Wiadomości - Nasz Swiat
18
So, listopad

Dzisiaj w nocy zmarł Włodzimierz Smolarek. Razem z reprezentacją Polski zdobył srebrny medal za trzecie miejsce na MŚ 1982 r. w Hiszpanii. Miał 54 lata. Smolarek był gwiazdą klubu Widzew Łódź oraz reprezentacji Polski.

Był wychowankiem klubu Włókniarz Aleksandrów Łódzki. Grał we Włókniarzu w latach 1967–1973, później przeszedł do Widzewa Łódź (1973–1977 i 1979–1986), następnie grał w Legii Warszawa (1977–1979), niemieckim Eintrachie Frankfurt (1986–1988, zdobywca pucharu Niemiec w 1988) oraz holenderskich klubach: Feyenoord Rotterdam (1988–1990) oraz FC Utrecht (1990–1996).

W reprezentacji Polski rozegrał 60 meczów (52 – Widzew, 5 – Eintracht, 2 – Feyenoord, 1 – Utrecht), będąc przy tym kapitanem 9 razy.

Włodzimierz Smolarek uważany był za jednego z najlepszych w historii piłkarzy Widzewa, jak również całej polskiej piłki nożnej. Ceniony przez wszystkie pokolenia kibiców za światową klasę, ale również za niezwykłą zadziorność, waleczność, bojowość i ambicję.

Włodzimierz Smolarek to również dwukrotny uczestnik finałów Mistrzostw Świata. W 1982 w Hiszpanii za zdobycie III miejsca zdobył srebrny medal, 4 lata później w Meksyku był zdobywcą jedynej bramki dla Polski.

Po zakończeniu kariery piłkarskiej osiadł na stałe w Holandii, gdzie zajął się pracą trenerską, prowadził drużyny juniorskie w Feyenoordzie.

8 czerwca 2012 roku w Warszawie rozpoczną się mistrzostwa Europy w piłce nożnej.  Z myślą o kibicach, którzy przyjadą do Polski na Euro 2012 stworzono serwis Polish Guide www.polishguide2012.pl, z informacjami o dojazdach do stadionów, strefach kibica, a nawet regionalnej kuchni.

Przewodnik dostępny jest w języku polskim, angielskim, niemieckim, hiszpańskim i rosyjskim.

Sympatyczny Thomas, bohater filmu animowanego dostępnego na stronie głównej serwisu Polish Guide wyjaśnia jak korzystać z portalu oraz jak ściągnąć przewodnik po Polsce na smartfona.



Aby zachęcić do przyjazdu do Polski kibiców z zagranicy przygotowano też specjalna kartę Polish Pass www.polishpass.org jest rewolucyjną usługą, pierwszą tego typu w Europie, stworzoną specjalnie na potrzebę wielkiej sportowej imprezy.

Polish Pass umożliwia wykupienie biletu lotniczego lub kolejowego, zarezerwowanie wybranego hotelu i wykupienie ubezpieczenia zdrowotnego. Na karcie, kora jest imienna i zostanie przesłana kibicowi do domu  zostaną zapisane wszystkie informacje dotyczące rezerwacji hotelu, przelotów i przejazdów oraz  wykupionego ubezpieczenia, dzięki czemu zawsze będzie miał dostęp do planu swojego podróży po Polsce. Ponadto kibic posiadający Polish Pass będzie mógł się wszędzie legitymować tym jednym dokumentem. (wda)

embed video plugin powered by Union Development

W pierwszym dniu zawodów o Puchar Świata, Polak był bezkonkurencyjny i zajął pierwsze miejsce, ale w drugim dniu było już gorzej. Kamilowi Stochowi nie udało się powtórzyć w ostatnią sobotę  sukcesu, odniesionego w dzień wcześniej podczas konkursu w ramach Pucharu Świata. Tym razem na skoczni triumfował Gregor Schlierenzauer.

Kamil Stoch / foto: Wikimedia CommonsW minionym tygodniu nasz najlepszy obecnie skoczek narciarski, Kamil Stoch powtórzył ubiegłoroczny sukces i wygrał piątkowy konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich na Wielkiej Krokwi. Rywalizację w Zakopanem zdominowała... pogoda. W drugiej serii konkursu zabrakło Thomasa Morgensterna, dalekie miejsce zajął inny Austriak, Gregor Schlierenzauer.

