Prasówka sprzed lat... Wokół walczącej Warszawy 18 sierpnia 1944 r. - Nasz Swiat
26
So, wrzesień

Prasówka sprzed lat

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

Ożywiona akcja A.K. w całym Kraju

18. dzień krwawi się Stolica

(...)

Warszawa, dn. 15 sierpnia (Służba radiowa)

W dniu dzisiejszym Wicepremier – Delegat Rządu na Kraj oraz przewodniczący Rady Jedności Narodowej i Dowódca Armii Krajowej wydali odezwę, w której czytamy:

„Do pomocy Warszawie musi stawać cała Polska, a w pierwszym rzędzie najbliższe województwa – młodzież, chłopi i robotnicy – zgodnie z wydanymi przez Dowódcę Armii Krajowej rozkazami. Hasło całego Narodu – Pomóc Warszawie!”

***

Kto wzywał do powstania?

„Tribune” z dnia 18 sierpnia przynosi ciekawie sformułowane wyjaśnienie w sprawie odpowiedzialności za powstanie warszawskie – skierowane pod adresem redakcji „Daily Workera.”

„Zarzut, że powstanie zostało sprowokowane przez rząd londyński (polski) ... w celu stworzenia faktu dokonanego w chwili wkroczenia wojsk sowieckich ..., jest nieścisły. Związek Patriotów Polskich w Moskwie również wzywał lud warszawski do powstania i walki. Dnia 29 lipca Związek Patriotów Polskich wydał następującą  odezwę radiową:

„Łączcie się do walki z Niemcami. Nadszedł czas ostatecznej rozprawy. Zadajcie śmiertelny cios bestii pruskiego militaryzmu. Godzina czynu wybiła dla Warszawy. Walczcie na ulicach, fabrykach, domach i przyspieszcie tym chwilę ostatecznego wyzwolenia!”

„Gdy apel ten znalazł echo, ani komuniści ani liberałowie nie powinni twierdzić, że powstanie było przedwczesne. Powstania nie mogą być poruszane i zatrzymywane jak stopery. Marks, komentując wypadki Komuny Paryskiej, stwierdza iż, jakkolwiek wybuch jej historycznie biorąc był przedwczesny, z chwilą, gdy wybuch już raz nastąpił, należało ruchowi dać najpełniejszą pomoc. Sytuacja, która się wytworzyła w Warszawie dzisiaj, może się powtórzyć w dziesiątkach innych miast europejskich. Europa jest dziś pod takim ciśnieniem, że nawet najogólniej formułowany apel do czynu może wywołać wybuch. Ci, którzy mają możność wydawania wezwań i apeli, muszą być świadomi odpowiedzialności z tym związanej.”

Rzućmy więcej światła

na wojskowe znaczenie powstania w Warszawie

Powstanie w Warszawie trwa już 16 dni i wbrew pesymistycznym przewidywaniom nie zostało zatopione w potokach krwi, ale wręcz przeciwnie – zaczyna nawet przybierać na sile. 16 dni walk ulicznych, prowadzonych przez słabo uzbrojone oddziały Armji Krajowej, zasilone przez niewyszkolonych ochotników, przeciwko kolosalnej przewadze liczebnej a przedewszystkiem materialnej wroga – to wypadek niesłychany w historii wojny.

Historja ostatnich lat zna wypadki zaciętych walk ulicznych – jak np. w Madrycie lub Stalingradzie – ale w danym wypadku analogje mogą być jedynie częściowe (...).

Jakże tragicznie odmienna jest pod tym względem sytuacja oddziałów polskich, toczących nierówną walkę przeciwko niemieckim czołgom, armatom, miotaczom płomieni a wreszcie bombowcom, mając jako jedyne uzbrojenie jeden karabin ręczny lub pistolet mniej więcej na 10 ludzi... i to z niewystarczającą liczbą amunicji.

W odpowiedzi na czołgi nie mają oni ani min, ani armat lub c.k.m. przeciwpancernych – mają jedynie butelki z benzyną, a wreszcie Warszawa  nie jest żadnym przyczólkiem mostowym, stanowiącym część wielkiego frontu – jest ona zaledwie małą, zagubioną wysepką w morzu potęgi wojskowej niemieckiej, otrzymujacą pomoc stukrotnie mniejszą od swoich potrzeb.

Oto, jeżeli idzie o garść analogji.

Powstanie w Warszawie rozwinęło się zupełnie inaczej aniżeli przewidywano – inaczej aniżeli można było tego oczekiwać na podstawie doświadczeń powstań w Wilnie i we Lwowie.

Z powodów, które omówimy poniżej, przybrało ono obrót tragiczny – przedewszystkim dla niewinnych mieszkańców miasta, na których w pierwszym rzędzie skupiła się rozwścieczona zemsta za poniesioną przejściową porażkę niemieckich żołdaków i gestapowców.

Rozpaczliwy ból a przedewszystkiem obawa o los naszych najbliższych w Warszawie, wystawionych na bestjalstwo niemieckie wytworzyło w kołach polskich na całym świecie atmosferę zrozumiałego zresztą rozgoryczenia i podniecenia. W tej atmosferze bohaterskie powstanie zaczęto, niestety, wygrywać, jako narzędzie walki politycznej tej lub innej osobistości politycznej. Rozpoczęła się gra, jak w piłkę, zrzucania z siebie lub swego resortu odpowiedzialności, będąca zawsze dowodem słabego charakteru a przedewszystkiem braku poczucia tej odpowiedzialności.

Wreszcie w tej atmosferze rozgoryczenia i żalu zaczęły się rodzić daleko idące podejrzenia w stosunku nawet do naszych sprzymierzeńców – do czego przyczyniła się niemało część nieodpowiedzialnej prasy.

