HOME ::: Moje trzy grosze ::: Emigrant na rozdrożu?

Emigrant na rozdrożu?

Agata dopiero stawia swoje pierwsze kroki we Włoszech. Kasia i Wiesiek, przyjechali do Italii na chwilę, a mieszkają tu już od kilkunastu lat. Kiedy urodziły się dzieci zmieniło się ich myślenie o emigracji. Miłosz i Gabrysia – oboje mają stała pracę „na papierach”, jednak Gabrysia wolałaby mieszkać w Polsce, bo jak  mówi, we Włoszech ciężko jest się wybić. Jednak po 10 latach na emigracji trudno jest podjąć decyzję o powrocie. Elwira ma około sześćdziesiątki. Odważna i zdeterminowana. Poza Polską od prawie 30 lat, z czego od 10 w Ameryce, gdzie prowadzi własną działalność gospodarczą.  Różne losy, różne historie - jedna emigracja, którą każdy oswaja na swój sposób…

Agata
Agata Dziwisz przyjechała do Włoch niedawno - niespełna rok temu. Gaduła. Dwadzieścia parę lat. Uczy się włoskiego, by swobodnie rozmawiać, a nie tylko radzić sobie. - Nie jestem z tych co dwa słowa na minutę wypowiadają.
Dlatego też Agata zapisała się na kurs włoskiego prowadzony przez stowarzyszenie Sant Egidio przy via Dandolo w Rzymie. Szkoła przeżywa stałe oblężenie.
Emigranci z całego świata szczelnie wypełniają długi korytarz, każdy czeka, by się zapisać na kurs - darmowy, jeden z najlepszych w Rzymie. Prawdziwa szkoła, biurka, tablica, nauczyciele z kwalifikacjami. A ostatnio do atrakcji szkoły dopisać trzeba i to - 27 grudnia 2009 roku na obiedzie dla bezdomnych, którym stowarzyszenie zapewnia posiłek, gościł papież Benedykt XVI.
Agata w Polsce była kadrową w szpitalu. Odpowiedzialne stanowisko. Tutaj  na razie - sprzątanie, prasowanie, praca na godziny, ale też odpowiedzialna. - Czasem nawet bardzo - śmieje się. Jestem szalona - mówi o sobie - i zdarzają mi się różne wpadki w pracy. Raz miałam do wyprasowania bluzkę kupioną przez moją pracodawczynię za niesamowite pieniądze u jakiegoś kreatora mody. Nie zauważyłam, że żelazko za bardzo się nagrzało i przyłożyłam je centralnie na bluzkę. Wypaliłam straszną dziurę, od razu złapałam za telefon, by powiedzieć właścicielce bluzki, co się wydarzyło. Ona zamarła, zapytała tylko: czy to na pewno TA bluzka? - TA! - odpowiedziałam, niestety TA! Moja pracodawczyni była lekko podłamana,  podeszła jednak do tej  kwestii ze zrozumieniem  i nie musiałam jej płacić za zniszczoną rzecz.
A praca u Włochów? - Nie jest źle. Trafiła na miłych ludzi. Jak siadają do obiadu, to i mnie zaproszą. Czasem aż trzy obiady mam do zjedzenia - gdy w trzech domach w ciągu dnia pracuję - śmieje się.

