Wieczór Gwiazd na Stadio Olimpico! - Nasz Swiat
25
Pt, wrzesień

Sport

26 maja, na stadionie olimpijskim w Rzymie, wśród wspaniałego dopingu prawie 50 tysięcy kibiców, odbyła się kolejna edycja prestiżowego mityngu Diamentowej Ligi. Emocji nie brakowało, gdyż po raz pierwszy w tym sezonie na bieżni pojawił się Usain Bolt.

Niestety na Stadio Olimpico zabrakło wielu polaków, którzy pierwotnie zamierzali wziąć udział w rywalizacji. Wielu z nich musiało się udać do holenderskiego Hengelo, który gościł lekkoatletów w dniach 28-29 maja. W związku z tym nie mogli sobie pozwolić na dwa starty w przeciągu tak krótkiego czasu. Zawody rozpoczęły się od konkurencji technicznych. Jako pierwsze zawody rozpoczęły dyskobolki. Wśród nich była polka, Żenata Glanc z AWF Poznań. Zajęła ona dopiero szóste miejsce. Polce nie udało się przekroczyć granicy 60 metrow (jej najlepszy wynik – uzyskany w drugiej kolejce – to 59.91). Wygrała mistrzyni Europy, Chorwatka Sandra Perković (65.56).

 

 

Usain Bolt / foto © Rafał NordwingChwilę później do koła wszedł medalista olimpijski, kulomiot Tomasz Majewski. Uzyskał on 21.20 m co dało mu bardzo dobre drugie miejsce w bardzo silnie obstawionej konkurecji (w Rzymie pojawili się najlepsi kulomioci świata z niezwykle mocnymi od kilku lat amerykanami m.in. Reese Hoffa i Christian Cantwell). Potem przyszedł czas rywalizacji na bieżni. Na początek rozegrano dwa biegi na 100 metrów mężczyzn. Na starcie próżno było szukać głośnych nazwisk. Był on zorganizowany tylko do uzyskiwania przez słabszych zawodników wyników, pozwalających na starty w innych dużych zawodach. W obu tych biegach mogliśmy zobaczyć dwóch polaków. W pierwszym z nich wystąpił Dariusz Kuć, który był trzeci z nienajgorszym czasem 10.49. W drugim biegu wystartował Olaf Paruzel, który był siódmy z czasem 10.68.

Najlepszy wynik na świecie na 3000 m z przeszkodami (9:12.89) uzyskała Kenijka Cheiwa, która świetnie zafiniszowała z 500 m. Nasza reprezentantka, olimpijka z Pekinu Katarzyna Kowalska, wypadła bardzo słabo. Podwójna młodzieżowa mistrzyni Europy przybiegła dziewiąta z marnym czasem - 9:50.33. Jest to czas o prawie pół minuty gorszy od zeszłoroczego najlepszego rezultatu. Był to jednak jej pierwszy występ w tym sezonie więc nasza rodaczka nie jest jeszcze w szczytowej formie. W tym szybkim biegu padły dwa rekordy: Etiopii, Sofii Assefy - 9:15.04 oraz rekord świata juniorek, od dziś należący do Birtukan Adamu (9:20.37).

Niezwykłych emocji dostarczyły panie na dystansie 400 metrów. Smukła niczym sarna, amerykanka Allyson Felix zdeklasowała rywalki uzyskując najlepszy w tym roku czas - 49.81. Co ciekawe, wraz z Sanyą Richards-Ross, Felix wystartowała potem na 200 m, gdzie była czwarta z czasem 22.81.

Ogromny szał na trybunach nastąpił gdy na bieżnie wyszedł Andrew Howe. Urodzony w USA lecz wychowany we Włoszech lekkoatleta specjalizujący się w skoku w dal sprawił widzom ogromną niespodziankę triumfując w biegu na 200 metrów. Stadion w tym momencie po prostu oszalał! Kibice zorganizowali mu wrzawę i długą owację na stojąco. Czas, z którym zwyciężył wprawdzie nie pokłada na kolana jednak warto dodać, że w pokonanym polu pozostawił bardzo mocnego Shawna Crawforda, który był dopiero czwarty na mecie.

Świetny bieg na 1500 m rozegrały panie. Z lekkością zwyciężyła go Maryam Jamal z najlepszym na świecie wynikiem – 4.01.60. Za jej plecami znalazły się tak utytułowane zawodniczki jak Burka, Jepkosgei, czy Mishchenko. Niestety na tym dystansie zabrakło polek, które wcześniej zapowiadały swój udział w zawodach. Szkoda tym bardziej, że bieg był bardzo szybki i można było powalczyć o naprawdę dobre wyniki.

