przeciwko przygniatającej przemocy nieprzyjaciela, padła w chwili, gdy sprzymierzeńcy osiągnęli nad wrogiem decydującą przewagę, a huk dział na wszystkich polach bitewnych Europy zwiastuje niedaleką już klęskę Niemiec.

Tragizmu tego faktu nic już nie zdoła złagodzić. Nic też nie zmieni przekonania, że spadł oto na nas okrutny i całkowicie niezasłużony cios po tylu latach krwawych cierpień i krwawych wysiłków pomimo cudu męstwa i cudu zjednoczenia całego społeczeństwa.

A jednak w obliczu tego nieszczęścia z którego rozmiarów dokładnie sobie zdaję sprawę – przed Wami bohaterscy obrońcy stolicy i przed całym światem, z poczuciem wagi słowa, stwierdzić muszę jedno: wielka ofiara stolicy nie może pójść na marne. W blasku zgliszcz heroicznego miasta każdy, kto chce patrzeć, dojrzeć musi tę wielką prawdę: nie ma ceny, której nie bylibyśmy gotowi zapłacić za wolność i niepodległość, nie ma trudu, którego nie podjęlibyśmy dla tej sprawy i nie ma siły, któraby nas od tego odwieść zdołała. Warszawa padła, ale niezmordowana walka narodu polskiego toczy się dalej. Trwać ona będzie, aż do chwili gdy te cele, które przyświecały nam w dniu 1 września i które przyjął cywilizowany świat – zostaną w pełni osiągnięte. Bolesny upadek Warszawy jest jednocześnie najlepszym świadectwem najwyższych wartości moralnych Narodu z kategorii tych, które tworzą historię.

Bohaterscy obrońcy Warszawy, bohaterska ludności stolicy: jako głowa Państwa, Najwyższy Zwierzchnik Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej zaświadczam wobec całego świata, że spełniliście do końca swój żołnierski i obywatelski obowiązek, wykazując męstwo, ofiarność i wytrwałość ponad wszelką miarę. Poległym Waszym składam hołd, pozostałym przy życiu spośród dowódców, żołnierzy i ludności – słowa najwyższego uznania i głębokiej czci. Waszym bohaterstwem i wolą wytrwania w najcięższych warunkach opromieniliście sławą Polskę, która takich, jak Wy obywateli wydała.

Najjaśniejsza Rzeczypospolita Polska niech żyje!

 

Żałoba narodowa

 

(PAT.)  4 b.m. odbyło sie posiedzenie Rady Ministrów pod przewodnictwem Prezesa Rady Ministrów, St. Mikołajczyka.

Rada Ministrów uczciła przez powstanie pamięć bohaterów, którzy w walkach o Warszawę życie swoje złożyli w ofierze dla sprawy wolności i niepodległości Polski.

Rada Ministrów ustaliła dwutygodniową żałobę narodową z powodu upadku Warszawy, rozpoczynającą się w dniu 4 b.m. i postanowiła urządzić uroczyste nabożeństwo żałobne w dniu 10 b.m. we wtorek, za dusze poległych obrońców stolicy Rzeczypospolitej.

Rada Ministrów przyjęła do wiadomości sprawozdanie Prezesa Rady Ministrów w sprawie Warszawy i powzięła szereg uchwał na podstawie jego wniosków.

 

Ratujcie ludność cywilną!

Ratujcie więźniów przed masową zagładą!

Ostatnie depesze Warszawy

Walki w Kieleckiem – Aresztowanie 12.000 mężczyzn w Kielcach – Radiostacje warszawskie działały bez przerwy

 

Depesza Krajowej Rady Min.

 

Premier Mikołajczyk otrzymał od Krajowej Rady Ministrów następującą depeszę, wysłaną z Warszawy dnia 3 października:

„Wyczerpawszy wszystkie możliwości prowadzenia walki, wobec braku żywności, broni i amunicji, wobec olbrzymiej ilościowej i technicznej przewagi nieprzyjaciela i wobec zupełnego braku nadziei na zajęcie w krótkim czasie Warszawy przez Sowiety, byliśmy zmuszeni w dniu 2 października o godz. 20-ej przerwać walkę. Najbardziej tragiczny jest los umęczonej ludności cywilnej.

