Wiadomości - Nasz Swiat
07
Wt, grudzień

W wywiadzie dla hiszpańskiego dziennika "El Pais" Robert Kubica stwierdził, że chciałby jeździć w Ferrari u boku swojego przyjaciela Fernando Alonso – czytamy na wp.pl.

Od dłuższegpo czasu w prasie pojawiają się informację mówiące, że Kubica zastąpi w Ferrari Felipe Massę. Jeżdżący w barwach Renault nasz rodak za każdym razem zaprzeczał tym pogłoskom, ale jednocześnie nie ukrywa, że jazda za kierownicą bolidu ekipy z Maranello jest jego marzeniem.
25-letni kierowca zdaje sobie jednak sprawę, że w najbliższej przyszłości nie jest to możliwe. - Mówienie o tym jest nierealistyczne, tym bardziej, że Massa przedłużył kontrakt do 2012 roku - twierdzi w wywiadzie Kubica.

Kubica w ubiegłym sezonie miał już ofertę z Ferrari. Po tym jak podczas GP Węgier poważnemu wypadkowi uległ Felipe Massa dostał propozycje zastąpienia Brazylijczyka. Polak odrzucił ją jednak ponieważ nie gwarantowała mu posady także na kolejny rok. Kubica postanowił więc związać się z Renault, ale zdaniem wielu fachowców prędzej, czy później trafi w końcu do Ferrari.

Zakończony niedawno siatkarski mundial, jednym przyniósł radość i perspektywę dalszej, dostatniej egzystencji, dla innych jest to smutny czas rozliczeń i pożegnań. Ta druga ewentualność dotyczy nie tylko trenera naszej reprezentacji, bowiem Castellani znalazł się w zacnym towarzystwie: Bagnoliego i Anastasiego.

O zwycięzcach zbytnio wspominać nie będziemy, bo zabrakło nas w ich gronie, w każdym razie trener Brazylijczyków Bernardo Rezende może spać spokojnie - z nękaną kontuzjami kadrą wygrał trzecie z rzędu mistrzostwo świata, a jego podopieczni, po turniejowych wzlotach i upadkach, w najważniejszych momentach rywalizacji pokazali całemu światu, jak powinni walczyć mistrzowie.

W skrajnie odmiennych nastrojach zakończyli czempionat Włosi. Przywileje gospodarza turnieju, z których czerpali garściami skończyły się w półfinale. Tam trafili na Brazylijczyków i ponieśli dotkliwą porażkę 1:3, obnażając wszystkie najdrobniejsze swoje słabości. Trener Włochów Andrea Anastasi może się już pakować, jego prawdopodobny następca, to De Giorgi.

Po nieudanych mistrzostwach świata w niełaskę popadli również selekcjoner Rosji Daniele Bagnoli oraz Daniel Castellani. Bagnoli, od początku ostro krytykowany przez miejscowych konkurentów, cieszył się sporym zaufaniem federacji. Działacze wybaczyli mu przegrane mistrzostwa Europy w Izmirze i dwukrotnie Ligę Światową, ale mało satysfakcjonującej piątej pozycji w światowym czempionacie, w którym byli murowanym kandydatem do podium, raczej już mu nie darują - mimo iż zawodnicy darzą Włocha sporym zaufaniem i szacunkiem. Wiele wskazuje na to, że Bagnoliego zastąpi na tym stanowisku były trener reprezentacji Rosji Giennadij Szypulin.

I tak dochodzimy do największego przegranego - trenera reprezentacji Polski Daniela Castellaniego. Zajęliśmy 13. miejsce (wspólnie z Kamerunem, Portoryko czy Meksykiem), choć śniliśmy o złocie. Niby broni go wywalczone rok temu, pierwsze w polskiej historii mistrzostwo Europy, ale opinie działaczy PZPS są podzielone.

