Wiadomości - Nasz Swiat
10
Wt, grudzień

17 marca  odbył się pokaz premierowy filmu dokumentalnego Ewy Stankiewicz "Krzyż", będącego kontynuacją "Solidarnych 2010".

Film zrealizowany przez Ewę Stankiewicz we współpracy z Janem Pospieszalskim jest zapisem wydarzeń jakie miały miejsce przed Pałacem Prezydenckim po katastrofie smoleńskiej.

Tytuł filmu nawiązuje do krzyża postawionego przez harcerzy przed budynkiem pałacu. Spór wokół jego przeniesienia do Kościoła św. Anny podzielił mieszkańców stolicy – czytamy na www.polskieradio.pl.

"Ewa Stankiewicz cierpliwie, z wytrwałością przygląda się wszystkim zdarzeniom i ich bohaterom, dzięki czemu jej zapis nie jest banalny i wykrzywiony" podkreślili twórcy obrazu w jednej z wypowiedzi dla mediów polskich.

Zobacz trailer filmu na naszej głównej stronie

Nie Japonia, nie Libia, nawet nie chmura radioaktywna nad Polską, lecz wzrost cen jest obecnie  tym, o czym dyskutuje ulica i informują rodzime media… Jarosław Kaczyński wybrał się nawet do sklepu i stwierdził, że „jest dwa razy drożej niż kiedyś”, a Donald Tusk ogłosił, że robi zakupy w „Biedronce”, w której nadal jest tanio.
Z opinią prezesa PiS-u zgodził się prof. Leszek Balcerowicz. W programie „Tomasz Lis na żywo” powiedział, że jest nie tylko dwa razy drożej, ale wręcz sto razy drożej niż na przykład w XIX wieku.

Wieści napływające z Polski nie są budujące. Rząd co prawda twierdzi, że jest dobrze, ale obywatele są przeciwnego zdania, co zresztą widać i słychać w mediach. Tak gwałtownego wzrostu cen, przede wszystkim artykułów pierwszej potrzeby nie notowano od 10 lat, a ceny cukru na przykład - i tu akurat Jarosław Kaczyński miał rację - wzrosły niemal dwukrotnie.

Zatrzymajmy się na chwilę przy cukrze. W ciągu dwóch tygodni jego cena skoczyła z 3,50 na 6,60 zł (rok temu kosztował zaledwie 2,50 zł). Zanim jednak do tego doszło, na cukrowym rynku pojawiła się panika i sprawiła, że wystąpiły braki tego towaru, a w niektórych sieciach handlowych wprowadzono nawet reglamentację - po 10 kg na głowę i ani grama więcej. Nie tylko brak cukru nasunął Polakom skojarzenia z PRL, lecz również reakcja premiera Tuska - zapomniał widać, o tym, że w Polsce od 20 lat istnieje coś takiego jak wolny rynek, bo ogłosił publicznie, że weźmie się za spekulantów i wybije im z głowy windowanie cen cukru.

Mało komu przyszłoby na myśl, że w dającej przewidzieć się przyszłości, Polacy będą jeździć na tanie zakupy do… Niemiec. Przecież to u nas zawsze było taniej. Sąsiedzi zza Odry oblegali polskie sklepy, stacje benzynowe, fryzjerów, dentystów, bazary i stoiska z ogrodowymi krasnalami. A teraz jest odwrotnie - cukier jest tam prawie dwa razy tańszy,  ale nie tylko, bo i mąka, i makarony, i kasze. Obrotni rodacy postanowili ubiec premiera w walce ze spekulantami poprzez prosty zabieg - zaczęli sprowadzać cukier stamtąd, gdzie jest tańszy. A tańszy jest również w jednym z najdroższych państw Unii, czyli w Wielkiej Brytanii - cena za kilogram średnio, w przeliczeniu to 4,40 zł, a w hurcie jeszcze taniej, niemal za grosze. Pan Sławomir, który wozi dużą ciężarówką  polską „spożywkę” do UK,  kupił właśnie osiem ton cukru, na każdym kilogramie zarobi 1,20 zł. W ciągu 10 dni zrobił trzy kursy, ale boi się, że niebawem ceny cukru spadną, bo takich spryciarzy jak on, jest więcej.