Pewna ilość ostatnich wiadomości o sytuacji oraz analiza lakonicznych komunikatów i żołnierskich meldunków gen. Bora może pozwolić na odtworzenie w luźnych konturach sytuacji operacyjnej pod Warszawą, na tle której rozegrały się losy powstania.

Kontury tego obrazu i wysnuta na tym tle hipoteza operacyjna przyczyni się, być może, do rzucenia nieco światła na tragiczny problem rozwoju powstania – pozostaje jednak szereg momentów bardzo niejasnych, które czekać jeszcze będą na ujawnienie.

Zacznijmy od tego, że gen. Bór, ze względu na rozwijającą się szybko ofensywę sowiecką w Polsce zwrócił się do Londynu z prośbą o danie mu wolnej ręki wybrania terminu powstania.

Powstanie to było oddawna tematem planów i przygotowań i z wybuchem jego liczono się już oddawna.

Ze względu na płynność sytuacji gen. Bór otrzymał z Londynu wolną rękę. Jakież były motywy, które skłoniły gen. Bóra do skorzystania z danej mu swobody decyzji?

W ostatnich dniach lipca Niemcy rozpoczęli gwałtowną ewakuację urzędów w Warszawie oraz rodzin, zaś Gestapo zaczęło masowe wywożenia oraz egzekucje w przepełnionych więzieniach.

Jednocześnie napływają coraz liczniejsze wiadomości o posuwaniu się w kierunku Warszawy z rejonu Dęblina wzdłuż wschodniego brzegu Wisły znacznych sił sowieckich.

Wreszcie rankiem 1 sierpnia elementy czołowe sowieckiej kolumny pancernej ukazały się w pobliżu Pragi, zmuszając garnizon niemiecki Pragi do szybkiej ewakuacji na zachodni brzeg.

Wydarzenia powyższe uprawniły najzupełniej gen. Bora do powzięcia decyzji, tembardziej, że parł go również rozgorączkowany nastrój mas.

Niezależnie od tych momentów natury taktycznej można z dużą dozą słuszności przyjąć, że na decyzję gen. Bora wpłynęły motywy głębszej natury – i w tym celu należałoby w paru słowach naszkicować tło operacyjne.

Otóz niezależnie od opuszczania Warszawy przez urzędników niemieckich i Gestapo przez ulice miasta oraz mosty na Wiśle płynęły kolumny niemieckich dywizji pancernych na wschodni brzeg. Marszałek Model kończył szybko przegrupowanie swoich sił: 2 dywizji pancernych na południowym brzegu Narwi oraz dywizji pancernych bezpośrednio na wschód od Warszawy.

Odtwarzał on w sposób odwrócony manewr polski z roku 1920 – z tą różnicą, że o ile główne uderzenie polskie pod osobistym dowództwem Piłsudskiego wyszło z rejonu Wieprza na lewą flankę głównych sił Tuchaczewskiego, Model miał o wiele silniejsze centrum aniżeli manewrującą flankę.

Klęska Tuchaczewksiego była w przeciągu 20 lat tematem studiów i gier wojennych w Czerwonej Akademji Sztabu Generalnego – u wyższych dowódców sowieckich wytworzył się do pewnego stopnia jakiś „kompleks Wisły”.

Być może niezwykle ostrożny marsz zbliżania Rokossowskiego w ogólnym kierunku na Warszawę był właśnie wynikiem tego kompleksu – byc może własnie dlatego przedewszystkiem utworzył on przyczółek w Dęblinie, aby uchronić sie od ewentualnego uderzenia niemieckiego od południa na swoją lewą flankę.

A jednak nie uchronił się on od pułapki niemieckiej – silne ugrupowanie sowieckie, które można obliczać na korpus pancerny, podeszło od południowego wschodu ku Warszawie i tu poniosło dotkliwą porażkę pod Mińskiem Mazowieckim.

Oddziały pancerne sowieckie zostały odrzucone aż pod Siedlce, gdzie dopiero po kilku dniach reorganizacji rozpoczęły ponownie nacierać na niemieckie dywizje pancerne. (...)

Odrzucenie sił sowieckich aż pod Siedlce było powodem dlaczego w komunikatach Bora powtarzać się rozpoczęło zdanie: „od strony Pragi – cisza.”

Na tym narzuconym zgruba tle operacyjnym możnaby przyjąć, że najważniejszym motywem decyzji gen. Bora był zamiar utrudnienia przemarszu niemieckich jednostek pancernych na wschodni brzeg Wisły i w ten sposób współdziałania ze zbliżającymi się ku Warszawie siłami sowieckimi.

Tego rodzaju motyw decyzji i to mimo braku wszelkiego rodzaju polsko-sowieckich rozmów sztabowych oraz oficerów łącznikowych – byłby ze strony gen. Bora najwyższą formą współdziałania operacyjnego na polu walki.

Niewątpliwie, gdyby po stronie sowieckiej działały nie straże przednie ale siły główne, na których załamałby się manewr niemiecki, współdziałanie gen. Bora uwieńczone byłoby pełnym powodzeniem. Mało tego – w razie załamania się manewru niemieckiego i zmuszenia Niemców przez Rokossowskiego do odwrotu, powstanie w Warszawie a w szczególności obsadzenie przez Polaków wszystkich mostów na Wiśle wytwarzało dla Niemców sytuację wręcz katastrofalną.

Niestety, wynik bitwy na przedpolu Warszawy miał reperkusje tragiczne dla powstania, którego trwanie teoretycznie można było obliczać na 6 dni.

Tego rodzaju hipoteza może, jak sądzę, przyczynić się do wyjaśnienia wielu niejasnych problemów.

E. HINTERHOFF

 

 

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.