Dachowanie z uśmiechem - Nasz Swiat
25
Pt, wrzesień

Sport

Były skoczek narciarski, a obecnie kierowca rajdowy Adam Małysz miał poważny wypadek samochodowy, zakończony dachowaniem. Na szczęście „Orzeł z Wisły” nie odniósł żadnych obrażeń i wyszedł z pojazdu o własnych siłach, na dodatek uśmiechnięty.

W Żaganiu na słynnym poligonie wojskowym, Adam Małysz bił rekord prędkości (176 km/h) w jeździe samochodem w terenie. W jednej z prób mu się udało, ale niestety na kolejnej rywalizację zakończył poza torem. Jego samochód dachował, ale naszemu mistrzowi nic się nie stało. Dla Małysza to była czwarta próba pobicia rekordu. Na pierwszym zakręcie przy prędkości około 60 km/h „Orzeł” nie opanował samochodu i wyrzuciło go z toru. Na pierwszy rzut oka wyglądało to bardzo dramatycznie, ale już chwilę później Małysz pozdrowił publiczność i udzielił wywiadu dla TVP Info, mówiąc między innymi, że każde tego typu doświadczenie jest ważne. „Gdyby mnie coś takiego zniechęciło, to na pewno nie nazywałbym się Adam Małysz” - dodał były skoczek. Po dachowaniu, mistrz chciał jeszcze raz wsiąść do auta i spróbować pobić rekord, który sam kilka minut wcześniej ustanowił, ale jak stwierdził: „Chęci są, ale samochód nie nadaje się chyba do jazdy. Rekord i tak pobiłem, ale zapewne więcej mówić się będzie o tym dachowaniu”. Małysz czeka jeszcze na wyścig w Maroko, a potem upragniony przez niego Rajd Dakar. Oby tam, tego typu przygód, Adam nie musiał już przeżywać. (jj)

fot. Wikipedia