Prasówka sprzed lat... Wokół walczącej Warszawy 20 sierpnia 1944 r. - Nasz Swiat
26
So, wrzesień

Prasówka sprzed lat

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

WARSZAWA WOŁA O POMOC!

(Tygodniowy przegląd wydarzeń)

W obecnej fazie wojny, uważanej za decydującą, Polskie Siły Zbrojne są wszędzie w ofensywie uderzając na umocnienia trzeszczącej twierdzy europejskiej Hitlera. Polacy pierwsi zaczęli walkę z Niemcami i prowadzić ją bedą aż do osiągnięcia swego celu.

 

We Włoszech oddziały 2 Korpusu znowu posunęły się naprzód (...) W Normandii dywizja pancerna 1. Korpusu weszła do boju w dniu 8 sierpnia u boku wojsk kanadyjskich na jednym z najcięższych odcinków frontu (...)

Lecz – wyznajemy – nie te polskie boje, twarde i zwycięskie, zarówno we Włoszech jak i we Francji pochłaniają dziś nasze myśli, nie na nich skupia się nasza uwaga i troska największa. Jesteśmy dziś wszyscy duchem z walczącą Warszawą. Tam, w stolicy, bohaterstwo narodu osiągnęło znowu szczyty najwyższe, które tylko żołnierz zdoła zrozumieć i ocenić sprawiedliwie a uczciwie.

Warszawa wciąż walczy w warunkach strategicznie straszliwych, a politycznie potwornych. Walczy jednak z wiarą, z ufnością, z zapałem od trzech tygodni przeciw przewadze wroga nie mając ani lotnictwa, ani ciężkiej artylerii, ani całego sprzętu nowoczesnego niezbędnego, jak się i nam wydaje, do prowadzenia wojny. Walczy sama, otrzymawszy dopiero niedawno pierwszą, lecz jakże jeszcze niewystarczającą pomoc z Anglii.

Porwała się ona do boju, by w chwili odwrotu niemieckiego tylko polskie a nie obce sztandary znalazły się na ruinach zamku królewskiego, na ratuszu oraz czcigodnych gmachach historycznych stolicy. Lecz za ten gest dumy i wolności spotkała ją dziwna „kara”: została opuszczona przez tych, którzy zdemaskowali znowu swój właściwy stosunek do dzieła wyzwalania Europy. Warszawa walczy więc sama, ale dzięki temu ten odcinek frontu ma charakter już nie aliancko-niemiecki, ale wyłącznie polsko-niemiecki.

Za swój czyn płaci Warszawa nowymi ofiarami: zniszczonymi dzielnicami, zburzonymi zabytkami, masakrą ludzi, rozstrzelaniem nowej serii wybitnych profesorów uniwersytetu, pędzeniem kobiet i dzieci przed czołgi niemieckie, wyrzucaniem ludzi z domów i skazywaniem ich na poniewierkę. A jednak, mimo że Niemcy wciąż ogłaszają upadek powstania, walki trwają – ostatnio głównie na Starym Mieście i dokoła Dworca Gdańskiego – a meldunki gen. Bora stają się coraz bardziej dramatyczne i wstrząsające.

Czytając je ciśnie się pytanie – które wysuwamy bez żadnej megalomanii – czy świat, świat wolności i Karty Atlantyckiej zdoła kiedykolwiek spłacić swój dług honoru wobec tej wyjątkowej, nie mającej sobie równej, stolicy europejskiej? Czy jej wola, krwią tylekrotnie pieczętowana, nie miałaby znaleźć poszanowania wsród tych, którzy obiecali wolność wszystkim gotowym ginąć za wzniosłą tę ideę?

Wymownie dramatyczne pytania postawił Naczelny Wódz opinii publicznej oświadczając korespondentowi ”Daily Telegraph”:

„Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że może nadejść wiadomość o tym, że Niemcy po raz drugi zdobyli Warszawę? Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że gdyby do tego doszło, wszyscy Polacy, nawet kobiety i dzieci, którzy walczyli przeciw ciemiężycielom jak prawdziwi demokraci, padną ofiarami rzezi prowadzonej z zimną krwią?”

