„Biało-czerwoni” ulegli Włochom - Nasz Swiat
18
So, sierpień

Sport

Piłkarska reprezentacja Polski przegrała z Włochami 0:2 (0:1) w towarzyskim meczu, który odbył się we Wrocławiu. Bramki zdobyli Mario Balotelli i Giampaolo Pazzini. W końcówce spotkania, rzutu karnego nie wykorzystał Jakub Błaszczykowski.

Włosi pokonując Polaków 2:0, przerwali serię pięciu meczów bez porażki w wykonaniu „biało-czerwonych”. Polacy rozpoczęli spotkanie dość agresywnie, atakując rywali już na ich połowie. Nie potrafili jednak poważniej zagrozić bramce strzeżonej przez Gianluigiego Buffona. Najgroźniejszą sytuację w pierwszej części spotkania stworzyli w 13. minucie, ale Sławomir Peszko nie trafił w bramkę.

Biało-czerwoni” ataki w pierwszej połowie przeprowadzali głównie lewą stroną boiska, gdzie aktywni byli jedynie Jakub Wawrzyniak i wspomniany Peszko. Słabiej wyglądało to po drugiej stronie, gdzie Łukasz Piszczek nie włączał się do akcji ofensywnych, do czego przyzwyczaił w swoich poprzednich meczach. Dopiero po przerwie ożywił się natomiast Jakub Błaszczykowski.

W środku pola niewidoczny był Rafał Murawski, a nieco lepiej spisywał się Ludovic Obraniak. To jednak po jego stracie piłki w 30. minucie Mario Balotelli precyzyjnym strzałem z ponad 30 metrów, pokonał Wojciecha Szczęsnego. To jego pierwsze trafienie w reprezentacji Włoch. Uderzenie napastnika Manchesteru City było efektowne, ale gdyby bramkarz Arsenalu nie wyszedł tak daleko z bramki, miałby szanse na skuteczną interwencję.

Niezły był Eugen Polanski, ale na Włochów, to było za mało. Po jego zejściu, przewaga gości była już wyraźna - przegrywaliśmy już dwiema bramkami. W 60. minucie fatalny błąd popełnił bowiem w polu karnym Arkadiusz Głowacki, przepuszczając piłkę do Szczęsnego, ale polskiego bramkarza ubiegł Giampaolo Pazzini i z bliskiej odległości wpakował piłkę do siatki. Świetną okazję na zdobycie bramki, Pazzini miał już w pierwszej połowie, ale wówczas ubiegł go Damien Perquis. W 66. minucie powinno być 0:3, ale Szczęsny świetnie zachował się w sytuacji sam na sam z Alessandro Matrim.

W 85. minucie szansy na zdobycie honorowej bramki nie wykorzystał Błaszczykowski, który źle wykonał rzut karny. Pomocnik Borussii uderzył niemal w środek bramki i Buffon nie miał problemów z obroną. Rzut karny podyktowany był po faulu na Robercie Lewandowskim, który był wyróżniającym się zawodnikiem w zespole gospodarzy. W pojedynkę nie potrafił jednak nic zdziałać i „biało-czerwoni” przegrali 0:2.

Tym samym, pierwszy mecz reprezentacji Polski na Stadionie Miejskim we Wrocławiu nie wypadł okazale. Na trybunach zasiadł niemal komplet publiczności (42 tysięcy widzów), po końcowym gwizdku piłkarzy żegnały gwizdy.

Po meczu, podczas konferencji prasowej, trener reprezentacji Włoch, powiedział między innymi:
- Mecz zaczęliśmy dość spokojnie z założeniem, żeby rozpocząć właściwą grę dopiero, po rozpoznaniu przeciwnika. Polacy mają dobrą drużynę i widać, że intensywnie pracują. Na początku troszkę nas zaskoczyli narzucając bardzo szybkie tempo i musieliśmy im dorównać, ale nie mogli go długo utrzymać i w końcu to my przeważyliśmy. Po zdobyciu pierwszej bramki przejęliśmy inicjatywę. Myślę, że w tym trudnym okresie podarowaliśmy naszym rodakom trochę radości.

Z kolei Franciszek Smuda przyznał, że jego drużyna chciała z tak trudnym rywalem zagrać „pressingiem”, elementem, nad którym Polacy ostatnio intensywnie pracowali i zobaczyć, jak on funkcjonuje.

- Ale okazało się to bardzo trudne. Nie czekaliśmy na przeciwnika, ale staraliśmy się atakować wcześniej i do straconej bramki nam to wychodziło. Niestety, po golu wszystko się posypało - powiedział Smuda i dodał:
- Nie podobało mi się, że przegrywaliśmy za dużo fizycznych pojedynków. Włosi byli bardzo silni, a my odbijaliśmy się od nich czasami jak piłeczki pingpongowe. Włosi zagrali zdecydowanie i agresywnie, a nam dzisiaj tego zabrakło. Spotkanie dało nam szkołę, jak trzeba być fizycznie przygotowanym i jak agresywnie trzeba walczyć o każdą piłkę.
- Nie mam pretensji do Wojtka Szczęsnego, bo takie sytuacje, jak przy pierwszej bramce się zdarzają - ciągnął dalej szkoleniowiec „biało-czerwonych”.
- Bramkarz wyszedł, bo byliśmy przy piłce, ale Obraniak zrobił błąd, który został wykorzystany przez naszych rywali. Mówi się trudno. Wojtek bronił dobrze, a strzał Balotellego był znakomity.

Jeżeli będziemy dobrze przygotowani fizycznie i dobrze zorganizowani pod względem taktycznym, to jesteśmy w stanie powalczyć z każdym. Być może, gdyby do przerwy utrzymał się wynik 0:0, to drużyna funkcjonowałaby inaczej.

Zdaniem Smudy, w meczu z Włochami padło zbyt wiele błędów, ale na szczęście zdarzyły się one teraz, a nie podczas rozgrywek Euro 2012.
- Wiemy, że w przyszłym roku nie mogą się one powtórzyć, bo wtedy nie mamy co marzyć o wyjściu z grupy. Mamy czas, żeby nad tym popracować…(jj)

www.thepolishobserver.co.uk