Na kategoryczne żądania Niemców musi ona opuścić Warszawę. Zaalarmujcie tą sprawą cały świat. Niech Międzynarodowy Czerwony Krzyż zaopiekuje się natychmiast obozem w Pruszkowie i szpitalami, bo dotychczasowa pomoc opiera się głównie na ofiarności okolicznej ludności. Staramy się choć w części zmniejszyć tragedię ludności Warszawy. Pilnujcie losu wywiezionych na roboty i do oboz

ów koncentracyjnych.”

                                                                                      Podpisano:

                                                                    Krajowa Rada Ministrów

 

Apel Rady Jedności Narodowej

 

Jedną z ostatnich depesz, jaką Premier Mikołajczyk otrzymał od Rady Jedności Narodowej w Warszawie było zwrócenie się do wszystkich rządów i społeczeństw państw alianckich i neutralnych oraz do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża z następującym apelem:

„Wobec stwierdzonych przygotowań okupanta niemieckiego do masowego wyniszczenia Polaków w obozach koncentracyjnych i w więzieniach, zwłaszcza w osławionym Oświęcimiu, zwracamy się z apelem o natychmiastową interwencję, celem sparaliżowania tej nowej zbrodni hitleryzmu.”

Apel ten został wysłany z Warszawy 29 września b.r., a więc niemal w przeddzień upadku Stolicy. Fakt, że w chwili najgorętszych walk i wiszącej nad głową zagłady, w Warszawie pamiętano o losie więzionych w niemieckich obozach koncentracyjnych, jest pięknym świadectwem obywatelskiego poczucia krajowej reprezentacji politycznej oraz dowodem, jak niezmiernie palącą jest sprawa, która jest przedm

iotem apelu. Powróciła do niej również Krajowa Rada Ministrów w depeszy do Premiera, dnia 2 października apelując: „Pilnujcie losu wywiezionych na roboty i do obozów koncentracyjnych.”

Jest to już drugi apel w tej sprawie. Natychmiast po otrzymaniu pier

wszych wiadomości o starszliwej groźbie Rząd polski zwrócił sie do wszystkich państw, których obywatele są w więzieniu w Oświęcimiu, a także do rządów W. Brytanii i St. Zjednoczonych o wspólną akcję.

Sprawa ta jest nadal przedmiotem zabiegów Rządu Polskiego i innych zainteresowanych rządów. Ponadto, istnieje projekt wysłania do Majdanka przedstawicieli „Komisji dla Badań Zbrodni Wojennych”, w przekonaniu, że dla prac Komisji może mieć istotne znaczenie bezpośrednie zetknięcie się z jednym z wielu miejsc i świadectw niemieckiej zbrodni.

 

„Nie zaznacie chwili spokoju”

Radiostacje foniczne Warszawy – „Błyskawica” i „Radio Polskie-W

arszawa” pracowały do ostatniej chwili.

Dnia 2 października, na trzy kwadranse przed zaprzestaniem ognia w stolicy, o godz. 19 m. 15 zaczęla nadawać radiostacja Armii Krajowej – „Błyskawica”. W Londynie przy stacjach nasłuchowych, mimo olbrzymich wysiłków, nie udało się odtworzyć audycji. Strzępy słów i wszystko przygłuszone pracą obcych radiostacji. Czuło się jedynie, że radiostacja „Błyskawica” pracuje, że nadaje coś, że może to ostatnie słowa wolnej, walczącej do ostatniego naboju Warszawy.

Po piętnastu minutach zaczęła nadawać radiostacja Delegata Rządu – „Polskie Radio-Warszawa”. Tym razem poszło lepiej. Już nie tylko słowa ale i całe zdania udało się uchwycić. Oto, co o godz. 19 m. 30 – na pół godziny przed upadkiem Warszawy – usłyszeliśmy:

„Apel do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża: Halo, tu mówi Warszawa. ... Jeszcze walcząca Warszawa. ... Jeszcze nie zdobyta. ...