Szef Polskiego Związku Piłki Siatkowej - Mirosław Przedpełski twierdzi, że Castellani może jeszcze zachować swoją funkcję, ale musi pokazać, że wie co chce zrobić.
- Musimy wiedzieć, jaką ma wizję i jaki ma plan. Znam  umiejętności trenerskie Castellaniego i wiem, że zawodnicy są zadowoleni, że ma bardzo dobry program. Czegoś jednak zabrakło. Siatkówka w Polsce to zbyt duża sprawa, żeby po prostu powiedzieć „próbujemy jeszcze raz”. Trzeba być przekonanym, że ta próba się powiedzie - poinformował Przedpełski na stronie polskiego związku siatkarskiego. Dalsze losy trenera powinny rozstrzygnąć się w tym tygodniu.(mm)

Wczorajszy mecz Włochy-Serbia skończył się jeszcze przed jego rozpoczęciem. Najpierw serbscy kibice starli się z policją włoską przed stadionem w Genui, następnie wrzucili świecę dymną do autokaru wiozącego piłkarzy Serbii.

Po wyjściu obu reprezentacji na boisko, kibice z Bałkanów rzucili na murawę race oraz zaczęli demolować sektor, w którym ich umieszczono.

Po 40 minutach mecz eliminacyjny piłkarskich ME 2012 wreszcie się rozpoczął, ale nie na długo. Po siedmiu minutach gry i po kolejnych świecach dymnych, które wylądowały na murawie boiska, sędzia przerwał definitywnie grę i przyznał, że mecz zakończy się walkowerem dla podopiecznych Cesare Prandelliego.(am)

Po piątkowym (1.10) zwycięstwie 3:1 nad Niemcami włoscy siatkarze mogą już śmiało mysłeć o finale mistrzostw świata, który odnędzie się w Wiecznym Mieście - twierdzi włoska prasa.

Według komentatorów jest toogromna zasługa urodzonego we Wrocławiu reprezentanta Włoch Michała Łasko. „La Gazzetta dello Sport” pisze, że „chłopak z Wrocławia rozwiązuje problemy”. Tak było w meczu z Iranem w Mediolanie, a przede wszystkim wczoraj w Katanii na Sycylii, gdy Włosi przegrywali pierwszego seta z Niemcami.

Syn polskiego siatkarza Lecha Łasko powiedział po piątkowym spotkaniu: „Starałem się rozruszać zespół, bo od początku było widać, że to dziwny wieczór”.

Gazeta przypomina, że włoska drużyna jako jedyna nie przegrała do tej pory ani jednego spotkania. Według “La Gazzetta dello Sport” Michał Łasko jest najbardziej poszukiwanym włoskim siatkarzem na Facebooku. Zapytany o powód jego popularności na największym social network, Łasko tłumaczy faktem, że jest jeszcze kawalerem.

Michał Łasko wyjechał z Polski jako kilkuletni chłopiec, mówi bardzo dobrze w ojczystym języku. Posiada podwójne obywatelstwo. Leworęczny Łasko występuję obecnie we włoskiej Serie A, w drużynie Marmi Lanza Werona. Gra na pozycji atakującego.(am)

foto: © Wikimedia Commons

Arsenal Londyn jest zainteresowany pozyskaniem bramkarza reprezentacji Polski Artura Boruca, który niedawno przeszedł z Celtiku do Fiorentini – czytamy na stronie sports.pl.

Artur Boruc po przejściu, w letnim oknie transferowym, z Celtiku do Fiorentiny za 1,7 miliona funtów już w styczniu planuje opuścić Włochy, ponieważ trener Fiorentiny Sinisa Mihajlović nie daje mu szansy i nie wystawia do gry w pierwszym składzie. Od początku sezonu Serie A Artur Boruc siedzi na ławce rezerwowych, a w bramce Fiorentiny występuje Sebastien Frey.

