Prasówka sprzed lat... z myślą o dzieciach polskich na Wschodzie. cz.37 - Nasz Swiat
13
Śr, grudzień

Prasówka sprzed lat

Przegląd prasy polskiej z okresu drugiej wojny światowej.  Wybrane artykuły przypominają o tysiącach młodych Polaków, których nie udało się ewakuować z ZSRR -   osieroceni lub, jeśli mieli dużo szczęścia, wraz z bliskimi, już na zawsze pozostali na tej „nieludzkiej ziemi”. 

 

1 czerwca przypada Międzynarodowy Dzień Dziecka. Z tej okazji przygotowałam dla Czytelników Naszego Świata prasówkę poświęconą  życiu dzieci polskich w okresie II wojny światowej. Wszystkie prezentowane materiały opublikowane zostały w latach 1943-1945 na łamach Dziennika Polskiego (od 1 stycznia 1944 Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza). Pochodzą ze zbiorów Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.

Wybrane przeze mnie artykuły ukazują sytuację dzieci w okupowanej Polsce, jak również tych, które los rzucił w najdalsze zakątki świata. Opowiadają o dzieciach-uchodźcach i o dzieciach-zesłańcach. Zarówno o tych, które już w czasie wojny zaczęły odzyskiwać utracone dzieciństwo, jak i o tych, którym dzieciństwa nie zwrócono już nigdy. Przypominają o tysiącach młodych Polaków, których nie udało się ewakuować z ZSRR -   osieroceni lub, jeśli mieli dużo szczęścia, wraz z bliskimi, już na zawsze pozostali na tej „nieludzkiej ziemi”. Być może ich rodziny – wnuki, prawnuki -  pozostają tam do dziś.

Pamiętając o polskich dzieciach „sprzed lat”, nie zapominajmy o tych, które żyją za naszą wschodnią granicą dziś. Wystarczy drobny gest, aby sprawić im radość. Jeżeli los dzieci, przedstawiony w kolejnych odcinkach prasówki, wzruszy kogoś i wzbudzi chęć udzielenia pomocy kolejnemu pokoleniu młodych Polaków żyjących z dala od Kraju, to zachęcam do złożenia ofiary na rzecz księży z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej (księży chrystusowców), którzy od 1989 roku otaczają duszpasterską opieką naszych Rodaków na terenach byłego Związku Radzieckiego.

Wystarczy wejść na stronę Towarzystwa www.chrystusowcy.pl, następnie, poprzez zakładkę „Przyjaciele i darczyńcy” (po lewej stronie), przejść do „Księgi Przyjaciół i Darczyńców Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej. W „Księdze” odszukać miejsce „Chcę złożyć ofiarę”. Po wybraniu waluty, należy postępować zgodnie ze wskazówkami, wpisując jako cel POMOC DLA DZIECI POLSKICH NA WSCHODZIE. Przekazana za pośrednictwem Towarzystwa Chrystosowego pomoc, na pewno trafi do najbardziej potrzebujących dzieci.

Agata Rola-Bruni

dyrektor Katolickiej Szkoły Podstawowej

przy kościele św. Stanisława B.M. w Rzymie

---------------------------------------------------------

Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza,  30 stycznia 1945 r.

 

„Wola” – polska szkoła w Szwajcarii
dla dziewcząt, które zbiegły z Niemiec

Genewa. (PAT.) – Korespondent PAT w Szwajcarii tak opisuje swoją wizytę w szkole młodych Polek w Szwajcarii:
    - Jest rzeczą niespodziewaną – przy wielkiej szosie szwajcarskiej – nagle zobaczyć tablicę z napisem: „Wola”. Jest mnóstwo wsi w Polsce, noszących tę nazwę. A teraz spotykamy „Wolę” na drodze z Zurichu do Rapperswilu.
    Rapperswil jest prawie od 100 lat znany Polakom. W długim okresie niemiecko-rosyjskiej okupacji Polski istniał w Rapperswilu wielki zbiór narodowych pamiątek polskich, znany pod nazwą „Narodowego Muzeum w Rapperwilu”. Muzeum zawierało eksponaty z okresów Polski Niepodległej.
    Obok muzeum, które istnieje nadal i znów nabrało znaczenia dla polskiej rzeczywistości, znajduje się „Wola”. Jest to osada z ogrodem i dużym budynkiem mieszkalnym, który był niezamieszkały przez 10 lat.
    Obecnie dom jest odnowiony, a ogród doprowadzony do porządku. U wejścia spotykam około 30 dziewcząt, pełnych życia. Są one tutaj od kilku miesięcy, opiekuje się nimi dyrektorka muzeum Madame Kenar. Historia tej „Woli” nie jest zwykła. Dzisiejsze jej mieszkanki, rzeczywiście wykazały dużo woli, żeby odmienić swój los.
    Dziewczęta polskie, należące dziś do tej szkoły, były zmuszone przez Niemców do opuszczenia Polski i do przymusowej pracy w Niemczech. Po wielu przygodach udało się im ujść do Szwajcarii. Niektóre z młodych Polek musiały przepływać rzeki w drodze ku wolności. Jedne z nich pracowały w Niemczech po 2 lata, innym udało się zbiec po 3 lub 4 miesiącach.
    Zawdzięczając władzom szwajcarskim, udało się następnie ulokować te dziewczęta w tej specjalnej szkole, gdzie uczą się gospodarstwa domowego, pielęgniarstwa, ogrodnictwa itp. Uzupełniają one także swoje wykształcenie ogólne, mają lekcje języka niemieckiego lub francuskiego, a niektóre z nich ukończyły już liceum i ubiegają się o dopuszczenie do studiów uniwersyteckich.
    W rozmowie z uczennicami tej szkoły dowiedziałem się, że pochodzą one z Warszawy, Łodzi, Piotrkowa, Lwowa, Łucka, Stanisławowa i Wilna. Dwie młode Wilnianki odbyły całą drogę z Wilna do Szwajcarii na piechotę. Wiele dopomogły im zaświadczenia, z których wynikało, że jeden z uniwersytetów szwajcarskich zapewnia im przyjęcie na wydział medycyny.
    Od Warszawianek dowiaduję się, że wiele młodych kobiet było uwięzionych podczas łapanek ulicznych. Trzy Piotrkowianki, bardzo żywe i zdolne, zaaresztowane były przez Niemców w miejscach swej pracy – i zaraz wysłane do Niemiec.
    Wszystkie dziewczęta są pełne chęci uczenia się i służenia Ojczyźnie. Wiele pensjonarek opuściło już szkołę, pracują one na terenie Szwajcarii, jako doświadczone gospodynie domowe, lub pielęgniarki.
    Zapytałem się, jakie też wyniosły wrażenia z pobytu w Niemczech.
    Usłyszałem odpowiedź:
    - Wrażenia bardzo złe. Pożywienie było niedostateczne. Rygory stosowane w fabrykach – bardzo surowe. Wymagano od nas najniższych posług. Poniżano nas. Na pracach rolnych u chłopów nie było tak źle, a i pożywienie było lepsze, ale trzeba było pracować najmniej 14 godzin dziennie. Pracowałyśmy cały czas z tą jedyną nadzieją, że uda nam się ucieczka. W końcu udało się to każdej z nas. Jesteśmy niesłychanie wdzięczne Szwajcarii za to, że możemy być nadal pożyteczne dla Polski.
    Wyjeżdżałem z „Woli” pod silnym wrażeniem tej młodości, pełnej patriotyzmu i zapału do pracy.