Niemcy oświadczyli, że zmiażdżą, zetrą z ziemi resztki lu

dzi. ... Anglia oświadczyła, że nic dla nas zrobić nie może ... Generał Rokossowski ... Mężczyźni, kobiety i dzieci ... Przestaje istnieć milionowe miasto... Idziemy do Pruszkowa, wszyscy – kobiety, mężczyżni i dzieci – którzy przeszli piekło dwumiesięcznej męczarni, tortur... Bez względu na to, czy są lekko, czy ciężko ranni, bedą musieli ciężko pracować. ...

Warunki niemieckie są twarde...

Warszawa apeluje do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża! ... Daliśmy więcej niż mogliśmy. ... Ta pomoc musi przyjść natychmiast! Bo nie ma dziś czasu na zbiórki i uchwały. Wy jesteście dziś sumieniem świata. Wierzymy, ufamy i czekamy na pomoc.

Koniec apelu. Jakże wymownego w swej prostocie słów twardych, brzmiących siłą ostatniego rozkazu ludzi, którzy za chwilę mają umrzeć nie za własną sprawę, ale za sprawę całej ludzkości.

„Jesteście teraz sumieniem świata” „Nie zaznacie chwili spokoju”  To nie SOS z tonącego okrętu – to testament Wielkości, zrodzony z wysiłku i woli ponad ludzką wiarę.

Apel skończono. Zapowiedziano jak zwykle, jak co dnia, pogadankę. Nasłuch coraz trudniejszy. Wszystkie stacje dokoła przeszkadzają. Radiotelegrafiści schwycili tylko urywki. Oto one:

„Nazwano nas natchnieniem walczących narodów i natchnieniem świata. ... Jesteśmy narodem, co ma prawo żyć i który domaga się praw... Wiemy jednak, że kiedyś świat pójdzie naszą drogą.

Pytają nas, dlaczego dziś nie wybieramy łatwych dróg... Wybraliśmy drogę trudną i ciężką... Trudno. Ale wciąż jeszcze wierzymy, że świat jest mądry... Wzbogaciliśmy nasze wartości... Nauczyliśmy się wiele...”

Dalej już nie można było usłyszeć. Brakowało dwudziestu minut do 8-ej wieczór dnia 2 października. O 8-ej walka była przerwana. Warszawa padła. Testament jej pozostał i pozostanie po wieczne czasy.

 

Z OSTATNIEJ CHWILI

 

Rozkaz Prezydenta R.P.

 

Żołnierze Polskich Sił Zbrojnych!

Po dwumiesięcznej z górą bohaterskiej walce Warszawa padła. Żałoba narodowa kirem okryła wasze chorągwie i sztandary. Żałoba jest w sercach waszych.

Warszawa padła, ale trwa i trwać będzie walka narodu polskiego o niepodległość i suwerenne prawa Rzeczypospolitej.

Przez dziewięć tygodni walki w gruzac, płomieniach i krwi stała się Warszawa dla całego świata symbolem Polski niezwalczonej,  nieśmiertelnej.

Dziś, gdy tam walka wygasła tem większa jest odpowiedzialność wasza, Żołnierze Polskich Sił Zbrojnych, walczących na lądzie, morzach i w powietrzu obok naszych Sprzymierzonych.

Wasz oręż zwycięski nie tylko bierze odwet za Warszawę, ale otwiera drogi do niej. Walka Wasza zbliża moment, gdy ze zgliszcz i gruzów dźwignie się nasza stolica, wielka swą ofiarą całopalną i nieśmiertelną chwałą.

Ufam, że dłonie wasze nie omdleją, wola nie osłabnie, a wiernością żołnierską nadal okażecie się godni walczącego Kraju, jak okazaliście sie pod Cassino, Ankoną, pod Chambois i Arnhem i w tylu innych walkach, w działaniach morskich i w powietrzu nad Francją, Belgią, Holandią, Niemcami.

Tego oczekuje od Was Naród, którego jesteście nadzieją i umiłowaniem. Wierzę że Bóg sprawiedliwy pobłogosławi Waszej Służbie i naszej Słusznej Sprawie.

 

                                                                                                                                                                           WŁ. RACZKIEWICZ.

Londyn, dnia 4 października, 1944 r.