Główny Urząd Statystyczny podaje, że już w styczniu tego roku ceny żywności i napojów bezalkoholowych w porównaniu do stycznia ubiegłego roku, wzrosły o 5 procent, czynsze i energia są wyższe o 6,2 procenta. Podrożał też transport (paliwa i przewozy towarów) o ponad 7 procent. Za bochenek chleba płacimy średnio 20-50 groszy więcej niż w lutym tego roku, a o 0,80 - 1,00 zł więcej niż np. w październiku roku ubiegłego. Wszystko przez nieurodzaj nie tylko polski, lecz światowy. Ceny płodów rolnych poszły w górę jeszcze w ubiegłym roku i w lutym znów podrożały. Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej informuje, że od czerwca ceny mąki, oleju, warzyw i owoców znów pójdą w górę średnio o około 5 procent. Podobnie będzie z nabiałem i słodyczami, to samo czeka kakao i kawę. Mięso i wędliny również, ponieważ ceny pasz poszły do góry o 40 procent.

Wbrew pozorom, to nie tylko wina rządu, choć tak myśli większość rodaków kojarząc drożyznę z podwyższeniem podatku VAT. To jednak tylko część prawdy, ponieważ stawka podatku jest jednym z elementów składających się na cenę produktu. Musimy pamiętać, że w ubiegłym roku mieliśmy i srogą zimę, a wiosną i latem niemal nieustające powodzie, ale nawet nie to miało główny wpływ na ceny, lecz gorszy niż choćby dwa lata wcześniej urodzaj w Rosji, czy na Ukrainie, będących „spichlerzem Europy”. Podobnie było w Australii, czy USA i kilku innych krajach będących znaczącymi producentami i eksporterami zbóż. Pamiętać należy również o wzroście cen paliw w związku z niepewną sytuacją w Libii i Bahrajnie, a wcześniej w Egipcie i Tunezji.

Piotr Wójtowicz (www.thepolishobserver.co.uk)

Na początku lat 90-tych XX wieku pan Sławomir Piwowarczyk, wówczas student wydziału form przestrzennych krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych miał trudności z kupieniem bucików dla swojego synka. Były albo marne i tandetne, albo zbyt drogie na studencką kieszeń. Postanowił uszyć buty sam.

Cholewki wykonał z płótna. Mówi, że gdyby wiedział jak projektuje się buty pewnie by ich nigdy nie wykonał. Z całkowitej niewiedzy uszył wszystko na odwrót.

Piwowarczyk modernizował swoje produkty i od pewnego czasu w jego obuwiu o nazwie „Gucio” chodzą dzieci wielu celebrytów: córeczka Gwyneth Paltrow, córeczka Angeliny Jolie i Brada Pitta, a także synek Al. Bano.


Buciki Gucio mają wiele charakterystycznych cech. Podeszwy są jaskrawożółte i sznurówki w tym samym kolorze. Szczególnie Gucie wyróżnia specjalny, skonstruowany tył tzw. napiętnik. Jest dosyć sztywny, ale dopasowuje się do pięty dziecka.

Buty są ręcznie szyte na przedwojennych maszynach Singera. Cholewki wykonywane są z naturalnej welurowej skóry ręczni farbowanej nietoksycznymi farbami tylko z zewnętrznej strony. Podeszwa jest lekka z bezzapachowej mikrogumy na bazie naturalnego kauczuku.
Na potrzeby produkcyjne pan Piwowarczyk wynajął pracownię w krakowskim Inkubatorze Przedsiębiorczości. Zależnie od wielkości produkcji zatrudnia do 10 osób.

Bucików Gucio wytwarza się kilkaset par miesięcznie. Cena jednej pary obecnie wynosi 147 zł. Klienci na realizację swoich zamówień muszą czekać minimum 2 tygodnie. Polak potrafi.

Danuta Wojtaszczyk

Fot. © www.gucioshoes.com

Jadwiga Kaczyńska, matka braci Kaczyńskich po raz publicznie zabrała głos w sprawie katastrofy.

Tej pierwszej publicznej wypowiedzi matka prezydenta Lecha Kaczyńskiego udzieliła na potrzeby filmu śledczego wyprodukowanego przez Gazetę Polską.tv.

Fragment jej wypowiedzi przed kamerą można zobaczyć na portalu niezalezna.pl.

Fot.: Jadwiga Kaczyńska, © niezalezna.pl

 

embed video plugin powered by Union Development

Coraz więcej rodziców szuka guwernantek, czyli już nie tradycyjnej niania, ale osoby, która zadba o wychowanie i edukację ich pociech - pisze „Dziennik Polski”.

Rodzice oczekują, że guwernantka będzie znała  zabawy aktywizujące i gry edukacyjne oraz, że będzie uczyła czytania, pisania, śpiewania czy rysowania.

