Kubica jeszcze nie gotowy - Nasz Swiat
04
So, grudzień

Sport

„Mamy moralny obowiązek dać Robertowi Kubicy szansę powrotu na tor” - zapewnił w wywiadzie dla oficjalnego portalu Formuły 1, szef zespołu Lotus-Renault Eric Boullier. Nie podał jednak żadnych szczegółów dotyczących terminu.

Boullier ocenił obecną sytuację, z przechodzącym rehabilitację po poważnym wypadku samochodowym polskim kierowcą, który barwy luksembursko-malezyjskiego teamu reprezentuje od 2010 roku, jako „prostą” i podkreślił po raz kolejny, że czeka na niego miejsce w bolidzie tego zespołu.
„W naszym przypadku podjęcie ostatecznej decyzji w listopadzie nic nie zmienia, tym bardziej, że rynek kierowców jest teraz zamknięty. Musimy oczywiście mieć przygotowany plan na wypadek, gdyby z jego zdrowiem było coś nie w porządku, bo przecież nie mogę osłabiać ekipy. Już w tym roku, brak rozwiązań awaryjnych sprawił nam sporo kłopotów” - dodał Boullier.
Jego zdaniem, konkretnych rozwiązań można się spodziewać wkrótce. „Master plan już mam. Czekam, aż usłyszę od Kubicy słowa - Tak, jestem gotowy, albo - Nie, nie dam rady. My jesteśmy gotowi na jego powrót, samochód jest gotowy, a on wciąż potrzebuje czasu, co znaczy, że jeszcze gotowy nie jest” - przyznał szef zespołu Lotus-Renault.
Jak podkreślił, to nie może być decyzja emocjonalna, bo kierowca musi wiedzieć, że jest w stanie jeździć, zarówno pod względem mentalnym, jak i fizycznym.
Boullier poinformował, że gdyby Kubica nie był w stanie wrócić do rywalizacji w najbliższym sezonie, to jego miejsce zajmie raczej na pewno Francuz Romain Grosjean. „Nie ma sensu tego dłużej ukrywać. Romain otwiera listę oczekujących” - wyjawił.
Przypomnijmy, 6 lutego Kubica uległ poważnemu wypadkowi na trasie rajdu samochodowego w Ligurii. Doznał ciężkich obrażeń, groziła mu nawet amputacja dłoni. Przeszedł kilka operacji ręki, łokcia i nogi. W szpitalu przebywał ponad dwa miesiące. Później rozpoczął żmudną rehabilitację. Przez cały ten okres nie milkną spekulacje, kiedy polski kierowca będzie mógł wrócić na tor. (jj)

www.thepolishobserver.co.uk

fot. Wikipedia