Kowalczyk Królową Zimy! - Nasz Swiat
08
Śr, grudzień

Sport

Niesamowitych emocji dostarczyła nam Justyna Kowalczyk w przeciągu kilku ostatnich dni. Polka przeszła do historii biegów narciarskich we wspaniałym stylu wygrywając po raz trzeci z rzędu Tour de Ski w biegach narciarskich.

Justyna Kowalczyk / Foto: WikipediaPrzed ostatnimi zawodami cyklu Kowalczyk miała niewielką bo 11-sto sekundową przewagę nad żelazną Marit Bjoergen. Jednak Norweżka szybko dogoniła liderkę. Taki właśnie scenariusz przewidywała Kowalczyk. Obie zawodniczki przez bardzo długi czas biegły tuż obok siebie. Razem także rozpoczęły morderczą walkę z Alpe Cermis, najdłuższym i najbardziej stromym podbiegiem w całym sezonie. Na dwa kilometry przed metą to polska zawodniczka przeprowadziła atak, który okazał się skuteczny.

Kowalczyk przyspieszyła i z każdym odepchnięciem powiększała przewagę nad Bjoergen. Norweżka dawała z siebie wszystko, jednak nie była w stanie dogonić Polki, która tego dnia była w wyśmienitej formie. Kowalczyk biegła znakomicie i nie traciła swojej przewagi. Nie straciła jej do mety, a jej przewaga nad Norweżką wyniosła ostatecznie 28 sekund! Nasza wspaniała biegaczka osiągnęła ogromny, wspaniały sukces - po raz trzeci z rzędu zwyciężyła w Tour de Ski. Tego nie dokonała wcześniej żadna biegaczka.

- Od samego początku podbiegu miałam wyjść na prowadzenie i narzucić Marit Bjoergen swoje tempo. Uważaliśmy, że będzie ono mocniejsze i bardziej wymagające. Okazało się na tyle mocne, że zdołałam uzyskać przewagę. To był bardzo ciężki bieg. Może wyglądało to inaczej, bo odbiegłam, ale było naprawdę bardzo ciężko. Bardzo bałam się tej góry, choć nie bałam się rywalek bo tu nie walczy się z rywalkami, tu walczy się z samym sobą - podkreśliła po zawodach Justyna Kowalczyk.

- Chodziło o to, żeby dobrze rozłożyć siły i nie dać się ponieść emocjom. Zwłaszcza, że na początku tej góry nachylenie jest takie, jak lubię. Poza tym wiadomo, że nie ma tu zjazdu, żeby odpocząć. Taki bieg, jak ten, ma miejsce tylko raz w roku. Tak bardzo różni się od tego, co mamy na co dzień, że nie ma sensu wyciągać daleko idących wniosków - dodała na zakończenie skromna jak zwykle Polka z Kasiny Wielkiej. Wyrazy szacunku dla Kowalczyk wyraziła także jej największa rywalka.

- To był dla mnie dobry bieg, ale tym razem Justyna Kowalczyk była ode mnie mocniejsza. Jej zwycięstwo jest sprawiedliwe - powiedziała Marit Bjoergen.

- Od początku cyklu Tour de Ski trwała wielka walka między mną a Justyną. Myślę, że było to świetne i dobre dla sportu. Ostatecznie ona wygrała, a ja znalazłam się na drugim miejscu. Mogę powiedzieć, że z tego drugiego miejsca w TdS jestem zadowolona - podkreśliła Norweżka.

- Zwycięstwo w cyklu Tour de Ski ciągle jest moim celem, jeszcze się nie poddałam. Tym razem walczyłam z Kowalczyk od początku do końca i była to zacięta rywalizacja. Ona była trochę lepsza i muszę zaakceptować fakt, że zostałam pokonana. Może uda mi się wygrać w przyszłym roku? Myślę, że to możliwe - stwierdziła Norweżka.

Po triumfie na konto Kowalczyk wpłynie pokaźna suma pieniędzy. W całym cyklu Tour de Ski zarobiła ponad 140 tysięcy franków szwajcarskich (około 500 tysięcy złotych). Premie finansowe za miejsca zajmowane w poszczególnych etapach dały jej 40 970 franków, a w nagrodę za zwycięstwo w całym cyklu Polka otrzymała 100 tysięcy. Spośród zwycięstw etapowych najcenniejsza była dla Polki wygrana w biegu na 10 kilometrów techniką klasyczną w Val di Fiemme - otrzymała za nie 6700 franków szwajcarskich. W sumie zarobiła w cyklu 140 tysięcy 970 franków. Na drugim miejscu pod względem finansowych zysków z Tour de Ski znalazła się rzecz jasna Marit Bjoergen. Norweżka na nagrodach finansowych zarobiła 94 tysiące 40 franków. Najwięcej otrzymała za drugie miejsce w klasyfikacji generalnej - 67 tysięcy. Trzecie miejsce dla trzeciej w "generalce" Therese Johaug (41,490 franków).

Rafał Nordwing