Starszym dzieciom powinna zaś umieć  dobierać lektury i filmy. Konieczna jest też znajomość języka obcego, ponieważ rodzice chcą, by ich pociechy już od najmłodszych lat uczyły się angielskiego czy francuskiego - pisze gazeta

Ile zarabiają guwernantki?
Zwykle za miesiąc od 2,5-3 tys. zł netto.  Niektóre rodziny zapewniają również bezpłatnie zakwaterowanie, wyżywienie oraz dają guwernantce samochód do osobistej dyspozycji - pisze "Dziennik Polski".

Uporczywe, złośliwe nękanie mogące wywołać poczucie zagrożenia - czyli tzw. stalking - będzie karany. Prezydent podpisał nowelizację Kodeksu karnego, przewidującą karę do 3, a nawet 10 lat więzienia za takie przestępstwa.

Sejm uchwalił nowelizację przed miesiącem. Senat nie wprowadzał do niej poprawek. Bronisław Komorowski podpisał ją 24 marza.

Według nowych przepisów za stalking będzie można ukarać osobę, która poprzez uporczywe nękanie wzbudza u ofiary poczucie zagrożenia lub "istotnie narusza jej prywatność". Za nękanie sąd będzie mógł uznać wykonywanie licznych telefonów do ofiary, wysyłanie jej sms-ów, śledzenie, ale też obdarowywanie ofiary prezentami, których ona sobie nie życzy.

Do 3 lat więzienia będzie grozić również osobom wykorzystującym wizerunek pokrzywdzonego lub inne jego dane osobowe w celu wyrządzenia mu szkody majątkowej lub osobistej, np. przez zamawianie na jego koszt towarów oraz tworzenie, bez jego wiedzy, kont osobistych na portalach społecznościowych, podszywając się pod taką osobę.

W nowelizacji przewidziano, że w przypadku, gdy sprawca nękania doprowadzi poszkodowanego do próby samobójczej, to będzie mógł trafić do więzienia nawet na 10 lat. Ściganie sprawców stalkingu będzie następowało na wniosek osoby pokrzywdzonej.

Ponadto nowelizacja zmienia zapis regulujący przesłanki orzekania przez sąd środków karnych, m.in. zakazu kontaktowania się z określonymi osobami i zakazu zbliżania się do określonych osób. Artykuł ten w brzmieniu dotychczasowym przewidywał jedynie taką możliwość co do przestępstw przeciwko wolności seksualnej i obyczajności, popełnionych na szkodę małoletniego oraz w przypadku skazania za przestępstwo z użyciem przemocy. Po zmianie taki środek będzie też można orzec za "inne przestępstwo przeciwko wolności", czyli np. właśnie stalking.

Zdjęcia ofiar katastrofy pod Smoleńskiem oraz pożaru domu socjalnego w Kamieniu znalazły się w książce wydanej przez szkołę policji - ujawniła "Rzeczpospolita".

Książkę "Działania kryminalistyczne, medyczne i organizacyjne w sytuacjach zdarzeń masowych ze szczególnym uwzględnieniem identyfikacji genetycznej zwłok i szczątków ludzkich z pogorzeliska" - którą dziennikarze gazety bez żadnych problemów kupili kilka dni temu w jednej z księgarń w centrum Warszawy - wydała Wyższa Szkoła Policyjna w Szczytnie. To rozprawa habilitacyjna dr Renaty Włodarczyk, wykładowcy szkoły.

Praca traktuje o działaniach, jakie podejmują poszczególne służby na miejscu katastrofy. Za ilustrację posłużyły zdjęcia (kilkadziesiąt) z katastrofy Tu-154 pod Smoleńskiem 10 kwietnia i pożaru domu socjalnego w Kamieniu Pomorskim 13 kwietnia 2009 r.

Nie wiadomo, kto jest autorem zdjęć. Przy tych z Kamienia Pomorskiego autorka napisała, że „jeżeli nie jest podane inne źródło, ryciny pochodzą ze zbiorów własnych". W przypadku fotografii spod Smoleńska jako źródło wymieniono jeden z serwisów internetowych.

Według prawników publikacja zdjęć może naruszać dobra osobiste ofiar i pamięć o osobach najbliższych.  – Nie ma żadnego znaczenia pochodzenie zdjęć. Nawet jeśli zostały wzięte z Internetu, ich publikacja w książce nie zwalnia z odpowiedzialności – powiedział „Rz" mecenas Jacek Kondracki.