Wiadomości - Nasz Swiat
20
N, wrzesień

Bączki w strojach ludowych, srebrne spinki do koszul i skórzane aktówki - to upominki, które podczas polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej będą wręczane zagranicznym delegacjom.

Bączki
Drewniane bączki ręcznie malowane w czterech wzorach: kujawskim, kurpiowskim, łowickim i opoczyńskim. Przy produkcji 6 tys. 200 bączków pracowało około 60 osób.

Spinki
Spinki do mankietów, których MSZ zamówił 167 par, wykonane są ze srebra oraz charakterystycznego dla Polski krzemienia pasiastego, zwanego "polskim diamentem", który występuje pod Sandomierzem.

Aktówki
Aktówki w kolorach czarnym i naturalnym wykonane są z materiału pochodzącego z Podhala. Projektantka Anna Kuczyńska mówiła, że logo znajdujące się na aktówce inspirowane jest latami 60-tymi. MSZ zamówił 360 takich aktówek.

Już po raz trzeci Polska znalazła się poza finałem 56. Konkursu Piosenki Eurowizji 2011 w Dusseldorfie.

Magdalena Tul, reprezentantka Polski, śpiewająca piosenkę "Jestem", nie dostała się do finałowej dziesiątki. Do finału, który odbędzie się w sobotę zakwaliikowali się reprezenatcni Serbii, Litwy, Grecji, Azerbejdżanu, Gruzji, Szwajcarii, Węgier, Finlandii, Rosji, Islandii.

Udział w finale zapewniony mają kraje tzw. "wielkiej piątki", czyli Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Hiszpania i Włochy.

foto: Wikipedia

Poznań będzie pierwszym miastem w Polsce, w którym na stadionie powstanie sala rozpraw - czytamy w serwisie poznańskiego Lecha. Koszt? 100 tysięcy złotych.

Stadionowi chuligani mają być sądzeni w przyspieszonym trybie na odległość za pomocą wideokonferencji. Sędzia nie będzie musiał opuszczać budynku sądu, a na stadionie dyżurować będą obrońcy. Wszystkie prawa zostaną zachowane - zapewnia minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski.

Rozprawy na stadionie bez udziału sędziego to ostatni pomysł Ministerstwa Sprawiedliwości na usprawnienie pracy sądów w trakcie Euro 2012.  W ten sposób sądzeni mają być kibice zatrzymani na gorącym uczynku, których wina nie budzi wątpliwości.

Jak dodał minister sprawiedliwości, sędzia będzie mógł także od razu przesłuchać interweniujących policjantów i zapoznać się z nagraniami stadionowego monitoringu. Jeśli „boiskowe” rozprawy sprawdzą się w trakcie Euro 2012, zostaną wprowadzone również w polskiej lidze.

Kwiatkowski oznajmił w ubiegłym tygodniu, że pierwsza sala rozpraw powstanie jeszcze w tym roku na poznańskim stadionie przy ul. Bułgarskiej. Będzie połączona z sądem rejonowym przy ul. Kamiennogórskiej. Jej budowa ma kosztować 100 tysięcy złotych. Pieniądze da Ministerstwo Sprawiedliwości, a pierwsze symulowane rozprawy odbędą się na stadionie już jesienią.
- Chcemy przekonać się, czy wszystko zadziała - powiedział Kwiatkowski. Kolejne sale rozpraw powstaną na obiektach w Warszawie, Wrocławiu i Gdańsku. (jj)

Piosenka „Jestem” Magdaleny Tul reprezentować będzie Polskę na Eurowizji. Po 13 latach przerwy na scenie w Düsseldorfie zobaczymy także przedstawiciela Włoch.

Magdalena Tul podczas Krajowych Eliminacji do Konkursu Piosenki Eurowizji, 14 lutego 2011 roku / © Wikimedia Commons14 lutego odbył się kolejny finał polskich eliminacji do Konkursu Piosenki Eurowizji, w którym udział wzięło 10 wykonawców wybranych w drodze eliminacji przez jury TVP.
Polscy telewidzowie zdecydowali, że nasz kraj w Dusseldorfie będzie reprezentowała Magdalena Tul z piosenką ,,Jestem''.

