Prasówka sprzed lat... Wokół walczącej Warszawy 22 sierpnia 1944 r. - Nasz Swiat
26
So, wrzesień

Prasówka sprzed lat

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

Warszawa walczy i śpiewa

podziemne marsze i piosenki

Warszawa walczy dwadzieścia dni. Walczy sama. Przeciw samolotom niemieckim i niemieckim potężnym, nowoczesnym czołgom, ma zdobyte na nieprzyjacielu karabiny ręczne i maszynowe, butelki z benzyną i barykady usypane z kamieni i gruzu.

Pomoc zrzucona z samolotów angielskich zawierała nieco amunicji.

Ilość jej była znikoma.

Na wynik walk wpływu żadnego mieć nie mogła.

Podtrzymała natomiast i wzmogła jeszcze bardziej nastroje walki, wolę przetrwania, wiarę w zwycięstwo.

Jest coś przejmującego, rozdzierającego w swym tragiźmie a jednocześnie groźnego i dla świata poprostu niepojętego w postawie i szaleńczej brawurze tego miasta, które w ciągu ostatnich lat 5-ciu przeszło wszystkie poziomy bohaterstwa.

Przy akompanjamencie bomb samolotów niemieckich, pocisków ciężkiej artylerji, pociągów pancernych, dział niemieckiej kanonjerki na Wiśle, dział pokładowych z niemieckich aeroplanów bojowych, przy akompanjamencie, kto wie czy nie posępniejszej, niż huk tych bomb i pocisków – ciszy – w prasie krajów aljanckich i ciszy na froncie sowieckim. Warszawa, Warszawa Kilińskich i Sierakowskich, Warszawa Trauguttów, Warszawa Starzyńskich walczy i... śpiewa.

W ciagu ostatnich lat przygotowań i bojów Armji Krajowej, powstał w Polsce dość duży wybór piosenek i marszów osnutych na tematach ludowych i patriotycznych, które stanowią, rzecby można, muzykę Polski podziemnej. Do znanych nam od dzieciństwa dźwięków ‘Warszawianki”, „Jak to na wojence ładnie”, „Rozmarynu”, „Białych róż” itp. przybyło w ciągu ostatnich 5-ciu lat wiele nowych melodyj i nowych słów. Te właśnie przedewszystkim śpiewają dziś ludzie na barykadach i pozycjach śród palących się domów Warszawy. (...)

Mniej więcej przed rokiem, w lipcu 1943 roku, w jednej z podziemnych drukarń w Warszawie, wydano zbiór tych piosenek wraz z nutami. Jest to spora, czterdziestokilko stronicowa książeczka, zawierająca 32 marsze, piosenki i hymny.

Poprzedza je przedmowa, która uzasadnia potrzebę wydania w konspiracji zbiorku i maluje tło na którym powstały piosenki ludowe i patriotyczne.

„Wróg narodu polskiego doskonale doceniał wartość i znaczenie polskiej pieśni ludowej i patriotycznej” – czytamy w przedmowie – „Niszcząc w barbarzyński sposób każdy przejaw kultury polskiej, zakazał również śpiewania i grania polskich melodji. Oczywiście śpiewać nie przestaliśmy. Bo piosenki mają i tę dziwną właściwość, że odczuwamy potrzebę ich słuchania jak i śpiewania nietylko w chwilach radości i pogody, lecz także w czasach smutku i burzy. I kto wie czy właśnie w tych czasach burzliwych, w czasach ciężkich walk z barbarzyńskim wrogiem, nie jest nam nasza piosenka potrzebniejsza niż kiedykolwiek.”

 

 

Dwa miasta

(jotka.) Każda godzina przynieść może wiadomość o zdobyciu przez armje alianckie, a wśród nich i polską pancerną dywizję, miasta, które przed wojną pretendowało do tytułu stolicy świata.

Uwolnienie Paryża spod okupacji niemieckiej jest kwestią godzin, a najwyżej dni.

Paryż powróci szybko do normalnych, przedwojennych warunków życia. Żadnych barykad do rozkopywania, żadnych gruzów z rozbitych przez wroga domów i kościołów – nie będzie.