Kasia i Wiesiek
Kasia wyznaje - Na emigracji inaczej słucha się Chopina. Jak? Lecą łzy.
Kasia i Wiesiek mieszkają w zabytkowym miasteczku pod Rzymem. Do Italii, swojej ziemi obiecanej,  przyjechali kilkanaście lat temu. Wiesiek opuścił dobrze prosperujące gospodarstwo rodziców na wschodzie Polski, Kasia - Puławy.
Wyjechali, bo chcieli pokazać, że sami do czegoś potrafią dojść. Najpierw zamieszkali w... namiocie. Z pracą nie było łatwo, czasem nie mieli co jeść.  Kasia wspomina:
- Pewnego dnia za ostatnie pieniądze kupiliśmy kawałek boczku, powiesiliśmy go na drzewie nad namiotem i poszliśmy spać. Rano okazało się, że boczek wyjadły mrówki.
Na początku myśleli - Jesteśmy tu tylko na chwilę, nie na stałe. Ale urodziły się dzieci i zmieniło się też myślenie. Ale łatwo nie jest. Wiesiek remontuje włoskie mieszkania, Kasia sprząta włoskie domy, choć kiedyś w Polsce rozpoczęła studia.
Miłosz i Gabrysia
Miłosz przyjechał z małopolskiego trzy lata temu, poznał polską dziewczynę mieszkającą w Rzymie, ożenił się i  niemal  natychmiast znalazł pracę. Legalną. Potem pracę tę stracił, jednak znowu znalazł. Ale też Miłosz ma szczęście. A może po prostu potrafi uczciwie pracować i dogadywać się z Włochami?
No bo było raz tak - kończy się dzień pracy, każdy myśli o domowych pieleszach, a tu pracodawca  niespodziewanie pyta - kto zawiezie meble w jedno miejsce. Chętnych nie było, poza Miłoszem. Miłosz nie wiedział, że trzeba będzie jechać z Rzymu aż pod Neapol. Ale słowo się rzekło, meble zawiózł, zarobił za tę przysługę pieniądze, których  się nie spodziewał i zyskał sympatię pracodawcy.
Zaproponował mu darmowe mieszkanie w zamian za doglądanie jednego z budynków. Drobne remonty, pilnowanie, by czynsz był zapłacony na czas, by nie plątali się po klatkach wandale, to jego zadania, które wypełnia sumiennie w zamian za  poddasze - nowoczesne, wyremontowane.
Jego żona Gabrysia pracuje na portierni - legalna umowa, dobre warunki, ale jak mówi, ta praca to jedyna rzecz, która  trzyma ją w Italii. Wolałaby mieszkać w Polsce, bo wybić się tutaj nie można. Ale i powrocie do Polski trudno mówić, jeśli tak, jak ona, mieszka się na emigracji ponad 10 lat.

Elwira
Elwira Blazewicz to zupełnie inna emigracja - zasiedziała na obczyźnie, od 28 lat poza Polską, najpierw były Niemcy, do których wyjechała w czasie stanu wojennego, potem Holandia, a na końcu Stany i wysoki Manhatan, gdzie mieszka razem ze swoim partnerem - niemieckim dziennikarzem.
- 2500 dolarów płacimy za dwupokojowe  mieszkanie o powierzchni około 70 metrów kwadratowych.  Na początku drogi, w Niemczech, nie było łatwo, bo nie znała języka.
- Najpierw pilnowałam babci po operacji serca, a później studiowałam terapię rodzinną i pracowałam w domu starców, no i uczyłam się niemieckiego dniami i nocami. Wkrótce też zaczęłam dorabiać jako tłumacz. A po ukończeniu studiów pracowałam 15 lat ze schizofrenikami i ich rodzinami w przyszpitalnej poradni. 
Elwira ma koło sześćdziesiątki, ale nie boi się wyzwań, gdy około 10 lat temu wyruszała do Ameryki zabrała ze sobą swoje wykształcenie, doświadczenie i... polskie poduszki, bo - jak mówi - na całym świecie nie ma lepszych. I zaczęła wszystko od nowa - założyła biuro podróży, pisuje też do Nowego Dziennika, polonijnej gazety codziennej i do Metro Polonia, poradnika dla Polaków. Elwira wyznaje:
 - Dla mnie to nie jest emigracja, tylko moje życie. I nie ma niczego takiego polskiego za czym bym tęskniła. Polska to obecnie dla mnie egzotyka, nie wiem do czego miałabym wracać.