Utwór jak mówi sama Magda opowiada o silnej kobiecie i jej przeżyciach. Na wielu zagranicznych forach polska kompozycja jest bardzo dobrze przyjmowana i oceniana w pozytywnym świetle.

10 i 12 maja odbędą się półfinały, a 14 maja finał tegorocznej edycji konkursu.

Eurowizja 2011 będzie 56 Konkursem Piosenki Eurowizji. Odbędzie się w niemieckim Düsseldorfie za sprawą zwycięstwa niemki Leny Meyer-Landrut w 2010 roku.

Do tej pory 28 krajów potwierdziło swój udział w konkursie, w tym powracająca Austria, którą ostatni raz na eurowizyjnej scenie mogliśmy oglądać w 2007 roku oraz Włochy, które po 13 latach przerwy powracają z piosenką Raphaela Gualazzi pt. „Follia d'amore”.

(www.eurowizja.info, am)

W 2013 r. polscy uczniowie przystąpią do e-matury. Polskie Ministerstwo Edukacji Narodowej przeznaczyło 4 mln zł ze środków unijnych na ten cel.

Egzaminy dojrzałości zdawane za pośrednictwem komputera pozwolą maturzystom poznać wyniki egzaminów już po kilku minutach, a resort edukacji zaoszczędzi miliony złotych.
Na e-matury trzeba będzie poczekać przynajmniej dwa lata. Obecnie szkoły nie są gotowe do przeprowadzenia egzaminów w takiej formie.

W chwili obecnej takie wymagania spełniają jedynie łódzkie szkoły, które za pomocą nowego systemu będą przeprowadzać egzaminy próbne. Twórcy programu twierdzą, że już w 2013 r. mogłyby odbywać się w ten sposób matury dodatkowe.

Ministerstwo Edukacji Narodowej (MEN) chce zmniejszyć koszty przeprowadzania egzaminów maturalnych. Dlatego przeznaczyło 4 mln zł środków unijnych na stworzenie systemu informatycznego, który umożliwia zdawanie matury za pośrednictwem komputera. Mimo że Politechnika Łódzka ma już gotowy program, na razie nie może on zostać wdrożony na skalę ogólnopolską.

Korzystanie z programu, mimo początkowo dużych nakładów na dostosowanie informatyczne szkół, w ogólnym rozrachunku znacznie obniżyłoby wydatki. Co roku do egzaminów maturalnych przystępuje około 400 tys. maturzystów. Za sprawdzenie jednego egzaminu pisemnego egzaminatorzy otrzymują około 30 zł wynagrodzenia. Do tego dochodzą m.in. wydatki na arkusze egzaminacyjne. Rocznie system komputerowy w skali kraju mógłby przynosić kilkumilionowe oszczędności.

Jego dodatkowym atutem jest to, że wynik maturzysta otrzymałby już po kilku minutach od napisania egzaminu. Niemożliwe byłyby przecieki tematów lub zadań.

Skorzystałyby też osoby niepełnosprawne. Zdawałyby maturę bez wychodzenia z domu, np. pod opieką nauczyciela.

Za pomocą systemu informatycznego mogłyby być wprowadzone nie tylko egzaminy dojrzałości, ale również sprawdziany po szkole podstawowej czy gimnazjum.

źródło: www.gazetaprawna.pl; www.prawo.wieszjak.pl

 

500 tysięcy rodaków nie tylko zamierza jak najszybciej obsadzić wakaty w Niemczech, lecz również chce pozostać tam na stałe - podał portal biznes.pl.