 

Siły zbrojne w żałobie

 

(PAT.) Minister Obrony Narodowej gen. M. Kukiel wydał 2 października rozkaz nr. 3 nastepującej treści:

„Z polecenia Prezydenta R.P. zarządzam z powodu upadku Warszawy z dniem dzisiejszym dwutygodniową żałobę w Siłach Zbrojnych.

Należy nałożyć krepę na chorągwie i sztandary, powstrzymać się od udziału w zabawach i innych rozrywkach publicznych.

We wszystkich oddziałach oraz na okrętach R.P. odprawiać nabożeństwa żałobne za poległych w Warszawie.”

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

 

 

 

 

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

 

Patrioci...

Na konferencji prasowej w Moskwie p. Osóbka-Morawski, zaatakował Rząd Polski, m.i. za nominację gen. Komorowskiego-Bora, oraz zaatakował tego dzielnego żołnierza i bohatera narodowego, który przeszło dwa miesiące dowodzi wspaniałą walką Polaków z Niemcami w Warszawie. Generał Żymierski posunął się zaś do takiego twierdzenia, że generał Komorowski dowodził walką Warszawy z poza obrębu stolicy.

Wydawałoby się na pozór, że chodzi o nominację generała Bora na Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych. Gdy jednak uwzględnić okoliczności, w których ich atak nastąpił, ujawnią się głębsze jego przyczyny.

Stało się to po przemówieniu premiera Churchilla, w którym podkreślił on brak uzgodnienia pomiędzy W. Brytanią i Stanami Zjedn. z jednej strony, a Rosją z drugiej strony na temat stosunków polsko-sowieckich. Z przemówień premiera Churchilla i ministra Edena w Izbie Gmin wyraźnie wynikało, że uważają oni sprawę polską za „test case” i wiążą ją ze sprawą ułożenia stosunków w Europie, leżącą u podstaw przyszłego porządku świata i pokoju. Przy tej okazji padło też wyraźnie ostrzeżenie z którego wynikało, że nawet w wypadku uznania przez Rosję Komitetu Wyzwolenia Narodowego w charakterze prowizorycznego rządu, ani W. Brytania ani Stany Zjedn. tego rodzaju rządu nie uznają, a nadal będą uznawać, jako prawowity, Rząd Polski w Londynie. Można było przypuszczać, że wezwanie marszałka Stalina do Moskwy pp. Morawskiego i Żymierskiego weźmie te przemówienia pod uwagę. Atak obu panów na Rząd Polski, poparty przez „Prawdę” zdaje się wskazywać o pójściu w innym kierunku.

Drugą okolicznością, w której atak pp. Morawskiego i Żymierskiego nastąpił, jest sytuacja Warszawy. Zdają oni sobie doskonale sprawę, ze Warszawa jest wyczerpana, że walczy ostatnim tchem, że Niemcy znacznymi siłami zdusili powstanie na Mokotowie i Żoliborzu i że chwile powstańców w śródmieściu są policzone. Jak doniósł wczorajszy „Daily Telegraph”, sam Morawski, na podstawie rozmowy z wojskowymi sowieckimi oświadczył, że walka o Warszawę może być wygrana dopiero po okrążeniu miasta, na co się obecnie nie zanosi. P. Morawski swym przemówieniem odebrał obrońcom Warszawy nadzieję rychłego wyzwolenia. Znając ten stan rzeczy i wiedząc doskonale, że godziny walk Warszawy są policzone, panowie ci chcą z góry uprzedzić rozżalenie narodu polskiego i zrzucić z siebie odpowiedzialność za brak pomocy ze swej strony dla powstańców w Warszawie.

Nie będziemy polemizowali z zarzutem jakoby generał Komorowski miał opuścić swoich żołnierzy. Tacy ludzie jak Morawski, którzy wyjechali z Warszawy, a w szczególności Żymierski, który mieniąc się być dowódcą Armii Ludowej, opuścił swoich żołnierzy wyjeżdżając z centrali, nie mają najmniejszego prawa bronić się przez zarzucanie innym opuszczenie posterunku: generał Komorowski był i jest w Warszawie, pozostając w stałym kontakcie ze swymi przełożonymi w Londynie, i na miejscu – z oficerami państw alianckich, którzy bohatersko stanęli przy boku walczących żołnierzy Armii Krajowej.