Po pierwszej serii i skoku na odległość 125,5 metra Stoch zajmował drugie miejsce, rozdzielając dwóch Niemców - prowadzącego Severina Freunda (128 m) i trzeciego Richarda Freitaga (126,5 m). Trudne warunki na Wielkiej Krokwi - zmienny wiatr i padający śnieg - najbardziej dały się we znaki Austriakom. Thomas Morgenstern upadł przy lądowaniu i stracił szansę na udział w drugiej serii. Z kolei liderzy PŚ Andreas Kofler oraz Gregor Schlierenzauer oddali krótkie skoki i zajmowali odpowiednio 12. i 14. miejsce.

W drugiej serii Stoch skoczył aż 135 metrów i oczywiście prowadził. Odpowiedź Freunda była nieudana - Niemiec nie wytrzymał presji i po skoku na odległość 113 metrów zajął dopiero 10. miejsce. Drugi w konkursie był Freitag, a trzeci - Kofler, który w finałowej serii skoczył 130 metrów.

W trzydziestce pierwszego zakopiańskiego konkursu znalazło się jeszcze trzech reprezentantów Polski. Rewelacyjnie spisał się Aleksander Zniszczoł, który był dziewiąty. Piotr Żyła zajął 16. miejsce, a Maciej Kot - 25.

W drugim dniu konkursu nie było już tak wesoło. Wygrał go Gregor Schlierenzauer, Austriak zwyciężył tym samym 39. raz w karierze i zrównał się pod tym względem z Adamem Małyszem. Najwyżej z Polaków uplasował się Kamil Stoch, który był siódmy. Polak oddał jednak zdecydowanie najlepszy skok w całej drugiej serii - siódma lokata była efektem zepsutej pierwszej próby. A trzeba przyznać, że apetyty po piątkowym konkursie były olbrzymie. Wiadomo - rosną one w miarę jedzenia, a dzień wcześniej, Kamil Stoch nasycił wszystkich polskich kibiców. Jednak w sobotę warunki były inne, niż w piątek. W pierwszej serii Stoch nie skakał przy gęsto padającym śniegu, choć wiejący w plecy wiatr nie rozpieszczał zawodników próbujących pokonać Wielką Krokiew. Nie był on sprzymierzeńcem naszej gwiazdy. Sobotni zwycięzca wylądował na 122 m, co dało mu zaledwie 17. lokatę po pierwszej serii. Straty do zajmujących czołowe miejsca Andersa Bardala, Andreasa Koflera i Gregora Schlierenzauera były jednak tak wielkie, że trudno było liczyć na cud. Stoch chciał jednak odrobić jak najwięcej strat i przesunąć się o kilka pozycji. W drugim skoku wyszło wszystko - Stoch trafił z wybiciem, wyciągnął w powietrzu ze swojej próby najwięcej, ile mógł. Wylądował ostatecznie na 133,5 m, dzięki czemu objął zdecydowane prowadzenie i dał nadzieję, że może awansować nawet do pierwszej dziesiątki. To się udało - dopiero zajmujący 10. miejsce po pierwszej serii Severin Freund zdołał wyprzedzić naszego zawodnika, dzięki skokowi na odległość 131 m. Kilku następnych zawodników nie potrafiło jednak znaleźć się przed Stochem, który finiszował na siódmej pozycji. Awans o dziesięć miejsc w porównaniu z pierwszą serią jest małym sukcesem Polaka. (jj)

Klasyfikacja indywidualna w Pucharze Świata:

1. Andreas Kofler 855
2. Gregor Schlierenzauer 766
3. Anders Bardal 749
4. Thomas Morgenstern 706
5. Kamil Stoch 564
6. Richard Freitag 534
7. Robert Kranjec 457
8. Severin Freund 443
9. Daiki Ito 420
10. Roman Koudelka 413
(...)
21. Piotr Żyła 146
(...)
44. Aleksander Zniszczoł 29
(...)
46. Maciej Kot 26

www.thepolishobserver.co.uk

O ogromnym pechu może mówić polski kierowca wyścigowy, Robert Kubica. Po ciężkim wypadku z przed prawie roku, który wyeliminował go ze startów w Formule 1 w ubiegłym sezonie, po raz kolejny przytrafiła mu się przykra kontuzja. Tym razem prawdopodobnie doznał urazu kostki.