Od niedzieli Niemcy zniosły ograniczenia na rynku pracy, co stworzyło nowe możliwości zarówno dla bezrobotnych Polaków, jak i dla tych, którzy nie są zadowoleni z własnych zarobków. Od 1 maja praca „po sąsiedzku” jest bowiem legalna. Szacuje się, że gotowych do wyjazdu jest nawet pół miliona Polaków.W ciągu ostatnich 10 lat, pomimo różnego rodzaju ograniczeń Niemcy były na pierwszym miejscu w Europie pod względem liczby zatrudnionych Polaków. „Spośród 3 milionów obywateli pracujących za granicą w tym czasie, 39 procent pracowało właśnie u naszych zachodnich sąsiadów. Dla porównania w Wielkiej Brytanii było ich 22, a we Włoszech 11 procent” - podaje portal powołując się na ostatnie badania CBOS. Z ankiety tej wynika również, że do Niemiec wyjeżdżają Polacy, którzy w planach nie mają powrotu.

„Najczęściej wybierane przez rodaków rejony Niemiec, to Bawaria (najchętniej okolice miast: Monachium, Augsburga, i Norymbergii), następnie Badenia-Wirtembergia (Stuttgart, Ulm, Karlsruhe), czyli południowe Niemcy. Z północnych landów popularne są okolice Hamburga, Bremen i Kiel. Polacy mieszkają również w Zagłębiu Ruhry - Dortmundzie, Düsseldorfie, Kolonii” - to z kolei dane Work Express, agencji od 6 lat działającej na rynku niemieckim.

Wśród najbardziej pożądanych zawodów, dominują pracownicy fizyczni - opiekunki do dzieci, opiekuni osób starszych, osoby pracujące w rolnictwie, pracownicy budowlani, pracownicy fizyczni np. w supermarkecie, w magazynie, a także fryzjerki i piekarze. Zarobią oni od 8 do 13 euro na godzinę.

Druga grupa to specjaliści: lekarze i informatycy. Dla przykładu, programista z 3-letnim doświadczeniem może liczyć na wynagrodzenie roczne rzędu 45-55 tysięcy euro, konsultant z 4-letnim doświadczeniem na 60-70 tysięcy euro rocznie, a Business Developer z 4-5 letnim doświadczeniem na 60-80 tysięcy. I jak tu się dziwić, że chcą na stałe? (mm)

www.thepolishobserver.co.uk

Wątpliwości już raczej nie ma - Polska ze swoimi zasobami gazu łupkowego może z nich korzystać przez 300 lat. Według ekspertów, naszych złożach znajduje się 5,3 biliona metrów sześciennych, co daje nam 11. pozycję na świecie.

Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej (EIA) przedstawiła raport, w którym oceniono najbardziej obiecujące złoża gazu łupkowego na świecie. Według jej prognoz w polskich łupkach może się kryć nawet 22,4 biliona metrów sześciennych gazu, a zasoby, które da się wydobyć już teraz, to 5,3 biliona metrów sześciennych.

Spośród 32 krajów, gdzie przeprowadzono badania, na pierwszym miejscu znalazły się Chiny, na drugim Stany Zjednoczone, a na trzecim Argentyna.

Polska ma największe złoża gazu łupkowego w Europie, nieznacznie wyprzedzając pod tym względem Francję. Norwegia ma 2,5 razy mniej gazu łupkowego niż Polska, a Ukraina 4 razy mniej. Według szacunków „Gazety Wyborczej”, Polsce starczyłoby tego gazu na 380 lat. Autorzy raportu zwracają uwagę, że Polska należy do krajów, w których wydobycie gazu łupkowego może znacząco zmienić bilans energetyczny. Nasz kraj jest bowiem uzależniony od importu rosyjskiego gazu ziemnego. Szansę na eksploatację złóż zlokalizowanych w dwóch nieckach - Bałtyckiej i Lubelskiej zwiększa fakt, że Polska ma infrastrukturę gazową, a złoża gazu łupkowego są znaczące w porównaniu z potrzebami energetycznymi kraju.

EIA, to instytucja renomowana, więc po jej raporcie zainteresowanie wierceniami i eksploatacją złóż ze strony poważnych inwestorów - i tak już spore - wzrośnie dodatkowo. Przeciwni wydobyciu gazu łupkowego są obrońcy środowiska. Twierdzą, że eksploatacja łupków niszczy krajobraz i zatruwa wody. (mm)

www.thepolishobserver.co.uk