Dobrze się jednak stało, że panowie z Komitetu odkryli swe oblicze. Na gruncie zagranicznym były dotąd skłonności do traktowania ich poważnie jako polskich patriotów. Po ich wystąpieniu nikt chyba nie uzna za dobrego patriotę Polaka, który, obojętnie z jakich względów, poważa się zadawać cios w plecy innemu Polakowi walczącemu z Niemcami. Świat może podejrzewać, że grożenie więzieniem i sądem za walkę z Niemcami, może być jedynie początkiem jakiejś nowej orientacji.

Przy tej okazji pragnęlibyśmy jednak przypomnieć kilka faktów, by opinia publiczna mogła się zorientować co warte są oświadczenia panów z Komitetu.

Generał Żymierski i p. Morawski w dniu 6-go sierpnia, a więc już po sześciu dniach walk w Warszawie, twierdzili, że żadnej walki tam niema. Później, gdy prasa sowiecka przyznała istnienie tych walk, rozpoczęli zarzuty, że walkę wszczęto przedwcześnie, a to pomimo, że ponoszą oni odpowiedzialność za komunikat Związku Patriotów nadany z Moskwy 29-go lipca, który rzucił ludności Warszawy apel: „Do broni” i pomimo, że wiedzieli oni doskonale, iż walka w Warszawie rozpoczęła się na zasadach akcji „Burza”, tak samo jak uprzednio na całym obszarze państwa polskiego na wschód od Warszawy, gdzie w miarę zbliżania się wojsk sowieckich oddziały Armii Krajowej rozpoczynały walkę: tak było na Wołyniu, na Wileńszczyźnie, w samym Wilnie, we Lwowie i w Lubelskim; tak stało się również w Warszawie.

Wiedzieli oni doskonale, że sam marszałek Stalin oświadczył, iż wojska sowieckie spodziewały się być w Warszawie 6 sierpnia a więc w sześć dni po wybuchu powstania, a komisarz Mołotow oświadczył dnia 31-go lipca, iż wojska sowieckie znajdują się o 12-cie km. od Warszawy.

Wiedzieli oni doskonale, że strona polska podała dokładnie sposób i miejsca dla zrzutu łączników i materiałów. Zdradzili się również z tym, że sami nie mieli żadnej łączności z Warszawą i że pierwsze wiadomości z Warszawy przyniosła im jakaś kobieta, która przepłynęła Wisłę. Tymczasem nasza łączność, stale działająca od początku powstania, łącznie z dwiema stacjami fonicznymi – „Polskie Radio” i „Błyskawica” – wskazuje wyraźnie kto co posiadał w Warszawie. Pozatym warto zaznaczyć, że pomoc Warszawie ze strony sowieckiej w formie zrzutów nadeszła 12 września. A kiedy rząd sowiecki ostatecznie wyraził zgodę na lądowanie samolotów amerykańskich w bazach rosyjskich i zdecydował się nieść ze swej strony pomoc Warszawie, wtedy panowie ci zaczęli wzywać jej ludność do dalszej walki, głosić, że znalazła ona poparcie w najszerszych masach ludu Warszawy i mówić o podporządkowaniu się wszystkich jednemu dowódcy polskiemu.

P. Żymierski doskonale wie, że łączność z marszałkiem Rokossowskim została ustalona. Coś na ten temat powie może p. Żymierskiemu kpt. Kaługin, pracujący z powstańcami w Warszawie, a przeprowadzony na Pragę przez Armię Krajową. Nie jest w tej chwili czas na publiczne ujawnianie dowodów. Dziś natomiast, gdy godziny Warszawy są policzone, gdy wojska sowieckie, odparte przy przekraczaniu Wisły nie zdołały uwolnić, pp. Morawski i Żymierski znowu zmieniają swój pogląd, pragnąc kłamstwami przesłonić brak ze swej strony realnej pomocy dla stolicy.

Ponieważ panowie ci rozpoczęli od publicznego pogłębiania różnic, mamy prawo ujawnić niektóre fakty, które wskazują, że w chwili, gdy realna pomoc ze strony dowództwa sowieckiego dla Warszawy następowała, oni nietylko nie pomagali, lecz przeszkadzali.