Jedna emigracja
Różne losy, różne historie - jedna emigracja, którą każdy oswaja na swój sposób, np. poprzez smak polskiej kiełbasy w ustach. Szczególnie w Anglii i Irlandii, gdzie narodowa kuchnia odstrasza, polscy emigranci inwestują w sklepy z polską żywnością i piwem.
Jak wynika z danych gospodarczych obroty polskich hurtowni spożywczych za granicą rosną. I z pewnością niejeden emigrant powie, że po Lechu zagryzanym krakowską można poczuć się swojsko. Ale czy jak u siebie? Raczej nie - tak przynajmniej wynika z raportu opublikowanego zaledwie miesiąc temu (w połowie grudnia 2009 roku – przypis red.) przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Na 500 stronach raportu nie brakuje przykładów nadużyć stosowanych przez pracodawców. Praca na czarno - to główny grzech - popełniany nie tylko we Włoszech, ale nawet w cywilizowanej Anglii. W maju 2009 roku w Londynie przedstawiciele Polonii z 12 państw Europy Zachodniej rozmawiali o problemach polskich emigrantów w Europie. Wnioski opublikowane zostały na łamach polonijnej prasy. Kilka z nich: Francja - ponad  milion Polaków, wielu zatrudnionych w sektorze medycznym, wielu jednak mieszka na ulicy; w Wielkiej Brytanii (ok. milion Polaków) - największy problem to nieuczciwi pracodawcy; Irlandii Północnej – problemem są ataki na polskie domy w Belfast. W Austrii, gdzie Polonia stanowi ok. 60 tysięcy - 40 pracuje legalnie - duże problemy z zarejestrowaniem firmy.
Włoska emigracja - co podkreślono podczas konferencji, poza typowymi problemami z pracodawcami odczuwa skutki likwidacji konsulatu w Katanii na południu Włoch. W Danii - niewielka emigracja kreuje dobry obraz Polaka, dobrze wykształconego, dobrego rzemieślnika. W Niemczech - w ostatnich latach Polacy zarejestrowali około 80 tys. przedsiębiorstw. Norwegia to popularny kierunek migracji zarobkowej ze względu na bezpieczeństwo pracy i wysokie zarobki.
Jest więc i dobrze, i źle. Raporty mówią, że częściej źle, choć z powodu kryzysu nie odnotowano masowego powrotu do Polski. Tyle, że na dłuższą metę trudno być niewolnikiem w obcym kraju - bez legalnych dochodów, bez mieszkania tylko dla siebie, a nie dzielonego z sublokatorami. Jak to często bywa. Polski rząd namawia do powrotu, pod koniec 2008 roku zainicjowany został program skierowany do emigrantów. Jego głównym elementem jest specjalny poradnik pt. „Powrotnik - nawigacja dla powracających”.
Cyfry kuszą niskim bezrobociem w Polsce. Ale powrót wymaga odwagi, może nawet większej niż emigracja? Bo też Polska wymaga odwagi - średnia krajowa, ta - nie ze statystyk, tylko z życia wzięta, nadal przeraża.