Na tę wiadomość czekał trener Arsenalu Arsene Wenger. Po niepewnym dalszym losie w drużynie bramkarzy Manuela Almunii i Łukasza Fabiańskiego, chciałby w styczniowym oknie transferowym sprowadzić do Arsenalu Boruca.

Adam Kokoszka gra w Empoli FC od sierpnia 2008 roku, kiedy to podpisał z włoskim klubem 5-letni kontrakt. Początek przygody z nową drużyną miał udany. Niestety, kiedy zmienił się trener Empoli, sytuacja Polaka diametralnie się zmieniła – donosi futbolnews.pl.

Do lata br. wszystko szło po myśli Kokoszki: w przeciągu dwóch sezonów rozegrał 45 ligowych spotkań, drużyna grała nieźle i w pierwszym sezonie mogła nawet wywalczyć awans do Serie A. "Kokos" swoimi występami zaskarbił sobie sympatię kibiców Empoli.

Jednak odkąd Alfredo Aglietti został nowym trenerem, 24-letni Polak zniknął z kadry meczowej pierwszego zespołu. Kibice nie bez powodów zaczęli się zastanawiać, dlaczego nowy Aglietti nie stawia na Kokoszkę, a woli od niego młodszego o cztery lata Daniele Moriego, który w poprzednim sezonie zagrał w ledwie trzech ligowych spotkaniach.

Zapytany przez dziennikarzy o brak Kokoszki na boisku podczas meczu w Grosseto (25 września), szkoleniowiec stwierdził, że choć stawia umiejętności Polaka wyżej niż Marzorattiego, to jednak oczekuje od nich znacznie więcej podczas treningów. - Nie zamykam przed nikim drzwi, ale ci, co nie grają muszą w trakcie tygodnia pokazać, że na to zasługują - powiedział po meczu 6. kolejki Serie B. Piłkarz dostawał szanse gry w sparingach, ale jak widać nie potrafił jej wykorzystać.

Do tej pory, na osiem spotkań Serie B Kokoszka tylko raz znalazł się w kadrze meczowej (18 września w meczu z Ascoli), spędzając 90. minut na ławce rezerwowych.

Krzysztof „Diablo” Włodarczyk obronił tytuł mistrza świata organizacji WBC w wadze junior ciężkiej, choć zwycięstwo przyszło mu z trudem, a losy 12. pojedynku ważyły się do końca.

Polski pięściarz  wygrał jednogłośnie na punkty, choć nie zaprezentował się z najlepszej strony. Jego przeciwnik, 35-letni James Robinson, był skazywany na pożarcie. Jednak aż do ostatniego gongu miał siły, by zaatakować. 
Według przedmeczowych prognoz, „Diablo” miał pokonać Amerykanina przed czasem – tak sądzili zarówno bokserscy eksperci, jak i bukmacherzy. Włodarczyk narzucił Robinsonowi swój styl walki i nie pozwolił, by rywal zrobił mu krzywdę.
Cała walka była w sumie dość monotonna – Włodarczyk atakował ciosami prostymi, od czasu do czasu próbując haków na korpus przeciwnika. Natomiast Robinson starał się wykorzystać fakt, że walczy z odwrotnej pozycji. Mimo wszystko, poza kilkoma ciosami podbródkowymi i prostymi, nie potrafił on przedrzeć się przez gardę Polaka. Bardziej dynamicznie nasz zawodnik zaczął walczyć dopiero od piątej rundy. Zadawał mocne, szybkie prawe proste, ale rywal imponował odpornością na ciosy. Ostatnie starcia to już przewaga Włodarczyka. Poza 12. rundą, w której Polak zwolnił i skoncentrował się na defensywie.

Sędziowie punktowali: 117-111, 115-113 i 116-112 na korzyść Polaka. Dla Włodarczyka była to 44 (32 KO) wygrana na zawodowym ringu. Polak ma w dorobku także 2 porażki i remis.

Jason Robinson zanotował 6. porażkę w karierze. Na koncie ma 19 (11 KO) wygranych walk.
    
(jj)