Warszawa oczekuje pomocy, oczekuje jej od aliantów i rządu polskiego. W sprawie tej zabrał głos wicepremier Kwapiński, który z ramienia rządu zajmuje się sprawami powstania i jest odpowiedzialny za dostarczanie pomocy walczącym Polakom. W dniu 8 sierpnia minister ten powiedział:

„Wiemy że wypatrujecie, że nadsłuchujecie, że czekacie. Najtragiczniejsze jest to, że wy czekacie. My także czekamy, by móc Wam podać radosną wieść. Czynimy wszystko, żeby to się stało... Z zapartym oddechem Polacy rozrzuceni nieomal po całym świecie przysłuchują się odgłosom walki i oczekują rozwoju wypadków. Jakie one bedą, nie umiem jeszcze powiedzieć. Ale mogę wam o jednym powiedzieć, że naród polski swoją pracą i walką ofiarną ma prawo, by szanowano jego godność i poczucie niezależności”.

Ze słów tych raczej posępnych nie wynikało, by pomoc była w tym czasie Warszawie zapewniona.

W następnym oświadczeniu wicepremier Kwapiński wzywał wobec niepokoju okazywanego wszędzie przez Polaków do „panowania nad nerwami” i zapewniał, że pomoc dla Warszawy jest organizowana przez rząd.

Min. Spraw Wewnętrznych Banaczyk w przemówieniu z dnia 11 sierpnia powiedział:

„Dziś mija 11 dzień, kiedy Warszawa rozpoczęła otwartą walkę w nadziei, że akcja ta przyśpieszy i ułatwi ostatecznie pokonanie wspólnego wroga we współdziałaniu ze stojącymi u wrót Warszawy wojskami rosyjskimi.”

Wypadki nie potwiedziły nadziei wyrażonych przez min. Banaczyka. My zaś mamy nadzieję, że nadejdzie czas, kiedy rząd ogłosi wszystkie dokumenty dotyczące drugiej bitwy o Warszawę.

Nawet jednak już dziś prawda o tych walkach jest aż nadto widoczna. Z zadowoleniem notujemy dojrzenie tej prawdy przez lorda Vansittarta, który w pięknym apelu ogłoszonym w „Daily Mail” zarzuca światu brak dostatecznego zainteresowania dla tragedii Warszawy. Z satysfakcją stwierdzamy, że nawet londyńska „Tribune”, na której łamach ukazywało się tyle krzywdzących zarzutów pod adresem Polski, wystąpiła z gorącym wezwaniem o pomoc dla Warszawy. Do rzędu podobnych manifestacji zaliczyć należy odezwę drugiej międzynarodówki socjalistycznej, głosy prasy brazylijskiej itd. Nie można też pominąć kilkakrotnych już wystąpień w tej sprawie „Osservatore Romano”. Podkreslić wreszcie trzeba płomienny apel Polonii amerykańskiej do rządu Stanów Zjednoczonych o pomoc dla Warszawy. Chodzi tylko o to, by apele te nie prowadziły do akcji charytatywnej tylko na rzecz „umęczonej” i „cierpiącej” Warszawy, ale by uznano jej czyn za przejaw woli miasta, które chce być stolicą Polski całej i naprawdę niepodległej.

 

Echa nowej „Mission to Moscow”

Podczas gdy na oczach neutralnej w tym wypadku armii sowieckiej rozgrywa się walka polsko-niemiecka w Warszawie, „Times” ogłosił zdumiewającą korespondencję z Moskwy o szczegółach wizyty p. Mikołajczyka w Rosji. Okazuje się, że rozmowy premiera, według tych doniesień, objęły nie tylko sprawy polsko-sowieckie, ale inne, szersze zagadnienia, które rozważano w „najbardziej przyjaznej atmosferze”.