Beata Zaremba-Zarski

Komentarze (13)
  • Anonimowy
    CZYTAJĄC TO WRACA MI OBRAZ Z PRZED 15 LAT KIEDY TO PIERWSZY RAZ JECHAŁAM DO WŁOCH W DOMU ZOSTAWIŁAM DZIECI CÓRKA NAJMŁODSZA MIAŁA3 LATKA I CHOREGO MĘŻA DO WYJAZDU ZMUSIŁA MNIE SYTUACJA RODZINNA WYJEŻDŻAJĄC MIAŁAM W KIESZENI BILET 150 DOLARY NA ZAPŁACENIE POŚREDNICZCE KTÓRA ZAŁATWIAŁA PRACĘ (OCZYWIŚCIE POLKA )BO TYLKO POLKI POMAGAJĄ RODAKOM ZA PIENIĄDZE 50000 LIRY BEZ ZNAJOMOŚCI JĘZYKA RUSZYŁAM W NIEZNANE I TAK JEST DO DZIŚ PRACUJE LEGALNIE OD 7 LAT OPIEKUJĘ SIĘ STARSZĄ KOBIETĄ JEST TO MOJA 3 PRACA WARUNKI MAM DOBRE KILKA RAZY W ROKU ODWIEDZAJĄ MNIE NAJBLIŻSI ALE NIESTETY TO TYLKO ŻYCIE NA EMIGRACJI WIEM ŻE MOJE MIEJSCE JEST W POLSCE PRZY RODZINIE ALE NIESTETY WARUNKI NIE POZWALAJĄ MAM 48 LAT I WIADOMO W POLSCE JESTEM JUŻ ZA STARA DO PRACY WIĘC MUSZĘ DALEJ TAK PRACOWAC BY RODZINA NORMALNIE ŻYŁA JESTEM MATKA STRACIŁAM WIELE LAT GDYŻ MIEJSCE MATKI WIADOMO JEST PRZY RODZINIE ALE STARAŁAM SIĘ BY W ŻYCIU NICZEGO IM NIE BRAKOWAŁO CZY WARTO CZAS POKAŻE...
  • Redakcja dwutygodnika NASZ SWI  - re:
    Anonimowy napisał:
    CZYTAJĄC TO WRACA MI OBRAZ Z PRZED 15 LAT KIEDY TO PIERWSZY RAZ JECHAŁAM DO WŁOCH W DOMU ZOSTAWIŁAM DZIECI CÓRKA NAJMŁODSZA MIAŁA3 LATKA I CHOREGO MĘŻA DO WYJAZDU ZMUSIŁA MNIE SYTUACJA RODZINNA WYJEŻDŻAJĄC MIAŁAM W KIESZENI BILET 150 DOLARY NA ZAPŁACENIE POŚREDNICZCE KTÓRA ZAŁATWIAŁA PRACĘ (OCZYWIŚCIE POLKA )BO TYLKO POLKI POMAGAJĄ RODAKOM ZA PIENIĄDZE 50000 LIRY BEZ ZNAJOMOŚCI JĘZYKA RUSZYŁAM W NIEZNANE I TAK JEST DO DZIŚ PRACUJE LEGALNIE OD 7 LAT OPIEKUJĘ SIĘ STARSZĄ KOBIETĄ JEST TO MOJA 3 PRACA WARUNKI MAM DOBRE KILKA RAZY W ROKU ODWIEDZAJĄ MNIE NAJBLIŻSI ALE NIESTETY TO TYLKO ŻYCIE NA EMIGRACJI WIEM ŻE MOJE MIEJSCE JEST W POLSCE PRZY RODZINIE ALE NIESTETY WARUNKI NIE POZWALAJĄ MAM 48 LAT I WIADOMO W POLSCE JESTEM JUŻ ZA STARA DO PRACY WIĘC MUSZĘ DALEJ TAK PRACOWAC BY RODZINA NORMALNIE ŻYŁA JESTEM MATKA STRACIŁAM WIELE LAT GDYŻ MIEJSCE MATKI WIADOMO JEST PRZY RODZINIE ALE STARAŁAM SIĘ BY W ŻYCIU NICZEGO IM NIE BRAKOWAŁO CZY WARTO CZAS POKAŻE...

    Szanowna Pani, z...
  • Redakcja dwutygodnika NASZ SWI  - re: re:
    Szanowna Pani, zainteresowala nas Pani historia. Jezelòi chcialaby Pani nam ja opowiedziec, prosze o kontakt na adres redakcji: naszswiat@stranieriinitalia.it
    Anna Malczewska
    z-ca red. naczelnego
  • Anonimowy