P. Żymierski pretendujący do roli naczelnego wodza nie polecił polskim lotnikom, którzy są pod jego komendą, lecieć nad Warszawę, strącać Niemców i zrzucić pomoc, a to gdy jednocześnie polscy lotnicy w liczbie 105 zginęli, niosąc tę pomoc z baz włoskich. Co gorsza, w tym samym czasie następowały rozbrajania i aresztowania przez niego oddziałów i dowódców Armii Krajowej, w tym również tych oddziałów, które maszerowały na pomoc Warszawie.

Generał Żymierski w rozmowie z premierem Mikołajczykiem tłomaczył się, że nakazał rozwiązać Armię Krajową na terenie Lwowskiego, gdyż jest to teren na którym nie mogą istnieć oddziały polskie, albowiem do tego terenu zgłasza swe pretensje Rosja Sowiecka. Dowódcę, gen. Filipowskiego, przewieziono do Moskwy. Generał Żymierski sam komunikował, że dowódca ten chce się widzieć z polskim Premierem, przyrzekł go Premierowi w Moskwie przedstawić, a nie wiadomo już potem z jakich względów tego nie uczynił, mimo nalegań w tej mierze.

W Lubelskim Delegat Okręgowy Rządu Cholewa, generałowie Halka, Dąbrowa i Marcin zostali aresztowani i przejściowo trzymani w Majdanku, a następnie z liczbą ok. 200-stu oficerów i szeregowych Armii Krajowej wywiezieni na Wschód. W tym samym okręgu w obozie Krasnów w powiecie włodawskim utworzono obóz dla innych oficerów i żołnierzy Armii Krajowej. W okręgu Lublin rozwiązano oddział 700 żołnierzy idących z pomocą Warszawie. Znana 27 dywizja piechoty z Wołynia, która podporządkowała się taktycznie armii sowieckiej i z nią maszerowała na Warszawę, została rozbrojona i rozwiązana w rejonie Lublina i Otwocka – terenie działania generała Żymierskiego.

Oddziały Armii Krajowej z okręgu Krakowskiego, maszerując na pomoc Warszawie, zostały również rozbrojone na terenie działania Żymierskiego. To samo dotyczy 9-tej dywizji piechoty, która została rozbrojona i rozwiązana, również na tym terenie.

Poco więc chować się za pozory troski o Warszawę i życie jej ludności?

Wtedy, gdy władze sowieckie zdecydowały się na pomoc, wtedy, gdy nieśli ją lotnicy brytyjscy, poudniowo-afrykańscy, amerykańscy i polscy – panowie z Komitetu nietylko nie pomagali, lecz przeszkadzali.

Nie stanęli oni oko w oko z tymi, którzy wierni swej pięcioletniej walce podziemnej przeciw Niemcom zdecydowali się stanąć do otwartej z nimi walki na odgłos ognia dział, zbliżającego się do murów Warszawy. To są przyczyny ich wystąpienia.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

 

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

DWA MIESIĄCE

(Tygodniowy przegląd wydarzeń)

Nie jest może metodą właściwą pisać pochwałę żołnierza polskiego w piśmie wojskowym. Żołnierz nie znosi pochlebstw i roztkliwiania się nad jego cnotami bojowymi. W pochwale, którą tu podamy, pominiemy dlatego walory żołnierza 2. Korpusu. Są one wszystkim znane. Nie sposób wszakże milczeć o wartościach wykazywanych w tej chwili przez żołnierzy naszych na innych frontach – w Warszawie i Holandii.

Bój Warszawy, nie mający sobie równego w dziejach wojen nowoczesnych trwa już dwa miesiące. W tym okresie grozy i piekła Warszawa zapadła się w gruzy, grzebiąc pod swymi rumowiskami 8 procent ludności i 100 procent pierwotnego stanu walczących tam oddziałów Armii Krajowej – ale przecież nie padła. Walczy nadal, nie zważając na ogień, na głód, śmierć i choroby. Zjawisko to z punktu widzenia chłodnej oceny jest tak niezwykłe, że nawet Niemcy przypisać musieli szczególnej waleczności Polaków swą wobec nich bezsilność.

