Prasówka sprzed lat... Wokół walczącej Warszawy 3 października 1944 r. - Nasz Swiat
26
So, wrzesień

Prasówka sprzed lat

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

 

Patrioci...

Na konferencji prasowej w Moskwie p. Osóbka-Morawski, zaatakował Rząd Polski, m.i. za nominację gen. Komorowskiego-Bora, oraz zaatakował tego dzielnego żołnierza i bohatera narodowego, który przeszło dwa miesiące dowodzi wspaniałą walką Polaków z Niemcami w Warszawie. Generał Żymierski posunął się zaś do takiego twierdzenia, że generał Komorowski dowodził walką Warszawy z poza obrębu stolicy.

Wydawałoby się na pozór, że chodzi o nominację generała Bora na Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych. Gdy jednak uwzględnić okoliczności, w których ich atak nastąpił, ujawnią się głębsze jego przyczyny.

Stało się to po przemówieniu premiera Churchilla, w którym podkreślił on brak uzgodnienia pomiędzy W. Brytanią i Stanami Zjedn. z jednej strony, a Rosją z drugiej strony na temat stosunków polsko-sowieckich. Z przemówień premiera Churchilla i ministra Edena w Izbie Gmin wyraźnie wynikało, że uważają oni sprawę polską za „test case” i wiążą ją ze sprawą ułożenia stosunków w Europie, leżącą u podstaw przyszłego porządku świata i pokoju. Przy tej okazji padło też wyraźnie ostrzeżenie z którego wynikało, że nawet w wypadku uznania przez Rosję Komitetu Wyzwolenia Narodowego w charakterze prowizorycznego rządu, ani W. Brytania ani Stany Zjedn. tego rodzaju rządu nie uznają, a nadal będą uznawać, jako prawowity, Rząd Polski w Londynie. Można było przypuszczać, że wezwanie marszałka Stalina do Moskwy pp. Morawskiego i Żymierskiego weźmie te przemówienia pod uwagę. Atak obu panów na Rząd Polski, poparty przez „Prawdę” zdaje się wskazywać o pójściu w innym kierunku.

Drugą okolicznością, w której atak pp. Morawskiego i Żymierskiego nastąpił, jest sytuacja Warszawy. Zdają oni sobie doskonale sprawę, ze Warszawa jest wyczerpana, że walczy ostatnim tchem, że Niemcy znacznymi siłami zdusili powstanie na Mokotowie i Żoliborzu i że chwile powstańców w śródmieściu są policzone. Jak doniósł wczorajszy „Daily Telegraph”, sam Morawski, na podstawie rozmowy z wojskowymi sowieckimi oświadczył, że walka o Warszawę może być wygrana dopiero po okrążeniu miasta, na co się obecnie nie zanosi. P. Morawski swym przemówieniem odebrał obrońcom Warszawy nadzieję rychłego wyzwolenia. Znając ten stan rzeczy i wiedząc doskonale, że godziny walk Warszawy są policzone, panowie ci chcą z góry uprzedzić rozżalenie narodu polskiego i zrzucić z siebie odpowiedzialność za brak pomocy ze swej strony dla powstańców w Warszawie.

Nie będziemy polemizowali z zarzutem jakoby generał Komorowski miał opuścić swoich żołnierzy. Tacy ludzie jak Morawski, którzy wyjechali z Warszawy, a w szczególności Żymierski, który mieniąc się być dowódcą Armii Ludowej, opuścił swoich żołnierzy wyjeżdżając z centrali, nie mają najmniejszego prawa bronić się przez zarzucanie innym opuszczenie posterunku: generał Komorowski był i jest w Warszawie, pozostając w stałym kontakcie ze swymi przełożonymi w Londynie, i na miejscu – z oficerami państw alianckich, którzy bohatersko stanęli przy boku walczących żołnierzy Armii Krajowej.

Dobrze się jednak stało, że panowie z Komitetu odkryli swe oblicze. Na gruncie zagranicznym były dotąd skłonności do traktowania ich poważnie jako polskich patriotów. Po ich wystąpieniu nikt chyba nie uzna za dobrego patriotę Polaka, który, obojętnie z jakich względów, poważa się zadawać cios w plecy innemu Polakowi walczącemu z Niemcami. Świat może podejrzewać, że grożenie więzieniem i sądem za walkę z Niemcami, może być jedynie początkiem jakiejś nowej orientacji.

Przy tej okazji pragnęlibyśmy jednak przypomnieć kilka faktów, by opinia publiczna mogła się zorientować co warte są oświadczenia panów z Komitetu.

Generał Żymierski i p. Morawski w dniu 6-go sierpnia, a więc już po sześciu dniach walk w Warszawie, twierdzili, że żadnej walki tam niema. Później, gdy prasa sowiecka przyznała istnienie tych walk, rozpoczęli zarzuty, że walkę wszczęto przedwcześnie, a to pomimo, że ponoszą oni odpowiedzialność za komunikat Związku Patriotów nadany z Moskwy 29-go lipca, który rzucił ludności Warszawy apel: „Do broni” i pomimo, że wiedzieli oni doskonale, iż walka w Warszawie rozpoczęła się na zasadach akcji „Burza”, tak samo jak uprzednio na całym obszarze państwa polskiego na wschód od Warszawy, gdzie w miarę zbliżania się wojsk sowieckich oddziały Armii Krajowej rozpoczynały walkę: tak było na Wołyniu, na Wileńszczyźnie, w samym Wilnie, we Lwowie i w Lubelskim; tak stało się również w Warszawie.