    Chcialam tylko napisac,ze dzieki emigracji mozna znalezc wlasciwe miejsce i sens zycia.Mieszkajac w Polsce to nikogo nie interesowalo jak zyje,jak mi pomoc ,ani ze strony rodziny,ani ze strony panstwa.Dzieki pracy na emigracji moglam splacic dlugi za mieszkanie,wrocic do zdrowia i nauczyc exmeza pracowac tez za granica i dzieci.Nauczyc ich samodzielnosci i szanowac prace,szacunku do siebie mimo,ze nie mieszkamy juz razem.Emigracja uczy samodzielnosci,poszerza horyzonty,uczy integracji.Zogonieni codziennym zyciem nie zwracamy nato uwagi.Jednak konfrontujac moje zycie w Polsce i na emigracji,to bardziej satysfakcjonuje mnie zycie na emigracji.Tu gdzie mieszkam Polacy sa lubiani(Campagna).Do Polski chetnie przyjezdzam,bo to moja ojczyzna i moje korzenie,Polski nie da sie zapomniec!!!!
  • Marta
    Minelo 7lat odkad wyjechalam z kraju. Corka miala 3latka syn 2miesiace. Tluklam sie z dziecmi autokarem na Sycylie do meza. Podobnie jak inni mielismy tu zostac dopoki dzieci nie beda mialy isc do szkoly. Niestety po tych kilku latach nie jest tak latwo wrocic. Szkola, praca i WYGODY. Tak, moj maz doszedl do wniosku, ze w kraju byloby nam duzo drudniej i nie moglibysmy sobie pozwolic na to wszystko co mamy tutaj. Pewnie ma racje. Ja jednak mam nadzieje ze do Polski wrocimy. Tam jest nasz dom. Przynajmniej nikt mi nie bedzie wymawial ze z dziecmi rozmawiam po polsku.
  • Malgorzata
    PO z Donaldem Tuskiem na czele potrzebowalo glosòw emigracji w wyborach w 2007 roku. Donald Tusk obiecywal polskim emigrantom:
    " 1. trzyletnie zwolnienie z PIT i składki rentowej dla rozpoczynających działalność gospodarczą
    2. w Polsce nie tylko ceny będą zachodnie, ale także zarobki
    3.Polska zamieni się w drugą Irlandię
    4. państwo ma dać wolność, jaką daje Wielka Brytania, a jakiej w Polsce jeszcze nie ma. "
    5.już wkrótce wrócą Polacy z emigracji, bo praca w Polsce zacznie się opłacać
    Ostatnio w rozmowie prywatnej z regionalnym, czolowym politykiem PO zapytalam co z powracajacymi do kraju Polakami i prywatnie mi odpowiedzial: "Nic. My ich glosòw juz nie potrzebujemy"

    Widac kampania wyborcza P na najblizsze wybory to cytat za Twain-em : „Lepsza złamana obietnica niż żadna”
  • Tomasz  - moja historia
    Do Włoch przyjechałem w 2006 roku na delegację. Po 1.5 roku Włosi zaproponowali mi i moim kolegom pozostanie w ich zakładzie na stałe. Prawie wszyscy się zgodzili. Paru z nas powróciło już do kraju, kilku osiedliło się na stałe. W zakładzie w większości jesteśmy lubiani. Jedyną wadą, która zraża do nas wszystkich nie tylko Włochów to to że uważamy że jesteśmy niezrównani w pracy. Tak jesteśmy bardzo dobrzy i pracowici, ale brakuje nam trochę skromności. W większości zaaklimatyzowaliśmy się dobrze w pracy i w środowisku w którym mieszkamy. Tutaj poznałem moją żonę, która pochodzi z Rumuni. Nasza 2-letnia córeczka mówi już bardzo dobrze jak na swój wiek w trzech językach :włoskim, polskim i rumuńskim.
    Oprócz pracy i wyjazdów z mojej firmy, rozpocząłem współpracę z moim marokańskim kolegą, nasze żony prowadzą razem sklep odzieżowy. Staliśmy się ich wspólnikami. Tak więc podsumowując. Możliwości we Włoszech do rozwoju są duże. Moim zdaniem trzeba ciągle szukać nowych znajomości i próbo...
  • Anonimowy