Jak podaje włoska agencja informacyjna ANSA Robert Kubica uległ nieszczęśliwemu wypadkowi w pobliżu swojego domu w Pietrasanta. Pierwsze sygnały mediów była bardzo niepokojące. Początkowo podawano, że Polak złamał kość piszczelową. Z upływem czasu docierały do nas bardziej szczegółowe informacje. Zdementowano złamanie jednak informowano o pęknięciu. Głos na swoim blogu zabrał znany ekspert sportów wyścigowych i jednocześnie przyjaciel kierowcy, Mikołaj Sokół. - Kubica trafił do lokalnego szpitala, gdzie prześwietlono uszkodzoną nogę i stwierdzono pęknięcie w miejscu jednego ze złamań odniesionych w rajdowej kraksie. Na czwartek planowane jest drobiazgowe badanie i lekarze zapowiadają, że w piątek ma się odbyć zabieg mający na celu spojenie pęknięcia metalową płytką i śrubami - napisał Sokół. Nogę usztywniono za pomącą lekkiego gipsu. Z nieoficjalnych informacji wynika, że Polak ma zostać przetransportowany do szpitala w Pietra Ligure, gdzie przebywał przez kilkadziesiąt dni i przeszedł kilka operacji po wypadku z lutego. Jednak przedstawiciele szpitala, gdzie miał udać się Kubica, nic nie wiedzą o tym, że ma on tam powrócić. O jego ewentualnym przyjeździe nie wie ani rzecznik Roberto Carrozzino, ani lekarz ortopeda Francesco Lanza, który kilka razy operował Kubicę. Obaj w rozmowie z PAP przyznali, że nie otrzymali żadnej wiadomości na ten temat. "To brzmi jak absurdalny żart, ale to prawda" - komentuje włoski dziennik "La Reppublica", który podobnie jak "La Gazzetta dello Sport" podaje, że na szczęście nie jest to poważny uraz. - Brytyjski Autosport, powołując się na źródła bliskie kierowcy, przekazuje nieoficjalną informację, że incydent może wydłużyć rehabilitację o „przynajmniej trzy tygodnie”. Pamiętajmy jednak o tym, że jak dotąd nie określono prawdopodobnego terminu zakończenia rehabilitacji – podczas ostatniej rozmowy Daniele Morelli powiedział mi, że bardziej konkretnych informacji możemy spodziewać się w lutym lub nawet później. Czas odzyskiwania funkcjonalności poszczególnych części ciała się nie sumuje i leczenie różnych obszarów odbywa się jednocześnie, a nie po kolei. Oczywiście jest to niezwykle pechowy zbieg okoliczności, bez którego kierowca mógłby doskonale się obyć - dodał na swoim blogu Mikołaj Sokół.

Rafał Nordwing

Bramkarz Lechii Gdańsk, Wojciech Pawłowski przebywa w tych dniach we Włoszech. 19-letni piłkarz został zaproszony na testy sportowe i medyczne przez Udinese Calcio, obecnie trzeci klub Serie A.

Gdański klub ma szansę na okazały zarobek - nawet kilkaset tysięcy euro. Ewentualny kontrakt najwcześniej będzie obowiązywać od 1 lipca br.

Według informacji podanych przez portal sport.pl, Pawłowski opuścił kolegów przebywających na zgrupowaniu w Turcji w sobotę, jego pobyt we Włoszech potrwa kilka dni. Udinese zaprosiło Pawłowskiego ze względu na fakt, że po sezonie z klubu odejdzie jeden z bramkarzy (w tej chwili w pierwszym zespole jest ich trzech) i wówczas Pawłowski miałby szanse na angaż. Niestety będzie miał małe szanse na grę w pierwszym składzie, ponieważ podstawowym bramkarzem Udinese jest jeden z najlepszych obecnie golkiperów w Europie Słoweniec Samir Handanović.