Wiedzieli oni doskonale, że sam marszałek Stalin oświadczył, iż wojska sowieckie spodziewały się być w Warszawie 6 sierpnia a więc w sześć dni po wybuchu powstania, a komisarz Mołotow oświadczył dnia 31-go lipca, iż wojska sowieckie znajdują się o 12-cie km. od Warszawy.

Wiedzieli oni doskonale, że strona polska podała dokładnie sposób i miejsca dla zrzutu łączników i materiałów. Zdradzili się również z tym, że sami nie mieli żadnej łączności z Warszawą i że pierwsze wiadomości z Warszawy przyniosła im jakaś kobieta, która przepłynęła Wisłę. Tymczasem nasza łączność, stale działająca od początku powstania, łącznie z dwiema stacjami fonicznymi – „Polskie Radio” i „Błyskawica” – wskazuje wyraźnie kto co posiadał w Warszawie. Pozatym warto zaznaczyć, że pomoc Warszawie ze strony sowieckiej w formie zrzutów nadeszła 12 września. A kiedy rząd sowiecki ostatecznie wyraził zgodę na lądowanie samolotów amerykańskich w bazach rosyjskich i zdecydował się nieść ze swej strony pomoc Warszawie, wtedy panowie ci zaczęli wzywać jej ludność do dalszej walki, głosić, że znalazła ona poparcie w najszerszych masach ludu Warszawy i mówić o podporządkowaniu się wszystkich jednemu dowódcy polskiemu.

P. Żymierski doskonale wie, że łączność z marszałkiem Rokossowskim została ustalona. Coś na ten temat powie może p. Żymierskiemu kpt. Kaługin, pracujący z powstańcami w Warszawie, a przeprowadzony na Pragę przez Armię Krajową. Nie jest w tej chwili czas na publiczne ujawnianie dowodów. Dziś natomiast, gdy godziny Warszawy są policzone, gdy wojska sowieckie, odparte przy przekraczaniu Wisły nie zdołały uwolnić, pp. Morawski i Żymierski znowu zmieniają swój pogląd, pragnąc kłamstwami przesłonić brak ze swej strony realnej pomocy dla stolicy.

Ponieważ panowie ci rozpoczęli od publicznego pogłębiania różnic, mamy prawo ujawnić niektóre fakty, które wskazują, że w chwili, gdy realna pomoc ze strony dowództwa sowieckiego dla Warszawy następowała, oni nietylko nie pomagali, lecz przeszkadzali.

P. Żymierski pretendujący do roli naczelnego wodza nie polecił polskim lotnikom, którzy są pod jego komendą, lecieć nad Warszawę, strącać Niemców i zrzucić pomoc, a to gdy jednocześnie polscy lotnicy w liczbie 105 zginęli, niosąc tę pomoc z baz włoskich. Co gorsza, w tym samym czasie następowały rozbrajania i aresztowania przez niego oddziałów i dowódców Armii Krajowej, w tym również tych oddziałów, które maszerowały na pomoc Warszawie.

Generał Żymierski w rozmowie z premierem Mikołajczykiem tłomaczył się, że nakazał rozwiązać Armię Krajową na terenie Lwowskiego, gdyż jest to teren na którym nie mogą istnieć oddziały polskie, albowiem do tego terenu zgłasza swe pretensje Rosja Sowiecka. Dowódcę, gen. Filipowskiego, przewieziono do Moskwy. Generał Żymierski sam komunikował, że dowódca ten chce się widzieć z polskim Premierem, przyrzekł go Premierowi w Moskwie przedstawić, a nie wiadomo już potem z jakich względów tego nie uczynił, mimo nalegań w tej mierze.

W Lubelskim Delegat Okręgowy Rządu Cholewa, generałowie Halka, Dąbrowa i Marcin zostali aresztowani i przejściowo trzymani w Majdanku, a następnie z liczbą ok. 200-stu oficerów i szeregowych Armii Krajowej wywiezieni na Wschód. W tym samym okręgu w obozie Krasnów w powiecie włodawskim utworzono obóz dla innych oficerów i żołnierzy Armii Krajowej. W okręgu Lublin rozwiązano oddział 700 żołnierzy idących z pomocą Warszawie. Znana 27 dywizja piechoty z Wołynia, która podporządkowała się taktycznie armii sowieckiej i z nią maszerowała na Warszawę, została rozbrojona i rozwiązana w rejonie Lublina i Otwocka – terenie działania generała Żymierskiego.

Oddziały Armii Krajowej z okręgu Krakowskiego, maszerując na pomoc Warszawie, zostały również rozbrojone na terenie działania Żymierskiego. To samo dotyczy 9-tej dywizji piechoty, która została rozbrojona i rozwiązana, również na tym terenie.

Poco więc chować się za pozory troski o Warszawę i życie jej ludności?

Wtedy, gdy władze sowieckie zdecydowały się na pomoc, wtedy, gdy nieśli ją lotnicy brytyjscy, poudniowo-afrykańscy, amerykańscy i polscy – panowie z Komitetu nietylko nie pomagali, lecz przeszkadzali.

Nie stanęli oni oko w oko z tymi, którzy wierni swej pięcioletniej walce podziemnej przeciw Niemcom zdecydowali się stanąć do otwartej z nimi walki na odgłos ognia dział, zbliżającego się do murów Warszawy. To są przyczyny ich wystąpienia.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.