    To co opisal Pan wydaje sie jak wiadomosc z innej planety.Moze mi Pan podpowiedziec jak rozwinac wlasna dzialalnosc nie majac pieniedzy.Wlasnie skonczyl mi sie kontrakt.Jestem w kropce.Prace nie moge znalezc,mimo ze mi szukaja w agencjach pracy i sama przede wszystkim szukam i nic.Jesli nic nie znajde to bede musiala wracac do Polski ,bo nie mam zrodla utrzymania,zasilek mi nie przysluguje.Wolalabym zostac i tu pracowac.Pozdrawiam!
  • Tomasz  - odpowiedź
    Widzi Pan, ja mam teraz już kontrakt bezterminowy, lecz pomimo to szukałem drugiej możliwości zarobkowej, tak jak mówi mój marokański kolega że: "mężczyzna jak stoi na dwóch nogach finansowych nie tak szybko się przewróci". W dużym stopniu wchodzi też zaufanie i to, że mieliśmy podobne cele i zamiary. Ja mogłem wejść w spółkę z moim kolegom gdyż mam pracę stałą i banki dały mi kredyt. W pana sytuacji szukając nowych możliwości po utraceniu podstawowego źródła utrzymania, to moi zdaniem błąd i spóźniona decyzja.
  • Tomasz
    Wiem także, że istnieją agencje, które podpisują kontrakt z pracownikiem i dają mu pracę. Lecz nie przysługuje im urlop, nie masz scato di anzianita i innych rzeczy, które są związane z normalną umową o pracę. Ale jest to dobra droga do znalezienia dobrej pracy. W naszym zakładzie zostało paru chłopaków właśnie z agencji.
  • Anonimowy
    Dziekuje Panu bardzo za zainteresowanie sie moja sytuacja.Ja juz mam za soba takie agencje.Juz mnie wykorzystali maksymalnie.Na dodatek wlasnie sie pochorowalam powaznie w zeszlym roku.Dobrze ,ze bylam we Wroclawiu ,udalo sie uratowac moje oko.Teraz mam do Pana pytanie czy to dobry pomysl wrocic do Polski(mam swoje mieszkanie),powalczyc o dotacje unijne by otworzyc wlasna dzialalnosc.Jakie sa realia w Polsce?Pozdrawiam!
  • Tomasz
    W tej kwestii już nie mogę panu pomóc, gdyż nie byłem zainteresowany powrotem do Polski i dotaciami unijnymi.
  • Anonimowy
    Mimo wszystko dziekuje Panu.Wlasnie udalo mi sie znalezc dobre rozwiazanie,by zostac i pracowac tutaj.Otwieram wlasna dzialalnosc.Kto szuka ,znajdzie,tylko trzeba miec nadzieje,ze sie uda.Nigdy nie poddawac sie.Razniej jest zyc ,wiedzac ,ze sa nasi rodacy swietnie sobie radza i odnosza sukcesy.Szkoda tylko,ze wielu Polakow nie wierzy w siebie,wykonuje zawody bardzo ciezkie i trudne bedac w rozlace z wlasna rodzina,ktora czasami zbyt duzo kosztuje.Zycze Panu i Pana rodzinie powodzenia,zdrowia i szczescia.Stefania z Wroclawia
Napisz komentarz
Twoje dane kontaktowe:
Komentarz:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img]   
:D:angry::angry-red::evil::idea::love::x:no-comments::ooo::pirate::?::(
:sleep::););)):0
Bezpieczeństwo
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

WłochyW aptece i sklepie tylko na galowo
30/07/2010

Włoska agencja prasowa Ansa poinformowała, że w aptece i sklepie na terenie Watykanu, wprowadzono [ ... ]


WłochyPo niebieskiej mozzarelli przyszedł czas na czerwoną ricottę
29/07/2010

We Włoszech nie minął jeszcze skandal z niebieską mozzarellą, a już pojawił się następny. J [ ... ]


Czy Bronisław Komorowski będzie dobrym prezydentem?