Polacy wracają na tarczy - Nasz Swiat
25
Pt, wrzesień

Sport

Nie powiodło się polskim lekkoatletom w mistrzostwach świata w koreańskim Daegu. Wracamy z jednym zaledwie medalem, choć szykowaliśmy się na siedem. Apetyty były uzasadnione tym, że w poprzednich MŚ w Berlinie zdobyliśmy osiem krążków.

Miłą niespodzianką był złoty medal Pawła Wojciechowskiego w skoku o tycze. Ktoś może się oburzyć - Jaką niespodzianką?! Przecież to wielokrotny medalista mistrzostw Polski! Prawda, bowiem wyrównał on utrzymujący się od 22 lat rekord kraju należący do Mirosława Chmary (5,82 m), a później go nawet pobił (5,91 m - w tym sezonie jest to najlepszy wynik na świecie), rok temu został złotym medalistą w mistrzostwach Europy juniorów, ale jednak sam Paweł, jak i fachowcy od tyczki, dość ostrożnie wypowiadali się na temat medalowych szans Polaka przed startem na MŚ, dlatego właśnie, była to miła niespodzianka. Nie, żeby brakowało mu umiejętności, bo z tym jest u niego całkiem dobrze, chodziło raczej o brak „otrzaskania” z imprezami tej rangi, co mistrzostwa świata, odporność psychiczną itp. Polak poradził sobie jednak doskonale, mimo że była chwila, kiedy jego medalowe losy ważyły się na szali w stronę przegranej - po nieudanym skoku na 5,80 metra tyczkarz, który awansował do finału jako ostatni z eliminacji, przeniósł wysokość na 5,90 metra.

Pozostali dwaj startujący zawodnicy, też nieźle sobie radzili. Łukasz Michalski otarł się nawet o brązowy medal, ostatecznie zajął jednak czwarte miejsce (5,85 m), co i tak jest wielkim sukcesem tego młodego polskiego tyczkarza, a Mateusz Didenkow - siódme (5,75 m), pozostawiając za sobą pięciu innych zawodników.

Polskie tyczkarki Anna Rogowska i Monika Pyrek były według opinii fachowców jednymi z najpewniejszych kandydatek do medali, jedyną niewiadomą było to, z jakiego kurszcu one będą. Odpowiedź na to padła bardzo szybko - z żadnego. Złego początki jak zwykle były miłe: obie zawodniczki pokonały w pierwszej próbie wysokość 4,55 metra i nic nie wskazywało, że mogłyby mieć trudności z kolejnymi. Rogowska czuła się do tego stopnia pewnie, że zrezygnowała nawet z następnej wysokości 4,65 metra. Wcześniej rywalizację zakończyła Pyrek, dla której 4,65 metra było już za wysoko. I w ten oto sposób dwie najlepsze zawodniczki poprzednich mistrzostw świata odpadły niemal w przedbiegach. Niewielkim pocieszeniem zostaje fakt, że ich los podzieliła mistrzyni olimpijska, mistrzyni świata i wielokrotna rekordzistka globu - Jelena Isinbajewa. Konkurs wygrała Brazylijka Fabiana Murer, wynikiem 4,85 metra, ustanawiając rekord Ameryki Południowej. Druga była Niemka Martina Strutz z rekordem kraju - 4,80 metra, a trzecia Rosjanka Swietłana Fieofanowa - 4,75 metra. Miejmy nadzieję, że za rok w Londynie obie panie się zrehabilitują.

Nadzieje związane z Piotrem Małachowskim, reprezentantem Polski w rzucie młotem, również okazały się płonne i były jedynie tłem dla pozostałych uczestników konkursu. Podobnie stało się z naszym kulomiotem, Tomaszem Majewskim.

Polscy biegacze na 800 metrów - Marcin Lewandowski i Adam Kszczot  zaprezentowali się całkiem nieźle. Ten pierwszy był nawet brany pod uwagę jako przyszły medalista i w sumie zabrakło niewiele - Lewandowski zajął czwarte miejsce, a gdyby biegnący obok Kenijczyk nie szturchnął go na kilkanaście metrów przed metą, cieszylibyśmy się drugim medalem, brązowym co prawda, ale zawsze to medal. Adam Kszczot zajął szóste miejsce. To obiecujący zawodnik. Już sam fakt, że znalazł się w finale, gdzie biegła absolutna czołówka światowa i to bardzo wyrównana, dobrze wróży na przyszłość. Kto oglądał transmisję na obcojęzycznych stacjach musiał pokładać się ze śmiechu, kiedy komentatorzy zmagali się z nazwiskiem Polaka.

Słowa uznania należą się naszej siedmioboistce,  Karolinie Tymińskiej. Do zdobycia medalu zabrakło jej kilku punktów, ale zaprezentowała się naprawdę znakomicie. Poza tym, jej forma systematycznie zwyżkuje, tak więc niewykluczone, że doczekamy się od niej prezentu w postaci medalu na przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich.
O sztafetach 4x100 i 4 x 400, zarówno żeńskiej, jak i męskiej wspominać nie warto - odpadły już w eliminacjach. (jj)

fot. Paweł Wojciechowski - Wikipedia