Krzysztof Hołowczyc zakopał się w wydmach, na trasie rajdu Dakar, Małysz znalazł się w pierwszej czterdziestce. Gryszczuk odpada…

Robby Gordon wygrał 12. etap rajdu Dakar. Amerykanin prowadził od startu do mety i wypracował sobie aż 15 minut przewagi nad Rosjaninem Leonidem Nowickim, który ostatecznie był drugi. Przez długi czas, miejsce za Gordonem, zajmował Krzysztof Hołowczyc, ale 35 kilometrów przed metą, zakopał się na wydmach i ostatecznie zajął 10. pozycję ze stratą prawie 48 minut. Adam Małysz - kierowca RMF Caroline Team - uplasował się na 37. miejscu. Z imprezą niestety pożegnał się Albert Gryszczuk. Polak jechał bardzo dobrym tempem. Systematycznie powiększał przewagę nad Stephanem Peterhanselem i Nanim Romą. Był szybki zarówno na początku etapu, kiedy zawodnicy jechali po plaży, brzegiem oceanu, jak i w drugiej części trasy, poprowadzonej po wydmach. Jeśli „Hołek” był szybki, to Robby Gordon jechał po prostu jak szalony. Amerykanin wystartował w piątek z dalszym numerem, ale tempo miał niesamowite. Na ostatnim przed metą pomiarze czasu wyprzedzał Polaka o ponad 3 minuty, a Peterhansela o ponad 7.
Jednak to właśnie ostatnie kilometry okazały się najbardziej mordercze. A wszystkiemu winne były ergi - ruchome, niewielkie, ale bardzo grząskie wydmy. Utknął na nich między innymi właśnie „Hołek”.

Bardzo dobrze spisał się Rosjanin Leonid Nowicki - na wydmach odrobił część strat i wyprzedził faworyzowanych Peterhansela (5. miejsce) i Romę (4. miejsce). Ostatecznie zajął drugą lokatę. Trzeci był Giniel de Villiers z RPA. Gordon jechał jak natchniony i nie miał na wydmach najmniejszych kłopotów. Nad Nowickim miał na mecie 15 minut przewagi. Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk, którzy reprezentują RMF Caroline Team, zakończyli udział w rajdzie Dakar. Ich Pajero nie wystartowało na trasę 12. etapu, który według opinii wielu uczestników był najtrudniejszym w tegorocznej edycji.

Wśród motocyklistów, najszybszy był Hiszpan Marc Coma, który objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Dotychczasowy lider, Francuz Cyril Depres stracił do niego 3 minuty i 57 sekund i zajął trzecie miejsce (jego strata w klasyfikacji generalnej wynosi nieco ponad 1,5 minuty). Faworytów na piątkowej próbie rozdzielił Hiszpan Joan Barreda Bort (2 minuty 43 sekundy straty). Polacy tym razem pojechali słabiej. Jacek Czachor na mecie zameldował się z czasem o ponad 21 minut gorszym od zwycięzcy i zajął 27. lokatę. 10 minut wolniej pojechał Marek Dąbrowski - był 36.

Na quadach ponownie bezkonkurencyjni byli bracia Petronelli. Wygrał Marcos, a Alejandro stracił do niego 42 sekundy. Trzecim czasem może pochwalić się Rafał Sonik. Jego strata do zwycięzcy wyniosła ponad 10 minut. (jj)

fot. Wikipedia

Niesamowitych emocji dostarczyła nam Justyna Kowalczyk w przeciągu kilku ostatnich dni. Polka przeszła do historii biegów narciarskich we wspaniałym stylu wygrywając po raz trzeci z rzędu Tour de Ski w biegach narciarskich.

Justyna Kowalczyk / Foto: WikipediaPrzed ostatnimi zawodami cyklu Kowalczyk miała niewielką bo 11-sto sekundową przewagę nad żelazną Marit Bjoergen. Jednak Norweżka szybko dogoniła liderkę. Taki właśnie scenariusz przewidywała Kowalczyk. Obie zawodniczki przez bardzo długi czas biegły tuż obok siebie. Razem także rozpoczęły morderczą walkę z Alpe Cermis, najdłuższym i najbardziej stromym podbiegiem w całym sezonie. Na dwa kilometry przed metą to polska zawodniczka przeprowadziła atak, który okazał się skuteczny.