Wydany przez nich komunikat agencji Transocean, puszczony w świat być może w celach prowokacyjnych, stawiał sobie głównie za zadanie usprawiedliwianie niemocy niemieckiej przez podkreślenie „bezprzykładnego” bohaterstwa i „zadziwiającej umiejętności” walki wykazanej przez Polaków.

W komunikacie Niemcy przyznali, że powstanie ich „zaskoczyło”, choć przygotowywane było, jak stwierdzili, już dawno. Plany swe wykonali Polacy „znakomicie”. Powstanie było „dziełem sztuki” strategicznej, jak i organizacji, zwłaszcza, że Warszawa „nie nadawała się do obrony”.

„Po 17 pierwszych dniach walki – stwierdzał komunikat niemiecki – większa część miasta znajdowała się jeszcze w posiadaniu wojsk gen. Bora, które wspierane fanatycznym patriotyzmem ludności, walczyły z takim zapałem i z taką pogardą niebezpieczeństwa, że wzbudzały osłupienie i podziw nawet w szeregach nieprzyjaciela. Byliśmy zmuszeni walczyć o każdy dom, o każdą izbę, mężczyzna przeciw mężczyźnie, a często mężczyzna przeciw kobiecie i dziecku. Polacy posługiwali sie zawiłym systemem podziemnych przekopów i kanalizacji. Gdy udało się nam zdobyć dom, Polacy uderzali na budynek od podziemi. W Warszawie walczyło 5 dywizji Wehrmachtu oraz jedna dywizja S.S. wspierane przez lotnictwo i artylerię ciężką. Wojska te miały rozkaz odbicia miasta i obrony za wszelką cenę punktów najważniejszych, t. zn. arterii prowadzących do mostów na Wiśle. Musimy przyznać, że niewiarygodny opór i zaczepność Polaków nie pozwoliły wykonać w całości lub częściowo tych rozkazów, uniemożliwiając we właściwym czasie wykonanie manewru zmierzającego do zgrupowania naszych rozbitych jednostek na lewym brzegu Wisły przeciwko napierającym wojskom dowodzonym przez marsz. Rokossowskiego”.

Tak mówią dziś Niemcy mając zapewne różne cele na oku. Ale nie możemy zapominać, że bezprzykładne istotnie powstanie przyniosło nam również bezprzykładne straty i ofiary, bez widocznych narazie korzyści politycznych, prócz wznowienia nowej fali sympatii dla Polaków. Bo przyszłość, która zawisła nad Warszawą, wciąż jest ponura...

(...)

 

Churchill o Warszawie

P. Churchill poruszył w Izbie sprawę Warszawy, która „od blisko dwóch miesięcy walczy, by zrobić wszystko, co w jej mocy dla usunięcia Niemców ze stolicy Polski”. Po ustępie tym premier dodał, że „rząd brytyjski zawsze przedstawiał jasno wszystkim zainteresowanym, iż jest zbyt oddalony od teatru walki, by przyjmować odpowiedzialność za nakazanie i wspieranie ogólnego powstania w Polsce.” Jednocześnie jednak premier dodał, że „rząd brytyjski ofiarowywał uporczywie swe dobre usługi, by doprowadzić do współpracy i zespolenia planów w tej sprawie między oddziałami polskimi a sowieckimi. Mimo też ogromnych praktycznych trudności – mówił dalej p. Churchill – rząd brytyjski dostarczył Polakom wojskowych zaopatrzeń drogą powietrzną. Rosjanie również przesłali zaopatrzenie, gdy tylko plany operacyjne na to pozwoliły, a bezpośrednia łączność została nawiązana”.

Polska niewątpliwie odczuwa dotkliwie swe geograficzne oddalenie od W. Brytanii, choć przecież w r. 1939 oba kraje poczuły się tak bliskie sobie. Były może najbliższymi sobie wówczas państwami w Europie. Miałbyż to być jednak przypadek, nieporozumienie skazane na przeminięcie z wiatrem? Odległość między Londynem a Warszawą nie zwiększyła się od r. 1939. Technika współczesna coraz bardziej ułatwia pokonywanie przestrzeni. Wydaje się więc, że na innej płaszczyźnie szukać należy przyczyn owych trudności związanych z „oddaleniem” obu stolic. *)

(...)

D.I.

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.