Zmieni się wygląd publiczności na ulicach. Zamiast szarych mundurów niemieckich i zamiast niemieckich samochodów na Polach Elizejskich i na Placu de la Concorde, pojawią się zielonkawe battle-dress’y alianckie, a wśród nich opatrzone na ramionach czerwono-białym napisem „Poland”.

„Paryż zna swoją wartość. Kocha swe kościoły, ulice, place, bulwary. Paryż szczyci się wspaniałością architektury swego Notre Dame, historią Bastylii, sanktuarium Inwalidów. Zrobi wszystko, żeby je ocalić, żeby je oszczędzić. Ocalił je już w czerwcu 1940 roku, ocali je i w sierpniu 1944.

I będzie znowu, w oczach wielu milionów ludzi uchodził za stolicę świata.

Jednocześnie, o kilkaset mil na wschód od Paryża, dnie i godziny decydują o zwycięstwie lub klęsce innego miasta.

Miasto to jest w płomieniach. Ulice pocięte barykadami. Domy pozamieniane w fortece. Dzieci i kobiety, na równi z mężczyznami walczą tam od 3 tygodni i wypędzają niemal gołymi pięściami, uzbrojonych po zęby Niemców, tych samych Niemców, którzy niedługo, pod naciskiem armii alianckich, a wśród nich i polskiej dywizji pancernej, zmuszeni będą opuścić Paryż.

Tamtomiasto nigdy nie było stolicą świata. Nie będzie nią zapewne i po wojnie. Straciło najpiękniejsze i najświętsze swoje pamiątki. Zamek Królewski zbombardowany, spłonął podczas obrony w 1939 roku; Gmach Opery – także wtedy. Teraz z dymem poszła historyczna katedra św. Jana, najstarszy, grunwaldzkie czasy pamiętający kościół Najświętszej Marii Panny na Nowym Mieście, drogi sercom całego młodego pokolenia, pobernardyński kościół św. Anny, t.zw. kościół akademicki, na Krakowskim Przedmieściu. W gruzach leży ratusz, dziesiątki domów Starego Miasta, domów, które w tamtym mieście pokazywano cudzoziemcom tak, jak Paryż pokazywał Notre Dame, Bastylię, Panteon, Inwalidów.

Z tych domów, dzisiaj pozostały gruzy.

Na barykadach w tamtym mieście od trzech tygodni giną setki i tysiące żołnierzy, braci, rodzonych braci tych, którzy z czerwonobiałymi napisami „Poland” na ramionach zdobywać będą wraz z armiami alianckimi Paryż i pilnie czuwać, aby nie uszkodzić jego pięknych bulwarów i zabytków historii francuskiej, aby jak najszybciej przywrócić zupełną swobodę ludności „stolicy świata”.

Zwycięstwo lub klęska tamtego miasta jest kwestią dni, jeśli nie godzin.

Jeśli lotnictwo alianckie zrzuci dostateczną ilość broni i amunicji walczącym z Niemcami wewnątrz, jeśli równocześnie armie sowieckie stojące od 3 tygodni u bram miasta, uderza na jednostki niemieckie, atak od zewnątrz – walka zakończy się zwycięstwem. Milionowa, wyczerpana do ostatka, zdziesiątkowana zarówno ostatnimi wypadkami jak i pięcioletnim terrorem okupanta ludność stolicy sojuszniczej Polski będzie ocalona.

Jeśli pomoc w zrzutach ograniczy się do tego, co zrzucono dotychczas, a zatem raczej do symbolu pomocy, jeśli armie sowieckie nie będą mogły ruszyć do ataku – musi przyjść klęska.

Warszawa o tym wie.

W mieście jest już głód. Niema wody, Nie ma światła elektrycznego, nie ma gazu.

Tak samo było w 1939 roku.

I tak samo wtedy czekano na pomoc, która nie przyszła.

Jakże ponurą wymowę ma porównanie ze sobą tych dwu miast, tych dwu stolic, tych dwu symbolów.

Bez względu na to, jaka będzie przyszłość, jedno jest pewne. Żaden warszawiak, stojący na gruzach swego miasta, nie zamieni go za nic – bo nic droższego nie będzie dlań na świecie.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.