Kowalczyk przyspieszyła i z każdym odepchnięciem powiększała przewagę nad Bjoergen. Norweżka dawała z siebie wszystko, jednak nie była w stanie dogonić Polki, która tego dnia była w wyśmienitej formie. Kowalczyk biegła znakomicie i nie traciła swojej przewagi. Nie straciła jej do mety, a jej przewaga nad Norweżką wyniosła ostatecznie 28 sekund! Nasza wspaniała biegaczka osiągnęła ogromny, wspaniały sukces - po raz trzeci z rzędu zwyciężyła w Tour de Ski. Tego nie dokonała wcześniej żadna biegaczka.

- Od samego początku podbiegu miałam wyjść na prowadzenie i narzucić Marit Bjoergen swoje tempo. Uważaliśmy, że będzie ono mocniejsze i bardziej wymagające. Okazało się na tyle mocne, że zdołałam uzyskać przewagę. To był bardzo ciężki bieg. Może wyglądało to inaczej, bo odbiegłam, ale było naprawdę bardzo ciężko. Bardzo bałam się tej góry, choć nie bałam się rywalek bo tu nie walczy się z rywalkami, tu walczy się z samym sobą - podkreśliła po zawodach Justyna Kowalczyk.

- Chodziło o to, żeby dobrze rozłożyć siły i nie dać się ponieść emocjom. Zwłaszcza, że na początku tej góry nachylenie jest takie, jak lubię. Poza tym wiadomo, że nie ma tu zjazdu, żeby odpocząć. Taki bieg, jak ten, ma miejsce tylko raz w roku. Tak bardzo różni się od tego, co mamy na co dzień, że nie ma sensu wyciągać daleko idących wniosków - dodała na zakończenie skromna jak zwykle Polka z Kasiny Wielkiej. Wyrazy szacunku dla Kowalczyk wyraziła także jej największa rywalka.

- To był dla mnie dobry bieg, ale tym razem Justyna Kowalczyk była ode mnie mocniejsza. Jej zwycięstwo jest sprawiedliwe - powiedziała Marit Bjoergen.

- Od początku cyklu Tour de Ski trwała wielka walka między mną a Justyną. Myślę, że było to świetne i dobre dla sportu. Ostatecznie ona wygrała, a ja znalazłam się na drugim miejscu. Mogę powiedzieć, że z tego drugiego miejsca w TdS jestem zadowolona - podkreśliła Norweżka.

- Zwycięstwo w cyklu Tour de Ski ciągle jest moim celem, jeszcze się nie poddałam. Tym razem walczyłam z Kowalczyk od początku do końca i była to zacięta rywalizacja. Ona była trochę lepsza i muszę zaakceptować fakt, że zostałam pokonana. Może uda mi się wygrać w przyszłym roku? Myślę, że to możliwe - stwierdziła Norweżka.

Po triumfie na konto Kowalczyk wpłynie pokaźna suma pieniędzy. W całym cyklu Tour de Ski zarobiła ponad 140 tysięcy franków szwajcarskich (około 500 tysięcy złotych). Premie finansowe za miejsca zajmowane w poszczególnych etapach dały jej 40 970 franków, a w nagrodę za zwycięstwo w całym cyklu Polka otrzymała 100 tysięcy. Spośród zwycięstw etapowych najcenniejsza była dla Polki wygrana w biegu na 10 kilometrów techniką klasyczną w Val di Fiemme - otrzymała za nie 6700 franków szwajcarskich. W sumie zarobiła w cyklu 140 tysięcy 970 franków. Na drugim miejscu pod względem finansowych zysków z Tour de Ski znalazła się rzecz jasna Marit Bjoergen. Norweżka na nagrodach finansowych zarobiła 94 tysiące 40 franków. Najwięcej otrzymała za drugie miejsce w klasyfikacji generalnej - 67 tysięcy. Trzecie miejsce dla trzeciej w "generalce" Therese Johaug (41,490 franków).

Rafał Nordwing