Legia i Wisła pokonane - Nasz Swiat
25
Pt, wrzesień

Sport

Nie powiodło się naszym drużynom w pierwszych meczach fazy grupowej Ligi Europejskiej. Zarówno Legia, jak i Wisła doznały porażek.

Po przegranej w ligowym meczu z Bielsko-Białą, legioniści zapowiadali, że w  Eindhoven z miejscowym PSV dadzą z siebie wszystko, by zrehablitować się przed swoimi kibicami. Nie udało się. Piłkarze Legii pod wodzą trenera Macieja Skorży, którzy w eliminacjach i spektakularnym meczu pokonali Spartaka Moskwę, w Eidnhoven po prostu nie dali rady. Mecz w Holandii zaczęli bardzo bojaźliwie i tak też zakończyli pierwszą połowę, schodząc na przerwę z bagażem jednej bramki, która padła w 21. minucie. Na palcach policzyć można akcje, kiedy legionistom udawało się przedrzeć na połowę przeciwnika, a jeśli już to się stało, to żaden z tych nielicznych rajdów nie kończył się oddaniem strzału, nie tylko w światło bramki, lecz w ogóle. Cieszył się zapewne z tego polski bramkarz Przemysław Tytoń, który niespełna dwa tygodnie temu zasilił szeregi PSV Eindhoven. Przewaga holenderskiego zespołu była tak duża, że dziw bierze, iż padła tylko jedna bramka, wskutek zresztą kolejnego błędu popełnionego przez naszą defensywę. Okoliczności były co prawda kontrowersyjne. Polski bramkarz został faulowany, więc nasi obrońcy liczyli na to, że sędzia odgwiżdże ów faul, lecz Holendrzy zamiast czekać na decyzję sędziego, strzelili gola. Dokonał tego nowy nabytek drużyny - Dries Martens, wykorzystując fakt, że bramkarz Legii nie zdążył po tym faulu wrócić do bramki. Mimo wielu jeszcze okazji, gospodarzom spotkania nie udało się podwyższyć rezultatu. Pierwsza połowa zakończyła się przy stanie 1:0. Polscy kibice wiedzą jednak, że Legia w meczach o wysoką stawkę potrafi się zmobilizować. I rzeczywiście, druga połowa, to zupełnie inny obraz gry - bezproduktywnego w ofensywie Manu, zastąpił Miroslav Radovic, który wprowadził wiele ożywienia w szeregach warszawskiej drużyny. Być może gdyby ten zawodnik zagrał od pierwszej minuty spotkania, wynik meczu byłby dla nas bardziej korzystny. Legioniści oddali kilka groźnych strzałów (Janusz Gol, Danijel Ljuboja). Gospodarze mieli dogodne sytuacje, ale znakomicie spisywał się bramkarz Legii Duszan Kuciak. Choć z boiska warszawska drużyna zeszła pokonana nie oznacza to, że doszło do jakiejś tragedii. Przewaga jednej bramki, to jeszcze nie powód do rozpaczy, Legia ma do rozegrania jeszcze siedem spotkań, więc wszystko może się zdarzyć.
W innym meczu grupy C Rapid Bukareszt (pogromca Śląska Wrocław w eliminacjach) wygrał na wyjeździe z Hapoelem Tel Awiw 1:0. W następnej kolejce (29 września) Legia zagra właśnie z pokonanym, a Rapid Bukareszt, u siebie z PSV Eindhoven.

Znacznie gorzej wypadła Wisła, która sromotnie przegrała z przeciętną drużyną duńską - Odense 1:3, a miał to być, według butnych zapowiedzi Wiślaków najłatwiejszy mecz w fazie grupowej. Okazało się, że może i jest to drużyna przeciętna, ale i tak za dobra dla Wisły. Jeszcze w pierwszej połowie objęli prowadzenie po strzale Andreasa Johanssona. Wisła odpowiedziała golem Andraża Kirma po przerwie, ale później, walcząc o zwycięstwo, popełniała proste błędy w obronie.
Defensorzy Wisły - Kew Jaliens i Osman Chavez zostali przez rywali kilka razy ośmieszeni. 10 minut przed końcem spotkania, piłkarze Wisły czekali, aż sędzia odgwiżdże faul na Sergieju Pareice, Odense grało jednak dalej i Peter Utaka podwyższył na 2:1. Trzeci gol padł po błędzie Chaveza, który pozwolił przepchnąć się w polu karnym.
W następnej kolejce rozgrywek w grupie K, Wisła zagra na wyjeździe z holenderskim klubem Twente Enschede, który zremisował 1:1 z londyńskim Fulham, natomiast pogromca Wisły - Odense zagra u siebie z Fulham Londyn. (jj)

fot. Andraž Kirm - Wikipedia