Świetnie zapowiadał się start panów na dystansie 5000 metrów. Na lini startowej zobaczyliśmy aż 14-stu biegaczy czarnoskórych oraz jednego białego (który także był afrykaninem – z RPA). Wszyscy zawodnicy zgłoszeni do rywalizacji (z wyjątkiem zawdonika z RPA) mieli najlepsze życiowe rezultaty poniżej 13 minut. Zapowiadał się więc bieg na najwyższym światowym poziomie. I nikt na stadionie się nie zawiódł. Tuż po strzale startera na czoło grupu wysunął się zawodnik RPA. Od razu było wiadomo, że wykonuję pracę „zająca“ i trzeba było oczekiwać na jego zejście z bieżni. Stało się tak już po ok. 1500 metrów. Jego rolę przejął jeden z zawodników kenijskich, który opuścił bieżnie po 3-ech kilometrach. Potem zawodnicy byli zdani tylko na siebie. Zwyciężył Imane Merga z Etiopii z doskonałym wynikiem - 12:54.21, najlepszym jak na razie na świecie. Warto dodać, że aż sześciu biegaczom udało się zejść poniżej 13 minut co świadczy o poziomie rywalizacji (jako ciekawostkę warto dodać, że najlepszy wynik polaka w tym roku to 14.22 min więc niemal półtorej minuty wolniej).

Na 800 m natomiast biegacze nie zachwycali. Zawodnicy nie skorzystali z pomocy pacemakera, który poprowadził pierwsze 400 m w 49.83. Zwyciężył, dość niespodziewanie Khadevis Robinson z stosunkowo słabym czasem, jak na mityngi Diamentowej Ligi - (1:45.09). Dopiero dziesiątą pozycję z 1:47.68 zajął Michael Rimmer, srebrny medalista Mistrzostw Europy.

Potem przyszedł czas na hit wieczoru, występ najszybszego człowieka na świecie, wielokrotnego mistrza olimpijskiego i świata, Usaina Bolta. Jednak nie był to jego pierwszy kontakt z widownią tego wieczoru. Na ponad godzinę przed startem swojego biegu organizatorzy zapewnili przywitanie widowni z „Czarną Pumą“. Zapowiedziany przez spikera jako „Freccia nera“ wyjechał na stadion niczym król w odkrytym samochodzie. Przez całe okrążenie pozdrawiał kibiców i przy okazji promował własną osobę. Rywalizacja panów na dystansie 100 metrów zapowiadała się niezwykle emocjonująco. Oprócz wspomnianego Bolta, na starcie stanęli także jego rodak Asafa Powell (były rekordzista świata) oraz trzykrotny mistrz Europy, francuz Christophe Lemaitre (pierwszy biały, który złamał granicę 10 sekund).

Ogromne napięcie przed biegiem najwidoczniej nie docierało do Usaina Bolta. W przeciwieństwie do pozostałych wykazywał się wyjątkowym luzem. Gdy pozostali byli bardzo skupieni on pozdrawiał publiczność. Tą ponownie ogarnął szał podczas prezentacji. Gdy spiker wyczytał jego nazwisko, on wykonał gest, który jednoznacznie miał mówić: „To ja jestem numerem jeden na świecie!“ a chwilę później w specjalny sposób poprawiał fryzurę, tak jakby w lekceważący sposób podchodził do rywali. Chwilę później stało się, start startera i zawodnicy ruszyli do biegu. Pomimo bardzo słabego początku, Bolt po ok. 40 metrach uzyskał swój rytm biegu i wyprzedził rywali. Końcowy rezultat 9.91 nie jest w jego wykonaniu oszałamiający jednak zwracając uwagę na to, że wraca na bieżnie po kilku miesiach przerwy to można oczekiwać lepszych wyników w przyszłości. Po biegu Bolt, długo przebywał jeszcze na bieżni. Po wykonaniu rundy honorowej, kibice nie pozwalali mu udać się do szatni ciągle skandując jego nazwisko. Ta sytuacja najwyraźniej mu się podobała, gdyż długo pozdrawiał kibiców i rozdawał autografy.

Na zakończenie zawodów rozegrano bieg sztafetowy 4.x100 metrów. Wśród reprezentacji narodowych była także Polska. Zajęli czwarte miejsce z rezultatem 39.24, biegnąc w składzie: Olaf Paruzel, Dariusz Kuć, Robert Kubaczyk i Kamil Kryński. Wygrali Kanadyjczycy (38.65).

Rafał Nordwing