„Nie ma mowy – zaznaczył korespondent – o przerwaniu tych rozmów, choć ze względu na powstanie zagadnień konstytucyjnych, które według poglądów w Moskwie dotyczą przede wszystkim stosunku Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych do rządu, p. Mikołajczyk uznał przed powzięciem decyzji obecność swą w Londynie za konieczną”.

Dowiadujemy się z tego zatem o jaskrawej ingerencji sowieckiej w wewnętrzno-personalne sprawy polskie i że ta sytuacja skłonić miała p. Mikołajczyka do wyjazdu z Rosji z propozycją sowiecką, która, jak z powyższych wiadomości wynika, nie została z punktu odrzucona.

Lecz na tym nie koniec; korespondent stwierdziwszy, że wizyta p. Mikołajczyka w Moskwie „poprawiła atmosferę” pisał dalej co następuje:

„Tymczasem czynione będą starania, by nie zaszkodzić polemikami możliwości osiągnięcia ostatecznego porozumienia. Mikołajczyk nie może oczywiście dać żadnego zaręczenia co do stanowiska polskich dzienników wydawanych w Londynie, a będących w stosunku do niego w opozycji. Również „zawieszenie broni” nie wiąże prasy rosyjskiej, która w dalszym ciągu napastuje Sosnkowskiego i Andersa”.

Przecieramy ze zdumienia oczy. Wynikałoby z tej depeszy, rozsyłanej przez PAT, że w czasie rozmów w Moskwie doszło do jakiegoś faktycznego „zawieszenia broni” („truce”) i że spod jego klauzul wyjęte są między innymi napaści prasy sowieckiej na Naczelnego Wodza i Dowódcę 2. Korpusu. Czytając tego rodzaju informacje i zestawiając je z tym, co stało sie pod Warszawą i w samej Warszawie trudno nie postawić pytania: „Gdzie my właściwie jesteśmy? Gdzie nasza suwerenność, nasza godność narodowa?”.

Zarówno Naczelny Wódz, jak i Dowódca 2. Korpusu nie potrzebują obrony, a napaści prasy sowieckiej mogą jedynie wzmocnić autorytet, który posiadają w narodzie polskim, lecz co znaczy owo bezceremonialne traktowanie tych spraw przez korespondenta „Times’a” w Moskwie? Czy nie jest tu potrzebne wyraźne, kategoryczne oświadczenie rządu, zamykające raz na zawsze wszelkie próby mieszania się obcych w nasze sprawy wewnętrzne?

 

Mącenie wody

Bezceremonialne traktowanie przez propagandę sowiecką innych mocarstw i osobistości zajmujących w świecie odpowiedzialne stanowiska wyraziło się m. in. w depeszy rozesłanej przez Reutera (agencja ta za dobrych czasów nie zajmowała się taką robotą) o rzekomych rokowaniach między rządem sowieckim a Watykanem, o memorandum Stalina do Ojca Świętego itd. Szczytem wszakże owej informacji było doniesienie, jakoby nuncjusz papieski przy rządzie polskim ks. arcybiskup Cortesi – znany dobrze społeczeństwu polskiemu – zamierzał udać się z Rzymu do Warszawy, gdy tylko zostanie „oswobodzona” przez armie sowieckie. Podróż jego do stolicy Polski miałaby znaczyć, według tej informacji, że „Watykan zdaje sobie sprawę, iż Polska, kraj przeważnie katolicki, pozostanie w okresie powojennym w ścisłych stosunkach przyjaźni z Rosją”.

Wiadomość powyższa była tak podana, że sprawiała wrażenie, iż Mons. Cortesi zamierza powrócić do Warszawy wraz z wojskami sowieckimi w wyniku jakiegoś porozumienia watykańsko-sowieckiego. „Osservatore Romano” uważał za stosowne zaprzeczyć oficjalnie tej informacji i stwierdzić, że była ona zupełnie bezpodstawna. Wypadek ten jest wszakże nowym dowodem, że znajdujemy się w fazie prowokacji, intryg i zamętu, sianego przez specjalistów od mącenia stosunków międzynarodowych.

(...)

                                                                                                                                                                                                       D.I.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.