Wspaniały rok polskiego kolarstwa dzięki Kwiatkowskiemu i Majce - Nasz Swiat
18
So, listopad

Sport

Już nie legenda polskiego kolarstwa Ryszard Szurkowski, ale Michał Kwiatkowski i Rafał Majka w koszulce lidera przejęli rząd dusz. 2014 to najlepszy rok w długiej historii kolarstwa biało-czerwonych.
 

PAP / Grzegorz Momot - To był najlepszy sezon w historii naszej dyscypliny. Oby był początkiem długiej, dobrej serii biało-czerwonych – powiedział Polskiej Agencji Prasowej Ryszard Szurkowski, polski kolarz wszech czasów, czterokrotny zwycięzca Wyścigu Pokoju i mistrz świata z 1973 roku.

Dotychczas za "złotą epokę” uważano lata 70. XX wieku, czasy Szurkowskiego, Stanisława Szozdy, Janusza Kowalskiego. Ich sukcesy - podobnie jak w następnej dekadzie Czesława Langa, Lecha Piaseckiego i Joachima Halupczoka - trudno jednak porównać z osiągnięciami Kwiatkowskiego i Majki.

Do 1995 roku włącznie istniały bowiem dwa oddzielne sporty kolarskie – dla amatorów i zawodowców. Szurkowski nie miał możliwości zmierzyć się z Eddym Merckxem i innymi profesjonalistami (wyjątkiem był wyścig Paryż-Nicea w 1974 roku).

Pierwszym polskim kolarzem, który przeszedł na zawodowstwo, był Lang. Wicemistrz olimpijski z Moskwy, dziś dyrektor Tour de Pologne, występował w grupach włoskich począwszy od 1982 roku. Cztery lata później dołączył do niego Piasecki, mistrz świata amatorów z Giavera del Montello. W latach 1986-1989 byli oni jedynymi przedstawicielami Polski w zawodowym peletonie.

Dopiero po upadku PRL biało-czerwoni większą liczbą ruszyli na Zachód. W 1990 roku kontrakty zawodowe we Włoszech podpisali Halupczok, Zenon Jaskuła, Marek Kulas i Marek Szerszyński, a dwa lata później - Zbigniew Spruch. Grupy zawodowe zaczęły powstawać także w kraju, m.in. Exbud Kielce, Mróz i CCC Polsat.

Przez długie lata Polacy pełnili w ekipach zawodowych przeważnie funkcje pomocnicze, a sukcesów w największych wyścigach, które odnosili na własny rachunek, było niewiele: pięć zwycięstw etapowych w Giro d’Italia (1986-1989) i jeden dzień w koszulce lidera Tour de France (1987) Piaseckiego, wygrany etap i trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Tour de France Jaskuły (1993), nieco zapomniane dziś zwycięstwo Grzegorza Gwiazdowskiego w mistrzostwach Zurychu (1999), srebrny medal Sprucha w mistrzostwach świata w Plouay (2000) oraz wygrany etap Sylwestra Szmyda w Criterium du Dauphine (2009).

Tę listę wydłużyli w bieżącym roku 24-letni Kwiatkowski, starszy od niego o rok Majka oraz 34-letni Przemysław Niemiec.

Kwiatkowski i Majka są wychowankami Szkół Mistrzostwa Sportowego, pierwszy – placówki w Toruniu, drugi – w Świdnicy. Mimo młodego wieku obaj są profesjonalnymi kolarzami czołowych grup elity już od 2011 roku. Inaczej przebiegała kariera Niemca. Podpisał kontrakt z ekipą elity dopiero w wieku 31 lat, w tymże 2011 roku. Wcześniej ścigał się w grupach kontynentalnych.

O wielkim talencie Kwiatkowskiego eksperci mówili od dawna. Jako junior wywalczył w 2008 roku tytuł mistrza świata w jeździe indywidualnej na czas. Okres w kategorii młodzieżowców był wprawdzie dla niego trudny, ale od 2012 roku wraz z przejściem do belgijskiej grupy Omega Pharma-Quick Step zaczął szybko robić postępy. Równie dobrze wypadał w prestiżowych ardeńskich klasykach, jak i w krótszych wyścigach etapowych typu Tour de Pologne czy Dookoła Kraju Basków, a w 2013 roku zaliczył błyskotliwy debiut w Tour de France.

W obecnym sezonie znakomite wyniki osiągnął ponownie w ardeńskich klasykach, wygrywał mniejsze wyścigi w Hiszpanii, Portugalii i we Włoszech, ale w lipcu nie poradził sobie na górskich etapach Tour de France. Miesięczna przerwa od ścigania, kosztem rezygnacji ze startu w Tour de Pologne, wyszła mu na dobre. 28 września w Ponferradzie, wspierany przez całą drużynę biało-czerwonych, sięgnął po tęczową koszulkę mistrza świata elity, odnosząc jedno z najbardziej spektakularnych zwycięstw w historii polskiego kolarstwa.

Majka jest mniej wszechstronny od Kwiatkowskiego, za to silniejszy w górach. Korzystając z wolnej ręki po wycofaniu się z Tour de France lidera swojej grupy Alberto Contadora, plasował się w czołówce wszystkich odcinków w Alpach i w Pirenejach, wygrał dwa z nich, a na zakończenie wyścigu założył na podium w Paryżu koszulkę najlepszego "górala”.

Tydzień później wystartował w Tour de Pologne i jako pierwszy reprezentant gospodarzy - od czasu, gdy wyścig uzyskał najwyższą kategorię UCI – triumfował na dwóch etapach i w klasyfikacji generalnej.

Podobnie jak w przypadku Kwiatkowskiego, tegoroczne sukcesy Majki nie są wielką niespodzianką, bo zwiastowały je poprzednie lata. O tym, że drzemie w jego organizmie niesamowity "silnik”, wiedział doskonale szef ekipy Tinkoff-Saxo Bjarne Riis, powierzając w 2012 roku nieznanemu wówczas Polakowi funkcję lidera drużyny na Giro d’Italia. Majka ostatecznie nie stanął na starcie z powodu kontuzji kolana, ale jako kapitan zespołu pojechał w dwóch następnych edycjach Giro, plasując się na siódmym i szóstym miejscu w klasyfikacji generalnej.

Kolarz z Zegartowic ma zadatki na zawodnika mogącego walczyć o najwyższe laury w wielkich trzytygodniowych wyścigach, ale nie tylko w nich. W ubiegłym roku zajął bardzo wysoką, trzecią lokatę w klasyku Giro di Lombardia.

Przemysław Niemiec przed rokiem uplasował się na szóstym miejscu w Giro d’Italia, a życiowy sukces odniósł w tym sezonie. 7 września jako pierwszy Polak wygrał etap wyścigu Vuelta a Espana, w dodatku jeden z najtrudniejszych, z metą w Lagos de Covadonga.

Prezes PZKol. Wacław Skarul wierzy w to, że tłuste lata dopiero nadchodzą, a kwestią czasu jest założenie w kraju pierwszej grupy elity.

- W ciągu dwóch, trzech lat powstanie u nas ekipa World Tour. Jestem o tym absolutnie przekonany i dobrze by było, żeby trafili do niej przede wszystkim polscy zawodnicy. Sukcesy Kwiatkowskiego i Majki pozwolą rozpędzić się naszej dyscyplinie – powiedział PAP Skarul.

Historyczny sezon dobiegł końca.

Artur Filipiuk, Polska Agencja Prasowa